Co dziś dla siebie zrobiłaś miłego? Drobne przyjemności to sposób na szczęśliwe życie!
iStock
#lepszeżycie

Co dziś dla siebie zrobiłaś miłego? Drobne przyjemności to sposób na szczęśliwe życie!

Najlepsze antidotum na stres, najbardziej skuteczny sposób na relaks, świetna metoda na dowartościowanie się. Drobne przyjemności tylko na pierwszy rzut oka są drobne. Ich moc jest nie do przecenienia!
Katarzyna Montgomery
03.02.2020

Nie odmawiajmy sobie miłych chwil. Wszystkie badania od lat pokazują, że lepsze są małe przyjemności niż wielka atrakcja raz na jakiś czas – mówi psychoterapeutka, Katarzyna Kucewicz. Zamiast odkładać szczęście na „przyszły tydzień”, „na emeryturze” albo „gdy dzieci się już wyprowadzą” już dziś wprowadź do swojego życia drobny rytuał: codziennie zrób dla siebie coś miłego.  

Katarzyna Montgomery „Uroda Życia”: Moja znajoma, matka dwójki dzieci, żona, powiedziała mi, że nigdy nie odmawia sobie drobnych przyjemności, bo jeśli ona będzie niezadowolona, to cała rodzina będzie niezadowolona. To zdrowe podejście czy usprawiedliwienie egoizmu?

Katarzyna Kucewicz: Zazwyczaj jesteśmy matkami Polkami i tkwimy w kulcie samopoświęcenia, czyli poświęcenia swoich przyjemności dla potrzeb bliskich, spełniania zachcianek innych ludzi. Dlatego dbanie o siebie to u kobiet bardzo cenna umiejętność. Trzeba tylko znaleźć równowagę, żeby nie popaść w przesadę, bo kiedy mówimy: „Ja sobie niczego nie odmawiam”, możemy popłynąć w stronę albo uzależnienia się od czegoś, albo nonszalancji i zbyt beztroskiego życia.

Ale zgodzi się pani, że drobne przyjemności są ważne i potrzebne?

Liczą się nawet bardziej niż te duże. Ludziom wydaje się często, że jak spędzą raz w roku urlop na Malediwach, to będzie ich najlepsza nagroda. Ale wszystkie badania od lat pokazują, że lepsze są małe przyjemności, za to częściej dawkowane, niż duża przyjemność raz na jakiś czas. Czyli zamiast raz w roku wyjechać gdzieś na egzotyczne upragnione wakacje, lepiej kilka razy do Zakopanego.

Tym bardziej że na te Malediwy, to muszę sobie cały rok wszystkiego odmawiać.

I wtedy frustracja rośnie, a nasz organizm woli dawkowanie przyjemności. Lepiej mało i często, bo drobne radości i towarzysząca im ekscytacja pobudzają nasz układ nerwowy, przyspieszają przepływ serotoniny, dzięki czemu mamy lepszy humor. Kiedy doznajemy radości i przyjemności, wydzielają się endorfiny – czujemy zatem więcej szczęścia. Organizm tego potrzebuje.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Sposób na stres i depresję

Pomagają też zapomnieć o smutkach.

Drobne przyjemności pomagają złagodzić działanie silnego stresu. Dlatego na przykład im bardziej stresującą mamy pracę, tym bardziej nasze przyjemności powinny być przemyślane, tak by równoważyły nam stresy. Warto nauczyć się dbać o tę harmonię, a nie potem łykać antydepresanty.

Przemyślane przyjemności?

Można je podzielić na aktywne i bierne. Bierną przyjemnością będzie oglądanie serialu czy przeglądanie internetu, ale prawdziwy relaks i odstresowanie pojawiają się wtedy, gdy przyjemność wymaga od nas zaangażowania. To może być spacer, sport, ale też spotkanie czy rozmowa z innymi ludźmi. Lubię chodzić na basen, żeby posiedzieć w jacuzzi.

To bierna czy aktywna przyjemność?

Absolutnie bierna, bo ja w nim zastygam. Żeby naprawdę poczuć dobroczynne działanie tej przyjemności, powinnam popływać. Taki rodzaj aktywności pobudza cały organizm. I kiedy mam dużo stresów, to muszę popływać i zmęczyć się, a jeśli mało, to wystarczy, że sobie siedzę w wodzie i myślę o niebieskich migdałach.

Nam się chyba przyjemności nie kojarzą z wysiłkiem…

Wysiłek często rozumiemy jako ciężką pracę, a nie relaks. To błąd. Takie aktywne przyjemności mają lepszą skuteczność niż na przykład słodycze, które dla Polaków są na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o sprawianie sobie przyjemności. Wiadomo, od jednej czekoladki świat się nie zawali, a jeśli ona ma poprawić humor, to jeszcze lepiej. Ale inaczej wygląda to w przypadku osób, które mają kłopoty z silną wolą albo próbują zrzucić wagę – wtedy taki jeden skok w bok może się skończyć zaprzepaszczeniem całego trudu odchudzania. Drobna przyjemność nie może stać się złym nawykiem, nie można każdego stresu łagodzić tylko słodyczami.

Słodycze, co jeszcze lubimy w ramach drobnych przyjemności?

Wyjazdy i interakcje z innymi ludźmi, ale te twarzą w twarz, a nie w sieci. Ktoś może być bardzo towarzyski w mediach społecznościowych, ale czatowanie czy rozmowa na forum nie da mu tego, co może dać spotkanie z koleżankami raz w tygodniu.

Zakupy?

Tak, ale – jak pokazują badania – nie te ubraniowe, tylko kosmetyczne. Zakup ubrania związany jest z tym, jak siebie postrzegamy, a często jesteśmy rozczarowane, bo nie mieścimy się w jakiś rozmiar albo nie wyglądamy tak, jakbyśmy chciały. A kosmetyki zawsze sprawiają nam przyjemność; kiedy je kupujemy, czujemy, że dbamy o siebie.

Zadbaj o siebie bez poczucia winy 

Robimy coś dobrego dla siebie, a mamy poczucie winy. Czy to nie jest domena Polek? Wydaje mi się, że Francuzki potrafią sobie dogadzać bez wyrzutów sumienia.

Bo z pokolenia na pokolenie są do tego przyzwyczajone, a u nas przekaz jest inny. Nie wypada nam mieć przyjemności bez konsekwencji, a jeśli idziemy na masaż, to istnieje podejrzenie, że jesteśmy egoistkami.

Bo powinnyśmy odrabiać lekcje z dzieckiem…

Wydaje się nam, że przede wszystkim musimy robić to, co jest społecznie użyteczne. Tym bardziej że czerpiemy z doświadczeń naszych matek, które też wiele poświęciły dla dobra swoich dzieci. Często zrezygnowały z kariery, żeby je wychować. Moje pokolenie, millenialsów, często czuje się winne, że posiada więcej, niż mieli rodzice. Nie musieliśmy stać w kolejkach, marzyć o parze dżinsów, cieszyć się z wyjazdu do Bułgarii, jakby to była wycieczka do Stanów. Jest nam głupio, że nie ma żadnego problemu, więc nie oddychamy pełną piersią, tylko przepraszamy za dogadzanie sobie. To jest domena dzisiejszych 30-latek – przepraszanie za to, że im się przyjemnie żyje. Ostatnio rozmawiałam z kobietą, która powiedziała mi, że kiedyś zajmowała się modą, była utalentowana, ale zostawiła swoją pasję, bo przecież musiała dzieci wychować…

A gdyby robiła to, co kochała, to dzieci by od tego nie umarły.

To historia wielu Polek, które miały aspiracje i ambicje, ale nikt ich w tym nie wsparł. Dopiero teraz młodsze pokolenia mają już inne nastawienie i uczą swoje dzieci żyć pełną piersią. Ale nadal czujemy, że powinnyśmy się z tego tłumaczyć. A jak już raz pójdziemy do SPA, to potem będziemy się cały miesiąc umartwiać albo starać się wynagrodzić to jakoś swojej rodzinie. Kiedy leciałam na wakacje nad Ocean Indyjski, to sama mówiłam wszystkim, że tam jest teraz pora deszczowa.

Sama pani odbierała sobie tę przyjemność.

Właśnie, wstydzimy się przyznać, że ciężko na te wakacje pracowaliśmy i mamy prawo się z tego cieszyć.

Czyli koniec z poczuciem winy.

To ważne, by wyłączyć wewnętrznego krytyka. Żeby dbać o swój dobrostan psychiczny, powinnyśmy siebie tymi drobnymi przyjemnościami doładowywać. Im więcej mamy stresów, tym więcej warto sobie dawać przyjemności, jakichkolwiek, i nie przepraszać za nie. Pozwalać sobie. Zjadłam czekoladkę, bo chciałam i koniec. Poczucie, że musimy wszystko odpokutować, sprawia, że postrzegamy siebie jako osobę, która na nic dobrego nie zasługuje. 

Poza tym osłabiamy pozytywne działanie tych przyjemności, nie możemy się zrelaksować, a trzeba pamiętać, jaką stres ma ogromną moc niszczenia i ile potrzeba przyjemności, żeby go zrównoważyć. Jesteśmy zalewani negatywnymi emocjami, wydarzeniami, a one nie tylko obciążają naszą głowę, ale też nasze ciało. Najlepszym naturalnym antidotum na to jest dodawanie sobie przyjemności, bez poczucia winy.

Jak się tego nauczyć?

Przyjąć, że to naturalny element naszego życia. Trzeba codziennie coś dobrego dla siebie zrobić. Minimum jedną, niepotrzebną, głupią, nieużyteczną. Jeśli przedwczoraj pomalowałam paznokcie na czerwono, a dziś mam ochotę na kolor niebieski, to maluję. I nie zwracam uwagi na wewnętrzny głos, który mi mówi, że marnuję czas na fanaberie.

Jeśli ten głos uciszymy, staniemy się szczęśliwsze?

O wiele mniej sfrustrowane. Nie nosimy wtedy w sobie skrywanej złości i poczucia niesprawiedliwości. Osoby, które ukrywają swoje pragnienia i chowają w sobie negatywne uczucia, mają często niewyrażone pretensje do świata, bywają bierno-agresywne, złośliwe. A kiedy sprawiamy sobie przyjemności, to wszystko topnieje, jesteśmy bardziej otwarte na innych, na naszych partnerów, dzieci, przyjaciół.

Czyli innym jest z nami przyjemniej!

A my ładujemy swoje energetyczne akumulatory, to jest bezcenne.

To jakie przyjemności pani na dziś planuje?

Zakupy, spacer, potem wpadnę na basen. A pani?

Ja idę na targ kupić pyszne pomidory, dziękuje za rozmowę.

Negatywne bodźce obciążają naszą głowę i ciało. Dlatego codziennie warto coś dobrego dla siebie zrobić. Minimum jedną, niepotrzebną, głupią, nieużyteczną rzecz.

***

Rozmowa z Katarzyną Kucewicz ukazała się w „Urodzie Życia” 9/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
rozwój osobisty
Getty images

Pędzisz, gnasz i lecisz na złamanie  karku? Zwolnij! Powolność to nasz nowy trend

"Problem w tym, że większość z nas traktuje odpoczynek jako próżniactwo".
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

Ciągle pędzimy. A przecież jest coraz więcej dowodów, że wygrywają ci, którym się nie spieszy. To oni dostają lepszą pracę, są zdrowsi, bardziej twórczy i zadowoleni z życia. Dlatego nie ma dzisiaj nic pilniejszego do zrobienia niż zastanowienie się nad pytaniem: „Jak wypisać się z obsesji pośpiechu i szczęśliwie żyć w swoim rytmie?”. Przeczytaj nasz tekst i zobacz, jak wejść na drogę zadowolonej z siebie i pewnej swojej wartości kobiety.   Na jednym z facebookowych memów dwie małe dziewczynki stoją na przystanku szkolnego autobusu z nosami w kalendarzykach. Jedna mówi do drugiej: „Okay, przesunę balet godzinę wcześniej, przełożę gimnastykę i odwołam fortepian. Ty przeniesiesz skrzypce na czwartek i urwiesz się z piłki. W ten sposób w środę będziemy mieć czas od 15.15 do 15.45, żeby się pobawić”. Zabawne? Owszem. – Ale gdy przestaniemy się śmiać, zadajmy sobie pytanie: „Czy ja nie jestem taką dziewczynką?” – mówi Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka i autorka właśnie wydanej książki „Zakupoholizm. Jak samodzielnie uwolnić się od przymusu kupowania”. – Czy życie w biegu, z kalendarzem poupychanym co do godziny nie jest dla mnie normą? Czy nie mam w środku takiej małej dziewczynki, która boi się, że jak pozwoli sobie na „bawienie się”, to usłyszy od mamy, że jest leniwa, a od taty, że nic w życiu nie osiągnie? Wiele z nas, spieszących się i zapracowanych kobiet, stara się zasłużyć na aprobatę i podziw innych, myśląc, że drogą do tego jest nieustanny wysiłek, mówienie wszem wobec: „Jestem potwornie zajęta”.   Tymczasem coraz więcej badań pokazuje, że wytężona praca, brak wakacji i wolnych weekendów wcale nie łączy się z efektywnością i sukcesem.   – Według...

Czytaj dalej
Pies w aucie
getty images

Przepis na szczęście? Wyznaczaj sobie cele. Sens i radość życia znajdziesz po drodze

Nikt nie żyje w stanie wiecznej euforii. Szczęście polega na czymś innym.
Katarzyna Montgomery
01.02.2020

To wielkie życiowe cele dają nam prawdziwe poczucie przyjemności – nawet wtedy, gdy okupione są wysiłkiem, cierpieniem. Dlaczego tak się dzieje i dlaczego czasem lepiej być eudajmonistą niż hedonistą, mówi znawca i badacz szczęścia, profesor Janusz Czapiński. Katarzyna Montgomery: W swojej psychologicznej teorii szczęścia tłumaczy pan, że jego źródło jest uwarunkowane w dużej mierze genetycznie. Jaki zatem sens poszukiwania recepty na szczęście? prof. Janusz Czapiński: Są ludzie, którym powiodło się w życiu, ale na zawsze pozostaną malkontentami, co świadczy o tym, że wobec uwarunkowań genetycznych bywamy bezradni. Jednak większość ludzi – ponad 70 proc. – rodzi się z dobrymi genami szczęścia i umiera w przekonaniu, że ich życie było udane. Jestem zdania, że wbrew temu, co twierdzi guru psychologii pozytywnej, Martin Seligman, optymizmu nie można się nauczyć. Pocieszające jest jednak to, że ogromna większość ludzi ma optymizm zagwarantowany w kontrakcie na życie, bez konieczności uczenia się.  Hedoniści kontra eudajmoniści Ale ciągle szukamy recept na szczęście? A nie ma jej nawet na to, jak budować dobre życie. Jedyne, co nas łączy, to przepis na unikanie nieszczęść, który sprowadza się do uniwersalnych prawd, żeby uważać na otwarty ogień i unikać innych niebezpiecznych sytuacji.  Ulegamy też modom, a te raz propagują slow life i np. totalną akceptację siebie, a kiedy indziej – solidny wysiłek, a jeśli wypoczynek, to tylko aktywny. To są scenariusze, które piszą nam inni. Mieszkam w okolicy wiejsko-warszawskiej i widzę, jak niektórzy z zaciśniętymi zębami biegają codziennie koło mojego płotu. Nie zazdroszczę. Uważam, że przede wszystkim trzeba mieć kontakt ze sobą i intuicyjnie wyczuwać, co jest dla mnie dobre. Wsłuchać się w swoje potrzeby i...

Czytaj dalej
Meghan Markle
East News

Poronienie nie jest „zbyt osobiste” – kobiety, które o tym mówią, robią ważną rzecz dla nas wszystkich

Martyna Wojciechowska, Meghan Markle, Michelle Obama, Aleksandra Żebrowska, Joanna Koroniewska. Kobiety opisują jeden z najbardziej powszechnych kobiecych dramatów – poronienie. Komentuje psycholożka.
Sylwia Niemczyk
27.11.2020

Po zmianie pieluchy poczułam ostry skurcz. Osunęłam się na podłogę z synkiem w ramionach, nucąc kołysankę, aby uspokoić nas oboje. Radosna melodia zderzyła się z moim poczuciem, że coś jest nie tak. Tuląc moje pierworodne dziecko, wiedziałam, że właśnie tracę drugie”. Tak Meghan Markle w środę na łamach „The New York Timesa” opisała to, co przeżyła w lipcu 2020. Po „poranku, jak każdy inny” poroniła swoją drugą ciążę. Przez kolejne miesiące znosiła spekulacje mediów, czy księżna Sussex w końcu była w ciąży, czy nie – w końcu postanowiła ukrócić plotki i sama opisała swoje poronienie. To jednak nie zamknęło tematu. Przeciwnie, od środy plotkarskie serwisy zastanawiają się, na ile wyznanie Meghan Markle było „zbyt osobiste”. Zestawiają wyznanie Markle z jej decyzją o wycofaniu się z życia publicznego i tropią hipokryzję i ekshibicjonizm.  Środowe wyznanie Meghan Markle zbiegło się w czasie z poruszającym wywiadem o poronieniach, jakiego w „Wysokich Obcasów” udzieliła Aleksandra Żebrowska, żona Michała Żebrowskiego i matka trójki dzieci. Już kilka miesięcy temu napisała na Instagramie: „Są takie sprawy, o których nie da się mówić od razu, o innych nie chce się mówić wcale. »Nieudane« ciąże to temat, o którym rozmawia się ciężko – nawet z najbliższymi. Sama mam kilka takich za sobą – poronienia i na dokładkę ciążę pozamaciczną pod koniec zeszłych wakacji. Oprócz wsparcia kochającej rodziny (i pizzy przemycanej do szpitala przez moje siostry), jedna z rzeczy, które najbardziej podnosiły mnie wtedy na duchu, to świadomość, że tak wiele kobiet ma za sobą podobne historie. Dzieląc się swoimi przeżyciami – dodają innym otuchy i siły. Dlatego ja też się dzielę – będąc w...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Kłótnia w związku – lepsza niż małe,codzienne sprzeczki

Kłótnia czasem pomaga lepiej się poznać. Zaakceptować nie tylko zalety, ale i wady partnera. Lepiej się nawykłócać, nagadać, niż tonąć w codziennym rozdrażnieniu.
redakcja „Uroda Życia”
13.07.2020

Kiedy się poznajemy wszystko jest cudowne. Ale po jakimś czasie bycia razem zaczynamy dostrzegać słabości i wady partnera, to co kiedyś wzruszało, drażni. Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz w swojej nowej książce „Pięknie podzieleni. Jak uwolnić związek od codziennych sprzeczek i nieporozumień” piszą, że kobiety, kiedy przychodzą po poradę często wyznają, że marzy im się, by partner był taki „jak na początku”. A to przecież niemożliwe, bo pierwszy etap miłości ma swoje prawa i już do takiego stanu zauroczenia sobą nie wrócimy. Musimy w pewnym momencie zobaczyć naszego realnego partnera, a nie nasze wyobrażenie o nim. Poza tym wszyscy się zmieniamy. W pewnym sensie trzeba nauczyć się siebie od nowa czy też nauczyć się bycia ze sobą. Zaakceptować, że nasz partner to nie jest rycerz na koniu ani jakiś święty mikołaj, któremu podstawimy pod nos listę życzeń. Tylko nasz (nie)zwykły Wojtek, Grzesiek czy Błażej. Ze wszystkimi swoimi zaletami, ale i słabostkami - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Kłótnia w związku: nauczyć się bycia ze sobą Tracimy immunitet wyjątkowości. W głowie pojawiają się myśli: co się z nim dzieje?, co z nami jest nie tak? Partner już się nie stara. A po co? Wszak odbył już taniec godowy. Już ją zdobył. Zaklepał. Już jest jego na zawsze. Co się będzie dalej wydurniał i piórka stroszył. Ona z kolei staje się coraz bardziej roszczeniowa i zrzędliwa, bo to, na co zupełnie nie zwracała uwagi na etapie zauroczenia, najwyraźniej zaczyna ją mierzić - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Teraz trzeba usiąść, nagadać się, czasem nawykłócać, czasem pomilczeć. Spraw do przegadania będzie mnóstwo. Kto robi zakupy? Kto zajmuje się domowymi zwierzakami? Kto jest od sprawdzania szkolnych zeszytów, a kto zawozi dzieci na...

Czytaj dalej