Ciche dni w związku. Czy milczenie naprawdę działa?
Krists Luhaers/Unsplash.com

Ciche dni w związku. Czy milczenie naprawdę działa?

Konflikty i spory pojawiają się w każdej relacji. To normalne. Psychologowie przekonują, że to raczej ich brak jest sygnałem alarmującym, że coś niedobrego dzieje się w związku. Zatem choć konflikty są całkiem „zdrowe”, „niezdrowe” mogą być sposoby radzenia sobie z nimi. A co z tzw. cichymi dniami?
Karolina Morelowska-Siluk
23.11.2020

Wśród wielu nieporozumień dotyczących konfliktów jednym z dość powszechnych jest założenie, że tzw. ciche dni są dobrą metodą radzenia sobie ze sporem. Tymczasem niektórzy psychologowie sądzą, że „ciche dni” to nic innego jak potoczne określenie zjawiska, które w psychologii nazywane jest ostracyzmem społecznym. Polega ono na maksymalnym  ograniczeniu kontaktów z drugą osobą, zarówno pod względem ich częstotliwości, jak i jakości.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Ciche dni w związku jako kara

Do korzystania z metody „cichych dni” w relacjach z partnerem otwarcie przyznaje się w Polsce 1 na 4 osoby. W Stanach Zjednoczonych 7 na 10 osób potwierdza, że używa tej formy „komunikacji”.

Partner, który rozpoczyna tę grę milczenia, może mieć różne intencje. Najczęstszą z nich jest chęć ukarania drugiej strony. Zatem milczenie jest rodzajem zemsty. Pytanie, co z taką „karą” zrobi druga strona? Jak poradzi sobie z nieprzyjemną sytuacją? Są przynajmniej dwie możliwości: jedna z nich to próba pojednania, druga zawzięte trwanie przy swoim stanowisku. Wtedy z pewnością konflikt będzie eskalował.

Czytaj także: Jak mówić o swoich potrzebach w związku? Otwarcie, na bieżąco i na chłodno

Czas, który ma leczyć

Ludzie wykorzystują „ciche dnie” także do tego, by zyskać czas niezbędny do uspokojenia się, odzyskania kontroli nad swoimi emocjami, które podczas konfliktu „szaleją”. W tym przypadku problem polega na tym, że osoba „karana” ciszą zazwyczaj nie jest świadoma tych intencji. Dla niej czas jest w tym przypadku męczarnią – rozmyśla o konflikcie, odczuwa całe mnóstwo negatywnych emocji. W konsekwencji brak komunikacji, zamiast obniżyć poziom emocji u obu stron, przyczynia się do jego wzrostu przynajmniej u jednej z nich.

Inna sytuacja, w której obie strony postanawiają milczeć, to ta, w której partnerzy mają poczucie, że konflikt jest coraz poważniejszy albo że kolejne wymiany zdań do niczego nie prowadzą. Cisza jest jednak tylko pseudorozwiązaniem, bo przecież wszyscy wiemy, że fakt, iż o konflikcie nie będziemy rozmawiać, nie oznacza, że on zniknie. Ponadto istnieje niebezpieczeństwo, że frustracja w obojgu partnerach będzie w tej ciszy narastać i, prędzej czy później, nastąpi wybuch ze zdwojoną siłą.

Nadużywanie ciszy może ponadto dewastować bliskość. Kiedy traktujemy się z milczącą obojętnością, narastają pomiędzy nami urazy. A te są jak cegły: buduje się z nich mur pomiędzy partnerami.
Kolejne kłótnie kończące się cichymi dniami mogą stać się rozwiązaniem, które, zanim się obejrzymy, wejdzie nam w nawyk. W końcu milczenie między partnerami bardzo źle znoszą dzieci. One doskonale wyczuwają atmosferę, mogą nie rozumieć dokładnie, co się dzieje, ale wystarczy, że czują, iż coś jest nie tak. To budzi w nich poczucie zagrożenia.

Czytaj także: Przemoc psychiczna w związku: kłamca, oszust, manipulant – jak się nie dać?

Ciche dni – zalety

Każda strategia ma swoje plusy i minusy. „Ciche dni” także. W niektórych przypadkach cisza pozwala uniknąć większych zniszczeń. Czasem ludzie tak się nakręcają, że nie są w stanie przerwać ostrej walki. Mogą powstać emocjonalne rany, które się nie zabliźnią, mogą paść słowa, których się nie da zapomnieć i wybaczyć. Wtedy lepiej „zawiesić” kontakt. Wprawdzie będzie to bolesna cisza, ale może ona uchronić parę przed nieodwracalnymi zniszczeniami. Jest jednak jeden warunek – ciszy nie należy zbytnio przedłużać, a po niej trzeba wrócić do dialogu.

Milczenie może też dać przestrzeń, by obie strony nabrały dystansu do tego, co się wydarzyło, by mogły ochłonąć i spróbować spojrzeć na sprawę z innej perspektywy, a może nawet wejść w buty partnera. Cisza w parze czasem pożytkowana jest na przedyskutowanie tematu z osobą trzecią, która obiektywnie spojrzy na zachowanie obu stron.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mediacje rodzinne
Getty Images

Rozwód? Mediacje rodzinne to ostatnia szansa przez rozpadem związku

Mediacje rodzinne może uchronić przed rozwodem albo sprawić, że rozwód przebiegnie spokojniej. Na czym polegają? Pytamy mediatorki, Anny Cebulko.
Karolina Rogalska
21.10.2018

Z perspektywy mediatorki widzę, jak często mamy kłopot w kontaktach z bliskimi. Nie rozmawiamy z partnerami o tym, co nas niepokoi. Nie komunikujemy potrzeb. Robimy to dopiero wtedy, gdy jesteśmy już ekstremalnie wściekłe i sfrustrowane. A skrajne emocje blokują nam możliwość porozumienia” – mówi w „Urodzie Życia” Anna Cybulko, wykładowczyni i mediatorka w sprawach cywilnych i rodzinnych. Karolina Rogalska, „Uroda Życia”: Mediacje rodzinne to takie rozmowy ostatniej szansy. Skrajne emocje. Pewnie się pani nasłucha płaczu, krzyków? Anna Cybulko:  Emocji jest rzeczywiście dużo. Podczas mediacji ludzie zwykle bardzo szybko wchodzą w te same schematy reagowania, które stosują, kłócąc się w  domu. Czasem destrukcyjne: agresywne, sarkastyczne, przemocowe. Rola mediatora polega między innymi na tym, żeby pomóc im te schematy dostrzec, przewentylować emocje. Żeby ludzie mogli się wzajemnie spotkać, usłyszeć, porozumieć. I wypracować wspólnie rozwiązania, które zadowolą obie strony sporu. Część par na mediacje zgłasza się z własnej inicjatywy, czasem takie rozwiązanie proponuje sąd. Ale zawsze naczelną zasadą jest dobrowolność – ludzie muszą chcieć się dogadać. Najtrudniejsze jest pierwsze spotkanie. Potem już jest tylko lepiej. Co podsyca konflikt? Powodów może być wiele. Podzieliłabym je roboczo na trzy poziomy. Pierwszy to różnice społeczne: odmienne potrzeby, wartości, oczekiwania, style życia, konteksty rodzinne, w których się wychowywaliśmy. Drugi to poziom indywidualny. Tu przeszkody mogą być natury psychologicznej: brak poczucia bezpieczeństwa, stabilności czy własnej wartości. Ostatni, ten najbliższy mojej pracy, to poziom komunikacyjny. Z perspektywy gabinetu widzę, jak duża część z nas ma z tym kłopot. Nie rozmawiamy z partnerami...

Czytaj dalej
Pexels

11 sygnałów ostrzegawczych. Tych zachowań u partnera nie powinnaś tolerować!

Nie daj się wciągnąć w bolesne i potencjalnie niebezpieczne relacje. Ze związków, w których pojawia się przemoc (również psychiczna), trzeba uciekać.
Sylwia Arlak
29.12.2020

Życie jest o wiele za krótkie, żeby spędzać je z kimś, kto nie jest wart naszego czasu. Jeśli twój partner kontroluje cię na każdym kroku, myśli tylko o sobie albo stosuje przemoc (fizyczną, ekonomiczną i/lub psychiczną), nadszedł czas, żeby się pożegnać. To trudna decyzja, szczególnie jeśli łączy was wspólna przeszłość, wspomnienia, czasem dzieci, ale każda z nas zasługuje na szczęście. Oto jedenaście sygnałów do opuszczenia związku:  Przemoc Zdrowy związek to wzajemny szacunek i traktowanie partnera tak, jak sama chcesz być traktowana. Partner, który znęca się nad tobą emocjonalnie lub fizycznie nie jest wart twojego czasu.  Czasem przekonujemy same siebie, że to, że zdarzyło się to raz, nie oznacza, że jeszcze się powtórzy. Pamiętaj, że jeśli twój partner raz podniósł na ciebie rękę, zrobił to o jeden raz za dużo. I prawdopodobnie na tym się nie skończy. Czytaj także: Przemoc psychiczna w związku: kłamca, oszust, manipulant – jak się nie dać? Jesteś jego tajemnicą Jeśli odkryjesz, że twój partner nie powiedział o tobie swoim znajomym ani rodzinie, uciekaj. Albo jest już w innym związku, albo z jakiegoś powodu nie chce dopuścić cię do swojego świata.  Ciągle odwołuje plany Czy twój partner zawsze rezygnuje z planów w ostatniej chwili? Jasne, istnieją uzasadnione powody, dla których może się tak zachowywać (np. nieoczekiwane wezwanie do pracy), ale jeśli to się powtarza, wiedz, że cię lekceważy.  Nadużywanie substancji odurzających Wieczór przy drinku to świetny sposób na relaks, ale jeśli twój partner potrzebuje jakiejś substancji, aby dobrze się bawić (lub jeśli staje się zupełnie inną osobą, gdy jest pod jej wpływem), to czerwona lampka alarmowa dla waszego związku. Może być...

Czytaj dalej
rozmowa w związku
iStock

Porozmawiajmy o rozmawianiu: kiedy wybrać milczenie, kiedy ucieszyć się z „niedogadywania się”?

O niedogadywaniu się, które jest pożyteczne. O tym dlaczego „mówienie" myli nam się z „rozmawianiem" i o milczeniu, które też bywa rozmową. I to jaką!
redakcja „Uroda Życia”
15.10.2020

Drugi człowiek konieczny jest do tego, żeby siebie w ogóle usłyszeć. Sprawdzić, co tam we łbie przeszkadza, albo i pomaga. Co się zgadza, co czemu przeczy bądź się wyklucza – opowiada psycholożka Magdalena Trus-Urbańska, która wydała właśnie książkę „DoSłownie. Rzecz o porozumiewaniu się” (wyd. Onepress, Sensus, 2020). Jak pisze, sama zorganizowała sobie kiedyś tygodniowy obóz przetrwania:  – Przez siedem dni – tłumaczy – postanowiłam jak na diecie 1000 kalorii konsumować zdrowo rzeczywistość, rozumiejąc wszystkich i wszystko z buddyjską wręcz cierpliwością i współczuciem. Dogadywać się ze sobą i światem całym. Koncyliacyjnie podchodzić do każdej relacyjnej sytuacji, w której uczestniczę bezpośrednio lub pośrednio. Przez pierwsze trzy dni żyłam jak oświecony Budda normalnie. Czwartego dnia przechodziłam klasyczny kryzys głodnego człowieka. Głodnego intensywnych emocji i jakiegoś choćby niewielkiego konflikciku wewnętrznego. I wkurwiało mnie wszystko, jak leci. I nie nacjonaliści wymachujący prawymi łapami w rzymskim pozdrowieniu, politycy z gębami wykrzywionymi w grymasie, gdy używano w rozmowie skrótu LGBT, albo kolejna bezsensowna wojna na Bliskim Wschodzie. Niedogadujmy się dla zdrowia Mnie irytował szczypiorek w spożywczaku, który leżał tam, gdzie zawsze był koperek, mail z pytaniem o możliwość wzięcia zlecenia za dobrą kasę i Mariusz Szczygieł, który wydał kolejną zajebistą książkę. Piątego dnia byłam tak umęczona, że było mi już wszystko jedno. Nie chciało mi się ani rozumieć, ani nie rozumieć. Dopiero tak pod koniec siódmego dnia, wolnego już od roboty rozumienia i nierozumienia, porozumień i nieporozumień, uznałam, że każda dieta musi być zrównoważona. A równowaga to nie równość. Gdy tylko przyjęłam do...

Czytaj dalej
Lucyna Kirwil, Jerzy Bralczyk, VIVA! maj 2018
Szymon Szcześniak/LAF AM

Prof. Jerzy Bralczyk i dr Lucyna Kirwil o języku miłości

Psycholog i językoznawca. Prywatnie małżeństwo.
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

Trudno wyobrazić sobie lepszych rozmówców, gdy chce się zgłębić temat języka miłości – psycholog i językoznawca. Jerzy Bralczyk: Każdy językoznawca powinien być trochę psychologiem,a każdy dobry psycholog na pewno wiele wie o języku. Bo człowiek najsilniej się w nim ujawnia. Kiedy Sokrates spotkał nieznajomego, powiedział: „Przemów do mnie, żebym cię poznał”. Lucyna Kirwil: Nie do końca mogę się zgodzić. Poprzez język, słowa, informujemy innych głównie o tym, kim jesteśmy w sensie społecznym: do jakiej warstwy społecznej należymy, jakie możemy mieć wykształcenie, jakie możemy mieć zainteresowania i potrzeby. Jerzy Bralczyk: Kiedy mówię „język", mam na myśli nie tylko słowa i zdania, ale też ton głosu, jego natężenie, tempo mówienia. W tych czynnikach człowiek także się ujawnia, czasem być może silniej niż w samych słowach. Szczególnie ważne jest to w języku miłości. Lucyna Kirwil: Właśnie. Na to, że wypowiadane słowa i zdania nie muszą być w relacji miłosnej najważniejsze, wskazują związki zawierane między osobami mówiącymi różnymi językami, przedstawicielami różnych kultur. Czasem dla powstania związku ma znaczenie to, jak ktoś się śmieje, jak pachnie, jak wygląda, czyli oddziaływanie bodźców zmysłowych. J.B.: Gdyby żona nie mówiła tym głosem, to bym się w niej nie zakochał. L.K.: A widzisz? To bodziec zmysłowy! J.B.: Ale tym głosem mówisz mądre rzeczy. Widzisz? Jednak język słów!   Czy nie jest tak, że ten pozawerbalny rodzaj porozumienia wystarcza tylko do pewnego momentu, potem chcemy jednak więcej słów? J.B.: Oczywiście, to może być jedynie wstęp, stworzenie warunków do miłości. Ale według mnie, aby miłość zaistniała, musi pojawić się porozumienie na...

Czytaj dalej