Katarzyna Miller o nieudanych związkach: „Wpadamy w miłość jak śliwka w kompot”
Adobe Stock

Katarzyna Miller o nieudanych związkach: „Wpadamy w miłość jak śliwka w kompot”

Jakie cechy ma nasz facet? Możemy się tego dowiedzieć już na pierwszej randce. Tylko trzeba umieć słuchać – mówią psycholożka Katarzyna Miller i coach Suzan Giżyńska w nowej książce „Mam faceta i mam...problem”.
Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska
16.06.2020

Jedna z najpopularniejszych polskich psychoterapeutek, Katarzyna Miller wraca w nowej książce „Mam faceta i mam… problem” (wyd. Rebis) do tematu miłości i relacji z mężczyznami. W książkowym dialogu z coachynią Suzan Giżyńską, z którą wydała już wcześniej „Instrukcję obsługi faceta”, biorą pod lupę nieudane związki, zawody i rozczarowania miłosne. Dlaczego? Bo, jak tłumaczy Suzan Giżyńska: „Miłość to zawsze lekcja. Życzę Wam, żeby była lekka”. Autorki książki „Mam faceta i mam… problem” wysłuchały kilkudziesięciu kobiecych historii (ich fragmenty rozpoczynają każdy rozdział książki). Uderzyło je jak bardzo – mimo  różnic – są typowe. Na początku pojawia się euforia („Gdyby sobie wyobrazić połączenie Boga z Hugh Grantem, to on tak właśnie wyglądał” – opowiada o swoim byłym partnerze jedna z bohaterek), a następnie – przygniata proza życia. Czujemy rozczarowanie, nie umiemy poczuć spełnienia, romantyczne porozumienie dusz zmienia się w ciągłą wojnę.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

„Mam faceta i mam… problem”

Takich historii jest wiele: często dramatycznie smutnych: „Pewnego dnia, gdy wracałam z siłowni, zobaczyłam przez okno kawiarni mojego faceta”, opowiada jedna z bohaterek. „Siedział z młodą kobietą, trzymał ją za rękę i patrzyli sobie w oczy. Wstrząsnęło to mną. Stanęłam przy ich stoliku. Ta kobieta popatrzyła na mnie i zwróciła się do niego: >>Ona rzeczywiście cię śledzi, Boże, miałeś rację<<. Zignorowałam jej słowa i powiedziałam mu, żeby zabrał z mojego domu wszystkie rzeczy. Serce mi się kroiło, ale byłam z siebie dumna, że zdobyłam się na taką odwagę. Adam nic nie odpowiedział, a ja pobiegłam do domu z płaczem”. Katarzyna Miller tłumaczy: „Cudnie jest przeżywać udaną, wzajemną miłość i prawie każda z nas o tym marzy. To marzenie czasem tak nas pochłania, że wpadamy w faceta jak śliwka w kompot, a potem okazuje się, że kompot... nie smakuje tak, jak oczekiwałyśmy. Albo że się wręcz zepsuł. I co wtedy?"

Czytaj fragment nowej książki Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej: „Mam faceta i mam… problem”:

***

Suzan Giżyńska: Szukamy kogoś do życia, bo z kimś jest raźniej, weselej, lepiej. Można budować związek, wspomnienia, dzielić obowiązki i chwile szczęścia. Tendencja jest zdrowa i naturalna. Nie zawsze jednak od razu znajdujemy właściwego partnera. To mnie chyba najbardziej uderza. Oczekujemy, że już za pierwszym razem się uda, a jeśli nie, nastąpi koniec świata. Zapominamy, że jak każdą upragnioną rzeczą, także miłością możemy się sparzyć. Musimy się dopiero nauczyć, czego naprawdę chcemy, co nam odpowiada. To wszystko „wychodzi w praniu”. Trzeba czasu, żeby poznać mężczyznę. I musimy być otwarte na to, że odkrycie może nam się nie spodobać.

Szukanie mężczyzny wtedy, gdy łakniemy uwagi jak kania dżdżu, jest niebezpieczne. Chcemy go wreszcie znaleźć i być znalezione, ale nie pamiętamy, że należy szukać kogoś wartościowego. Jesteśmy zaślepione.

Katarzyna Miller: No właśnie. Ten wspaniały mężczyzna, którego spotkałam, daje mi poczucie ulgi. Już nie muszę być sama, już nie jestem skazana na swoją rodzinę, która całe życie mnie niszczyła. On mnie chce, docenia i rozumie. Nareszcie spotkałam tego wymarzonego.

Dziewczyna, której rodzice nie byli ani ciepli, ani serdeczni wobec niej, a także wobec siebie nawzajem, marzy o idealnej miłości i wyobraża sobie związek, opierając się na niedużej wiedzy o życiu, zaczerpniętej z własnych marzeń, wyobrażeń, z piosenek, z niepoważnych książek czy fillmów...

Suzan: Tak, ale to też jest wpisane w miłość i jest prawdziwe. Kobieta z fajnym facetem jest szczęśliwsza niż sama. Jesteśmy gatunkiem stadnym. Oczywiście przywiązanie do romantyzmu jako podstawy związku to mit.

Katarzyna: Mówię o tym bardzo często, ale warto to powtarzać. Taka dziewczyna ma nadmierne oczekiwania, spotyka kogoś, kto ją zauważa, i natychmiast przepada. Czuje się wyróżniona i zaczyna chwytać się wszystkiego, co wydaje jej się piękne. Widzi rzeczy, które świadczą o idealnym dopasowaniu. Jakby na siłę szuka tych plusów. To pewien rodzaj projekcji. Tak samo jak rzutnik projektuje obraz na ścianie.

Suzan: Jego tak naprawdę nie ma, ale go widzimy. Tak samo nie ma idealnego dopasowania dwojga ludzi – można się dobrać lepiej lub gorzej, ale nigdy idealnie.

Katarzyna Miller: „Facet jako osiągnięcie życia?!”

Katarzyna: Spragniona kobieta się nakręca: „Ach! On czyta te same książki co ja, kupuje kwiaty, kocha rośliny, mówi dobrze o swojej mamie albo ma takie same problemy z mamą jak ja, jest bardzo męski albo wrażliwy! Dobrze się ubiera albo nosi się skromnie...”

Suzan: Albo ubiera się sportowo i jest bandziorem, przez co dla kogoś może być bardzo męski...

Katarzyna: No właśnie, w zależności od tego, co nam się podoba, doszukujemy się plusów i je znajdujemy. Gdy kobitka zawiesi na facecie swoje wyobrażenie, strasznie się do tego obrazu przywiązuje. On jest dla niej bardzo cenny, jest wręcz osiągnięciem jej życia.

Dla mnie to jest najsmutniejsze. Kobiety, które wiele potrafią, dużo osiągają własną pracą, swoich osiągnięć nie cenią.

Suzan: Nie wszystkie. Są kobiety dumne ze swoich sukcesów, z pracy, ze studiów, z dyplomu, z umiejętności, z urody, z dzieci...

Katarzyna: Mówię jednak o tych, dla których największą wartością jest posiadanie faceta. Nie wykształcenie, nie stanowisko, nie praca, nie kompetencja są wartością. Mogą to wszystko posiadać, ale najważniejsze i tak będzie nieprzytomnie potrzebujące miłości serce.

Suzan: Niestety żaden mężczyzna na świecie nie potrafi, nawet jakby bardzo się starał, zapełnić studni, która jest pusta. To miesce może być wypełnione jedynie przez rodziców.

Katarzyna: Rozmawiamy w tej książce o problemach ze spotkaniem lub posiadaniem faceta. Męscy bohaterowie tych historii są problematyczni, ale również damy są podatne na iluzję i mało doświadczone. Zresztą jak dziewczyna może być doświadczona, skoro ona w domu miała słuchać, być grzeczna i uprzejma, a wiele rzeczy było zakazanych. Jeśli takiej dziewczynie trafił się problematyczny pan, który wydaje jej się barwny, uroczy i ciepły, ona przepada.

Nie chodzi o to, by się nie cieszyć, ale o to, by nie wpadać natychmiast jak śliwka w kompot. Facet nie może być dla nas rozwiązaniem życia. Nie można tak podchodzić do tematu. Facet nie jest ratunkiem!

Suzan: Rozumiem, daje nam skrzydła fakt, że ktoś się nami zachwycił. Super, ale to nie oznacza, że mamy od razu się oddać, zawierzyć, całkowicie zaufać. Chodzi też pewnie o to, by zauważać pierwsze sygnały. Być otwartą na to, co się dzieje, i nie zakładać od razu ślubu. Chociaż czasami tak się chce! Ha, ha! ;) No, ale o czym byłyby te seriale, gdybyśmy tak zawsze wszystko wiedziały z góry...

Katarzyna: Chodzi o to, by z jednej strony poddawać się rozkosznej chwili, a z drugiej mieć przytomny mózg. Wiem, że to nie jest łatwe, ale można się tego nauczyć. Można mieć w sobie Dziecko, które się cieszy i bawi, ale jednocześnie mieć także Dorosłego, który uważnie patrzy, zastanawia się, analizuje i rozbiera na czynniki pierwsze to, co się dzieje. Dodatkowo trzeba mieć też Rodzica, który mówi: „Fajnie, kochanie, baw się, on rzeczywiście jest sympatyczny, ale nie znasz go jeszcze, więc nie spiesz się, wiesz, jak to bywa z fascynacjami”.

Suzan: Ona nie chce tego wiedzieć. Jeżeli dziewczyna ma w sobie tylko Dziecko i surowego Rodzica, to będzie uciekać z domu rodzinnego do nowego mężczyzny, szukać kogoś, kto okaże się dla niej dobry. Sama byłam taka przez wiele lat i świetnie to rozumiem.

Odkąd on zaczął słuchać – ty usłyszałaś siebie

Katarzyna: Jak byłoby cudownie, gdyby matka tak z córką rozmawiała: „Kochanie, rozumiem, że on cię zauroczył, dobrze. Ciesz się tym, baw się, wychodź z nim, przyjmuj prezenty, sprawdź seks, jeśli będziesz chciała. Słuchaj go jednak! Wsłuchaj się w to, co mówi o swojej matce, co mówi o innych kobietach, jaką ma przeszłość i co myśli o przyszłości. Pamiętaj, że mężczyźni mówią ważne rzeczy na początku”.

Suzan: Myślę, że warto to powtórzyć – faceci na początku bardzo dużo o sobie mówią! Gdy sięgam pamięcią do swoich randek, to na tych pierwszych zawsze zostało powiedziane coś, co potem psuło związek. Na przykład mężczyzna mówi: „Nie lubię wydawać pieniędzy. Jestem oszczędnym facetem, który szanuje swoją kasę”, a my usłyszawszy to, powinnyśmy już wiedzieć, że gość będzie liczył każdą złotówkę wydaną na kawę na mieście, a po rozwodzie będzie ukrywał swoje dochody, by płacić jak najmniejsze alimenty na dzieci.

Katarzyna: Tak, to prawda. Mężczyźni uważają, że są cudowni, więc mówią o sobie wszystko. Te złe rzeczy też. Wystarczy słuchać.

Suzan: Pan mówi na przykład, że nie lubi pracować, a nam się to wy daje takie słodkie albo mądre. W końcu kto lubi? Ja też nie lubię. Mądry z niego gość i w dodatku taki szczery. Bierzemy go z tą słabością i nawet nam to pasuje, bo przecież najważniejsze jest to, że on w ogóle się w naszym życiu pojawił. Zakochany przy szedł na drugie spotkanie, zaakceptował twoje nieperfekcyjne ciało (oczywiście tylko w twoim krzywym zwierciadle ono jest nieperfekcyjne). Zauważył cię i wysłuchał z zainteresowaniem. Odkąd on zaczął słuchać – ty usłyszałaś siebie. To działa jak narkotyk.

Katarzyna: A w rzeczywistości taki pan będzie mądrze kombinował, jak tu nie pracować i zostawić babę ze wszystkim samą.

Suzan: Myślę o tej pani, która spotkała fajnego faceta i okazało się, że jest chory. Powinien jej o tym powiedzieć dużo wcześniej. Takie rzeczy też są częścią życia i to nie przekreśla związku. Ale trzeba o tym uprzedzić przed pełnym zaangażowaniem. Chociaż może być to bardzo trudne, jest jednak niezbędne.

Katarzyna: Zdecydowanie tak. Powinien z nią usiąść i porozmawiać, w zależności od tego, do czego miałaby zmierzać ich znajomość. Mogliby zostać tylko przyjaciółmi i wtedy jego choroba nie byłaby takim problemem, ale gdyby planowali być parą, on powinien o tym powiadomić dość wcześnie. (…) Gdyby facet mnie bardzo interesował, gdyby był ciekawy i miał mi coś ważnego do zaoferowania, może bym się zgodziła na związek mimo jego ciężkiej choroby. Na pewno nie chciałabym zrywać relacji, choć może nie ryzykowałabym miłości, a zostałabym z przyjaźnią... Nie wiem...

Suzan: Nasi faceci mają dość dziwną tendencję. Chcą, by brać ich ze wszystkimi wadami, a sami mają bardzo duże wymagania wobec innych. Ilu facetów przyznaje, że nie ma pracy, lubi piwo i dziewczyny? A co z kobietami? Polki, które poszukują męża, muszą być idealne, porządne, młode i bez dzieci.

(…)

Katarzyna: Mało wtedy wiemy i jesteśmy bardzo niedoświadczone. Nie umiemy prawidłowo rozpoznać dobrego faceta. Łudzimy się. Żyjemy nadzieją. Nie mamy pojęcia, co nas czeka w przyszłości. Dlatego tutaj tak ważna jest rola mamy i taty. Oni powinni dziewczynie opowiadać o życiu wprost

Ileż by to zmieniło, gdyby matka potrafiła rozmawiać z córką! Mogłaby jej mówić o swoich przeżyciach, o tym, co ją spotkało, o tym, jakie sama miała doświadczenia w młodości.

Suzan: Tak, ale wtedy musiałaby zrezygnować z roli Matki Boskiej – brzemiennej dziewicy. Ten paradoks będzie nas prześladował do końca życia. Zawsze będziemy musiały być piękne i zaradne, rozsądne i namiętne itd. W tych wszystkich opowieściach jest wyraźna potrzeba bycia wyróżnioną, silną, widoczną. Taką, która pomaga i wyciąga z kłopotów. Ta kobieta, która romansowała z księdzem. Zobacz, jak ona musiała się czuć! On się modlił, męczył się ze sobą i swoimi namiętnościami, próbował nie ulec, zapewne szukał rozwiązania w rozmowie z Bogiem, ale się nie udało. Uległ jej. Ona była silniejsza.

Katarzyna: Ona jest dumna z tego, że z jej powodu mężczyzna się tak męczy.

Suzan: Myślała sobie: „Jaka ja jestem obezwładniająca! Jaką mam wielką wartość! Nareszcie!”.

Katarzyna: Na kobietę strasznie mocno działa to, że ona może tak działać na kogoś.

Suzan: To samo mówiłyśmy o facetach. Oni są długo pod wrażeniem, jakie robią na kobietach. A kobiety? Padają ofiarą tego samego schematu.

 

Szczęśliwi na innych częstotliwościach

Katarzyna: Przypomina mi się śpiewana przez Ewę Demarczyk piosenka „Jaki śmieszny” ze słowami Wincentego Fabera:

„Jaki śmieszny jesteś pod oknem/ gdy zapada chłodny zmierzch/ a nad miastem chmury ogromne/ i za chwilę pewnie będzie padał deszcz.”

On stoi i patrzy, czy ja do niego zejdę. Czeka. Dla mnie tam moknie. Dla mnie marznie. Na mnie tam czeka.

Suzan: Każda przeżyła taki deszcz. Młodość jest oparta na tego typu historiach i to cudowne, że one się zdarzają. Tylko trzeba umieć być szczęśliwą także na innych częstotliwościach, zwyklejszych. Za to mężczyźni lubią zdobywać – pozwólmy im na to! Nie ratujmy ich od razu.

Katarzyna: Te wysokie częstotliwości to uzależnienie, a nie miłość. Zakochuję się w swoim odbiciu. Uwielbiam siebie w twoich oczach. Karmię się twoim głodem. Rozumiecie, drogie panie? Ile potrzeba tego paliwa, by dama była ciągle podkręcona? Oczywiste jest, że ono kiedyś się skończy.

okładka miller
mat prasowe

„Mam faceta i mam ...problem", Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska, wydawnictwo Rebis, Poznań, 2020.

W tej serii również: Katarzyna Miller i Monika Pawluczuk „Być kobietą i nie zwariować" oraz Katarzyna Miller i Andrzej Gryżewski „Być parą i nie zwariować".

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Katarzyna Miller o kryzysie w małżeństwie
iStock

„Twój mąż może być twoim największym wrogiem. I sama na to się godzisz” – mówią Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska

Kobiety często mówią do synów: „Jesteś moim małym mężczyzną”. To błąd – tłumaczą Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska, autorki nowej książki „Mam faceta i mam...problem”.
Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska
16.06.2020

Psychoterapeutka Katarzyna Miller i coachyni Suzan Giżyńska w swojej nowej książce „Mam faceta i mam… problem” zastanawiają się nad trudnymi relacjami damsko-męskimi. Okazuje się, że gros  problemów w naszych małżeństwach wynika z naszego wychowania i nieprzepracowanych traum z dzieciństwa. Autorki radzą kobietom,  aby uważnie przyglądały się swoim partnerom – ale też i samym sobie. Przeczytaj fragment książki: *** Katarzyna Miller: Facet mówi: „Coś dziwnego się z tobą dzieje. Kiedy ostatni raz włożyłaś szpilki? Kiedyś się tak ładnie czesałaś, a teraz? Zapuściłaś się”, a ona myśli: „On to wszystko widzi, wie, że się zaniedbałam, i ma rację”. Kobieta z jednej strony nie czuje się dobrze, bo facet jej dokucza, a z drugiej czuje się winna. Suzan Giżyńska: „Dokucza” to zbyt delikatne określenie. Katarzyna: „Niszczy” będzie odpowiedniejsze. Suzan: Tak, bo to wszystko są teksty wroga. Ale może ona w domu rodzinnym była dzieckiem niewidocznym lub dostawała tylko tyle, ile jest niezbędne do przeżycia. Dla dorosłej kobiety, która miała takie dzieciństwo, nawet krytyka jest lepsza niż brak jakiejkolwiek uwagi. Bo wtedy ktoś na nią patrzy. Mówi co prawda, że zbrzydła, ale widzi ją. Oczywiście facet jest też po to, by mówić nam o tym, czego nie dostrzegamy. Na przykład, że się zaniedbałyśmy. Powinien jednak używać innych słów niż „zapuściłaś się”, bo to jest nękanie. Katarzyna Miller: Książę z bajki dla mamusi Katarzyna: Edith Wharton, amerykańska pisarka, wydała kiedyś opowiadanie „Mój najlepszy wróg”. Dotyczyło jej męża. Gdy pierwszy raz je czytałam, byłam bardzo smarkata i go nie rozumiałam. Teraz doskonale wiem, o czym ono mówiło. Partner to bliska...

Czytaj dalej
Mat. prasowe

Najlepsze książki o rozwoju osobistym

Wraz z nowym rokiem chcemy rosnąć w siłę. Sięgamy po książki, które pozwalają nam się zatrzymać, odetchnąć, ale i zastanowić nad sobą.
Sylwia Arlak
29.07.2020

Dobre poradniki psychologicznie nie narzucają nam jednego modelu postępowania, ale opowiadają o ludzkich zachowaniach, emocjach i uczuciach. Dzięki nim mamy szansę lepiej poznać same siebie i zrozumieć swoje relacje. Są jak wizyta u zaufanego psychologa, ale bardziej dostępne. Zawsze gotowe do pomocy. Oto najciekawsze nowości wśród książek o rozwoju osobistym. „Mam faceta…i mam problem”, Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska Jedna z najbardziej cenionych i lubianych psycholożek, Katarzyna Miller wraca z kolejną książką  „Mam faceta…i mam problem”. Wraz z Suzan Giżyńską udowadnia, że nasze problemy w związkach tak naprawdę bardzo często są tylko przykrywką dla naszych własnych problemów z sobą. Trudne dzieciństwo, brak pewności siebie i wynikająca z tego braku potrzeba kontroli i rządzenia – nad tym powinnyśmy popracować w pierwszej kolejności.  Autorki próbują odpowiedzieć na pytanie, co robić, aby nasz związek był szczęśliwy. Jak ze sobą rozmawiać? Pielęgnować swoją indywidualność czy zdobywać się na kompromisy? Jak zwykle u Katarzyny Miller, o poważnych tematów mówi i pisze się lekko i z humorem. „Naucz się kochać wysoką wrażliwość. Ćwiczenia”, Elaine N. Aron Nasza wrażliwość jest naszą siłą — przekonuje nas w swojej książce „Naucz się kochać wysoką wrażliwość. Ćwiczenia” Elaine N. Aron, autorka znanych poradników: „Wysoko wrażliwi” (to właśnie w tej książce udowodniła, że tzw. WWO, czyli wysoko wrażliwi ludzie stanowią aż ok. 20 proc. społeczeństwa) oraz „Wysoko wrażliwi i miłość”. Wydane w tym roku ćwiczenia dla wysokowrażliwców pomogą nam jeszcze lepiej zrozumieć swoje zachowania. Dostajemy testy sprawdzające poziom naszej samooceny i wskazówki,...

Czytaj dalej
Zaufanie w związku
iStock

Jak dbać o zaufanie w związku? Dr Gottman nazywa to momentem „przesuwanych drzwi”

Większość z nas uważa, że zaufanie to pewnego rodzaju idea. Ale według doktora Gottmana zaufanie przejawia się tylko poprzez działanie.
Sylwia Arlak
18.10.2020

Najważniejsze pytanie, jakie możemy zadać sobie w naszych związkach to: „czy mogę na niego liczyć?”. Nie tylko w kryzysowych sytuacjach, ale na co dzień. Czy partner zajmie się dzieckiem, kiedy nam brakuje już siły? Czy pocieszy, kiedy miałyśmy wyjątkowo trudny dzień w pracy? I zrozumie, że potrzebujemy pobyć przez chwilę zupełnie same? Jak podkreśla dr John Gottman, profesor psychologii na Uniwersytecie Waszyngtońskim oraz współtwórca i koordynator Instytutu Rodzinnego w Seattle, jeden z najbardziej wpływowych psychoterapeutów ostatniego ćwierćwiecza, w większości interakcji pomiędzy partnerami zderzają się potrzeby jednej i drugiej strony. Budujemy zaufanie, wybierając działania na korzyść potrzeb naszego partnera, a nie własnych. Dbając o niego nawet jeśli nie zawsze jest to dla nas wygodne. Zaufanie wymaga czasu Na początku związku jesteśmy przekonani, że partnerowi leży na sercu nasze dobro: „Oczywiście, że mu ufam!”. Warto jednak zastanowić się nad podstawą tego zaufania. Czy ufasz mu, ponieważ nigdy cię nie zawiódł? Czy dlatego, że nie było jeszcze wielu okazji, żeby się o tym przekonać? A może po prostu jesteś osobą ufną? Zaufanie wymaga czasu. Buduje się je, przechodząc wspólnie przez życie. Dr Gottman podkreśla, że podstawą zaufania jest „idea dostrojenia”. Nie chodzi o to, że zaufanie, którym darzysz partnera na początku związku, nie jest prawdziwe. Raczej o to, że nie jest jeszcze tak silne, jak będzie kiedyś. Kluczem jest opanowanie zasad dostrojenia. Jak to zrobić? Ucząc się — jak nazywa to dr Gottman —„sztuki intymnej rozmowy”. Rozmowa to sztuka. A intymność jest podstawowym elementem zaufania. Intymna rozmowa polega na tym, że otwarcie mówimy o swoich uczuciach. Jesteśmy nawzajem otwarci na swoje emocje. Zadajemy otwarte pytania, by jak...

Czytaj dalej
Katarzyna Miller o miłości
iStock

„Nie bój się kochać, ale rób to nie sercem, tylko głową” – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka

„Chciałabym, żebyśmy od dziecka uczyli się o psyche, o traktowaniu siebie nawzajem i mówili, co to są myśli, a co uczucia i jak z nimi postępować. I z tego zdawali maturę” – mówi Katarzyna Miller.
Anna Bimer
01.11.2020

Według znanej psychoterapeutki, Katarzyny Miller, żyjemy iluzją miłości, która nas uleczy, uskrzydli, wszystko nam zrekompensuje i załatwi. Szukamy ideału, który naprawi nas samych, bo jesteśmy niedokochani. „Zastanawiamy się, co nam ktoś da, zamiast dawać z siebie i pracować nad tym jednym z najważniejszych uczuć w życiu” – mówią: psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Miller. Co z tą miłością? Anna Bimer: Czy można sobie wyobrazić wprowadzenie pigułki antymiłosnej? Katarzyna Miller: Takiej dzień po... na wypadek zakochania? Raczej jako lek na złamane serce. Nie, no skąd! Miłość to najważniejszy poza zdrowiem dar w życiu człowieka, prawda? Nie. Raczej największe marzenie i jednocześnie iluzja, że to najważniejsza rzecz w życiu. Słucham? „Kochać, jak to łatwo powiedzieć”... Powiedzieć! Ludzie ciągle się na miłość powołują albo się nią tłumaczą, usprawiedliwiają i marzą o niej. A zwykle mylą z innymi emocjami. Ale dążą do niej i  traktują jako najważniejszą zdobycz we wszechświecie. Niesłusznie. Przecież najważniejsze jest samo życie i zaspokojenie wszystkich bazowych potrzeb, żeby człowiek miał gdzie mieszkać, żeby nie marzł, żeby nie był głodny, żeby do kogoś przynależał Otóż właśnie. Miałam na myśli kogoś, kto się zaopiekuje, jak matka. W tym znaczeniu miłość należy do potrzeb bazowych. Natomiast ta, która się kojarzy najczęściej jako męsko-damska albo homoseksualna – ona jest luksusem. Trudno osiągalnym. Wielu ludzi jej nie doświadczy np. na skutek złych wcześniejszych doświadczeń, mam na myśli dzieci z  trudnych rodzin. One się zakochują, ale na zasadzie wpadania w ciemną dziurę, głównie dlatego, że ktoś w ogóle je zauważył i zechciał podać rękę. Mamy bardzo dużo...

Czytaj dalej