Jesteś taka, jakie są twoje wspomnienia! O pamięci rodzinnej i autobiograficznej mówi socjolog z SWPS
Adobe Stock
#czytajdlaprzyjemności

Jesteś taka, jakie są twoje wspomnienia! O pamięci rodzinnej i autobiograficznej mówi socjolog z SWPS

„Dla mnie niezwykle ciekawe jest to, że dziś znacznie bardziej docenia się rodzinne historie. Przestaliśmy szukać w opowieściach o przeszłości jedynie bohaterów” – mówi socjolog z SWPS.
Bartosz Janiszewski
20.02.2020

Zdjęcia, pamiątki, rodzinne opowieści. Coraz częściej niż losy superbohaterów, interesuje nas historia naszych przodków. Na niej budujemy własną tożsamość. Czym jest pamięć rodzinna i dlaczego mamy teraz dobre czasy dla przeszłości, wyjaśnia prof. Piotr Tadeusz Kwiatkowski, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Bartosz Janiszewski „Uroda Życia”: Mamy dobrą pamięć?

prof. Piotr Tadeusz Kwiatkowski: Zacznijmy od tego, że pamięć prywatną można podzielić na dwa różne obszary. Jeden z nich to pamięć autobiograficzna, czyli pamięć człowieka, który przeżył swoje, ma własny pogląd na minioną rzeczywistość. Im jesteśmy starsi, tym głębiej sięgamy w przeszłość, chociaż nie zawsze chcemy się dzielić wspomnieniami.

Druga płaszczyzna pamięci prywatnej to pamięć rodzinna. Ostatnie dekady jej sprzyjały. Po pierwsze, powstała taka moda. Po drugie, ludzie po prostu żyją dłużej. Nie mieliśmy przez ostatnie 70 lat wojny, która zniszczyłaby więź między pokoleniami. Dziś nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że nastolatek ma kontakt ze swoją prababcią czy pradziadkiem i prowadzi z nimi rozmowy.

Po trzecie, ogromną rolę odgrywają pamiątki. Zrobienie zdjęć w czasach młodości moich dziadków to była wielka trudność. Zostało po nich dosłownie kilka fotografii sprzed II wojny światowej. Kolejne pokolenia mają już zupełnie inną sytuację. Dlatego mamy dobre czasy dla przeszłości.

Mój syn ma tysiące zdjęć swoich dziadków. 

To pomaga zachować więź z przeszłością. Łatwiej nam sobie wtedy wyobrazić życie naszych przodków. O swoją pamięć, zwłaszcza w ostatnich latach, intensywnie dbają też różne zbiorowości – na przykład miasta czy regiony. Czyni się to w dużym stopniu po to, by podkreślać wyjątkowość tych miejscowości, przyciągać turystów, pobudzać gospodarkę, pogłębiać poczucie tożsamości mieszkańców. Mamy w Polsce wiele takich regionów, jak choćby Śląsk czy Kaszuby, gdzie ten czynnik tożsamościowy jest bardzo istotny. Badania pokazują, że Ślązacy czy Kaszubi widzą losy swojego regionu na tle Polski w szczególny sposób. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Pamięć zbiorowa i dziedzictwo kulturowe Polaków

Polacy w ogóle mają chyba dość szczególną pamięć zbiorową. 

Ostatnie 20 lat naszej historii to spieranie się różnych sposobów widzenia narodowej przeszłości: jedni akcentują bohaterstwo i patriotyzm, inni mówią, że nie ma na świecie takiego narodu, który składa się z samych bohaterów. Dla mnie niezwykle ciekawe jest to, że dziś znacznie bardziej docenia się rodzinne historie. Przestaliśmy szukać w opowieściach o przeszłości jedynie bohaterów. Doceniamy zwyczajność, bo przecież większość naszych przodków to byli zwykli ludzie, więc chcemy, żeby dla nich też było miejsce w dziejach. 

Skąd ten trend? 

W jakimś stopniu to wynik zmian w kulturze, ale też ewolucji naszych poglądów na temat tego, co składa się na historię. Kiedyś historyk skupiał się na działaniach i decyzjach głów państw, marszałków i generałów. A dzisiaj tak samo ważny wydaje się prosty żołnierz czy cywile próbujący przeżyć dziejowe zawieruchy. 10 lat temu wraz z zespołem realizowałem badania dotyczące pamięci II wojny światowej. Żyło wtedy znacznie więcej niż dzisiaj osób, które przeżyły te wydarzenia, ale bardzo wiele z nich zapamiętało wojnę z perspektywy dzieci czy nastolatków. W tym żywym obrazie było więcej wspomnień o trudach codzienności niż walki i bohaterstwa. Ważne było dla badanych to, co jedli, jak spędzali czas, w co się ubierali.

Ten rodzaj pamięci może mieć dla zbiorowości równie ważne znaczenie jak przekazy na temat epokowych wydarzeń czy wielkich bohaterów. Dzisiaj widać ten trend w renesansie tradycyjnej kuchni. 

Restauratorzy nazywają ją staropolską.

A historycy odpowiadają, że to raczej kuchnia XIX-wieczna, bo prawdziwie staropolska, ta z XVI czy XVII wieku, byłaby dla nas trudna do zaakceptowania. Ale bardzo wyraźnie widzimy, że dziś Polacy szukają ciekawych smaków w przeszłości. Zaczęliśmy doceniać to, co Włosi nazywają cucina povera. Kuchnię prostą, biedną. To, co kiedyś uchodziło za jedzenie niegodne stołów klasy średniej, dzisiaj stanowi ich ozdobę: kiszka ziemniaczana, rozmaite kasze, pierogi. 

Pierogi stały się ważniejsze niż rozbiory? 

Są po prostu elementem dziedzictwa. Są kraje, gdzie to kulinarne dziedzictwo jest cenione niemal na równi ze sztuką już od bardzo dawna. W Polsce dzieje się to dopiero od 30 lat.

***

Rozmowa z prof. Piotrem Tadeuszem Kwiatkowskim ukazała się w „Urodzie Życia”3/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Piotr Tarczyński i Jacek Dehnel
Piotr Tarczyński i Jacek Dehnel. Fot. Kuba Dąbrowski

Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński o nowej książce, permanentnej okupacji Polski i rocznicy ślubu 

Co konserwatywna profesorowa Szczupaczyńska powiedziałaby na Strajk Kobiet? Publicznie kręciłaby głową na „nieprzystojne zachowanie pań”, ale w głębi duszy wiedziałaby, że mają rację – mówią twórcy serii kryminałów o polskiej Pannie Marple
Magdalena Żakowska
24.11.2020

Minęło dokładnie 120 lat od najsłynniejszego mezaliansu minionego stulecia – ślubu krakowskiego poety Lucjana Rydla z chłopką Jadwigą Mikołajczykówną. Wbrew przewidywaniom opinii publicznej i rodziny pana młodego, małżeństwo Rydlów było bardzo udane. Świadkiem na ich ślubie był Stanisław Wyspiański, a wesele przyjaciół opisał później w słynnym dramacie. Teraz Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński wprosili na ślub i wesele do Rydlów swoją profesorową Szczupaczyńską , główną bohaterkę  serii kryminalnej, którą piszą wspólnie pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa. Właśnie ukazał się trzeci tom cyklu, „Złoty róg” (Wydawnictwo Znak Literanova), w którym Zofia Szczupaczyńska tropi sensacje na weselu w Bronowicach, a przy okazji wpada na trop mordercy.  Magda Żakowska: W poprzednich tomach pokazaliście Kraków, jako miasto zafascynowane rytuałem pogrzebu, teraz ślubem. Ale czy ślub Lucjana Rydla naprawdę budził aż takie zainteresowanie, jak w waszej książce? Piotr Tarczyński: O tak, ówczesny Kraków ekscytował się absolutnie wszystkim – niewiele się w mieście działo, więc każda znaczniejsza uroczystość, czy to pogrzeb kogoś znanego, czy to ślub, urastało do rangi prawdziwego wydarzenia. A Lucjan Rydel, syn rektora uniwersytetu i młody poeta, po pierwsze był w Krakowie dość rozpoznawalną postacią, a po drugie sam umiejętnie podsycał zainteresowanie, utrzymując datę uroczystości do końca w tajemnicy. No i nie zapominajmy o wymiarze klasowym. Ślub inteligentna z chłopką budził zrozumiałe – choć często niezdrowe – zaciekawienie… Jacek Dehnel: …które potem zresztą przeniosło się na zainteresowanie dramatem Wyspiańskiego. Część publiczności nie szła wcale na sztukę wybitnego pisarza, tylko chciała przynajmniej tak...

Czytaj dalej
Co po pandemii koronawirusa
Adobe Stock

Prof. Dobroczyński: „Pandemia udowodniła, że hasła o byciu kowalem własnego losu to bzdury”

„Koronawirus jest jak czarny łabędź, którego nikt się nie spodziewał i który dzisiaj produkuje niemożliwe do przewidzenia konsekwencje. Pandemia udowodniła, że wszelkie hasła o byciu kowalem własnego losu to bzdury.”
Sylwia Niemczyk
07.09.2020

To nie my rządzimy swoim życiem, ale przypadek. To on trzyma pakiet kontrolny akcji, jeśli chodzi o naszą rzeczywistość. Zawsze tak było, koronawirus tylko nam to uświadomił. Życie to zawsze powinien być taniec z rzeczywistością: gdy ona robi krok w bok, to i my musimy za nią. Jak ona krok do przodu, to my krok w tył. To sztuka dostrzeżenia, skąd wieje wiatr i jakich umiejętności teraz potrzebujemy” – mówi prof. psychologii Bartłomiej Dobroczyński. Sylwia Niemczyk: Ależ się pół roku temu przestraszyliśmy… Prof. psychologii Bartłomiej Dobroczyński: Pandemia koronawirusa to coś, co nas zaskoczyło. Poza znawcami wirusów nikt poważnie nie rozważał, że kiedykolwiek czeka nas powtórka z „Decameronu” Boccaccia albo nawet z mniej odległej epidemii hiszpanki, która wybuchła tuż po I wojnie światowej. Nasza pamięć jest bardzo krótka. Więc po pierwsze: wydarza się coś nieprzewidzianego, a po drugie: to coś wymusza na nas drastyczną zmianę przyzwyczajeń. Brutalnie ingeruje w nasze automatyzmy, a tego człowiek nie lubi najbardziej. Dla nas najbardziej komfortowa sytuacja jest taka, kiedy automatyzmy stanowią 98 procent naszego funkcjonowania. I zazwyczaj właśnie tak jest. Nie zastanawiamy się co, gdzie i kiedy – większość rzeczy robimy bez angażowania świadomych myśli. A teraz ten nasz pilot automatyczny zaczął wibrować i migać na czerwono.  Przestał działać. I nagle musimy zwracać uwagę praktycznie na wszystko: ile razy dotykamy dłonią twarzy, jakich innych przedmiotów dotykamy, w jaki sposób witamy się z przyjaciółmi, jak wsiadamy do autobusu, czego dotykamy w windzie. Im więcej automatyzmów jest naruszonych, im więcej reguł zostało zmienionych, tym wyraźniejszy sygnał dla mózgu, że sytuacja jest poważna. I do strachu o zdrowie doszło jeszcze...

Czytaj dalej
Magdalena Parys, Książę
Anna Powałowska-Górska

Achtung, mamy lata 20.! – Magdalena Parys w „Księciu” ostrzega przed powrotem historii

„Książę” Magdaleny Parys to książka-ostrzeżenie. Pisarka, która będzie gościć w Polsce na Big Book Festivalu, obnaża mechanizmy mediów i wielkiej polityki.
Sylwia Niemczyk
27.08.2020

Magdalena Parys mieszka w Niemczech, a jej bestsellerowe książki: „Tunel”, „Magik” czy „Biała Rika” dotyczą tematyki niemieckiej lub stosunków polsko-niemieckich. I powinny być dla nas wszystkich lekturą obowiązkową, bo możemy w nich wyczytać to, co może już niedługo być naszą rzeczywistością. Tak jest na pewno w „Księciu”, nowej książce Parys, opowiadającej o odradzaniu się nazistowskich i antyimigranckich nastrojów w Niemczech.  Sylwia Niemczyk: Myślisz, że naprawdę gdzieś w centralnej Europie może w XXI w. powstawać tajne nazistowskie wojsko? Magdalena Parys: Ja nie myślę, ja to wiem. Dzieje się tak na przykład w specjalnych jednostkach wojskowych w Niemczech. Powstają na ten temat reportaże, ukazują się pierwsze nieśmiałe artykuły, tylko Polska tak bardzo zajęta jest sobą, że tego nie dostrzega. W ogóle Niemcy mają w tym względzie niechlubną tradycję. To kraj, w którym często dochodziło do puczu. W latach czterdziestych, kiedy los państwa niemieckiego był niepewny i za najmniejsze przewinienie groził stryczek, w Niemczech powstawała tzw. armia cieni. Organizowali ją byli hitlerowscy oficerowie. Wyobrażasz to sobie? Dopiero co wywołali największą katastrofę ludzkości i znów szykują się do wojny! Kiedy o tym czytałam po raz pierwszy, myślałam, że to żart, ale artykuł ukazał się w „Spieglu”, więc o żarcie nie mogło być mowy. Z kolei całkiem niedawno, w roku 2011 Niemcami wstrząsnęły morderstwa wykonane przez komórkę NSU, podziemną neonazistowską organizację, której głównym motywem działania była nienawiść do obcokrajowców. Początkowo nikt w to nie wierzył, podejrzewano, że chodzi o jakieś porachunki między gangami. Ogólnie liczbę osób zaangażowanych szacuje się na 200 osób, a skazano tylko jedną. Ze...

Czytaj dalej
Małgorzata Kidawa-Błońska
Zuza Krajewska

Małgorzata Kidawa-Błońska: „Nie podpisałabym ustawy o zaostrzeniu prawa do aborcji”

Wicemarszałkini Sejmu, Małgorzata Kidawa-Błońska opowiada o rodzinie, sile polskich kobiet i o tym, na czym według niej polega prawdziwy patriotyzm. 
Sylwia Niemczyk Agnieszka Dajbor
03.12.2020

W ostatnich wyborach Małgorzata Kidawa-Błońska była pierwszą kandydatką KO na prezydenta Polski. Mimo wielkiego poparcia wycofała swoją kandydaturę, protestując w ten sposób przeciwko organizacji wyborów w czasie pandemii. Przypominamy naszą rozmowę z nią z marca 2020. Agnieszka Dajbor, Sylwia Niemczyk: Pani marszałek czy marszałkini?  Małgorzata Kidawa-Błońska: Jestem przywiązana do tradycyjnych form, ale wiem, że język się zmienia. Jeszcze kilka lat temu, gdy w sali sejmowej słyszeliśmy „marszałkini”, to coś aż zgrzytało, ale dzisiaj jesteśmy z tym nowym słowem oswojeni. Po tych czterech, nie: już ośmiu latach – bo przecież to Wanda Nowicka zaczęła używać słowa „marszałkini” – niewielu osobom w Sejmie przeszkadzają żeńskie końcówki, choć wciąż żywo się na ten temat dyskutuje. Język będzie się stopniowo nadal zmieniał, tak jak zmieniają się czasy i społeczeństwo. Gdy kilkanaście lat temu wchodziłam do polityki, to stale mnie pytano: „Jak pani sobie radzi w tym męskim świecie? Jak oni panią traktują…”. Biedactwo takie… Niemal każda rozmowa tak się zaczynała, tak protekcjonalnie. Ale minęły lata i dziś już nie zadaje się takich pytań. I to nie tylko w Sejmie przyszła zmiana, ja widzę to wszędzie, w małych miasteczkach, na wsiach. Bardzo dużo jeżdżę po Polsce, rozmawiam z ludźmi i to już się stało regułą, że na spotkania z politykami przychodzi więcej kobiet niż mężczyzn. I są dociekliwe, ciekawe świata, zmian, innych ludzi. Są z pewnością odważniejsze w zadawaniu pytań i co bardzo ważne – nie boją się wyrażać swoich poglądów. Na spotkaniach przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi wcale nie były „grzeczne”, wprost mówiły, co myślą o polskiej polityce, ugrupowaniach, nieraz krytykowały, ale też zależało im na...

Czytaj dalej