Sprzątamy, gotujemy, kupujemy, prasujemy a wieczorem – padamy. I się nie kochamy
Getty Images

Sprzątamy, gotujemy, kupujemy, prasujemy a wieczorem – padamy. I się nie kochamy

„Niewiele osób wierzy, że o seks – tak jak o zdrowie, przyjaźń, aktywność fizyczną – trzeba dbać. Mam bardzo dużą grupę kobiet, które nazywam rozproszonymi. One często są „nieobecne” w czasie seksu, nawet jeśli spełniają potrzeby mężczyzny” – mówi dr Alicja Długołęcka, edukatorka seksualna.
Krystyna Romanowska
21.10.2018

Czy kobieca wielozadaniowość przeszkadza w seksie? „Kobiety zadaniowe będą miały kłopot z tym, żeby spędzać leniwie czas z partnerem. Zwłaszcza jeżeli on chce, żeby wspólnie się poprzytulać, popieścić, poeksplorować. Taki wymóg jest zagrażający, jest wybiciem ze stanu nieustannej zadaniowości”– mówi dr Alicja Długołęcka, seksuolożka.

Krystyna Romanowska: Czy to normalne, że kiedy partner pieści kobietę, ona myśli gorączkowo: „Trzeba jeszcze wywabić plamę na kieszeni, zrobić jutro zakupy. A, i mam jeszcze do przygotowania ważną prezentację”? O czym to świadczy?

Dr Alicja Długołęcka: Jestem ostatnią osobą, która wartościowałaby, czy coś jest w seksie normalne, czy nie, poza przypadkami klinicznymi, oczywiście. Mogę za to powiedzieć, że istotne jest to, czy to danej osobie przeszkadza albo wręcz uniemożliwia aktywność seksualną. Niektórym kobietom ciągły natłok myśli i obowiązków przeszkadza w czerpaniu przyjemności z seksu. Nie chodzi nawet o orgazm. Nie mogą się podniecić i wczuć w  erotyczną atmosferę.

Początek zaczyna się w głowie: kobieta jest nieobecna. Dużo problemów seksualnych wiąże się z nieumiejętnością poddania się przyjemności. Nie umiemy się poddać, oddać chwili, nie potrafimy jej sobie dać i z niej czerpać. To dotyczy również innych aktywności –  nie potrafimy się wtedy zachwycać prostymi rzeczami. Czasami jesteśmy tak „wewnętrznie nakręcone”, że kiedy idziemy na spacer, myślimy, ile mamy jeszcze rzeczy do zrobienia, i pielęgnujemy w sobie poczucie winy, że powinnyśmy robić coś bardziej pożytecznego. Umawiamy się z  koleżankami i myślimy, że zaniedbujemy dzieci. Nie dajemy sobie czasu na spokojne poczytanie książki albo wypicie herbaty i popatrzenie na drzewa. Ciągle jesteśmy gdzie indziej, a nie tu i  teraz. Kulturowo nie dajemy sobie prawa do luzu, do przyjemności.

Boimy się też oceny. Zamiast poddać się temu, co miłe, choć na chwilę, zaczynamy się przed partnerem wstydzić. Nie tylko wyglądu, ale i swojej ekspresji seksualnej.

Wszystko przez ten słynny kobiecy multitasking? Mam wrażenie, że wmówiono nam: macie tak wielozadaniowy umysł, że poradzicie sobie świetnie z odebraniem dziecka ze szkoły, odrobieniem z nim lekcji, ulepieniem kopy pierogów i jeszcze będziecie miały świetny seks.

Irytuje mnie wykorzystywanie rzekomej wielozadaniowości kobiet jako cechy korzystnej bądź nie w zależności od kontekstu. Zakładamy bezrefleksyjnie, że dziewczynki są bardziej wielofunkcyjne i relacyjne, a chłopcy – zadaniowi. Dlaczego? Bo tego się od nich wymaga w  procesie wychowania od najmłodszych lat. Być może w procesie ewolucji płeć żeńska była silniej motywowana, aby wykonywać zadanie i jednocześnie koncentrować się na relacjach, dlatego właśnie obydwie półkule mózgowe są częściej aktywizowane.

Dziewczynka już w wieku przedszkolnym jest bardziej niż chłopiec uczona tego, żeby było miło albo żeby lepiej współpracować. Jest skupiona na zadaniu, ale jednocześnie ma oczy dookoła głowy, obserwuje. Potem rośnie, dojrzewa i nic się nie zmienia. Dorosłe kobiety też tak mają. Od chłopców nie wymaga się wielozadaniowości – jak buduje wieżę z klocków, to niech skupia się na tym.

Rezultaty są takie, że w dorosłym życiu mężczyzna umie spokojnie przeczytać trudny tekst, kiedy siedzi w gronie rodziny – potrafi się skupić. Badania wykazują, że kobietom trudniej to zrobić w jednym przypadku: jeśli w najbliższym otoczeniu są... członkowie rodziny.

Bo ktoś czegoś od niej potrzebuje.

Nawet jeżeli nikt nas o nic nie pyta, jesteśmy najzwyczajniej w świecie bardziej wyczulone na sygnały społeczne. Pytanie, czy uwaga tej kobiety jest „gorsza”, czy lepsza od męskiej, jest pozbawione sensu. Ja stoję na stanowisku, żebyśmy były paniami swoich umysłów. I nawet jeżeli jesteśmy wielofunkcyjne, to korzystajmy z tego, kiedy potrzebujemy. Czasami jednak warto się zapomnieć.

Na przykład w seksie?

Tu nie musimy być multiwydajne, ważne, żebyśmy czerpały przyjemność. Mam bardzo dużą grupę klientek, które nazywam „rozproszonymi”. Na tym polega ich codzienne funkcjonowanie, nic dziwnego, że nie mogą osiągnąć przyjemności z seksu. To może dotyczyć zarówno matek z dwójką małych dzieci, jak i  zapracowanych singielek z konstrukcją psychiczną, która opiera się na niskim poczuciu własnej wartości, chęci udowadniania innym, że jest się w porządku, i chęci uszczęśliwiania wszystkich dookoła.

To mogą być również osoby, które miały ciężkie życie. Nie za bardzo chcą mieć ze sobą kontakt, boją się, że  odkryłyby jakąś bolesną, niechcianą prawdę na swój temat – to byłoby dla  nich trudniejsze niż bycie w ciągłej wielozadaniowości.

Czyli rozproszenie i ciągłe wykonywanie zadań jest w jakimś sensie bronią?

Tak, zazwyczaj zachowują się w ten sposób osoby, które są tak skoncentrowane na zadaniu, że nie potrafią odpoczywać, relaksować się, cieszyć się z drobnych przyjemności – takich absolutnie slow.

Podejrzewam, że ich seks też będzie zadaniem do wykonania?

Nie będą miały przestrzeni, żeby się przytulać z przyjemnością z partnerem, spędzać z nim w leniwy sposób czas. Dlaczego? Bo druga osoba to wyzwanie i  zadanie do wykonania. Zwłaszcza jeżeli partner (czy partnerka, bo też w drugą stronę to działa) ma oczekiwania, żeby wspólnie się poprzytulać popieścić czy poeksperymentować. Taki wymóg partnera jest zagrażający, bo jest wybiciem ze stanu bycia w nieustannej zadaniowości. To jest dla takiej kobiety zagrażające.

W takich układach seks się z reguły sypie. Kobieta z biegiem czasu nabiera przekonania, że seks nie jest dla niej w  takiej postaci atrakcyjny. Nic dziwnego, że intensyfikuje to ten mechanizm. Wyłącza się i myśli o innych rzeczach. Zdarza się to dosyć często, że praca nad tym problemem wymaga terapii, a nie wyłącznie wizyt u seksuologa.

Z fizjologicznego punktu widzenia mięśnie dna miednicy kobiety zadaniowej są w ciągłym napięciu. W stresie nieświadomie zaciska mięśnie miednicy i to potem też jest przyczyną dyskomfortu w czasie aktu seksualnego.

Oczywiście. Na poziomie fizycznym będzie miała prawdopodobnie problemy z kręgosłupem i z miednicą. Na co dzień współpracuję z osteopatkami ginekologicznymi. Mówią, że większość pacjentek – „miejskich” kobiet – nie cierpi z tego powodu, że ma zwiotczałe mięśnie, ale dlatego, że ma je nieprawdopodobnie napięte. Takie mięśnie wcale nie są silne, tylko… przemęczone. Podczas ćwiczeń rehabilitacyjnych pracuje się nad siłą mięśni i nad ich świadomym rozluźnianiem. W seksie będzie to niezwykle ważne i to w bardzo wielu aspektach. Ale nie chodzi tylko o podejście instrumentalne: żeby nie bolało. To skutek końcowy, somatyczny. Najważniejsze, żeby kobiety uświadomiły sobie, że jeśli mają takie podejście, że muszą być dobre we wszystkim, nie znajdą miejsca na odpoczynek i na przyjemność.

Jestem taka świetna, że wszystko mam świetne? Nawet seks, w którym jestem nieobecna.

Niestety, kulturowo mamy to mocno wzmacniane. Uwaga! Nastolatki mają to bardziej niż starsze kobiety. „Jestem świetna w seksie to oznacza, że umiem zaspokoić stereotypowe potrzeby mężczyzny”. Czyli nie słucham swojego ciała i swoich potrzeb – też jestem nieobecna.

Nie jestem dla siebie, tylko dla niego.

Tak. To wszystko wynika z niskiego poczucia własnej wartości. To bardzo ważne, żebyśmy jako matki przestały śrubować swoje córki wymogami, że mają być kobietami doskonałymi, pięknymi, zadbanymi, mądrymi, wykształconymi, zaradnymi bez przestrzeni na popełnianie błędów, wątpliwości i zatrzymanie. W seksie można by to sprowadzić do porad, jak sprawnie uprawiać seks oralny.

Przeciętna 30-latka wysiada przy takich wymaganiach. Jak ma być obecna i jak ma ustawić seks w swoich priorytetach?

Co to znaczy seks w priorytetach? To wynika z  pewnej filozofii życiowej, do której współczesne czasy za  bardzo nie skłaniają. Moim zdaniem niewiele osób wierzy w to, że o seks – tak jak o dobre jedzenie, wypoczynek, zdrowie, przyjaźń, aktywność fizyczną – trzeba dbać. Seks nie tylko wydłuża nam życie, ale wpływa na witalność, psychiczne i fizyczne samopoczucie. Gdzie chcemy umieścić seks w naszym życiu? To jest kwestia poważnej, świadomej decyzji.

Szanuję taki pogląd (chociaż się z nim nie zgadzam), że seks jest przereklamowany albo nie jest dla danej pary ważny, bo dzieci albo praca są priorytetem. Przyjemność w seksie jest związana z otwartością i uważnością. Człowiek skoncentrowany na sobie w pozytywny sposób umie być w kontakcie ze swoimi myślami, ze swoim ciałem – i taki też będzie w łóżku.

Ale to wymaga czasu, uwagi i pracy nad sobą.

Chodzi mi o  to, żeby myśleć o  swoim partnerze w sposób długofalowy. Wiążąc się z  kimś i mając z nim dzieci, warto zdać sobie sprawę, że dzieci są gośćmi w naszym życiu. A  dorosły, z którym jesteśmy, zostanie z nami dłużej. I  dobrze by było dbać o  więź między partnerami. W tej więzi mieści się także seks.
Ludzie w młodym i średnim wieku bagatelizują to, że psuje im się relacja w seksie. Myślą: „Przyjdzie dzień, kiedy to się jakoś ułoży, przecież się kochamy, jesteśmy tylko przemęczeni”.

Bardzo mi żal młodych ludzi z małymi dziećmi, którzy opowiadają, jak im się seks sypie, a widzę, że jeszcze się kochają. Obserwuję, jak się oddalają od siebie, podejmując inne zadania. Znikają wśród swoich znajomych, w pracy, wykonując obowiązki domowe. Wierzą, że przyjdzie kiedyś ten czas, że do siebie wrócą. Mówię im, że ten czas jest teraz, że jak będą czekali, może nie nadejść w ogóle.

Co kobiety mogą zrobić dla uważności w życiu codziennym między zmywaniem garów a pracą?

Odpuścić. Nie bać się siebie. Wyrzucić z głowy stereotypy o perfekcjonizmie i o tym, że musimy być wyłącznie i  zawsze pozytywne. Chodzi o kontakt ze sobą, o skonfrontowanie się ze swoimi wątpliwościami, ze swoimi radościami. Dobrze jest uczciwie, a nie sztampowo pomyśleć, co sprawia nam przyjemność, czego potrzebujemy. Tak zorganizować życie, żeby była równowaga pomiędzy tym, co trudne, pomiędzy tym, co negatywne, a tym, co dobre i radosne. Życie nie jest ani czarne, ani białe. Nie jest też szare. Jest różnokolorowe.

Dr Alicja Długołęcka - edukatorka seksualna, wykładowczyni akademicka, autorka licznych publikacji, podręczników i książek z zakresu psychoseksuologii.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
para na schodach
getty images

Dobry seks ma niewiele wspólnego z orgazmem. Ważniejsza jest bliskość i przyjemność

Kobiety często przychodzą do gabinetów seksuologicznych z problemem, którego źródło jest poza seksem. Czują się nieważne, niekochane, nieatrakcyjne, zabiegane, zestresowane. Ich ciało mówi seksowi „nie” – mówi dr Alicja Długołęcka.
Anna Zych
02.02.2020

Dla kobiety seks to nie tylko akt fizyczny. To przede wszystkim potwierdzenie miłości, akceptacji, adoracji, bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że w kontaktach intymnych nie zależy nam na przyjemności. Wręcz przeciwnie. Chcemy przeżywać rozkosz i nie wstydzić się o tym mówić głośno. Anna Zych: Na co skarżą się kobiety, które przychodzą do pani, niezadowolone ze swojego życia seksualnego. Czego chcą? Jak według nich powinien wyglądać seks, by miały z niego satysfakcję?  dr Alicja Długołęcka: Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Przede wszystkim seks nie jest czymś wyizolowanym. W życiu łączymy go z różnymi potrzebami. Angażując się w relację seksualną, my, kobiety, bardzo często oczekujemy „czegoś jeszcze”. Np. tego, czego nam bardzo często brakuje: adoracji, zainteresowania, miłości, rozładowania napięcia. Liczymy na to, że poprzez seks w jakiś sposób to dostaniemy, poczujemy się pożądane i piękne. W zależności od tego, do jakiego stopnia ta potrzeba jest niezaspokojona w naszym życiu, czyli jak same siebie postrzegamy, jaki mamy poziom kompleksów, to będzie generowało nasze oczekiwania wobec relacji seksualnej.  Czyli jeśli mam kompleksy, źle się czuję w swojej skórze, to tak naprawdę mam mniejsze oczekiwania wobec partnera? Mniej oczekuję od seksu?  Chodzi mi o coś innego: jeśli będę nienawidziła cellulitu, swojego brzucha, ciała, to będę oczekiwała, że w relacji intymnej partner będzie mnie tak adorował, że te odczucia znikną. Po pierwsze jest to złudne, bo żaden partner tego nie zmieni. Co więcej, te oczekiwania będą generowały problemy seksualne, bo bardziej skupimy się na tym, żeby dostać adorację, uważność – coś, co określamy raczej jako miłość, niż przyjemność seksualną wynikającą z otwartości i zaufania. A...

Czytaj dalej
seks w związku
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu. J oanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach? Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach? O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę. Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks. U kobiet rozbieżność jest większa...

Czytaj dalej
Relacje w związku
getty images

Głaskaj, tul, dotykaj: sekret dobrego związku polega na bliskości, a nie na seksie

Kochasz? Więc tul i głaskaj – mówi seksuolożka, dr Alicja Długołęcka. Nawet jeśli już odzwyczaiłaś się od czułego dotyku, możesz wrócić do tego i na nowo doceniać bliskość.
Karolina Rogalska
04.01.2019

Dotyk daje nam wszystko, co w życiu najważniejsze – poczucie bezpieczeństwa i błogości wynikające z bliskości z drugą osobą. A do tego działa uzdrawiająco. Na poziomie fizjologicznym wzmacnia cały układ immunologiczny. To najlepsza i najtańsza terapia – mów i dr Alicja Długołęcka, seksuolożka, wykładowczyni na Podyplomowych Studiach Wychowania Seksualnego UW i AWF, autorka licznych publikacji, podręczników i książek. Przeczytaj wywiad: Karolina Rogalska: Prof. Zbigniew Izdebski w rozmowie z „Urodą Życia” powiedział, że wielu pacjentów skarży się na brak czułości, przytulania i dotyku w bliskich relacjach, bo kontakt fizyczny z partnerem sprowadza się głównie do pieszczot w seksie. Podobno wśród tych osób jest wielu mężczyzn. Dr Alicja Długołęcka: Myślę, że na tym polu psuje się wiele relacji. Jesteśmy dziś bardzo samotni. My, czyli ludzie żyjący w kulturze dualizmu, w której umysł i ciało przedstawia się jako dwa odrębne byty, a role płciowe są ściśle określone. Część kobiet kompensuje sobie potrzebę dotyku i bliskości poprzez macierzyństwo, zanurzając się w bliskich, fizycznych relacjach z dziećmi. Mężczyźni zaś, wchodząc w fazę dojrzewania, są gwałtownie odcinani od dotyku. Jego miejsce zostaje w seksie i walce. A jeśli chodzi o czułość, to obie płcie potrzebują jej tak samo całe życie. Kilkanaście lat temu były robione badania na prostytutkach. Z relacji tych kobiet wynikało, że wielu klientów przychodzi do nich nie po wyrafinowane lub ostrzejsze formy seksu, ale po przytulanie, głaskanie, możliwość wspólnego zaśnięcia. Po czysty dotyk. Ten przykład pokazuje, jak to kulturowe rozdzielenie umysłu i ciała spowodowało, że wszelkim formom dotykania nadaje się kontekst seksualny. Ze szkodą dla seksu i ze szkodą dla dotykania. Czyli? Jeżeli...

Czytaj dalej
Związek starsza-młodszy
Getty Images

On młodszy, ona starsza: kobiety-kuguarzyce burzą stereotyp „normalnego związku”

„Mamy dość poukładanego związku, w którym czasem nie możemy już na siebie patrzeć. Bo tak, niestety, czasami wyglądają związki, gdy jesteśmy w średnim wieku. Wtedy może pojawić się pragnienie, żeby spotkać kogoś młodszego, otwartego na nasze potrzeby”, mówi dr Alicja Długołęcka, seksuolożka.
Karolina Rogalska
14.06.2020

Związek premiera Francji Emmanuela Macrona z jego byłą nauczycielką od lat budzi sensację. O wiele większą niż małżeństwo Donalda Trumpa z młodszą o 24 lata Melanią. Relacja: starszy-młodsza jest w naszych oczach „normalna”, na miłość starszej kobiety i młodszego mężczyzny patrzymy podejrzliwie albo z politowaniem. Tymczasem dr Alicja Długołęcka, seksuolożka, przekonuje, że takie związki często są bardzo szczęśliwe i mimo różnicy wieku świetnie dobrane, zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Różnica wieku to nie wszystko Karolina Rogalska: Starsza kobieta plus młodszy partner to konfiguracja, która nie ma w naszej kulturze dobrej prasy. Takie związki, choć coraz częstsze, obarczone są masą negatywnych stereotypów. Dr Alicja Długołęcka: Na szczęście powoli to się zmienia. Od kilku lat w naszym języku funkcjonuje termin „kuguarzyca”, określający dojrzałą, atrakcyjną kobietę, która dobrze radzi sobie zawodowo, jest niezależna i prowadzi satysfakcjonujące życie seksualne, często z młodszym partnerem. Są to przeważnie osoby dobrze wykształcone, znające swoją wartość i układające sobie życie na własnych zasadach. Dzięki temu mogą mieć w nosie to, co inni mówią na ich temat. Zresztą kobiety niezależne od zawsze robiły to, co chciały. Żyjące we wcześniejszych epokach arystokratki, artystki, kobiety wyzwolone też często miały znacznie młodszych kochanków, czasami wielu. Moim zdaniem w tym kontekście mamy problemem już na poziomie rozumienia pojęcia „związek”. Bo zwykle, jak myślimy o miłości, to takiej do końca życia, a jak o relacji, to „na zawsze”. I rzeczywiście, kiedy zaczynamy dorosłe życie i zakładamy rodzinę, planujemy dzieci, wspólny dom, kredyt itd. to ta kategoria jest dla nas bardzo ważna. Czasami bywa tak,...

Czytaj dalej