Terapia systemowa, Gestalt czy CTB – czym różnią się najpopularniejsze nurty psychoterapii?
Adobe Stock

Terapia systemowa, Gestalt czy CTB – czym różnią się najpopularniejsze nurty psychoterapii?

Różne nurty psychoterapii: systemowa, behawioralno-poznawcza, Gestalt, skoncentrowana na rozwiązaniu proponują inny system pracy z pacjentem. Jaką psychoterapię wybrać dla siebie? Zobacz podobieństwa i różnice.
Aleksandra Nowakowska
30.04.2020

Celem każdej terapii jest wyjście z cierpienia czy dyskomfortu, rozwiązanie problemu, z którym przychodzimy do gabinetu oraz rozwój osobisty. W efekcie mamy wieść lepsze życie, zgodne z własnym potencjałem. Droga do tego miejsca może być różna. Terapie Gestalt i systemowa sięgają do przeszłości. To nurty, które zakładają, że nieuświadomione przeżycia z dzieciństwa oraz powiązania rodzinne uniemożliwiają nam kontakt ze sobą i hamują życiową sprawczość. Przeszłość jest źródłem obecnych problemów, więc trzeba rzucić na nią światło świadomości. 

Natomiast terapia skoncentrowana na rozwiązaniach oraz terapia behawioralno-poznawcza koncentrują się na przyszłości i szybkich skutecznych sposobach, żeby znaleźć się w okolicznościach, których pragniemy. Służą temu wszelkie zasoby (zarówno wewnętrzne, jaki i zewnętrzne), które już posiadamy, a także dość prosta zmiana myślenia.

Czy Elena Ferrante naprawdę istnieje? O fenomenie pisarki opowiada Anna Zaleska

Terapia Gestalt – teraźniejszość to echo przeszłości

Jest nurtem terapii humanistycznej, egzystencjalnej. Twórcą tej metody był Frederick Perls, niemiecki lekarz, psychiatra i psychoanalityk, który twierdził, że w teraźniejszości odczuwamy zarówno przeszłość, jak i przyszłość, a w pracy terapeutycznej najważniejsze jest poszerzanie świadomości poprzez odkrywanie, co leży u źródła kryzysów.

Przyczyn kryzysu terapeuta Gestalt często szuka w dzieciństwie, ponieważ według Perlsa niezaspokojenie  w pierwszych latach naszego życia takich potrzeb jak miłość, akceptacja czy autonomia, hamuje pełne doświadczenie siebie – kontakt z własnymi uczuciami i samopoznanie. W efekcie doświadczeń z dzieciństwa wykształcają się w nas nawykowe reakcje. A to prowadzi do dezintegracji osobowości. Terapeuci Gestalt uważają, że to, co sobie uświadamiamy, jesteśmy w stanie kontrolować, natomiast to, czego sobie nie uświadamiamy, kontroluje nas. Jeśli na przykład skrzywdziła nas dominująca postawa ojca, to osoby, które nam go przypominają, będą budzić w nas strach. Kiedy odkryjemy źródło tego lęku, lepiej sobie z nim poradzimy.

Ważnym założeniem Gestalt jest bycie uważnym tu i teraz, czyli reagowaniu zgodnie ze swoimi obecnymi emocjami. Metoda sporo czerpie z myśli Wschodu oraz filozofii egzystencjalnej – podkreśla, że to człowiek kreuje swoją rzeczywistość: jest podmiotem i jest całością – fizyczną, psychiczną i duchową. I każdym z tych obszarów trzeba się zajmować, bo pominięcie jednego będzie rzutowało na całość. Terapia w tym nurcie zawiera również pracę z ciałem. Jest budowaniem dojrzałości i dorosłości.

Nasze problemy, zdaniem terapeutów Gestalt, z jednej strony mogą blokować nasz rozwój, ale z drugiej – są wyzwaniem. Celem terapii jest odkrycie potencjału człowieka, by wykorzystywał go w życiu zgodnie ze swoimi wartościami i celami. Istotę podejścia Gestalt określa pewna buddyjska myśl: „Każdy ma prawo do tego, żeby być szczęśliwym”.

Terapia poznawczo-behawioralna: (CTB) – moc zmiany przekonań

Korzenie nurtu poznawczo-behawioralnego sięgają lat 50. XX wieku. W latach 60. amerykański psychiatra żydowskiego pochodzenia Aaron Beck pchnął terapię poznawczo-behawioralną na nowe tory, a także uporządkował jej założenia. Obecnie z CTB wyrasta wiele nowych podejść: dialektyczna terapia behawioralna, terapia akceptacji i zaangażowania, terapia uważności czy terapia schematów.

Celem terapii poznawczo-behawioralnej jest pomoc w zrozumieniu i zmianie systemu przekonań, co ma podwyższyć zadowolenie z życia. Efekt ten osiąga się w stosunkowo krótkim czasie – terapia składa się od kilku do kilkudziesięciu spotkań. Odbywają się one w ramach ustalonego kontraktu, są zaplanowane tak, by koncentrować się przede wszystkim na aktualnym problemie. Zachodzące podczas terapii zmiany w nas i w naszym życiu, są na bieżąco omawiane i oceniane. Problem, z którym przychodzimy do terapeuty CTB, jest zawsze jasno sprecyzowany, by jego rozwiązanie było mierzalne. Klient jest aktywnym uczestnikiem sesji, a między nimi ma do wykonania określone zadania. CTB kładzie nacisk na szybkie wprowadzanie do realnego życia nowych umiejętności.

Terapeuta, prowadząc do rozwiązania problemu, szuka związku między naszymi myślami, emocjami a zachowaniem i diagnozuje, jaki to ma wpływ na codzienność. W ten sposób odkrywamy, a później modyfikujemy przekonania, które przeszkadzają nam wieść satysfakcjonujące życie. Podczas terapii uelastyczniamy nasz sposób myślenia. Terapia poznawczo-behawioralna zakłada, że sposób postrzegania i interpretacja życiowych wydarzeń determinują nastrój i uczucia, wpływając jednocześnie na zachowanie. Z tego powodu podstawowym celem terapii jest pomoc ludziom w identyfikacji myślowych schematów. Terapia poznawczo-behawioralna wykształca nowe kierunki myśli i co za tym idzie – zachowań. Jest praktyczna i skoncentrowana na określonym celu, który może dotyczyć dowolnego problemu – relacyjnego, zawodowego, zdrowotnego. Odziaływanie CTB ma zwykle ma szerszy zasięg, bo zmienia szkodliwy dla nas sposób myślenia.

Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach (TSR) – focus na przyszłość

TRS należy do grupy terapii konstruktywistycznych, które często określane są jako radykalne. Zakładają możliwość skutecznej pracy nad zmianą bez potrzeby zagłębiania się czy szczegółowej analizy problemów, których doświadcza klient. Nie jest tu również potrzebny powrót do przeszłości, by na przykład uświadamiać sobie i przeżywać na nowo doświadczenia z dzieciństwa. Autorami tego modelu terapeutycznego są Amerykanie – Steve de Shazer i Insoo Kim Berg, którzy stworzyli go w latach 70. XX wieku, nawiązując między innymi do dorobku Ericksona.

TRS polega na dążeniu do preferowanej przyszłości, przy założeniu, że każdy z nas posiada wystarczające zasoby, żeby ją zmaterializować, osiągając zakładane cele. Proces terapeutyczny bazuje na tym, co człowiek już umie, wie i jakie są jego mocne strony. Terapeuta wydobywa z klienta zdolności i siłę, których ten sobie nie uświadamia, zwłaszcza w momencie mierzenia się z jakimś problemem. Terapeuci TRS zakładają, że skoro człowiek szuka pomocy, to chce się znaleźć w sytuacji innej, niż jest obecnie. I terapia ma do tego punktu doprowadzić, koncentrując się na najskuteczniejszych sposobach. Terapeuci TRS mówią, że czasem chodzi o to, że problem ma zniknąć, czasem potrzebny jest nowy pomysł, a czasem trzeba nauczyć się z nim żyć inaczej. TRS pokazuje wiele sposobów patrzenia na daną sytuację.

Rozwiązania mogą być rozmaite, ale pytaniem kluczowym jest – czego chcemy, co konkretnie ma nastąpić w naszym życiu. Po ustaleniu tego, będąc na terapii tą metodą, potrzebujemy poczuć, że dojście do tego miejsca jest całkowicie uzależnione od potencjału, który już w tym momencie w nas jest. TRS pomaga zobaczyć człowiekowi, że jest orłem, który potrafi wysoko szybować i może dolecieć do miejsca, w którym pragnie być. Mamy lecieć tam, gdzie wybieramy sobie cel i przede wszystkim nie lecieć  pod wiatr. TRS wspiera w rozkładaniu skrzydeł.

Terapia systemowa (TS) –  nowa opowieść rodzinna

Początki terapii systemowej związane były z opracowaniem Ogólnej Teorii Systemów (OTS) w latach 40., której autorem był  austriacki biolog i filozof, Ludwig von Bertalanffy. Psychoterapia prowadzona według podejścia systemowego skupia się na funkcjonowaniu całych systemów. Systemem przede wszystkim jest rodzina, ale i jej mniejsze elementy, jakim jest na przykład rodzeństwo czy małżeństwo. Terapia systemowa niekiedy utożsamiana jest z terapią rodzinną, ale jest też stosowana w terapii indywidualnej, terapii par czy grupowej. TS jest z założenia terapią krótkoterminową, może trwać od kilku spotkań do około półtora roku.

Terapia systemowa porusza się na linii czasu, obejmując zarówno przeszłość, teraźniejszość, jak i przyszłość. Kluczowym pojęciem tej terapeutycznej metody jest słowo „system”, a najistotniejszym z nich jest system rodzinny. TS zakłada, że każdy system składa się z osób, które oddziałują na siebie według pewnych zasad. Terapeuta swojego klienta widzi w sieci tych powiązań, starając się jednocześnie pomóc mu w poszerzeniu spojrzenia na samego siebie w tych relacjach. Szanując punkt widzenia klienta, zachowuje neutralność oraz dystans wobec jego opowieści. Stawiając pytania, zaprasza go do przedstawienia alternatywnych historii o nim samym i członkach rodziny. Tam kryje się bowiem rozwiązanie problemu. W trakcie sesji terapeuta pyta o relacje rodzinne, jednocześnie pokazując je z innej strony. Znaczenie, jakie im nadajemy, zostaje przeformułowane. Terapeuta TS operuje również językiem przestrzeni. Używając przedmiotów lub korzystając z pomocy innych osób, pokazuje klientowi współzależność poszczególnych elementów systemu. Często pracuje z genogramem, czyli graficznym przedstawieniem schematów rodzinnych, podobnym do drzewa genealogicznego. Wszystko po to, by doprowadzić do zmiany, która doda nam poczucie wpływu na siebie i swoje życie.

W trakcie procesu terapeutycznego mamy dojść do innego od dotychczasowego postrzegania, które jest bardziej użyteczne. Mamy stworzyć nową „opowieść rodzinną”. Terapeuta w tym celu zaleca eksperymentowanie z nowymi zachowaniami, które wynikają z nowego myślenia o rodzinnych powiązaniach. Terapia systemowa jest jak ponowne napisanie książki na swój temat albo wprowadzenie zmian do scenariusza filmu, w którym jesteśmy głównym bohaterem.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
usmiechnięta kobieta
Adobe Stock

Od strachu do odwagi. Metoda dwuetapowego radzenia sobie z lękiem

Czasem strach ma racjonalne podstawy, a czasem boimy się niepotrzebnie. Dobra wiadomość jest taka, że możemy nad nim zapanować!
Aleksandra Nowakowska
28.04.2020

Czego ludzie boją się najczęściej? Listę strachów otwierają wystąpienia publiczne.  Okazuje się, że dla wielu konieczność przemawiania jest bardziej przerażająca niż śmierć, chociaż ta plasuje się zaraz na drugim miejscu. Dość powszechny jest strach przed chorobą, tyciem i niestabilną sytuacją finansową. Z psychologicznego punktu widzenia strach przed koronawirusem jest skutkiem odczuwania najwyższego zagrożenia – naszego zdrowia i życia. Profesor psychiatrii Judith Orloff w książce „Wolność emocjonalna” radzi do kwestii strachu podchodzić dwuetapowo. Na pierwszym etapie należy zweryfikować źródła obaw, oddzielając strach irracjonalny od uzasadnionych intuicyjnych przeczuć, którym warto wierzyć. Czasami jesteśmy w stanie przewidzieć rzeczywiste niebezpieczeństwo, ale na ogół ulegamy bezproduktywnym obawom, które odbierają nam siłę do życia. Dlatego dobrze jest doskonalić w sobie umiejętność weryfikacji obaw, które negatywnie na nas wpływają. Słusznym działaniem jest podważanie zasadności strachu, który podpowiada nam, że jesteśmy bezsilni. Natomiast prawdziwe intuicyjne przeczucia nigdy nie wzmacniają destruktywnych postaw i zachowań, a zachęcają nas do działania. Jak w takim razie odróżnić obawy uzasadnione od irracjonalnych? Jeśli mamy wiarygodne przeczucie, nasze myśli są neutralne a emocje spokojne. Intuicyjnie wydaje nam się to słuszne. W ten sposób  możemy się czuć, gdy myślimy: „Jeśli zostanę w domu, a poza nim będę przestrzegać zaleceń WHO, nie zachoruję”. Przeczucie takie utrzymane jest w krzepiącym, współczującym tonie. Czujemy je z perspektywy widza, który ogląda w kinie film, mamy jednoznaczne wrażenie, że najpierw je dostrzegamy, a potem odczuwamy. Irracjonalny strach niesie za sobą silny ładunek emocjonalny, a myśli są...

Czytaj dalej
kobieta na Skype
Adobe Stock

Bądźmy w kontakcie. Dlaczego poczucie wspólnoty jest ważne?

Izolacja społeczna oddziela nas od siebie. Tymczasem neurobiologia udowadnia, że samotność może być takim samym zagrożeniem dla życia jak brak pożywienia.
Aleksandra Nowakowska
22.04.2020

Przez pandemię znaleźliśmy się w sytuacji traumy. Teraz jest moment, w którym większość z nas zapada się w siebie. Psycholodzy, którzy pomagają w przejściu przez doświadczenia katastrof czy wypadków, na początkowym etapie pomocy nie nakłaniają do analizy uczuć. Są po prostu obok, wspierają obecnością. Mózg w tym czasie sam radzi sobie z traumatycznymi doświadczeniami. Na psychoterapię przyjdzie czas, gdy poczujemy się bezpieczniej. Obecnie możemy oddalać się od siebie, ale właśnie teraz najbardziej potrzebny jest nam kontakt z drugim człowiekiem – zwyczajna rozmowa. To ważne, żebyśmy w niedalekiej przyszłości nie odczuli groźnych skutków samotności. Samotność jak głód Uznawana jest za współczesną chorobę społeczną. Amerykańskie Towarzystwo Psychologicznej ogłosiło, że samotność bardziej zwiększa prawdopodobieństwo śmierci niż otyłość. Brak powiązań społecznych działa szkodliwie na zdrowie tak jak wypalenie 15 papierosów dziennie lub picie alkoholu każdego dnia. Brak kontaktu z ludźmi – jak udowodniono naukowo – przekłada się na zaburzenia nastrojów, stany depresyjne i lękowe. Po epidemii SARS w 2003 roku od 10 do 29 proc. osób po kwarantannie cierpiało na zespół stresu pourazowego (PTSD). Badania nad samotnością od 20 lat prowadzi neurobiolog John Cacioppo z University of Chicago, który definiuje ją jako „wrażenie izolacji społecznej”. Naukowiec sprawdził, że samotność jest takim samym zagrożeniem dla życia jak głód. Więzi z ludźmi potrzeba nam w równym stopniu co jedzenia i wody . Życie w warunkach zanieczyszczenia powietrza zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci o 5 procent, otyłość – o 20 proc., nadmierne spożywanie alkoholu – o 30 proc. A życie w samotności podnosi to ryzyko aż o 45 proc.! Ryzykujemy...

Czytaj dalej