Uzależnienie behawioralne – czym jest i skąd się bierze?
Unsplash.com

Uzależnienie behawioralne – czym jest i skąd się bierze?

Kiedy słyszymy „uzależnienie”, pierwsze, co przychodzi nam do głowy, to rozmaite używki: alkohol, narkotyki czy papierosy.  Jednak to dość „staroświeckie” podejście do tematu uzależnień. Znacznie częściej dotykają nas tzw. uzależnienia behawioralne. Czym są i jak sobie z nimi poradzić?
Karolina Morelowska-Siluk
18.11.2020

Współczesnego człowieka bardzo często dotyka coś, co psychologia określa uzależnieniem behawioralnym. To uzależnienie od wykonywania konkretnej czynności (z języka angielskiego „action addiction”). Uzależniamy się od seksu, jedzenia, pracy, robienia zakupów, opalania się w solarium, robienia sobie zabiegów medycyny estetycznej, od dbania o sylwetkę czy od zdrowego trybu życia. Dziś już wiadomo, że człowiek jest w stanie uzależnić się niemal od wszystkiego.

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

Uzależnienie behawioralne. Przymus zamiast przyjemności

Tego typu zachowania traktowane są jako zachowania kompulsywne, czyli takie, nad którymi człowiek nie jest w stanie zapanować, i które w sposób negatywny wpływają na wiele obszarów jego życia. Wykonujemy jakąś czynność nie po to, by czerpać przyjemność, ale po to, aby zredukować napięcie, pozbyć się stresu, poprawić samopoczucie.

Psychoterapeuta Robert Rutkowski przekonuje, że za każdą czynnością, która potencjalnie jest przyjemnością, może kryć się pułapka: „Weźmy pod lupę na przykład bieganie. Jest traktowane jako element zdrowego trybu życia. Bieganiem dodajemy sobie także odrobinę prestiżu. Jest ono tak modne, że zbudowany został na nim ogromny przemysł: czapki, koszulki, buty, itd. Spotykam w swoim gabinecie ludzi, którzy swoją pasję – bieganie właśnie – uczynili obsesją”, tłumaczy terapeuta.

Czytaj także: „Rozum swoje, a serce swoje” – mówią kobiety uzależnione od miłości

I dodaje, że to, czy hobby stanie się naszą obsesją, warunkuje kontekst. Bo jeżeli ktoś biega „na wynik”, czyli jest obwiązany taśmami, które monitorują rozmaite parametry, następnie przesyłają je do urządzenia zainstalowanego na naszym nadgarstku, które to zrzuca liczby do rozmaitych aplikacji, a te połączone są z portalami społecznymi i wszechświat informowany jest na bieżąco o naszym przyspieszeniu, coś tu nie gra. Bo ta cała otoczka odbiera nam możliwość koncentrowania się na przyjemności, jaka płynie z samej czynności biegania. Przyjemność przekształca się w zadanie. Zaczynamy biegać, aby poprawiać cyferki na wyświetlaczu, aby poklask był większy.

Po czym rozpoznać, że jesteśmy uzależnieni?

Robert Rutkowski mówi o tym, że sam motywuje swoich pacjentów, aby ćwiczyli dla poklasku, bo to bardzo skutecznie nakręca, ale tłumaczy przy tym wyraźnie, że to jest dobre tylko na starcie, w momencie, kiedy podejmujemy decyzję, aby „wziąć się za siebie”. A z czasem ta chęć otrzymania braw powinna wygasnąć. Bo mamy przybliżyć się do meritum, czyli do czerpania przyjemności z tego, że ćwiczymy. I to jest, z punktu widzenia psychologii, „zdrowy” proces.

Jeśli potrzeba otrzymania braw nie wygasa, jeśli czujemy przymus biegania bez względu na okoliczności przez mój dzisiejszy jogging ucierpi ktoś bliski, bo na przykład ten czas trzeba poświęcić dziecku, które ma jakiś problem oznacza to, że jesteśmy uzależnieni.

Czytaj także: Uzależnienie: dlaczego jedni się uzależniają, a inni nie?

Jak wyjść z uzależnienia behawioralnego?

Pierwszym krokiem na drodze wychodzenia z uzależnienia behawioralnego jest próba poznania siebie. Jak podkreśla psychoterapeuta: „Człowiek nie staje się grubasem po zjedzeniu jednej, dwóch czy pięciu czekoladek. Pytanie tylko, czy ta czekoladka była naprawdę tą przyjemnością, na którą mieliśmy ochotę. Bo my często sięgamy po przyjemność »losowo«, bierzemy po prostu tę, którą mamy pod ręką, pierwszą lepszą”, dodaje.  Dlaczego? Bo nie znamy siebie, nie potrafimy „odczytać” swoich potrzeb. A to prosta droga do uzależnienia...

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Uzależnienie od pornografii
Adobe Stock

Uzależnienie od pornografii to pandemia naszych czasów

Psycholog Mateusz Gola o uzależnieniu od pornografii: „Uzależnieni traktują seks instrumentalnie, może być im obojętne, czy to jest ta konkretna partnerka czy ktokolwiek inny”.
Krystyna Romanowska
04.01.2019

Uzależnienie od pornografii to coraz częstszy problem, który obserwują psycholodzy i seksuolodzy. I wbrew obiegowym opiniom ofiarami pornograficznego nałogu nie padają wyłącznie mężczyźni – choć oni stanowią przeważającą większość, ale także kobiety i nastolatki obojga płci. Nałogowe oglądanie filmów pornograficznych zaburza relacje w związku i tworzy spaczony obraz seksu (często seks zaczyna być utożsamiany z przemocą seksualną).  Krsytyna Romanowska: Uzależnienie od pornografii, podobnie jak alkoholizm i narkomania, trafiło na listę propozycji chorób WHO. Problem może dotyczyć 3 proc. dorosłych mężczyzn. Psycholog Mateusz Gola: Badania dotyczące popularności pornografii prowadzono na reprezentatywnych próbach tylko w krajach skandynawskich. Statystyki pokazują, że w Danii, Szwecji i Norwegii w grupie wiekowej od 18 do 30 lat przynajmniej raz w tygodniu korzysta z pornografii 70 do 80 proc. mężczyzn. W Polsce dopiero zaczynamy się przyglądać temu zjawisku. Zgodnie z danymi, które mamy, w naszym kraju z porno w necie w każdym miesiącu korzysta około 8,5 mln ludzi. Szacujemy, że dla 3 proc. z tej populacji może być to problematyczne zachowanie. To ponad 250 tys. osób. Czyli np. wszyscy mieszkańcy Gdyni albo Tarnowa i Opola razem wzięci. Z jednej strony mało (bo liczba uzależnionych od alkoholu to około 700 tys. osób), z drugiej – przerażająco dużo. Wśród uzależnionych spotykałem ludzi, którzy mimo że mieli czwórkę lub piątkę dzieci, wciąż znajdowali czas na nałóg. Ci, którzy mają wolne zawody i gospodarują czasem w pracy, oglądają porno poza domem. Inni – wieczorem, kiedy wszyscy śpią. Albo zamykają się w łazience z komórką. Nie są to wielogodzinne ciągi, tylko wypady do toalety kilka albo kilkanaście razy w ciągu dnia na kilkunastominutowe sesje....

Czytaj dalej
Jedzenie i emocje
Rodney Smith

Zajadasz emocje? Nie ty jedna, objadanie się to epidemia naszych czasów

Nigdy jeszcze sformułowanie „Jesteś tym, co jesz” nie było równie na czasie. Jedzenie przestało po prostu zaspokajać głód i stało się naszą nagrodą, pocieszeniem, lekiem i obsesją?
Aleksandra Więcka
04.02.2019

Kuchnia stała się nowym salonem, bazary ze zdrową żywnością – miejscem towarzyskich spotkań, a blogi kulinarne mają więcej odsłon niż serwisy informacyjne. Właściwy jadłospis wydaje się lekiem na wszystko – od raka po złamane serce. Chociaż coraz pilniej wyłapujemy kolejne niebezpieczne E ukryte w opakowaniach z jogurtem czy serem, to równocześnie zdajemy się wierzyć, że lodówka jest naszą najlepszą przyjaciółką. Tymczasem co trzecia Polka ma nadwagę, a co druga chciałaby schudnąć. Dlaczego jedzenie przestało po prostu zaspokajać głód i stało się naszą nagrodą, pocieszeniem, lekiem i obsesją? Zajadanie emocji to epidemia naszych czasów Z jednej strony mamy jeść to, co najlepsze, i tym się rozkoszować. Z drugiej – nosić rozmiar zero. Nie możemy pójść na zakupy do supermarketu, bo jesteśmy straszeni, że masowe jedzenie to czysta chemia. – Z zaspokajaniem podstawowej potrzeby życiowej, jaką jest jedzenie, wiążą się dziś sprzeczne lub negatywne emocje – mówi psycholog i terapeutka zaburzeń odżywania Dorota Minta. Wygląda na to, że najlepiej by było, gdybyśmy mogły się najeść, patrząc na reklamy jedzenia. Albo jak w „Matriksie” wcinać wirtualne steki. Niestety, to wciąż niemożliwe, więc żyjemy w permanentnym napięciu między apetytem na życie i próbami jego poskromienia. Do tego większość sposobów, jakie w tym celu stosujemy, nie skutkuje. – Nasz stosunek do jedzenia niewiele ma wspólnego z racjonalnością – przekonuje Dorota Minta. – Wewnętrzny dialog „zjeść czy nie zjeść” odbywa się na poziomie naszych instynktów, lęków i nieuświadomionych przekonań. Kompulsywne jedzenie łagodzi stres, ale też go generuje Według Briana Wansinka, autora książki „Beztroskie jedzenie”, o...

Czytaj dalej
Stres czy coś więcej? Niepokojące objawy
Finn Hackshaw/Unsplash.com

To może być coś więcej niż stres. 5 objawów, które powinny cię zaniepokoić

Żyjemy w ciągłym stresie, jesteśmy zabiegane, zmęczone, narasta w nas frustracja. Zdarza się jednak, że to, co początkowo bierzemy za wynik stresu, jest objawem m.in. depresji lub zaburzeń lękowych. Na jakie sygnały warto zwrócić uwagę i kiedy zacząć szukać pomocy?
Hanna Szczesiak
16.11.2020

Stres jest całkowicie naturalną reakcją organizmu na nieprzyjemne doświadczenia, z którymi nie do końca umiemy sobie poradzić. Tego typu sytuacje, nazywane stresorami, wywołują w nas psychiczny i fizyczny dyskomfort. Choć wiele mówi się o technikach radzenia sobie ze stresem – nauczaniu się odpuszczać, ćwiczeniach oddechowych, medytacji, sztuce relaksowania się, czasem to nie wystarcza. Wtedy potrzebujemy pomocy specjalisty, psychologa lub psychoterapeuty, który pomoże nam odnaleźć źródło naszych problemów i wypracować sposób, by z nimi walczyć. Co powinno nas zaniepokoić? Czytaj też: Medytacja zmniejsza stres i redukuje napięcie. Wystarczą 3 minuty dziennie Problemy ze snem Wielu z nas przynajmniej raz w życiu doświadczyło nieprzespanej nocy. Kładziesz się do łóżka, ale nie możesz zasnąć. W głowie kołaczą się myśli, czujesz niepokój, masz wrażenie, że czegoś nie zrobiłaś, że coś jest nie tak. Choć bardzo chcesz zasnąć, męczysz się, a sen nie przychodzi. Jeśli jednak od dłuższego czasu cierpisz na bezsenność i niemal każdej nocy szukasz sposobu, by w końcu zasnąć, to może być objaw poważniejszych schorzeń, a nie wyłącznie reakcja organizmu na stres. Zaburzenia apetytu Gdy jesteśmy zestresowane, możemy albo całkowicie stracić apetyt, albo wręcz przeciwnie: mieć niepohamowaną ochotę na jedzenie. Zdarza się, że w takich chwilach tracimy nieco na wadze lub tyjemy. Zwykle jednak taki stan nie powinien utrzymywać się zbyt długo. Jeśli zauważyłaś, że od dłuższego czasu rekompensujesz sobie trudne emocje jedzeniem lub musisz zmuszać się do jedzenia, najwyższy czas poszukać prawdziwego źródła problemu. Możesz cierpieć na zaburzenia odżywiania. Używki Jedną z najbardziej szkodliwych metod radzenia sobie ze stresem jest sięganie po używki. Alkohol, narkotyki, czasem...

Czytaj dalej