Dogoterapia: pies może pomóc w leczeniu depresji, nerwicy i bezsenności
iStock

Dogoterapia: pies może pomóc w leczeniu depresji, nerwicy i bezsenności

O tym, że zwierzęta mają terapeutyczną moc, wie dziś już większość z nas. Kontakt z psem czy koniem potrafi zdziałać cuda. Na czym polega dogoterapia i jakie przynosi skutki?
Karolina Morelowska-Siluk
24.11.2020

Hipoterapia (praca z koniem) czy dogoterapia (praca z psem) wykorzystywane są m.in. do leczenia porażenia mózgowego czy wspierająco w terapii dzieci z autyzmem.

W Stanach Zjednoczonych terapię z udziałem zwierząt domowych (ang. pet therapy) zaczęto stosować już w latach siedemdziesiątych. Autorem samej nazwy i jednocześnie  zagorzałym propagatorem tej metody był psycholog dziecięcy Boris Levinson. Zauważył on bowiem, że autystyczne dzieci, które nie potrafiły nawiązać kontaktu z dorosłymi, ożywiały się podczas kontaktu z psami. Odkrycie psychologa zapoczątkowało kolejne badania. Dość szybko okazało się, że zastosowanie dogoterapii powinno być zdecydowanie szersze.

Czytaj także: „Psów jest za dużo, mamy dziś modę na psy. I fundujemy im piekło” – mówi Sylwia Najsztub, behawiorystka

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Dogoterapia. Najpierw pies, potem mąż

Dr Erika Friedmann obserwowała pacjentów hospitalizowanych z powodu zawału lub choroby wieńcowej. Okazało się, że fakt, iż w domu czeka na chorego pies, zdecydowanie bardziej mobilizował go do walki o zdrowie niż obecność żony/męża czy wsparcie rodziny. Dlatego w amerykańskich domach opieki wolno mieszkać ze zwierzętami, można je także przyprowadzać do szpitali.

Według profesora medycyny klinicznej Kennetha R. Pelletiera powinno być to możliwe we wszystkich krajach, bo po kontakcie z psem w domu opieki pensjonariuszom spada ciśnienie krwi i tętno, a po wizycie rodziny nie ma takich efektów…

Dogoterapia w Polsce i na świecie

Niestety w Polsce dogoterapia wciąż  traktowana jest przede wszystkim jako sposób na codzienną pomoc osobom z niepełnosprawnością. Szkolone psy znają kilkadziesiąt  komend i są w stanie wykonać ze swoim właścicielem albo wręcz za niego mnóstwo rozmaitych czynności. W wielu miejscach na świecie, w tym w Stanach Zjednoczonych, dogoterapię wykorzystuje się jednak do leczenia pacjentów z zespołem stresu pourazowego czy depresją. Zajmuje się tym organizacja o nazwie Psychiatric Service Dog Society.

Każdy pies szkolony jest do bardzo konkretnych – odpowiadających objawom właściciela – zadań, np. psy osób cierpiących na ataki paniki umieją pomóc poprzez wspomaganie koncentracji uwagi właściciela (pies siedzi i patrzy choremu głęboko w oczy), w przypadku napadu lęku prowadzą chorego w bezpieczne miejsce. Na jeszcze bardziej zaawansowanych kursach psy uczą się nawet redukować niepokój właściciela poprzez odpowiednie uciskanie łapami jego klatki piersiowej.

Czytaj także: Zaburzenia lękowe – poznaj rodzaje lęku i sposoby, jak go pokonać

Każdy pies może pomóc

Wszyscy wiemy jednak, że często nie potrzeba nam specjalnie wyszkolonego psa, by był on naszym zaufanym „terapeutą”. Psy mogą nawet wesprzeć w walce z depresją. Jak podaje serwis Animaltherapy.net, blisko 90 proc. właścicieli zwierząt domowych twierdzi, że ich zwierzęta były dla nich „bardzo ważne” podczas leczenia rozmaitych dolegliwości, 87 proc. uważa swoje zwierzęta za członków rodziny, a 79 proc. twierdzi, że ich zwierzę jest ich najbliższym towarzyszem.

Psy działają na ludzi uspokajająco i rozluźniająco, co w niektórych przypadkach pomaga walczyć z bezsennością. Ponadto dają człowiekowi bezwarunkową akceptację, co – jak podkreślają psychologowie – odgrywa bardzo ważną rolę w procesie terapii osób cierpiących. Poza tym są źródłem śmiechu, a spacery z nimi obniżają poziom trójglicerydów i cholesterolu, naturalnie i bez wysiłku podnoszą sprawność fizyczną organizmu, a tym samym zwiększają szansę na uniknięcie wielu chorób.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
psi behawiorysta
Unsplash

Pies na kozetce u psychologa: w czym może mu (i nam!) pomóc psi behawiorysta?

„Przychodzą pacjenci i chcą, żeby zwierzak przestał gryźć lub szczekać. Dlaczego nie pytają, co on czuje? Jak funkcjonuje?” – mówi Aneta Awtoniuk, zoopsycholożka.
Paweł Sulik
04.08.2020

Pies albo kot to nie zabawka, którą można włączyć, wyłączyć albo oddać komuś innemu, kiedy już sie nam znudzi. Banał? A jednak wciąż trzeba o nim przypominać. Wychowanie domowego zwierzaka nie zawsze jest łatwe: zdarza się, że kot sika, pies wyje, szczeka, jest agresywny… – w takich sytuacjach pomoże psi behawiorysta. Dużo możemy też od niego dowiedzieć się o sobie samych. Paweł Sulik: Kim jest behawiorysta? Czy to osoba zajmująca się tresurą zwierząt? Aneta Awtoniuk: Behawiorysta to specjalista od zachowań. Wie, jakie zachowania są typowe, a jakie odbiegają od normy, potrafi je zmodyfikować. Szkolenie to domena treserów. Nie znoszę jednak tego słowa – treserzy są w cyrkach, wolę nazywać siebie trenerką. Szkolę bowiem nie tylko zwierzę, ale i człowieka. Podobnie w  przypadku terapii behawioralnej moimi pacjentami są zarówno zwierzęta, jak i ich opiekunowie. W 90 procentach kłopoty, których przysparzają zwierzęta, są wynikiem tego, co niewłaściwego w  relacji z  nimi robi człowiek. Z jakimi problemami styka się pani w pracy najczęściej? Jesteśmy otoczeni zdjęciami ślicznych piesków i kotków umieszczonymi na portalach społecznościowych, ale moi pacjenci przychodzą naprawdę sfrustrowani. Najczęściej słyszę, że pies gryzie kanapę, kot sika na pościel itd. Zdarza się, że koty są agresywne wobec gości w domu, polują na stopy, kiedy tylko ktoś zdejmie buty. Właściciele wierzą, że istnieje szybka i skuteczna metoda, żeby skorygować uciążliwe zachowania zwierząt. Myślą, że wystarczy sięgnąć po odpowiednią pastylkę, którą ja, behawiorystka zwierzęca, zalecę, a zwierzę momentalnie przestanie sprawiać problemy. Nikt nigdy nie przyszedł do mnie dowiedzieć się, co czuje i jak funkcjonuje jego pies czy kot, zawsze przychodzą pacjenci, którzy...

Czytaj dalej
Fot.Weronika Nowokuńska

Zaproś na randkę na Tinderze… bezdomnego psa! Masz szansę na miłość na całe życie

Szukasz wiernego kompana? Kogoś, kto nigdy cię nie zdradzi i zawsze będzie przy tobie? Kogoś, dla kogo będziesz najważniejsza? Wejdź na Tinder i zacznij randki z… bezdomnymi psami.
Sylwia Arlak
31.07.2020

Mamy środek wakacji, ale nie dla wszystkich to czas beztroski, odpoczynku i radości dzielonej z najbliższymi. Bezdomne psy i koty cierpią teraz bardziej niż kiedykolwiek. Pandemia pokrzyżowała plany wielu schroniskom. Wciąż brakuje rąk do pracy. Przystopowały adopcje, kończą się na środki na utrzymanie czworonogów.  Zwierzęta nas potrzebują – Nie wszystkie schroniska zniosły obostrzenia. Nie wszystkie wpuszczają już na swój teren wolontariuszy i innych ludzi. Sytuacja zwierząt wciąż jest więc bardzo trudna – mówi nam pomysłodawczyni ogólnopolskiej akcji „Biegamy z psiakami ze schroniska”, miłośniczka zwierząt, Monika Dąbrowska i dodaje: – Ludzie nie adoptują tak chętnie, jak wcześniej. Wielu ludzi w dalszym ciągu boi się, czy będzie miało pracę, a tym samym pieniądze na utrzymanie zwierzaka. Wielu wciąż boi się koronawirusa i woli siedzieć w domu. Zdają sobie sprawę, że pies potrzebuje się wybiegać, a oni nie mogą im teraz tego zapewnić.    Co w takiej sytuacji możemy zrobić dla cierpiących zwierząt? – Ja w pierwszej kolejności sprawdziłabym, gdzie jest najbliższa placówka, która pomaga czworonogom. Sprawdziłabym, czego im na ten moment najbardziej potrzeba. Mogą to być pieniądze na rehabilitacje, ale też koce i inne rzeczy, które często zalegają w naszych domach. Mogą też prosić o pomoc w wyprowadzaniu psa, bo mają ich coraz więcej, a nie chcą, żeby odzwyczaiły się od kontaktu z ludźmi. Te bezbronne stworzenia nas potrzebują – podkreśla nasza rozmówczyni. Aplikacja, która gwarantuje miłość Monika Dąbrowska od lat wspiera adopciaków na różne sposoby. Ostatnio wpadła na pomysł, żeby szukać domów dla bezdomnych psów za pomocą popularnej aplikacji dla poszukujących miłości, czyli oczywiście...

Czytaj dalej
psy do adopcji
iStock

„To chyba jedyny plus tej pandemii” – mówi Anna Elgert. Coraz więcej adopcji adopciaków w Polsce!

Schroniska są teraz zamknięte, ale serca osób wrażliwych na los zwierząt w ostatnim czasie otworzyły się szeroko. Adopcje zwierzaków są coraz częstsze!
Kamila Geodecka
17.12.2020

Okazuje się, że czas pandemii, tak dokuczliwy dla ludzi, dla psów i kotów okazał się rokiem szansy na lepsze. W ostatnich miesiącach wielu z nas zdecydowało się na adopcję adopciaka. O tym, jak teraz wygląda praca w schronisku i jak wygląda proces adopcyjny zwierzaków, opowiada  Anna Elgert z „OTOZ Animals” oraz zastępczyni kierownika w schronisku „Ciapkowo” w Gdyni. Kamila Geodecka: Mówi się, że w czasie pandemii więcej osób decyduje się na adopcję psa. To prawda? Anna Elgert: Tak, to chyba jedyny plus tej pandemii. Ale chcę zaznaczyć jedną rzecz. Czasami zarzuca się nam, że pozwalamy na adopcję, a po pandemii te psy będą wracały do schroniska. Ale my prowadzimy weryfikację osób, które chcą przygarnąć zwierzaki, żeby takie sytuacje się nie zdarzały. Zawsze pytamy się o to, ile godzin dziennie pies będzie zostawał sam. Ale w normalnym trybie pracy. Pytania dotyczą normalnego trybu życia, nie tylko tego w czasie pandemii. I mogę powiedzieć, że póki co nie mieliśmy żadnych zwrotów z adopcji. Faktycznie na początku była obawa, bo nagle wszyscy zaczęli zgłaszać się po psy. Niektórzy podejrzewali, że to może dlatego, że na początku w czasie lockdownu tylko z psem można było wychodzić na spacery, a inni nie mogli tak spacerować. Ale my naprawdę bardzo mocno weryfikujemy te domy. Starsze psy mają najmniejszą szansę na adopcje?  Tak i kładziemy bardzo duży nacisk na wydanie tych psów. Szczególny problem jest ze starszymi i do tego dużymi psiakami. Wiadomo, że jak przychodzi mały szczeniak, to tych zgłoszeń jest dużo. Ale pieski, które są już po 2-3 lata w schronisku, to często są już starsze zwierzęta. Dla nas adopcja starszego psa to naprawdę cud. My w schronisku staramy się też dbać o te starsze zwierzęta i dajemy im...

Czytaj dalej
Andrzej Kruszewicz
archiwum prywatne

Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego zoo o sekretnym życiu zwierząt

Chociaż Andrzej Kruszewicz jest dyrektorem warszawskiego zoo już od ponad 10 lat, nadal nie nudzi go obserwowanie mieszkających tutaj zwierząt. Z tych obserwacji powstała książka „Sekretne życie zwierząt” – piękny przewodnik po świecie zwierzęcych uczuć i podręcznik dla tych, którzy chcą nie tylko oglądać małpy, słonie i pingwiny, ale też naprawdę je poznać.
Marta Strzelecka
07.06.2020

Miłość jest sprytniejszym sposobem działania od agresji, choćby dlatego, że nie przysparza wrogów. Proste prawda? Jesteśmy ssakami, jednak nie potrafimy przyjąć tej zasady za coś pewnego, tak jak goryle„ – mówi Andrzej G. Kruszewicz, dyrektor warszawskiego zoo. Właśnie ukazała się jego książka „Sekretne życie zwierząt”. Marta Strzelecka: To prawda, że zwierzęta w zoo przyglądają się panu ostatnio bardzo uważnie?  Andrzej G. Kruszewicz: Kiedy nie było zwiedzających, były mną zainteresowane bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Może zobaczyły mnie zupełnie na nowo? Ja też miałem więcej czasu, żeby im się przyjrzeć. Więcej też byłó słychać, śpiew ptaków głośniej brzmi.  I co pan dostrzegł?  Małpy na przykład nudzą się bez ludzi, nie mają się z kogo śmiać. Zwykle kręcą się przy ogrodzeniu, przedrzeźniają zwiedzających. A teraz nie widują nikogo poza opiekunami, pracownikami zoo. Dlatego, żeby umilić im życie, chowamy na ich wybiegach różnego rodzaju frykasy, a one szukają. Dostają też od nas plastikowe butelki z kompotem, które zamiast wyrzucać po wypiciu napoju, przynoszą do opiekunów, żeby dostać za to daktyle. Ale wydry na przykład, które bardzo lubią publiczność, nie zmieniły się. Dla nich na pierwszym miejscu zawsze była zabawa i wciąż tak jest. Oglądamy szczęśliwe grupy bawiących się samotnych matek z małymi, bo panowie wydry raczej nie interesują się ani potomstwem, ani ukochanymi. U gibonów zawsze jest ruch, niezależnie od tego, czy ktoś je obserwuje. A ja uwielbiam na nie patrzeć, nie przestaje mnie zadziwiać, jakie są sprawne, jakie potrafią robić wygibasy. Wszystkie zwierzęta w zoo korzystają teraz ze swoich przestrzeni w większym stopniu niż kiedyś. Mieliśmy niedawno kilka porodów, gepardzica urodziła na...

Czytaj dalej