Toksyczna matka może naznaczyć psychikę córki na całe życie
Adobe Stock

Toksyczna matka może naznaczyć psychikę córki na całe życie

Relacja matka-córka to jeden z najczęstszych tematów w gabinetach terapeutycznych. Dorosłe córki cierpią, ale często nie potrafią mówić o tym otwarcie. Więź dorosłej córki z matką może utrudniać życie.
Karolina Morelowska-Siluk
23.09.2020

Gabinety pełne są kobiet, które budują obronny mur dla swoich matek, choć terapeuta próbuje pokazać inne oblicze ich matki”, mówi Agnieszka Iwaszkiewicz, psychoterapeutka. – „Robią to, bo przyznanie, powiedzenie głośno przed samą sobą: »Moja matka jest zła«, to ogromne wyzwanie. Ono, w pierwszym momencie, niejako burzy podstawy psychicznego funkcjonowania, odbiera poczucie bezpieczeństwa i wyzwala ogromne poczucie winy, podważa korzenie, uderza także w poczucie kobiecości. Świat wali się na wielu płaszczyznach, bo relacja między dwoma kobietami – relacja córki z matką, silnie determinuje tożsamość tej pierwszej. Kwestionując kobietę – matkę, kwestionujemy też często siebie”, dodaje.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Krytyka, a naśladowanie

Z badań wynika, że istnieje powiązanie między poczuciem spełnienia, zadowoleniem kobiet w dorosłości a tym, jak oceniają one swoją relację z matką: czy to ocena pozytywna, czy raczej negatywna.

Matka jest pierwszym wzorem do naśladowania, obiektem do identyfikacji dla dziewczynki, a potem kobiety. Córki swoją dorosłość, bycie kobietą, matką, żoną często budują albo na podobieństwo, albo w opozycji do matek. Sporo jest też w tych relacjach rywalizacji. W ujęciu psychoanalitycznym bowiem matka i córka są w rodzinie naturalnymi rywalkami o ojca. To jest niejako wpisane w ich relacje. Zatem temu związkowi od samego początku towarzyszą intensywne emocje. To niesamowicie silna, naznaczająca więź.

Judith Arcana, amerykańska pisarka, autorka m.in. dwóch książek dotyczących tematu macierzyństwa przeprowadziła wywiady ze 120 kobietami. Córki, w przeważającej części, były krytyczne w stosunku do swoich matek i bardzo wiele energii wkładały w to, by być inne niż one, a mimo to – nie zdając sobie sprawy – naśladowały je…

Siła i specyfika tej więzi sprawiają, że tak często dla dorosłej kobiety wciąż tak wielkie znaczenie ma zdanie jej matki, jej akceptacja. A z nią bywa różnie. Często jest tak, że matki, widząc w córkach obraz samych siebie, starają się poprzez nie realizować swoje marzenia, pomysły na życie, których nie udało się im urzeczywistnić.

„Córka ma wypełnić pragnienia matki. Te jawne, np.: ma być grzeczna i posłuszna lub zrobić karierę, bo wtedy matka czuje się dobrą matką. I te, których matka nie jest świadoma, np.: kiedy swoje rozmaite życiowe  niespełnienia przenosi na dziecko. Córka ma  taką matkę niejako »nakarmić«. Przez to staje się narzędziem, dzięki  któremu matka osiąga swój psychiczny dobrostan, cokolwiek on znaczy. Córka jest po to, aby matka czuła się dobrze. Matka jest wtedy bardzo skoncentrowana na córce, aby ta »właściwie« wypełnia jej plan. Jakkolwiek to nie zabrzmi, córka może poczuć się w takiej sytuacji dla matki wyjątkowa” – tłumaczy Agnieszka Iwaszkiewicz. Ale to nie jest dobra, pozytywna „wyjątkowość”.

„Z takiej więzi może wyrosnąć kobieta, i tak dzieje się często, kompletnie zależna od swojej matki. Mimo że oddziela się od niej fizycznie, nie jest w stanie odciąć się od jej oczekiwań i robi wszystko, aby zdobyć tę  rzadko osiągalną i  nietrwałą w takiej relacji akceptację. Psychicznie tkwi przy matce. Nie jest w stanie pójść własną drogą. Non stop przystaje, odwraca się i weryfikuje, czy jej zachowanie, postawa, wybór, osiągniecie, zadowolą matkę. Czy dobrze gotuje, sprząta, czy ma odpowiednią pracę, aż w końcu czy jest dobrą córką? Nie może żyć własnym życiem, bo każdy ruch filtruje przez to, co powie mama. W obu przypadkach widać pułapkę, którą zastawia matka  na dziecko, jeśli koncentruje się na nim, ale w swoim celu”, mówi psychoterapeutka.

Inną sytuacją, która bardzo obciąża relację między matką i córką, jest taka, w której matka jest nadopiekuńcza. Nadopiekuńczość może mieć przynajmniej dwa źródła. Po pierwsze, kobieta może taka być, bo w ten sposób pojmuje rolę matki – kurczowo trzymając swoje dziecko pod kontrolą, niezależnie od jego wieku. A po drugie, matki bywają  nadopiekuńcze, ponieważ nie mają innego życia osobistego i uczuciowego poza obszarem macierzyństwa. Nie są spełnione w swoich związkach, nie mają swoich pasji, przyjaciół, więc całe swoje życie lokują w dzieciach. A ponieważ synowie rzadziej dają się zawładnąć, pada na córki, a te są w rękach matek jak plastelina. Na dodatek są przez nie wpędzane w poczucie winy – oczywiście to wszystko dzieje się podświadomie i staje się pułapką dla obu stron.

Wyjście z trudnej sytuacji

„Nie jestem zwolenniczką zrywania kontaktu z matką, choć oczywiście czasem nie ma innego wyjścia. Jednak fizyczna separacja od obiektu wywołującego ból, choć czasem jest niezbędna, w tym przypadku raczej nie załatwia całej sprawy”, mówi Agnieszka Iwaszkiewicz. „Matki nie ma sensu odrzucać, bo ona i tak będzie wracać, trzeba ją więc »przepracować«. Ułożyć się z nią. Znaleźć jej dobrą część, znieść ambiwalencje wobec niej, niechęć i chęć, zrozumieć swoją ciągotę do niej, inaczej ułożyć relacje, dojrzeć. To daje szansę na wyjście z emocjonalnej pętli lub psychicznego cierpienia. W filmie Pawła Łozińskiego „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” jest  pokazana nietypowa i jeszcze na razie wciąż rzadka terapia  pary: matki i córki właśnie. Taka droga do siebie  dwóch kobiet, na którą obie  świadomie się zdecydowały, i której towarzyszy psychoterapeuta to z psychologicznego punktu widzenia idealne rozwiązanie”, dodaje. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
matka i córka
Unsplash

Relacja matka i córka. Narcystyczne matki niszczą psychikę swoich córek – mówi psycholog

Gabinety terapeutyczne pełne są córek, które chronią wizerunek swoich narcystycznych matek. Dlaczego? O relacji matka i córka opowiada psychoterapeutka Agnieszka Iwaszkiewicz.
Karolina Morelowska-Siluk
01.11.2020

Relacja matka i córka nigdy nie jest łatwa. Chociaż zdaniem psychologów to jest jedna z najsilniejszych więzi (a często po prostu: najsilniejsza), jakie tworzymy w życiu, to nie zawsze jest to relacja zdrowa. Córki narcystycznych matek nieraz przez całe życie zmagają się z poczuciem, że zawiodły swoją matkę, nie spełniły jej oczekiwań, że są od niej gorsze i nie zasługują na jej miłość. Matka kontra córka Karolina Morelowska-Siluk: Kulturowy przekaz jest jednoznaczny: matka kocha, troszczy się, otacza opieką. Tymczasem rzeczywistość bywa zupełnie inna. Są matki, które skupiają się na sobie, swoich ambicjach, niespełnionych potrzebach. Dziecko nie jest na pierwszym, a nawet na drugim czy trzecim planie. To matki narcystyczne. Agnieszka Iwaszkiewicz: Przekaz kulturowy rzeczywiście rysuje obraz macierzyństwa idealnego, pełnego wzniosłych uczuć, wolnego od niechęci czy obojętności wobec dziecka. Wiele kobiet próbuje mu sprostać. Jednak poza przekazem kulturowym jest jeszcze przekaz, który nazwałabym pokoleniowym, który z tym ideałem może nie mieć nic wspólnego. Kobieta w swojej rodzicielskiej roli może być dość silnie zdeterminowana obrazem własnej matki. I wtedy jej macierzyństwo może znacznie odbiegać od kulturowego wzorca. Czyli toksyczny wzorzec z powodzeniem ciągnie się przez kolejne pokolenia. Tak. Zdarza się, że narcystyczne matki wychowują narcystyczne córki. Matka narcystyczna to jaka? Może się wydawać, że to wyłącznie taka kobieta, która nie widzi niczego i nikogo poza sobą. Niekoniecznie. Bywają różne odmiany i wersje narcystycznych matek.  Jedna z nich to taka matka, która skupia się bardzo intensywnie na swojej córce, ale robi to w specyficzny sposób.  To znaczy? Córka ma wypełnić jej pragnienia. Te...

Czytaj dalej
Jane Fonda
Getty Images

Jane Fonda dorastała w toksycznym domu, przebaczyła rodzicom dopiero po latach

Dorastała pozbawiona uczuć. Dopiero pisząc autobiografię, próbowała zrozumieć rodziców. Wybaczyć im. I dzięki temu zbliżyć się do własnych dzieci. „Nigdy nie jest za późno” – mówi Jane Fonda.
Marta Strzelecka
12.06.2020

Jane Fonda, którą znamy – piękna, wysportowana, zdobywająca Oscary gwiazda, dorastała jako pełna kompleksów, samotna dziewczynka. Ojciec, słynny amerykański aktor Henry Fonda zajęty był swoją karierą i romansami. Matka cierpiała na chorobę psychiczną. W mediach życie ich rodziny przedstawiano jako bajkę, w rzeczywistości było od niej bardzo dalekie. Sama aktorka dopiero po latach odkryła, jak bardzo cierpiała jej matka, zrozumiała, co się z nią naprawdę stało. Z ojcem zdążyła się pogodzić przez jego śmiercią. Pisząc autobiografię „My Life So Far” gotowa była nie tylko na rodzinne rozrachunki, ale na czułość i przebaczenie. Dużo też zmieniło się w jej życiu. W ostatnich latach uroczyste kolacje u Jane Fondy wyglądają podobnie. Kilkanaście osób zasiada przy jednym stole: Jane, jej partner, córka, syn, dwoje wnucząt, przyjaciele, krewni. Atmosfera jest luźna, stroje codzienne, nikt nie przejmuje się konwenansami. Po deserze zazwyczaj ktoś przypomina sobie o rodzinnej tradycji – każdy każdemu mówi, jakie wydarzenie w ostatnim czasie było dla niego najważniejsze. „Wiedziałam, co powiem córce, kiedy do mnie podejdzie – Jane wspomina kolację sprzed kilku lat. – Ale ona odezwała się pierwsza: »Ty. Ty byłaś dla mnie najważniejszym wydarzeniem roku«. Mogłabym wtedy umrzeć i byłoby w porządku. Bo to był czas, kiedy w końcu, po 37 latach, udało mi się nawiązać szczerą relację z córką”. Jane Fonda, dzisiaj 82-letnia, w autobiografii „My Life So Far” pisze o swoich latach po sześćdziesiątce, że to trzeci akt. Nie etap odpoczynku, jak zazwyczaj myślimy. Ale okres, w którym najłatwiej naprawić relacje z najbliższymi.Bo najwięcej wie się o sobie samym. Ale dla Jane trzeci akt oznaczał nie tylko nadrabianie lat, w których nie potrafiła być blisko...

Czytaj dalej
kompleks Edypa
unsplash

Kompleks Edypa i kompleks Elektry. Na czym polegają i jak sobie z nimi radzić?

Kompleks Edypa i kompleks Elektry to pojęcia wprowadzone do psychoanalizy i badane przez Zygmunta Freuda oraz jego ucznia Carla Gustava Junga. Fundamentalnym założeniem jest tu stwierdzenie, że jeśli relacja dziecka z rodzicem na wstępnym etapie wychowania jest zaburzona, to silnie ukształtuje podejście do relacji w dorosłym życiu. Co o syndromach Edypa i Elektry mówi współczesna psychologia?
Karolina Morelowska-Siluk
20.11.2020

Nazwa „kompleks Edypa” jest nawiązaniem do mitologii greckiej, a konkretnie opowieści o Edypie. Tytułowy bohater nie znał swoich biologicznych rodziców, a w wyniku rozmaitych zdarzeń zabił swojego ojca, a potem ożenił się z biologiczną matką i miał z nią dzieci, wypełniając tym samym fatum. Kompleks Edypa – co to jest? W psychoanalizie Kompleks Edypa opisuje tendencje, które pojawiają się w zachowaniu dziecka między 3. a 5. rokiem życia. To początek identyfikacji seksualnej, faza rozwoju, podczas której „seksualne” zainteresowanie, skierowane do tej pory wyłącznie w stronę własnego ciała, zaczyna być kierowane także wobec innych osób. W przypadku chłopca naturalnym, najbliższym i ważnym emocjonalnie obiektem jest matka, a w przypadku dziewczynki – ojciec. Czytaj także: Czy zerwanie kontaktu z rodziną może nam wyjść na dobre? Kompleks Edypa. Kiedy syn „walczy” z ojcem Dziecko zaczyna niejako rywalizować z rodzicem. Chłopiec z ojcem o matkę, dziewczynka z matką o tatę. Chłopiec „walczy” z ojcem, a jednocześnie przeżywa coś, co psychoanaliza określa lękiem kastracyjnym, czyli strachem przed ewentualną karą. W dziecku pojawiają się sprzeczne uczucia – z jednej strony „nienawidzi” ojca, który w jego mniemaniu odbiera mu matkę, z drugiej ojca kocha.  Do tego dochodzi jeszcze poczucie winy i tworzy się miks mocnych uczuć, z którymi dziecko musi sobie poradzić. Kompleks Elektry. Córka „zakochuje się” w tacie W przypadku dziewczynek kompleks Edypa nazywany bywa kompleksem Elektry, chociaż nie zawsze dokonuje się tego rozróżnienia i w przypadku obu płci używa się nawiązania do  Edypa. Zjawisko to polega na tym, że dziewczynka „zakochuje się” w tacie, chce być jego żoną, więc mama staje...

Czytaj dalej
relacja matka-córka
iStock

Matka i córka: najważniejsza więź w życiu. I najtrudniejsza

O tym, jak budować tę najważniejszą więź w życiu, która łączy dwie kobiety, i o tym jak zwracać uwagę, aby nie ranić, mówi psychoterapeutka Anna Zarzycka.
Karolina Morelowska-Siluk
18.07.2020

Matka powinna być dla dorastającej córki czuła, otwarta, wyrozumiała, akceptująca, lojalna, empatyczna… Ta lista nie ma końca. A taka matka istnieje tylko w poradniku. Ta prawdziwa stara się i popełnia błędy.  Karolina Morelowska-Siluk: Psychologowie mówią, że dla córki relacja z matką to absolutnie kluczowa więź, która determinuje dorosłe życie. Ciężko czasem pozbyć się wrażenia, że matki stawiane są niemalże w roli sapera, który myli się tylko raz. Z drugiej strony mówimy przecież, że prawdziwie bliska relacja musi być oparta przede wszystkim na szczerości. Z taką odpowiedzialnością ciężko nie zwariować. Jest bardzo trafne i mądre powiedzenie, że szczerość bez miłości to okrucieństwo, ale miłość bez szczerości to hipokryzja. Jak w takim razie kochać, szczerze się troszczyć i nie ranić? Nie jest możliwe, aby nigdy nie zranić. To się z pewnością zdarzy. Ale to nie jest koniec świata. Proces wychowywania zaczyna się wcześniej niż w okresie dojrzewania. To, co możemy zrobić, to spróbować od samego początku zbudować bliskość, dać poczucie akceptacji. Jak to osiągnąć? Szczerze i często wyrażać swój zachwyt i dumę. Nad pierwszym wypowiedzianym słowem, pierwszym postawionym krokiem, pierwszym wykonanym rysunkiem. Później, gdy córka rośnie, pokazywać na bieżąco, co konkretnie nam się podoba w jej zachowaniu, co do nas najbardziej przemawia, co niepokoi, w końcu wyraźnie zaznaczyć, na co w żadnym razie się nie godzimy. Dawać córce sygnały, że jesteśmy zainteresowane jej sprawami, towarzyszyć w trudnych chwilach, budować wspólne rytuały. Zachęcać, aby wyrażała swoje zdanie. Przyjmować od niej słowa krytyki. To wszystko zwiększy szansę, aby w przyszłości nie zranić jej tak mocno słowami krytyki. „Matka musi czasem...

Czytaj dalej