Kłótnia w związku – lepsza niż małe,codzienne sprzeczki
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Kłótnia w związku – lepsza niż małe,codzienne sprzeczki

Kłótnia czasem pomaga lepiej się poznać. Zaakceptować nie tylko zalety, ale i wady partnera. Lepiej się nawykłócać, nagadać, niż tonąć w codziennym rozdrażnieniu.
redakcja „Uroda Życia”
13.07.2020

Kiedy się poznajemy wszystko jest cudowne. Ale po jakimś czasie bycia razem zaczynamy dostrzegać słabości i wady partnera, to co kiedyś wzruszało, drażni. Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz w swojej nowej książce „Pięknie podzieleni. Jak uwolnić związek od codziennych sprzeczek i nieporozumień” piszą, że kobiety, kiedy przychodzą po poradę często wyznają, że marzy im się, by partner był taki „jak na początku”. A to przecież niemożliwe, bo pierwszy etap miłości ma swoje prawa i już do takiego stanu zauroczenia sobą nie wrócimy. Musimy w pewnym momencie zobaczyć naszego realnego partnera, a nie nasze wyobrażenie o nim. Poza tym wszyscy się zmieniamy.
W pewnym sensie trzeba nauczyć się siebie od nowa czy też nauczyć się bycia ze sobą. Zaakceptować, że nasz partner to nie jest rycerz na koniu ani jakiś święty mikołaj, któremu podstawimy pod nos listę życzeń. Tylko nasz (nie)zwykły Wojtek, Grzesiek czy Błażej. Ze wszystkimi swoimi zaletami, ale i słabostkami - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Kłótnia w związku: nauczyć się bycia ze sobą

Tracimy immunitet wyjątkowości. W głowie pojawiają się myśli: co się z nim dzieje?, co z nami jest nie tak? Partner już się nie stara. A po co? Wszak odbył już taniec godowy. Już ją zdobył. Zaklepał. Już jest jego na zawsze. Co się będzie dalej wydurniał i piórka stroszył. Ona z kolei staje się coraz bardziej roszczeniowa i zrzędliwa, bo to, na co zupełnie nie zwracała uwagi na etapie zauroczenia, najwyraźniej zaczyna ją mierzić - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz.

Teraz trzeba usiąść, nagadać się, czasem nawykłócać, czasem pomilczeć. Spraw do przegadania będzie mnóstwo. Kto robi zakupy? Kto zajmuje się domowymi zwierzakami? Kto jest od sprawdzania szkolnych zeszytów, a kto zawozi dzieci na kinderbale? Kto opiekuje się warzywniakiem? Kto szuka hotelu na wakacje? Do których rodziców idzie się najpierw na wigilijną kolację? Jak często odbywają się wizyty teściów? O której godzinie kładziemy się do łóżka? Czy zasłaniamy na noc rolety? Czy seks o piątej rano wchodzi w grę?

Nasz partner zmienia się, dojrzewa, ewoluuje. Trudno, by jako czterdziestoparolatek miał identyczne odczucia i poglądy jak wtedy, gdy był początkującym studentem. A i my same podlegamy zmianie. Im większa ona będzie, tym mocniej odczujemy inność, zgrzyt w relacji z naszym mężczyzną.
To też kwestia częstokroć wiecznych i nierealnych oczekiwań kobiet, które w każdej chwili marzą o czymś, czego nie mogą mieć. Pojechali w góry, a ona by jednak wolała nad morze. Dostała na urodziny upatrzony zegarek, ale może jednak lepsza byłaby kolia z kolczykami, taka, jaką podarował koleżance z pracy narzeczony.
 

okładka kucewicz
mat. prasowe

Kłótnia w związku: myślenie życzeniowe

Uwielbiamy myśleć życzeniowo, na zasadzie: gdyby tylko on umiał/chciał/potrafił/zrobił... — tu wstawić dowolne coś — to ja wtedy byłabym szczęśliwa. Czy aby na pewno? Wówczas trzeba przypomnieć sobie, ile fajnych rzeczy już nam się w życiu udało, ile mamy, ile osiągnęłyśmy, ile miłych chwil oferował nam partner... I co? Jakoś z tego szczęścia nie omdlałyśmy.

Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz podkreślają, że wiele z nas, kobiet, chce się rozwijać w różnych obszarach: zawodowym, naukowym czy też duchowym. Kiedy więc on stoi w miejscu (czytaj: ugrzązł w tej samej firmie na tym samym stanowisku, nigdzie nie chce wychodzić, nie ma ochoty na teatr czy kino), to nic dziwnego, że nas to frustruje.
A może by tak przesunąć uwagę z mężczyzny na siebie? Zamiast: „gdyby ON...”, postawić na: „a gdybym JA...”. Co ja sama mogę zrobić, by czuć się szczęśliwą, spełnioną, zadbaną, otoczoną opieką? Może znajdę nianię, która popilnuje dzieci przez kilka godzin, może zapiszę się na kurs nurkowania, może wrócę do nauki hiszpańskiego, którą odłożyłam na nieokreślone „kiedyś”...?

Nasze samopoczucie od razu się poprawi, a i chłop, gdy się tak tej swojej nowej babie uśmiechającej się pod nosem przyjrzy, może poczuje impuls do działania. No bo skoro jej to tak dobrze robi, to może i on odkurzy porzucony w garażu rower, a może odkopie z szuflady getry i ochraniacze i pójdzie pograć w gałę.
Pamiętajmy, że facet woli usłyszeć, czego konkretnie od nie go oczekujemy, niż dostawać po uszach litanią pretensji. Wiecznie go nie ma, nie pomaga, nie sprząta, nie bawi się z dzieckiem, nie wspiera, nie troszczy się, nie zabiega, nie zaskakuje, nie dba.

On o mnie nie dba

A tak swoją drogą, co to właściwie znaczy, że nie dba? Dla każdego oznacza to co innego. Nie znajdziemy tu jednej miary. Dla mężczyzny dbanie o kobietę może być rozumiane jako tyranie w pracy po dziesięć godzin dziennie, by jego ukochanej niczego nie brakowało, albo posprzątanie garażu czy skoszenie trawnika. Dbanie o nią rozumie jako troskę o dom i otoczenie. Dla kobiety z kolei oznaczać to może: kupowanie jej kwiatów bez okazji, masowanie jej stóp czy też zapraszanie do restauracji. Generalnie rzecz ujmując, sprawianie, by czuła się adorowana i zrelaksowana.

Jak widać, rozumienie pojęcia dbania bywa zupełnie różne. I naprawdę warto porozmawiać z partnerem wprost. Co rozumiemy przez dbanie o siebie? Kiedy czujemy, że druga osoba o nas dba? Nie ma co czekać cichutko na swój wielki dzień „bo a nuż on się w końcu domyśli”. I przyniesie w końcu te róże, frezje czy słoneczniki. I założy garnitur. I zabierze nas na koncert. I opróżni zmywarkę, zanim wstaniemy.
W przeciwnym razie można trafiać jak kulą w płot przez długie lata. My mu będziemy gotować namiętnie pomidorową, bo raz kiedyś zjadł z uśmiechem (a on pomidorowej wprost nie zno- si), a on nam będzie kupować apaszki, kiedy zdecydowanie woli- my kwiaty. My będziemy odstępować dużą poduchę, kiedy jemu wystarczy w zupełności maleńki jasiek. On nas będzie kiział-mi- ział o szóstej rano, chociaż pragniemy być miziane o szesnastej.

Jakie wady zaakceptować?

Świat już nie wiruje wokół nas, nie unosimy się na różowym obłoczku, motyle z brzucha odleciały. Po kilku miesiącach, a czasem i dwóch latach totalnego zaczadzenia umysłu widzi- my wyraźnie, że nasz heros nie jest doskonały. Jego marmurowy piedestał, na którym go postawiłyśmy, zaczyna mieć coraz więcej pęknięć. Proza życia odsłania je z szyderczym chichotem.
I tu należy sobie zadać pytanie: na ile wady/dziwactwa/ nawyki mojego partnera są dla mnie akceptowalne?  - opowiadają Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Każda z nas ma w głowie, bardziej lub mniej uświadomioną, listę zachowań, których absolutnie nie toleruje i które nas na dłuższą (a może i krótszą) metę wykańczają mentalnie. Jedne nie udźwigną, choć- by nie wiem co, skąpstwa, pedantyczności czy sarkazmu. Inne wezmą te cechy na klatę, ale z kolei powali je trzymanie się spódnicy mamusi, wieczne niezdecydowanie czy też czarnowidztwo – opowiadają Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz.
I co ja mam z nim począć? — pomyśli niejedna z nas. A tu nos rękawem obciera, a tu zupę siorbie, a tu skarpety i gacie za łóżkiem składuje, a tu żarówkę wymienia od pół roku, a tu przestaje się golić w weekendy, a tu dopasowane jeansy na dres wiszący na tyłku zamienia. Czy nadal chcę należeć do jego fan clubu?

Obiecanki cacanki

Mężczyzna kocha, ale nie ma wmontowanego pakietu ustawień domyślnych. Nie siedzi w naszej głowie, nawet jeśli jesteśmy dla niego najważniejsze i nawet jeśli orbituje wokół nas jak jakaś asteroida. Jeśli zatem bardzo nam zależy, by na jakimś poletku poorał zdecydowanie wydajniej niż do tej pory, poprośmy go o to i doprowadźmy do tego, że się zobowiąże. Nie na od- czepnego, nie kiwnięciem głowy zza gazety. Jasno i konkretnie, żeby potem się nie wymigiwał, że on tylko łaskawie zgodził się przemyśleć temat. A kiedy mamy glejt, to już się nam gagatek nie wyślizgnie. Bo co jak co, ale męska obietnica swoją wagę ma. Oczywiście mówimy tu o prawdziwych facetach, a nie chłopczykach w krótkich spodenkach, którzy pod dorosłych się podszywają. Tak czy inaczej dociskamy wtedy Misiaka do oporu, za broń i oręż mając jego (nie)słowność. Wymagajmy tego, co jest dla nas naprawdę ważne.
W ogóle to oboje partnerzy mogliby mieć ustawiony taki „domowy alert”, który popiskuje, gdy jedna ze stron rażąco narusza ważny dla drugiej strony obszar. Nieważne, czy chodzi o nierozładowaną zmywarkę, niezapłacone na czas rachunki, czy niezaparzoną cosobotnią kawę z pianką. Jeśli ktoś dźga w to, co dla mnie jest ważne, dociskam go. W innych sprawach staram się odpuścić. Niech sobie mlaszcze, kruszy, siedzi z nosem w in- ternecie, pije browar z puszki i rechocze na cały dom, obłapia mnie uwalony smarem, drapie szczeciniastą brodą, przypala wodę na herbatę.

Gdy obie strony załapią ten specyficzny balans (docisnąć — odpuścić — odpuścić — odpuścić — docisnąć), to związek ma szansę ominąć wiele mielizn. A kto wie, może nawet dotrzeć do portu o nazwie Trzydziestolecie małżeństwa.

A jeszcze jak dołożymy do tego otwartość na świat partnera i na to, co aktualnie przeżywa, to już będzie całkiem dobrze. Bo to jest trochę tak, że kiedy już pożyjemy z kimś kilka czy kilkana- ście lat, to nam się wydaje, że wiemy o nim wszystko, znamy jego poglądy, wiemy, co odpowie nam w temacie X/Y/Z, z jakiego żartu się zaśmieje i który serial uzna za żenująco nudny. I sporo w tym jest prawdy. Pewne rzeczy pozostają niezmienne. Ale jest też tak, że ten ktoś, kto nadal nosi buty w rozmiarze , słodzi kawę połową łyżeczki cukru i słucha z lubością starych dobrych kawałków Metalliki, właśnie intensywnie poszukuje swojego miejsca na ziemi (dokąd zmierza?, co po sobie pozostawi?, czy naprawdę robi to, co kocha?, czy na pewno chce mieszkać w tym kraju?, czy chce powiększyć rodzinę?).

Busola na dobre strony partnera

No i wisienka na torcie — przypomnijmy sobie od czasu do czasu listę jego (jej) niezwykłości i talentów, które traktujemy po jakimś czasie jako oczywistą oczywistość.
Utrzymamy wówczas równowagę. W tym i tym daje niestety ciała, ale już w tamtym i owamtym jest supermanem/superwoman. A gdy jeszcze partner dostanie za to odpowiednią ilość „głasków”, zapewnimy sobie kontynuację cieszących nas zachowań. Niech wie, że przyniesienie nam malinowej herbaty
w ulubionym kubku w kwiatki daje nam zastrzyk pozytywnej energii. Podobnie jak przytulas przed wyjściem do pracy. To drobne gesty, ale miłe. Fajnie, gdy druga strona słyszy nie tylko o tym, co schrzania, ale też i o tym, co robi dobrze. A my często suszymy głowę o to, co się nam nie podoba, a już to, co jest wspaniałe, pomijamy milczeniem. Bo przecież to jasne, że tak ma być, że to nam się należy...
Nie chodzi oczywiście o to, by każda ze stron prowadziła ranking minusów partnera, by na koniec miesiąca móc opluć się jadem i wytknąć niedociągnięcia. Ja go umniejszę, on mnie umniejszy, dowalimy sobie nawzajem i będziemy kwita.
I pamiętajmy, że to, co dla nas jest nie do zniesienia, innych nie razi wcale, a może nawet stanowi w ich oczach zaletę. Spontaniczne planowanie sobotnich wieczorów (co godzinę inny pomysł), paradowanie nago po domu podczas przyrządzania jajecznicy, podkradanie jego koszul, nieustanne paplanie w trak- cie posiłku, nazywanie go zdrobniale przy rodzicach, uprawianie seksu w skarpetach, czytanie książek na sedesie... Dla jednych — norma, dla innych — obciach i żenada.
A może by tak zaprzyjaźnić się ze swoimi zaletami i wadami, by potem zacząć trzymać sztamę z zaletami i wadami partnera...?

„Pięknie podzieleni. Jak uwolnić związek od codziennych sprzeczek i nieporozumień". Wydawnictwo „Sensus",  Gliwice, 2020.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
dobre rady Miller
fot. iStock

Od nudnej pracy po zdradę. Ludzie piszą: Pani Kasiu, co robić gdy…. Katarzyna Miller odpowiada.

Co robić, gdy mąż ogląda porno, dzieci nawzajem sobie dokuczają, a w pracy jest toksycznie - Katarzyna Miller wnikliwie odpowiada na pytania ludzi, którzy szukają pomocy w mniej lub bardziej codziennych sprawach.
Agnieszka Dajbor
26.11.2020

W swojej nowej książce „Droga Kasiu,jak żyć lepiej?” Katarzyny Miller zaczyna się od wspomnienia jej najważniejszego listu w życiu. „Był to mój list do siebie samej, w którym zgodziłam się na siebie. Napisałam go w momencie, gdy odkryłam, jak potrzebne jest to, by stawać się coraz bardziej dorosłą i odpowiedzialną za siebie samą” – tłumaczy Katarzyna Miller. Do niej samej ludzie piszą zwykle o tym, co ich boli, z czym nie potrafią sobie poradzić. Historie są różne, ale nasze lęki, smutki i potrzeby podobne. Można się więc tymi listowną terapią inspirować. Zdrada w związku Mnóstwo tu tematów i wątków. Pierwszy z brzegu, zdrada. „Tydzień temu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradza. Zawalił mi się świat –  pisze jedna z kobiet. I jak wiele z nas, które tego doświadczyłyśmy dodaje: Nie jem, nie śpię, nie mogę zajmować się córką. Poprosiłam o pomoc mamę, bo nie daję rady. W przypływie furii spakowałam jego rzeczy i poczułam, że wcale nie chcę , by się wyprowadzał. On najpierw próbował się wszystkiego wyprzeć, potem to umniejszał, twierdząc, że to nic nie znaczy (ale jak to może nic nie znaczyć?!), a potem wykrzyczał w nerwach, że to wszystko przeze mnie, i wyszedł z domu. Mama mi tego nie ułatwia. Jest załamana. Nie lubiła go nigdy, twierdzi, że powinien się wynieść z domu, abym mogła tę sytuację przemyśleć. Jestem jej mimo wszystko wdzięczna, że zajmuje się Julką. Wczoraj nie spałam całą noc. Pomyślałam, że go już nie chcę, że nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek miała z nim pójść do łóżka, brzydzi mnie wszystko, co się z nim wiąże. Boję się o córkę. Ma tylko siedem lat, widzi, że dzieje się coś złego, martwi się. Wczoraj popłakała się bez powodu. Nie mogłam jej...

Czytaj dalej
bliskość nowe
Fot. iStock

Myśliwy, księżniczka, murarz - czy jesteś jedną z tych postaci w związku

Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że nasze złe relacje w związku wynikają z lęku przed bliskością. Taki lęk jest głęboko ukryty, lubi się kamuflować i przywdziewa różne maski. Jak go rozpoznać?
redakcja „Uroda Życia”
26.11.2020

Lęk przed związkiem (inaczej przed bliskością) bierze się zazwyczaj z naszego dzieciństwa i relacji z matką. Długo może pozostać w ukryciu i daje o sobie znać dopiero wtedy, gdy wchodzimy w relacje oparte na miłości, przyjaźni. Utrudnia je, a czasem prowadzi do ich rozpadu. Znana psycholożka i terapeutka Stephanie Stahl w swojej nowej książce „Jak nie bać się bliskości” (wyd. „Otwarte”, Kraków, 2021) nazywa ów lęk demonem, który tkwi w naszej psychice i sprawia, że nie może powstać prawdziwa bliskość. Opisuje też 3 rodzaje relacji, które mają taki lęk u podstaw i nadaje im etykiety myśliwego, księżniczki i murarza (oczywiście odnoszą się do obu płci).   Myśliwy: muszę cię mieć, dopóki jeszcze cię nie mam! Peter właściwie nie był w typie Sonji. Poznali się na przyjęciu. Dobrze im się rozmawiało.Dwa dni później zadzwonił i zapytał, czy nie miałaby ochoty pójść z nim na otwarcie pubu. Sonja uznała, że zaproszenie brzmi zachęcająco. Peter znów z nią flirtował, ona natomiast delikatnie dawała mu do zrozumienia, że na jego zainteresowanie może odpowiedzieć tylko znajomością na stopie przyjacielskiej. Peter wcale nie wydawał się tym zirytowany, był niezmiennie w świetnym humorze i nadal ją podrywał. W kolejnych dniach kontaktował się z Sonją częściej, by się z nią umawiać, proponując przy tym zawsze ciekawe aktywności. Koniec końców pewnego wieczora Sonja przestała się opierać. W jej mieszkaniu Sonja i Peter wypili po kieliszku wina i spędzili razem noc. Po jakimś czasie spędzili wspólnie weekend, to był cudowny wyjazd, po którym Sonja pozbyła się reszty wątpliwości. Stało się dla niej jasne, że naprawdę zakochała się w Peterze i potrafi wyobrazić sobie dłuższy związek z nim. Teraz również Sonja zaczęła inicjować...

Czytaj dalej
hollis
Fot. iStock

Work-life balance? Nie istnieje, równowaga między pracą a życiem prywatnym to mit. I to szkodliwy

Praca i dom zawsze będą konkurencyjne.Będą kradły dla siebie nasz czas. Mówienie, że można harmonijnie łączyć wszystkie życiowe obowiązki wpędza nas tylko w poczucie winy.
redakcja „Uroda Życia”
17.10.2020

Domyślam się, że kwestia równowagi między domem a pracą spędza sen z powiek każdej pracującej mamie. Ktoś kiedyś wspomniał o istnieniu takiej możliwości – wyrażając w ten sposób swoją opinię – a media ochoczo podchwyciły temat. Gdy ktoś z trudem łączy różne życiowe obowiązki i stale ma poczucie braku równowagi, automatycznie zakładamy, że nie poradził sobie z właściwym wyważeniem składowych swojego życia. Lista macierzyńskich niepowodzeń, na której mamy już „niezbyt udaną fryzurę do szkoły” i nie ten jogurt, co trzeba, wydłuża się tym samym o kolejny punkt... Ech... Szczerze nie cierpię wszystkiego, od czego kobiety czują się gorzej i utwierdzają się w przekonaniu, że sobie z czymś nie radzą – mówi Rachel Hollis, pisarka, blogerka i mówca motywacyjny. Jej książki m.in. „Dziewczyno ogarnij się”, pisane zawsze z bardzo osobistej perspektywy trafiały na listę bestsellerów „New York Timesa”. W nowej książce „Dziewczyno, przestań ciągle przepraszać!” namawia kobiety, by nie przeglądały się stale w oczach partnerów, matek, dzieci, znajomych. Tylko realizowały siebie i swoje życiowe cele. Cóż to jest ta równowaga między życiem zawodowym a osobistym? Już sama nazwa sugeruje, że mamy do czynienia z dwoma harmonijnymi elementami, które da się równo rozłożyć na szalach życia - tłumaczy Racchel Hollis. Tymczasem moja praca i moje życie rodzinne nigdy, przenigdy nie znajdowały się w stanie równowagi, nawet gdy jako siedemnastolatka robiłam kanapki w Sub Station w moim rodzinnym mieście. Nawet wtedy zdarzało się bowiem, że z powodu jakiegoś ważnego projektu do szkoły musiałam ograniczyć liczbę godzin przeznaczonych na pracę. Zdarzało się też, że rezygnowałam ze spotkania z przyjaciółmi,...

Czytaj dalej
Rafał Zawierucha/ East News
Rafał Zawierucha/ East News

Rafał Zawierucha znów spotka się z ekipą filmu Quentina Tarantino. Tym razem… we własnym show!

Już w najbliższą niedzielę 17 maja ukaże się instagramowy program „Zawierucha filmowa”. Pomysłodawca i prowadzący, Rafał Zawierucha będzie zapraszał do niego znanych gości.
Sylwia Arlak
14.05.2020

Rafał Zawierucha zdradził na swoim profilu na Instagramie, że od dawna marzył o stworzeniu programu, w którym mógłby swobodnie rozmawiać o kinie. W programie nie zabraknie znanych gości. Już w pierwszym odcinku „Zawieruchy filmowej” zobaczymy twórców z ostatniej produkcji Quentina Tarantino „Pewnego razu... w Hollywood”. W instagramowej relacji na żywo, podczas której aktor rozmawiał z Magdaleną Steczkowską, powiedział jednak, że konkretna lista nazwisk to niespodzianka. Podczas tej samej rozmowy Rafał Zawierucha wyjaśnił, że pomysł na program powstał nie tylko z miłości do kina, ale także z potrzeby wspierania innych twórców, którzy nieraz są jeszcze na początkowym etapie swojej kariery: „Chciałbym, żeby osoby, które są już na innym pułapie, też nie bały się wciągania innych na pokład. To jest to, co powiedzieli mi kiedyś producenci »Żądła«: Musisz szanować każdego człowieka, nawet tego, co sprząta, bo nigdy nie wiesz, kiedy on cię przeskoczy i sobie o tobie przypomni” — powiedział Zawierucha. Rafał Zawierucha: pierwszy Polak u Tarantino  Aktor w swoim nowym projekcie będzie rozmawiał ze swoimi gośćmi o filmie, zabawnych sytuacjach z planu, przygotowaniach do roli, budowaniu postaci itd. Obiecał, że podczas każdego odcinka organizowany będzie konkurs. Internauci będą mogli wygrać autograf zaproszonego gościa, a także zadawać mu własne pytania.         Wyświetl ten post na Instagramie.                   Witajcie! Tak - to właśnie tutaj będziecie dowiadywać się więcej o #zawieruchafilmowa Rozmowy z wyjątkowymi gośćmi!...

Czytaj dalej