DDA – dorosłe dzieci alkoholików mogą wyzwolić się z przekleństw przeszłości
iStock

DDA – dorosłe dzieci alkoholików mogą wyzwolić się z przekleństw przeszłości

DDA mają wiele atutów. Są wytrzymałe, zachowują zimną krew w sytuacjach skrajnych, radzą sobie z wyzwaniami. To mocna baza, na której można zbudować siebie na nowo.
Karolina Rogalska
10.09.2020

Dorosłe dzieci alkoholików (DDA) mają w sobie często nieświadomy, silny strach przed porzuceniem. W miłości starają się zaspokoić wszystkie potrzeby ukochanej osoby. A gdy cokolwiek idzie nie tak, wpadają w panikę. Jak sobie pomóc, co zrobić, by życie nie było straszne, tłumaczą psychoterapeuci Anna Maria Seweryńska i Cezary Biernacki.

Karolina Rogalska: Umieć kochać i pracować – to najbardziej uniwersalna definicja zdrowia psychicznego, której autorem jest Zygmunt Freud. Dorosłe dzieci alkoholików doskonale radzą sobie w życiu zawodowym. To w miłości zazwyczaj im nie wychodzi.

Cezary Biernacki: DDA funkcjonują w modelu skrajności – wszystko albo nic. Jeżeli się uczą, to najlepiej. Zawodowo są perfekcjonistami: ofiarni, lojalni, gotowi do poświęceń, nie boją się podejmowania ryzykownych działań czy pracy ponad siły. Ale pod maską kompetencji kryją się głęboki lęk i niskie poczucie własnej wartości. To emocjonalna huśtawka, balansowanie pomiędzy poczuciem „jestem najlepszy” a „jestem najgorszy, beznadziejny, jestem nikim”.

Anna Maria Seweryńska: Jeśli dziecko ma potencjał intelektualny, to prze do przodu. Ale jeśli nie jest zdolne, szybko odłącza się od systemu: rzuca szkołę, kolejne prace. Uważa, że skoro nie jest perfekcyjne, to nigdzie się nie nadaje. Że człowiek jest godny szacunku tylko wtedy, gdy jest godny podziwu.

C.B.: Taki komunikat jako dzieci dostały w domu. Dlatego w kolejnych relacjach towarzyszy im lęk, że ktoś je odrzuci. Wszędzie szukają zagrożenia. Żeby poczuć się bezpiecznie, starają się przejąć kontrolę nad relacją miłosną lub przyjacielską. I często jest tak, że gdy już są z kimś blisko, to z lęku przed odrzuceniem sami ją zrywają. Wycofują się, prowokują, żeby wydarzyło się to, czego podświadomie najbardziej się boją. W kółko powtarzają ten schemat. Bez świadomości, że są współautorami własnych doświadczeń. W takich kryzysach część z nich zgłasza się na terapię. Z poczuciem, że do niczego się nie nadają, są beznadziejni. Jednak gdy zaczynają opowiadać o tym, co się wydarzyło, zrzucają całą winę na otoczenie. Jak w rodzinnym domu, gdzie nikt nie brał za nic odpowiedzialności. Członkowie rodzin alkoholowych oscylują emocjonalnie pomiędzy poczuciem winy a poczuciem krzywdy. Innymi słowy, czują się odpowiedzialni za cały świat, tylko nie chcą wziąć odpowiedzialności za siebie. Bo nie nauczyli się, że mają wpływ na własne życie, jakąkolwiek sprawczość.

Virginia Satir pisała, że na sposób, w jaki doświadczamy miłości, ogromny wpływ ma poczucie własnej wartości: „im niższa jest nasza samoocena, tym większą mamy tendencję do uzależniania się od bezustannych zapewnień o miłości, co może doprowadzić do błędnych wyobrażeń na jej temat”. Niestabilna samoocena to częsty problem dzieci z rodzin dysfunkcyjnych?

C.B.: Takie osoby same dla siebie nie są w ogóle wartościowe ani warte tego, żeby się sobą zająć, mieć z siebie przyjemność. W relacjach społecznych przywdziewają rozmaite maski, czasem tak doskonałe, że naprawdę trudno się domyślić dramatu, który rozgrywa się w środku. Świetnie sobie radzą, wyglądają itd. Ale to tylko pozory.

A.M.S.: Nie wiedzą, kim są, nie znają swoich potrzeb i granic. Imitują zachowania innych ludzi, robią to, co inni uważają za właściwe. Można powiedzieć, że kradną czyjeś życie. Jeśli chodzi o kontakty społeczne, to trudność sprawia im budowanie dojrzałych więzi, na zasadach partnerskich. W każdej relacji emocjonalnej szukają mamy, taty, ewentualnie dziecka, którym mogliby się zaopiekować. Czyli albo są kimś, kogo trzeba wspierać, albo potrzebują kogoś, komu mogliby dawać wsparcie.

C.B.: Taka postawa powoduje ostre kryzysy, bo od szefa, nauczyciela czy innej osoby stojącej wyżej w hierarchii oczekują zazwyczaj niemal ojcowskiego lub matczynego zaangażowania. Gdy pojawi się najdrobniejszy zgrzyt – lecą głową w dół. Czują się odrzuceni i zdradzeni: „Zawiódł mnie, rozczarował”.

A.M.S.: Osoby z syndromem DDA w sposób szczególny wyczulone są na komunikaty pozawerbalne. Czytnik, który służył im w domu rodzinnym, gdy musiały wychwytywać nastroje pijanego ojca czy matki, działa też w dorosłym życiu. Bacznie obserwują ludzkie miny, gesty. Interpretują je, jako skierowane bezpośrednio do nich. Są w ciągłym napięciu. Dlatego kontakty międzyludzkie są dla nich tak wyczerpujące. A gdy zostają same, doświadczają totalnej pustki, czują się opuszczone, nieważne.

Te strategie pomagały przetrwać ciężkie dzieciństwo, ale mogą zrujnować dorosłe życie. Dlaczego trudno się ich pozbyć?

A.M.S.: Bo zazwyczaj są nabywane bardzo wcześnie. W okresie niemowlęcym, prewerbalnym. Już wtedy dziecko niczym radar wychwytuje sytuacje, które mogą być dla niego zagrażające, i wytwarza mechanizmy obronne. 

C.B.: Wyobraźmy sobie sytuację, w której niemowlę płaczem komunikuje, że jest głodne. Matka przychodzi, podaje pierś, ale jest zestresowana lub przestraszona zachowaniem męża alkoholika. Dziecko wyczuwa emocje matki i utrwala wzorzec, że jego potrzeby budzą wrogą reakcję otoczenia. Nie rozumie przecież, że frustracja matki ma zupełnie inne źródło. Starsze dzieci starają się same sobą zająć. Uczą się, że ze swoimi problemami muszą sobie radzić, bo ojciec zajęty jest butelką, a matka ojcem. I ta samotność, poczucie opuszczenia towarzyszy im przez większość życia.

A.M.S.: To jest zaczyn do nauki reagowania na coś, co nie jest wypowiedziane wprost. Taki rodzic nie mówi: „Boję się, jestem sfrustrowana tym, co dzieje się z moim mężem. Ale ty nie masz z tym nic wspólnego”. Dziecko czyta emocje matki, stara się ją uspokoić. Wchodzi w rolę rodzica swojego rodzica. Dysfunkcyjność rodziny polega m.in. na tym, że nie mówi się o odpowiedzialności czy konsekwencjach wyborów. Winą za własne nieszczęście obarcza się innych. W rezultacie dziecko kształtuje w sobie dwuwymiarowy obraz świata: jestem winny czyjegoś cierpienia albo sam cierpię, bo ktoś mnie krzywdzi.

C.B.: I realnie doświadcza tej krzywdy. Przecież nic złego nie robi, jest tylko dzieckiem. A nie dość, że nie dostaje wsparcia, to jeszcze samo musi ratować osoby, które powinny dać mu opiekę. W „pijącym” domu najważniejszy jest alkoholik. Jego życie polega na trzech aktywnościach: piciu, leczeniu kaca czy naprawianiu krzywd i szykowaniu się do kolejnego picia. Wszystkie inne ruchy są działaniami pozornymi. Po to, żeby mógł się napić w mniejszym czy większym komforcie. Matka jest skoncentrowana na nim, a dzieci ciągnie za sobą: „Bądźcie cicho, bo ojciec śpi, nie denerwujcie go”.

A.M.S.: Niektóre matki używają dzieci jako tarczy, która ma je chronić przed agresją partnera: „Idź, uspokój ojca”, a nawet „Połóż się przy nim, to da nam spokój”. Delegują dzieci do wykonywania własnych obowiązków. Te nie potrafią odmówić, bo dla matki są gotowe zrobić wszystko. Największą traumą dziecka z rodziny alkoholowej jest doświadczenie pustki. Bo ono zazwyczaj jest w tym wszystkim zupełnie samo.

Czy dlatego tak ważne w procesie wychodzenia z syndromu DDA są dobre doświadczenia w relacjach z ludźmi, które można zdobyć na przykład podczas terapii grupowej?

A.M.S.: Zdarza się, że kochający, akceptujący parter pokaże takiej osobie, jak wygląda zdrowy model związku i terapia nie jest potrzebna. Albo da zielone światło: „Idź, zaopiekuj się sobą” i wspiera ją w procesie przemian pod okiem profesjonalisty: psychiatry czy psychoterapeuty. W przypadku DDA świetne rezultaty daje właśnie praca terapeutyczna w grupie. Tam można przejrzeć się jak w lustrze. Uczestnicy terapii mają szansę się przekonać, że są równie ważni, jak inni. Nie gorsi, tylko różni. Że mają prawo popełniać błędy i dostaną wsparcie, kiedy tego potrzebują.

C.B.: Sesje indywidualne też są bardzo ważne. Ale w inny sposób potrzebne. Klient ma terapeutę na wyłączność, jest w centrum jego zainteresowania, czuje się najważniejszy i ten kontakt często służy głównie karmieniu deficytu rodzica, który u osób DDA jest ogromny.

A.M.S.: Nie do przecenienia jest kontakt z osobami, które mają podobne doświadczenia. Ludzie przestają się wstydzić, znika poczucie, że są jedyni na świecie ze swoimi problemami. Obserwują siebie i innych, dzięki czemu zaczynają rozumieć mechanizmy, które nimi rządzą. Odkrywają swoje potrzeby, wraca poczucie sprawstwa. Mogą świadomie podjąć decyzję: „Czy chcę dalej funkcjonować w taki sposób, czy podejmę wysiłek, żeby zmienić swoje życie?”.

W literaturze naukowej można przeczytać artykuły, których autorzy negują istnienie syndromu DDA. Argumentują, że jest to grupa bardzo różnorodna i każda osoba na skutek dorastania w rodzinie dysfunkcyjnej, także alkoholowej, może w dorosłym życiu doświadczać zupełnie innych trudności. Albo po prostu dobrze funkcjonować.

A.M.S.: Faktycznie spotkaliśmy się z negowaniem istnienia DDA i zgadzamy się z tym, że nie ma takiej jednostki chorobowej. Natomiast jest takie doświadczenie wzrastania w rodzinie, w której jedno lub oboje rodziców wybierają alkohol, a porzucają emocjonalnie swoje dzieci. Konsekwencją tego opuszczenia emocjonalnego jest narażenie zdrowia i życia dzieci. 

Dzięki naszemu prawie 30-letniemu doświadczeniu w pracy psychoterapeutycznej z dorosłymi dziećmi alkoholików możemy w stu procentach stwierdzić, że istnieje syndrom DDA. Chociaż osoby wzrastające w rodzinach alkoholowych mają różne historie, to zarazem wspólne doświadczenie wczesnodziecięcej traumy wynikającej z emocjonalnego opuszczenia przez rodziców. To opuszczenie jest zaczynem wytworzenia się całego systemu adaptacyjnego, który pozwala przetrwać w rodzinie alkoholowej. Właśnie ten system, będący zbiorem cech adaptacyjnych, nazywamy syndromem DDA.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Terapia DDA – na czym polega?

Co stanowi największą trudność w procesie wychodzenia z syndromu DDA? 

A.M.S.: To generalnie nie jest łatwy proces, bo utrwalane latami mechanizmy adaptacyjne przylegają do ludzi jak druga skóra. Stają się ich bastionem. Dlatego początkowy etap terapii to w pewnym sensie walka terapeuty z klientem o niego samego. Jest dużo lęku, wstydu i potrzeba asekuracji. Zazwyczaj pojawia się poważny kryzys. Uaktywniają się mechanizmy wyniesione z dysfunkcyjnego domu: chęć ucieczki, odrzucenia, zaprzeczenie, bo bycie w relacji, w kontakcie z własnymi uczuciami i potrzebami jest zbyt zagrażające…

C.B.: Rozbrajanie strategii, które pozwalały przetrwać w dysfunkcyjnym domu, uświadamianie sobie funkcji pełnionych w rodzinie zamiast bycia dzieckiem. Bardzo trudno jest się z nimi rozstać, bo dawały poczucie ważności, przydatności w rodzinie. W procesie terapii uczestnicy, dotykając swoich zablokowanych emocji i potrzeb, doświadczają akceptacji. Dzięki temu zaczynają konstruować swoje życie na własnych zasadach. I biorą za nie odpowiedzialność.

Czyli pierwszy etap to uświadomienie sobie, w czym się tkwi?

C.B.: Obecnie wiedza dotycząca syndromu DDA jest coraz szerzej rozpowszechniona i ludzie zgłaszający się do nas zazwyczaj nazywają swój problem wprost: „Jestem DDA”. Zwłaszcza ci z rodzin, gdzie alkohol jest wyrazisty, połączony z przemocą. Ale są też osoby pochodzące z domów, w których picie odbywało się „w białych rękawiczkach”. Wieczorami, w weekendy. Rodzic nie zalewał się wódką, tylko kulturalnie sączył ekskluzywne alkohole. Te osoby zaczynają się porównywać w terapii: „Czy ja tutaj pasuję?”, „Przecież nie miałem tak ciężko, nie byłem bity, maltretowany itd”. To nie ma znaczenia. Blizna fizyczna jest równa bliźnie emocjonalnej.

A.M.S.: Czasami pojawiają się u nas osoby odsyłane z innych placówek: od psychiatrów, psychoterapeutów, lekarzy pierwszego kontaktu. Chcąc nadać ważność swojemu cierpieniu, „produkują” silne objawy. Na przykład są latami w terapii związanej z nerwicą, depresją, fobią społeczną, mają diagnozowaną afektywną chorobę dwubiegunową, zaburzenia odżywiania, zaburzenia psychosomatyczne itd. Leczenie zaczyna się dopiero wtedy, gdy dotrzemy wspólnie do źródeł tego cierpienia.

C.B.: Początek terapii polega na uwolnieniu wszystkich wypartych uczuć, o których mówiliśmy wcześniej. Zwłaszcza doświadczanych w relacji z rodzicami, czyli: poczucia krzywdy, winy, żalu, złości, wstydu. W relacjach społecznych jest cała masa rzeczy generowanych przez lęk, wstyd, zaniżone poczucie własnej wartości, nieakceptowanie siebie, swojego ciała, braku wglądu w siebie i swoje emocje. Podczas terapii grupowej można zweryfikować, czy przekonania, jakie mam na swój temat, są uzasadnione. Pytanie brzmi: „Czy chcę zostać z tym, co sobie wyobrażam, czy chcę to skonfrontować, sprawdzić?”. Decyzja jest oczywiście po stronie każdego z nas. To jest ryzykowne. Nie wiemy, jaka będzie odpowiedź. Ale mamy szanse, aby wiedzę o sobie urealnić. A to podstawa każdej zmiany.

Jaki jest następny etap terapii?

C.B.: Drugi cel, nad którym pracujemy równolegle, to budowanie poczucia bezpieczeństwa. Każdy, kto tu przychodzi, zmaga się z lękiem przed odrzuceniem. Uczymy ludzi komunikowania uczuć wprost, mówienia o sobie, wyrażania emocji, nawet tych najtrudniejszych.

A.M.S.: Pokazujemy naszym klientom, że miłość czy akceptacja to nie jest coś, na co trzeba zasłużyć. Że są ważni dlatego, że istnieją. Bez żadnych dodatkowych warunków. Ludziom zazwyczaj bardzo trudno jest to zrozumieć. Pytają: „Dlaczego jestem ważny, skoro nie jestem ci do niczego potrzebny?”.

Bywa, że zmiany, które zachodzą w nas w procesie terapii, są blokowane przez otoczenie. Szef nie akceptuje, że nie chcemy już zostawać po godzinach, rodzice – że przestajemy wspomagać ich finansowo czy być na każde skinienie. To trudny moment.

A.M.S.: Świat zazwyczaj stawia opór tym zmianom. Szefowie potrzebują takich pracowników. W interesie rodziców z rodzin dysfunkcyjnych nie leży to, żeby dziecko stało się od nich kompletnie niezależne. A przyjaciele, na których każde skinienie biegliśmy z pomocą, mogą się oburzać: ,,Nie masz dla mnie czasu? Zawsze mi pomagałeś, wspierałeś, a gdzie teraz jesteś?”. Ważne, aby pożegnać się z dziecięcą fantazją, że ci ludzie kiedyś się zmienią. Do nas należy wybór, czy i na jakich warunkach chcemy z nimi budować dalsze relacje. Czy zdołamy zaakceptować ich takimi, jacy są.

Myślę, że wrażliwość na innych, ciepło, empatia, chęć niesienia pomocy mogą być mocnymi stronami tych osób.

C.B.: Tak, ale pod warunkiem, że te cechy wynikają z wyboru, a nie z powinności i przymusu. DDA mają wiele zasobów. Są wytrzymałe, zachowują zimną krew w sytuacjach skrajnych, potrafią sobie radzić z wyzwaniami. To mocna baza, na której te osoby mogą zbudować się na nowo. Ale to nie jest łatwe. 

Na nowo? To znaczy?

C.B.: Stanąć na własnych nogach, w zgodzie z własnymi wyborami. Wziąć odpowiedzialność za siebie z poczuciem własnej wartości i akceptacji, wyrażać własne uczucia i potrzeby, a także stawiać granice.

A.M.S.: Doświadczenie terapii pozwala odkryć, że jej celem nie była zmiana, tylko akceptacja. Uczestnicy „wracają” do siebie, do odblokowanych uczuć i potrzeb, do rozwoju swych talentów i realizacji swych celów.

Anna Maria Seweryńska – psychoterapeutka, trenerka, wykładowczyni i superwizorka, autorka programu Systemowej Pomocy Psychologicznej dla MDDA.
Cezary Biernacki – psychoterapeuta, wiceprzewodniczący Komisji Dialogu Społecznego ds. Przeciwdziałania Alkoholizmowi, współzałożyciel Ruchu Samopomocowego dla DDA w Polsce.
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Syndrom DDA. Jak go leczyć?

DDA – jak przepracować ten syndrom i ruszyć do przodu w życiu?

Syndrom DDA może wpływać na całe dorosłe życie. Nie wszyscy potrafią sobie z nim poradzić, często też nie wiedzą jak. By DDA zostawić za sobą, trzeba podjąć zdecydowane kroki.
Karolina Morelowska-Siluk
18.11.2020

Większość z nas na hasło „dzieciństwo” uśmiecha się. Bo to słowo wywołuje błogość, na chwilę znowu czujemy się bezpieczni dzięki bezwarunkowej miłości naszych rodziców. Ale to niestety nie dotyczy wszystkich. U części z nas na to samo hasło wywołuje raczej nieprzyjemny dreszcz. Jedni już rozumieją, skąd się on bierze, inni – nie wiedzą. Są bowiem wśród nas osoby, które pochodzą z tzw. rodzin dysfunkcyjnych, niektórzy z nich noszą w sobie syndrom DDA. DDA, czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików w Polsce Szacuje się, że w Polsce Dorosłe Dzieci Alkoholików to całkiem liczna grupa, bo około 1,5 miliona ludzi. Za każdą z tych osób, rzecz jasna, stoi trochę inna historia, każda w trochę inny sposób walczy z tym, co przeszłość w niej zostawiła, ale wszystkich łączą przynajmniej dwie rzeczy. Wszystkie Dorosłe Dzieci Alkoholików mają trudność z wyrażaniem uczuć i zaakceptowaniem samych siebie. Zaburzenia emocjonalne, z którymi się borykają, upośledzają ich kontakty z innymi. I muszą włożyć sporo wysiłku w pracę nad swoją psychiką, by funkcjonować jak każda inna, zdrowa osoba. Czytaj także: DDA w związku – jakie pułapki czyhają na dorosłe dziecko alkoholika? Syndrom DDA. Po pierwsze: nie wypieraj Pierwszym krokiem do zostawienia przeszłości za sobą jest uświadomienia sobie, że nie była ona „dobra” i, przede wszystkim, zaakceptowanie jej. Dzieci alkoholików, które nie doświadczają syndromu DDA  – bo nie każdy go doświadcza  – charakteryzują się tym, że nie starają się za wszelką cenę wymazać swoich doświadczeń z pamięci. Są w stanie  potraktować je jako integralną część siebie. I właśnie to pozwala im zostawić przeszłość w tyle. Ci, którzy mają syndrom DDA, nie potrafią pogodzić...

Czytaj dalej
Syndrom DDD. Co to takiego?
Adobe Stock

Syndrom DDD, czyli Dorosłe Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych. Ten ból można wyleczyć!

Kiedy cień nieszczęśliwego dzieciństwa kładzie się na nasze dorosłe życie, możemy zmagać się z syndromem DDD. Warto uświadomić sobie, w jakich wzorcach tkwimy i poszukać pomocy, żeby z nich wyjść.
Aleksandra Nowakowska
29.05.2020

Perfekcjonistka. Idealna matka. Przyjaciółka, na której zawsze można polegać – bardzo często osoba DDD, czyli Dorosłe Dziecko z rodziny Dysfunkcyjnej, pozornie świetnie sobie radzi w życiu. Napięta do ostatnich granic umie ogarnąć rzeczywistość – bo nauczyła się tego, gdy była mała. Wiedziała, że musi liczyć tylko na siebie, nieraz – że to na jej plecach spoczywa odpowiedzialność za całą rodzinę, dlatego dziś, w dorosłym życiu, nadal prze do przodu jak automat. Cechy osób DDD (Dorosłych Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych) Porównanie do bezdusznego automatu nie jest przypadkowe: osoby DDD, pochodzące z dysfunkcyjnych rodzin, mają ogromny problem z odczuwaniem jakichkolwiek uczuć: zarówno trudnych (złości, gniewu), jak i pozytywnych (radości czy nadziei). Często nie umieją kochać i być kochane – w środku czują ciągły lęk przed odrzuceniem. Nawet kiedy odnoszą sukcesy zawodowe – a tak bywa bardzo często – nie mają poczucia własnej wartości, często towarzyszy im tzw. syndrom oszusta , czyli przekonanie, że wszystko, co osiągnęły, przytrafiło im się przez przypadek. Cały czas są głodne pochwał i uznania – nigdy nie są w stanie się tym nasycić. Czują pustkę, której nic nie jest w stanie wypełnić. Jeżeli nie uzyskają pomocy terapeutycznej, z tym strasznym poczuciem pustki przejdą przez całe życie. Czytaj też: Nie umniejszaj emocji: wszystkie są nam potrzebne do życia Skąd się bierze syndrom DDD? Trauma z dzieciństwa nie musi być związana z przemocą i wykorzystywaniem seksualnym. O wiele częściej w naszym kraju DDD – syndrom Dorosłego Dziecka z rodziny Dysfunkcyjnej – jest spowodowany po prostu alkoholizmem rodziców, zaniedbaniami czy rozwodem.   Każde dziecko, aby prawidłowo się rozwijać, potrzebuje...

Czytaj dalej
DDA w związku
Adobe Stock

DDA w związku – jakie pułapki czyhają na dorosłe dziecko alkoholika?

„Trudno kochać kogoś, kto tak bardzo nie kocha siebie samego”, w tym zdaniu zawiera się większość pułapek, które czekają na dorosłe dziecko alkoholika, kiedy próbuje budować w dorosłym życiu związek. 
Karolina Morelowska-Siluk
25.09.2020

Syndrom DDA (dorosłe dziecko alkoholika) to zbiór nawyków, schematów działania, które dziecko wykształciło w sobie, by przetrwać w rodzinie alkoholowej i jako dorosły zabiera je ze sobą w dalsze życie. To jak ciężka walizka, którą targa ze sobą w dorosłość dziecko alkoholika. A w tej walizce nie ma nic, co może przydać mu się w podróży, przeciwnie są w niej ciasne spodnie, buty, które uwierają, jej zawartość jest ciężarem, który uniemożliwia dobre życie. A toksyczność tej walizki widoczna jest najjaskrawiej, kiedy DDA próbuje wejść w bliską relację. Często dzieje się tak, że dorosłe dziecko alkoholika nie uświadamia sobie, że między jego trudnościami w życiu dorosłym, w zbudowaniu związku, a niedobrymi doświadczeniami z domu rodzinnego istnieje bardzo ścisły związek. 6 głównych problemów w relacjach DDA  Rodzaj trudności będzie w pewnej mierze zależał od tego, jakie mechanizmy wykształciło w sobie dziecko alkoholika, czyli w jaką rolę weszło, by przetrwać. Najczęściej dzieci wchodzą w jedną z czterech ról: bohatera rodziny, kozła ofiarnego, dziecka niewidzialnego oraz maskotki. Każda rola wymaga odpowiednich mechanizmów, a te DDA zabiera właśnie do swojej „ciężkiej” walizki. Targanie jej „owocuje” nieumiejętnością kochania i bycia kochanym, a ta przejawia się najczęściej kilkoma zasadniczymi problemami: DDA wierzy w spotkanie dwóch połówek pomarańczy. Idealizuje miłość, sądzi, że naprawdę kochający się ludzie porozumiewają się „bez słów”, że jeśli ludzie darzą się uczuciem, nigdy nie kłócą się ze sobą, są zgodni, a wręcz zrośnięci w jedno. Mają skłonność, by starać się o partnera za wszelką cenę, poświęcać się dla niego, myślą, że w ten sposób...

Czytaj dalej
Cztery postawy DDA
Adobe Stock

DDA. Cztery postawy dzieci alkoholików: bohater, błazen, kozioł ofiarny i cień

Syndrom DDA może wpływać na całe życie. W rodzinach z problemem alkoholowym dzieci przyjmują postawy w sposób nieświadomy, w celu przetrwania. Potrafią one zaważyć na ich przyszłości. Poznaj cztery główne postawy dzieci alkoholików.
Karolina Morelowska-Siluk
07.11.2020

Dziecko, by przetrwać w rodzinie alkoholowej, przyjmuje pewne wzory zachowania: są to role, które przystosowują do życia w dysfunkcyjnych warunkach. Tworzą one tarczę, są mechanizmem obronnym przed światem, ale jednocześnie to sposób, by ukryć problem alkoholowy przed osobami spoza rodziny. Wyróżnia się cztery podstawowe role, które przyjmują dzieci z rodzin alkoholowych, to: bohater, kozioł ofiarny, cień oraz błazen. DDA. Postawa: bohater Bohater to tzw. superdziecko. Prawie w każdej rodzinie alkoholowej jest taka postać i jej rolę przyjmuje zwykle najstarsze dziecko z rodzeństwa.  Bohater robi wszystko, co w jego mocy, by odwrócić uwagę od rodzinnego piekła, czasem próbuje wręcz zacierać jego wszelkie ślady!  Robi to poprzez ciągłe staranie się, by być „najlepszym”, doskonali swoje umiejętności, by zyskać w ten sposób splendor społeczny, ma to na celu sprawić, by chora, alkoholowa rodzina czuła się dowartościowana.  Jednak ciągłe, wręcz obsesyjne dążenie do doskonałości niemal na każdym polu sprawia, że bohater płaci ogromną cenę w przyszłości. Bohaterowie wyrastają bowiem na osoby rozżalone, mają poczucie „utraconego” dzieciństwa, bo przeżyły je w poczuciu odpowiedzialności za całą rodzinę. Mają trudności w nawiązywaniu „zdrowych” relacji międzyludzkich, są samotni, często to pracoholicy, perfekcjoniści. Pozostaje im także ogromne poczucie odpowiedzialności za wszystko i wszystkich. Czytaj także: DDA w związku – jakie pułapki czyhają na dorosłe dziecko alkoholika? DDA. Postawa: kozioł ofiarny W rodzinie alkoholowej rolę kozła ofiarnego przyjmuje przeważnie drugie z rodzeństwa, młodsze dziecko. Kiedy w centrum zainteresowania rodziny znajduje się osoba uzależniona, a wszyscy starają się nią „zaopiekować”, dla drugiego...

Czytaj dalej