Jak możesz kontrolować swój stres i sprawić, by stał się twoim sprzymierzeńcem?
Adobe Stock

Jak możesz kontrolować swój stres i sprawić, by stał się twoim sprzymierzeńcem?

Oskarżamy stres o najgorsze: że tuczy, rujnuje zdrowie, odbiera radość życia. A jednak okazuje się, że bez niego nie zaszłybyśmy daleko. O tym, jak pomaga osiągać cele, rozmawiamy z psycholożką Ewą Jarczewską-Gerc.
Aleksandra Więcka
10.08.2020

Każdą stresującą sytuację możemy potraktować albo jak wyzwanie, albo zagrożenie. Pierwszy, ważny choć paradoksalny krok do oswojenia stresu, to docenić i przestać się go bać. Badania pokazały, że wizualizacja  zagrożenia pozwala np. szybciej schudnąć i działa lepiej niż wyobrażanie sobie przyszłej świetnej sylwetki. O sposobach, które pomagają zmienić stres w wyzwanie, opowiada psycholożka, dr Ewa Jarczewska-Gerc. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Motywujący stres

Aleksandra Więcka: Wie pani, jaka grupa kobiet jest najbardziej zestresowana?

Ewa Jarczewska-Gerc: Słucham.

Gospodynie domowe. Z badań amerykańskiej profesor psychiatrii Georgii Witkin wynika, że najbardziej zestresowane nie są pracujące matki, które same wychowują dzieci, tylko niepracujące kobiety z problemami w związku. 

Wcale mnie to nie dziwi. Utrata kontroli nad życiem jest jedną z najsilniejszych przyczyn stresu i źródłem napięcia kobiet, które z różnych względów wycofały się z rynku pracy. A praca to przecież nie tylko wysiłek, ale cała sieć relacji społecznych, satysfakcja z osiągnięć. Każdy człowiek niezależnie od płci potrzebuje też samorealizacji, rozumianej jako wykorzystanie swojego unikalnego potencjału, poza rolą żony czy matki.

Ale wystarczy poprawa sytuacji w związku, żeby ryzyko depresji było tylko nieznacznie wyższe niż u kobiet zadowolonych i z pracy, i z małżeństwa.

Jak wynika z ustaleń psychologii pozytywnej, wsparcie bliskich jest najważniejszym czynnikiem redukującym stres. Szczególnie dla kobiet, bo to one częściej wybierają sposoby łagodzenia napięcia polegające na rozmowie czy dotyku. I to jest bardzo konstruktywne działanie, o ile – uwaga! – nie przesadzimy. Bo nieustanne opowiadanie innym o swoich problemach, przynosi wręcz odwrotny skutek.

Nakręcamy się?

Chwile ulgi pozwalają nam przetrwać najtrudniejsze momenty, ale równocześnie osłabiają motywację do zmiany sytuacji. 

Jesteśmy jak żaba gotowana we wrzątku. Stopniowo przyzwyczajamy się do życia w ciągłym napięciu?

Pozornie tak, ale nasze ciało reaguje na stresory wydzielaniem większej ilości hormonów: adrenaliny, noradreanliny i kortyzolu. W ekstremalnych sytuacjach dają one możliwość szybkiego reagowania na niebezpieczeństwo, uśmierzają ból, dodają siły. Ale kiedy doświadczamy wyrzutu tych hormonów w sytuacjach, które nie zagrażają życiu, dochodzi do rozregulowania gospodarki hormonalnej. I to nie tylko w obrębie hormonów związanych ze stresem, ale też hormonów tarczycy czy hormonów płciowych. Skutki mogą być odczuwalne nawet po wielu latach. Chroniczny stres osłabia też odporność. Badacz stresu Sheldon Cohen zaraził ochotników w warunkach laboratoryjnych wirusem grypy typu A. Okazało się, że zestresowani chorowali dłużej, mieli wyższą gorączkę i więcej wydzieliny w nosie. 

A my bierzemy na siebie coraz więcej obowiązków i po jakimś czasie przyjmujemy po prostu, że tak wygląda nasze życie. Ba, rozpiera nas duma, bo tak świetnie sobie radzimy.

Adrenalina jest uzależniająca, tak samo jak używki. I działa tu ten sam mechanizm: nie jesteśmy świadomi uzależnienia. Cohen mówi o tym, że człowiek może przyzwyczaić się właściwie do każdych warunków, nawet tak ekstremalnych jak wojna, niewola czy choroba, ale ponosi ogromne koszty psychologiczne takiej adaptacji. Dlatego autorka „Kobiecego stresu” sugeruje, że warto przyglądać się sobie pod kątem czterech sygnałów świadczących o tym, że stres obciąża nas ponad miarę. Pierwszy z nich to dezorganizacja: nagle nie możemy przypomnieć sobie, gdzie położyłyśmy klucze, mamy kłopot z dokańczaniem czynności, zapominamy nazwisk.

Problemy z pamięcią, zwłaszcza krótkotrwałą, mogą być wskaźnikiem przewlekłego stresu. Wiemy to od czasów, kiedy laboratorium Iwana Pawłowa, rosyjskiego behawiorysty, dotknęła powódź. Część psów utonęła. Te, które się uratowały, doświadczyły traumatycznego stresu. Zaraz po powodzi większość z nich zapomniała wszystko, czego się nauczyły. Późniejsze badania pokazały, że bardzo silny stres może doprowadzić do zaniku neuronów w strukturach mózgu odpowiedzialnych za pamięć.

Kolejne znaki, które powinny nas zaalarmować, to kłopoty z podejmowaniem codziennych decyzji i fantazjowanie o tym, by ktoś się nami opiekował. Nie jest dobrze, jeśli marzymy o tym, żeby się rozchorować i zrzucić z siebie część obowiązków. Jeżeli energii starcza nam tylko na jedzenie, sen i pracę, to mamy symptomy wypalenia. Słynny psycholog Roy Baumeister nazwałby to wyczerpaniem zasobów ego. Każdy z nas przychodzi na świat z pewną pulą energii życiowej. Żeby wykonywać codzienne czynności, musimy nie tylko zużywać energię, ale także ją uzupełniać.

A o tym często zapominamy i skracamy sobie życie. Warto w takiej chwili zrobić bilans energetyczny, czyli przez dwa tygodnie zapisywać, które zdarzenia w ciągu dnia dodały nam energii, a które ją zjadły. Najzdrowiej jest, gdy jesteśmy na niewielkim plusie, stan pod kreską powinien nas zaalarmować.

Co możemy zrobić, żeby odzyskać energię?

Paradoksalnie: docenić stres i przestać się go bać! Holenderski badacz Nico Frijda udowodnił, że emocje mają funkcję życiowego kompasu. Negatywne emocje to sygnał, że zbaczamy z kursu, który sobie wytyczyliśmy, nasz system wczesnego ostrzegania. Dzięki niemu mamy szansę zmodyfikować działanie, kiedy jeszcze się da, lub przygotować plan B. 

Czasem chciałoby się go wyłączyć.

Ale niestety, a może na szczęście, się nie da. Nico Frijda odkrył zjawisko, które nazywa się hedonistyczną asymetrią. Polega na tym, że pozytywne emocje szybko nam powszednieją, a negatywne nie. Dlatego emocje towarzyszące zakochaniu z czasem bledną, Ale toksyczny szef czy gwałtowny rodzic, zawsze będą wywoływać w nas reakcję obronną. 

Co w tym dobrego?

Każdą stresującą sytuację możemy potraktować albo jak wyzwanie, albo zagrożenie. 

Jaka jest między nimi różnica?

Bardzo często niewielka lub żadna. To kwestia naszej interpretacji. Podejmujemy wyzwanie, kiedy wierzymy, że możemy się zmierzyć z zadaniem i efektywnie pokonać trudności. Zagrożenie czujemy, kiedy coś nas przerasta albo w ogóle nie mamy wpływu na rezultat. Co ciekawe, kiedy traktujemy dane zdarzenie jak wyzwanie, poziom hormonów stresu jest optymalny, żeby wyzwolić w nas koncentrację i chęć działania, a kiedy zaczynamy tę samą sytuację interpretować jako zagrożenie, staje się zbyt wysoki i nas demotywuje.

Jakiś przykład?

Proszę sobie wyobrazić, że po kilku latach postanawia pani wrócić do biegania. Rusza pani na trening i już po kilometrze dostaje pani zadyszki. Na tę sytuację można zareagować na dwa sposoby.

„Chyba się do tego nie nadaję, wracam do domu”?

Albo: świetnie, muszę codziennie biegać, żeby poprawić formę. Mamy do czynienia z tą samą, negatywną i stresującą informacją zwrotną, ale możemy na nią zareagować bardzo różnie

Co wpływa na to, czy poddamy się, czy podejmiemy rękawicę?

Między innymi doświadczenia z dzieciństwa i temperament, ale przede wszystkim to, czy postrzegamy świat raczej jako stały i niezmienny, czy wierzymy, jak Heraklit z Efezu, że jedyną stałą rzeczą jest zmiana. 

Dlaczego?

Bo wiara w zmienność daje nam pole do rozwoju, sprawia, że widzimy sens podejmowania wysiłku. Jeśli wierzymy, że nasz intelekt może zwiększyć się na przykład wskutek treningu, wówczas słaba ocena w szkole lub krytyka ze strony bliskich nie wywoła w nas poczucia bezradności, tylko chęć do walki. Jeżeli jednak uważamy, że każdy człowiek rodzi się i umiera jako geniusz lub głupiec, wówczas ta sama sytuacja spowoduje, że poczujemy się bezsilni i bezradni.

To dlatego tak trudno przyjąć krytykę, nawet tę konstruktywną.

Nasze ego, porównywane czasem do władcy w totalitarnym państwie, stosuje cenzurę i niechętniej dopuszcza do świadomości informacje, które mogą zburzyć jego pozytywny wizerunek. Zdrowy, dobrze funkcjonujący człowiek nieco iluzorycznie postrzega własną osobę i świat. Po pierwsze, uważa, że ma większy wpływ na rzeczywistość, niż naprawdę ma. Po drugie, sądzi, że przyszłość będzie trochę lepsza dla niego niż dla innych, a do tego ma zawyżoną samoocenę: uważa, że jest odrobinkę mądrzejszy, bardziej moralny, ładniejszy i lepiej jeździ samochodem niż inni ludzie. Te filtry są nam bardzo potrzebne. Kiedy różowe okulary spadną z oczu, możemy mówić o początku depresji.

Negatywne informacje mogą być właśnie tym, co zburzy te iluzje?

To jest powód, dla którego się przed nimi bronimy. Sęk w tym, że jeśli nie przepuścimy ich przez cenzurę negatywnych informacji na swój temat (a właściwie wszystko, co się dzieje, interpretujemy przez pryzmat swoich doświadczeń), nie możemy dokonać zmiany.

Ale za to mamy dobrą opinię o sobie.

Znany psycholog Kurt Levin uważał, że jednym z największych wyzwań dla człowieka jest znalezienie stanu równowagi między potrzebą rozwoju, a zachowaniem dobrego zdania o sobie. W każdym przypadku musimy ocenić, czy informacja, która do nas dociera, ma coś wspólnego z prawdą. Czy naprawdę spóźnienie do pracy to wina nasza, czy korka, którego nie dało się przewidzieć? Czy to, że zarabiamy za mało, świadczy o naszym nieudacznictwie, czy o kryzysie na rynku pracy? Nie możemy brać na serio wszystkiego. Jeśli jednak potraktujemy trudną sytuację jako wskazówkę do zmiany, możemy nie tylko usunąć źródło stresu, ale także doświadczyć satysfakcji z nowych osiągnięć.

Tylko jak to zrobić?

Niemiecka badaczka Gabriele Oettingen opracowała metodę kontrastowania mentalnego, która pozwala zestawiać negatywną rzeczywistość z pozytywnymi rozwiązaniami. Pozwala nie poddawać się zwątpieniu, tylko skoncentrować się na działaniu.

Na czym ona polega?

Wyobraźmy sobie, że szef powiedział pani, że prezentacja, którą pani przygotowała, była słaba.

Przykre.

Tak, ale zamiast w nieskończoność przekonywać siebie i innych, że prezentacja była świetna, tylko szef się nie zna, lepiej wyobrazić sobie jeszcze większy blamaż. I zastanowić się, co mogę zrobić, żeby go uniknąć. Może poprosić kolegę, żeby mnie podszkolił w PowerPoint, albo znaleźć inne programy do robienia atrakcyjnej prezentacji? Jeszcze ciekawsze efekty ma zjawisko, które obecnie badam, czyli symulacje mentalne.

To rodzaj treningu?

Można tak powiedzieć. Zwłaszcza że bardzo często stosuje się je jako element treningu sportowców. W pewnym uproszczeniu polega on na tym, że wyobrażamy sobie, krok po kroku, proces, który prowadzi nas do wybranego celu. 

Zbadała pani, jak te dwie metody wpływają na efektywność podczas odchudzania. Wyniki naprawdę mnie zaskoczyły!

Część kobiet z grupy, która chciała schudnąć, poprosiłam, by w czasie stosowania diety wyobrażały sobie, co stanie się, jeśli nie zmienią nawyków żywieniowych. Miały zobaczyć, jak stają się jeszcze grubsze, nie wchodzą w ulubione ubrania, spotykają się z nieprzychylnymi komentarzami na swój temat. Niektóre z nich miały dodatkowo wyobrażać sobie, jakie działania, krok po kroku, doprowadzą do schudnięcia: jedzenie zdrowych posiłków, unikanie pokus, ćwiczenia. Kolejna grupa wizualizowała sobie tylko efekt końcowy, czyli odchudzoną sylwetkę.

Kto poradził sobie najlepiej?

Okazało się, że te osoby, które wizualizowały sobie pogorszenie sytuacji i sposób wyjścia z niej, schudły najwięcej, bo około czterech kilogramów w ciągu pięciu tygodni. Zaraz za nimi była grupa, która wyobrażała sobie sam proces działania w ogóle bez odnoszenia się do wyników (pozytywnych czy negatywnych). Koncentracja na pozytywnym wyniku, czyli szczupłej sylwetce, dała gorsze rezultaty, a najmniej skuteczne było odchudzanie się po amatorsku: bez wsparcia żadną proponowaną techniką!

To dokładnie odwrotnie, niż mówią nam popularne poradniki! Ale czy taka eskalacja negatywnych wyobrażeń, nie sprawi, że lęk nas sparaliżuje? Moja koleżanka dostała propozycję pracy związaną z przeprowadzką do innego miasta. Mówi, że przerażają ją i skala zmian, i zostanie tu, gdzie jest, więc tkwi w rozkroku. Co może zrobić, żeby ruszyć z miejsca? 

Wyobrazić sobie, co najgorszego może ją spotkać, nawet celowo wyolbrzymiając zagrożenia, a następnie proces działań zaradczych. Wiele osób uświadamia sobie wtedy, że to, czego się obawiają, wcale nie jest takie groźne. Dodatkowo te scenariusze pomogą stworzyć plan awaryjny na wypadek, gdyby rzeczywiście coś poszło nie tak. Lęk nie jest zły! Zdolność do przewidywania i pewna doza lęku skłaniają nas do wnikliwej analizy za i przeciw, pozwalają przygotować się na ewentualne problemy i lepiej kontrolować impulsywne zachowania.

Owszem, ale w związku z tym częściej zamartwiamy się tym, co sobie wyobrażamy, niż tym, co rzeczywiście się wydarza.

Między tym, co wyobrażone, a tym, co dzieje się naprawdę, dla mózgu nie ma wielkiej różnicy. Jesteśmy w stanie sami wygenerować zagrożenia, które w rzeczywistości nie występują. I właśnie tę zdolność do symulacji mentalnej możemy wykorzystać. Technika intencji implementacyjnych wymyślona przez profesora Petera Gollwitzera, skutecznie przygotowuje nas na momenty krytyczne, kiedy trudno jasno myśleć. Gollwitzer poleca, żeby zawczasu na chłodno zaplanować, jak się zachowamy w sposób konstruktywny, kiedy wydarzy się coś, co nas stresuje. Na przykład: jeśli w trakcie prezentacji zacznie łamać mi się głos, poproszę o szklankę wody. Jak tylko poczuję chęć na papierosa, od razu sięgnę po gumę do żucia. Chodzi o to, żeby wyćwiczyć w myślach zachowania „bodziec – reakcja” i w decydującej chwili się nad tym nie zastanawiać.

W ten sposób zmieniamy zagrożenie w wyzwanie?

W chwilach stresu, gdy najbardziej potrzebujemy racjonalnych rozwiązań, tracimy dostęp do systemu wiedzy i działamy emocjonalnie, a potem często żałujemy tych zachowań. Takie wyuczone automatyzmy pozwalają nam działać na chłodno i w końcu powiedzieć sobie: sytuacja opanowana.

***

Rozmowa z dr Ewą Jarczewska-Gerc ukazała się w „Urodzie Życia” 10/2015

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Sposoby na atak paniki
Adobe Stock

Jak się szybko uspokoić? 10 sposobów, które powstrzymają atak paniki lub agresji

Nie zawsze mamy wpływ na stresujące sytuacje, ale to od nas zależy, czy i jak będziemy na nie reagować. Nie nakręcaj się, tylko spróbuj na chwilę zatrzymać.
Sylwia Arlak
10.07.2020

Możemy bardzo się starać, ale i tak nie unikniemy stresujących sytuacji (nawet jeśli rzucimy wszystko i wyjedziemy w Bieszczady). Bywa jednak, że stres nas przerasta i sprawia, że tracimy kontrolę nad swoimi emocjami i zachowaniem. Kiedy czujesz, że nadchodzi taka chwila, spróbuj przystopować. Świat się nie zawali, jeśli zrobisz sobie przerwę. Weź głęboki oddech, a jeśli to nie pomoże, wypróbuj inne bardzo proste sztuczki relaksacyjne, które nieraz same doradzamy naszym dzieciom – i o których zapominamy, kiedy chodzi o nasze nerwy. Przekieruj uwagę Pamiętasz, co robiłaś, gdy twoje dziecko stłukło kolano albo doznało innej „ogromnej krzywdy”? Kiedy nie działa pocieszanie, odruchowo staramy się odwrócić jego uwagę – pokazujemy, że  „leci ptaszek” albo, że „O, jedzie straż pożarna!” To nie znaczy, że lekceważymy jego uczucia. Po prostu dzięki chwilowemu odwróceniu uwagi spuszczamy powietrze z balonu, uspokajamy umysł. W naszym przypadku zadziała ten sam trick. „Z badań wynika, że wystarczy przekierować całą uwagę jedynie na dwie minuty, żeby zatrzymać reakcję stresową i skutecznie obniżyć poziom stresu w organizmie” – mówi psycholog dr Joanna Heidtman w rozmowie o naszym codziennym stresie.   Urealnij sytuację Jednak zamiast na ptaszka za oknem zwróć uwagę na to, co się z tobą dzieje: siedzisz czy stoisz; jest ci ciepło czy zimno; jest poranek czy wieczór? Opowiedz sobie w myślach sytuację, w jakiej się znajdujesz. Ta zasada znakomicie sprawdza się np. kiedy wpadamy w panikę albo ogarnia nas furia w korku samochodowym. Zamiast powtarzać, że się spóźnisz, powiedz sobie: „Siedzę wygodnie, jestem bezpieczna, nic mi nie zagraża”. Takie urealnienie pomaga powstrzymać emocje. ...

Czytaj dalej
Fotolia

Jak poprawnie walczyć ze stresem? Skuteczne techniki!

Jak działa stres i które techniki pozwalają go wyeliminować?
Redakcja polki.pl
01.04.2015

Skutki stresu odczuwamy wszyscy. Wprawdzie postęp cywilizacji sprawił, że żyjemy dłużej i wygodniej, ale też drogo za to płacimy. Czujemy się coraz bardziej samotni, zagubieni. Jesteśmy zabiegani, pochłonięci rywalizacją, przywaleni nadmiarem obowiązków w pracy. Ogromna ilość otaczających nas stresorów, również środowiskowych, takich jak pogoda, dźwięki, zanieczyszczenie, zmiany pór roku sprawiają, że nie sposób przed nimi uciec. Czym jest stres i jak wpływa na nasze zdrowie i życie? Tymczasem nawet dobry stres, jeśli utrzymuje się zbyt długo lub pojawia za często, może zaszkodzić . Dlatego też trzeba w porę uchwycić moment, kiedy zaczyna on działać na naszą niekorzyść. Naukowcy przestrzegają, że za długotrwałe pozostawanie w napięciu wcześniej czy później przyjdzie nam zapłacić. A skutki tego mogą pojawić się nawet po kilku latach. Stres to nasza reakcja na bodziec pochodzący ze świata zewnętrznego, który wymaga z naszej strony podjęcia jakiś działań, reakcji. Należy pamiętać, że zdenerwowanie to nasza własna reakcja na bodziec. Zatem w znacznej mierze uzależniona jest ona od nas. Bodziec pozostaje poza naszym wpływem, ale nasza reakcja już nie. Zatem stres możemy kontrolować. Rzadko mówi się o tym, że poziom stresu w życiu powinien być optymalny. W pewnej łagodnej formie stres jest nam potrzebny po to, aby motywować nas do działania, pobudzać nasz umysł, ponieważ bezczynność jest dla naszego mózgu bardziej męcząca niż wysiłek . Techniki radzenia sobie ze stresem Poznaj, co cię stresuje . Po pierwsze, trzeba rozpoznać sytuacje, które nas stresują. Wydaje się to banalne, ale przeważnie to pierwsza rzecz, o której zapominamy.  Najlepiej przyczyny wypisać na kartce papieru. Jeśli chcemy wiedzieć jak sobie radzić ze stresem, musimy wiedzieć jakie są...

Czytaj dalej
medytująca rodzona
Adobe Stock

Praktyka mindfulness obniża strach przed śmiercią. Trening w prezencie! 

W czasach pandemii nasza naukowa praca nad wpływem uważności na lęk nabrała praktycznego wymiaru – mówi Agnieszka Golec de Zavala, profesorka psychologii z Londynu.
Aleksandra Nowakowska
07.04.2020

Każdy z nas mierzy się teraz z trudnymi emocjami. Dlatego postanowiliśmy podzielić się z czytelniczkami i czytelnikami Urody Życia opracowanym przez nas tygodniowym treningiem uważności, który pomaga poradzić sobie z lękiem – mówi Agnieszka Golec de Zavala, która kieruje interdyscyplinarnym międzynarodowym zespołem badawczym PrejudiceLab. W jego skład wchodzą psychologowie społeczni, neuropsycholodzy i psychofizjolodzy z Londynu, Warszawy i Poznania. Naukowcy we współpracy z praktykami uważności i innych metod kompetytywnych przygotowali trening, który pomaga w redukcji negatywnych emocji. Wyniki badań PrejudiceLab finansowane przez Narodowe Centrum Nauki jednoznacznie wskazują, że ćwiczenia mindfullness obniżają poziom lęku przed śmiercią i lęku w ogóle, a także podnoszą odporność fizyczną. Korzyści mindfulness Aleksandra Nowakowska: W czasie pandemii codziennie docierają do nas wiadomości o ofiarach koronawirusa. W tych warunkach trudno jest nie myśleć o śmierci – jaki to na nas ma wpływ? Pandemia Covid-19 sprawia, że bardziej niż zwykle stajemy się świadomi własnej śmiertelności. Mało kto jest przygotowany na taką sytuację, czyli na bezpośrednie zagrożenie życia. Kiedy myślimy, że umrzemy (nawet jeśli miałoby to nastąpić w bliżej nieokreślonej przyszłości) nasze ciała odruchowo mobilizują się do ucieczki albo do walki o przetrwanie. Myślenie o końcu naszego życia jest z reguły źródłem cierpienia i lęku. W tej sytuacji nie możemy zaangażować się w żadną sensowną, z punktu widzenia naszego przetrwania, reakcję. Powoduje to bardzo trudny psychologicznie i fizjologicznie stan. Jak sobie z nim radzimy? Badania psychologiczne pokazują, że podwyższona świadomość własnej śmiertelności popycha nas często do irracjonalnych i niebezpiecznych działań, których celem jest...

Czytaj dalej
joga na stres
Adobe Stock

Joga pomoże opanować stres i niepokój – pisze jogin Piotr Künstler

Napięcie w barkach, bóle głowy, poczucie wyczerpania, drażliwość, bezsenność – brzmi znajomo? To tylko niektóre z typowych objawów stresu. Doświadczyłem ich dotkliwie, na szczęście z pomocą przyszła joga i medytacja.
Piotr Künstler
01.07.2020

Mechanizm działania stresu na poziomie fizjologicznym jest znany: pod wpływem stresorów, czyli czynników wywołujących stres, następuje natychmiastowa mobilizacja organizmu. Szybka reakcja ma chronić przed zagrożeniem życia. I dobrze. Bo stres krótkotrwały jest potrzebny do przeżycia: stymuluje do działania, wzmacnia odporność i wytrzymałość. Nie bez przyczyny poddawanie sportowców kontrolowanemu stresowi jest podstawą treningów – to jeden z warunków osiągnięcia sukcesu w sytuacji podwyższonej presji na zawodach. Taki stres zwiększa koncentrację i pomaga przekraczać własne ograniczenia. Adrenalina – raz przyjaciel, raz wróg Pierwotnie mobilizacja organizmu związana była z ucieczką przed zagrożeniem, walką o życie lub wysiłkiem zdobycia pożywienia. Ale zawsze po tym następował okres odpoczynku. Organizm usuwa wówczas produkty przemiany materii wytwarzane pod wpływem stresu, wraca właściwe ciśnienie i krążenie krwi oraz normalne procesy metaboliczne. Dzięki temu człowiek jest przygotowany do stawienia czoła kolejnym wyzwaniom. Katastrofa następuje wtedy, gdy ta krótka mobilizacja organizmu przeradza się w przewlekły i stały stan napięcia. Dwa główne hormony stresu: adrenalina i kortyzol, sprzymierzeńcy w sytuacji zagrożenia życia, stają się nagle największymi wrogami. Przyspieszona akcja serca, wzrost ciśnienia, spowolnione trawienie, wzrost stężenia glukozy we krwi, odpłynięcie krwi z kończyn w kierunku mięśni, serca i mózgu, działanie hormonów – stawia organizm w stanie ciągłego pobudzenia. Efektem jest obniżenie odporności, nadmierne obciążenie układu krwionośnego, zwiększone ryzyko nadciśnienia i zawału. To na poziomie fizycznym, ale stres zmienia także nasze zachowania. Stajemy się agresywni i rozchwiani emocjonalnie. Może pojawić się brak apetytu albo...

Czytaj dalej