Czy po koronawirusie czeka nas kolejna pandemia – plaga rozwodów?
Adobe Stock

Czy po koronawirusie czeka nas kolejna pandemia – plaga rozwodów?

Znikają codzienne atrakcje – spotkania ze znajomymi, wyjścia na miasto, wspólne zakupy. Izolacja pokazuje jaką relację tworzymy i czy jesteśmy sobie bliscy, kiedy naprawdę musimy być blisko.
Aleksandra Nowakowska
27.03.2020

Czy COVID-19 zbliży nas do siebie czy oddali na zawsze? Pandemia w każdej dziedzinie życia, też relacyjnej, wciąż przynosi więcej niewiadomych niż pewności. Można jednak przypuszczać, że efektem przymusowej domowej izolacji będą rozstania tych par, które straciły przyjemność z przebywania razem, a także ludzi, którzy nie potrafią się wspierać w sytuacji kryzysowej. 

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Pandemia 2.0

Aleksandra Nowakowska: W chińskich urzędach wprowadzono limit – tylko 10 wniosków rozwodowych dziennie. Czy fala rozwodów – jako konsekwencja izolacji domowej podczas pandemii koronawirusa – dotrze też do Polski?

Fala rozwodów będzie dotyczyć wszystkich krajów dotkniętych pandemią. Izolacja społeczna wywołuje konkretne skutki i jednym z nich jest – obserwowana już w Chinach – przyspieszona destrukcja tych związków, które od pewnego czasu mierzyły się z mniej lub bardziej uświadomionym kryzysem. Myślę, że rozstania w pierwszej kolejności dotkną relacji powierzchownych, czyli tych par, które mijały się w pośpieszne poranki, a po późnych powrotach do domu każde wpatrywało się w swój komputer lub telefon. Nie mieli nawet czasu na przemyślenia na temat związku i podjęcie decyzji o rozwodzie. Teraz kiedy będą musieli przez dłuższy czas przebywać ze sobą, prawdopodobnie dojdą do wniosku, że niewiele ich już łączy, ale wcześniej izolacja domowa może okazać się dla nich koszmarem.

Przymusowe przebywanie w domu to nie są wakacje ani święta. Mierzymy się z ogromnym stresem – o zdrowie i życie nasze oraz bliskich. Sporo osób boi się o dalszy rozwój kariery i o pieniądze.

Stres narasta, niektórzy liczą się z bankructwem, koniecznością zmiany pracy, czy choćby z dłuższym kryzysem finansowym. Większość z nas z niepewnością. Na sesjach często teraz słyszę od moich klientów: „Nie wiem, co mam robić. Miałam plany, które w jednej chwili legły w gruzach i zupełnie nie wiadomo, jak to wszystko się rozegra”. Każdy odczuwa lęk związany z wielką niewiadomą. Wiadomo tylko, że nasze życie po pandemii się zmieni. Jak? Nie znamy odpowiedzi i to zabiera nam spokój. Jeśli do tego dojdzie brak umiejętności bycia razem, negatywnych czynników może być już za dużo – nie poradzimy sobie z kryzysem w związku, zwłaszcza jeśli on od jakiegoś czasu już się tlił. Jesteśmy zamknięci w czterech ścianach raczej i teraz okaże się, czy nie zatraciliśmy umiejętności rozmowy o tym, co czujemy, bo to właśnie może nam teraz pomóc. Dowiemy się, jak wygląda nasza komunikacja, bo niewiele więcej nam zostało.

Jak ze sobą rozmawiać?

Podczas domowej izolacji możemy w pewnym momencie poczuć się jak tygrysy zamknięte w klatce – zaczną się nieprzyjemne odzywki, słowne przepychanki, w końcu raniące kłótnie. Kiedy poziom lęku jest podwyższony, jeszcze bardziej niż zwykle sprawdzają się zwroty: „Martwię się, że… ”, „Jak się czujesz z tym że…”, „W czym mogę ci pomóc?”, „Razem poradzimy sobie z…”. Chodzi o to, żeby wprowadzać partnera w swój wewnętrzny świat pełen obaw, a jednocześnie otworzyć się na jego potrzeby. I pomagać sobie. Każdy z nas potrzebuje wsparcia, a udzielimy go sobie wzajemnie, jeśli będziemy wiedzieć, jakie emocje odczuwamy i co myślimy. Jeśli nie rozładujemy lękowego napięcia, pojawią się agresywne zachowania, obwinianie, obrażanie, zamykanie się, chowanie urazy. A potem, kiedy już będzie można wybrać się do prawnika i sądu, nie zostanie nam nic innego jak złożyć pozew o rozwód. Przykłady z Chin pokazują, że pary, które podczas pandemii nie znajdą drogi porozumienia, dojdą do wniosku, że nie warto jej już szukać i być razem. Prawnicy od rozwodów będą mieli pełne ręce pracy.

Wygląda na to, że COVID-19 w przyśpieszonym tempie pokaże, na czym opiera się nasz związek. Na kredycie, rodzinnych obowiązkach, tylko na namiętności? A to może okazać się niewystarczające.

Koronawirus przyniesie kres przede wszystkim tym parom, które się już nie lubią, nie przyjaźnią. Ludziom, którzy nie są empatyczni i nie pomagają sobie, bo zaczną walczyć o terytorium, swoje przywileje, sami będą się ratować i sami budować nową przyszłość. Rozstania te i tak by nastąpiły, ale wydarzą się  szybciej, bo pandemia wyeliminowała zewnętrzne bodźce, które sprawiały, że nie musieliśmy koncentrować się na związku. Nie idziemy już na sobotnie zakupy do galerii handlowej, na niedzielny obiad do mamy, nie mamy popołudniowych zajęć sportowych, nie wieziemy dzieci na angielski. Nie można też tak łatwo trzasnąć drzwiami i powiedzieć „wychodzę”. Trzeba wreszcie się spotkać. Trudno będzie tym osobom, które nie są w bliskiej i wspierającej relacji.

Pandemia to test na bliskość?

Tak, ale z drugiej strony też nie będzie tak, że przetrwają jedynie te pary, które łączy niesamowita bliskość. Ludzie, którzy są razem, ale są wolnościowi, bo sprawy zawodowe czy życie towarzyskie są dla nich ważne, wcale nie muszą się rozstawać. Izolacja będzie trudniejsza dla ekstrawertyków, których żywiołem jest częste bywanie wśród ludzi czy podróże. Zmiana stylu życia wymuszona izolacją domową może być dla nich trudna. Jeśli kwarantanna jest odwrotnością tego, co lubimy i do czego się przyzwyczailiśmy, trudniej będzie się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jeśli jednak pary ekstrawertyków potrafią się ze sobą komunikować i wspólnie zmierzyć ze stresem, będą w stanie nadal być razem.

Nie wszyscy się przecież rozstaniemy.

Związku, który dla każdej ze stron był cenny i priorytetowy, pandemia nie zdewaluuje. W tym przypadku może okazać się, że wcześniej zapracowaliśmy sobie na wspólną codzienność podczas domowej izolacji, która – zakładając, że wszystko jest dobrze z naszym zdrowiem i nasz byt nie jest zagrożony – może okazać się całkiem przyjemna. Tacy ludzie będą cieszyli się z tego, że rano można spokojnie razem wypić kawę, wspólnie gotować obiad, a popołudnia spędzić na kanapie, czytając książki i oglądając filmy, i że jest więcej czasu na rozmowy czy na seks. Tak będzie się działo w związkach, w których ludzie lubią ze sobą przebywać, nie stracili przyjemności życia razem. A jeśli okaże się, że trzeba zmierzyć się z jakimś problemem, będą się wspierać. Wzajemna bliskość i dobra atmosfera w domu pozwalają rozładować stres, bo dają poczucie bezpieczeństwa. Takie pary zdadzą egzamin z pandemii na ocenę dobrą, a może nawet na najwyższą.

Wiele związków stanie przed wyzwaniami finansowymi, które są częstą przyczyną rozwodów.

Biznesy i kariery będą się kruszyć i tu są różne scenariusze zachowania w relacjach. Mężczyzna, który boi się, że nie utrzyma rodziny, może być zły jak osa, co utrudni komunikację i podsyci lęk partnerki. W tym przypadku warto mówić o tym, co czujemy, ale posługując się konkretami: „Martwię się, bo być może nie będę mógł zarobić tyle, ile do tej pory i obniżymy standard życia. Czeka nas kryzys finansowy i będziemy musieli coś sprzedać”. Takie zachowanie świadczyć będzie, o tym, że partnerka jest dla mężczyzny ważna i że ją szanuje. Jej reakcja typu: „Damy radę, możemy ograniczyć wydatki, nie przejmuj się” to znak, że ma w niej sojuszniczkę, a nie przeciwnika. Podobnie kobieta – jeśli jej kariera jest zagrożona czy boi się o zdrowie rodziców, może po prostu powiedzieć: „Strasznie się boję, nie mogę spać”, zamiast czepiać się z byle powodu czy wyzłośliwiać. W takich sytuacjach pomaga wysłuchanie, przytulenie i zapewnienie pomocy. Koncentrujemy się na środkach zaradczych i przekonaniu, że jesteśmy i będziemy w tym wszystkim razem. Każda kryzysowa sytuacja, na przykład ciężka choroba dziecka, jest testem, który pokazuje, ile wart jest nasz związek. Trudne wyzwania życiowe sprawiają, że niektóre pary się rozstają. Jeśli okaże się, że zawirowania zawodowe i niższy stan konta męża to dla żony koniec świata, bo ważniejszy jest status, który przewyższa wszystko inne, małżeństwo nie przetrwa. Sami dla siebie możemy odkryć, że największą wartość dla nas mają nasze sukcesy zawodowe i finansowe, bo nagle się okaże, że są narażone na zmianę koniunktury. Dowiemy się, że nie stworzyliśmy w naszym życiu bazy, która pozwoliłaby nam wytworzyć sobie dystans do tego i jeśli jesteśmy w związku, z pewnością się na nim odbije. Chyba że zmienimy priorytety.

Czy to doświadczenie może nas, mimo trudności a może właśnie przez nie, zbliżyć?

Przede wszystkim teraz możemy przyjrzeć się temu, jacy jesteśmy i jakie życie osobiste sobie stworzyliśmy. Można powiedzieć, że znikają „upiększenia”, które pomagały nam patrzeć na związki i na nasze życie przez pryzmat tego, co się działo na zewnątrz. W momencie kiedy to wszystko poznikało, została prawda o tym, jaką relację tworzymy i co z niej mamy. Albo mamy satysfakcję, przyjemność, zadowolenie, wsparcie albo nudę, brak dobrej komunikacji, zrozumienia, agresję. Nie można powiedzieć, że pandemia to wywołała, po prostu pokazała – to gdzieś długo było neutralizowane przez inne aspekty życia, a kiedy ich zabrakło, okazało się, w jakim punkcie jesteśmy. Jeśli to miejsce nas nie zadowala, możemy przecież je zmienić.  

Moment dobry na refleksję.  

Zdecydowanie. Może okazać się, że zaniedbaliśmy swój związek, bo gdzieś się zapędziliśmy i nie znaleźliśmy dla siebie czasu. Teraz możemy w końcu przypomnieć sobie, jak to było wtedy, kiedy chciało nam się być razem i  przewartościować związek. To może być życiowy remanent.

Proces zmiany nie jest wcale łatwy, bo trzeba zmierzyć się z oporem dawnych przekonań i nieprzeżytymi emocjami, a okoliczności pandemii mogą go jeszcze utrudniać.

Pewne nasze doznania w warunkach pandemii będą się intensyfikowały. Przez jakiś czas możemy szaleńczo walczyć o dawne status quo, z determinacją wymuszać spełnianie przez partnera naszych oczekiwań. Możemy bardziej niż dotąd, nie zważając na wszystko to, co działo się w naszym związku przez miesiące i lata, mieć pretensje, że partner nie jest taki, jakiego byśmy sobie życzyli. Dojdziemy do wniosku, że nie sprawdza się w tym kryzysie. Jeśli dwie osoby tak się na siebie spojrzą i będą rozczarowane, nie jest to dobry punkt wyjścia, żeby coś zmienić na lepsze. Jeśli chcielibyśmy w czasie pandemii popracować nad związkiem, to powinniśmy dotrzeć do swoich prawdziwych potrzeb, ale nie wyrażać ich przez roszczenia. Jeśli przekażemy je w sposób zachęcający do dyskusji, a nie do kłótni, pomożemy sobie tę nową rzeczywistość poukładać.  

Zanim to zrobimy, trzeba uporać się z własnym lękiem, złością, buntem.

Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje uczucia. Czasem wygodniej nam wejść w rolę ofiary – bo wszystko przez tego wirusa i przez partnera, bo nie umie mnie zrozumieć. Takie nastawienie sprawi, że utkniemy w impasie. Warto wziąć odpowiedzialność za to, co czujemy i co z tym zrobimy i za to, co jest w związku – bo to jest efekt naszych wspólnych działań. To jest warunek, żeby się poczuć sprawczym.

Pandemia przynosi też zupełnie nowe wyzwania związkom. Zarażony COVID-19 brytyjski aktor Idris Elba nie odizolował się od swojej partnerki. Po pewnym czasie wynik testów na koronawirusa Sabriny okazał się pozytywny. Elba pisze na Instagramie: „Dla wyjaśnienia. To Sabrina chciała być przy mnie. Kocham ją nad życie i zrobiłbym dla niej to samo. Kiedy na świecie dzieje się coś takiego jak teraz, miłość jest wszystkim, co masz. Jak mógłbym odrzucić jej wsparcie?”. Co wybierać: tęsknotę, miłość, rozsądek?

Poważny problem. Myśląc rozsądnie, powinniśmy się podporządkować, czyli odizolować, żeby osoba chora poddała się leczeniu, a zdrowa nie zaraziła. Ale niektórzy, jak pokazuje przykład Idrisa Elby i Sabriny, będą woleli zostać przy chorym partnerze. Trudna decyzja. Łatwiej jest ją podjąć, gdy mamy dzieci. Wtedy wiadomo, że osoba zdrowa izoluje się z resztą rodziny. Na bycie ze sobą mimo zarażenia postawią pary, które mają emocjonalne natury i bardziej potrzebują wzajemnego wsparcia. Zaryzykują zdrowiem, żeby uniknąć sytuacji emocjonalnie trudnych. Jeśli natomiast obie strony uważają, że niemądrym jest niestosowanie się do zaleceń, decyzja o rozdzieleniu będzie dla nich zrozumiała i w pełni akceptowalna. W tym przypadku na pewno warto utrzymywać tak bliski kontakt, jak tylko jest to możliwe – dzwonić do siebie, być w intensywnym kontakcie on-line i rozmawiać o tym, co ważne – co nas niepokoi, wzmacnia i przede wszystkim okazywać uczucia.

Pandemia zmusiła niektóre związki do życia na odległość, bo niejednokrotnie utknęliśmy gdzieś z dala od domu.

W takiej sytuacji łatwiej będzie tym związkom, które często żyją w oddaleniu przez częste podróże, delegacje czy styl życia pełen zmian. Oni komunikowanie się z odległych miejsc mają już przećwiczone, teraz będą musieli zmierzyć się z pandemią, która wyzwala lęk i niepewność. Rozpaść mogą się te związki, które już chyliły się upadkowi ze względu na odległość, bo na przykład jedna strona na dłużej wyjechała i kontakt już się urywał, a relacja rozluźniała. Jeśli więź jest nikła, będzie jeszcze bardziej nikła na odległość. Dla ludzi, którzy niefortunnie rozłączyli się na czas pandemii, będzie to większe wyzwanie. Tęsknota, obawy i niepewność staną się ich doświadczeniem. Pomóc może świadomość, że pandemia ma charakter przejściowy, więc się skończy i wtedy wrócimy do siebie. Związki, które mają solidne fundamenty, przetrwają i w tych okolicznościach. Być może nawet tęsknota przyczyni się do tego, że bardziej docenimy partnera, jego obecność, nasze wspólne życie.

Joanna Godecka, terapeutka nurtu TSR (Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach), life coach, autorka poradników (jej najnowsza książka to „Nie zamartwiaj się”).

 

 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pademia koronawirusa
Adobe Stock

Akcja #zostanwdomu chroni przed koronawirusem, ale kwarantanna może prowadzić do depresji

Przymusowa izolacja ma wpływ na naszą psychikę.
Aleksandra Nowakowska
13.03.2020

Nie ma wątpliwości: jeśli możesz w najbliższych dniach zostać w domu, to zrób to. A jeśli nie możesz – to zrób wszystko, żeby móc: nie tylko ze względu na swoje bezpieczeństwo, ale też na zdrowie innych. W tej chwili na kwarantannie przebywają np. premier Kanady Justin Truedeau, którego żona jest zakażona koronawirusem, czy Tom Hanks z żoną, którzy zarazili się koronawirusem prawdopodobnie na planie nowego filmu. – Kwarantanna to nie jest czas wolny – podkreśla jednak minister zdrowia, Łukasz Szumowski i jego słowa mają głębsze znaczenie, niż myślimy. W przeciwieństwie do zaplanowanego urlopu, kwarantanna wcale nie jest dla nas korzystna. Przymusowa izolacja, bezczynność, nawet jeśli jest dobra dla naszego zdrowia fizycznego, to jednocześnie nie jest dla nas naturalna i nie sprzyja naszej psychice. Badania wskazują, że osoby, które na skutek choroby zmuszone są na dłuższy czas być oddzielone od bliskich, czują tego negatywne skutki nawet – uwaga! – trzy lata później.  Kwarantanna chroni przed koronawirusem, ale… Celem izolacji jest ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa. I to jest wielki plus: dzięki kwarantannie możemy spowolnić przebieg pandemii i zwiększyć szansę na jej opanowanie. Ale sama kwarantanna też nie jest dla nas obojętna.  Artykuł opublikowany w  „The Lancet” podsumowuje szereg raportów badawczych, przeprowadzonych na grupach ludzi poddanych kwarantannie. Dla większości z nich przyniosła ona negatywne skutki dla zdrowia psychicznego, które trwały długo po jej zakończeniu. Nawet po trzech latach od zakończenia kwarantanny zespół stresu pourazowego występował u tych osób cztery razy częściej niż w grupie, która nie doświadczyła izolacji. Aż 60 proc. osób poddanych kwarantannie zgłosiło objawy...

Czytaj dalej
psy do adopcji
iStock

„To chyba jedyny plus tej pandemii” – mówi Anna Elgert. Coraz więcej adopcji adopciaków w Polsce!

Schroniska są teraz zamknięte, ale serca osób wrażliwych na los zwierząt w ostatnim czasie otworzyły się szeroko. Adopcje zwierzaków są coraz częstsze!
Kamila Geodecka
17.12.2020

Okazuje się, że czas pandemii, tak dokuczliwy dla ludzi, dla psów i kotów okazał się rokiem szansy na lepsze. W ostatnich miesiącach wielu z nas zdecydowało się na adopcję adopciaka. O tym, jak teraz wygląda praca w schronisku i jak wygląda proces adopcyjny zwierzaków, opowiada  Anna Elgert z „OTOZ Animals” oraz zastępczyni kierownika w schronisku „Ciapkowo” w Gdyni. Kamila Geodecka: Mówi się, że w czasie pandemii więcej osób decyduje się na adopcję psa. To prawda? Anna Elgert: Tak, to chyba jedyny plus tej pandemii. Ale chcę zaznaczyć jedną rzecz. Czasami zarzuca się nam, że pozwalamy na adopcję, a po pandemii te psy będą wracały do schroniska. Ale my prowadzimy weryfikację osób, które chcą przygarnąć zwierzaki, żeby takie sytuacje się nie zdarzały. Zawsze pytamy się o to, ile godzin dziennie pies będzie zostawał sam. Ale w normalnym trybie pracy. Pytania dotyczą normalnego trybu życia, nie tylko tego w czasie pandemii. I mogę powiedzieć, że póki co nie mieliśmy żadnych zwrotów z adopcji. Faktycznie na początku była obawa, bo nagle wszyscy zaczęli zgłaszać się po psy. Niektórzy podejrzewali, że to może dlatego, że na początku w czasie lockdownu tylko z psem można było wychodzić na spacery, a inni nie mogli tak spacerować. Ale my naprawdę bardzo mocno weryfikujemy te domy. Starsze psy mają najmniejszą szansę na adopcje?  Tak i kładziemy bardzo duży nacisk na wydanie tych psów. Szczególny problem jest ze starszymi i do tego dużymi psiakami. Wiadomo, że jak przychodzi mały szczeniak, to tych zgłoszeń jest dużo. Ale pieski, które są już po 2-3 lata w schronisku, to często są już starsze zwierzęta. Dla nas adopcja starszego psa to naprawdę cud. My w schronisku staramy się też dbać o te starsze zwierzęta i dajemy im...

Czytaj dalej
Pexels.com

Pandemia, lockdown i… zero sił do życia. Jak przetrwać ten trudny czas?

Kolejne tygodnie w zamknięciu nie napawają nas optymizmem. Ale istnieje kilka sposobów na to, by uczynić lockdown bardziej znośnym.
Sylwia Arlak
05.11.2020

Jeśli po całym dniu pracy macie jedynie ochotę zawinąć się w koc i odpalić Netfliksa, nie jesteście same. Wszystkim nam należy się reset. Szczególnie teraz, gdy niepewne jutra żyjemy w ciągłym napięciu. Aura za oknem też nie pomaga. Piękna polska jesień za chwilę się skończy, a krótsze dni i chłodniejszy klimat to idealna wymówka, by nie robić nic. Warto jednak wykrzesać z siebie nieco energii, tym bardziej że (zapowiadany na miesiąc) minilockdown, może się przedłużyć. Nie chcemy chyba spędzić najbliższych tygodni, zalegając na kanapie? Oto kilka sposobów na to, jak uporać się z jesienno-pandemicznym marazmem: Kontaktuj się z bliskimi Nie zamykaj się na świat. Zawsze znajduj czas dla ludzi, których kochasz. Kiedy nie możesz spotkać się z bliskimi, dzwoń i pisz do nich jak najczęściej. Nawet takie małe gesty, jak poranny SMS z wiadomością „myślę o tobie”, mogą uskrzydlać i budują więź między wami. Nie zapominaj o tych, którzy utknęli sami w domu. Dla ciebie lockdown może być wybawieniem, dla nich — najgorszym koszmarem. Zainwestuj w dobre oświetlenie Czując się zestresowana, zrezygnuj z ostrego fluorescencyjnego światła. Zainwestuj w lampy z ciepłym, pomarańczowym światłem i rozprowadź je po całym domu. Nie tylko są o wiele lepsze dla oczu, ale także, jak udowodniono naukowo, łagodzą stres i tworzą aurę spokoju. Zapal świecę zapachową (lub kilka) Świecie zapachowe nie tylko tworzą przytulny klimat, ale też pozwalają się nam zrelaksować. Świetnie sprawdzi się zapach waniliowy, lawendowy czy rumiankowy. Pij dużo wody Kiedy siedzisz w wełnianym swetrze otulona ciepłym kocem, łyk wody może być ostatnią rzeczą, o której myślisz. Ale codzienne nawodnienie to kluczowa sprawa. Pamiętaj, że kawa i czarna herbata, zamiast nawadniać, odwadniają. Poza zimną...

Czytaj dalej
strzępka
Maciej Zienkiewicz/Agencja Gazeta

Jak po pandemii spojrzymy sobie w oczy? Rozmowa z reżyserką Moniką Strzępką

Jak spojrzymy sobie w oczy? Co sobie powiemy? Że poświęciliśmy tych, tych i tych? – pyta Monika Strzępka, reżyserka, która w duecie z Pawłem Demirskim rozprawia się w teatrze z nierównością i narodowymi mitami.
Wika Kwiatkowska
09.11.2020

Monika Strzępka i Paweł Demirski są jednym z najwybitniejszych duetów teatralnych w Polsce. Właśnie mieli wystawić w Teatrze Starym w Krakowie spektakl „Jeńczyna” opowiadający o naszych seksualnych lękach i fantazjach. Ale z powodu COVID-19 premiera została jednak przesunięta. Nam Monika Strzępka opowiada o świecie w pandemii i o tym, jaki może być po zarazie, oraz o prawdziwym, żywym teatrze, którego nie zastąpią żadne trasmisje na skypie czy zoomie. Wika Kwiatkowska: Gdybym pół roku temu spytała, czego ci najbardziej w codziennym życiu brakuje, co byś odpowiedziała? Monika Strzępka: Nie wiem, czy w ogóle sięgnę teraz tak daleko pamięcią. Pół roku temu siedziałam już trzeci miesiąc w Krakowie i miałam przed sobą jeszcze dwa miesiące. Robiłam tam po kolei dwa przedstawienia, dwie Joanny: najpierw „Świętą Joannę” w szkole teatralnej, potem „Joannę d’Arc na stosie” w operze. Strasznie mi brakowało kontaktu z bliskimi, to była drastyczna rozłąka, zwłaszcza z dzieckiem. Może i wyłam z tęsknoty, ale miałam wrażenie, że sama sobie zgotowałam tę sytuację, że właśnie wyciągam wnioski i że nigdy więcej. Mózg produkował jakieś myśli o zbyt wysokiej cenie rozłąki, jak to mózg. Jakoś się żyło. Ale wiadomo – zawsze się jakoś żyje. Człowiek się szybko przyzwyczaja. Do tej nowej sytuacji chyba wciąż się przyzwyczajamy? Zobacz, jak łatwo daliśmy się osadzić w tych naszych domowych celach. Powiedzieli: „siedzieć w domu” i karnie siedzimy. Bez użycia środków przymusu, w każdym razie rozumianych po staremu. Oczywiście będzie to miało swoją dynamikę, bo to też jest proces – pogodzenie, frustracja, agresja. Zwłaszcza że miliony ludzi zwyczajnie pozbawiono środków do życia. Ale jakoś żyjemy. Do niedawna można było nawet wyjść na...

Czytaj dalej