Efekt aureoli, czyli efekt halo – zdziwisz się, że sama mu ulegasz
Unsplash.com

Efekt aureoli, czyli efekt halo – zdziwisz się, że sama mu ulegasz

Choć wszyscy coraz więcej wiemy o mechanizmach psychologicznych, wciąż im ulegamy. Do takich zjawisk bez wątpienia należy efekt aureoli, nazywany również efektem halo – z łatwością przypisujemy innym cechy, których nie mają.
Karolina Morelowska-Siluk
19.01.2021

Efekt aureoli, czy inaczej efekt halo opisywany jest w psychologii od kilkudziesięciu lat. Jednym z pierwszych, którzy zaczęli zgłębiać ten temat, był amerykański psycholog behawioralny Edward Thorndike. Prowadził on odkrywcze badania dotyczące zachowań zwierząt.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Co to jest efekt aureoli (efekt halo)?

Efekt aureoli to jeden z błędów atrybucji. Polega on na automatycznym przypisywaniu człowiekowi określonych cech osobowościowych, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych wyłącznie na podstawie pierwszego wrażenia, jakie ten ktoś w nas wywołał. To konsekwencja  automatycznego przetwarzania informacji. Istotą zjawiska jest dokonywanie generalizacji i uogólnień na podstawie pierwszego wrażenia. Choć możemy sądzić inaczej, to zjawisko bardzo powszechne. I z pewnością każdy z nas przynajmniej raz mu uległ. Oceniamy i opisujemy wszyscy niezależnie od naszych poglądów, wykształcenia czy zajmowanej pozycji społecznej.

Czytaj też: Ruminacje – nadmierne rozmyślanie i analizowanie sytuacji

Anielski i szatański efekt halo

Efekt halo może występować w dwóch odsłonach. W zależności od tego, czy drugiemu człowiekowi przypisujemy pozytywne, czy też negatywne cechy, mamy do czynienia z tak zwanym „anielskim efektem halo” albo „szatańskim efektem halo”.

Szatański efekt halo jest zniekształconym postrzeganiem innej osoby na skutek negatywnego pierwszego wrażenia. W tym wypadku wyrabiamy sobie na czyjś temat negatywną opinię, przypisując jej liczne wady, które w sposób automatyczny wiążą się z naszym wstępnym doświadczeniem. Na przykład: jeśli ktoś pojawi się na rozmowie o pracę w niewyprasowanym ubraniu czy nieuczesany –  automatycznie postrzegamy taką osobę negatywnie. Będziemy mieć tendencję, by wyolbrzymiać jej wady, a pomijać jej pozytywne cechy.  Choć przecież wydawanie opinii na temat drugiej osoby nie jest na tym etapie uzasadnione – nasza opinia jest wyrazem tendencyjnego postrzegania tej osoby.

Anielski efekt halo to odwrotność tego szatańskiego. Jeśli ktoś sprawi na nas dobre pierwsze wrażenie, to często mamy skłonność doszukiwać się w tej osobie arsenału innych pozytywnych cech. Gdy poznajemy osobę uśmiechniętą i otwartą, to automatycznie przypisujemy jej kolejne cechy, dzięki którym zyskuje ona w naszych oczach. I tak schludny ubiór i uczesanie potrafimy powiązać z… inteligencją, kulturą osobistą, uczciwością czy przyjaznym usposobieniem! Choć tak naprawdę nie mamy ku temu żadnych podstaw. 

Jak nie ulec efektowi aureoli?

Wyrabianie sobie opinii na temat innych ludzi jest silnie zakorzenione w ludzkiej naturze. Umiejętność szybkiej oceny drugiego człowieka na podstawie pierwszego wrażenia była jednym z czynników istotnych z punktu widzenia przetrwania naszego gatunku. Jednak to zdecydowanie odległa przeszłość. Jeśli chcemy uchronić się przed efektem aureoli, powinniśmy być świadomi mechanizmów, które stoją za naszymi zachowaniami. W relacjach z  ludźmi warto stawiać raczej na wnikliwą analizę ich zachowań, nie należy także pomijać kontekstu.

Czytaj także: Związek z narcyzem jest jak tango: namiętny, ale wyczerpuje siły

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Ksenofobia, czyli strach przed innymi.
unsplash.com

Ksenofobia, czyli strach przed innymi. Skąd się bierze nasz lęk przed uchodźcami?

Ksenofobia to lęk przed ludźmi, których z różnych powodów uznajemy za obcych. Ta „inność” może dotyczyć: narodowości, wyznania, rasy, orientacji seksualnej, kultury czy języka. Strach objawia się wrogim nastawieniem, a czasem wręcz agresją wobec każdej odmienności.
Karolina Morelowska-Siluk
04.12.2020

Według Oksfordzkiego Słownika Języka Angielskiego ksenofobia to: „patologiczny strach przed cudzoziemcami lub obcymi krajami”, jednak to dość zawężona definicja. Samo określenie „ksenofobia” pochodzi od dwóch greckich słów: „xenos”, czyli „dziwny”, „obcy” oraz „phobos”, czyli „strach”, „awersja”.  U źródeł ksenofobii może leżeć wiele czynników. Ksenofobia – przyczyny Jedną z przyczyn niechęci do odmienności może być traumatyczne przeżycie związane z konkretną grupą ludzi. Może ono wywołać na przykład PTSD, czyli zespół stresu pourazowego. Właśnie zjawisko o takim podłożu pojawiło się po wojnie w Wietnamie. Żołnierze, którzy byli świadkami torturowania i zabijania kolegów z oddziału, zaczęli odczuwać wręcz obsesyjną niechęć i wrogość wobec wszystkich osób o podobnej do oprawców budowie twarzy. Innym źródłem ksenofobii może być poczucie zagrożenia. Intensyfikację zachowań ksenofobicznych w stosunku do muzułmanów zaobserwowana na przykład po zamachach, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych 11 września 2001 roku. Czytaj też: Sądzisz, że jesteś otwarta i tolerancyjna? Często tak nam się tylko wydaje Skąd się bierze lęk przed uchodźcami? Bardzo często ksenofobia jest po prostu wynikiem… niewiedzy. Nie znam – więc się boję. Boję się – więc atakuję. Niestety, wielu z nas ulega tego typu mechanizmowi. Ślepo wierzymy w prawdziwość stereotypów etnicznych czy wyznaniowych. Dodatkowo nasze obawy potęgowane są często przez medialne przekazy. Kim jest ksenofob? Ksenofob to ktoś nieufny i uprzedzony, ktoś, kto z zasady nie chce się dowiedzieć, nie poszerza swojej wiedzy na temat odmiennego pochodzenia, kultury czy światopoglądu,...

Czytaj dalej
mruganie
getty images

Z poczuciem humoru żyje się łatwiej! Zobacz, jak je w sobie pielęgnować

Śmiech, dowcip pomagają nam oswajać traumy i brać się za bary z życiem. Ludzie z poczuciem humoru mają łatwiej. Choćby dlatego warto je pielęgnować – mówi znawczyni tematu, dr Anna Branicka.
Ewa Pągowska
24.01.2020

Szczęście to nie jest coś, co jest nam dane. Musimy się go uczyć, pielęgnować w sobie i dzielić z innymi. Pomocnym narzędziem będzie nasze własne poczucie humoru, a także zdrowy dystans do siebie i świata . Właśnie te rzeczy mogą nas uratować w trudnych chwilach.  Ewa Pągowska: Czytałam wyniki badań, które pokazują, że my, Polacy, w opinii innych Europejczyków jesteśmy narodem, któremu brakuje poczucia humoru. Daleko nam chociażby do Anglików. Rzeczywiście jesteśmy takimi ponurakami? dr Anna Branicka: Oczywiście że nie. Każdy naród ma swoje poczucie humoru dostosowane do realiów, w jakich żyje. Czasem obcokrajowcy wydają nam się mniej dowcipni, a oni po prostu śmieją się z innych rzeczy. My jesteśmy narodem, który ma trochę wisielcze, nihilistyczne poczucie humoru. Czasem żartujemy z siebie, ze swoich minusów i problemów w sposób, który dla innych może być zaskakujący, budzić zdziwienie: „Czy z takich rzeczy w ogóle wypada się śmiać?”. Dla nas jednak oswajanie dowcipem trudności czy nawet dramatów wynika z naszej historii. W czasach zaborów, okupacji i komunizmu humor pomagał przetrwać. Osoby, które pamiętają dawne trudne czasy, przekazują swój wisielczy sposób żartowania młodszym generacjom.  Można nauczyć się być dowcipnym albo pomóc komuś, kto jest ponurakiem, by stał się weselszy? Osoba bardzo ponura nie zmieni się w bardzo wesołą. Jeśli jednak będzie chciała, może trochę rozwinąć swoje poczucie humoru. Ono jest uważane za umiejętność, którą rozwijamy w sposób naturalny, ale możemy też świadomie ją kształtować. Wiele jednak zależy od wrodzonego temperamentu, a konkretnie od temperamentalnej podstawy poczucia humoru. Składają się na nią trzy cechy, które można zmierzyć za...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjecie ilustracyjne

Jeśli jesteś w związku, a idealizujesz inną osobę, tak naprawdę nie jesteś z nikim. Przestań żyć przeszłością

„Lubimy się »zawiesić« na kimś z przeszłości [...] Ale musimy pamiętać, że może to zniszczyć nasz aktualny związek, nie pozwolić zbudować innej relacji, a nawet zrujnować życie”  — piszą psychologowie Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski w najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością ”.
Sylwia Arlak
15.07.2020

Możemy być w stałej relacji, ale wciąż idealizować (zaprzeczać wadom i wyolbrzymiać zalety) poprzedniego partnera. Jak czytamy w najnowszej książce pary psychologów Sylwii Sitkowskiej i Andrzeja Gryżewskiego „Niekochalni. Lęk przed bliskością ”, w ten sposób blokujemy bliskość. Kto dorówna ideałowi? „Kto dorówna ideałowi? Raczej nie żona z wałkami na głowie i w pomiętym szlafroku ani mąż, który po pracy leży na kanapie, drapie się po brzuchu i gapi w telewizor. Normalne życie, codzienność, nawet jeśli jest dobra, przegrywa w starciu z ideałami”  — podkreśla Sitkowska. Dlaczego idealizujemy? Bo — jak tłumaczą autorzy książki — lubimy marzyć. Dzięki temu mamy poczucie, że gdybyśmy tylko mieli tego idealnego partnera, nasze życie byłoby lepsze. „Myślimy: „Ten z przeszłości to taki cudowny i wspaniały. Gdybym z nim była, miałabym lepsze życie, większy dom, pełniejszą miłość” — dodaje Gryżewski. Niestety, jeśli jesteśmy w związku, a mimo to idealizujemy inną osobę, nie angażujemy się w pełni w obecną relację. Często robimy to, bo mamy wówczas wrażenie, że kontrolujemy swój poziom zaangażowania w aktualny związek. Wydaje nam się, że jeśli się rozpadnie, będziemy mniej cierpieli i szybciej znajdziemy ewentualne „zastępstwo”. Możemy idealizować partnera, gdy ten zostawił nas w fazie naszego silnego zakochania. Już go nie przy nas nie ma, więc nie patrzymy na niego realnie. Pamiętamy tylko to, co dobre. Dopowiadamy sobie jego zalety. Idealizacja pojawia się też w momencie, gdy kończymy „letni” związek (taki, który nie był zły, ale też nas w pełni nie satysfakcjonował). Kiedy po jakimś czasie wchodzimy w nową relację, na początku odczuwamy euforię, ale później zaczynamy dostrzegać wady partnera....

Czytaj dalej
TSR – dla kogo terapia skoncentrowana na rozwiązaniach?
Adobe Stock

5 zasad terapii TSR – dla kogo jest terapia skoncentrowana na rozwiązaniach?

TSR jest nurtem terapeutycznym, w którym terapeuta dąży do rozwiązania trudnej sytuacji poprzez skupianie się na mocnych stronach klienta. W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach mniejszą uwagę poświęca się przeszłości, a większą teraźniejszości i przyszłości.
Karolina Morelowska-Siluk
04.12.2020

TSR, czyli terapia skoncentrowana na rozwiązaniach, najlepiej sprawdzi się w przypadku osób, które: mają stany depresyjne czy nerwicę; mają trudności w utrzymaniu dobrych relacji lub wychowawcze; przeżywają silny stres wywołany poważnym kryzysem, jak np.: śmierć bliskiej osoby, utrata pracy, rozpad małżeństwa, itd.; są uzależnione lub współuzależnione; są ofiarą bądź sprawcą przemocy; cierpią na bulimię czy anoreksję. TSR (terapia skoncentrowana na rozwiązaniach) – na czym polega? Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach różni się od tzw. terapii tradycyjnych przede wszystkim tym, że nie skupia się na przeszłości, nie „rozgrzebuje” jej, a także nie szuka w niej przyczyn dzisiejszych problemów. W TSR przyczyny są nieistotne. Rozmowa z psychoterapeutą ma skłaniać pacjenta do szukania rozwiązań konkretnego problemu na podstawie jego mocnych stron. Punktem wyjścia jest tu przeświadczenie, że cierpiący człowiek, który zgłasza się po pomoc, sam najlepiej wie, czego mu potrzeba, jest najlepszym ekspertem od swojego życia. Zatem to on sam, a nie terapeuta wyznacza cele terapii i to on sugeruje metody rozwiązania problemu. Psychoterapia jest tu jedynie narzędziem, wsparciem, dzięki któremu pacjent osiąga cel. Czytaj także: Objawy depresji. 10 najczęstszych symptomów, których nie należy lekceważyć TSR nie sięga do przeszłości W TSR należy skupiać się jedynie na teraźniejszości i przyszłości oraz na tym, co pozytywne, nie na porażkach i trudnych doświadczeniach z przeszłości. Do przeszłości sięga się wyłącznie po to, by „wyłuskać” z niej momenty, w których pacjent dał sobie radę w obliczu trudności oraz sposoby, dzięki którym się mu to udało. 
W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach najważniejsza jest przyszłość, dostrzeżenie celu, poznanie...

Czytaj dalej