Kinoterapia – sposób na dotarcie do własnych emocji
pexels.com

Kinoterapia – sposób na dotarcie do własnych emocji

W czasie oglądania filmu otwieramy się emocjonalnie na nasze własne problemy, dotykamy swoich lęków i przepracowujemy nasze relacje. Oto moc kinoterapii.
Kamila Geodecka
25.11.2020

Oglądając film, na chwilę zatrzymujemy realny świat, który nas otacza. Jak zauważyli naukowcy, wraz z rozpoczęciem seansu zaczynamy także przetwarzać treści na poziomie emocjonalnym, a nie rzeczowym czy intelektualnym. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że niektórzy będą płakali na filmie, chociaż w realnym życiu nigdy tego nie robią. W czasie seansu czują jednak bezpieczeństwo, bo wszelkie emocje przeżywają w świecie fikcyjnych bohaterów, a nie w swoim własnym życiu. Przynajmniej tak im się wydaje.

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Kinoterapia – moc filmu  

Co się z nami dzieje, gdy oglądamy film? Przede wszystkim angażujemy się w życie i wybory bohaterów. Ten mechanizm nazywa się projekcją i polega na przypisaniu postaciom oraz akcji filmowej naszych własnych znaczeń. Można powiedzieć, że każdy z nas, oglądając film, widzi coś innego, ponieważ każdy patrzy przez filtr swoich własnych doświadczeń, swojej sytuacji życiowej i swoich problemów.

Wtedy właśnie rozpoczyna się prawdziwa terapeutyczna analiza – chociaż czasami nie jesteśmy tego świadomi.  W zachowaniach bohaterów zawsze szukamy swoich działań. Przeżywamy emocje postaci, które mogą być także naszymi emocjami. To wszystko dzieje się jednak w bezpiecznym uniwersum fikcyjnego świata, co pozwala nam na pełne otworzenie się emocjonalne, dostrzeżenie nowych rozwiązań czy przeżycie lęków, które tak bardzo staramy się stłumić w ciągu dnia.

Dodatkowo zawsze oceniamy bohaterów – bronimy ich zachowań lub je potępiamy. W taki sposób sami dochodzimy do wniosku, co jest dla nas etyczne, a co nie. Pomału możemy dochodzić także do pewnych wniosków związanych ze schematami komunikacyjnymi. Być może zauważymy, że pewien wzorzec kłótni, który jest rozpowszechniony w filmach, wcale nie jest skuteczny i prowadzi do wielu nieporozumień.

Czytaj także: Pięć znakomitych powieści, dzięki którym lepiej zrozumiesz siebie

Nie bój się filmu

Są osoby, które uważają, że życie jest tak smutne i szare, że dodatkowe dołowanie się poważnymi filmami jest pozbawione sensu. Oczywiście możemy całe życie oglądać lekkie komedie, ale zderzenie się z trudnymi emocjami w filmie może nam dać dużo dobrego – chociaż czasami mogą pojawić się łzy. Warto jednak się przełamać, bo te łzy mogą nas dużo nauczyć i przygotować na kolejne doświadczenia życiowe.

Może się tak stać np. wtedy, gdy w filmie bohater przeżywa śmierć bliskiej osoby. Chociaż możemy być tego nieświadomi, proces żałoby oraz radzenia sobie po stracie możemy przejść razem z nim. Otworzenie się w czasie filmu na takie emocje pozwoli nam też na dotknięcie tematów, które na co dzień są owiane tabu. Nikt z nas nie chce przecież myśleć o stracie bliskiej osoby. 

Czytaj także: 3 fakty na temat lęku. Zrozum swój strach

Kinoterapia – jaki film wybrać?

Przy wyborze filmu najlepiej kierować się własną intuicją. Pomyśl o tym, z jakimi problemami właśnie się zmagasz, jakie emocje są w tobie tłumione i czego się boisz. Chociaż nie jest to łatwe, staraj się nie uciekać od tych emocji i nie wybieraj produkcji na zasadzie kontrastu: „Czuję się źle, więc obejrzę lekką komedię”. W taki sposób jedynie oddalisz od siebie wszystkie emocje, a chodzi o to, by się z nimi spotkać.

Po seansie warto zadać sobie także pewne pytania. Co czuł główny bohater? Jak widział i definiował swój problem? Jak z nim sobie poradził? Czy bohater mógł postąpić inaczej? W jakich relacjach się znajdował? Odpowiedzi na te pytania mogą być bardzo pomocne przy rozwiązywaniu twojego własnego problemu.  

Pamiętaj jednak, że kinoterapia nie może zastąpić profesjonalnej i specjalistyczne psychoterapii. Może być jednak jej świetnym dopełnieniem.

 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Na czym polega dogoterapia?
iStock

Dogoterapia: pies może pomóc w leczeniu depresji, nerwicy i bezsenności

O tym, że zwierzęta mają terapeutyczną moc, wie dziś już większość z nas. Kontakt z psem czy koniem potrafi zdziałać cuda. Na czym polega dogoterapia i jakie przynosi skutki?
Karolina Morelowska-Siluk
24.11.2020

Hipoterapia (praca z koniem) czy dogoterapia (praca z psem) wykorzystywane są m.in. do leczenia porażenia mózgowego czy wspierająco w terapii dzieci z autyzmem. W Stanach Zjednoczonych terapię z udziałem zwierząt domowych (ang. pet therapy) zaczęto stosować już w latach siedemdziesiątych. Autorem samej nazwy i jednocześnie  zagorzałym propagatorem tej metody był psycholog dziecięcy Boris Levinson. Zauważył on bowiem, że autystyczne dzieci, które nie potrafiły nawiązać kontaktu z dorosłymi, ożywiały się podczas kontaktu z psami. Odkrycie psychologa zapoczątkowało kolejne badania. Dość szybko okazało się, że zastosowanie dogoterapii powinno być zdecydowanie szersze. Czytaj także: „Psów jest za dużo, mamy dziś modę na psy. I fundujemy im piekło” – mówi Sylwia Najsztub, behawiorystka Dogoterapia. Najpierw pies, potem mąż Dr Erika Friedmann obserwowała pacjentów hospitalizowanych z powodu zawału lub choroby wieńcowej. Okazało się, że fakt, iż w domu czeka na chorego pies, zdecydowanie bardziej mobilizował go do walki o zdrowie niż obecność żony/męża czy wsparcie rodziny. Dlatego w amerykańskich domach opieki wolno mieszkać ze zwierzętami, można je także przyprowadzać do szpitali. Według profesora medycyny klinicznej Kennetha R. Pelletiera powinno być to możliwe we wszystkich krajach, bo po kontakcie z psem w domu opieki pensjonariuszom spada ciśnienie krwi i tętno, a po wizycie rodziny nie ma takich efektów… Dogoterapia w Polsce i na świecie Niestety w Polsce dogoterapia wciąż  traktowana jest przede wszystkim jako sposób na codzienną pomoc osobom z niepełnosprawnością. Szkolone psy znają kilkadziesiąt  komend i są w stanie wykonać ze swoim właścicielem albo wręcz za niego mnóstwo rozmaitych czynności. W wielu miejscach na świecie, w tym w Stanach...

Czytaj dalej
Dirty dance
Baby (Jennifer Grey) i Johnny (Patrick Swayze). Fot. East News

Filmoterapia dla zakochanych, czyli 5 najlepszych scen filmowych na złamane serce

Rozbawią was, wzruszą, pocieszą, a nawet nadadzą sens rozstaniu – oto kultowe sceny z filmów i seriali, które poprawią wam nastrój w emocjonalnym kryzysie
Magdalena Żakowska
23.09.2020

Oglądałyście już serial dokumentalny „Filmy naszej młodości” na Netfliksie? Jeden z odcinków poświęcony jest „Dirty Dancing”. Jeśli jakimś cudem nie widziałyście, przypomnijmy: w 1983 roku nakręcono film, którego akcja rozgrywa się w 1963 roku, o dziewczynie, która podczas letnich wakacji znalazła miłość, odwagę i… rytm. To lato zmieniło życie wszystkich, ale przede wszystkim nas, dziewczyn, które tak, jak Baby czekały na swój pierwszy wakacyjny romans. A przy okazji, powtarzając w nieskończoność fragmenty „Dirty Dancing” z taśmy VHS, uczyły się tanecznych kroków od Johnny'ego i Baby.  Lekarstwo na miłość Ten odcinek „Filmów naszej młodości” przypomniał nam, że są takie filmy, a  raczej sceny filmowe w historii kina, które działają jak najlepsza terapia. Wystarczy kilka minut, aby wyjść z doła, uśmiechnąć się do siebie z przeszłości i do siebie dzisiaj. Dlatego zaczynamy serię „Terapia kinem”, w której przypomnimy wam te ukochane, najzabawniejsze, sentymentalne i podnoszące na duchu sceny. Jest ich tak wiele, że zdecydowałyśmy się podzielić je tematycznie. Na początek lekarstwo na złamane serce, kryzys w związku i samotność. Dobrze jest wiedzieć, że nie jesteśmy w tym same! 1. „Dirty Dancing” – „Nobody puts Baby in the corner”   Pamiętacie, jak Johnny wyciąga podczas przyjęcia na scenę Baby wbrew jej rodzicom? I wypowiada słynne zdanie „Nobody puts Baby in the corner” (Nikt nie będzie zapędzał Baby do kąta), a potem tańczą finałową piosenkę, „Time of my Life”? No właśnie… Dziś ta scena może wydawać się kiczowata i infantylna, ale w gruncie rzeczy jest przecież piękna – spróbujcie się nie uśmiechnąć....

Czytaj dalej
Adobe Stock

Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach. Dla kogo jest najlepsza?

Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach z pewnością nie jest terapią odpowiednią dla osoby, która ma sentyment do pożółkłych rodzinnych fotografii i lubi roztrząsać przeszłość. Raczej dla takiej, która ma ochotę zakrzyknąć „Cała naprzód!”.
Aleksandra Nowakowska
30.04.2020

Można powiedzieć, że podczas Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach to terapeuta uczy się od klienta. W nim szuka pomocy w poszukiwaniu właściwych rozwiązań problemu, z którym ten do niego przyszedł. To klient wie, co w jego życiu się sprawdza, chociaż w chwili, gdy przekracza próg gabinetu, jakby o tym zapomniał. Ma przecież jakiś poważny kłopot, który przesłania mu jasne widzenie sytuacji oraz oddziela od własnych możliwości. Wystarczy sobie o tym przypomnieć i na nowo doświadczać w życiu. Filozofia tej metody terapeutycznej o amerykańskich korzeniach mieści się w trzech zdaniach. Pierwsze z nich brzmi: „Jeśli coś działa, rób tego więcej”. Z pewnością każdy z nas wie, co w jego życiu się sprawdza. Jakie nasze zachowania są skuteczne, bo dzięki nim osiągamy to, czego chcemy. Może doskonale się mobilizujemy w warunkach stresu i bez problemu chodzimy po krawędziach, a dużo bardziej niż wyzwania męczy nas rutyna. Albo dobrze funkcjonujemy, działając w pojedynkę. A może właśnie naszą mocną stroną jest pozyskiwanie kompanów do wspólnej sprawy? Możemy być mistrzami w rozkoszowaniu się małymi codziennymi przyjemnościami, co zawsze poprawia nam nastrój, albo nową perspektywę zyskujemy, jak przebiegniemy przynajmniej dwa kilometry? Bywa tak, że doskonale wiemy, że nasz urok osobisty i uśmiech mogą zdziałać cuda, tylko jakoś wypadło nam to z głowy, ponieważ jesteśmy w rozsypce. Na czym polega Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach Podczas sesji Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach razem z terapeutą robimy przegląd naszych zasobów – umiejętności, cech, atutów – dzięki którym bez większego wysiłku poradzimy sobie z aktualnym problemem. Skoro mamy je w sobie, sięgnijmy po nie. Wystarczy opracować plan działań, który wdrożymy, żeby jak najlepiej sobie...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Felinoterapia – najmilszy sposób na stres! Spokoju i relaksu uczymy się od kotów

Koty to nasi najlepsi nauczyciele. Pozwalają nam spojrzeć na życie z dystansu i działają antydepresyjnie. Felinoterapia to najmilszy sposób na stres, nerwy i codzienny niedoczas.
Sylwia Arlak
20.08.2020

Koty miauczą, drapią, wskakują na stół i lubią nas budzić nas o nieludzkich (bo kocich!) porach. Ale te, przyznajmy szczerze, drobne niedogodności to nic w porównaniu z korzyściami, jakich doświadczamy, żyjąc z kotem pod jednym dachem. Koty – i to fakt zbadany naukowo, a nie tylko opinia kociarzy i kociar – mają zbawienny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Nic dziwnego, że felinoterpia (rodzaj zooterapii, o którym zaczęło się mówić w latach 80. polegający na kontaktach z kotem) wciąż zyskuje na popularności. Opiekunowie kotów żyją dłużej Naukowcy z Uniwersytetu w Minesocie udowodnili, że opiekunowie kotów żyją dłużej. W czasie dziesięcioletnich badań odkryli też, że ci, którzy mają kota, są o ok. 30 proc. mniej narażeni na wystąpienie zawału serca. Zbawienny wpływ ma na nas kocie mruczenie, bo obniża ciśnienie krwi oraz poziom cholesterolu (mruczenie ma niską częstotliwość pomiędzy 25 a 50 Hz, czyli taką samą, która jest wykorzystywana przez ortopedów i rehabilitantów oraz w medycynie sportu w leczeniu urazów kości, mięśni oraz procesie zabliźniania się ran). To właśnie dlatego koty wspomagają osoby niepełnosprawne fizycznie w okresie rehabilitacji.   Pozytywnie wpływają także na nasz stan psychiczny. Pomagają osobom chorym na depresję, z nerwicą, zaburzeniami lękowymi i uzależnionym. Obcując z nimi, relaksujemy się i czujemy spokojniejsi. Właściciele kotów są mniej samotni i bardziej zadowoleni z życia, a nawet...lepiej śpią. Mruczeniu towarzyszy głęboki dźwięk, który uwalnia w organizmie kota serotoninę.   Koty najlepszym przyjacielem człowieka? Istnieje nawet taki termin, jak „mruczoterapia”. Jego pomysłodawcą jest weterynarz z Tuluzy, Jean-Yves Gauchet. Stworzył on 30-minutowe nagranie CD z zarejestrowanym...

Czytaj dalej