Kryzys emocjonalny to nie wyrok. Żeby go pokonać, musimy przejść przez kilka faz
Pexels.com

Kryzys emocjonalny to nie wyrok. Żeby go pokonać, musimy przejść przez kilka faz

Kryzys emocjonalny może być nie tylko trudnym doświadczeniem, ale też początkiem czegoś nowego i pozytywnego.
Sylwia Arlak
15.03.2021

Kryzys emocjonalny pojawia się w reakcji na sytuację, z którą nie jesteśmy sobie w stanie poradzić. Przez utratę pracy, problemy rodzinne, nagły wypadek, śmierć czy chorobę bliskiej osoby możemy stracić zdolność do racjonalnego myślenia i działania. Zaczynamy myśleć, że nie mamy kontroli nad sobą i swoim życiem.

Żadna z nas nie chce przez niego przechodzić, a jednak nie powinnyśmy go demonizować. Słowo „kryzys” w języku chińskim oznacza niebezpieczeństwo, ale i szansę.  Może stać się dla nas początkiem czegoś dobrego (psychologowie Richard G. Tedeschi i Lawrence G. Calhoun nazywają to wzrostem potraumatycznym). Żeby tak się stało, nie możemy go bagatelizować.  

Czytaj też: Psychiatra prof. Jacek Wciórka: „Kryzys psychiczny może przytrafić się dokładnie każdemu”

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Cztery fazy kryzysu emocjonalnego

Kryzys emocjonalny, czyli stan związany z utratą psychicznej równowagi, ma swoje fazy. Każda z nich jest ważna i potrzebna, a granica między nimi jest płynna. Mogą występować naprzemiennie, w różnej kolejności i o różnym natężeniu (ma na to wpływ wiele czynników – od osobowościowych do środowiskowych). Przede wszystkim należy pamiętać, że żadnego kryzysu nie rozwiążemy z dnia na dzień. To trudne zadanie, ale konieczne. Nieleczony kryzys może przejść w stan chronicznego stresu.

Faza szoku, paraliżu

Kryzys emocjonalny rozpoczyna się naturalnym mechanizmem obronnym, czyli paraliżem. W obliczu niebezpieczeństwa (szczególnie nieznanego) „zamieramy”. Czujemy się zdezorientowane, dokładnie tak, jakby grunt usuwał nam się spod nóg. Nie wiemy, czego możemy oczekiwać od przyszłości. Boimy się. Nie potrafimy jeszcze odpowiednio zareagować.

Faza niepewności

Powoli zaczynamy rozumieć, co się dzieje, ale jeszcze brak nam odpowiednich narzędzi, by opanować sytuację. Czujemy niepokój, jesteśmy niepewne i zagubione. Możemy mieć trudność z określeniem własnych emocji. Trudno nam pozbierać myśli. Wciąż mamy poczucie zagrożenia.

Faza reakcji emocjonalnej

Ten (najtrudniejszy ze wszystkich) etap pojawia się zwykle w czasie poważnych kryzysów życiowych. Towarzyszą mu irracjonalne lęki. Nie potrafimy przestać myśleć o kryzysowej sytuacji, ale jednocześnie wycofujemy się z życia i nie podejmujemy żadnych działań. Często wyolbrzymiamy w głowie różne sytuacje. Wydaje nam się, że pewne trudności są nie do pokonania, a niebezpieczeństwa czyhają na każdym kroku. Borykamy się obniżonym poczuciem własnej wartości, przestajemy ufać samej sobie. Potrzebujemy pomocy.

Faza pracy i nowej orientacji

To faza, w której kryzys przestaje nas niszczyć. Czujemy, że na nowo przejęłyśmy kontrolę nad własnym życiem. Znowu ufamy samym sobie.

Jak wyjść z kryzysu emocjonalnego?

Trudno nam będzie wyjść z kryzysu emocjonalnego bez pomocy z zewnątrz. Czasami wystarczy zwrócić się do przyjaciela czy przeczytać kojącą książkę. Innym razem niezbędna będzie terapia, która czasem może trwać latami. Żeby osiągnąć równowagę psychiczną i zrobić miejsce na nowe, musimy „wyrzucić” z siebie ból. Dlatego tak ważna w procesie leczenia jest rozmowa. Jeśli nie jesteś gotowa, by dzielić się z kimś swoim bólem, zacznij od pisania. To pomoże ci uporządkować emocje, odczucia i myśli. Pisząc o swojej sytuacji, staniesz się niejako jej obserwatorem, osobą z zewnątrz, której łatwiej będzie ją rozumieć. 

Czytaj też: Kryzys wieku średniego dotyka też kobiety! I dobrze, bo jest nam potrzebny

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Kryzys wieku średniego
Geof Kern

„Moje JA domaga się uznania!” – jak objawia się kryzys wieku średniego?

Psychoterapeuta o mężczyznach.
Anna Maruszeczko
04.01.2019

Superspolegliwy księgowy zamienia się w wydziaranego harleyowca, ojciec rodziny rzuca żonę i dzieci, bo „wreszcie chce robić to wszystko, czego wcześniej nie mógł”. O różnych sposobach czterdziestolatków na kryzys połowy życia mówi Jacek Masłowski, filozof i psychoterapeuta.   Koszulka z logo Harleya-Davidsona Specjalnie ją włożyłeś na tę rozmowę? Jest wręcz symboliczna. Bo co robi facet w kryzysie wieku średniego? Kupuje sobie motocykl.   A drugi stereotyp... ...w życiu takiego mężczyzny pojawiają się młode kobiety.   Czy mężczyzna w ogóle wie, co się z nim dzieje w połowie życia? Kryzys wieku średniego został dość dokładnie zdiagnozowany, tylko w społecznym przekazie wciąż krążą stereotypy. Dlatego wielu mężczyzn, którzy wchodzą w ten czas, nie do końca zdaje sobie sprawę z jego dynamiki i tego, z czym on się wiąże, po co jest. Bo przecież po coś jest. Poproszę więc o właściwą diagnozę. Po pierwsze, jest to czas, w którym mężczyzna zaczyna doświadczać efektów swoich dotychczasowych wyborów i działań. Po drugie, zaczyna do niego docierać, że jego ciało się zmienia, nie jest już tak niezawodne i sprawne, w związku z czym zmieniają się również jego możliwości. Kolejnym, głębszym, powodem jest coś, co doskonale opisał Robert Bly w „Żelaznym Janie”. Bly opisał mianowicie trzy fazy życia mężczyzny: fazę czerwonego, białego i czarnego rycerza. Faza czerwonego rycerza jest kluczowa dla późniejszych reakcji na kryzys: to faza silnie popędowej męskiej młodzieńczości, popędowej agresji, popędowej seksualności itd. W społecznościach tradycyjnych, w których obowiązywały różnego rodzaju rytuały „przejścia”, społeczność była przygotowana na to, że młodzi mężczyźni wchodzą w...

Czytaj dalej
Jak odzyskać ciało? Pomóc może joga
Pexels.com

Odzyskaj ciało, by nauczyć się nim cieszyć

Żyjemy w społeczeństwie, dla którego przedmiotem kultu jest rozum, intelekt. Już od najmłodszych lat kształceni jesteśmy w przeważającej większości pod jego dyktando. A co z ciałem?
Izabela Raczkowska
31.12.2020

W rozwoju cywilizacji wiedza była zawsze bardzo ważna, bo warunkowała przetrwanie. Pewnie dlatego ciało od wieków było traktowane jako mniej istotne. Jak zatem je odzyskać? Traktujemy ciało po macoszemu Pisanie, czytanie, liczenie, obliczanie i przeliczanie, matematyka, fizyka, przyroda i geografia, historia, język polski, angielski, niemiecki – ślęczymy od dziecka nad książkami, aby pogłębiać wiedzę wszelaką oraz szeroko rozumianą erudycję. Jesteśmy pod tym kątem oceniani na każdym kroku. No bo przecież wypada zacząć szybciej mówić, czytać już jako czterolatek, mieć dobre stopnie aż po grób, skończyć renomowane uczelnie. Wypada być laureatem olimpiady z chemii, dyskutować o literaturze iberoamerykańskiej, recytować Shakespeare’a w oryginale, być mistrzem w scrabble, pasjonować się poezją francuską oraz w wolnych chwilach dla rozrywki przeliczać budżet narodowy Łotwy. Najlepiej byłoby też, aby robić to wszystko szybko i prawie bezwiednie. Lubimy przodować w dziedzinie intelektu bardzo. Lubimy myśleć, że myślimy… Czytaj też:   Bardziej dbamy o swoje auto, niż o swoje ciało! Posłuchaj podcastu Kasi Bem W rozwoju cywilizacji wiedza była zawsze bardzo ważna, bo warunkowała przetrwanie. Pewnie dlatego ciało od wieków było traktowane jako mniej ważne. Fakt, że niektóre kultury i religie manipulowały ciałem, aby osiągnąć swoje cele, tylko tę rozbieżność między umysłem i ciałem pogłębił. Także religia, w której zostaliśmy wychowani – chrześcijaństwo – pogłębia ten rozdźwięk, traktując ciało po macoszemu, ledwo jako więzienie duszy. Jest ono często tu postrzegane jako źródło grzechu, jako coś wulgarnego. Coś, co odwodzi nas od Boga, odciąga od świętości. Coś przyziemnego, nieważnego i nietrwałego. Coś, co ewentualnie zyskuje na wartości tylko złożone w...

Czytaj dalej
kobieta patrzy przez okno
Adobe Stock

Z powodu koronawirusa wszyscy przeżywamy żałobę

COVID-19 zabiera poczucie bezpieczeństwa, wolność, pieniądze. Jak się mierzyć ze stratą podczas pandemii, radzi psychoterapeutka Sylwia Kieszkowska.
Aleksandra Nowakowska
15.04.2020

Życie nie toczy się tak, jak powinno, ale jest takie, jakie jest. Sposób, w jaki sobie z tym radzisz, stanowi całą różnicę – mówiła amerykańska psychoterapeutka Virginia Satir. Jak mamy reagować na spustoszenie, jakie w naszym życiu czyni koronawirus?   Blisko żałoby Aleksandra Nowakowska: Jest z nami dopiero od półtora miesiąca, ale wiele już nam zabrał. Przez koronawirusa straciliśmy biura, plany na wakacje, swobodę robienia zakupów, pieniądze, wyjścia z dziećmi na place zabaw. Długo by można wymieniać. Pandemia wyzwala w nas trudne emocje związane ze stratą.  W każdym z nas kłębi się mnóstwo różnych emocji. Mamy lepsze i gorsze momenty, chwile nadziei i bezradności. Strach przed konsekwencjami ekonomicznymi pandemii czy brak kontaktu z bliskimi to w tym momencie nasze przeżycia kolektywne. Wszystkich nas dotknęła utrata normalności, rutyny. Odczuwamy smutek, który jest odpowiedzią na stratę. Czeka nas przeżywanie żałoby, będącej procesem adaptowania się do tej straty. Ostatnio, odnosząc się do pandemii, mówi się o zjawisku antycypowanej, czyli przewidywanej żałoby. Czujemy, że świat się zmienia, wiemy, że obecny stan jest przejściowy, ale nie wiemy, kiedy się skończy i co będzie dalej. Przeczuwamy duże zmiany i ta niewiadoma rodzi w nas lęk, który dotyczy dopiero tego, co nadejdzie. Można go porównać nawet z lękiem przed śmiercią. To strach podobny do tego, który czujemy, kiedy u kogoś z naszych bliskich zostaje zdiagnozowana poważna choroba i boimy się, że ten ktoś umrze. Wtedy antycypujemy żałobę. Wirus zmienił naszą rzeczywistość, działając jak niewidzialna siła. Nasze poczucie bezpieczeństwa jest zagrożone, bo wiele już straciliśmy i spodziewamy się, że stracimy więcej.   Możemy się w jakiś...

Czytaj dalej
Para w zabytkowym aucie
getty mages

Katarzyna Miller: „Nie ma miłości bez wolności”

Dwie połówki pomarańczy? Takie myślenie o związku to błąd. W relacji nie dopełniamy się, nie uzupełniamy swoich braków – jesteśmy blisko, ale nie stapiamy się w jedność – piszą w „Być parą i nie zwariować” piszą Katarzyna Miller i Andrzej Gryżewski.
Anna Bimer
29.01.2020

Związek to wolność. Taki wniosek płynie z nowej książki: dialogu seksuologa Andrzeja Gryżewskiego z Katarzyną Miller. Nie chodzi im o wolną miłość, lecz o powietrze, swobodę oddechu dla obojga partnerów, bez nadmiernych wymagań. „Liczy się bliskość, ale bez zarzucania komuś sieci na głowę... Związek to przywilej”, mówi psycholożka Katarzyna Miller. Anna Bimer: Dlaczego przywilej? Bo nie każdemu będzie dany? Katarzyna Miller:  Bo nie wszystkim się należy. Nie wszyscy panują nad swoim człowieczeństwem, nie wszystkim są znane i dane najistotniejsze życiowe wartości, ważne cele, zgoda na proces życia, szacunek dla siebie, dla drugiego człowieka. Jeśli to wszystko jest w człowieku skupione, to niejako w nagrodę przytrafia mu się związek. Warto być także skromnym i świadomym, że ma się nie tylko fajne cechy, ale też defekty charakteru. Każdy nosi w sobie jakąś skazę. Ale też każdy nosi jakiś diament, o ile gdzieś po drodze go w nas nie zatłuczono. Pierwsza faza, czyli wstęp do związku, to wręcz ćpanie – mówicie. Tak, bo zdobyczą naukową ostatnich lat jest zdolność chemicznego i endokrynologicznego czytania człowieka. Dawniej tego narzędzia nie mieliśmy, toteż o miłości mówiło się jak o tajemniczym gromie z nieba, czystej metafizyce. Tymczasem nie jest to żaden cud, wszyscy mamy tę zdolność dostawania totalnego szmergla w relacji i reakcji na drugą osobę. Ten serotoninowy stan pozwala na wzajemne przyciąganie i podejmowanie odważnych decyzji o byciu razem, zakładaniu rodzin. Bez tej chemicznej kumulacji w mózgu być może wcale nie bylibyśmy zdolni do tak brawurowych kroków. Bezduszne. Prawdziwe. Toksyczna miłość, czyli 100 proc. bliskości Kiedy ten pierwszy amok związany z druga osobą mija, racjonalizujemy sytuację na różne sposoby, często...

Czytaj dalej