„Ze mną się nie napijesz?!” Polki piją coraz więcej, częściej, bardziej ryzykownie
getty images

„Ze mną się nie napijesz?!” Polki piją coraz więcej, częściej, bardziej ryzykownie

Gdzie kończy się picie dla przyjemności, a zaczyna alkoholizm?
Karolina Morelowska-Siluk
04.01.2019

Nie chcemy słyszeć, że w wypiciu butelki dobrego wina do kolacji jest coś złego. „Można powiedzieć, że na osi przygody z alkoholem picie drogiego wina jest pierwszym etapem flirtu, a pan spod sklepu monopolowego jest końcowym efektem niemożności wyzwolenia się z toksycznego związku. Nie musimy oczywiście tak skończyć, ale prawdopodobieństwo zawsze istnieje. Lepiej go nie bagatelizować” – mówi kulturoznawca, dr hab. Jacek Wasilewski.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Polki i alkohol

Karolina Morelowska-Siluk: Z najnowszego raportu „Czego Polacy o alkoholu nie wiedzą”* wynika jednoznacznie, że ciągle mamy dość lekkie podejście do picia alkoholu. Nie traktujemy go zbyt poważnie.

Dr hab. Jacek Wasilewski: Powiedziałbym inaczej – traktujemy go bardzo poważnie, wręcz nabożnie, ale bardzo niepoważnie traktujemy konsekwencje, jakie mogą płynąć z używania alkoholu...

Nabożnie?

Jest bardzo wiele sytuacji, których bez alkoholu nadal nie potrafimy uczcić. Nie mówię już o dobijaniu targu, ale o większości rytuałów społecznych, takich jak: pępkowe, ślub czy imieniny. Niby tak wiele zmieniło się w naszej kulturze, ale niepodanie wódki na weselu nie oznacza, że goście powiedzą o nim:  „nowoczesne”, nie, powiedzą zdecydowanie:  „dziwaczne”. Picie z kimś wódki oznacza wpuszczenie go do wspólnoty, wtedy ludzie są wobec siebie szczerzy, wzajemnie sobie ufają.

Nie chce mi się w to wierzyć. Mam wrażenie, że przywołuje pan odległą przeszłość...

Naprawdę? Nie usłyszała pani od nikogo całkiem niedawno:  „Wódki z tobą nie piłem” albo: „Ze mną się nie napijesz?”?

Usłyszałam, to prawda.

No właśnie. Bo z alkoholem jest podobnie jak z muzyką disco polo, nikt jej nie słucha, ale płyty sprzedają się w gigantycznych nakładach, a w sobotnią noc z niejednego okna można usłyszeć:  „Jesteś szalona”.

Wiemy, że alkohol jest niebezpieczny, ale buntujemy się też przed takim postawieniem sprawy, że jeśli wieczorem, po ciężkim dniu, wypiję sobie kilka kieliszków wina, to specjaliści od uzależnień próbują wkładać mnie niemal do tego samego worka, co pana spod sklepu monopolowego. Takie straszenie ma odwrotny skutek, nie chcemy słyszeć, że nie wolno wypić do kolacji wina, bo źle skończymy.

Nikt nie wkłada pani do tego samego worka. Ale prawda jest taka, że poziom wiedzy choćby o tym, ile spożywamy alkoholu (pod postacią rozmaitych napojów), pozostawia wiele do życzenia. To znaczy, nie mamy jako społeczeństwo tej wiedzy w ogóle. Bo musi pani zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli wypija pani do kolacji butelkę wina, to albo jest pani Włoszką, albo powinna pani przeliczyć ilość spożytego alkoholu. I jeśli pani to zrobi, dowie się, że wypiła do kolacji równowartość trzech kieliszków wódki. Brzmi już inaczej, prawda? Więc jeśli popija pani sobie te trzy kieliszki wódki codziennie, to powinna pani mieć tego świadomość. Alkohol, który jest w winie, nie działa inaczej niż ten, który jest w wódce. I jest jeszcze jedno pytanie: jaki mechanizm u pani działa podczas picia alkoholu?

Alkoholizm u kobiet – jak go rozpoznać?

To znaczy?

Czy pije pani, bo to element spotkania z bliskimi przyjaciółmi, czy szuka pani jakiegokolwiek towarzystwa, żeby napić się wina. Co jest pani zasadniczą motywacją?

Powiedział pan, że jeśli popijam sobie wino do kolacji, to albo jestem Włoszką, albo mam problem. Włoszka, która robi to samo, co ja, nie ma problemu? Nie rozumiem, to też wywołuje w nas sprzeciw.

Chodzi raczej o to, że kraje południowe mają inną kulturę picia wina. Podobnie jak inaczej niż my piją piwo Czesi. Na południu Europy pije się zwykle lekkie stołowe wino i jeszcze rozcieńcza się je wodą. Już starożytni Grecy rozcieńczali wino, aby móc pić je przez całą noc i nie leżeć pod stołem. Ale oczywiście nie jesteśmy jedynym krajem, w którym można spotkać alkoholika. Alkoholika można spotkać też we Włoszech, we Francji. Pytanie zasadnicze brzmi: czy piję, bo mogę, czy piję, bo muszę.

Tylko czy my jesteśmy w stanie sami odpowiedzieć sobie na takie pytanie?

Jesteśmy w stanie, tylko czasem wymaga to od nas odwagi, a zawsze wymaga zdolności popatrzenia na siebie z dystansu. Jeśli uczciwie podsumujemy sobie tygodniowe spożycie czystego alkoholu, potem powtórzymy kalkulację w kolejnym i jeszcze następnym tygodniu, zobaczymy, czy jest powód do niepokoju. Ale to prawda, że człowiek ma niesamowitą zdolność do racjonalizowania swoich poczynań i bez trudu jest w stanie za każdym razem znaleźć powód, dla którego akurat ten dzień czy ten tydzień był wyjątkowy. To na pewno jest pułapka. Z raportu wynika także, że nie jesteśmy w stanie ocenić, ile alkoholu może płynąć w naszej krwi. Dość często wydaje nam się, że jesteśmy upojeni cudowną atmosferą spotkania, a nie samymi procentami. Nie mamy pojęcia, ile czasu potrzeba, aby nasz metabolizm poradził sobie z kuflem piwa, kieliszkiem wina czy wódki.

Z raportu wynika również, że w zasadzie nie dajemy przyzwolenia na picie alkoholu jedynie kierowcom i kobietom w ciąży, cała reszta – hulaj dusza, piekła nie ma!

Ciąża i prowadzenie samochodu to jedyne usprawiedliwienia dla niepicia, innych nasza wesoła kompania przyjaciół nie uznaje! Brak przyzwolenia na spożycie alkoholu dla tych dwóch grup jest efektem wielkich nakładów na kampanie społeczne. Co oznacza, że nawet w kulturach przepojonych alkoholem, jakimi są kultury wschodnioeuropejskie, także polska, można bardzo radykalnie zmienić postawy względem alkoholu dla niektórych grup społecznych. Jeszcze kilka lat temu obserwowałem taki podział: kiedy na pierwszej stronie tabloidu była informacja o tym, że polityk wsiadł po alkoholu do samochodu, widniał napis: „skandal, przestępca”, ale kiedy tego samego dopuściła się ulubiona aktorka mas, pisano: „Agnieszko, uważaj”. Dziś już tego podziału nie ma. Brak przyzwolenia jest silny i powszechny.

To bardzo optymistyczny wniosek.

Ale nie ma też co popadać w euforię, jest bardzo wiele do zrobienia. Proszę zauważyć, jak patrzy się podczas imprezy na osoby, które odmawiają napicia się drinka, a nie prowadzą samochodu albo nie są w widocznej ciąży. Może nie nazywa się ich już gumowym uchem albo konfidentem, ale ciągle odmowa traktowana jest jako odcięcie się od wspólnoty. Alkohol służy nam do budowania wspólnoty, tak jak fajka u Indian. Więc jeżeli nie chcemy się z kimś napić, to znaczy, że coś do niego mamy. Presja społeczna, aby pić, jest bardzo silna.

Jak piją Polki

Nadal? Bo miałam momentami wrażenie, czytając ten raport, że on nie do końca odzwierciedla rzeczywistość.

Bo pani mieszka w dużym mieście. Konsumuje pani różne typy alkoholu: wino, whisky, szprycery. Do posiłku dobiera pani odpowiedni alkohol, a nie, tak jak w mniejszych miastach, do wódki dokłada się przekąskę.

Mówi pan o kulturach przepojonych alkoholem. Pijemy tak jak Rosjanie?

Chcąc pokazać swoją cywilizacyjną wyższość nad Rosjanami, mówimy, że nie pijemy tak jak oni „do cukierka” czy  „na landrynkę”. Ale na Zachodzie ludzie nie dostrzegają specjalnie tej różnicy. Od 200 lat, od czasów napoleońskich, we Francji funkcjonuje powiedzenie: „pijany jak Polak”. Nasza zdolność do wypicia dużej ilości czystego alkoholu jest podziwiana na zachód od Odry i w tej kwestii nic się nie zmieniło.

Ale ten stereotyp, że jeśli wyjedzie się gdzieś na wakacje za granicę, to zawsze najwięcej pijanych jest właśnie Polaków, nie wydaje mi się już uprawniony. Ani ja, ani wielu moich przyjaciół nie mamy już takich doświadczeń. Piją Anglicy, Irlandczycy, piją niemal wszystkie nacje.

To też zależy od tego, kto pije alkohol i w jakich warunkach. To znaczy, jeśli spotka pani Szweda na Cyprze, który popija alkohol, może być pani pewna, że zobaczy go za chwilę kompletnie pijanego. Nordyckie narody zupełnie nie mają świadomości, jak działa alkohol spożywany na słońcu. I nie bez znaczenia jest też fakt, dokąd się wyjeżdża. Bo w Polsce spożycie alkoholu bardzo często rozkłada się klasowo. Wyłączając okazje rytuałowe, różne klasy zwykle piją różne alkohole. Czyli Polacy na Bali rekrutujący się z klasy średniej nie będą raczej pijani do nieprzytomności, ale Polacy odpoczywający w Egipcie mogą  „popłynąć”. Choć oczywiście, jak spojrzeć na Anglików, którzy przyjeżdżają do Krakowa na wieczory kawalerskie, to widać, że nic ich od nas nie dzieli.

Czy Polacy zapijają smutki, czy te kilka lampek wina to często ucieczka?

Nie jestem terapeutą od uzależnień, tylko kulturoznawcą, ale z badań wynika, że tak, to jest dość częsty powód. A jeśli tak jest, to trzeba zdać sobie sprawę, że to sposób radzenia sobie ze stresem, który jest równią pochyłą. Stajemy się wówczas (przez pewien okres) bardziej odporni na alkohol, to jedno, a drugie – wchodzimy w cykl, który nie powoduje rozwiązania problemów, ale jedynie ich chwilowe uśmierzenie. Nasze problemy nadal będą istnieć, a z czasem będą się nawarstwiać. Ale tu znowu ciężko o szczerość z samym sobą, racjonalizacja zwykle opanowana jest do perfekcji, więc najlepsza okazuje się tabelka w Excelu!

Wyobrażam sobie, jak ludzie siedzą w Excelu i liczą...

Można mnie nazwać szaleńcem, ale przecież żyjemy w czasach wszelkich pomiarów, mamy aplikacje, które liczą kroki, kalorie, tętno. Więc myślę, że ilość alkoholu też jesteśmy w stanie policzyć.

Na pewno jesteśmy w stanie, pytanie, czy chcemy to zrobić. No bo jak już zobaczymy tę tabelkę, nie ma przebacz! Excel się nie myli. I z tym wyliczeniem trzeba się skonfrontować.

Owszem, trzeba.

Choć pomyślałam sobie teraz o jeszcze jednej „furtce”. Nawet jeśli wynik nie jest doskonały, jest jeszcze coś takiego jak osobowościowe predyspozycje. Jeden, który wypija codziennie butelkę wina, nie uzależni się, inny tak.

To ja zamknę tę furtkę. Myślę, że zdecydowana większość wypijających codziennie butelkę, jest uzależniona. Pytanie tylko, do jakiego stopnia to uzależnienie da się  „kontrolować”. Większość z nas jest dzisiaj uzależniona od cukru. Jednak jeden potrafi postanowić: od dziś nie słodzę herbaty, kawy, a drugi nie potrafi. Ale ogólnie myślę, że przeceniamy zdolność sterowania swoim życiem w takiej sytuacji. I wzdrygamy się, kiedy powie się nam o tym wspomnianym panu spod sklepu monopolowego. A wzdrygamy się przede wszystkim dlatego, że bronimy swojego statusu. Wydaje nam się, że jeśli pijemy dobre wino, to jesteśmy kimś innym niż ten, kto pije wodę brzozową. I tak, jesteśmy kimś innym, ale dlatego, że nas stać na inne rzeczy.

Tylko tyle?

Picie dobrego wina wiąże się z wyrafinowanym stylem i smakiem, picie wszystkiego, co wpadnie do ręki, nie wiąże się już z żadnym stylem, jest raczej upadkiem. Można powiedzieć, że na osi przygody z alkoholem, picie tego drogiego wina jest pierwszym etapem flirtu, a ten pan spod sklepu jest końcowym efektem przemocy domowej czy niemożności wyzwolenia się z toksycznego związku. Jednak oś zazwyczaj jest ta sama. Nie musimy oczywiście podobnie skończyć, ale istnieje takie prawdopodobieństwo. Nie wolno tego bagatelizować. Dlatego wiedza o alkoholu, jego działaniu, jest potrzebna. Aby móc się nim cieszyć i umieć mądrze rozłożyć tę przyjemność w czasie. O alkoholu trzeba też otwarcie rozmawiać z dziećmi. Zbyt często wydaje nam się, że mówienie o nim jest tożsame z zachęcaniem do picia. Nic podobnego. Dzieci i tak obserwują rodziców, oglądają filmy i wiedzą, że alkohol istnieje. Nikt ich przed tą wiedzą nie ochroni. Natomiast to, co jest istotne, to to, aby pomóc im zapiąć pasy – nauczyć korzystać z alkoholu rozsądnie. 

***

Rozmowa z drem Jackiem Wasilewskim ukazała się w „Urodzie Życia” 10/2016

* Badanie do raportu zostało przeprowadzone przez agencję badawczą ARC Rynek i Opinia. Raport jest częścią projektu  „Alkohol. Zawsze odpowiedzialnie „ (więcej na stronie www.pijodpowiedzialnie.pl).

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Fotolia

Trudny temat: co robić, gdy partner przesadza z piciem?

Czujesz się bezradna, zalękniona, raniona, obawiasz się, że jego picie stało się już nałogiem?
Marta Wilczkowska
28.08.2013

Większość ludzi na początku nie zauważa zagrożenia chorobą alkoholową. Ich picie często bywa bowiem umiarkowane, nie zawsze codziennie, a ostrzejsze tylko sporadycznie. Kiedy ta granica zostaje przekroczona? I co robić, gdy alkoholikiem staje się twój partner? Pierwsze objawy, że on za dużo pije Zdaniem psychologów, te sygnały wskazują na konieczność szukania pomocy u specjalisty:   konieczność spożywania przez męża coraz większych dawek alkoholu, by osiągnąć stan rauszu, obsesyjne myślenie o alkoholu (jak go zdobyć, z kim się napić, itp.), zaprzeczanie problemom z piciem, trzymanie alkoholu w różnych dziwnych miejscach w domu, w pracy, w samochodzie, drażliwość, kiedy zbliża się zwykła pora picia, zwłaszcza jeśli alkohol nie jest dostępny, brak zainteresowania rodziną, przyjaciółmi, pracą (ważniejsze jest zawsze picie), dokuczliwe reakcje abstynencyjne (bezsenność, lęk, kołatanie serca, drżenie rąk, pocenie się, nudności). Pomoc, która wyrządza szkodę Już nieraz zadawałaś sobie pytanie, jak powinnaś się zachować, kiedy partner przeholuje z piciem w twojej obecności lub np. pijany wraca do domu? Nie chowaj przed mężem alkoholu ani go nie wylewaj na jego oczach. Nie tylko prowadzi to często do kłótni, ale też do coraz bardziej desperackich prób napicia się lub odnalezienia butelki ukrytej na czarną godzinę (a w rezultacie do chowania butelek w wymyślnych miejscach). Nie wdawaj się z nim w żadne rozmowy, póki nie wytrzeźwieje. W przeciwnym razie łatwo może się to skończyć awanturą, wskutek czego ucierpisz ty lub dzieci. Nie kieruj w stronę męża gróźb, których nie jesteś w stanie wypełnić („Jeśli jeszcze raz będziesz prowadził pod wpływem alkoholu, to już nigdy nie dam ci kluczyków.”)....

Czytaj dalej
alkoholizm, metoda 12 kroków
Adobe Stock

Program 12 kroków AA: leczenie alkoholizmu zaczyna się od przyznania, że jest problem

Program 12 kroków AA to baza programu Anonimowych Alkoholików, jednej z najskuteczniejszych dotąd metod leczenia alkoholizmu.
Karolina Morelowska-Siluk
01.09.2020

Kiedy alkohol przejmuje kontrolę nad naszym życiem, sami nie potrafimy poradzić sobie z tym problemem. Potrzebujemy wspólnoty doświadczeń, pomocy grupy (lub Boga), przyznajemy się do błędów i zadośćuczynimy. Chcemy też być wsparciem dla innych. Na tych założeniach opiera się znany na całym świecie program 12 kroków wychodzenia z alkoholizmu. Jak zaznaczają członkowie Anonimowych Alkoholików: „Cały program 12 kroków wymaga stałego i osobistego wysiłku w stosowaniu się do jego zasad i ma na celu zmianę określonych nawyków, utartych schematów myślenia i zmianę dotychczasowego oglądu siebie i świata”. Współzałożyciel Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, William Griffith Wilson nazywał je zbiorem zasad duchowych, które, stosowane jako sposób życia, mogą uwolnić od obsesji picia i dopomóc cierpiącemu, by stał się zdrowym, szczęśliwym i pożytecznym człowiekiem.  Program 12 kroków Anonimowych Alkoholików Kroki opracowano na podstawie doświadczeń zebranych przez pierwszych członków wspólnoty AA. Podwalinę naukową dały myśli i prace Carla Gustava Junga, które przekazano współtwórcy programu Williamowi Griffithowi Wilsonowi. Pierwsi uczestnicy ruchu korzystali także z dorobku jednego ze współtwórców amerykańskiego pragmatyzmu, psychologa Williama Jamesa. Jego praca „Różnorodność doświadczenia religijnego” była jednym z najistotniejszych tekstów, zanim grupa AA stworzyła własną literaturę. Praca nad wyjściem z uzależnienia zaczyna się od przyznania, że człowiek nie daje sobie rady z rzuceniem nałogu. Wszystkie wcześniejsze metody, które próbował stosować, nie przyniosły efektu. Alkoholik już wie, że musi poprosić o...

Czytaj dalej
agnieszka maciag
Zuza Krajewska/LAF

Agnieszka Maciąg poleca najlepszy lek dla ciała i duszy. Nie żałuj go sobie…

Bezsenność i problemy ze snem to rzeczywistość wielu kobiet, szczególnie w okresie menopauzy. Ale – jak przekonuje Agnieszka Maciąg – żadna z nas nie jest na nie skazana. Sen to lek dla duszy i ciała, zadbaj o niego.
Sylwia Arlak
05.08.2020

Pędzimy w życiu, ciągle na wszystko brakuje nam czasu i nadrabiamy zaległości kosztem naszego własnego odpoczynku. Wyśpimy się w grobie – żartujemy i lekceważymy niewyspanie. Napędzamy się kawą, napojami energetycznymi, na niewyspaną, bolącą głowę łykamy tabletki. A potem, wieczorem, jeszcze rozpędzone i nakręcone, próbujemy z piskiem opon wyhamować. Znowu – kolejne tabletki, a zamiast kawy kieliszek wina „na lepszy sen”. Godzimy się z tym, że nie śpimy zdrowo i przyzwyczajamy się do bezsenności, która jeszcze nasila się, kiedy wchodzimy w okres premenopauzy i menopauzy.  Możemy tak funkcjonować nawet całymi latami, tylko – po co? Sen, odpoczynek to czas wyciszenia nie tylko biologicznego, ale umysłowego. To czas, kiedy umysł porządkuje nagromadzone informacje, kiedy ciało się regeneruje najintensywniej, kiedy nasza odporność działa na najwyższych obrotach.  „Z pewnością nieraz słyszałaś, że na problemy ze snem w czasie menopauzy nic nie można poradzić. To nieprawda” — pisze Agnieszka Maciąg w swojej najnowszej książce „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości”. Przestrzega kobiety przed przyjmowaniem farmakologii, wieczornym piciem alkoholu „na lepszy sen” i jadaniem późnych kolacji. Jak pisze, skutki tych działań są odwrotne: „Nasza dusza pragnie się z nami skontaktować i przekazać nam cenne informacje, a usypianie siebie na siłę mocną farmakologią lub alkoholem to próba odcięcia się od tego przekazu. Rozwiązaniem jest współpraca ze sobą — niezbędna przemiana. Po to tutaj jesteśmy: aby się rozwijać, zmieniać” — pisze. Zatroszcz się o dobry sen Po wypiciu wina szybko zaśniemy, ale nasz sen nie potrwa długo. Kiedy kilka godzin później, poziom alkoholu we krwi spadnie, obudzimy się z uczuciem niepokoju....

Czytaj dalej
sposoby na odporność

Stres wpływa na odporność. Oto jak możesz z nim walczyć

Stres obniża naszą odporność. Przychodzi jesień, a z jesienią zakatarzone nosy i nawracające infekcje gardła. Na poprawienie naszej odporności wpływ ma wiele rzeczy, ale jedną z najważniejszych jest unikanie stresu.
Kamila Geodecka
06.11.2020

Dlaczego wszyscy lekarze, bez względu na to, z jaką dolegliwością do nich przychodzimy, mówią nam, by się nie stresować? Ponieważ stres znacznie obciąża nasze organizmy. Gdy go odczuwamy, w naszym ciele zachodzą zmiany neurohormonalne. Zaczyna wydzielać się wiele substancji czynnych, a przez to serce zaczyna bić szybciej, przyśpiesza też tętno. Ciśnienie krwi się podnosi, siła naszych mięśni się zwiększa. Stres a odporność Czasami stres jest potrzebny, zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy w sytuacjach niebezpiecznych, czeka na nas ważne wyzwanie i potrzebujemy zwiększonej siły i energii. Ale długotrwale nadwyrężanie organizmu nie jest dobre i negatywnie wpływa na nasz system immunologiczny. W końcu nasze ciało ma pewne ograniczania. Nie możemy wyeliminować stresu z naszego życia. Jest on naturalną reakcją i będzie się pojawiał. Są jednak pewne sposoby, by zmniejszyć jego natężenie i spowodować, by pojawiał się jak najrzadziej. I powinniśmy z tych sposobów korzystać, jeśli zależy nam na zachowaniu lub zbudowaniu odporności. Czytaj też:  Przewlekły stres może wywoływać zaburzenia pamięci Sposoby na stres – dieta Mogłoby się wydawać, że dieta nie powinna mieć nic wspólnego z odczuwaniem przez nas stresu. A jednak okazuje się, że picie oraz jedzenie niektórych rzeczy nie wpływa dobrze na nasze samopoczucie. Świetnym przykładem może być tutaj kawa. Większość z nas pije ją regularnie rano, zaraz przed rozpoczęciem pracy. Następnie kusi nas kolejna filiżanka, potem kolejna. Nie dajmy się jednak tej pokusie. Kofeina może podnosić poziom odczuwanego stresu. Zamiast trzeciej kawy w ciągu dnia lepiej sięgnij po butelkę wody niegazowanej. Być może twój organizm jest odwodniony i dlatego czujesz się senny? Przeanalizuj to, co jesz w ciągu dnia, a także jak często jesz. Gdy jesteśmy głodni,...

Czytaj dalej