„Efekt kaktusa” wykańcza emocjonalnie i fizycznie. Zobacz, jak przestać chłonąć emocje innych ludzi
Unsplash.com

„Efekt kaktusa” wykańcza emocjonalnie i fizycznie. Zobacz, jak przestać chłonąć emocje innych ludzi

Jeśli nie jesteś dość ostrożna, emocje – zwłaszcza cudze – mogą cię zranić jak kaktus. By nauczyć się na nie odpowiednio reagować, musisz zrozumieć zachodzące mechanizmy, a przede wszystkim – własne uczucia.
Hanna Szczesiak
18.02.2021

Wracasz do domu w dobrym humorze, jednak już od drzwi wyczuwasz, że wśród pozostałych domowników panuje napięta atmosfera. Mogą pojawić się krzyki, burknięcia lub wręcz przeciwnie – toksyczne milczenie. Twój nastrój momentalnie pryska, markotniejesz, czujesz, jak uchodzi z ciebie dobra energia. Znasz to uczucie? To przykład tzw. zarażenia emocjonalnego. Psycholożka Jessica Woods nazywa je również „efektem kaktusa”.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Czym jest „efekt kaktusa”?

Już w latach 90. XX wieku inna amerykańska psycholożka społeczna Elaine Hatfield opisała zjawisko „zarażenia emocjonalnego”. Polega ono na naśladowaniu ekspresji innych osób, a tym samym przejmowaniu ich emocji. Z kolei polska psycholożka i psychoterapeutka, Monika Wróbel definiuje to zjawisko jako: „proces, który prowadzi do przenoszenia się stanów afektywnych z jednej osoby na drugą nie tylko wtedy, gdy kontaktują się one bezpośrednio, ale też wtedy, gdy odbiorca widzi nadawcę na filmie czy też przysłuchuje się jego nagranemu głosowi”.

Czytaj też: Nullofobia, czyli lęk przed odrzuceniem, zabiera nam szansę na szczęście i wartościowe relacje

Jessica Woods tłumaczy pojęcie zarażenia emocjonalnego w nieco przystępniejszy sposób – porównuje je do ukłucia kaktusa. Podczas konferencji TED przywołała własną historię, gdy podczas spaceru zobaczyła niegroźnie wyglądającą roślinę, która przypominała jej pluszowego misia. Gdy jej dotknęła, została zraniona przez kolce, które następnie wbiły jej się w skórę, a ich wyjmowanie było bardzo bolesne. Podobnie jest z ludźmi i ich emocjami – jeśli nie będziesz uważać, mogą cię zranić, a nawet zostać pod twoją skórą.

Jak wyjaśnia psycholożka, większość z nas jest niezwykle podatna na emocje innych ludzi – kolce – i bardzo szybko je chłoniemy. Nawet z pozoru nieznaczący czynnik może wpłynąć na nasze samopoczucie, naszą wydajność w pracy, relacje z innymi ludźmi. Jednym z przykładów, które podaje, jest relacja trenera z zawodnikami. Jeśli trener jest pewny siebie i swojego zespołu, wierzy w wygraną, jego nastrój udziela się reszcie. Jeśli jednak chociaż jeden z członków zespołu zaczyna myśleć negatywnie, pozostali odczuwają jego energię i sami tracą zapał, przestają wierzyć w swoje możliwości, ich nastrój się obniża. Na tym polega właśnie „efekt kaktusa”.

Jak radzić sobie z emocjami?

Chłonąc cudze emocje, stajemy się sfrustrowane, niepewne siebie. Odczuwamy fizyczne objawy stresu – ucisk w żołądku, przyspieszone bicie serca, wzmożoną potliwość. Jessica Woods zwraca uwagę na to, jak wiele tracimy, przechwytując emocje innych ludzi – nasze własne życie zaczyna przeciekać nam przez palce. By uniknąć „efektu kaktusa”, każdy z nas powinien nauczyć się radzić sobie z własnymi emocjami oraz je kontrolować – tak, by nie przenosić ich na innych ludzi, ale również umieć odciąć się od cudzych emocji.

Czytaj też: Stres nie musi być twoim wrogiem. Naucz się z nim żyć i zacznij go doceniać

Zmień swoje nastawienie

Jessica Woods wymienia dwie strategie radzenia sobie z emocjami. Pierwsza z nich odnosi się do zjawiska nazywanego w psychologii „oceną poznawczą”. Jak wyjaśnia psycholożka, ocena poznawcza opiera się na stwierdzeniu, że „doświadczenie emocji polega w rzeczywistości na ocenie, czy twoja obecna sytuacja jest zgodna z twoimi celami lub oczekiwaniami”.

Przykładem takiej oceny jest właśnie sytuacja, w której wracasz do domu zadowolona, ale reakcja domowników na twój powrót – np. ostentacyjne wyjście z pokoju – zmienia twoje emocje. Twoje oczekiwania nie sprostały temu, co zastałaś. By uniknąć przechwycenia cudzych emocji, warto przeanalizować podobną sytuację i spróbować inaczej ją zinterpretować, zmienić swoje nastawienie. W tym wypadku nie oczekiwać, że wszyscy będą skakać pod sufit na twój widok.

Zaakceptuj

Drugim sposobem jest zaakceptowanie danej sytuacji lub osoby takiej, jaka jest. Technika ta opiera się na trzech krokach, które Jessica Woods nazywa: „OK”, „I co z tego?”, „I co teraz?”. Pierwszy z nich polega na przyjęciu sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Nie oceniamy, nie reagujemy. Stwierdzamy: „OK, jest, jak jest”. Kiedy uda nam się zdystansować od emocji, możemy przejść do drugiego kroku i powiedzieć sobie: „I co z tego?”. To tylko jedna sytuacja, która nie przekreśla naszego życia, nie wpływa na nas w żaden sposób i nie powinna psuć naszego samopoczucia. Nie mamy na nią wpływu. Trzecim krokiem jest zadanie sobie pytania: „Co teraz?”. Dopiero w tym momencie powinnyśmy reagować. Dzięki tym trzem krokom jesteśmy w stanie spojrzeć na wszystko z boku, zobaczyć „igły kaktusa” i ocenić, czy naprawdę warto się nimi kłuć.

„By w pełni wykorzystać obie te strategie, musisz mieć świadomość, kiedy dochodzi do przeniesienia emocji. Gdy zaczniesz rozumieć swoje emocje, myśli i fizyczne reakcje twojego ciała, będziesz w stanie trenować obie te techniki. Choć wydają się znane, nie są powszechnie stosowane. Jeśli będziesz pamiętać o efekcie kaktusa, będziesz mógł lepiej siebie poznać i lepiej kontrolować. Dzięki temu unikniesz ukłucia” – tłumaczy psycholożka.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
usmiechnięta kobieta
Adobe Stock

Od strachu do odwagi. Metoda dwuetapowego radzenia sobie z lękiem

Czasem strach ma racjonalne podstawy, a czasem boimy się niepotrzebnie. Dobra wiadomość jest taka, że możemy nad nim zapanować!
Aleksandra Nowakowska
28.04.2020

Czego ludzie boją się najczęściej? Listę strachów otwierają wystąpienia publiczne.  Okazuje się, że dla wielu konieczność przemawiania jest bardziej przerażająca niż śmierć, chociaż ta plasuje się zaraz na drugim miejscu. Dość powszechny jest strach przed chorobą, tyciem i niestabilną sytuacją finansową. Z psychologicznego punktu widzenia strach przed koronawirusem jest skutkiem odczuwania najwyższego zagrożenia – naszego zdrowia i życia. Profesor psychiatrii Judith Orloff w książce „Wolność emocjonalna” radzi do kwestii strachu podchodzić dwuetapowo. Na pierwszym etapie należy zweryfikować źródła obaw, oddzielając strach irracjonalny od uzasadnionych intuicyjnych przeczuć, którym warto wierzyć. Czasami jesteśmy w stanie przewidzieć rzeczywiste niebezpieczeństwo, ale na ogół ulegamy bezproduktywnym obawom, które odbierają nam siłę do życia. Dlatego dobrze jest doskonalić w sobie umiejętność weryfikacji obaw, które negatywnie na nas wpływają. Słusznym działaniem jest podważanie zasadności strachu, który podpowiada nam, że jesteśmy bezsilni. Natomiast prawdziwe intuicyjne przeczucia nigdy nie wzmacniają destruktywnych postaw i zachowań, a zachęcają nas do działania. Jak w takim razie odróżnić obawy uzasadnione od irracjonalnych? Jeśli mamy wiarygodne przeczucie, nasze myśli są neutralne a emocje spokojne. Intuicyjnie wydaje nam się to słuszne. W ten sposób  możemy się czuć, gdy myślimy: „Jeśli zostanę w domu, a poza nim będę przestrzegać zaleceń WHO, nie zachoruję”. Przeczucie takie utrzymane jest w krzepiącym, współczującym tonie. Czujemy je z perspektywy widza, który ogląda w kinie film, mamy jednoznaczne wrażenie, że najpierw je dostrzegamy, a potem odczuwamy. Irracjonalny strach niesie za sobą silny ładunek emocjonalny, a myśli są...

Czytaj dalej
Koszmary i męczące sny
iStock

Podczas pandemii masz dziwne, intensywne sny? To bardzo dobrze!

Zaraza, katastrofa, głód, spadanie, czy tonięcie. To nasze pandemiczne sny. Ale nie ma powodu do zmartwień – przekonuje psychiatra i neurofizjolog kliniczny, profesor Adam Wichniak.
Magdalena Żakowska
21.05.2020

Podczas pandemii śpimy inaczej niż zwykle. W ciągu dnia możemy nareszcie pozwolić sobie na drzemki. Potem do późnej nocy oglądamy seriale albo śledzimy w telefonie teorie spiskowe na temat koronawirusa i Billa Gatesa. Budzimy się nad ranem na skraju paniki, bo zżera nas stres związany z kryzysem. Wstajemy późno, bo nie musimy się zrywać o świcie, żeby rozwieść dzieci do szkoły. To wszystko ma swoje przełożenie na nasze sny. Ale jak to działa? Marzenia senne w pandemii Nasz sen ma kilka faz. Dwie podstawowe to NREM i REM. Pierwsza to tzw. sen wolnofalowy, który – w zależności od człowieka – trwa od kilkunastu minut do godziny. Ten typ snu występuje u większości ssaków i ptaków. U niektórych, na przykład delfinów, w odpowiedzi na czyhające zagrożenia ewolucja wytworzyła wyjątkową umiejętność zasypiania tylko jednej półkuli mózgu, podczas gdy druga w tym czasie odpowiedzialna jest za czuwanie. Dla człowieka znacznie ważniejsza jest druga faza snu, zwana REM (od ang. rapid eye movements, czyli gwałtownego poruszania gałek ocznych). To w tej fazie mamy marzenia senne – podróżujemy w czasie i przestrzeni, zakochujemy się, odbieramy Oscary i latamy w powietrzu jak ptaki. Tyle że podczas pandemii nasze sny o wiele częściej to koszmary. Lekarze śnią inaczej Nie wiem, jak u was. U mnie dziś w nocy znowu było strasznie – śniło mi się, że dostałam od koleżanki, z którą niedawno się pokłóciłam (w realu) pod opiekę trzy szczeniaki, na oko trzymiesięczne wyżły niemieckie. Miałam się nimi zająć podczas trwającej właśnie imprezy, na której było bardzo dużo dziwnych osób przypominających sopockiego „Krystka”, czarnego bohatera afery w Zatoce Sztuki. Mieszkanie, w którym odbywała się impreza, miało kilka pięter i strome kręte...

Czytaj dalej
inteligencja emocjonalna
pexels.com

Inteligencja emocjonalna – czym jest i jak ją rozwijać?

Inteligencja emocjonalna pozwala na trafne nazywanie własnych emocji oraz rozpoznawanie ich u innych osób. Często jest także podstawą wysokich kompetencji społecznych.
Kamila Geodecka
07.12.2020

Inteligencja emocjonalna po raz pierwszy została wyszczególniona w 1990 roku przez amerykańskich absolwentów Uniwersytetu Harvarda – Johna Mayera i Petera Salavey’a. Zauważyli oni, że wysoki poziom IQ wcale nie gwarantuje tego, że będzie się dobrze zarządzało ludźmi. Potwierdzenia szukali w największych korporacjach, gdzie na stanowiskach kierowniczych wcale nie było osób o wysokiej inteligencji, którą można zmierzyć testem IQ. Co się składa na inteligencję emocjonalną? Następnie bestsellerem stał się podręcznik pt. „Inteligencja emocjonalna” napisany przez Daniela Golemana. Autor przekonuje, że sam intelekt wcale nie jest kluczem do sukcesu. Liczy się także umiejętność prawidłowego kierowania emocjami. Goleman wyronił także elementy, które składają się na inteligencję emocjonalną. Są to: Empatia Samoregulacja Motywacja Umiejętności społeczne Samoświadomość Inteligencja emocjonalna – cechy osób Osoby, która mają wysoko rozwiniętą inteligencję emocjonalną, mają też pewne cechy, które je  wyróżniają. Przede wszystkim są to osoby bardzo asertywne, które zawsze potrafią postawić jasne granice oraz stanowczo powiedzieć, co chcą robić, a czego nie. Zawsze jednak będą podejmowały decyzje z myślą o innych. Osoby z wysoką inteligencją emocjonalną będą miały także rozwinięte kompetencje społeczne, które pozwalają im na nawiązywanie oraz podtrzymywanie kontaktów międzyludzkich. W relacjach są bardzo świadome swoich oraz cudzych emocji, a dzięki dodatkowo rozwiniętej empatii chętnie będą pomagały tym, którzy tego potrzebują. Są świetnymi słuchaczami oraz zawsze będą zainteresowane ludźmi. Wycofają się jednak z każdej znajomości, która będzie miała znamiona toksyczności. Takie osoby są...

Czytaj dalej
objadanie się to zaburzenie odżywiania
getty images

„Kiedy życie nam nie smakuje, zaczyna nam smakować jedzenie…” – mówi coach żywienia

Jemy dużo, słodko, bez kontroli. Nie dlatego, aby zaspokoić zwykły głód, ale raczej głód zupełnie innego rodzaju: emocji, kontaktów z ludźmi.
Joanna Derda
04.01.2019

Kładziesz dzieci spać, mąż siada do komputera, a ty idziesz do kuchni. Jest poczucie osamotnienia i… Pan Lodówka. A potem moralny kac. Znacie to? Jak sobie radzić w takich sytuacjach – rozmowa z Martą Pawłowską, coachem zdrowia. Jeść, by żyć Joanna Derda: Po co człowiekowi jedzenie? Marta Pawłowska: Żeby mógł przeżyć. Podstawowa funkcja jedzenia to funkcja fizjologiczna. Po to dany nam jest głód.   A co się stało w przeciągu stuleci, że jemy, mówiąc oględnie, nie tylko z głodu? Bo jest jeszcze apetyt. Czujemy głód i zaczynamy myśleć: a co ja bym właściwie zjadła? Na co mam ochotę? To już nie jest fizjologia. Warto rozróżnić dwa pojęcia: ochota i lubienie. Lubienie kształtuje się na kanwie nawyków.   Na przykład wiem, że lubię czekoladę... I jest dłuższe w czasie. Ochota jest chwilowa. Tu i teraz. Zachcianka. Głód, apetyt, lubienie i ochota – to wszystko sprawia, że wybieramy pokarm. Jemy więc i w pewnym momencie następuje nasycenie. Stan fizjologiczny, który mówi: jest OK, mogę przestać jeść. I wtedy powinniśmy zrobić stop.   Tak, ale często nie robimy. Bo możemy przestać jeść, ale jeszcze nie musimy. Więc jemy, bo to przyjemne. W końcu jednak pojawia się sytość. Ani kęsa więcej... Tak. Jeśli chcemy być w zgodzie z naturą, powinniśmy przestać jeść już przy nasyceniu. Centrum sytości mamy w mózgu, potrzeba ok. 20 minut, żeby mózg wysłał sygnał: przez kilka godzin niczego nie potrzebuję. Nie mamy takiego sygnału od razu – to pierwsza trudność. Jest i druga: kwestie hormonalne, które zaburzają odczucie nasycenia i sytości. Np. kortyzol, hormon, który produkujemy w stresie. Jeśli jest nadprodukcja, obraz nasycenia mamy zafałszowany. I przejadamy się. Jeśli w...

Czytaj dalej