Jak się kłócić w związku? 10 zasad zdrowej kłótni
iStock

Jak się kłócić w związku? 10 zasad zdrowej kłótni

Kłótnia jest naturalnym elementem każdego związku. Warto jednak wiedzieć, jakich słów używać i czego nie mówić, by kłótnia nie niszczyła związku, ale go wzmacniała.
Karolina Morelowska-Siluk
27.01.2021

Mogłoby się wydawać, że dobre związki to te, w których ludzi się nie kłócą. To nieprawda! Psychologowie mówią zgodnie, że raczej niepokojący byłby stan, w którym między partnerami nie dochodzi do żadnych spięć. Oto kilka zasad, których warto trzymać się podczas kłótni, by nie stała się ona destrukcyjna dla związku.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

1. Bez pretensji sprzed lat

Jednym z częstszych błędów jest wracanie podczas kłótni do odległej przeszłości, do dawnych – już przedyskutowanych – problemów. Tego nie należy robić. Najlepiej jest odnosić się do aktualnego nieporozumienia, skupić się na tym, co tu i teraz. Rozdrapywanie starych ran spowoduje eskalację konfliktu, a nie pomoże się dogadać.

Czytaj też: Kłócicie się o skarpetki i naczynia w zlewie? Zobacz, co tak naprawdę kryje się za sprzeczkami w związku

2. Uważaj na słowa

Podczas kłótni warto się pilnować, nie należy mówić tego, czego potem będzie się żałowało. Słowo ma moc. Zbyt ostre słowa zapadają w pamięć. Ciężko potem przekonać partnera, że ich powiedzenie było tylko wynikiem chwilowego wybuchu, a naprawdę wcale tak nie myślimy.

3. Mów za siebie

Powtarzają to psychologowie – w kłótni należy mówić o sobie, o swoich uczuciach. Chodzi o to, by otwarcie powiedzieć partnerowi, jak jego zachowanie na nas wpływa. W dobrej kłótni powinno się zaczynać od słowa: „ja”. Ja czuję, ja myślę, ja interpretuję...

4. Nie bierz wszystkiego za pewnik

Są pewne słowa, których podczas kłótni zdecydowanie należy unikać: „zawsze”, „nigdy”, „na pewno”, itd.

5. Bez porównań

Nikt z nas nie lubi być porównywany z innymi. Komunikaty typu: „A Tomek dostał podwyżkę, dlaczego ty nie dostałeś?” czy „Iza też pracuje, ale nie przeszkadza jej to w gotowaniu obiadów” z dużym prawdopodobieństwem tylko zaognią sytuację.

Czytaj także: Kiedy porównujesz się z innymi, żyjesz w piekle

6. Bez krzyku

Warto unikać podnoszenia głosu. Spokojnie wyrażone myśli i emocje zdecydowanie „łatwiej” do nas docierają.

7. Przede wszystkim dobro związku

Nawet podczas poważnej kłótni trzeba pilnować, aby to dobro związku i jego przyszłość były w centrum uwagi. Warto mieć zawsze w pamięci więź, która łączy nas z partnerem. Owszem, w tej chwili jest „gorąco”, ale to przecież nie przekreśla wszystkiego, co jest między nami.

8. Słuchać trzeba z uwagą

Uważne słuchanie to bardzo trudna sztuka, jednak bez tej zdolności ciężko porozumieć się, ciężko pokonać konflikt. Aby zrozumieć swoje racje, trzeba dać się sobie wzajemnie wypowiedzieć  do końca, bez przerywania. Trzeba nie tylko słuchać, ale trzeba umieć usłyszeć. Czasem warto także parafrazować wypowiedzi partnera, aby być pewnym, że właściwie się je zrozumiało. Jeśli chcemy dojść do porozumienia, nie ma mowy o tzw. domyślaniu się. 

Czytaj też: Wysłuchaj, zrozum, uszanuj. Jak być dobrym słuchaczem?

9. Najważniejszy jest cel

Celem zdrowej kłótni jest rozwiązanie konfliktu. Dlatego trzeba dążyć do osiągnięcia kompromisu, który będzie satysfakcjonował obie strony. Warto zastanowić się, z czego każda ze stron może zrezygnować. „Dobra” kłótnia nie może służyć demonstracji władzy, ani – tym bardziej – ranieniu drugiej osoby. W tym przypadku „postawienie na swoim” czy „udowodnienie, że ma się rację”  to droga donikąd, ale jest nią także kompletne uleganie drugiej stronie.  Dotąd nie wymyślono niczego lepszego niż kompromis.

10. Krytyka zachowania, nie partnera

Ważne jest, by mówić: „Twoje zachowanie było głupie”, a nie: „Ty jesteś głupi/a”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mediacje rodzinne
Getty Images

Rozwód? Mediacje rodzinne to ostatnia szansa przez rozpadem związku

Mediacje rodzinne może uchronić przed rozwodem albo sprawić, że rozwód przebiegnie spokojniej. Na czym polegają? Pytamy mediatorki, Anny Cebulko.
Karolina Rogalska
21.10.2018

Z perspektywy mediatorki widzę, jak często mamy kłopot w kontaktach z bliskimi. Nie rozmawiamy z partnerami o tym, co nas niepokoi. Nie komunikujemy potrzeb. Robimy to dopiero wtedy, gdy jesteśmy już ekstremalnie wściekłe i sfrustrowane. A skrajne emocje blokują nam możliwość porozumienia” – mówi w „Urodzie Życia” Anna Cybulko, wykładowczyni i mediatorka w sprawach cywilnych i rodzinnych. Karolina Rogalska, „Uroda Życia”: Mediacje rodzinne to takie rozmowy ostatniej szansy. Skrajne emocje. Pewnie się pani nasłucha płaczu, krzyków? Anna Cybulko:  Emocji jest rzeczywiście dużo. Podczas mediacji ludzie zwykle bardzo szybko wchodzą w te same schematy reagowania, które stosują, kłócąc się w  domu. Czasem destrukcyjne: agresywne, sarkastyczne, przemocowe. Rola mediatora polega między innymi na tym, żeby pomóc im te schematy dostrzec, przewentylować emocje. Żeby ludzie mogli się wzajemnie spotkać, usłyszeć, porozumieć. I wypracować wspólnie rozwiązania, które zadowolą obie strony sporu. Część par na mediacje zgłasza się z własnej inicjatywy, czasem takie rozwiązanie proponuje sąd. Ale zawsze naczelną zasadą jest dobrowolność – ludzie muszą chcieć się dogadać. Najtrudniejsze jest pierwsze spotkanie. Potem już jest tylko lepiej. Co podsyca konflikt? Powodów może być wiele. Podzieliłabym je roboczo na trzy poziomy. Pierwszy to różnice społeczne: odmienne potrzeby, wartości, oczekiwania, style życia, konteksty rodzinne, w których się wychowywaliśmy. Drugi to poziom indywidualny. Tu przeszkody mogą być natury psychologicznej: brak poczucia bezpieczeństwa, stabilności czy własnej wartości. Ostatni, ten najbliższy mojej pracy, to poziom komunikacyjny. Z perspektywy gabinetu widzę, jak duża część z nas ma z tym kłopot. Nie rozmawiamy z partnerami...

Czytaj dalej
Czy ciche dni w związku mają znaczenie?
Krists Luhaers/Unsplash.com

Ciche dni w związku. Czy milczenie naprawdę działa?

Konflikty i spory pojawiają się w każdej relacji. To normalne. Psychologowie przekonują, że to raczej ich brak jest sygnałem alarmującym, że coś niedobrego dzieje się w związku. Zatem choć konflikty są całkiem „zdrowe”, „niezdrowe” mogą być sposoby radzenia sobie z nimi. A co z tzw. cichymi dniami?
Karolina Morelowska-Siluk
23.11.2020

Wśród wielu nieporozumień dotyczących konfliktów jednym z dość powszechnych jest założenie, że tzw. ciche dni są dobrą metodą radzenia sobie ze sporem. Tymczasem niektórzy psychologowie sądzą, że „ciche dni” to nic innego jak potoczne określenie zjawiska, które w psychologii nazywane jest ostracyzmem społecznym. Polega ono na maksymalnym  ograniczeniu kontaktów z drugą osobą, zarówno pod względem ich częstotliwości, jak i jakości. Ciche dni w związku jako kara Do korzystania z metody „cichych dni” w relacjach z partnerem otwarcie przyznaje się w Polsce 1 na 4 osoby. W Stanach Zjednoczonych 7 na 10 osób potwierdza, że używa tej formy „komunikacji”. Partner, który rozpoczyna tę grę milczenia, może mieć różne intencje. Najczęstszą z nich jest chęć ukarania drugiej strony. Zatem milczenie jest rodzajem zemsty. Pytanie, co z taką „karą” zrobi druga strona? Jak poradzi sobie z nieprzyjemną sytuacją? Są przynajmniej dwie możliwości: jedna z nich to próba pojednania, druga zawzięte trwanie przy swoim stanowisku. Wtedy z pewnością konflikt będzie eskalował. Czytaj także: Jak mówić o swoich potrzebach w związku? Otwarcie, na bieżąco i na chłodno Czas, który ma leczyć Ludzie wykorzystują „ciche dnie” także do tego, by zyskać czas niezbędny do uspokojenia się, odzyskania kontroli nad swoimi emocjami, które podczas konfliktu „szaleją”. W tym przypadku problem polega na tym, że osoba „karana” ciszą zazwyczaj nie jest świadoma tych intencji. Dla niej czas jest w tym przypadku męczarnią – rozmyśla o konflikcie, odczuwa całe mnóstwo negatywnych emocji. W konsekwencji brak komunikacji, zamiast obniżyć poziom emocji u obu stron, przyczynia się do jego wzrostu przynajmniej u jednej z nich....

Czytaj dalej
Lucyna Kirwil, Jerzy Bralczyk, VIVA! maj 2018
Szymon Szcześniak/LAF AM

Prof. Jerzy Balczyk i dr Lucyna Kirwil o języku miłości

Psycholog i językoznawca. Prywatnie małżeństwo.
Karolina Morelowska-Siluk
04.01.2019

Trudno wyobrazić sobie lepszych rozmówców, gdy chce się zgłębić temat języka miłości – psycholog i językoznawca. Jerzy Bralczyk: Każdy językoznawca powinien być trochę psychologiem,a każdy dobry psycholog na pewno wiele wie o języku. Bo człowiek najsilniej się w nim ujawnia. Kiedy Sokrates spotkał nieznajomego, powiedział: „Przemów do mnie, żebym cię poznał”. Lucyna Kirwil: Nie do końca mogę się zgodzić. Poprzez język, słowa, informujemy innych głównie o tym, kim jesteśmy w sensie społecznym: do jakiej warstwy społecznej należymy, jakie możemy mieć wykształcenie, jakie możemy mieć zainteresowania i potrzeby. Jerzy Bralczyk: Kiedy mówię „język", mam na myśli nie tylko słowa i zdania, ale też ton głosu, jego natężenie, tempo mówienia. W tych czynnikach człowiek także się ujawnia, czasem być może silniej niż w samych słowach. Szczególnie ważne jest to w języku miłości. Lucyna Kirwil: Właśnie. Na to, że wypowiadane słowa i zdania nie muszą być w relacji miłosnej najważniejsze, wskazują związki zawierane między osobami mówiącymi różnymi językami, przedstawicielami różnych kultur. Czasem dla powstania związku ma znaczenie to, jak ktoś się śmieje, jak pachnie, jak wygląda, czyli oddziaływanie bodźców zmysłowych. J.B.: Gdyby żona nie mówiła tym głosem, to bym się w niej nie zakochał. L.K.: A widzisz? To bodziec zmysłowy! J.B.: Ale tym głosem mówisz mądre rzeczy. Widzisz? Jednak język słów!   Czy nie jest tak, że ten pozawerbalny rodzaj porozumienia wystarcza tylko do pewnego momentu, potem chcemy jednak więcej słów? J.B.: Oczywiście, to może być jedynie wstęp, stworzenie warunków do miłości. Ale według mnie, aby miłość zaistniała, musi pojawić się porozumienie na...

Czytaj dalej
Rodzina patchworkowa. Jak stworzyć udaną relację?
Pexels.com

Patchworkowa rodzina – jak ułożyć relacje z jego dziećmi i byłą żoną?

Rodzina patchworkowa już nie jest ewenementem. Jeśli sami nie jesteśmy jej członkiem, już każdy z nas ma wśród swoich bliskich znajomych takie rodziny. Coś, co jeszcze dwadzieścia lat temu było wyjątkiem, dziś staje się rzeczywistością coraz większej grupy ludzi.
Karolina Morelowska-Siluk
25.11.2020

Ze statystyk wynika, że co trzecie małżeństwo w Polsce kończy się rozwodem. Dzieje się tak coraz częściej i coraz wcześniej – to znaczy całkiem młode stażem związki, czyli coraz młodsi ludzie, decydują się na rozstanie. Nie porzucają przy tym myśli o ułożeniu sobie życia na nowo. Czym jest rodzina patchworkowa? Nawet jeśli przez jakiś czas bardzo zranieni i okaleczeni myślimy, że chcemy zostać w pojedynkę do końca naszych dni, zwykle u większości z nas przychodzi jednak moment, kiedy zaczynamy tęsknić za bliskością i jesteśmy gotowi, by dać sobie przynajmniej jeszcze jedną szansę na szczęście. Na nowo zaczynamy wierzyć w magię miłości oraz w to, że trudne doświadczenia uczyniły nas mądrzejszymi, że z czystą kartą możemy startować w nowe życie. Dość często okazuje się, że nie jest to takie proste, a trudność tkwi w tej „czystej karcie”, a konkretnie w tym, że ona wcale nie jest czysta… Na zawsze zapisani są w niej przecież nasi byli partnerzy, byłe rodziny naszych partnerów, byłe i nadal obecne kredyty, finansowe zobowiązania i przede wszystkim dzieci. Moje, jego, jej i te potencjalnie wspólne. Ta sieć powiązań i zobowiązań bywa bardzo trudna do poukładania nawet wtedy, kiedy dwoje ludzi darzy siebie prawdziwym i głębokim uczuciem. Jeśli jednak udaje nam się stworzyć takie relacje, mówimy wtedy o rodzinie patchworkowej. Czytaj także: Najpiękniejsze cytaty o rodzinie – od Dalajlamy po Lwa Tołstoja Jak stworzyć szczęśliwą rodzinę patchworkową? Czy da się ocalić miłość pod naporem awantur z byłymi partnerami, rozżalenia, smutku? Czy da się przetrwać czas buntu i agresji dzieci, którym często nie odpowiada nowy porządek rzeczy? Jak stworzyć rodzinę, gdy w związku pojawia się podejrzliwość i pytania, dlaczego już trzeci raz rozmawiamy dziś z byłym mężem? To wszystko...

Czytaj dalej