Zamiast wstać, ustawiasz drzemkę? Psycholodzy mówią: to błąd, który może się zemścić!
Adobe Stock
#czytajdlaprzyjemności

Zamiast wstać, ustawiasz drzemkę? Psycholodzy mówią: to błąd, który może się zemścić!

Zobacz, jak dobrze zacząć dzień.
Sylwia Niemczyk
04.11.2018
Pierwsza godzina po przebudzeniu jest jak ster dnia. Warto więc... wstać wcześniej. Podpowiadamy, dlaczego ma to takie znaczenie! I nie – nie chodzi o czas na spokojne przygotowanie się do wyjścia z domu. Chodzi o poranny luksus. O poczucie wolności i usłyszenie ciszy – o medytację, która napędza przez cały dzień. 
 
Hal Elrod, autor książki „Fenomen poranka”, proponuje eksperyment – godzina po przebudzeniu tylko dla siebie. Wyjęta z codziennego pędu. Brzmi pięknie. Tylko co zrobić, aby wstać jeszcze wcześniej, skoro ma się problem ze wstawaniem już teraz?
 
Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Jak wygląda poranek przeciętnej Polki?

Dzwoni budzik, bez otwierania oczu, po omacku, szukasz go ręką i przestawiasz – jeszcze 15 minut. Potem kolejne 10 minut. A potem? Zrywasz się z łóżka i rozpoczyna się pogoń za utraconym czasem! Aż w końcu wypadasz z domu, serce masz w gardle, w głowie gonitwę myśli.
 
Co wróży taki początek dnia? Hal Elrod przekonuje: „Twoje poranne wstawanie i związane z tym przyzwyczajenia (lub ich brak) mają ogromny wpływ na twoje osiągnięcia w każdej dziedzinie życia. Owocne, zorganizowane i udane poranki przechodzą w równie owocne, zorganizowane i udane dni, a z tych niechybnie rodzi się udane życie. Na tej samej zasadzie bezowocne, chaotyczne i byle jakie poranki przechodzą w takie same dni, ostatecznie tworząc nijakie życie”.
 
Dodaje także, że ten drobny gest, jakim jest wciśnięcie w budziku czy telefonie przycisku „drzemka” to działanie przeciwko sobie – jakby stawiało się opór kolejnemu dniu swojego życia. Elrod sabotażem nazywa myśli, które tak często bezpośrednio poprzedzają podniesienie się z łóżka: „O nie, znowu muszę wstać” czy „Jak mi się nie chce”. Choć nie zdajemy sobie z tego sprawy, słowa i myśli, z którymi rozpoczynamy dzień, mogą go determinować, zostają z nami do wieczora.
 
Więc co zrobić? Zmienić nawyk i odzyskać spokój oraz radość. Ale przecież ludzie dzielą się na tak zwane sowy i skowronki. Skowronek wstaje bez problemu, ale sowa? Dla sowy poranek to męka. We wczesnym wstawaniu sowie przeszkadza konstrukcja psychiczna, tłumaczymy sobie. Nic podobnego – twierdzą naukowcy. To tylko wymówka. Z badań wynika bowiem, że ponad 85% z nas to typ neutralny. To znaczy, że większość ludzi może zmienić swoje przyzwyczajenie, bo jest jedynie sową „nawykową”.
 

Jak się obudzić?

Hal Elrod radzi, aby po pierwsze odsunąć daleko budzik, tak aby jego wyłącznie wiązało się z podniesieniem się z łóżka. Po drugie zaraz potem należy przemyć twarz zimną wodą. I co dalej?
 
– Przede wszystkim żadnego przymusu – mówi terapeutka Małgorzata Liszyk Kozłowska. – Nie chodzi o to, aby mieć jakiś plan. Grafik. Aby zrobić to, czego nie zdążyło się zrobić wczoraj. Absolutnie nie. Wręcz przeciwnie. Chodzi o to, aby ten czas był czystą przyjemnością. Poranne rytuały, jakimi są na przykład parzenie kawy i wypicie jej z ulubionej filiżanki, chwila relaksu w wygodnym fotelu z książką czy gazetą w ręku, to tylko symbol, metafora tego, jak siebie traktujemy. Chodzi o to, aby znaleźć każdego dnia chwilę wyłącznie dla siebie. To wyraz troski, higiena psychiczna – dodaje psychoterapeutka.
 
Dlaczego zatroszczyć się o siebie musimy akurat rano? Przecież większość z nas jest chronicznie zmęczona i każde 20 minut snu wydaje się bezcenne. Takie są realia współczesnego człowieka.
 
– Jeśli ktoś potrafi wygospodarować godzinę w ciągu dnia tylko dla siebie, bez żadnych zewnętrznych zakłóceń, bardzo proszę – mówi Małgorzata Liszyk-Kozłowska. – Jednak z doświadczenia wiem, że to właśnie o poranku najłatwiej jest „wyrwać” ten czas dla siebie.
 
Żyjemy w biegu, dzień przeznaczony jest zwykle na wytężoną pracę, wieczór to chwile dla partnera, dzieci. Dlatego to właśnie rano możemy poczuć się wolni. Cały dom jest jeszcze uśpiony, bliscy nie zadają pytań, nie mają dla nas żadnych zadań. Nie ruszają się przedmioty, nie słychać jeszcze sąsiadów. Można więc usiąść w ciszy i usłyszeć własne myśli. To bardzo kojące. Pierwsza godzina może być jak ster dnia – tłumaczy psychoterapeutka. Ponadto rano mamy więcej energii, oczyszczony umysł, jesteśmy bardziej twórczy i efektywni. To także doskonały czas, aby rozwijać pasje. Malowanie, pisanie, szycie, projektowanie; warto robić to, co sprawia nam radość.
 

Świat wstaje coraz wcześniej

Na Zachodzie pojawił się nowy trend. Salony fryzjerskie, kosmetyczne, kawiarnie czy siłownie otwierają się o świcie. I właśnie o poranku pojawia się w nich coraz więcej ludzi. Wieczorne spotkania towarzyskie w pubach zmieniają się w poranki w przyjaznych kafejkach. Zamiast alkoholu pożywne smoothie. Zamiast zmęczenia świeżość umysłu.
 
– I naładowane akumulatory na cały dzień – dodaje Małgorzata Liszyk-Kozłowska.
 
Z badań wynika, że ludzie, którzy wstają rano, bez pośpiechu wchodzą w dzień, przygotowują maszynę (organizm) do działania, mają lepsze wyniki w pracy, są lepiej zorganizowani, mniej zestresowani. Po prostu szczęśliwsi. O sile poranka świadczą także badania dotyczące depresji.
 
Hal Elrod pisze w swojej książce, że ludzie cierpiący na tę chorobę mówią wyraźnie: najtrudniejsze są właśnie poranki. „Budzą się z lękiem. Czasami z powodu pracy, do której muszą pójść, albo z powodu rozpadającego się związku. Niektórzy czują się tak bez jakiegoś szczególnego powodu, po prostu dlatego, że taka jest natura depresji, która tłamsi ich umysł, emocje i ducha. Klimat poranka ma ogromny wpływ na resztę dnia i staje się procesem cyklicznym: budzisz się zrozpaczony, w rozpaczy spędzasz dzień, kładziesz się spać niespokojny i przygnębiony, a następnego dnia ten cykl się powtarza”. To dotyczy nie tylko tych, którzy cierpią na zdiagnozowaną depresję.
 
W głowie każdego z nas często zaraz po przebudzeniu kłębią się czarne myśli, które powodują, że nasze lęki się mnożą. Energiczne podniesienie się z łóżka i oddanie temu, co lubimy, sprawia, że strach odchodzi. Jeśli podniesienie się z łóżka w ostatniej chwili sprawia, że cały dzień naznaczony jest pośpiechem i niepokojem oraz poczuciem, że nie mamy dla siebie ani chwili, może warto spróbować nastawić jutro budzik o godzinę wcześniej, jakby przez pomyłkę. I pojutrze znowu.
 
Za kilka dni obudzimy się wcześniej sami. Bo jeśli poczujemy, jaką przyjemność daje godzina porannego luksusu, nasz mózg automatycznie zapragnie go na stałe. Powtarzamy bowiem to, co daje nam przyjemność.
 
Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 8/2016
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Ciągłe zmęczenie i senność? Powodem może być praca zdalna

Pijesz jedną kawę po drugiej, a i tak ziewasz cały dzień? Zasypiasz na kanapie o godzinie 19:00? To może być efekt uboczny pracy zdalnej.
Sylwia Arlak
27.08.2020

Kiedy zaczął się lockdown, a my przeniosłyśmy biuro na domu, część z nas była zachwycona. „Nareszcie się wyśpimy”, „odpoczniemy”, „przestaniemy tracić czas na dojazdy” — myślałyśmy. Tymczasem doszły nam nowe obowiązki (chociażby te związane z nauką zdalną dzieci), a czas jakby się skurczył. Okazało się, że trudno nam oddzielić życie rodzinne od zawodowego. Musiałyśmy nauczyć się nowych nawyków, wejść w nową rutynę dnia, a to nigdy nie jest łatwe. Zweryfikowałyśmy oczekiwania. Zamiast wymyślnych śniadań, codziennych ćwiczeń, cieszymy się, gdy wstajemy na czas i umyjemy sobie włosy. I cały czas jesteśmy zmęczone. Dlaczego? Przecież — bądź co bądź — zyskałyśmy jednak trochę czasu. Tylko sen nas może uratować? „Głównym powodem, dla którego brak aktywności sprawia, że jesteśmy zmęczeni, jest niedostateczne wykorzystanie naszych mięśni i przestój energii” — wyjaśnia dr Nerina Ramlakhan, psycholożka i terapeutka bezsenności, w rozmowie z The Stylist i dodaje: – „Najlepszą rzeczą, jaką możemy dla siebie zrobić, jest unikanie zbyt długiego siedzenia i wpatrywania się w ekrany komputerów i telewizorów. Równie ważne jest regularne wstawanie i ruch. Mniej więcej co godzinę spędźmy aktywnych kilka minut. Oczywiście dobrze jest zacząć regularnie trenować w domu, ale to małe rzeczy, takie jak wstawanie, aby zrobić filiżankę herbaty lub spacer po domu — mogą mieć największy wpływ na nasz poziom energii. Czytaj też :  Chcesz być szczęśliwsza? Spokojniejsza? Wprowadź do swojego życia więcej zieleni Według doktor Ramlakhan drugim powodem, dla którego możemy czuć się tak senne, jest wejście w stan „transu hipnagonicznego”. „To się dzieje, gdy całymi dniami siedzimy...

Czytaj dalej
Bezsenność
Adobe Stock

„Stres z powodu bezsenności jeszcze pogłębia problem”, mówi dr Adam Wichniak

Szkoda czasu na niespanie – mówi  dr Adam Wichniak, psychiatra specjalizujący się w badaniu snu. Problem w tym, że kłopoty ze snem albo bezsenność to epidemia naszych czasów. Jak z niej wyjść?
Joanna Rachoń
07.06.2020

Bezsenność jest groźna dla naszego zdrowia zarówno psychicznego, jak i fizycznego – dlatego nie można jej lekceważyć. Nie można mówić: „już tak mam” albo „takie czasy”, albo jeszcze inaczej: „szkoda czasu na spanie”, Zdrowy sen poprawia koncentrację, umożliwia regenerację organizmu, reguluje hormony. To najlepsze, ale jednocześnie coraz bardziej niedostępne lekarstwo. Czy możemy sami coś poradzić na kłopoty ze spaniem? Dr Adam Wichniak, psychiatra specjalizujący się w badaniu snu, przekonuje, że tak. Joanna Rachoń: Czy możemy mówić o tym, że w naszych czasach mamy do czynienia z epidemią bezsenności? Dr Adam Wichniak: Na bezsenność skarży się już 60 procent kobiet i ponad 40 procent mężczyzn w Polsce. Tym, co nas, lekarzy, zastanawia najbardziej, jest fakt, że w ciągu zaledwie kilku ostatnich lat liczba osób z bezsennością się podwoiła. Po raz pierwszy w historii mówimy również o bezsenności na własne życzenie: osoby dotąd zdrowe zaczynają chorować w wyniku stylu życia i lekceważenia potrzeby snu. Co zaczęliśmy robić nie tak? Jest kilka czynników ryzyka bezsenności, na które mamy wpływ. Należą do nich m.in. mała aktywność fizyczna i ekspozycja na światło. Wiele osób przesiaduje do późna przed telewizorem albo komputerem, tymczasem światło emitowane przez te urządzenia działa pobudzająco na mózg. Na bezsenność narażone są też oczywiście osoby starsze i te, u których w rodzinie występował taki problem. Czynnikami ryzyka są też – i to ciekawe – posiadanie wyższego wykształcenia i bycie kobietą. Dlaczego kobiety częściej nie mogą spać? Ponieważ wśród kobiet więcej jest osobowości perfekcjonistycznych albo lękliwych. Kobiety częściej też chorują na zaburzenia lękowe i depresję, a te...

Czytaj dalej
Pies w aucie
getty images

Przepis na szczęście? Wyznaczaj sobie cele. Sens i radość życia znajdziesz po drodze

Nikt nie żyje w stanie wiecznej euforii. Szczęście polega na czymś innym.
Katarzyna Montgomery
01.02.2020

To wielkie życiowe cele dają nam prawdziwe poczucie przyjemności – nawet wtedy, gdy okupione są wysiłkiem, cierpieniem. Dlaczego tak się dzieje i dlaczego czasem lepiej być eudajmonistą niż hedonistą, mówi znawca i badacz szczęścia, profesor Janusz Czapiński. Katarzyna Montgomery: W swojej psychologicznej teorii szczęścia tłumaczy pan, że jego źródło jest uwarunkowane w dużej mierze genetycznie. Jaki zatem sens poszukiwania recepty na szczęście? prof. Janusz Czapiński: Są ludzie, którym powiodło się w życiu, ale na zawsze pozostaną malkontentami, co świadczy o tym, że wobec uwarunkowań genetycznych bywamy bezradni. Jednak większość ludzi – ponad 70 proc. – rodzi się z dobrymi genami szczęścia i umiera w przekonaniu, że ich życie było udane. Jestem zdania, że wbrew temu, co twierdzi guru psychologii pozytywnej, Martin Seligman, optymizmu nie można się nauczyć. Pocieszające jest jednak to, że ogromna większość ludzi ma optymizm zagwarantowany w kontrakcie na życie, bez konieczności uczenia się.  Hedoniści kontra eudajmoniści Ale ciągle szukamy recept na szczęście? A nie ma jej nawet na to, jak budować dobre życie. Jedyne, co nas łączy, to przepis na unikanie nieszczęść, który sprowadza się do uniwersalnych prawd, żeby uważać na otwarty ogień i unikać innych niebezpiecznych sytuacji.  Ulegamy też modom, a te raz propagują slow life i np. totalną akceptację siebie, a kiedy indziej – solidny wysiłek, a jeśli wypoczynek, to tylko aktywny. To są scenariusze, które piszą nam inni. Mieszkam w okolicy wiejsko-warszawskiej i widzę, jak niektórzy z zaciśniętymi zębami biegają codziennie koło mojego płotu. Nie zazdroszczę. Uważam, że przede wszystkim trzeba mieć kontakt ze sobą i intuicyjnie wyczuwać, co jest dla mnie dobre. Wsłuchać się w swoje potrzeby i...

Czytaj dalej