Jak zwiększyć kreatywność? Poranne strony – słynny sposób Julii Cameron
unsplash.com

Jak zwiększyć kreatywność? Poranne strony – słynny sposób Julii Cameron

Zanim zaczniesz swój dzień, usiądź przy czystej kartce papieru i przelej tam wszystkie swoje myśli. Nie zastanawiaj się i pisz – tak powstają morning pages, czyli poranne strony. Jak taka praktyka może ci pomóc w codziennym życiu? O niesamowitych efektach przekonała się Julia Cameron oraz kilka milionów jej czytelników.
Karolina Morelowska-Siluk
27.01.2021

Morning pages to narzędzie wymyślone przez Julię Cameron – dramatopisarkę, scenarzystkę filmową i telewizyjną, reżyserkę, dziennikarkę i autorkę ponad 30 książek. Jest ono efektem kryzysu, którego doświadczyła w życiu. Cameron przez lata zmagała się z chorobą alkoholową. Kiedy udało jej się przestać pić, przestraszyła się, że to sprawi, że przestanie też pisać. Wcześniej to właśnie alkohol, tak przynajmniej sądziła, był jej główną inspiracją. „Mówiłam sobie, że jeśli trzeźwość ma oznaczać brak twórczości, to nie chcę trzeźwieć. Zdałam sobie jednak sprawę, że dalsze picie w końcu zabije i mnie, i twórczość. Musiałam się nauczyć pisać na trzeźwo – albo na zawsze zrezygnować z pisania. Po prostu musiałam znaleźć nową ścieżkę twórczą”, opowiadała.

Czytaj też: Uzależnienie: dlaczego jedni się uzależniają, a inni nie?

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Jak pisać poranne strony?

Cameron w swojej metodzie wykorzystała notes, długopis i chwilę dla siebie każdego poranka. Tworzenie porannych stron polega bowiem na notowaniu strumienia myśli, który uruchamia się w naszym umyśle każdego dnia. Poranne strony mogą dotyczyć dosłownie wszystkiego: emocji, pracy, lęku przed wyzwaniami. Mogą być opisem sytuacji już przeżytych czy tych wymarzonych. To może być opowiadanie o zającu, pomysł na organizację przyjęcia. Wszystko. Poranne strony są jak medytacja: pozwalają oczyścić umysł, poznać lepiej siebie i otworzyć się na wskazówki z trochę innego wymiaru. Jedni zakochają się w tym ćwiczeniu od razu, inni potrzebują więcej czasu, ale to nie oznacza, że mniej z niego wyniosą!  

Morning pages, czyli poranne strony. Droga nie tylko dla artysty

Julia Cameron postanowiła podzielić się swoim odkryciem i tak powstała książka „Droga artysty”. Kupiło ją już kilka milionów ludzi na całym świecie, została przetłumaczona na 36 języków. Autorka opisuje w niej 12-tygodniowy kurs odkrywania i rozwijania własnej twórczości. Cameron nazywa swoją książkę podręcznikiem. Uważa, że każdy z nas jest w pewnym sensie twórcą, tylko nie każdy potrafi w pełni korzystać ze swoich talentów. 

Kurs oparty jest na dwóch podstawowych narzędziach. Pierwsze z nich to wspomniane poranne strony. Wstajesz i piszesz – po prostu! Trzy strony A4. Nie musisz mieć żadnego pomysłu, niech to będzie wolny strumień świadomości. Ani treść, ani forma nie są istotne. Poranne strony nie muszą być też ani mądre, ani odkrywcze. To, co zapiszesz, zostaje tylko dla ciebie. To po co to robić? Po to, żeby odebrać głos swojemu wewnętrznemu krytykowi. Możesz być pewna, że on prędzej czy później się podda! Jednak jest jeden warunek – piszesz codziennie. Nie chce ci się – piszesz. Boli cię ręka – piszesz. Masz zły dzień – piszesz. Nie masz czasu – piszesz. Zaspałaś – piszesz. Nie masz weny – piszesz. Żadnych wymówek!

Czytaj także: Wewnętrzne dziecko, krytyk, matka – kto kieruje twoimi myślami?

Jakie efekty przynosi pisanie porannych stron?

Poranne pisanie zdaniem Julii Cameron pozwala „przedostać się na drugą stronę”. Czyli właśnie tam, gdzie nie ma już naszego krytyka, który podcina nam skrzydła, torpeduje każdy pomysł, podpowiada, by w siebie i swoje możliwości nie wierzyć. Tam, gdzie możemy naprawdę wsłuchać się w siebie. Dlatego to ćwiczenie jest właśnie formą medytacji. Ponadto uaktywnia ono naszą prawą półkulę mózgu odpowiedzialną za twórcze rozwiązania. 

Randka artystyczna

Drugie narzędzie to… randka artystyczna! Cameron poleca, by chodzić na nią raz w tygodniu. Bez towarzystwa, bo znowu chodzi o spotkanie z samym sobą.  Zatem raz w tygodniu  zarezerwuj sobie czas choćby godzinę na coś, co sprawi ci radość. Po prostu. Może być to spacer lub inna aktywność fizyczna, wizyta w księgarni, oglądanie ulubionego filmu. Cokolwiek, na co tylko masz chęć. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
pisanie terapeutyczne
Getty Images

Pisz, będziesz szczęśliwsza. Pisanie terapeutyczne ma więcej zalet, niż myślisz!

Pisanie wraca do łask. A nawet więcej, dziś traktowane jest jako terapia. Kartka papieru przyjmie wszystko, nie zdradzi naszych myśli, nie oceni nas, nie skrytykuje.
Justyna Kokoszenko
15.06.2020

Journaling, pisanie porannych stron, tworzenie psychobiografii lub pisanie ekspresywne. Bez względu na to, jak nazwiemy nasze pisanie, zawsze przyniesie wymierne korzyści. Psycholodzy przekonują, że pomaga oczyścić głowę z nadmiaru myśli, porządkuje wnętrze, poprawia pamięć i wycisza. Podobno warto zapisać choćby jedno zdanie dziennie. Powrót do pisania pamiętnika po latach? To lepszy pomysł, niż może się na początku wydawać. Kiedy przelewamy myśli i uczucia na papier, nie tylko uświadamiamy je sobie, ale też organizujemy je i dajemy sygnał mózgowi, że już nie musi ich w kółko przetwarzać. Tę sztuczkę zna chyba każdy, kto kiedykolwiek, zamiast próbować zapamiętać rzeczy, po prostu spisał je sobie jako listę zadań do wykonania. Autorka książki „Siła stresu” i psycholożka z Uniwersytetu Stanforda, Kelly McGonigal, uważa wręcz, że prowadzenie pamiętnika zwiększa naszą tolerancję na ból, poprawia samokontrolę, a na dłuższą metę sprawia, że mniej chorujemy. Ekspertka idzie nawet dalej! Według niej pisanie pomaga schudnąć, rzucić palenie lub przestać nadużywać alkoholu. Julia Cameron „Droga artysty”: poranne strony to tortura? Kiedy mowa o zaletach pisania, to wiadomo, że wcześniej czy później musi pojawić się nazwisko Julii Cameron, kobiety wielu talentów i zawodów, byłej żony Martina Scorsese i przede wszystkim autorki kultowego, przetłumaczonego na ponad 30 języków poradnika kreatywności „Droga artysty”. To o tej książce mówi się, że z jednej strony pomogła milionom ludzi odblokować wenę twórczą, a z drugiej – że dla podobnej liczby czytelników stała się narzędziem tortur. Konkretnie jednej tortury – rytuału pisania „porannych stron”. Zasady są jasne: poranne strony – powinno być ich przynajmniej...

Czytaj dalej
kobieta maluje obraz
Adobe Stock

Sztuka relaksu – zajęcia twórcze obniżają poziom stresu

Kiedy tworzymy, nie tylko odpoczywamy, ale również lepiej poznajemy siebie – mówi psychoterapeutka Anna Pilecka.
Aleksandra Nowakowska
17.04.2020

Większość przypadków kobiecych depresji, marazmu i zagubienia wynika z rygorystycznego ograniczenia życia duchowego, w którym nie ma miejsca na innowacje, natchnienie, tworzenie – pisała Clarissa Pinkola Estez, autorka „Tańczącej z wilkami”. O tym, jak się wyzwolić z tego stanu, mówi psychoterapeutka Anna Pilecka. Jak radzić sobie ze stresem? Aleksandra Nowakowska: Przez pandemię żyjemy w stresie. Chyba jak nigdy wcześniej potrzebne są nam skuteczne metody radzenia sobie z nim, a nie każdy odnajduje się w medytacji. Badania wskazują, że zajęcia twórcze mają uspokajające działanie na ciało migdałowate w mózgu, które kontroluje nasze emocje. To prawda? Anna Pilecka:  Tak. Ciało migdałowate to część mózgu, którą mocno pobudzają bodźce stresowe. Kiedy zajmujemy się twórczością, te impulsy są wyciszane. Twórczość bezpośrednio wpływa na chemię mózgu, co przekłada się na naszą psychikę. Carl Gustav Jung, znany szwajcarski psycholog, psychiatra, naukowiec i artysta, przed przystąpieniem do pisania książek, szedł nad Jezioro Zuryskie i tam bawił się kamykami – układał z nich wieże i inne konstrukcje, by wprowadzić się w stan relaksacji. Napisaniu jego „Czerwonej księgi”, dziełu, w którym zawarł podwaliny swojej filozofii i systemu psychologicznego, towarzyszyło malowanie obrazów. Pisał i malował, jedno zasilało drugie. Nasz mózg podczas tworzenia zaczyna produkować fale alfa. Zwykle, w stresującej i zagonionej codzienności, funkcjonujemy na szybszych falach beta – jesteśmy czujni, szybko myślimy, ale mamy utrudniony dostęp do refleksji i kreatywności. Kiedy rysujemy, robimy na drutach albo sadzimy kwiaty w ogrodzie, fale mózgowe zmieniają swoją częstotliwość na niższą, wolniejszą. W procesie twórczym...

Czytaj dalej
Szczepan Twardoch
Zuza Krajewska

Szczepan Twardoch: „Mam serce z kamienia, więc…”

Autor „Króla” i „Królestwa”, pisarz, Szczepan Twardoch o pisaniu, pasjach i Zagładzie. „Literatura jest od tego, żeby ruszać to, czego nie powinno się ruszać, dźgać tam, gdzie boli”.
Wika Kwiatkowska
18.06.2020

Dla siebie samego przyjąłem, że ważną kategorią w życiu człowieka jest przyzwoitość. Nie jestem księdzem, nikogo nie nauczam. Ale nie żyję w jakiejś nihilistycznej fantazji”, mówi Szczepan Twardoch. Jego dwie bestsellerowe książki „Król” i „Królestwo” przenoszą nas do Warszawy z czasów Zagłady – i nie pozostawiają obojętnymi. Wika Kwiatkowska: Po pracy nad książką masz potrzebę resetu, podróżujesz?  Szczepan Twardoch: Nie mam czasu na resetowanie się po książkach. (śmiech) Przechodzę prosto z jednego projektu – choć to obrzydliwe słowo – do kolejnego. Angażują mnie różne rzeczy, niekoniecznie książki. Ale nie potrzebuję odpoczywać od pracy – to jedna z głównych spraw, które nadają życiu sens. Odpocznę w grobie.  Napisałeś trzy książki o Warszawie. Jaki masz stosunek do tego miasta? Euforyczny. Uwielbiam Warszawę. Co nie znaczy, że chciałbym tu mieszkać. Chociaż nie chcę mówić: „nie będę” i „nigdy”, bo życie jest skomplikowane i Bóg jeden raczy wiedzieć, co się wydarzy. Gdybym z tajemniczego powodu musiał przestać mieszkać tam, gdzie mieszkam, to znaczy w Pilchowicach – a chcę mieszkać w  Pilchowicach – to wybrałbym Warszawę albo Berlin. Raczej Berlin. Ale to są dwa miasta, które lubię najbardziej.  Co takiego lubisz w Warszawie? To jest naprawdę miasto. Otwarte. Z energią?  Nie wiem, co ludzie mają na myśli, kiedy mówią, że miasta mają energię, atmosferę. Atmosferę, to, kurwa, mają, raczej zatrutą. (śmiech) Lubię Warszawę za to, że po prostu dobrze się w niej czuję. Mam tu bardzo wielu znajomych, co najmniej tylu, co na Śląsku, jeśli nie więcej. Mam swoje miejsca, oswojone. Najbardziej lubię południowe...

Czytaj dalej
kobieta odpoczywa w domu
Adobe Stock

Zamiast odwlekać i „zabierać się za…”, po prostu rób. Jak zamienić prokrastynację w akcję?

Zawalasz terminy, opóźniasz pracę, bo „nie możesz się zabrać”? Prokrastynacja, czyli odkładanie na później, jest trudne do przezwyciężenia, ale są na nią sposoby.
Aleksandra Nowakowska
19.05.2020

Julia Cameron, amerykańska nauczycielka, pisarka, dziennikarka i autorka bestsellera: „Droga artysty”, pisze: „Nauczyłam się praktycznej zasady, żeby nigdy nie pytać, czy mogę coś zrobić. Lepiej powiedzieć, że już to robię. Wtedy pozostaje zapiąć pasy, a później dzieją się najbardziej niezwykłe rzeczy”. Nie musisz wszystkiego wiedzieć, żeby ruszyć. Nie musisz być perfekcyjnie przygotowana. Nie musisz przestać się bać. Odwaga to zresztą nic innego jak wiara, że potrafisz rozwiązywać rzeczy na bieżąco. Najważniejszy jest pierwszy krok, a potem konsekwencja. Zasady są uniwersalne, bo dotyczą zabrania się zarówno za szukanie pracy czy pisanie książki, jak i za domowe porządki, zadania, które mamy w danym dniu do wykonania w pracy, czy zapisanie się na portal randkowy. Łatwo napisać, trudniej zrobić. Można się jednak zainspirować. Taką inspirację oferuje Leo Babauta w książce „Zen to done”. Autor podpowiada, jak wypracować nowe nawyki, żeby prokrastynacja, czyli odkładanie działania na później, zamieniła się w akcję, podejmowaną z przyjemnością, ale metodycznie i najważniejsze – prowadzącą do wytyczonego celu. Zaczynaj od Dużych Kamyków Leo Babauta i nie on jeden uczy, że zanim zaczniemy działać, należy mieć plan tego działania. Warto nadawać strukturę swoim dniom, bo z nich składa się życie. Autor zenhabits.net radzi co tydzień wypisywać listę Dużych Kamyków, którymi chcemy się zająć i każdego dnia od nich zaczynać. Najlepiej, żeby nasze listy składały się od jednego do trzech Najważniejszych Zadań, które musimy koniecznie wykonać (jego zasada jest zgodna z myślą Lina Yutanga, chińskiego uczonego i pisarza, który twierdził, że mądrość życia tkwi w wykluczeniu tego, co zbędne). Prosta zasada brzmi: Najważniejsze...

Czytaj dalej