Kryzys męskości to problem… którego nie ma, twierdzi seksuolog, Michał Pozdał
Adobe Stock
#czytajdlaprzyjemności

Kryzys męskości to problem… którego nie ma, twierdzi seksuolog, Michał Pozdał

„Jeśli chłopak czuje się chłopakiem, to po prostu jest męski. I już.”
Karolina Morelowska-Siluk
04.01.2019
„Skąd wzięła się idea poszukiwania męskości?! Męskość to nie jest jakiś głęboko ukryty skarb, garnek złota na końcu tęczy! Jeśli rodzi się chłopak i sam czuje się chłopakiem, to po prostu jest męski. I już! Z nadania. To pierwotne i organiczne. Kryzys męskości jest marketingowym wymysłem – przekonuje psychoterapeuta i seksulog Michał Pozdał* w rozmowie z Karoliną Morelowską-Siluk. 
 
*Michał Pozdał - psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par w warszawskim Instytucie Psychoterapii oraz w Katowicach w Instytucie Psychoterapii i Seksuologii.
 
Karolina Morelowska-Siluk: W swojej nowej książce "Męskie sprawy" mówi pan, że przemiana, która dokonała się w ostatnim czasie – mam na myśli zatarcie się ról męskich i żeńskich – sprawiła, że kobiety złapały wiatr w żagle, a mężczyźni stracili. Okrzyknięto bowiem, że oto mamy do czynienia z potężnym kryzysem męskości.
Michał Pozdał: No właśnie, okrzyknięto. Bez żadnego poparcia w faktach trąbią o nim media.
 
Nie tylko media. Profesor Philip G. Zimbardo, dla wielu guru psychologii, zapytał w swojej ostatniej książce bardzo dosadnie: „Gdzie ci mężczyźni?”.
I dołożył się do tego czarnego PR–u. Napisał mocne słowa na temat współczesnych mężczyzn. Ta cała teoria zaproponowana przez niego jest, delikatnie mówiąc, bardzo mocno na wyrost.
 
Co pana tak zabolało?
Nie zgadzam się absolutnie, że mężczyzna to jakiś bezwolny ślimak. A tak określa go właśnie Zimbardo. Wreszcie dożyliśmy czasów, kiedy ta męska rama (tak samo jak kobieca) zaczęła być szersza. To znaczy mężczyźni mogą być różnorodni. Mogą podejmować różne decyzje, wybierać różne zawody, mogą jako ta „kura domowa” zostać w domu z dziećmi. Dzięki temu zmienił się cały paradygmat męskości, powiększył się.
 
Więc w czym problem? O co ta batalia?
Mogę zgodzić się na słowo „kryzys”, ale w rozumieniu eriksonowskim [Erik Erikson, amerykański psychoanalityk i psycholog rozwoju – red.], czyli kryzys jako rozwój, przełom i rozkwit. Pracuję głównie z mężczyznami, w różnym wieku, znam więc ich wielu, rozmawiam z nimi i myślę sobie, że mówienie o kryzysie męskości, to kompletna bzdura!
 
Ale z drugiej strony pisze pan w książce, że mężczyźni, kiedy sami mają określić poziom swojej męskości, nie dają sobie zbyt wielu punktów...
Bo wielu z nich mentalnie tkwi ciągle pod ciężarem stereotypu silnego drwala. Cywilizacja sprawiła, że facet nie musi krzesać ognia, bo może zwyczajnie na każdej stacji benzynowej kupić zapalniczkę. Więc dlaczego z tego nie korzystać? To sprzeczne z logiką! Z jednej strony mężczyzna czuje, że może więcej, inaczej, chce tego, a z drugiej strony ciągnie się za nim cień konieczności bycia twardzielem. Czarno-białym twardzielem.
 
Mam rozumieć, że świat nie potraktował sprawiedliwie kobiet i mężczyzn? Że kobietom łatwo przyszła ta nowa jakość, niezależność, siła, a mężczyznom nie pozwala się pójść z duchem czasu?
Kobietom też nie przyszło to łatwo. Frustracja sprawiła, że się zbuntowałyście. Zaczęłyście, i bardzo słusznie, rozpychać się łokciami. Mówić głośno, czego chcecie, jak ma wyglądać ten nowy porządek.
 
A wam ktoś zamyka usta?
Prawda jest taka, że mężczyźni – przynajmniej jeszcze na razie – tak przedsiębiorczo, kreatywnie i z rozmachem jak kobiety nie nauczyli się czerpać zysku z nowego porządku. Wy z mentalnym przełamaniem stereotypów, choć one ciągle jeszcze istnieją w świadomości, lepiej sobie poradziłyście. A może to tylko kwestia tego, że wcześniej zaczęłyście nad tym pracować? W mojej głowie do dziś dudnią słowa: „Nie becz, bo zachowujesz się jak baba” i nie jestem w tym odosobniony. Tak wychowało się kolejne pokolenia chłopców.
Poza tym mężczyźni trochę stoją z boku tej debaty o wyznaczaniu męskości i przysłuchują się, co mówią kobiety. Wasze wymagania wobec nas są sprzeczne. Z jednej strony chcecie widzieć w naszych oczach łzy, chcecie czułości, empatii, wrażliwości, bo to ludzkie, zbliża nas do siebie, pozwala nam się lepiej ze sobą komunikować, ale z drugiej strony chcecie macho. Same jasno określiłyście, jakie chcecie teraz być, ale wobec mężczyzn nie wyznaczyłyście jasnych kryteriów. Zresztą to trochę dziwne, przyzna pani, że to głównie wy, kobiety, debatujecie o kryteriach męskości.
 
Jeśli to was irytuje, to mogę chyba w imieniu wielu kobiet powiedzieć, jak bardzo absurdalne jest to, że o sprawach dotyczących nas, naszych ciał nie tylko debatują, ale też decydują głównie mężczyźni w pewnym wielkim gmachu...
Jasne. Pełna zgoda. To absurdalne. Takie jest moje zdanie. Ale najbardziej drażni mnie coś innego. Skąd w ogóle pomysł, idea poszukiwania męskości?! Wychowywaliśmy się w przeświadczeniu, że jest jakiś zestaw cech, które musimy posiadać, żeby nas uznano za mężczyznę. Musimy być „jacyś”, żebyśmy byli męscy. Do cholery, męskość to nie jest jakiś głęboko ukryty skarb, garnek złota na końcu tęczy!
Jeśli rodzi się chłopak i on sam czuje się chłopakiem, to po prostu jest męski. I już! Z nadania. To jest pierwotne i organiczne. Nie zgadzam się, aby ktoś z zewnątrz, łącznie z profesorem Zimbardo, mówił mi, czy jestem męski, czy nie. On może mieć jedynie opinię o mnie. Ale wymierne jest moje poczucie, moja tożsamość płciowa. W psychologii, seksuologii, medycynie istnieje takie pojęcie jak tożsamość płciowa. Ona nas determinuje.
 
Bardzo ładnym obrazkiem jest widok mężczyzny, który w parku bawi się ze swoją córką. Ale, proszę wybaczyć, kiedy patrzę na mężczyznę z idealnie ułożonymi włosami, pomalowanymi paznokciami, w spodniach – obcisłych rurkach, który wchodzi właśnie do salonu spa, to coś mi zgrzyta... To jednak nie jest męskie!
To jest wytwór naszych czasów. Po prostu moda. Coś pani zgrzyta, bo odwołuje się pani do określonego wzorca. Ale przecież zawsze tak było. Rządziły jakieś trendy. Proszę sobie przypomnieć, jak wyglądali hipisi czy Beatlesi na początku swojej kariery. Czy o Lennonie albo Davidzie Bowiem ktoś mówił, że jest niemęski? Czy naprawdę pierwszy raz w historii mamy do czynienia z chłopakami, którzy noszą stereotypowo „niemęskie” ubrania? A może można powiedzieć wręcz, że ten chłopak w rurkach jest bardzo męski, bo ma odwagę ubrać się w sposób, który sprawi, że będzie się o nim mówiło – zniewieściały. Ale aby być w zgodzie ze sobą, robi to.
Stereotypy nas zabijają. Kilka lat temu byłem na wykładzie pewnego lamy. Powiedział coś, co mnie bardzo poruszyło, do dziś to pamiętam. Kiedy ów lama widzi małego chłopca, to od razu wie, czy wyrośnie z niego odważny buddysta, odważny człowiek. A skąd to wie pan lama? Otóż stąd, że zadaje temu chłopcu jedno kluczowe pytanie: czy lubi skakać po drzewach. Jeśli lubi i się tego skakania nie boi, to będzie z niego prawdziwy mężczyzna, jeśli nie, to... koniec! Pomyślałem sobie wtedy: „Jakie to idiotyczne!”. Bo być kilkuletnim chłopcem i powiedzieć na lekcji WF-u, przy całej klasie, że nie chce grać się w piłkę, bo piłki nożnej się nie lubi, to bohaterstwo, koszmarnie wielka odwaga! Zamiast to docenić, myślimy: odbiega od schematu. Więc czy naprawdę na podstawie kroju spodni dowodzimy kryzysu męskości?
 
Nie, tego kryzysem nie nazwę. Ale spotykam wielu mężczyzn, którzy mają ogromny kłopot z podejmowaniem kluczowych, życiowych decyzji, z braniem na siebie odpowiedzialności, na przykład za zbudowanie związku, założenie rodziny. Tu już widzę coś niepokojącego.
Ja też, ale to nie jest żaden kryzys męskości. To kryzys dorosłości. On dotyczy w takim samym stopniu kobiet i mężczyzn. Coraz później podejmujemy zadania rozwojowe, które nasi dziadkowie podejmowali w wieku 20 lat. Mamy tak zwaną wschodzącą dorosłość, widzimy to wśród naszych znajomych, rodziny, nie trzeba być psychologiem. Wszystko zaczynamy później. Tu także gospodarka nas naznaczyła. Nie mamy takich warunków materialnych, które pozwalają nam spokojnie żyć pełnią. Ale tu znowu mężczyzna obrywa. Bo nie sadzi tego cholernego drzewa. Gdzie ma je posadzić? W dwumetrowym ogródku, który razem z mieszkaniem ma kupić na kredyt we frankach szwajcarskich i założyć sobie pętlę na szyję na kolejne 30 lat? To nie jest takie proste.
Mężczyźni nie tracą męskości, bywa, że tracą pewność siebie – tak samo zresztą jak kobiety – bo czasy, w których żyjemy, sprawiają, że traci się grunt pod nogami. Coraz więcej ludzi czuje się źle, coraz więcej ludzi choruje na depresję. I znowu – kobieta, która choruje na depresję – w porządku, ale mężczyzna z depresją – niemęski. Mężczyzna zawsze obrywa właśnie po tej swojej męskości. Dlaczego?
 
Może trochę sprawiacie jednak wrażenie zagubionych. A zamiast szukać drogi, kierunku, siadacie przed komputerem i gracie w gry albo kupujecie kolejne gadżety...
Wyłączam oczywiście mężczyzn, którzy przenoszą swoje życie z rzeczywistości do świata gier komputerowych – to choroba, uzależnienie, inny temat. Ale nie widzę nic złego w zachowaniu całej reszty, która „bawi” się gadżetami czy gra. Znowu: kobiety zawsze miały przestrzeń na swoje „babskie” czynności. Wielu mężczyzn przy konsolach rozładowuje zwyczajnie napięcie, relaksuje się, spędza fajnie czas. Kobieta ogląda na przykład serial, facet szuka w grze nowego lądu.
 
Jak trzyletni odkrywca...
Nawet jeśli nazwiemy to chwilowym cofaniem się w rozwoju, to co jest w tym złego? Ostatnio widziałem w internecie taki rysunek: siedzą dwie starsze panie, popijając wino i mówią: „Gdyby nie lustro i dzieci, nie czułybyśmy upływu czasu”. Świetnie się bawią. To nam się podoba, wspieramy takie kobiece „inicjatywy”. Mężczyzna, który się bawi – dzieciak. I dobrze. Kiedy psychologowie nawołują, aby obudzić w sobie wewnętrzne dziecko, to też odnosi się do mężczyzn! To pozwala im zachować równowagę, nie oszaleć. Dla każdego człowieka jest ważne, aby się czasem zwyczajnie pobawić. A gadżety? Czy zaglądam pani do torebki i liczę nowe szminki?
 
Jednak nie rozumiem – jeśli was to wszystko tak bardzo drażni, jeśli nie odczuwacie żadnego kryzysu męskości, to musicie powiedzieć głośno: „Basta!”.
Właśnie próbuję to mówić! Ale na tłumy dzisiaj jeszcze nie liczę, raczej czekam na pokolenie, które teraz rośnie. Bo muszę też przyznać, choć niechętnie, że dla wielu mężczyzn w jakimś sensie ta sytuacja jest wygodna. Stary system, który redukował męską rolę do zapłodnienia i zarobienia na chleb, był dla pewnej grupy mężczyzn wygodny. Tak samo fajne było to, że kiedy on tylko wchodził do sypialni, ona mdlała na widok jego rozporka. Dziś już nie mdlejecie na nasz widok...
 
Z lenistwa nie krzyczycie, że nie ma kryzysu?!
Ale to się powoli zmienia. Na szczęście. Nie chcę bronić mężczyzn, nie w tym rzecz, nie lubię po prostu, jak ktoś robi mnie w balona! Bo sprzedaje chodliwy towar – kryzys męskości. To hasło, które świetnie się sprzedaje. I tyle!
 
Rozmowa z Michałem Pozdałem ukazała się w „Urodzie Życia" 7/2017
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG