Zdrada w związku ma więcej przyczyn, niż myślimy. Dlaczego szczęśliwe kobiety zdradzają?
Fot. Getty Images

Zdrada w związku ma więcej przyczyn, niż myślimy. Dlaczego szczęśliwe kobiety zdradzają?

Mamy poukładane życie i nawet do głowy nam nie przyjdzie, że mogłybyśmy porzucić męża, dzieci, dom. Dlaczego więc zdradzamy? Czego szukamy poza związkiem?
Karolina Rogalska
03.07.2020

Udana rodzina, wspaniałe dzieci, dobra praca i mąż, który jest partnerem i przyjacielem. Kochamy się, rozumiemy i chcemy się razem zestarzeć. Pozornie jest świetnie, ale czasem dopada nas poczucie, że prawdziwe życie jest gdzie indziej. A seks stał się kolejną pozycją na liście domowych obowiązków Do tego zdarzyło nam się fantazjować o koledze z pracy albo seksownym sąsiedzie z trzeciego piętra.  Zanim dopadną nas  wyrzuty sumienia i poczucie winy albo – przeciwnie – postanowimy zaryzykować życiową stabilizację, poświęćmy kwadrans na przeanalizowanie, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Zdrady dopuszcza się nawet co piąta kobieta!

Na początek trochę statystyk. Badania pokazują, że zdrady dopuszcza się ok. 20 proc. kobiet, a prawie każda przyznaje, że zdarzyło jej się fantazjować na temat seksu z kimś innym niż stały partner. Odsetek zdrad rośnie wraz z wiekiem, by znowu opaść do poziomu 4 proc. u kobiet przed sześćdziesiątką. Naukowcy uważają, że te dane są mocno niedoszacowane, bo zdrada kobiet to wciąż w naszej kulturze temat tabu.

„Relacjonując liczbę kontaktów seksualnych, kobiety i mężczyźni kłamią, tylko w przeciwnych kierunkach – pisze prof. Bogdan Wojciszke, autor książki „Psychologia miłości”. – „Stereotyp kobiecości zawiera na ogół oczekiwanie powściągliwości seksualnej, a reputacja osoby powściągliwej jest dla kobiety społecznie korzystna”. Jeżeli do każdego aktu seksualnego potrzeba jednego mężczyzny i jednej kobiety, to liczba aktów męskich i żeńskich powinna być zbliżona. To prosta arytmetyka”.

Skalę zjawiska pokazuje choćby rosnąca popularność portali randkowych przeznaczonych dla osób będących w stałych związkach. „Życie jest krótkie, pozwól sobie na romans” brzmi hasło reklamowe jednego z nich, z którego korzysta już ponad 26 mln osób w 37 krajach.

Zdaniem jego założyciela, wśród użytkowniczek serwisu, najliczniejsza grupa wiekowa to panie około czterdziestki. Większość z nich ma ustabilizowane życie osobiste, z którego wcale nie chce rezygnować. Często deklarują, że kochają swojego partnera życiowego, z którym pozostają w dobrej relacji. Czego więc szukają poza związkiem

„Pytanie o przyczyny zdrady jest jednym z najczęściej powtarzanych. To pokazuje, że nasze życie nie jest łatwe. Gdy wchodzimy w związek, to zwykle nie zakładamy zdrady. Choć są i tacy, którzy uważają, że miłość jest miłością, a jednocześnie można wchodzić w związki o charakterze przelotnym” – tłumaczy prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog.

Zdrada małżeńska: chodzi nie tylko seks

Zdaniem Izdebskiego, kobiety zdradzają z różnych powodów: niektóre chcą upewnić się o swojej atrakcyjności, podbudować samoocenę.Inne mają poczucie pewnego niespełnienia w miłości, a czasem chcą po prostu przeżyć coś nowego i ekscytującego. Choć na chwilę wymknąć się z zaklętego kręgu wzorowej organizacji swoich marzeń: dom, praca, dzieci, kredyt.

„Przychodzi taki moment, najczęściej właśnie około czterdziestki, kiedy zastanawiamy się nad sensem życia, nad jego wartością. Mamy poczucie upływu czasu, stagnacji, zabiegania. Nawet jeżeli dalej kochamy partnera, to być może spodziewaliśmy się czegoś zupełnie innego A może, mimo wieku, wykazujemy się niedojrzałością Jesteśmy w związku i mamy poczucie pewnych ograniczeń, z którymi sobie nie dajemy rady” – tłumaczy prof. Izdebski.

Czasami chodzi po prostu o seks. Do niedawna uważano, że u mężczyzn zdrada dotyczy sfery fizycznej, a u kobiet emocjonalnej. Zdaniem seksuologów, dziś te granice się zacierają. Mężczyznom też często chodzi o bliskość seksualną i emocjonalną jednocześnie, a kobietom czasami zależy wyłącznie na zaspokojeniu potrzeb erotycznych. „Sądzę że w ostatnich kilkunastu latach w Polsce wzrosła bardzo świadomość seksualna kobiet, w dużej mierze dzięki kolorowym czasopismom. Nie wzrosła natomiast świadomość mężczyzn, którzy wiedzę o seksie czerpią głównie z pornografii. Kobiety coraz pewniej wiedzą, czego chcą, a mężczyźni są coraz bardziej zalęknieni, czy sprostają tym oczekiwaniom “ – tłumaczy seksuolog.

Badania pokazują, że szczyt męskich potrzeb seksualnych przypada na wiek 19–25 lat. W związku z tym między partnerami może dojść do pewnej nierównowagi. „Dla kobiety dojrzałej będącej w związku jest to okres związany z dużą chęcią doświadczenia czegoś miłego, a w sferze seksu czegoś ekscytującego – tłumaczy seksuolog. „To kobieta u szczytu rozwoju seksualnego, rozkwitu pożądania, zarówno w sensie świadomości, jak i w sensie doświadczeń. Jeżeli natomiast te doświadczania były niewielkie, to mogą pojawić się refleksje dotyczące upływu czasu. Wszyscy mamy świadomość, że nasz wygląd jest wskaźnikiem atrakcyjności seksualnej, i to także może powodować, że chcemy nadrobić stracony czas” – dodaje.

Esther Perel: „Seks, kłamstwa i domowe pielesze”

Esther Perel, nowojorska terapeutka par i autorka światowego bestselleru „Inteligencja erotyczna. Seks, kłamstwa i domowe pielesze”, przyznaje, że większość jej klientek, kobiet, które dopuściły się zdrady, deklarowała zadowolenie ze stałego związku. „To monogamistki, które pewnego dnia przekroczyły granice, których przekroczyć nigdy nie planowały” – tłumaczy Perel. Dlaczego ludzie są w stanie ryzykować utratę wszystkiego, co dla nich ważne, oraz postąpić wbrew własnym wartościom, decydując się na skok w bok, Główna teza Esther Perel zawiera się w dwóch zdaniach: „Często jest tak, że poza związkiem nie szukamy innego partnera, tylko innego »ja«. Bywa, że decydując się na romans, tak naprawdę nie chcemy zostawić osoby, z którą jesteśmy, ale osobę, którą staliśmy się podczas trwania związku”.

Zdaniem badaczki rozpowszechniony w społeczeństwach zachodnich kult miłości romantycznej utrwala całą masę szkodliwych przekonań dotyczących tego, czym „prawdziwa miłość” powinna być. Na przykład, że miłość jest wieczna i pokona wszystkie przeszkody. Tymczasem udane pożycie wymaga zamierzonych i świadomych ingerencji ze strony obu partnerów. Albo ten o porozumieniu bez słów, choć wiadomo, że dobra komunikacja, umiejętność mówienia o swoich potrzebach i stawiania granic to podstawy udanej relacji.

Bardzo rozpowszechniony jest też mit o „dwóch połówkach jabłka”. U jego podstaw leży przekonanie, że ludzie, którzy się kochają, stają się jednością. Jest to kulturowa odpowiedź na nasze wrodzone potrzeby połączenia z drugim człowiekiem, poczucia wspólnoty, bezpieczeństwa i stałości. Ale zbytnia bliskość to pułapka. Uzależnienie własnych działań, uczuć i losów od innej osoby może prowadzić do poczucia utraty kontroli nad własnym życiem. A wtedy dopada nas lęk przed zanikaniem własnej indywidualności.

„Wszyscy wiemy, że życie w bliskim związku wymaga poświęceń: rezygnacji z czegoś albo robienia czegoś, na co ma ochotę partner “– tłumaczy prof. Wojciszke. „ Poświęcenie w bliskim związku jest powszechnie oczekiwane, podziwiane i stawiane za przykład. Jednakże poświęcenie zawsze oznacza rezygnację z jakiejś cząstki siebie – z własnych pragnień, celów, a nierzadko nawet z własnej tożsamości. Koszty poświecenia zalegają na długo w postaci poczucia krzywdy lub winy, niesprawiedliwości lub niechęci”. Zdaniem psychologów, ukrywanie i tłumienie prawdziwych uczuć obniża satysfakcję ze związku, zwiększa ryzyko jego rozpadu. Obniża poczucie autentyzmu i nasila zagrożenie depresją. Szczególnie dotyczy to kobiet, wobec których społeczne oczekiwanie poświęceń dla partnera jest silniejsze i bardziej stereotypowe.

Mieć czy chcieć?

Partnerzy, którzy w trakcie trwania związku stapiają się ze sobą (nie ma już „ja”, jesteśmy „my”), tracą te właściwości, które kiedyś stanowiły trzon wzajemnej fascynacji. Przestają być dla siebie atrakcyjni. Pożądanie wygasa. Bywa, że ludzie wciąż bardzo się kochają, ale seks nie jest już taki jak kiedyś. A relacja przypomina bardziej miłość braterską niż pełne pasji i namiętności uczucie z romantycznych początków.

Zdaniem Perel, wbrew powszechnemu przekonaniu, zbytnia bliskość nie gwarantuje udanego seksu, gdyż w symbiotycznych związkach brakuje przestrzeni dla fantazji, która jest podstawą i głównym paliwem namiętności. Pożądanie potrzebuje odległości, nieobecności i tęsknoty. W namiętności chcemy „mostu do przebycia”, czyli dystansu, z którego możemy obserwować partnera i podsycać erotyczne wyobrażenia na jego temat. Bo wyobraźnia erotyczna to trzon naszej seksualności. „Jeśli miałabym określić miłość jednym słowem, byłby to czasownik »mieć«, a słowem wiążącym się z pożądaniem byłoby »chcieć«. A czy można pragnąć czegoś, co już mamy ” – pyta przewrotnie Perel.

Wszyscy dobrze to wiemy, że rutyna jest zabójcza dla uczuć. Warunkiem niezbędnym do powstania emocji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, jest wystąpienie zdarzeń nieoczekiwanych i przerwanie automatyzmów życia codziennego. Dlatego uczucia w bliskim związku przeżywane są tak długo, jak długo partnerzy doświadczają czegoś nowego i zaskakującego. Kiedy przestają być dla siebie tajemnicą, a relacja staje się poukładana i do bólu przewidywalna, zazwyczaj pojawia się nuda. A znudzenie to, zdaniem psychologów, jedna z najczęstszych przyczyn rozpadu związków.

Pracując nad nową książką, Perel odwiedziła ponad 20 krajów, gdzie setkom rozmówców wywodzących się z różnych kultur zadawała to samo pytanie – „Kiedy twój partner pociąga cię najbardziej ”. Odpowiedzi większości respondentów były zbliżone: „Gdy jest daleko, jesteśmy oddzieleni i ponownie się spotykamy”, „Kiedy jest w swoim żywiole, robi coś, czym się pasjonuje, kiedy jest duszą towarzystwa przyciągającą innych, bryluje na przyjęciu” albo „Kiedy widzę partnera promiennego i pewnego siebie”.

Innymi słowy partner pociąga nas wtedy, gdy patrzymy na niego z pewnego dystansu. Wówczas staje się trochę bardziej tajemniczy i nieuchwytny i właśnie w tej przestrzeni – pomiędzy mną a innym – zdaniem Perel, leży erotyczny entuzjazm i pożądanie.

Wierność jako światopogląd

„Jesteśmy jedynym gatunkiem, który prowadzi życie erotyczne, czyli seksualność przeistaczaną ludzką wyobraźnią. Jako jedyni możemy kochać się godzinami, doznawać rozkoszy, wielokrotnych orgazmów, nie dotykając nikogo, po prostu korzystając z wyobraźni. Wystarczy aluzja” – pisze Esther Perel.

W podobny sposób, na podstawie zaledwie kilku drobnych szczegółów: linii włosów nad karkiem, tembru głosu, paru rozmów na czacie czy sposobu odgarniania grzywki z czoła wnioskujemy o cechach osobowości człowieka, którego ledwie znamy. Ewolucyjnie jesteśmy przystosowani do podejmowania szybkich decyzji na temat innych. Wystarczy kilka elementów, z których nasz mózg stworzy sobie kompletny obraz bliźniego. Zwykle mało adekwatny do rzeczywistości. Ale właśnie dzięki ograniczonej wiedzy na temat drugiej osoby możemy projektować na nią swoje fantazje. Możemy sobie ją stworzyć. Dzięki czemu, prawie nieznajomy człowiek jawi nam się jako kompletna odpowiedź na nasze niezaspokojone potrzeby.

„Często idealizujemy kogoś, z kim nie jesteśmy na co dzień” – tłumaczy prof. Izdebski. „Żyjemy w układach partnerskich w domu, a w rzeczywistości często żyjemy w układzie trójkąta. Dla przykładu: niektóre kobiety, zanim pójdą do sypialni, spędzają trochę czasu w internecie, gdzie komunikują się z osobą, której właściwie nie znają. Mimo to mają poczucie spełnienia, bliskości, porozumienia. Gdy są już wystarczająco podniecone, idą do swoich mężów, do sypialni. To układ trójkąta: on, ona i ten trzeci, który jest w jej uczuciu i myślach w czasie stosunku” – dodaje.

Zdrada jest zapisana w genach?

Wiadomo, że decyzje dotyczące spraw sercowych bywają bardzo trudne. Bo jak odróżnić na fali romantycznego upojenia, prawdziwe uczucie od iluzji „Ja się nieraz bardzo cieszę, że to nie ja za ludzi podejmuję decyzje” – mówi prof. Izdebski. „ Swoich pacjentów mogę wesprzeć rozmową, wspólnie przypatrujemy się sytuacjom, które im się przydarzają. Ale to oni podejmują decyzję, co dalej z ich życiem. Myślę, że jeśli człowiek mierzy się z problemami, które go przerastają, to powinien poszukać profesjonalnej pomocy: coacha, psychologa czy innego specjalisty” – dodaje.

Wytrwania w wierności jednemu partnerowi nie ułatwia też to, że ludzka skłonność do zdrady jest zapisana w genach. Zdaniem większości badaczy, człowiek jest istotą poligamiczną, a monogamia to tylko jedna z wielu strategii reprodukcyjnych praktykowanych przez naszych praprzodków. Zarówno skłonność do flirtów pozamałżeńskich, jak i chęć budowania trwałego związku z jedną osobą są więc manifestacją naszych biologicznych uwarunkowań.

Wierność nie jest wrodzoną potrzebą kobiet, ale świadomym wyborem. Od zwierząt różni nas jednak umiejętność samokontroli i podejmowanie decyzji zgodnych z wyznawanym światopoglądem. Jeśli więc mamy pewność, że kochamy stałego partnera, a koszty zdrady przewyższą subiektywne zyski, może warto zapanować nad biologią, a niezrealizowane potrzeby ciała starać się zaspokoić w stałym związku. Fantazjując do woli. Jak mawia prof. Slavoj Žižek, filozof, socjolog i krytyk kultury ponowoczesnej, „Każdy idiota potrafi podążać za naturą, ale czy nie jest prawdziwie wielką rzeczą powiedzieć: »Kocham cię tak bardzo, że złamię dla ciebie wszystkie prawa przyrody «”.

Korzystałam z książek: Bogdan. Wojciszke, „Psychologia miłości”, Esther. Perel „Inteligencja erotyczna. Seks, kłamstwa i domowe pielesze”, Ralph Erber, Robin Gilmour „Theoretical Frameworks For Personal Relationships”.

***

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia" 5/2015

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
relacje w związku
iStock

Seks po polsku: nie mamy czasu, ochoty ani pomysłu. Czemu nie chce nam się kochać?

„Mężczyźni nieraz opowiadają na sesjach terapeutycznych, że prosząc o seks, czują się jak pies, który siedzi pod stołem i czeka, aż pan mu rzuci kość” – mówi psychoterapeutka, seksuolożka dr Agata Loewe.
Sylwia Niemczyk
30.11.2020

Kiedyś Maria Peszek śpiewała: „Nie mam czasu na seks” i zdaniem seksuologów, to samo mogłaby zaśpiewać prawie każda inna Polka. Dopadła nas epidemia braku pożądania. Seks w stałych związkach praktycznie po kilku latach przestaje istnieć. Wystarczy, że jedno z partnerów przestanie odczuwać chęć – brak pożądania w związku może być zaraźliwy, jak mówi dr Agata Loewe, seksuolożka i psycholożka. Brak pożądania może być zaraźliwy Sylwia Niemczyk: Na dziesięć moich koleżanek trzy regularnie i chętnie uprawiają seks. Reszta nie ma ochoty.  Agata Loewe: Wszystkie moje obserwacje mówią to samo: mamy epidemię braku pożądania, coraz mniej chce się nam kochać, coraz częściej przychodzą do mnie na terapię pary, które nawet już nie pamiętają, kiedy był ten ich ostatni raz. Ale jednocześnie chcą być razem, bo się kochają, są do siebie przywiązani albo np. łączą ich dzieci. Często to ludzie, którzy są ze sobą bardzo długo, od wczesnej młodości. Pamiętają, jak na początku było wspaniale, ale potem w zupełnie inny sposób dojrzewali, inaczej kształtowała się ich seksualność. Po latach okazało się, że jedno z nich po prostu nie nadążyło za tym drugim. Bywa, że ciało kobiety z wiekiem staje się bardziej responsywne, rozwija się jej samoświadomość, a partner zostaje w tyle.  Bywa, że to nie on, ale ona zostaje daleko z tyłu.  Oczywiście, np. gdy w związku rodzi się dziecko – pamiętajmy, że zupełnie inną cenę za to płaci kobieta, a inną mężczyzna. Typowa sytuacja: kobieta zostaje matką, jej ciało jest w szoku, hormony szaleją i pożądanie spada do zera. Mija kilka miesięcy, rok, ona wciąż powtarza argument: „Karmię”, „Padam na twarz” albo: „Boli mnie”. Partner przez jakiś czas podejmuje różne działania, żeby...

Czytaj dalej
miłość w związku
iStock

Jak kochać długo i szczęśliwie? Prof. Bogdan Wojciszke: „Miłość to nie połówki jabłka, ale wspólna wyboista droga”

Sylwia Niemczyk
09.10.2020

Gonimy w życiu za miłością, a jednocześnie niewiele o niej wiemy i rzadko się nad nią tak naprawdę zastanawiamy. Tymczasem tak jak rozwijamy swoje umiejętności w pracy, tak samo możemy uczyć się, jak lepiej kochać i dbać o miłość – przekonuje prof. Bogdan Wojciszke, psycholog, autor „Psychologii miłości”. Sylwia Niemczyk: Panie profesorze, zawsze chciałam o to zapytać: skąd właściwie u pana wzięło się zainteresowanie miłością? Wrodzony romantyzm? Prof. Bogdan Wojciszke: To było tak strasznie dawno temu, już prawie 30 lat temu, że sam dobrze nie pamiętam. Ale na pewno więcej niż mojego romantyzmu było w tym mojej przekory. W latach 90., kiedy zaczynałem swoje badania, w polskiej psychologii kompletnie nikt się miłością nie zajmował, co bardzo mnie dziwiło, bo przecież to jedna z najważniejszych spraw w życiu człowieka. Więc pomyślałem, że może ja spróbuję. Dzisiaj sytuacja jest już zupełnie inna, współcześnie miłość jest intensywnie uprawianym polem badawczym.  I co już o niej wiemy? Że jest nieuchwytna, różnorodna i wyjątkowo trudna do zbadania. Okazuje się, że badać ją to trochę tak, jakby badać naturę wiatru na postawie tego, co się nam udało zamknąć w słoiku. Ale dla mnie właśnie ta nieuchwytność i różnorodność miłości jest najciekawsza.  Naprawdę nie możemy o niej powiedzieć trochę więcej? Gdyby na przykład jutro na Ziemi wylądował kosmita i zapytał: „Czym jest ta wasza miłość?”, to co by pan mu odpowiedział? Pewnie zacząłbym od tego, że miłość to pewna nasza emocja, czyli bardzo zmienna rzecz, ale też pewien stosunek do drugiego człowieka. Który też jest zmienny: inny będzie na początku związku, inny po 20 latach bycia razem – ale już w jaki sposób będzie się zmieniał, nie umiemy powiedzieć. Jeszcze do niedawna...

Czytaj dalej
Krystyna Kofta, feminizm
fot. M. Mutor/Ag. Gazeta

Krystyna Kofta: pisarka, żona, feministka

„Szczęśliwym w małżeństwie się bywa”, mówi Krystyna Kofta i opowiada o tym, czym jest prawdziwa miłość, kiedy zaczyna się zdrada i dlaczego seks bez uczuć uważa za przereklamowany.
Magdalena Żakowska
15.06.2020

Jest jedną z najbardziej popularnych polskich pisarek, plastyczką i działaczką społeczną. Od wielu lat współpracuje z organizacjami zajmującymi się profilaktyką raka piersi, na którego sama chorowała. W zeszłym roku po czternastu latach Krystyna Kofta  zdecydowała się wznowić jedną ze swoich książek. Nie bez przyczyny. Dopisała do niej kilka ważnych rozdziałów. Rozdziałów w książce i w historii współczesnej. Tak powstała publikacja „Gdyby zamilkły kobiet. #Nigdy”.  Mimo formalnego  równouprawnienia  my, kobiety wciąż musimy o siebie walczyć. O równą płacę, za równą pracę, o prawo do decydowania o sobie i o swoim ciele. Jeszcze nigdy głos kobiet , głos nas wszystkich nie był tak ważny. Nie dajmy go sobie odebrać.  Magdalena Żakowska: Wznowiłaś książkę sprzed kilkunastu lat. Dlaczego teraz? Krystyna Kofta: Bo jest dziś potrzebna i wciąż aktualna. Książka „Gdyby zamilkły kobiety. #Nigdy” była w pierwotnej wersji o tym, dlaczego nie jesteśmy słuchane, mimo że nasz głos jest ważny. W nowym wydaniu uzupełniłam ją o kilka nowych rozdziałów, m.in. dotyczących konwencji antyprzemocowej, Czarnego Poniedziałku i akcji #MeToo. Kobiety nie zamilkną nigdy, a czasem muszą krzyczeć. I to jest właśnie ten moment. Krystyna Kofta o #MeToo Świat kobiet bardzo się zmienił przez te kilkanaście lat od pierwszego wydania? Na pewno pod względem obyczajowym. Kobiety bez problemu się dziś rozwodzą, nie piętnuje się singielek ani kobiet, które nie chcą mieć dzieci. Zawdzięczamy to w dużej mierze temu, że należymy do Europy. W nowej wersji książki znajduje się też moje #MeToo, które zdarzyło się lata temu i dziś już chyba nie mieści się w głowie.  Czy poczujesz się urażona, jeśli powiem, że...

Czytaj dalej
seks w związku
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu. J oanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach? Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach? O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę. Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks. U kobiet rozbieżność jest większa...

Czytaj dalej