Skończ wreszcie z pastwieniem się nad sobą! Nie jesteś brzydsza ani gorsza: jesteś wystarczająca – jak każda z nas
pexels.com

Skończ wreszcie z pastwieniem się nad sobą! Nie jesteś brzydsza ani gorsza: jesteś wystarczająca – jak każda z nas

Poczucie niskiej wartości to otwarta rana, która pozostaje nam po urazach z dzieciństwa. Można ją jednak uleczyć – mówi słynna psychoterapeutka Stefanie Stahl.
Karolina Rogalska
16.12.2020

Wiele spektakularnych kobiecych karier opiera się na wewnętrznym dramacie: „Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie dostrzega, ale ja wam pokażę!”. Stajemy przed lustrem i pastwimy się nad sobą. „Brzydsza. Gorsza. Niekochana” – myślimy. Niska samoocena utrudnia nam relacje, najczęściej blokuje i rozwój i sukces. Borykamy się z otwartą raną z dzieciństwa, kiedy słyszeliśmy od rodziców, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, nie spełniamy oczekiwań, nie zasługujemy na ich miłość. Nie warto dać się uwięzić w takim myśleniu o sobie. Już jako dorośli możemy zbudować nową wizję siebie i poczucie własnej wartości – tłumaczy słynna psychoterapeutka Stefanie Stahl, autorka książki „Jak myśleć o sobie dobrze? O sztuce akceptacji i życiu bez lęku”.

Karolina Rogalska: Czym jest samoocena? Termin pozornie oczywisty, dla każdego znaczy pewnie coś innego.

Stefanie Stahl: Jest zbiorem przekonań nabytych podczas wychowania. Jeśli ta samoocena jest stabilna, bo na płaszczyźnie emocjonalnej dostałaś w dzieciństwie wszystko, czego potrzebowałaś, aby dobrze się rozwijać – to wspaniale. Gorzej, jeżeli tak nie było. Samoocena jest czymś, co przyszło z zewnątrz. Odciskiem, który nie mówi wiele o tobie, ale o tym, w jaki sposób byłaś traktowana przez najbliższych w okresie, gdy kształtował się twój mózg.

Te przekonania latami nosimy w sobie.

To, że żyjemy z jakimś przekonaniami przez 30, 40, 50 lat, nie oznacza, że są prawdziwe. Jeśli wychowalibyśmy się w innej rodzinie albo przyszli na świat w innym momencie życia naszych rodziców, te schematy byłyby zupełnie różne. Badania neuropsychologiczne pokazują, że mózg działa na zasadzie systemów kary i nagrody. W mózgu dziecka, które jest wychowywane pod presją, często strofowane, zaniedbywane, ośrodek kary jest znacznie bardziej reaktywny. Takie osoby w dorosłym życiu są bardzo wrażliwe na wszelakie bodźce, które kojarzą im się z odrzuceniem, naganą, krytyką.

Ponadto już na bardzo wczesnym etapie kształtuje się w naszym umyśle tak zwane pierwotne zaufanie. Jest ono zakorzenione w najgłębszej warstwie poczucia naszego istnienia. Jeśli człowiek wykształcił w sobie pierwotne zaufanie, to w głębi siebie czuje się na tym świecie mile widziany i akceptowany. Jeśli tak się nie stało, towarzyszy mu myśl, że nie jest ważny, że nie można go kochać. Za tymi przekonaniami idą uczucia: wstydu, lęku, smutku, zawiści. Poczucie, że nie jest się wystarczająco dobrym.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Samoocena w narcystycznych czasach

W dzisiejszych narcystycznych czasach część osób łączy wysoką samoocenę z arogancją, bezkompromisowością, dążeniem do celu po trupach.

Prawdziwe bycie w zgodzie ze sobą nie ma nic wspólnego z kompleksem wyższości. Udawaniem kogoś, kim nie jesteś. Podpieraniem się atrybutami władzy i sukcesu finansowego. Jeśli masz wykształcone głębokie poczucie własnej wartości, to zazwyczaj jesteś dobrym człowiekiem. Chęć szkodzenia innym, poniżania ich, wykorzystywania czy manipulowania cudzymi uczuciami bierze się z głębokiego nieszczęścia.

Poczucia niższości przykrytego narcystyczną fantazją wielkościową. Oczywiście każdy z nas spotkał w swoim życiu osobę, przy której z takich czy innych powodów czuł się gorszy. Poczucie niskiej wartości jest tylko przejaskrawieniem stanu, którego okazjonalnie doświadcza każdy z nas. Chodzi o natężenie tych doznań, o czas ich trwania. I o to, jakie emocje w nas wzbudzają. Gdy w takiej sytuacji zaczynasz zachowywać się agresywnie, opanowuje cię zawiść – która w odróżnieniu od zazdrości jest bardzo destrukcyjnym uczuciem, bo jednym z jej komponentów jest pragnienie, aby danej osobie przydarzyło się coś złego – to powinna zapalić ci się czerwona lampka. Taka postawa nie ma nic wspólnego z poczuciem własnej wartości. To jedna ze strategii obronnych, która ma uratować cię przed bólem.

Czyli są jakieś inne strategie?

Kiedy w dzieciństwie dostałaś komunikat: „Nie jesteś wystarczająco dobra”, „Nie zasługujesz na miłość”, to możesz poradzić sobie na dwa sposoby. Możesz pomyśleć: „Mam was wszystkich w d… Rodzice byli okropni. Czułam się gorsza, bezbronna, wykorzystywana. Nikt już nigdy nie będzie mnie w ten sposób traktował. Nie będę już od nikogo zależna. Poradzę sobie sama. Będę robiła tylko to, na co mam ochotę. Żadnych kompromisów”. Tak myślą często ci rozpychający się w życiu łokciami egoiści, o których pani wspomniała. Druga strategia polega na tym, że aby zdobyć miłość i uwagę, poświęcasz życie na spełnianie oczekiwań innych.

Chcesz wszystkich zadowolić, być perfekcyjna w kontakcie z innymi?

Odczuwasz silną potrzebę dążenia do harmonii, przez co blokujesz kontakt z własnymi potrzebami. Aby uniknąć konfliktu, nie dopuszczasz do głosu swoich potrzeb i pragnień. Dbasz o to, żeby usatysfakcjonować cały świat. Robisz naprawdę wiele, żeby nie zostać odrzuconą. Przychodzi ci to bez trudu, bo zostałaś nieźle wytrenowana w dzieciństwie.

Co oznacza „dążenie do harmonii”?

Że za wszelką cenę chcesz uniknąć konfliktu. Nie jesteś w stanie otwarcie powiedzieć, czego chcesz, co jest dla ciebie ważne. Często godzisz się na rzeczy, na które wcale nie masz ochoty, ale ten wyparty gniew i tak w końcu musi znaleźć ujście. Z biegiem czasu, np. po latach związku, osoby nadmiernie uległe zaczynają nienawidzić swojego partnera. Postrzegają go jako dominującą, apodyktyczną, ograniczającą i opresyjną osobę. Nie widzą, że to one same wychodzą przed szereg, są posłuszne i dobrowolnie rezygnują z siebie.

Frustracja narasta, czasem do tego stopnia, że taki człowiek kończy związek. Jest przekonany, że jedynym sposobem na odzyskanie wolności jest ucieczka.

Pytanie, dlaczego przez te wszystkie lata nie starał się zawalczyć o swoje potrzeby? Nie dały szansy partnerowi, żeby mógł coś zmienić lub choćby przeprosić. Są wielkie szanse na to, że ta osoba w kolejnym związku popełni podobne błędy.

Bardzo możliwe. Jeśli nie zmienisz wewnętrznych schematów, które zazwyczaj są kompletnie nieuświadamiane, to kolejne relacje mogą przebiegać według podobnego wzorca.

Lepiej siebie opowiedz

Pisze pani, że niskie poczucie własnej wartości to otwarta rana, która powstała na wczesnych etapach rozwoju i nigdy się nie zabliźnia. A wszelkie niepowodzenia, realne czy wyimaginowane, to ziarnka soli, które na nią spadają, powodując dotkliwy ból. Ale przecież w dorosłym życiu też przydarzają nam się sytuacje, które mogą zrujnować nasz obraz siebie.

Oczywiście, ale to są traumy wtórne, które mają wspólny korzeń z pierwotnym zranieniem. Kluczowych jest pierwszych sześć lat życia. Kiedy się rodzimy, nasz mózg wykształcony jest w około 25 proc. Pozostałe połączenia synaptyczne tworzą się z wiekiem, w procesie dojrzewania. Zdarzenia i emocje, które wtedy przeżywamy, kształtują nasz mózg wręcz fizycznie.

Kiedy małe dziecko jest zaniedbywane przez rodziców, nie pomyśli: „Mama i tata nie nadają się do tej roli”, „Są złymi ludźmi”, „Nie ogarniają rzeczywistości”. Pomyśli: „Nie można mnie kochać”, „Jestem złe”, „Nie jestem ważne”. Te głęboko zakorzenione przekonania przenosimy na nasze dorosłe relacje. To struny, które nawet przy lekkim dotyku mogą rezonować.

Czasami są to błahe sytuacje, np. jesteś na służbowym spotkaniu, przedstawiasz jakiś projekt, a część osób nie słucha, bawi się telefonami. Jeśli masz w sobie wewnętrzną ranę, filtr „Nie jestem ważna, nikomu na mnie nie zależy”, odbierasz zachowanie kolegów jako wymierzone w ciebie. Nie przyjdzie ci do głowy, że np. jest późno i wszyscy są już zmęczeni.

Skoro te dysfunkcyjne przekonania są fizycznie wdrukowane w nasz mózg, to czy w ogóle da się je zmienić?

Jest to absolutnie do zrobienia. Pierwszy krok to uzmysłowienie sobie, że te przekonania są zupełnie arbitralne. To sztuczny, zewnętrzny konstrukt, który nie mówi niczego o nas, a jedynie o sposobie, w jaki zostaliśmy wychowani. Wyposażeni w tę wiedzę możemy przystąpić do budowania nowej narracji na swój temat. Tworzonej w sposób świadomy i opierającej się na faktach, które znacznie lepiej opisują to, co „tu i teraz” – kim jesteś, jak wygląda twoje dorosłe życie itd. Jeśli cały czas towarzyszy ci myśl: „Nie jestem wystarczająco dobra”, możesz przekształcić ją w przekonanie: „Jestem wartościową osobą, wiele rzeczy mi się w życiu udało”. Ale muszą być to treści, z którymi twój dorosły mózg może się zgodzić. Np. jeśli zdanie: „Jestem ważna dla świata” wydaje ci się przesadzone, możesz pomyśleć: „Jestem ważna dla swoich dzieci, przyjaciół, współpracowników” itd.

Kiedy zmienimy szkodliwe przekonania na nasz temat, będziemy inaczej funkcjonować w świecie. Najlepiej zacząć od nawiązania kontaktu z własnymi uczuciami. To bardzo ważne, bo wiele osób z niską samooceną nie tylko nie artykułuje swoich potrzeb, ale nawet ich nie zna.

Jak to zrobić?

Zanim podejmiesz decyzję, wykonasz jakiś gest, do czegoś się zobowiążesz – zatrzymaj się i pomyśl: „Jak ja się z tym czuję?”, „Czego chcę?”, „Czy to mi służy?”. Moim pacjentom radzę, żeby kupili sobie zegarek albo bransoletkę, która niczym talizman będzie im o tym przypominać. Niektóre osoby czują siebie tylko wtedy, gdy są same. W towarzystwie odpala im się program „Co mogę zrobić, żeby inni byli szczęśliwi?”.

Zmiana przekonań jest łatwa. Gorzej z uczuciami.

Sama zmiana przekonań nie wystarczy. Musisz stworzyć nową wizję siebie. A raczej odkryć, kim tak naprawdę jesteś. Dwadzieścia, trzydzieści razy dziennie zatrzymaj się na kilka sekund i zastanów się, co czujesz. Przyjmij to bez oceniania. Tę umiejętność można wyćwiczyć. Trzeba wsłuchiwać się w siebie nawet podczas decydowania o drobnych sprawach: „Na co mam ochotę?”, „Czy chcę wypić kawę czy herbatę? W jakiej filiżance?”. Chodzi o to, żeby przekierować wewnętrzną uwagę na swoje odczucia. Koniec końców to uczucia, a nie rozum podpowiadają nam, czego w istocie potrzebujemy. Taka jest ich funkcja.

Najważniejszym punktem procesu leczenia jest zaopiekowanie się zranionym, zaniedbanym dzieckiem, które wciąż w nas jest. Wytłumaczenie mu, że rodzice nie zajmowali się nim, bo byli niedojrzali, życie im się sypało albo walczyli z własnymi demonami. A ono było małe, bezbronne i niczemu niewinne.

Potem, jako dorośli ludzie, możemy sami kształtować nasze relacje z innymi tak, jak chcemy.

Ale musisz też wziąć odpowiedzialność za własne czyny. Przyjąć do wiadomości, że masz problemy z samooceną, fantazjujesz, że inni są lepsi. Dobrze czujesz się w pozycji ofiary, ale często sama krzywdzisz innych. Zdarza ci się odczuwać zawiść, wrogość, chęć odwetu. Ponieważ masz taką strukturę osobowości, czasem projektujesz na bliźnich negatywne cechy, które niekoniecznie w nich są. To ty sama jesteś ich źródłem. Ta świadomość to punkt wyjściowy zmiany.

Udane życie, ale co to znaczy?

Może czasami negatywna samoocena jest po prostu adekwatna? Bywamy zawistni i agresywni w stosunku do innych ludzi. Krzywdzimy ich, kłamiemy, manipulujemy uczuciami – jeśli uda nam się to wyprzeć czy zracjonalizować, to i tak nasza podświadomość wie, jak jest.

Jak już wspomniałam, skomplikowany i trudy sposób, w jaki osoby o niskiej samoocenie obchodzą się z ludźmi, jest efektem wielkiego cierpienia, które przeżywają. Kto siebie nie kocha, nie ma też innym wiele do zaoferowania. Gdy takie osoby przestaną nienawidzić siebie, nie będą też czuły potrzeby poniewierania, poniżania i unieszczęśliwiania innych.

Czasami ten wewnętrzny konflikt napędza ludzi do działania.

Bardzo wiele spektakularnych karier, głównie w polityce, ale też w mediach, opiera się na wewnętrznym dramacie: „Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie dostrzega, ale ja wam pokażę!”. Te osoby marzą, żeby wreszcie ktoś je pokochał. Problem w tym, że medialny sukces to miraż. Jednego dnia jesteś na szczycie, ludzie biją ci brawo, następnego o tobie zapominają. A twoje wewnętrzne dziecko wciąż cierpi. Wiele znanych osób w zaciszu czterech ścian przeżywa depresję, myśli o sobie jak najgorzej. To nie jest dobra terapia.

W naszych czasach ludzie nie chcą być przeciętni. Prawie każdy chce być wyjątkowy.

Nieważne, czy jesteś przeciętniakiem, czy gwiazdą filmową. Ważne, żebyś była tym, kim naprawdę jesteś. Żebyś szła w życiu drogą, którą chcesz iść. Tylko wtedy będziesz szczęśliwa. Bycie sobą to największy sukces, jaki można odnieść. Tylko wtedy czujemy, że nasze życie jest udane.

Ale co to właściwie znaczy – mieć udane życie?

Dla mnie mieć udane życie to być przyzwoitą osobą. Szczerą, godną zaufania, niekrzywdzącą innych. Mieć odwagę być tym, kim się jest, i kierować się wartościami, w które się wierzy. Trzeba też nadać swojej egzystencji jakiś sens, robić coś, dzięki czemu możemy zmieniać świat na lepsze. W swojej skali. Wszystko jedno, czy będzie to dobrze wykonana usługa hydrauliczna, czy wynalezienie nowego leku, który uratuje życie tysiącom osób.

Pisze pani w książce, że bardzo ważną rzeczą na drodze samorozwoju, stawania się sobą, jest samodyscyplina.

Dyscyplina jest podstawą każdego sukcesu. Są na to dowody naukowe. Bez względu na to, czy chodzi o zdrowie, rozwój osobisty lub zawodowy, ciężka, systematyczna praca to podstawa. Jeśli naprawdę chcesz coś zmienić, pozbyć się zgubnych nawyków, przekonań, starych ran i blizn, musisz włożyć w to wiele wysiłku. Nic nie stanie się samo. Trzeba nauczyć się tolerować frustrację, podnosić z upadków i pracować dalej. Wiem, że to nie brzmi sexy, ale taka jest prawda. Mnie pisanie przychodzi z trudem. I łatwo się rozpraszam. Ale niemal każdego dnia poświęcam kilka godzin na pracę. Choć nie zawsze mam na to ochotę.

Lata temu odkryłam, że moją misją życiową jest pomaganie ludziom poprzez dzielenie się z nimi wiedzą psychologiczną. Osoby przeżywające jakieś trudności zazwyczaj czują się osamotnione ze swoimi problemami. Wydaje im się, że przeżywają coś absolutnie wyjątkowego, niepowtarzalnego. Ale wszystkie te sytuacje mają bardzo jasną, powtarzalną strukturę. Moim celem jest pokazanie tych analogii. Powiedzenie: „To nie jest tak zawikłane, jak ci się wydaje. Psychologia dobrze zna podobne przypadki. Można z tego wyjść. Przecież innym się udało”.

***

Rozmowa ukazała się w miesięczniku „Uroda życia” 10/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Jakie jest naprawdę twoje poczucie własnej wartości? Odpowiedz na te pytania i sprawdź.

Niska samoocena hamuje nas przed działaniem, dlatego warto budować prawidłowe poczucie własnej wartości. Jak to robić? Zacznij od uważnego przyjrzenia się sobie.
Sylwia Arlak
12.08.2020

Zawsze i wszędzie: w pracy i w domu, w relacjach z dziećmi, partnerem i z przyjaciółmi, a nawet jeśli chodzi o nasz wygląd — chcemy być perfekcyjne. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo te nasze własne wygórowane oczekiwania wpływają negatywnie na naszą samoocenę. Zdrowa samoocena pomaga nam skupić się na pozytywnych aspektach życia i nas samych. Dzięki niej tworzymy zdrowe relacje. Od czasu do czasu wszyscy doświadczamy chwil zwątpienia. Zaczynamy kwestionować własne umiejętności, wydaje nam się, że każdy poradziłby sobie lepiej od nas. Jeśli jednak stale siebie krytykujesz, prawdopodobnie borykasz się z niską samooceną. Jak to sprawdzić? Odpowiedz na poniższe pytania: Czy masz niską, czy wysoką samoocenę: Czy często wątpisz w siebie i swoje umiejętności? Szukasz otuchy u innych, by poczuć się lepiej? Masz negatywne nastawienie do życia? Doświadczasz nadmiernego wstydu, lęk, smutku? Czujesz się bezwartościowa lub niekompetentna? Masz problem z wyrażaniem swoich potrzeb? Odczuwasz silny strach przed porażką lub złym samopoczuciem? Masz problem z przyjmowaniem komplementów? Wierzysz, że inni ludzie są lepsi od ciebie i w rezultacie wycofujesz się? Jeśli na większość pytań odpowiedziałaś: Tak, nadszedł czas, aby cofnąć się o krok i zmienić sposób myślenia o sobie/mówienia do siebie. Jakie są częste powody niskiej samooceny? Częstym powodem niskiej samooceny jest brak wiary w siebie. U źródła problemu mogą leżeć własne niepowodzenia życiowe, niezdrowe kontakty z innymi, ale też  trudne doświadczenia z dzieciństwa. Rodzice mogli nam stawiać zbyt wysokie wymagania, albo wręcz przeciwnie, wszystko robić za nas. Doświadczenia z wczesnego dzieciństwa Jeśli byłaś zastraszana, znęcano się nad tobą, albo często byłaś świadkiem...

Czytaj dalej
smutna dziewczyna
Adobe Stock

6 cech DDA, które cię niszczą! Rozpoznaj je i nazwij, żeby je móc przepracować

Przemocowy partner, lęk przed konfliktami i własnym gniewem, seksualna blokada. Sprawdź, jakie są skutki wzrastania w rodzinie alkoholowej.
Aleksandra Nowakowska
29.05.2020

Twój mózg kształtuje się w dzieciństwie i w dorosłym życiu podsuwa historie sprzed lat. Nie zawsze są to szczęśliwe opowieści. Wyrastanie w domu, w którym rządził alkohol, rzuca mroczny cień. Bycie DDA – Dorosłym dzieckiem alkoholika jest ogromnym obciążeniem. Na szczęście możesz je przepracować, ale tylko wtedy, kiedy sama zobaczysz w sobie niszczące cię schematy. Pomoże psychoterapia – im wcześniej ta praca zostanie podjęta, tym szybciej nastąpi pożegnanie z demonami przeszłości.  DDA często mają mentalność ofiary Osoby wychowane przez rodziców zmagających się z alkoholizmem podświadomie dążą do bycia w związku z kimś też uzależnionym lub w jakiś sposób dysfunkcyjnym – narcyzem, biernym tyranem, partnerem agresywnie dominującym. Dorosłe dziecko alkoholika często wiążą się z partnerami, którzy stosują wobec nich przemoc zarówno psychiczną, jak i fizyczną. Nieraz DDA zdaje sobie sprawę z tego, kim tak naprawdę jest jej partner, ale jednocześnie głęboko wierzy, że uda jej się  go „uratować” – uwolnić od nałogu lub zmienić toksyczne zachowania. Dorosłe dziecko alkoholika wchodzi w toksyczny związek i naraża się na cierpienie, odtwarzając scenariusz trudnej przeszłości. Typowa cecha DDA to lęk przed emocjami  Trauma przeżyta w dzieciństwie sprawia, że Dorosłe dzieci alkoholika tłumią swoje uczucia. Ich wewnętrzny uczuciowy świat jest zamrożony. Tak naprawdę jedyne, co odczuwają, to głęboka obojętność. Boją się zwłaszcza gniewu i smutku. Siła tych uczuć jest tak wielka, że osoba z syndromem DDA podświadomie wie, że nie byłaby w stanie ich udźwignąć. Mechanizm tłumienia emocji działa jednak całościowo, więc DDA nie czują też pozytywnych uczuć – radości, miłości, nadziei, szczęścia....

Czytaj dalej
Przekonania, przez które stoisz w miejscu
Unsplash.com

Cztery przekonania, przez które stoisz w miejscu. Wyrzuć je z głowy jak najszybciej!

Błędne myślenie jest jak gra w życie na niewłaściwych zasadach. Powoduje frustracje, niepokój, a jednocześnie ogranicza możliwość odniesienia sukcesu.
Sylwia Arlak
28.12.2020

Często wierzymy w coś, co nie jest prawdą, a potem organizujemy całe swoje życie wokół tych błędnych przekonań. Też tak masz? Nie jesteś sama. W końcu przez tysiące lat ludzie myśleli, że Ziemia jest płaska... Mogłyśmy uwierzyć rodzicom, że nie jesteśmy „wystarczające”, a teraz boimy się marzyć. Mogłyśmy sparzyć się kilka razy, a teraz boimy się próbować. Oto cztery błędne przekonania, przez które się nie rozwijamy: Nie mogę być szczęśliwa, dopóki moje środowisko i ludzie wokół mnie się nie zmienią Większość z nas uważa, że szczęście to wynik pozytywnych wydarzeń i doświadczeń. Tymczasem szczęście zależy od tego, co jest w twojej głowie. Zerwał z tobą twój partner, więc wydaje ci się, że już nigdy się nie uśmiechniesz. Straciłaś pracę, masz stany depresyjne . Twój szef był dla ciebie wyjątkowo opryskliwy, więc jesteś zła. Zamiast martwić się, że nikt inny już nigdy cię nie pokocha, że jesteś niewystarczająca, że dajesz z siebie zbyt mało... odpuść. Poczujesz ulgę. Nie próbuj kontrolować świata zewnętrznego (nie masz na niego żadnego wpływu, wiec to przegrana bitwa), naucz się zarządzać swoimi emocjami. Z każdego doświadczenia wyciągnij lekcję. Powinnam być gdzie indziej... ...a przecież możesz być tylko tam, gdzie jesteś. Często niepotrzebnie marnujemy energię, wierząc, że powinnyśmy być gdzie indziej. Powinnyśmy były iść na studia, mieć już dom, lepszy samochód, rodzinę, kredyt. Zapominamy, że każdy z nas zaczyna życie z innego miejsca. Różnią nas doświadczenia, rodzina, genetyka, predyspozycje. Życie nie jest wyścigiem i nie wszyscy startujemy w tym samym czasie. Jedyną osobą, z którą powinnaś się porównywać, jesteś ty sama. Zamiast wymagać o siebie więcej i wpędzać się w poczucie winy , bądź...

Czytaj dalej
syndrom DDA
iStock

DDA – dorosłe dzieci alkoholików mogą wyzwolić się z przekleństw przeszłości

DDA mają wiele atutów. Są wytrzymałe, zachowują zimną krew w sytuacjach skrajnych, radzą sobie z wyzwaniami. To mocna baza, na której można zbudować siebie na nowo.
Karolina Rogalska
10.09.2020

Dorosłe dzieci alkoholików (DDA) mają w sobie często nieświadomy, silny strach przed porzuceniem. W miłości starają się zaspokoić wszystkie potrzeby ukochanej osoby. A gdy cokolwiek idzie nie tak, wpadają w panikę. Jak sobie pomóc, co zrobić, by życie nie było straszne, tłumaczą psychoterapeuci Anna Maria Seweryńska i Cezary Biernacki. Karolina Rogalska: Umieć kochać i pracować – to najbardziej uniwersalna definicja zdrowia psychicznego, której autorem jest Zygmunt Freud. Dorosłe dzieci alkoholików doskonale radzą sobie w życiu zawodowym. To w miłości zazwyczaj im nie wychodzi. Cezary Biernacki: DDA funkcjonują w modelu skrajności – wszystko albo nic. Jeżeli się uczą, to najlepiej. Zawodowo są perfekcjonistami: ofiarni, lojalni, gotowi do poświęceń, nie boją się podejmowania ryzykownych działań czy pracy ponad siły. Ale pod maską kompetencji kryją się głęboki lęk i niskie poczucie własnej wartości. To emocjonalna huśtawka, balansowanie pomiędzy poczuciem „jestem najlepszy” a „jestem najgorszy, beznadziejny, jestem nikim”. Anna Maria Seweryńska: Jeśli dziecko ma potencjał intelektualny, to prze do przodu. Ale jeśli nie jest zdolne, szybko odłącza się od systemu: rzuca szkołę, kolejne prace. Uważa, że skoro nie jest perfekcyjne, to nigdzie się nie nadaje. Że człowiek jest godny szacunku tylko wtedy, gdy jest godny podziwu. C.B.: Taki komunikat jako dzieci dostały w domu. Dlatego w kolejnych relacjach towarzyszy im lęk, że ktoś je odrzuci. Wszędzie szukają zagrożenia. Żeby poczuć się bezpiecznie, starają się przejąć kontrolę nad relacją miłosną lub przyjacielską. I często jest tak, że gdy już są z kimś blisko, to z lęku przed odrzuceniem sami ją zrywają. Wycofują się, prowokują, żeby wydarzyło się to, czego podświadomie najbardziej się boją. W kółko powtarzają ten...

Czytaj dalej