Jak się zakochać na nowo w swoim partnerze? Sposoby na ratowanie związku
Unsplash.com

Jak się zakochać na nowo w swoim partnerze? Sposoby na ratowanie związku

Czasem szczera rozmowa nie wystarczy, by uratować związek. Warto wtedy wypróbować inne mechanizmy, które ocalą relację i podsycą ogień, który już jakiś czas temu zaczął przygasać.
Karolina Morelowska-Siluk
01.02.2021

Związek, który pięknie się zaczyna, a potem po prostu, bez żadnego wysiłku, pięknie trwa, może zdarzyć się tylko w filmie. I to w filmie kiepskiej jakości! Nie ma bowiem szans na to, by relacja mogła się rozwijać, jeśli partnerzy o nią nie dbają. Związek to praca. I warto o tym pamiętać niemal od samego początku. Warto zacząć działać, kiedy tylko opadnie kurz zakochania. Jeśli nie wiecie, jak to zrobić, oto kilka sposobów.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Porozmawiaj ze sobą

„Zacznij od siebie” to rada, którą psychologowie bardzo często dają w sytuacji kryzysu w związku. Nikt z nas tego nie lubi, zwykle mamy wiele pretensji do tej drugiej strony. To, co przede wszystkim „chodzi nam po głowie”, to cała lista zmian i działań, które powinien wykonać partner. Zapominamy o tym, że najistotniejsza relacja to ta, którą tworzymy z samą sobą. I to od niej należy zacząć. Być może jest tak, że nie jesteś pewna, czego oczekujesz od związku i partnera. To ty musisz wiedzieć, czego ci w relacji brakuje, co jest dla ciebie ważne i bez czego nie dasz rady iść dalej w duecie. Dlatego pierwsza, bardzo ważna rada jest taka, by zajrzeć w siebie, przyjrzeć się swoim uczuciom i potrzebom. Dopiero z tą wiedzą można próbować ratować relację. Oczywiście takiego bilansu powinny dokonać obie strony i obie muszą zdecydować, czy w ogóle chcą o relację walczyć.

Czytaj także: Katarzyna Miller: „Nie ma miłości bez wolności”

Szczera rozmowa we dwoje

Sytuacja, w której jesteście, ma swoje przyczyny. Dlatego też, zanim zacznie się szukać rozwiązań, warto przyjrzeć się, co do tego kryzysu doprowadziło. Bez takich wniosków trudno ruszyć dalej. Jest wielce prawdopodobne, że od pewnego czasu wiele spraw było przemilczanych, duszonych w sobie. Czas to przerwać. Sytuacja wymaga szczerości i otwartości. Bez szczerej rozmowy nie da zrobić w związku kolejnego kroku.

Terapia

Czasem szczera rozmowa nie wystarczy, nie wystarczy nawet kilka rozmów, bo bywa tak, że zdolność do efektywnego komunikowania się już straciliście. Często w takiej sytuacji może pomóc perspektywa osoby trzeciej. Może to być zaufany przyjaciel, ale najlepiej sprawdzi się wizyta u terapeuty par czy terapia małżeńska. Ratowanie związku to proces, często długotrwały, bolesny, warto pozwolić, by towarzyszył mu ekspert.

Czytaj też: Terapia grupowa – na czym polega i dla kogo jest odpowiednia?

Korzenie

Warto odwołać się do przeszłości. Bardzo ważne jest jednak, by tę złą część przeszłości oddzielić kreską od dobrej. To znaczy, jeśli decydujecie się na ratowanie związku, „przerobiliście” wszystkie trudne odcinki, wybaczyliście sobie wzajemne zranienia, nie wolno do nich wracać. Wypominanie może skutecznie uniemożliwić zdrowienie relacji. Jest jednak taki rodzaj wspólnej przeszłości, z której warto teraz skorzystać – chodzi o korzenie, o początki, o wspólne powracanie do pierwszych chwil razem. To bardzo wzmacnia, daje siłę do dalszych starań, bo wiecie, o co walczycie i dlaczego chcecie ratować swoją więź.

Szukaj dobrych stron

Dotąd widzieliście w sobie wyłącznie wady, słabe strony – tak zwykle dzieje się podczas kryzysu. Czas to zmienić! Teraz z takim samym zapałem zacznijcie szukać swoich zalet, mocnych stron. Koniec ciągłej krytyki, trzeba zrobić miejsce też na komplementy, serdeczność i wzajemną czułość.

Nie porównuj się z innymi

Wydaje ci się, że tylko twój związek przechodzi kryzys? Patrzysz na znajomych i masz wrażenie, że wszyscy, poza wami, radzą sobie świetnie? Rzeczywiście, to tylko wrażenie, bowiem idealne związki nie istnieją! Porównywanie się z innymi nie ma żadnego sensu, skup się wyłącznie na swojej relacji. Nie porównuj także partnera z mężami swoich koleżanek – to prowadzi wyłącznie do kolejnych konfliktów, nikt nie lubi być porównywany, sama też byś tego nie chciała…

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Decyzja o rozwodzie
Adobe Stock

Jak się rozstać, żeby potem nie żałować? 

„W związku nie wystarczy nadążać jedynie za sobą, ale trzeba też nadążać za partnerem. Trzeba trzymać cugle tych dwóch koni jednocześnie. To sztuka”
Karolina Morelowska-Siluk
01.01.2019

Zanim powiesz sobie dość, daj sobie czas. Nie działaj w pośpiechu. Najgorsze co możesz zrobić, to zamknąć oczy i skoczyć. Taki ruch zwykle odbija się czkawką – mówi  Michał Modliński, psychoterapeuta psychoanalityczny, członek Zespołu Pomocy Psychoterapeutycznej. Prowadzi terapie dla osób indywidualnych oraz par. Karolina Morelowska-Siluk: Pracował pan jako terapeuta z dziesiątkami par. Jak pan sądzi? Warto walczyć o związek w kryzysie? Michał Modliński: Recepty są bardzo zwodnicze. W każdym razie ja nie odważyłbym się ich wypisywać. No i przede wszystkim nie podoba mi się słowo walka, ono sugeruje konieczność wejścia na ring – szykowanie się do wojny. A w związku powinniśmy być wzajemnie swoim wyborem, a nie jedna ze stron ma zawłaszczać tę drugą. Czyli nie walczyć, ale... Zabiegać, to lepsze słowo. O związek warto zabiegać. Oczywiście, nie za wszelką cenę. No właśnie. To najtrudniejsze pytania, o cenę. To kiedy warto, a kiedy nie należy ratować związku? Pierwszy ruch to zadanie sobie kilku podstawowych pytań: „Dlaczego w ten związek weszłam/wszedłem? Dlaczego wybrałam/wybrałem właśnie tego człowieka? Czego potrzebuję, jakie są moje oczekiwania wobec związku i na ile ten człowiek w przeszłości i dziś je spełnia?”. Pytania mogą wydać się błahe, ale proszę mi wierzyć, trudno jest szczerze sobie na nie odpowiedzieć. A to także tam, u źródła kryje się odpowiedź na pytanie, czy teraz, kiedy jest ciężko, warto zabiegać o partnera, ratować związek. Oczywiście, ludzie z biegiem lat zmieniają się, dojrzewają, weryfikują się nasze potrzeby, więc pojawia się też pytanie, na ile towarzyszyliśmy sobie wzajemnie w dojrzewaniu. Bo w związku nie wystarczy nadążać jedynie za sobą, choć to bardzo ważne, ale trzeba też nadążać za partnerem. Trzeba trzymać cugle tych dwóch koni...

Czytaj dalej
Fotolia

Czy terapia małżeńska pomaga uratować związek?

Czy wizyty u specjalisty pomagają uratować związek i uniknąć rozwodu?
Centrum Psychologiczno-Terapeutyczne „Tęcza”
26.06.2014

Wzrusza nas widok pary starszych ludzi, którzy, pomimo upływu lat, spacerują razem, trzymając się za ręce. Uśmiechamy się mimo woli, kiedy słuchamy ich zapewnień o wzajemnym uczuciu, trwałym mimo upływu lat. Takie osoby zapytane o to, co pozwoliło ich miłości przetrwać tyle lat, często odpowiadają: „ nasze małżeństwo pochodzi z czasów, kiedy psujące rzeczy się naprawiało, a nie wymieniało ”. Czy wzrost liczby rozwodów świadczy o tym, że teraz ludzie nie czują potrzeby walczyć o swój związek? Warto spojrzeć na to zagadnienie oczami terapeuty. Niezgodność charakterów? Najnowszy rocznik demograficzny Głównego Urzędu Statystycznego podaje, że w 2012 roku (najnowsze opracowane dane) ilość małżeństw zawartych w Polsce wyniosła 203 900, natomiast liczba rozwodów: 64 400. Oznacza to, że na trzy śluby przypadał jeden rozwód . – Warto uzmysłowić sobie, że te dane wcale nie muszą wskazywać na kryzys instytucji małżeńskiej jako takiej. Nie można od razu wyciągać wniosków, a niestety często tak się dzieje, że większość rozwodów jest spowodowana nieodpowiedzialnym stosunkiem ludzi do małżeństwa – mówi Renata Borysiak z Centrum Psychoterapeutycznego Tęcza.  – Spotkałam wiele par, które próbowały ratować swój związek albo tak  się im tylko wydawało. Po prostu często to, co łączy ludzi na początku, z czasem przestaje wystarczać , by tworzyć dojrzałą, opartą na miłości, zrozumieniu i szacunku relację. Okazuje się, że „ niezgodność charakterów ” nie jest tylko wyświechtaną formułką podawaną jako powód rozstania. Każdy związek przeżywa kryzys(y) Dwoje ludzi, decydując się na wspólne życie, często z góry zakłada, że ich związek będzie sielanką trwającą bez...

Czytaj dalej
Separacja w związku
Adobe Stock

Co separacja oznacza dla związku? Pułapki i zalety czasowym rozstaniu małżeńskim

Zasadnicza różnica między separacją a rozwodem jest taka, że w pierwszym przypadku para ma jeszcze nadzieję na ocalenie związku natomiast rozwód jest definitywnym zakończeniem relacji. 
Karolina Morelowska-Siluk
26.10.2020

Separacja, która jest swoistym pomostem do ewentualnego nowego początku, może mieć dwa „oblicza”. Pierwsze ma miejsce wtedy, kiedy orzekana jest przez sąd, drugie to separacja nieformalna – partnerzy sami ustalają reguły rozstania między sobą. Psychologowie przestrzegają jednak, że kiedy para podejmuje decyzję o tymczasowym rozstaniu, powinna z góry ustalić ramy czasowe takiej „przerwy”. Z badań wynika, że sześć miesięcy to optymalny okres, jeśli ludziom rzeczywiście zależy na próbie odbudowania relacji. Jest to wystarczająco długo, by uporać się z problemami, a jednocześnie nie na tyle długo, by rozstanie przerodziło się w emocjonalną obojętność.  Jakie są zalety separacji Pary decydujące się na separację zwykle oczekują, że ten czas pozwoli im nabrać dystansu, odpocząć, pozwoli emocjom opaść. Pojawi się przestrzeń do przemyśleń. Dzięki separacji para ma także szansę, by sprawdzić, jak wyglądałoby ich życie bez męża/żony. Jednak, jeśli ludzie decydują się na ten krok z założeniem, że chcą relację, ratować powinni na samym początku ustalić, w jaki sposób będą to robić. Istotne jest, by zachować regularny kontakt. Najlepiej byłoby określić, jak często będziemy do siebie dzwonić, pisać czy się widywać. Po pierwsze, pomoże to zminimalizować niepokój w sytuacji, kiedy jedna ze stron ma poczucie, że ta druga „znika” na zbyt długo. Po drugie, złamanie przez jedną ze stron ustalonych wcześniej zasad separacji może być sygnałem dla tej drugiej, że partner zmienił zdanie w sprawie ratowania związku. Separacja, czyli zupełnie nowa sytuacja sprawia, że partnerzy mają możliwość nawiązać ze sobą kontakt na wielu płaszczyznach, na których wcześniej siłą rzeczy kontaktu między nimi nie było. Może okazać się na przykład, że pisząc do siebie maile,...

Czytaj dalej
mediacje rodzinne
Getty Images

Rozwód? Mediacje rodzinne to ostatnia szansa przez rozpadem związku

Mediacje rodzinne może uchronić przed rozwodem albo sprawić, że rozwód przebiegnie spokojniej. Na czym polegają? Pytamy mediatorki, Anny Cebulko.
Karolina Rogalska
21.10.2018

Z perspektywy mediatorki widzę, jak często mamy kłopot w kontaktach z bliskimi. Nie rozmawiamy z partnerami o tym, co nas niepokoi. Nie komunikujemy potrzeb. Robimy to dopiero wtedy, gdy jesteśmy już ekstremalnie wściekłe i sfrustrowane. A skrajne emocje blokują nam możliwość porozumienia” – mówi w „Urodzie Życia” Anna Cybulko, wykładowczyni i mediatorka w sprawach cywilnych i rodzinnych. Karolina Rogalska, „Uroda Życia”: Mediacje rodzinne to takie rozmowy ostatniej szansy. Skrajne emocje. Pewnie się pani nasłucha płaczu, krzyków? Anna Cybulko:  Emocji jest rzeczywiście dużo. Podczas mediacji ludzie zwykle bardzo szybko wchodzą w te same schematy reagowania, które stosują, kłócąc się w  domu. Czasem destrukcyjne: agresywne, sarkastyczne, przemocowe. Rola mediatora polega między innymi na tym, żeby pomóc im te schematy dostrzec, przewentylować emocje. Żeby ludzie mogli się wzajemnie spotkać, usłyszeć, porozumieć. I wypracować wspólnie rozwiązania, które zadowolą obie strony sporu. Część par na mediacje zgłasza się z własnej inicjatywy, czasem takie rozwiązanie proponuje sąd. Ale zawsze naczelną zasadą jest dobrowolność – ludzie muszą chcieć się dogadać. Najtrudniejsze jest pierwsze spotkanie. Potem już jest tylko lepiej. Co podsyca konflikt? Powodów może być wiele. Podzieliłabym je roboczo na trzy poziomy. Pierwszy to różnice społeczne: odmienne potrzeby, wartości, oczekiwania, style życia, konteksty rodzinne, w których się wychowywaliśmy. Drugi to poziom indywidualny. Tu przeszkody mogą być natury psychologicznej: brak poczucia bezpieczeństwa, stabilności czy własnej wartości. Ostatni, ten najbliższy mojej pracy, to poziom komunikacyjny. Z perspektywy gabinetu widzę, jak duża część z nas ma z tym kłopot. Nie rozmawiamy z partnerami...

Czytaj dalej