Katarzyna Miller o nieudanych związkach: „Wpadamy w miłość jak śliwka w kompot”
Adobe Stock

Katarzyna Miller o nieudanych związkach: „Wpadamy w miłość jak śliwka w kompot”

Jakie cechy ma nasz facet? Możemy się tego dowiedzieć już na pierwszej randce. Tylko trzeba umieć słuchać – mówią psycholożka Katarzyna Miller i coach Suzan Giżyńska w nowej książce „Mam faceta i mam...problem”.
Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska
16.06.2020

Jedna z najpopularniejszych polskich psychoterapeutek, Katarzyna Miller wraca w nowej książce „Mam faceta i mam… problem” (wyd. Rebis) do tematu miłości i relacji z mężczyznami. W książkowym dialogu z coachynią Suzan Giżyńską, z którą wydała już wcześniej „Instrukcję obsługi faceta”, biorą pod lupę nieudane związki, zawody i rozczarowania miłosne. Dlaczego? Bo, jak tłumaczy Suzan Giżyńska: „Miłość to zawsze lekcja. Życzę Wam, żeby była lekka”. Autorki książki „Mam faceta i mam… problem” wysłuchały kilkudziesięciu kobiecych historii (ich fragmenty rozpoczynają każdy rozdział książki). Uderzyło je jak bardzo – mimo  różnic – są typowe. Na początku pojawia się euforia („Gdyby sobie wyobrazić połączenie Boga z Hugh Grantem, to on tak właśnie wyglądał” – opowiada o swoim byłym partnerze jedna z bohaterek), a następnie – przygniata proza życia. Czujemy rozczarowanie, nie umiemy poczuć spełnienia, romantyczne porozumienie dusz zmienia się w ciągłą wojnę.

Takich historii jest wiele: często dramatycznie smutnych: „Pewnego dnia, gdy wracałam z siłowni, zobaczyłam przez okno kawiarni mojego faceta”, opowiada jedna z bohaterek. „Siedział z młodą kobietą, trzymał ją za rękę i patrzyli sobie w oczy. Wstrząsnęło to mną. Stanęłam przy ich stoliku. Ta kobieta popatrzyła na mnie i zwróciła się do niego: >>Ona rzeczywiście cię śledzi, Boże, miałeś rację<<. Zignorowałam jej słowa i powiedziałam mu, żeby zabrał z mojego domu wszystkie rzeczy. Serce mi się kroiło, ale byłam z siebie dumna, że zdobyłam się na taką odwagę. Adam nic nie odpowiedział, a ja pobiegłam do domu z płaczem”. Katarzyna Miller tłumaczy: „Cudnie jest przeżywać udaną, wzajemną miłość i prawie każda z nas o tym marzy. To marzenie czasem tak nas pochłania, że wpadamy w faceta jak śliwka w kompot, a potem okazuje się, że kompot... nie smakuje tak, jak oczekiwałyśmy. Albo że się wręcz zepsuł. I co wtedy?"

Czytaj fragment nowej książki Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej: „Mam faceta i mam… problem”:

***

Suzan Giżyńska: Szukamy kogoś do życia, bo z kimś jest raźniej, weselej, lepiej. Można budować związek, wspomnienia, dzielić obowiązki i chwile szczęścia. Tendencja jest zdrowa i naturalna. Nie zawsze jednak od razu znajdujemy właściwego partnera. To mnie chyba najbardziej uderza. Oczekujemy, że już za pierwszym razem się uda, a jeśli nie, nastąpi koniec świata. Zapominamy, że jak każdą upragnioną rzeczą, także miłością możemy się sparzyć. Musimy się dopiero nauczyć, czego naprawdę chcemy, co nam odpowiada. To wszystko „wychodzi w praniu”. Trzeba czasu, żeby poznać mężczyznę. I musimy być otwarte na to, że odkrycie może nam się nie spodobać.

Szukanie mężczyzny wtedy, gdy łakniemy uwagi jak kania dżdżu, jest niebezpieczne. Chcemy go wreszcie znaleźć i być znalezione, ale nie pamiętamy, że należy szukać kogoś wartościowego. Jesteśmy zaślepione.

Katarzyna Miller: No właśnie. Ten wspaniały mężczyzna, którego spotkałam, daje mi poczucie ulgi. Już nie muszę być sama, już nie jestem skazana na swoją rodzinę, która całe życie mnie niszczyła. On mnie chce, docenia i rozumie. Nareszcie spotkałam tego wymarzonego.

Dziewczyna, której rodzice nie byli ani ciepli, ani serdeczni wobec niej, a także wobec siebie nawzajem, marzy o idealnej miłości i wyobraża sobie związek, opierając się na niedużej wiedzy o życiu, zaczerpniętej z własnych marzeń, wyobrażeń, z piosenek, z niepoważnych książek czy fillmów...

Suzan: Tak, ale to też jest wpisane w miłość i jest prawdziwe. Kobieta z fajnym facetem jest szczęśliwsza niż sama. Jesteśmy gatunkiem stadnym. Oczywiście przywiązanie do romantyzmu jako podstawy związku to mit.

Katarzyna: Mówię o tym bardzo często, ale warto to powtarzać. Taka dziewczyna ma nadmierne oczekiwania, spotyka kogoś, kto ją zauważa, i natychmiast przepada. Czuje się wyróżniona i zaczyna chwytać się wszystkiego, co wydaje jej się piękne. Widzi rzeczy, które świadczą o idealnym dopasowaniu. Jakby na siłę szuka tych plusów. To pewien rodzaj projekcji. Tak samo jak rzutnik projektuje obraz na ścianie.

Suzan: Jego tak naprawdę nie ma, ale go widzimy. Tak samo nie ma idealnego dopasowania dwojga ludzi – można się dobrać lepiej lub gorzej, ale nigdy idealnie.

Katarzyna Miller: „Facet jako osiągnięcie życia?!”

Katarzyna: Spragniona kobieta się nakręca: „Ach! On czyta te same książki co ja, kupuje kwiaty, kocha rośliny, mówi dobrze o swojej mamie albo ma takie same problemy z mamą jak ja, jest bardzo męski albo wrażliwy! Dobrze się ubiera albo nosi się skromnie...”

Suzan: Albo ubiera się sportowo i jest bandziorem, przez co dla kogoś może być bardzo męski...

Katarzyna: No właśnie, w zależności od tego, co nam się podoba, doszukujemy się plusów i je znajdujemy. Gdy kobitka zawiesi na facecie swoje wyobrażenie, strasznie się do tego obrazu przywiązuje. On jest dla niej bardzo cenny, jest wręcz osiągnięciem jej życia.

Dla mnie to jest najsmutniejsze. Kobiety, które wiele potrafią, dużo osiągają własną pracą, swoich osiągnięć nie cenią.

Suzan: Nie wszystkie. Są kobiety dumne ze swoich sukcesów, z pracy, ze studiów, z dyplomu, z umiejętności, z urody, z dzieci...

Katarzyna: Mówię jednak o tych, dla których największą wartością jest posiadanie faceta. Nie wykształcenie, nie stanowisko, nie praca, nie kompetencja są wartością. Mogą to wszystko posiadać, ale najważniejsze i tak będzie nieprzytomnie potrzebujące miłości serce.

Suzan: Niestety żaden mężczyzna na świecie nie potrafi, nawet jakby bardzo się starał, zapełnić studni, która jest pusta. To miesce może być wypełnione jedynie przez rodziców.

Katarzyna: Rozmawiamy w tej książce o problemach ze spotkaniem lub posiadaniem faceta. Męscy bohaterowie tych historii są problematyczni, ale również damy są podatne na iluzję i mało doświadczone. Zresztą jak dziewczyna może być doświadczona, skoro ona w domu miała słuchać, być grzeczna i uprzejma, a wiele rzeczy było zakazanych. Jeśli takiej dziewczynie trafił się problematyczny pan, który wydaje jej się barwny, uroczy i ciepły, ona przepada.

Nie chodzi o to, by się nie cieszyć, ale o to, by nie wpadać natychmiast jak śliwka w kompot. Facet nie może być dla nas rozwiązaniem życia. Nie można tak podchodzić do tematu. Facet nie jest ratunkiem!

Suzan: Rozumiem, daje nam skrzydła fakt, że ktoś się nami zachwycił. Super, ale to nie oznacza, że mamy od razu się oddać, zawierzyć, całkowicie zaufać. Chodzi też pewnie o to, by zauważać pierwsze sygnały. Być otwartą na to, co się dzieje, i nie zakładać od razu ślubu. Chociaż czasami tak się chce! Ha, ha! ;) No, ale o czym byłyby te seriale, gdybyśmy tak zawsze wszystko wiedziały z góry...

Katarzyna: Chodzi o to, by z jednej strony poddawać się rozkosznej chwili, a z drugiej mieć przytomny mózg. Wiem, że to nie jest łatwe, ale można się tego nauczyć. Można mieć w sobie Dziecko, które się cieszy i bawi, ale jednocześnie mieć także Dorosłego, który uważnie patrzy, zastanawia się, analizuje i rozbiera na czynniki pierwsze to, co się dzieje. Dodatkowo trzeba mieć też Rodzica, który mówi: „Fajnie, kochanie, baw się, on rzeczywiście jest sympatyczny, ale nie znasz go jeszcze, więc nie spiesz się, wiesz, jak to bywa z fascynacjami”.

Suzan: Ona nie chce tego wiedzieć. Jeżeli dziewczyna ma w sobie tylko Dziecko i surowego Rodzica, to będzie uciekać z domu rodzinnego do nowego mężczyzny, szukać kogoś, kto okaże się dla niej dobry. Sama byłam taka przez wiele lat i świetnie to rozumiem.

Odkąd on zaczął słuchać – ty usłyszałaś siebie

Katarzyna: Jak byłoby cudownie, gdyby matka tak z córką rozmawiała: „Kochanie, rozumiem, że on cię zauroczył, dobrze. Ciesz się tym, baw się, wychodź z nim, przyjmuj prezenty, sprawdź seks, jeśli będziesz chciała. Słuchaj go jednak! Wsłuchaj się w to, co mówi o swojej matce, co mówi o innych kobietach, jaką ma przeszłość i co myśli o przyszłości. Pamiętaj, że mężczyźni mówią ważne rzeczy na początku”.

Suzan: Myślę, że warto to powtórzyć – faceci na początku bardzo dużo o sobie mówią! Gdy sięgam pamięcią do swoich randek, to na tych pierwszych zawsze zostało powiedziane coś, co potem psuło związek. Na przykład mężczyzna mówi: „Nie lubię wydawać pieniędzy. Jestem oszczędnym facetem, który szanuje swoją kasę”, a my usłyszawszy to, powinnyśmy już wiedzieć, że gość będzie liczył każdą złotówkę wydaną na kawę na mieście, a po rozwodzie będzie ukrywał swoje dochody, by płacić jak najmniejsze alimenty na dzieci.

Katarzyna: Tak, to prawda. Mężczyźni uważają, że są cudowni, więc mówią o sobie wszystko. Te złe rzeczy też. Wystarczy słuchać.

Suzan: Pan mówi na przykład, że nie lubi pracować, a nam się to wy daje takie słodkie albo mądre. W końcu kto lubi? Ja też nie lubię. Mądry z niego gość i w dodatku taki szczery. Bierzemy go z tą słabością i nawet nam to pasuje, bo przecież najważniejsze jest to, że on w ogóle się w naszym życiu pojawił. Zakochany przy szedł na drugie spotkanie, zaakceptował twoje nieperfekcyjne ciało (oczywiście tylko w twoim krzywym zwierciadle ono jest nieperfekcyjne). Zauważył cię i wysłuchał z zainteresowaniem. Odkąd on zaczął słuchać – ty usłyszałaś siebie. To działa jak narkotyk.

Katarzyna: A w rzeczywistości taki pan będzie mądrze kombinował, jak tu nie pracować i zostawić babę ze wszystkim samą.

Suzan: Myślę o tej pani, która spotkała fajnego faceta i okazało się, że jest chory. Powinien jej o tym powiedzieć dużo wcześniej. Takie rzeczy też są częścią życia i to nie przekreśla związku. Ale trzeba o tym uprzedzić przed pełnym zaangażowaniem. Chociaż może być to bardzo trudne, jest jednak niezbędne.

Katarzyna: Zdecydowanie tak. Powinien z nią usiąść i porozmawiać, w zależności od tego, do czego miałaby zmierzać ich znajomość. Mogliby zostać tylko przyjaciółmi i wtedy jego choroba nie byłaby takim problemem, ale gdyby planowali być parą, on powinien o tym powiadomić dość wcześnie. (…) Gdyby facet mnie bardzo interesował, gdyby był ciekawy i miał mi coś ważnego do zaoferowania, może bym się zgodziła na związek mimo jego ciężkiej choroby. Na pewno nie chciałabym zrywać relacji, choć może nie ryzykowałabym miłości, a zostałabym z przyjaźnią... Nie wiem...

Suzan: Nasi faceci mają dość dziwną tendencję. Chcą, by brać ich ze wszystkimi wadami, a sami mają bardzo duże wymagania wobec innych. Ilu facetów przyznaje, że nie ma pracy, lubi piwo i dziewczyny? A co z kobietami? Polki, które poszukują męża, muszą być idealne, porządne, młode i bez dzieci.

(…)

Katarzyna: Mało wtedy wiemy i jesteśmy bardzo niedoświadczone. Nie umiemy prawidłowo rozpoznać dobrego faceta. Łudzimy się. Żyjemy nadzieją. Nie mamy pojęcia, co nas czeka w przyszłości. Dlatego tutaj tak ważna jest rola mamy i taty. Oni powinni dziewczynie opowiadać o życiu wprost

Ileż by to zmieniło, gdyby matka potrafiła rozmawiać z córką! Mogłaby jej mówić o swoich przeżyciach, o tym, co ją spotkało, o tym, jakie sama miała doświadczenia w młodości.

Suzan: Tak, ale wtedy musiałaby zrezygnować z roli Matki Boskiej – brzemiennej dziewicy. Ten paradoks będzie nas prześladował do końca życia. Zawsze będziemy musiały być piękne i zaradne, rozsądne i namiętne itd. W tych wszystkich opowieściach jest wyraźna potrzeba bycia wyróżnioną, silną, widoczną. Taką, która pomaga i wyciąga z kłopotów. Ta kobieta, która romansowała z księdzem. Zobacz, jak ona musiała się czuć! On się modlił, męczył się ze sobą i swoimi namiętnościami, próbował nie ulec, zapewne szukał rozwiązania w rozmowie z Bogiem, ale się nie udało. Uległ jej. Ona była silniejsza.

Katarzyna: Ona jest dumna z tego, że z jej powodu mężczyzna się tak męczy.

Suzan: Myślała sobie: „Jaka ja jestem obezwładniająca! Jaką mam wielką wartość! Nareszcie!”.

Katarzyna: Na kobietę strasznie mocno działa to, że ona może tak działać na kogoś.

Suzan: To samo mówiłyśmy o facetach. Oni są długo pod wrażeniem, jakie robią na kobietach. A kobiety? Padają ofiarą tego samego schematu.

 

Szczęśliwi na innych częstotliwościach

Katarzyna: Przypomina mi się śpiewana przez Ewę Demarczyk piosenka „Jaki śmieszny” ze słowami Wincentego Fabera:

„Jaki śmieszny jesteś pod oknem/ gdy zapada chłodny zmierzch/ a nad miastem chmury ogromne/ i za chwilę pewnie będzie padał deszcz.”

On stoi i patrzy, czy ja do niego zejdę. Czeka. Dla mnie tam moknie. Dla mnie marznie. Na mnie tam czeka.

Suzan: Każda przeżyła taki deszcz. Młodość jest oparta na tego typu historiach i to cudowne, że one się zdarzają. Tylko trzeba umieć być szczęśliwą także na innych częstotliwościach, zwyklejszych. Za to mężczyźni lubią zdobywać – pozwólmy im na to! Nie ratujmy ich od razu.

Katarzyna: Te wysokie częstotliwości to uzależnienie, a nie miłość. Zakochuję się w swoim odbiciu. Uwielbiam siebie w twoich oczach. Karmię się twoim głodem. Rozumiecie, drogie panie? Ile potrzeba tego paliwa, by dama była ciągle podkręcona? Oczywiste jest, że ono kiedyś się skończy.

okładka miller
mat prasowe

„Mam faceta i mam ...problem", Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska, wydawnictwo Rebis, Poznań, 2020.

W tej serii również: Katarzyna Miller i Monika Pawluczuk „Być kobietą i nie zwariować" oraz Katarzyna Miller i Andrzej Gryżewski „Być parą i nie zwariować".

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Krystyna Kofta, feminizm
fot. M. Mutor/Ag. Gazeta

Krystyna Kofta: pisarka, żona, feministka

„Szczęśliwym w małżeństwie się bywa”, mówi Krystyna Kofta i opowiada o tym, czym jest prawdziwa miłość, kiedy zaczyna się zdrada i dlaczego seks bez uczuć uważa za przereklamowany.
Magdalena Żakowska
15.06.2020

Jest jedną z najbardziej popularnych polskich pisarek, plastyczką i działaczką społeczną. Od wielu lat współpracuje z organizacjami zajmującymi się profilaktyką raka piersi, na którego sama chorowała. W zeszłym roku po czternastu latach Krystyna Kofta  zdecydowała się wznowić jedną ze swoich książek. Nie bez przyczyny. Dopisała do niej kilka ważnych rozdziałów. Rozdziałów w książce i w historii współczesnej. Tak powstała publikacja „Gdyby zamilkły kobiet. #Nigdy”.  Mimo formalnego  równouprawnienia  my, kobiety wciąż musimy o siebie walczyć. O równą płacę, za równą pracę, o prawo do decydowania o sobie i o swoim ciele. Jeszcze nigdy głos kobiet , głos nas wszystkich nie był tak ważny. Nie dajmy go sobie odebrać.  Magdalena Żakowska: Wznowiłaś książkę sprzed kilkunastu lat. Dlaczego teraz? Krystyna Kofta: Bo jest dziś potrzebna i wciąż aktualna. Książka „Gdyby zamilkły kobiety. #Nigdy” była w pierwotnej wersji o tym, dlaczego nie jesteśmy słuchane, mimo że nasz głos jest ważny. W nowym wydaniu uzupełniłam ją o kilka nowych rozdziałów, m.in. dotyczących konwencji antyprzemocowej, Czarnego Poniedziałku i akcji #MeToo. Kobiety nie zamilkną nigdy, a czasem muszą krzyczeć. I to jest właśnie ten moment. Krystyna Kofta o #MeToo Świat kobiet bardzo się zmienił przez te kilkanaście lat od pierwszego wydania? Na pewno pod względem obyczajowym. Kobiety bez problemu się dziś rozwodzą, nie piętnuje się singielek ani kobiet, które nie chcą mieć dzieci. Zawdzięczamy to w dużej mierze temu, że należymy do Europy. W nowej wersji książki znajduje się też moje #MeToo, które zdarzyło się lata temu i dziś już chyba nie mieści się w głowie.  Czy poczujesz się urażona, jeśli powiem, że...

Czytaj dalej
Związek starsza-młodszy
Getty Images

On młodszy, ona starsza: kobiety-kuguarzyce burzą stereotyp „normalnego związku”

„Mamy dość poukładanego związku, w którym czasem nie możemy już na siebie patrzeć. Bo tak, niestety, czasami wyglądają związki, gdy jesteśmy w średnim wieku. Wtedy może pojawić się pragnienie, żeby spotkać kogoś młodszego, otwartego na nasze potrzeby”, mówi dr Alicja Długołęcka, seksuolożka.
Karolina Rogalska
14.06.2020

Związek premiera Francji Emmanuela Macrona z jego byłą nauczycielką od lat budzi sensację. O wiele większą niż małżeństwo Donalda Trumpa z młodszą o 24 lata Melanią. Relacja: starszy-młodsza jest w naszych oczach „normalna”, na miłość starszej kobiety i młodszego mężczyzny patrzymy podejrzliwie albo z politowaniem. Tymczasem dr Alicja Długołęcka, seksuolożka, przekonuje, że takie związki często są bardzo szczęśliwe i mimo różnicy wieku świetnie dobrane, zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Karolina Rogalska: Starsza kobieta plus młodszy partner to konfiguracja, która nie ma w naszej kulturze dobrej prasy. Takie związki, choć coraz częstsze, obarczone są masą negatywnych stereotypów. Dr Alicja Długołęcka: Na szczęście powoli to się zmienia. Od kilku lat w naszym języku funkcjonuje termin „kuguarzyca”, określający dojrzałą, atrakcyjną kobietę, która dobrze radzi sobie zawodowo, jest niezależna i prowadzi satysfakcjonujące życie seksualne, często z młodszym partnerem. Są to przeważnie osoby dobrze wykształcone, znające swoją wartość i układające sobie życie na własnych zasadach. Dzięki temu mogą mieć w nosie to, co inni mówią na ich temat. Zresztą kobiety niezależne od zawsze robiły to, co chciały. Żyjące we wcześniejszych epokach arystokratki, artystki, kobiety wyzwolone też często miały znacznie młodszych kochanków, czasami wielu. Moim zdaniem w tym kontekście mamy problemem już na poziomie rozumienia pojęcia „związek”. Bo zwykle, jak myślimy o miłości, to takiej do końca życia, a jak o relacji, to „na zawsze”. I rzeczywiście, kiedy zaczynamy dorosłe życie i zakładamy rodzinę, planujemy dzieci, wspólny dom, kredyt itd. to ta kategoria jest dla nas bardzo ważna. Czasami bywa tak, że mijają lata i nasz związek się...

Czytaj dalej
wewnętrzny krytyk
Adobe Stock

Wewnętrzne dziecko, krytyk, matka – kto kieruje twoimi myślami? 

„Zrób robocze założenie, że istnieją też inne części twojej osobowości niż te, które na co dzień dopuszczasz do głosu. I że jeśli im również pozwolisz się ujawnić, to twoje życie będzie pełniejsze” – mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach.
Sylwia Niemczyk
13.06.2020

Wewnętrzny krytyk, czyli ta część twojej osobowości, która napomina i stawia do pionu, jest nam niezbędny do rozwoju. Warto dopuszczać go do głosu – byle nie za często i nie na długo. Tak samo warto słuchać swoich innych wewnętrznych głosów: egoisty, sędziego, dziecka – dzięki tworzonej przez nich orkiestrze, nasze życie będzie pełniejsze. Sylwia Niemczyk: Ile wiemy o sobie? Wydawałoby się, że w pewnym wieku powinnyśmy już znać się na wylot, a np. idziemy na warsztaty z rozwoju samoświadomości i okazuje się, że co krok to niespodzianka.  Joanna Heidtman: Jedną z przyczyn naszego braku samoświadomości jest to, że często przez całe dzieciństwo, dorastanie, a bywa, że i potem w dorosłym życiu, myśląc o sobie, kierujemy się tylko opiniami innych. Słyszymy: „Jesteś nieśmiała” i zaczynamy w to wierzyć, a co więcej, właśnie tak się zachowywać.  Ale nasz podstawowy błąd w myśleniu polega na czymś innym. Błędne jest przede wszystkim przekonanie, że w ogóle jesteśmy „jakieś” – stałe i niezmienne. Lubimy myśleć o sobie jak o monolicie: „Ja to jestem taka…”. Myślenie „monolityczne” dominuje w całej naszej kulturze, więc w taki sam sposób budujemy też narrację o sobie. Szukamy sztywnych określeń: „Jestem za poważna na takie zabawy…” albo: „Ja to lubię pomagać innym…”, albo: „Z natury jestem cicha, nie lubię się rzucać w oczy…”. Brzmi to bardzo stanowczo, tyle że te narracje najczęściej są pozbawione głębszej refleksji. Ludzie, którzy tak mówią o sobie, zazwyczaj wcale nie znają się aż tak dobrze, jak myślą. Jeśli trochę pogrzebiemy w ich przeszłości, to okaże się, że w wielu sytuacjach wcale nie byli aż tak cisi i ustępliwi, albo to pomaganie innym,...

Czytaj dalej