Czy terapia małżeńska pomaga uratować związek?
Fotolia

Czy terapia małżeńska pomaga uratować związek?

Czy wizyty u specjalisty pomagają uratować związek i uniknąć rozwodu?
Centrum Psychologiczno-Terapeutyczne „Tęcza”
26.06.2014

Wzrusza nas widok pary starszych ludzi, którzy, pomimo upływu lat, spacerują razem, trzymając się za ręce. Uśmiechamy się mimo woli, kiedy słuchamy ich zapewnień o wzajemnym uczuciu, trwałym mimo upływu lat. Takie osoby zapytane o to, co pozwoliło ich miłości przetrwać tyle lat, często odpowiadają: „nasze małżeństwo pochodzi z czasów, kiedy psujące rzeczy się naprawiało, a nie wymieniało”.

Czy wzrost liczby rozwodów świadczy o tym, że teraz ludzie nie czują potrzeby walczyć o swój związek? Warto spojrzeć na to zagadnienie oczami terapeuty.

Niezgodność charakterów?

Najnowszy rocznik demograficzny Głównego Urzędu Statystycznego podaje, że w 2012 roku (najnowsze opracowane dane) ilość małżeństw zawartych w Polsce wyniosła 203 900, natomiast liczba rozwodów: 64 400. Oznacza to, że na trzy śluby przypadał jeden rozwód.

– Warto uzmysłowić sobie, że te dane wcale nie muszą wskazywać na kryzys instytucji małżeńskiej jako takiej. Nie można od razu wyciągać wniosków, a niestety często tak się dzieje, że większość rozwodów jest spowodowana nieodpowiedzialnym stosunkiem ludzi do małżeństwa – mówi Renata Borysiak z Centrum Psychoterapeutycznego Tęcza.  – Spotkałam wiele par, które próbowały ratować swój związek albo tak  się im tylko wydawało. Po prostu często to, co łączy ludzi na początku, z czasem przestaje wystarczać, by tworzyć dojrzałą, opartą na miłości, zrozumieniu i szacunku relację.

Okazuje się, że „niezgodność charakterów” nie jest tylko wyświechtaną formułką podawaną jako powód rozstania.

Każdy związek przeżywa kryzys(y)

Dwoje ludzi, decydując się na wspólne życie, często z góry zakłada, że ich związek będzie sielanką trwającą bez większych przeszkód. To duży błąd, gdyż takie nastawienie może prowadzić do uczucia rozczarowania związkiem i rzutować na poczucie sensu całej relacji w momencie wystąpienia pierwszych nieporozumień.

Przyjmuje się, że każdy związek przechodzi przez kilka etapów kryzysowych: po zawarciu związku, kiedy na świecie pojawia się dziecko, dorastanie dzieci, wyprowadzka dziecka z domu, przejście na emeryturę.

– To właśnie najczęściej w takich momentach życia następuje weryfikacja relacji i  pary decydują się na terapię. To jak najbardziej naturalne, tym bardziej, że mówimy o sytuacji, w której spotykają się ludzie o różnych przekazach i nawykach wyniesionych z rodzinnego domu, a co za tym często idzie w innych sposób wyrażających emocje – mówi Renata Borysiak.

Nadal wiele par, napotykając w małżeństwie problem, zakłada z góry, że nie da się go rozwiązać. Popularne jest przekonanie, że dorosłego człowieka już nie da się zmienić.

Warto w tym momencie zaznaczyć, że nie o samą zmianę chodzi w terapii, a pokazanie innego sposobu widzenia, przeżywania drugiej strony. Często sama terapia, mimo że wymaga pracy, na dłuższą metę jest znacznie mniej wyczerpująca psychicznie niż rozstanie. Wiele osób stających w obliczu problemów małżeńskich wybiera rozwód, będąc w błędnym przekonaniu, że to pozwoli im zamknąć bolesną sprawę i zostawić ją za sobą. Niestety, w rzeczywistości jest to coś, co pozostawia w psychice ślady na długie lata.

Prawdy i mity na temat terapii małżeńskiej

Wiele osób ma błędne wyobrażenie na temat przebiegu terapii.  Niektórym wydaje się, że taka terapia zabiera człowiekowi osobowość i na jej miejsce tworzy inną, sztuczną, pozwalającą żyć w małżeństwie, ale kosztem siebie. Nic bardziej mylnego!

Warto zaznaczyć podstawową kwestię: celem terapii małżeńskiej samym w sobie nie jest ponowne łączenie ludzi, chociaż może się to zdarzyć. 

– Z parami, które przychodzą po pomoc, pracuje się nad konkretnym problemem. On zawsze jest, czasami zupełnie nieuświadomiony. Jeśli ludzie znajdują w sobie na tyle siły i chęci, by spojrzeć na problemy partnera i dokonać pewnych modyfikacji w swoim zachowaniu, najczęściej zostają ze sobą. Zdarzają się jednak i takie sytuacje, w których dalsze wspólne życie nie ma sensu i paradoksalnie to właśnie terapia pozwala na uświadomienie sobie tego faktu – mówi Renata Borysiak.

Ile czasu trwa terapia par?

Najczęściej terapia par trwa około 6-12 miesięcy. Często zależy to od częstotliwości spotkań – najlepiej by odbywały się one raz na tydzień. To optymalny czas zarówno dla terapeuty, jak i pacjentów na wypracowanie satysfakcjonującego rozwiązania dla obu stron.

Idealną sytuacją jest taka, w której para ma dwóch terapeutów, najlepiej parę (kobietę i mężczyznę), będących rzecznikiem każdej ze stron, choć nie jest to warunek konieczny.

Okazuje się, że w pewnych sytuacjach terapia par jest z góry skazana na niepowodzenia.

– Zdarzają się też przypadki manipulacji terapeutą przez jedną ze stron. O ile jak najbardziej zasadne jest myślenie o terapeucie jako osobie, która może dać komuś siłę do podjęcia trudnej decyzji, o tyle założenie, że to właśnie on podejmie tę decyzję i weźmie na swoje barki odpowiedzialność za rozpad związku, jest kompletnym nieporozumieniem – mówi Renata Borysiak. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Rozwód rodziców krzywdzi dzieci
getty images

Rozwód rodziców jest dla dzieci jak wojna. Płacą za nią depresją, zaburzeniami odżywiania…

Dzieci udają bohaterów przed rodzicami, mówiąc: „Wszystko jest świetnie, uda się to zrobić, nic się nie dzieje”. Ale kiedy zostają same, ogarnia je wielki strach – o tym, jak rozwód wpływa na dzieci, mówi Gro Dahle, norweska psychoterapeutka.
Maja Lenartowicz
04.01.2019

Nawet kilka lat po rozwodzie okazuje się, że najstarsze dziecko, szczególnie jeśli jest to córka, wpada w depresję. Rodzice się dziwią: „Dlaczego? Tak świetnie sobie radziła! Co się z nią stało?”. A w niej pękają wszystkie przez lata ukrywane emocje – o tym, jak rozwód wpływa na dzieci, mówi  Gro Dahle, norweska psychoterapeutka,   poetka i pisarka, autorka książek dla dzieci o trudnych rodzinnych relacjach.  W 2016 roku wyszła w Polsce jej książka dla dzieci: „Wojna”, której tematem jest rozwód rodziców.    Maja Lenartowicz: Kiedy postanowiłaś, że twoja książka będzie nosiła tytuł „Wojna” – bardzo mocny, biorąc pod uwagę, że to książka dla dzieci o rozwodzie rodziców? Gro Dahle: Wiedziałam o tym od samego początku. Rodzina terapeutów zaproponowała mi, żebym napisała książkę o wojnie między rodzicami w trakcie rozwodu. Przyszli do mnie już z gotową metaforą. A wzięła się ona z wielu rozmów, które przeprowadzali z dziećmi rozwodzących się rodziców. I to właśnie dzieci używały najczęściej tego terminu. Widziały zdjęcia i filmy wojny z krajów arabskich, Syrii, wcześniej Bośni i Hercegowiny. Opowiadały, że czują się jak szpiedzy („mama prosi, żeby obserwować tatę”), uchodźcy (ciągłe przenoszenie się z miejsca na miejsce w ramach opieki naprzemiennej).   Nawet 10 lat po rozwodzie najstarsze córki cierpią. Dlaczego? Ba, zdarza się, że nawet 10 lat po rozwodzie rodzice ciągle nie mogą przepracować tej sytuacji. Używają dzieci jako posłańców przenoszących wiadomości, nie rozmawiają ze sobą. To sytuacje skrajne, ale się zdarzają. Dzieci w takiej sytuacji zastanawiają się na przykład, czy wypowiedzenie imienia matki lub ojca jest „legalne”,...

Czytaj dalej