„Dobre życie jest zbudowane na dobrych relacjach” – przekonuje psychiatra Robert Waldinger
Pexels.com

„Dobre życie jest zbudowane na dobrych relacjach” – przekonuje psychiatra Robert Waldinger

Inwestycja w związki przyniesie nam więcej szczęścia i satysfakcji niż sława, bogactwo czy wielkie osiągnięcia.
Sylwia Arlak
24.02.2021

Co wpływa na nasze szczęście i satysfakcję z życia? Wszystkie czasem zadajemy sobie to pytanie. Od lat próbują odpowiedzieć na nie także naukowcy. Badacze z Harvardu od 75 lat śledzą życie 724 mężczyzn. Każdego roku pytają ich o pracę, życie rodzinne i zdrowie. Prawdopodobnie to najdłuższe badanie nad rozwojem człowieka, jakie przeprowadzono.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Liczy się jakość, nie ilość relacji

„Żeby mieć pełny obraz ich życia, nie opieramy się wyłącznie na ankietach. Rozmawiamy z nimi w ich salonach. Przeglądamy akta medyczne od ich lekarzy. Pobieramy im krew, prześwietlamy mózg, rozmawiamy z ich dziećmi. Nagrywamy, jak rozmawiają z żonami o swoich największych rozterkach” – tłumaczy podczas konferencji TED jeden z autorów badania, psychiatra Robert Waldinger. 

Z dziesiątek tysięcy stron informacji, które zebrano na temat życia badanych, płynie jeden wniosek: to dobre relacje czynią nas szczęśliwszymi i zdrowszymi. Ci, którzy są bardziej związani z przyjaciółmi, rodziną, czy społeczeństwem, są szczęśliwsi, zdrowsi i żyją dłużej niż ci, którzy nie utrzymują takich kontaktów. 

Można jednak być samotnym i w tłumie, i w małżeństwie. Nie chodzi więc tylko o liczbę przyjaciół, ani o bycie w stałym związku, ale o jakość relacji. U badanych, którzy tkwili w nieszczęśliwych związkach, odczuwanie bólu fizycznego nasilało się przez ból emocjonalny. Najszczęśliwsze pary deklarowały, że odczuwając ból, nadal czują się szczęśliwe. Jak mówi psychiatra, bardzo konfliktowe małżeństwa, bez wielkiego uczucia, źle wpływają na nasze zdrowie. Prawdopodobnie nawet gorzej niż rozwód. 

Czytaj też: Szczęście według badaczy i naukowców. Jakie są teorie psychologiczne dotyczące szczęścia?

Praca, która procentuje

Dobre relacje nie tylko chronią nasze ciało, ale również mózg. Ludzie, którzy są w związkach, w których czują oparcie partnera, dłużej zachowują lepszą pamięć. Nie trzeba za wszelką cenę unikać kłótni (część badanych par przyznała, że mogłaby sprzeczać się całymi dniami). Z badań wynika, że dopóki czujemy, że możemy liczyć na bliską osobę, kiedy robi się ciężko, sprzeczki nie wpłyną na naszą pamięć. 

Związki to praca na całe życie, ale warto w nie inwestować. „Wielu spośród naszych badanych, kiedy wchodziło w dorosłe życie, naprawdę wierzyło, że sława, bogactwo i wielkie osiągnięcia są potrzebne do udanego życia. Z naszych badań jasno wynika jednak, że najlepiej powiodło się tym, którzy opierali się na relacjach” – podkreśla Robert Waldinger. 

Od czego zacząć? Ekspert przekonuje, że możliwości jest nieskończenie wiele. Możemy spędzać więcej czasu z ludźmi zamiast przed ekranem (choć w dobie pandemii bywa to niekiedy utrudnione). Możemy ożywić nudny związek, robiąc wspólnie coś nowego, pójść na spacer albo organizując randkę (choćby nawet we własnym domu, liczą się chęci). Możemy skontaktować się z członkiem rodziny, z którym nie rozmawialiśmy od lat albo spróbować odnowić kontakt z dawnym przyjacielem. Zwierzając się bliskim osobom, dzieląc się z nimi swoimi smutkami i radościami, budujemy naszą osobistą sieć wsparcia społecznego.

Czytaj też: „Szczęścia się nie znajduje, ale buduje samemu” – mówi Dan Gilbert, psycholog. Sprawdź, jak to robić

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„Po pierwsze przyjaciele…” Zobacz, co robić, żeby dać sobie szansę na szczęśliwsze życie

„Celem naszego życia jest bycie szczęśliwym” — powiedział kiedyś Dalajlama. Niestety, większość ludzi nie czuje szczęścia z bardzo prostego powodu. Szukają go tam, gdzie go nigdy nie znajdą.
Sylwia Arlak
14.07.2020

Życie składa się z wielu przeciętnych momentów, ale nawet te spektakularne nie zmienią naszego życia na dłużej. Z badań psychologa, doktora Ed Dienera wynika, że wygrana na loterii nie wpłynie znacząco na nasze długofalowe poczucie szczęścia. Ta zasada działa też w drugą stronę: jeśli ulegniemy wypadkowi, nie będziemy smutni do końca naszych dni. Po pewnym czasie wrócimy do pozycji wyjściowej. Nie będziemy ani mniej, ani bardziej szczęśliwi niż przedtem. Co możemy sami dla siebie zrobić? Najlepiej wziąć sprawy we własne ręce. Dobrą wiadomość ma dla nas Sonja Lyubomirsky, profesorka psychologii, badaczka i autorka książek o szczęściu. W swoich badaniach wykazała, że faktycznie możemy podnieść swój poziom szczęścia, o ile oczywiście wiemy, jak to zrobić. Okazuje się, że wszyscy mamy genetyczne predyspozycje do bycia szczęśliwym (bądź nieszczęśliwym). Naukowcy spierają się o dokładne dane, ale większość z nich skłania się ku tezie, że dziedziczymy około 50 proc. szczęścia.  Nie chodzi tu o zewnętrzne okoliczności, na których często skupiamy się najbardziej: pieniądze, status, praca, samochody, piękny dom. Dd Diener, który studiował szczęście przez całe życie, porównał ludzi z listy najbogatszych Amerykanów z „przeciętnymi obywatelami”. Okazało się, że milionerzy byli tylko odrobinę szczęśliwi od reszty. 37 proc. z nich było mniej szczęśliwych niż przeciętni obywatele USA. Nie jesteśmy w stanie kontrolować genetyki i mamy tylko częściowy wpływ na zewnętrzne okoliczności. To, co możemy zrobić, to zmienić swoje myśli albo zmienić swoje działania. Oto kilka przykładów: Myśli: Pielęgnuj wdzięczność. Przypominanie sobie rano lub wieczorem trzech rzeczy, za które jesteś wdzięczna, to...

Czytaj dalej
rodzina na kanapie
Adobe Stock

Ciemna strona niebieskiego światła: stres, lęk, depresja. 

Im częściej korzystamy ze smartfonów i tabletów, tym silniej odczuwamy stres oraz lęk. I częściej chorujemy na depresję.
Aleksandra Nowakowska
03.04.2020

Bierzemy telefon do ręki „żeby tylko sprawdzić jedną rzecz” – i odpływamy w wirtualną przestrzeń. Coraz częściej telefon jest dla nas nie tylko narzędziem komunikacji, ale też najlepszą rozrywką i jedyną odskocznią od rzeczywistości. Uzależnienie od telefonu to coraz większy problem – nie tylko dlatego, że kradnie nasz czas, ale przede wszystkim dlatego, że zabiera nam zdrowie.  Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne po przeprowadzeniu wywiadów z 3,5 tys. osób opublikowało raport, z którego  wynika, że osoby, które często korzystały z telefonu, komputera czy laptopa, były o wiele bardziej zestresowane. Ale – mimo tego – tylko co trzeci z badanych wyraził chęć cyfrowego „detoksu”! Podczas innych wielkich badań znaleziono też związek między nadmiernym używaniem telefonu a stanami lękowymi. Z kolei Anders Hansen, szwedzki psychiatra i autor książki „Wyloguj swój mózg. Jak zadbać o swój mózg w dobie cyfrowych technologii” przytacza jeszcze inne badania, które udowadniają, że u osób poproszonych o oddanie telefonu, poziom lęku i niepokoju narastał bardziej, im dłużej pozostawali z dala od aparatu.  W ich mózgach w momencie zabrania urządzeń uruchomiła się oś: podwzgórze–przysadka–nadnercza, a mózg zaczął apelować: „Natychmiast zrób coś, żeby dostarczyć mi dopaminę!”. Strata telefonu okazała się dla mózgów ich właścicieli czynnikiem wysokiego stresu. Zachowywali się tak, jakby utracili coś ważnego dla przetrwania.  Bez e-booka przed snem Anders Hansen w swoim gabinecie psychiatrycznym zauważył też, że nowe technologie zaburzają nasz sen. Śpimy coraz krócej, średnio jedynie 7 godzin na dobę, czyli...

Czytaj dalej
Jak osiągnąć szczęście
eastnews

Prof. Ruut Veenhoven, ekspert od szczęścia, wyjaśnia, czemu niektórzy z nas je mają, a inni nie

„To zawsze jest kombinacja tysięcy czynników”.
Sylwia Niemczyk
24.02.2019

Żyjemy dzisiaj w społeczeństwie wielokrotnego wyboru. Możemy decydować, o tym, gdzie zamieszkamy, o pracy, związkach, stylu życia, sposobie spędzania wolnego czasu. Ale czy możemy zapewnić sobie szczęśliwe życie, na ile nasze szczęście zależy od nas, co zrobić, by mu sprzyjać” – mówi w „Urodzie Życia” profesor Ruut Veenhoven, ojciec chrzestny badań nad szczęściem, socjolog z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie. Szczęścia można się  nauczyć Bartosz Janiszewski, URODA ŻYCIA: Filozofowie pytają o nie od tysięcy lat, poeci próbują je opisać, religie je obiecują, a psychoterapeuci pomagają nam znaleźć do niego drogę. Tymczasem pan po prostu sprowadza szczęście do liczb. W skali od 1 do 10. Za grosz romantyzmu. Prof. Ruut Veenhoven:  Prywatnie mogę zachwycać się koncepcjami filozoficznymi i pięknymi wierszami o szczęściu, ale jestem naukowcem. Od 40 lat zajmuję się zawodowo szczęściem i potrzebuję do tego naukowych narzędzi. Naukowe jest to, co da się zmierzyć. Żeby badać szczęście, trzeba je więc zmierzyć. Tylko co pan właściwie mierzy? Jak nauka definiuje szczęście? W psychologii to nieco romantyczne pojęcie rozumiemy jako zadowolenie z całego swojego dotychczasowego życia. Badań, w których pojawia się pytanie o tę satysfakcję, każdego roku jest ponad tysiąc. Przeprowadzają je poważne instytucje, od Unii Europejskiej przez szacowne uniwersytety, instytuty badawcze po rządy państw. W Światowej Bazie Szczęścia na Uniwersytecie Erazma w Rotterdamie gromadzimy je od ponad 30 lat. W tej chwili mamy ponad trzy miliony odpowiedzi na to pytanie. Najciekawsze jest jednak to, że te odpowiedzi przychodzą do nas w pakiecie z innymi informacjami społecznymi, psychologicznymi, finansowymi etc. To pozwala nam na wyciąganie ogromnej liczby wniosków. W tej chwili mamy opisanych ponad 50 tysięcy...

Czytaj dalej

Uważasz się za empatyczną? Sprawdź, czy naprawdę taka jesteś

Okazuje się, że tylko do pewnego stopnia. Bronimy się przed współczuciem, wtedy gdy boimy się cierpienia – tak dowodzą najnowsze badania.
Aleksandra Nowakowska
27.03.2020

Empatia to zdolność do współodczuwania i rozumienia uczuć innych. To umiejętność, której potzrebuje każda z nas po to, aby tworzyć autentyczne relacje z innymi. JEmpatia jest nam konieczna do życia… ale większość z nas wcale nie chce jej odczuwać. Dowodem na to jest  badanie przeprowadzone przez zespoły kanadyjskich naukowców z Penn State University i University of Toronto. Okazuje się, że tłumimy empatię nawet wtedy, gdy doskonale zdajemy sobie sprawę, że razem z nią w pakiecie dostaniemy inne pozytywne uczucuia – wzruszenie, radość, poczucie bliskości. Czemu tak się dzieje? Ciemna strona współodczuwania Podczas 11 eksperymentów badawczych z udziałem 1200 osób, wyszło na jaw, że uczestnicy, mając do wyboru zdjęcia, których oglądanie wiązałoby się z okazaniem współczucia, wybierali te niewzbudzające żadnych emocji. Jedynie 35 proc. badanych odważyło się czuć. Pozostali argumentowali, że empatia wymaga od nich sporego wysiłku zarówno psychicznego, jak i mentalnego, którego nie chcą podejmować, bo boją się cierpienia. Zachęcani – okazywali poirytowanie i zaniepokojenie. W kolejnym etapie badań uczestnicy, którym powiedziano, że są bardziej empatyczni od innych, chętniej otwierali się na zachowania pełne współczucia, po czym stwierdzali, że to nie jest takie obciążające, jak im się wydawało. Wynika z tego wniosek, że chociaż unikamy okazywania uczuć, możemy się w ich kierunku zmotywować i podoba nam się bycie postrzeganymi jako empatyczni. Poza tym praktykowanie empatii w sposób naturalny nas do niej zachęca.  W analizę empatii zagłębił się też znany badacz z University Yale, Paul Bloom. Zauważył, że to emapria motywuje nas do altruistycznych gestów i jest podstawą budowanych przez nas relacji. Pozwala lepiej...

Czytaj dalej