Im bardziej się starasz być idealną matką, tym większe ryzyko wypalenia
Adobe Stock

Im bardziej się starasz być idealną matką, tym większe ryzyko wypalenia

Nieustające poczucie przytłoczenia, wyczerpanie niezależne od tego, ile matka spała w nocy, wahania nastroju prowadzące do utraty panowania nad sobą i w konsekwencji do poczucia winy oraz nieustanny żal do dzieci i męża – tak opisuje wypalenie macierzyńskie Sheryl Ziegler.
Katarzyna Montgomery
30.01.2020

Wciąż jest nam trudno zaakceptować, że macierzyństwo to nie tylko radość, ale że wiążą się z nim też poczucie winy i w końcu zwątpienie. Wypalenie macierzyńskie zdarza się najlepszym mamom i trzeba mu po prostu mądrze stawić czoło, radzi psycholożka Sheryl Ziegler.

Zaczęłam patrzeć na moją siedmioletnią córkę jak na prześladowcę. Zamykałam się w toalecie, udając, że muszę z niej skorzystać, ale ona już po chwili pukała do drzwi i o coś pytała”. „Potrzebuję chwili spokoju, chciałabym usłyszeć własne myśli, zamiast żyć ciągle w świecie bajek”. „Po cichu w telefonie oglądałam kawałek ulubionego serialu. Czułam się jak przestępca, miałam wyrzuty sumienia, jakbym komuś coś zrobiła”. O takich sytuacjach opowiadają sobie matki na zamkniętych grupach na Facebooku. I to nie tylko te, które same wychowują dzieci, bo na opiekę ich ojca nie mogą liczyć nawet w weekendy, a dziadkowie mieszkają w innych miastach. 

„Ja albo jestem w pracy, albo zajmuję się dzieckiem. Nie mam czasu dla siebie. Już nie wychodzę nawet do kina, wolę poczekać, aż film będzie na DVD, bo każde wyjście to dodatkowy koszt opiekunki”, pisze jedna z kobiet. Chodzi na terapię od kilku miesięcy i przyznaje, że wciąż wymusza na sobie czas dla siebie, ale odkrywa, że dzięki temu jest mniej napięcia między nią a córką. A było już bardzo źle. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Wypalenie macierzyńskie: złość, zmęczenie, obojętność

Nieustające poczucie przytłoczenia, wyczerpanie niezależne od tego, ile matka spała w nocy, wahania nastroju prowadzące do utraty panowania nad sobą i w konsekwencji do poczucia winy oraz nieustanny żal do dzieci i męża – tak opisuje wypalenie macierzyńskie Sheryl Ziegler w książce „Wypalona mama” [wyd. GWP 2019 – red.]. Autorka, psycholożka, przez lata pracy terapeutycznej zauważyła pewną prawidłowość dotyczącą matek małych dzieci i tych w wieku szkolnym. Dla wielu z nich umówienie się na spotkanie we własnej sprawie graniczy z cudem. Każda codziennie w gorączkowym pośpiechu: budzi i szykuje dzieci, robi im śniadanie, zawozi do szkoły, przywozi ze szkoły, zawozi na zajęcia pozalekcyjne, pomaga w lekcjach, robi kolację, kładzie do snu, w międzyczasie pierze, sprząta, robi zakupy. I niezależnie od tego, czy pracuje zawodowo, czy nie – czuje się najczęściej tak przeciążona, że wizyta u specjalisty, który pomógłby jej w znalezieniu balansu, wydaje się kaprysem lub nierealnym marzeniem. Ledwo znajduje czas na rozmowę z mężem lub partnerem – jeśli go ma. 

Klientki Sheryl Ziegler opowiadały jej, że za karę np. zamykały dzieci na klucz w pokoju, siłą zmuszały do jedzenia, zostawiały na poboczu drogi i odjeżdżały autem. Kilkulatkom groziły, że za złe zachowanie zabierze je policja. Kiedy wieczorem dzieci nie chciały posprzątać zabawek, matki wychodziły z domu z obawy, że stracą panowanie nad sobą i zrobią krzywdę uparciuchom. Terapeutka z trudem wyobrażała sobie, co może doprowadzić matki do takiego stanu. Dopóki sama nie urodziła. 

– Odkąd zostałam mamą, a moje latorośle zaczęły mi przysparzać kłopotów, rozumiem już, że pewne sytuacje przekraczają matczyną wytrzymałość – wyznaje Ziegler, mama trójki dzieci. Opisuje sytuację, kiedy sama straszyła pięcioletniego synka, który w ramach buntu rozpinał pasy bezpieczeństwa w aucie, że zawiezie go na policję i tam już mu wytłumaczą, dlaczego trzeba je zapinać. 

– Wcześniej nie wyobrażałam sobie, że któregoś dnia będę musiała grozić pięciolatkowi policją. Podobnie jak ja, moje klientki były kochającymi, mającymi jak najlepsze intencje, zaangażowanymi matkami, które odczuwały ogromny stres. I końcu pękały – uważa Ziegler. 

Wyjść z domu i nie wrócić

Wszystkie miały poczucie, że tylko one zawodzą swoje dzieci, podczas gdy inne mamy zawsze dają sobie radę. Że tylko one warczą na mężów, kiedy ich zdaniem ci nieodpowiednio bawią się z dziećmi, albo tylko one kładą się w ciągu dnia, bo nie są już w stanie funkcjonować w kieracie obowiązków. Ze strachu przed oceną żadna nie chciała się przyznać przed innymi matkami, że czasem puszczają jej nerwy i marzy o tym, by po prostu wyjść z domu, jak bohaterka „Sprawy Kramerów”, za której rolę Meryl Streep zdobyła Oscara. Tymczasem poczucie winy, wstyd, żal, w końcu zwątpienie – a nie tylko radość z posiadania i wychowywania dzieci – są nierozerwalnie związane z macierzyństwem.

– My, matki, musimy trzymać się razem. Zrozumieć, że wszystkie kochamy swoje dzieci, wszystkie chcemy dla swojej rodziny tego, co najlepsze, i do pewnego stopnia wszystkie cierpimy. Przeważnie w milczeniu. Zacznijmy ze sobą rozmawiać, bo najlepszym wsparciem dla matek są inne matki – apeluje Sheryl Ziegler.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życie” 1/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Małgorzata Foremniak z córką Aleksandrą Jędruszczak, Uroda Życia sesja
Agnieszka Murak

Małgorzata Foremniak z córką w „Urodzie Życia”! Rozmowa o rodzinie, miłości i trudnej przeszłości

„Wszystko można przegadać” – mówią matka i córka
Sylwia Niemczyk
11.01.2020

W rozmowie z „Urodą Życia” Małgorzata Foremniak szczerze wyznaje: – Nasza rodzina była skomplikowana: rozwody, przeprowadzki, patchworkowa rodzina, żałoba. Każdy miał w niej jakieś straty. Wyjątkowy wywiad z matką i córką – Małgorzatą Foremniak i Aleksandrą Jędruszczak – to rozmowa o miłości i mocy rozmowy, dzięki której można przepracować trudną przeszłość i na nowo zbudować relację.  – Nigdy nie postrzegałaś się jako silnej, będąc jednocześnie babą, która wszystko sama ciągnie: dziecko, pracę, kredyt, mieszkanie – mówi do Małgorzaty Foremniak jej córka. – Do mnie też długo nie docierało, jak silną kobietą jesteś! Cała rozmowa w „Urodzie Życia” 2/2020 – zobacz wideo z sesji!

Czytaj dalej
depresja poporodowa
iStock

„Chciałam je mieć, ale dziś bycie mamą jest dla mnie udręką”. Same sobie to robimy!

Wypalenie w macierzyństwie to coraz powszechniejsze zjawisko wśród polskich matek. Nakręcamy spiralę oczekiwań wobec samych siebie i innych matek.
Katarzyna Montgomery
29.01.2020

Zmęczonym mamom radzę zawsze, by szukały przyjaznych dusz, osób, od których nie usłyszymy wyświechtanego: »dasz radę, tylko się postaraj«” – rozmowa z dr Aleksandrą Piotrowską, psycholożką. Katarzyna Montgomery: Co sprawia, że kobieta, dochodzi do takiego skrajnego etapu, w którym macierzyństwo i związane z nim obowiązki stają się przede wszystkim udręką? Ideał funkcjonowania w roli matki i w roli kobiety jest nadmuchiwany. Mamy być sprawne zawodowo, w kuchni gotować według zasad fusion, a w międzyczasie utrzymywać szalenie partnerskie stosunki z naszymi dziećmi, angażować się we wszystkie ich sprawy i zabawy. Tymczasem powłóczymy nogami i ledwo mamy siłę podnieść głowę, żeby spojrzeć na kolejny rysunek naszej pociechy. Ale matkom chyba niezwykle trudno, a nawet wstyd się do tego przyznać? Sądzą, że wina jest w nich, że nie podołały. W kraju wielbiącym matkę Polkę każda kobieta powinna czerpać radość z zajmowania się własnym dzieckiem. Bardzo niewiele kobiet jest w stanie powiedzieć komukolwiek, że dziecko nie jest sensem ich życia, i choć wywiązują się z rodzicielskich obowiązków, to jednak nie przepadają za spędzaniem z nim całego swojego czasu. Albo że są do tego stopnia zmęczone, że w desperacji zostawiają dwójkę maluchów samych w domu i wychodzą na dwie godziny, żeby ochłonąć. Lub zamykają się przed nimi w sypialni.  Wypalenie w macierzyństwie Jak się do tego przyznać?! I czy faktycznie istnieje syndrom wypalenia macierzyńskiego, na podobieństwo wypalenia zawodowego, który tłumaczy nasze zachowania i emocje? Koncepcja Christiny Maslach o wypaleniu zawodowym mówi o trzech składowych tego syndromu. Zaczyna się od wyczerpania emocjonalnego: pojawia się ciągłe zmęczenie psychiczne i fizyczne, zanika radość, a w jej miejsce...

Czytaj dalej
Małgorzata Nocuń „Wczesne życie”
Jakub Włodek

„Mój synek był dzielniejszy ode mnie”. Co czuje matka, gdy urodzi za wcześnie?

W Polsce co roku przychodzi na świat 25 tysięcy wcześniaków. Często patrzymy na nie ze wzruszeniem: w inkubatorze leży wzruszające maleństwo, okruszek, Calineczka. Waży pół kilograma, ale cóż, przecież niedługo urośnie…
Anna Zaleska
17.11.2020

Opisując swoją osobistą historię i narodziny synka, dziennikarka i pisarka Małgorzata Nocuń w książce „Wczesne życie” opowiada o wielkim dramacie i heroizmie matek wcześniaków. Dla wielu z nas niewidocznym, choć dzieje się tuż obok. Dramat matek wcześniaków Anna Zaleska: Julek w tym roku poszedł do przedszkola. Jak było? Małgorzata Nocuń: Nie było łatwo. Pierwszego dnia wręczono mi go z sześcioma parami zasikanych spodni. Nic nie chciał jeść i cały dzień płakał. No ale trudno, musi przez to przejść i my z mężem też musimy, nie ma wyjścia. Wiem, że kontakt z rówieśnikami jest dla dziecka najlepszy.  U pani wrażliwość i lęk o dziecko po tej drodze, jaką z Julkiem przeszliście, mogą być wyjątkowe. Jestem zapewne bardziej wrażliwa, mam wyrzuty sumienia, że znów muszę zamknąć jakieś drzwi i zostawić dziecko z obcymi ludźmi. Ale Julek tyle w życiu przeszedł, że pozostanie z rówieśnikami w przedszkolu jest tylko naturalnym krokiem do życia w większej dojrzałości. W sierpniu świętowali państwo trzecie urodziny synka. Jakim jest chłopcem? Gadatliwym, energicznym, wesołym. Chyba przez to, że poświęcaliśmy mu z mężem bardzo dużo uwagi, nie umie się zajmować sam sobą, lubi być cały czas w interakcji. To, że przyszedł na świat jako wcześniak, widać tylko po jego drobnej sylwetce. Ma też słabą odporność i poważną postać dysplazji oskrzelowo-płucnej. Początek życia Julka był dramatyczny: urodził się w 29. tygodniu ciąży, ważył 1080 gramów, trafił na Oddział Intensywnej Terapii Noworodka.  Pewnie nigdy tego nie zapomnę. Często wspominam ten moment, gdy lekarz wyciąga go z mojego brzucha i nastaje taka straszna, najgorsza w życiu cisza. Nic nie słychać, dziecko jest nieme… Tygodnie, które potem nastały, opisuje pani jako piekło....

Czytaj dalej
Jak pomóc osobie z depresją?
Adobe Stock

Toksyczna matka może naznaczyć psychikę córki na całe życie

Relacja matka-córka to jeden z najczęstszych tematów w gabinetach terapeutycznych. Dorosłe córki cierpią, ale często nie potrafią mówić o tym otwarcie. Więź dorosłej córki z matką może utrudniać życie.
Karolina Morelowska-Siluk
23.09.2020

Gabinety pełne są kobiet, które budują obronny mur dla swoich matek, choć terapeuta próbuje pokazać inne oblicze ich matki”, mówi Agnieszka Iwaszkiewicz, psychoterapeutka. – „Robią to, bo przyznanie, powiedzenie głośno przed samą sobą: »Moja matka jest zła«, to ogromne wyzwanie. Ono, w pierwszym momencie, niejako burzy podstawy psychicznego funkcjonowania, odbiera poczucie bezpieczeństwa i wyzwala ogromne poczucie winy, podważa korzenie, uderza także w poczucie kobiecości. Świat wali się na wielu płaszczyznach, bo relacja między dwoma kobietami – relacja córki z matką, silnie determinuje tożsamość tej pierwszej. Kwestionując kobietę – matkę, kwestionujemy też często siebie”, dodaje. Krytyka, a naśladowanie Z badań wynika, że istnieje powiązanie między poczuciem spełnienia, zadowoleniem kobiet w dorosłości a tym, jak oceniają one swoją relację z matką: czy to ocena pozytywna, czy raczej negatywna. Matka jest pierwszym wzorem do naśladowania, obiektem do identyfikacji dla dziewczynki, a potem kobiety. Córki swoją dorosłość, bycie kobietą, matką, żoną często budują albo na podobieństwo, albo w opozycji do matek. Sporo jest też w tych relacjach rywalizacji. W ujęciu psychoanalitycznym bowiem matka i córka są w rodzinie naturalnymi rywalkami o ojca. To jest niejako wpisane w ich relacje. Zatem temu związkowi od samego początku towarzyszą intensywne emocje. To niesamowicie silna, naznaczająca więź. Judith Arcana, amerykańska pisarka, autorka m.in. dwóch książek dotyczących tematu macierzyństwa przeprowadziła wywiady ze 120 kobietami. Córki, w przeważającej części, były krytyczne w stosunku do swoich matek i bardzo wiele energii wkładały w to, by być inne niż one, a mimo to – nie zdając sobie sprawy – naśladowały je… Siła i specyfika tej więzi...

Czytaj dalej