„Twój mąż może być twoim największym wrogiem. I sama na to się godzisz” – mówią Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska
iStock

„Twój mąż może być twoim największym wrogiem. I sama na to się godzisz” – mówią Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska

Kobiety często mówią do synów: „Jesteś moim małym mężczyzną”. To błąd – tłumaczą Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska, autorki nowej książki „Mam faceta i mam...problem”.
Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska
16.06.2020

Psychoterapeutka Katarzyna Miller i coachyni Suzan Giżyńska w swojej nowej książce „Mam faceta i mam… problem” zastanawiają się nad trudnymi relacjami damsko-męskimi. Okazuje się, że gros  problemów w naszych małżeństwach wynika z naszego wychowania i nieprzepracowanych traum z dzieciństwa. Autorki radzą kobietom,  aby uważnie przyglądały się swoim partnerom – ale też i samym sobie. Przeczytaj fragment książki:

***

Katarzyna Miller: Facet mówi: „Coś dziwnego się z tobą dzieje. Kiedy ostatni raz włożyłaś szpilki? Kiedyś się tak ładnie czesałaś, a teraz? Zapuściłaś się”, a ona myśli: „On to wszystko widzi, wie, że się zaniedbałam, i ma rację”. Kobieta z jednej strony nie czuje się dobrze, bo facet jej dokucza, a z drugiej czuje się winna.

Suzan Giżyńska: „Dokucza” to zbyt delikatne określenie.

Katarzyna: „Niszczy” będzie odpowiedniejsze.

Suzan: Tak, bo to wszystko są teksty wroga. Ale może ona w domu rodzinnym była dzieckiem niewidocznym lub dostawała tylko tyle, ile jest niezbędne do przeżycia. Dla dorosłej kobiety, która miała takie dzieciństwo, nawet krytyka jest lepsza niż brak jakiejkolwiek uwagi. Bo wtedy ktoś na nią patrzy. Mówi co prawda, że zbrzydła, ale widzi ją. Oczywiście facet jest też po to, by mówić nam o tym, czego nie dostrzegamy. Na przykład, że się zaniedbałyśmy. Powinien jednak używać innych słów niż „zapuściłaś się”, bo to jest nękanie.

Katarzyna Miller: Książę z bajki dla mamusi

Katarzyna: Edith Wharton, amerykańska pisarka, wydała kiedyś opowiadanie „Mój najlepszy wróg”. Dotyczyło jej męża. Gdy pierwszy raz je czytałam, byłam bardzo smarkata i go nie rozumiałam. Teraz doskonale wiem, o czym ono mówiło. Partner to bliska osoba, otwieramy się przed nim, ale zaczynamy zbierać od niego cięgi. Z jednej strony czujemy, że one są trochę uzasadnione, ale z drugiej męczą nas te wbijane szpilki.

Suzan: Kobiety często pytają: „Po czym ja mam poznać, że to nie to?”.

Katarzyna: Po tym, że nie jest ci dobrze. Że się gubisz, nie wiesz o co chodzi, masz wahania co do winy itp.

Suzan: Czasami trudno to zauważyć, zwłaszcza jeżeli masz niskie poczucie własnej wartości, nie masz dobrych przykładów relacji z mężczyzną, a ciągłą krytykę odbierasz jako coś normalnego.

Katarzyna: Matka cię nie lubiła, nie chwaliła, nie cieszyła się tobą, nie doceniała cię i dlatego nie umiesz dostrzec, kiedy jest ci źle, bo właściwie zawsze ci tak było.

Suzan: Bywa też odwrotnie. Czasami to kobieta jest tą niszczącą stroną. Po mamie odziedziczyłam to, że czasem w relacji z mężczyzną potrafię być wredna i zbyt ostra. Gdy słyszę jakąś uwagę, która mi się nie podoba, natychmiast staję się obrażoną panienką. Z chama, który potra strzelić faceta w mordę, zmieniam się w nadwrażliwą kobietkę, której nie wolno nic zarzucić, bo zaleje się łzami. Zmieniam taktykę tak, żeby było napięcie, bo jestem przyzwyczajona do tego z domu. Teraz, z perspektywy lat, widzę swoją grę. Umiem już stawać obok i nie pozwalam się jej porwać.

Katarzyna: Faceci są tacy sami. Mężczyzna wychodzi z domu od matki w podwójnej, diabolicznej sytuacji, która zresztą nazywa się „podwójnym wiązaniem”. Mama go uwielbia, kocha, troszczy się o niego i życie by za niego oddała. Tylko nie w tym rzecz. Rzecz w prawach, obowiązkach i granicach, które ona powinna wyznaczyć synowi.

Suzan: Nie wyznacza, bo sama ich nie zna.

Katarzyna: To prawda. Najczęściej jest nadopiekuńcza. Od męża nie dostaje tego, co powinna, nie jest spełniona w seksie, nie ma swoich zainteresowań, swojego życia. Jej życie to bycie „matką”. Mówi do dziecka: „Jesteś moim małym mężczyzną”. Nie synkiem, tylko mężczyzną! Tatuś bardzo często nie lubi takie go dziecka albo z nim rywalizuje. Może też uciekać i oddalać się od rodziny. I z takiej rodziny do kobiety wychodzi mężczyzna...

Suzan: Właściwie to nie wychodzi. Mamusia nie pozwoli całkowicie się opuścić. Będzie z nim kroczyć całe życie, a on będzie szukał kobiety na jej podobieństwo lub uciekał do matki, inna kobieta okaże się zbyt zdrowa, żeby się poświęcić i zajmowanie nim uczynić swoim celem. Nigdy żadna nie dogoni matki.

Katarzyna: Tak, prawda. W każdym razie ten mężczyzna jest księciem z bajki dla swojej mamusi, więc dla żony również chce nim być. Jednocześnie nie chce się żenić z kopią swojej rodzicielki. On chce kobiety, która nie będzie go zniewalać, bo zniewolony był w domu. Pragnie takiej, która da mu wystarczająco dużo swobody, ale będzie go również traktować jako księcia, któremu trzeba usuwać przeszkody spod nóg, usługiwać i którego trzeba wielbić.

Suzan: „Bo ja przez ciebie, synku, nie spałam pół nocy, nie wiedziałam, gdzie jesteś” albo: „Tak się strasznie o ciebie martwiłam, jak jeździłeś tym motocyklem, że się zabijesz”.

Katarzyna: Albo tak jak mówiła moja teściowa: „A czy Pawełek, jak wychodził z domu, to wziął parasol, bo u nas w Łodzi pada, czy u was w Warszawie też pada?”.

Suzan: Pawełek pewnie wyjechał z tej Łodzi szczęśliwy, że mamusia nie siedzi mu na głowie i nie pyta o parasol...

Katarzyna: Tak, ale jednocześnie się zastanawiał: „Dlaczego ta moja baba tak się o mnie nie troszczy?”.

Suzan: „I nie jest mną zachwycona cały czas?!”

Katarzyna: Bardzo wielu mężczyzn ma w sobie dużo złości do kobiet za swoje matki. Oczywiście jest to nieujawnione, bo przecież nie można nie znosić swojej ukochanej mamusi.

Suzan: I swojej kobiety. To bardzo niemęskie. On przecież kocha kobiety! Tylko nie wiadomo, dlaczego każdą umie unieszczęśliwić.

Katarzyna: Ja cię ubóstwiam, całuję cię po rączkach, ale, cholera, jak robisz coś, co mi się nie podoba, jesteś moim wrogiem. Tym sposobem dwie najbliższe sobie osoby stają się swoimi wrogami.

Zrób sobie przestrzeń na „nie wiem"

Suzan: Powiedziałaś wcześniej, że trzeba ufać swoim uczuciom, bo barometrem tego, jaki masz związek, jest fakt, jak się w nim czujesz. Uważam jednak, że nie zawsze tak jest, bo z jednej strony sama potrafisz być katem, a z drugiej nienawidzisz, gdy facet jest katem dla ciebie. Do dziś czasami nie wiem, co czuję. Mam w sobie ogólny niepokój. Stery zawodzą. Nie wiem, czego chcę i co powinnam zrobić, bo za dużo mam głosów w głowie. Oczywiście teraz jest coraz lepiej i czuję się ze sobą dobrze, ale nie zawsze tak było. Czasami było naprawdę trudno.

Katarzyna: To, o czym mówisz, jest ważne. Kobieta często sama nie wie, jak się czuje.

Suzan: I sama nie wie, co robi. Potrafi koleżance przez godzinę opowiadać, jaki jej facet jest straszny, dołączając przykłady, które rzeczywiście to potwierdzają, ale o sobie nie mówi... W tej opowieści przypadkiem przemyca jakiś tekst, który nie klei się z całością, na przykład to, że on przez dwie godziny czekał na nią przed jej biurem. Gdy słyszę takie historie, od razu wył puję, że coś tu nie gra.

Katarzyna: Gdy jesteśmy rozeźlone, ukrywamy to, co dobre, by dać upust złości i pokazać, że ta złość jest uzasadniona.

Suzan: Często też jesteśmy zakłamane i same przed sobą udajemy. To już jest bardzo niefajne, bo nie pozwalamy sobie czuć, że je steśmy zadowolone, dlatego że nie potrafimy tego uczucia rozpoznać. Nie wyniosłyśmy go z domu. Maskujemy więc przed sobą ten pozytywny stan, skupiając uwagę na czymś negatywnym, żeby było tak jak zawsze. Na przykład myślimy: „Fajnie było na tym spotkaniu”, ale za chwilę przychodzi poczucie: „On pewnie i tak już nie zadzwoni”.

Katarzyna: Pomimo tego wszystkiego, co mówisz, nie ma innej bu soli niż twoja wewnętrzna radość lub jej brak. To nie jest tak, że twoja głowa ci powie: „Wszystko jest w porządku”, kiedy ty się źle czujesz. Możesz się czuć fatalnie, dlatego że facet cię nadużywa, ale możesz też sama się nadużywać. Ten facet może też korzystać z tego, że się nadużywasz, i pogłębiać twój stan, jednak źródło jest zawsze w tobie. Oczywiście zdrowy facet tego nie robi.

Suzan: Czasami na pytanie „co czuję i myślę” może pojawić się w głowie odpowiedź „nie wiem”. Jest pauza. Poczekaj wtedy, nie spiesz się do tego, żeby zalać czas wydarzeniami i emocjami. Pozwól, żeby czas upłynął i żeby to „nie wiem” nabrało kształtów. Ile byśmy sobie zaoszczędziły bólu, gdybyśmy się tak nie spieszyły i nie odcinały świata, gdy pojawi się facet na dłużej niż jedną noc.

To „nie wiem” to już jest coś, na co trzeba zrobić przestrzeń. Musimy zobaczyć, co się będzie działo w tobie dalej.

Katarzyna: Czasami się zdarzy przystojny facet albo piękna dziewczyna i ulegamy im. Wtedy przepadamy.

Suzan: Tak, dlatego że przypisujemy urodzie cechy charakteru. Osoba atrakcyjna kojarzy się nam z kimś dobrym, obdaro- wanym. Chcemy być obok niej, bo myślimy, że dostała wię- cej. W atrakcyjnej osobie łatwiej można się zatracić. Piękno oczywiście przyciąga, to jest życiowe i normalne. Jeśli jednak masz w sobie nierównowagę, będziesz szukać nierównowagi. Deszcz przyciąga parasole..

Katarzyna: Jeśli sama nie jesteś zrównoważona, nie zauważasz tego, że ktoś, z kim się wiążesz, również nie jest. Przeciwnie, myślisz, że on jest kompatybilny z tobą. Dwie głodne, spragnione miłości osoby rozpoznają w sobie nawzajem ten głód. Myślą, że spotkały bratnią duszę, która jest cudowna i chce tego samego. Przez jakiś czas zapewne jest bosko, ale później ...

Suzan: Nie chodzi się do supermarketu głodnym, bo wtedy kupuje się wszystko. I za dużo, i niepotrzebne, i kiepskiej jakości.

Katarzyna: Kupuje się za dużo, za drogo i nie to, co jest potrzebne.

Suzan: Jeśli jesteście głodne miłości, to najpierw sprawdźcie, czym możecie się najeść, co będzie dla was bezpieczne, zanim ruszycie na facetów. Wiem, że to trudne. Sama jestem kochliwa i miałam duży deficyt uwagi w dzieciństwie. Teraz już mi lepiej, bo jestem dojrzałą kobietą i mam duże doświadczenie.

Najlepiej się szuka faceta, gdy jesteśmy ogólnie zadowolone. Nie chodzi tutaj o jakieś megaszczęście, ale o w miarę fajne życie. Takie, w którym możemy sobie pozwolić na wino z koleżankami albo samotną kawę z książką i czerpać z tego radość.

Katarzyna: A jeśli już spotkacie tego upragnionego faceta, ćwiczcie Dorosłego, którego macie w sobie. Nawet „na siłę” uzmysłówcie sobie, że nie znacie jeszcze tego człowieka, że trzeba być ostrożną, nie spieszyć się, że jeśli coś jest prawdziwe, to będzie trwało i się rozwijało.

Ale co z romantyczną miłością?

Suzan: Najlepiej byłoby, gdyby kobiety w młodości usłyszały od kogoś te wszystkie rzeczy, o których piszemy. Mogą również przeczytać o nich w naszej książce i wziąć sobie do serca. Może dzięki temu będą cierpiały mniej i nie traciły tyle czasu na dochodzenie do siebie po zawodzie.

Katarzyna: Tak, taki też mamy cel ;). Zresztą nie tylko w tej książce, ale w kilku innych również. Trzeba sobie uzmysłowić, że relacja, w której natychmiast dostajemy skrzydeł i która nas od razu oszałamia, może być bardzo niebezpieczna.

Suzan: Jako osoba, która nałogowo pozbywa się skrzydeł i bardzo lubi obracać się w środowisku niebezpiecznym pod tym względem, powiem, że przynajmniej trzeba uważać na konta bankowe i na wszystkie inne obowiązkowe rzeczy, które nas zabezpieczają, no i pamiętać o intercyzie. Mnie jeden pan bardzo nieładnie potraktował. Po prostu oszukał. Ale miał też łatwo, bo ja bardzo chciałam zaufać. Niestety zaufałam.

Katarzyna: Ogromna część dziewczyn natychmiast zapyta z wielkim przejęciem i często z oburzeniem: „Ale co z romantyczną miłością?”.

Suzan: No właśnie – takiej miłości szukają kobiety. W przypadku tego pana, który mnie oszukał, czułam, że nie powinnam wcho- dzić z nim w relację. Nie posłuchałam jednak tego wewnętrzne- go głosu. To jest następna ważna rzecz: czasami wiemy, że pan jest niepewny, lub nie czujemy się z nim bezpiecznie i komfor towo. Wiemy to, a jednak wchodzimy w relację, bo nic innego się od dawna w naszym życiu uczuciowym nie dzieje. Spieszymy się, drogie panie, bo niby czas ucieka. Nie powinnyśmy tego robić.

Katarzyna: Jeśli będziesz myślała tylko głodną cipką, stęsknionym sercem czy ciałem, które domaga się pieszczot i noszenia na rękach, a twoja głowa uśnie, to ukręcisz na siebie bat. Zostaniesz potraktowana tak, że cię okradną, wykorzystają, nadużyją. Będziesz służącą albo kuchtą domową. Choć oczywiście nie musi tak być i dlatego to nie jest proste.

Suzan: Jasne! Nie każde zatracenie kończy się tak dramatycznie. Czasami szybko się sobą nudzimy lub związek się nie rozwija i umiera śmiercią naturalną. Szukanie faceta, który zapewni dobrobyt i wybuduje dom, też nie jest rozwiązaniem. Trzeba popróbować i trochę pocierpieć, żeby znaleźć osobę na dłużej. Wybór komfortu też nie jest właściwy na dłuższą metę. Mówię tutaj o babkach, które siedzą w domu i pięknie pachną, a mężczyzna zajmuje się zarabianiem pieniędzy.

Katarzyna: Mnóstwo kobiet tak żyje! Są zachwycone, że znalazły faceta, który je utrzymuje. Jak długo będą mogły tylko pachnieć? Jeśli długo – szykują sobie pustkę, znużenie, apatię i brak satysfakcji. Jeśli zaś jemu się znudzi to utrzymywanie, może zacząć kobietę bardzo źle traktować lub ją porzuci bez środków do życia. Pamiętajmy też, że te wszystkie mroczne scenariusze wcale nie muszą się ziścić. Może się okazać, że wasza miłość i wasz wybór się sprawdzają, i wtedy nie pozostaje nic innego, jak pogratulować ;).

Suzan: Oczywiście pamiętajmy też o kryzysach, które u każdego się w końcu pojawiają.

Katarzyna: Ci, co mają więcej szczęścia, dojdą razem do starości, a nawet zostaną razem do śmierci. Można się rozejrzeć dookoła siebie i zastanowić, ilu spośród przyjaciół i znajomych ma szczęśliwy związek. Ilu ludzi tak naprawdę trwa w miłości i szczęściu przez lata? Dlaczego myślimy, że nam się uda?

Suzan: Bo bardzo chcemy, żeby nam się udało. Zresztą to, że związek przetrwał przez lata, może wynikać z wielu różnych powodów. Najfajniej, jeśli ludziom jest ze sobą dobrze i dlatego chcą kontynuować związek.

Katarzyna: Jeśli wydaje nam się, że nasza koleżanka czy kolega ma bardzo udane życie małżeńskie, wystarczy pojechać z taką parą na wakacje. Wtedy się przekonamy, czy mamy rację. Zobaczymy, jak oni się do siebie odnoszą, jak się traktują, jak ze sobą rozmawiają, co robią razem i co robią, gdy się pokłócą, oraz co się dzieje, gdy któreś z nich staje się nieznośne. Może się okazać, że powinniśmy się od nich uczyć, ale może się też okazać, że widzieliśmy tylko otoczkę i fałsz.

Suzan: Od zwykłego życia, pełnego kryzysów i trudności, przyjemniejsza jest iluzja. Niektórzy ludzie potrzebują być w zmienionym stanie świadomości. Uzależniają się od wielu rzeczy i stanów po to, by nie trwać w realnym świecie. Rzeczywistość wydaje im się zbyt smutna. Ale doświadczenia też uczą. Nie zawsze, ale często jednak tak. Z czasem ufamy sobie samym coraz bardziej i mamy zdrowsze podejście do miłości.

***

miller fot2
mat.prasowe

„Mam faceta i mam... problem", wyd. Rebis, Poznań, 2020.
W tej samej serii: Katarzyna Miller i Monika Pawluczuk „Jak być kobietą i nie zwariować” oraz Katarzyna Miller i Andrzej Gryżewski „Jak być parą i nie zwariować".

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
miller pierwsza
Adobe Stock

Katarzyna Miller o nieudanych związkach: „Wpadamy w miłość jak śliwka w kompot”

Jakie cechy ma nasz facet? Możemy się tego dowiedzieć już na pierwszej randce. Tylko trzeba umieć słuchać – mówią psycholożka Katarzyna Miller i coach Suzan Giżyńska w nowej książce „Mam faceta i mam...problem”.
Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska
16.06.2020

Jedna z najpopularniejszych polskich psychoterapeutek, Katarzyna Miller wraca w nowej książce „Mam faceta i mam… problem” (wyd. Rebis) do tematu miłości i relacji z mężczyznami. W książkowym dialogu z coachynią Suzan Giżyńską, z którą wydała już wcześniej „Instrukcję obsługi faceta”, biorą pod lupę nieudane związki, zawody i rozczarowania miłosne. Dlaczego? Bo, jak tłumaczy Suzan Giżyńska: „Miłość to zawsze lekcja. Życzę Wam, żeby była lekka”. Autorki książki „Mam faceta i mam… problem” wysłuchały kilkudziesięciu kobiecych historii (ich fragmenty rozpoczynają każdy rozdział książki). Uderzyło je jak bardzo – mimo  różnic – są typowe. Na początku pojawia się euforia („Gdyby sobie wyobrazić połączenie Boga z Hugh Grantem, to on tak właśnie wyglądał” – opowiada o swoim byłym partnerze jedna z bohaterek), a następnie – przygniata proza życia. Czujemy rozczarowanie, nie umiemy poczuć spełnienia, romantyczne porozumienie dusz zmienia się w ciągłą wojnę. Takich historii jest wiele: często dramatycznie smutnych: „Pewnego dnia, gdy wracałam z siłowni, zobaczyłam przez okno kawiarni mojego faceta”, opowiada jedna z bohaterek. „Siedział z młodą kobietą, trzymał ją za rękę i patrzyli sobie w oczy. Wstrząsnęło to mną. Stanęłam przy ich stoliku. Ta kobieta popatrzyła na mnie i zwróciła się do niego: >>Ona rzeczywiście cię śledzi, Boże, miałeś rację<<. Zignorowałam jej słowa i powiedziałam mu, żeby zabrał z mojego domu wszystkie rzeczy. Serce mi się kroiło, ale byłam z siebie dumna, że zdobyłam się na taką odwagę. Adam nic nie odpowiedział, a ja pobiegłam do domu z płaczem”. Katarzyna Miller tłumaczy: „Cudnie jest przeżywać udaną, wzajemną miłość...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Bądź dla siebie dobra. Dzięki tym prostym rytuałom zyskasz nowe życie

Dbasz o relacje z innymi, a w jaki sposób pielęgnujesz tę, którą masz z samą sobą? Wystarczy kilka minut dziennie, aby zyskać lepsze samopoczucie, zdrowie i poprawić swoją samoocenę.
Sylwia Arlak
16.06.2020

Relacja, którą mamy same ze sobą, jest najważniejsza, jaką mamy i będziemy mieć w życiu. Pielęgnuj ją. „Kiedy jesteś dla siebie dobra, wpływasz pozytywnie na zdrowie psychiczne, zaczynasz myśleć bardziej pozytywnie, łagodzisz stres i uczucie niepokoju. W dłuższej perspektywie stajesz się bardziej pewna siebie” — wyjaśnia magazynowi „The Stylist” dr Michaelides.  Jak się do tego zabrać? Oto sześć prostych kroków, dzięki którym spojrzysz na siebie łaskawszym wzrokiem.  1. Wyznaczaj cele „Poświęć kilka minut na początku każdego dnia lub tygodnia na uporządkowanie myśli i wytyczenie celów, które chcesz osiągnąć” — zaleca Michaelides. Na twojej liście spraw nie może zabraknąć też czynności, które sprawiają ci radość. A może znajdą się na niej także nowe rzeczy, które od dawna chciałaś wypróbować? Ustal z wyprzedzeniem, kiedy możesz wygospodarować sobie na nie czas. Każdy cel podziel na małe kroki. Jeśli chcesz skończyć książkę, którą czytasz od tygodni, znajdź każdego dnia krotką chwilę na przeczytanie jednego czy dwóch rozdziałów. Nie mniej wyrzutów sumienia, że nie udało ci się skończyć lektury podczas jednego posiedzenia. Takie małe kroki mogą być równie skuteczne, a nawet dać ci jeszcze większą satysfakcję. 2. Nie wymagaj od siebie zbyt wiele „Jeśli wykonasz tylko jedno zadanie ze swojej listy do zrobienia, możesz myśleć, że zawiodłaś. Ale to nieprawda, bo zrobiłaś krok we właściwym kierunku” — podkreśla Michaelides i dodaje: „Wszyscy jesteśmy niedoskonali, z naszymi wadami i niekonsekwencją, ale to czyni nas ludźmi. Zamiast skupiać się na całej pracy, której jeszcze nie wykonałaś, już teraz zauważ swój wysiłek i...

Czytaj dalej
detoks dla organizmu
Adobe Stock

Wystarczy ci jeden dzień, żeby zrobić zdrowy detoks organizmu – mówi Kasia Bem

Oczyszczanie organizmu najlepiej robić przynajmniej dwa razy w roku: wiosną i jesienią. Jeszcze lepiej – zawsze wtedy, gdy jesteśmy zmęczone, osłabione. Detoks organizmu nie musi być rewolucją, wystarczy jeden dzień, by oczyścić ciało.
Kasia Bem
16.06.2020

Regularne oczyszczanie organizmu to nawyk znany i praktykowany w wielu tradycjach jako post, który często inspiruje do pozytywnych zmian w diecie i życiu. Taki detoks nie musi trwać dłużej niż 24 godziny: skuteczna kuracja oczyszczająca wymaga jednak skupienia i przestrzegania zdrowych zasad. Warto połączyć oczyszczanie organizmu z oczyszczeniem umysłu: medytacją, wyciszeniem się. Nie planuj tego dnia nic, poza spokojnym spędzeniem czasu. Zobacz, co o detoksie pisze Kasia Bem, joginka, nauczycielka medytacji. *** Inspiracja: „Zadbaj o swoje ciało. To jedyne miejsce, w którym mieszkasz”. Jim Roth W literaturze dotyczącej oczyszczania organizmu istnieje określenie „chodzący chorzy”, które dotyczy, niestety, większości z nas i opisuje stan, kiedy na skutek stylu życia, w którym królują stres, byle jaka dieta, używki, brak ruchu i czasu dla siebie, zapominamy, jak to jest czuć się naprawdę dobrze i co to oznacza pełnia sił.  Większość z nas już tak się przyzwyczaiła do bylejakości swojego życia, że nawet nie zdaje sobie z niej sprawy. Funkcjonujemy jak roboty, w stanie ciągłego braku równowagi, a kiedy organizm próbuje nam zakomunikować swoje potrzeby, to my zwykle go ignorujemy. A to jest tak, jakby lekceważyć w samochodzie świecącą na czerwono lampkę, która ostrzega nas, że zaraz skończy się benzyna. Tymczasem na rezerwie daleko nie zajedziemy.  Żeby przywrócić stan optymalnego zdrowia i równowagi w organizmie, potrzebujemy detoksu. Znam przynajmniej 20 powodów zarówno fizycznych, jak i psychicznych, dla których warto go przeprowadzić: począwszy od odzyskania promiennej cery i redukcji cellulitu, przez głęboką regenerację psychofizyczną i jasny umysł, aż po zauważalny gołym okiem efekt odmłodzenia i poczucie, że możemy góry...

Czytaj dalej