„Bycie LGBT to nie jest wybór. Jesteśmy tacy, jacy się urodziliśmy”, mówi dr Beata Wróbel 
Getty Images

„Bycie LGBT to nie jest wybór. Jesteśmy tacy, jacy się urodziliśmy”, mówi dr Beata Wróbel 

„Wolimy powielać stereotypy, zamiast zaakceptować czyjąś inność i fakt, że gdy rodzi się dziecko, to już ma ukształtowaną płeć psychiczną i swoją seksualność” – wyjaśnia dr n. med. Beata Wróbel, ginekolog, seksuolog.
Maria Zawała
15.06.2020

Nauka to nie konkurs piękności, tutaj nie ma znaczenia, ilu osobom się jakieś odkrycie naukowe podoba – mówi dr Beata Wróbel, ginekolożka i seksuolożka. 

Maria Zawała: Jako społeczeństwo mamy problem z zaakceptowaniem homoseksualizmu?

Dr n. med. Beata Wróbel: Jak widać i słychać w mediach, mamy. I jest on tak wielki jak nasza ignorancja, jeśli chodzi o wiedzę na temat seksualności dziecka. 

A może brak akceptacji inności wynika z naszej natury?

Innym dla mnie jest drugi człowiek. Każdy. Młody, starszy, dziecko, kobieta – każdy jest inny, czyli różny ode mnie. Świadomość inności i jej akceptacja jest podstawą każdego związku między ludźmi. Heteroseksualnego, ale również homoseksualnego. Brak akceptacji na poziomie rodziny, szkoły niszczy więzi, uruchamia agresję i nienawiść. Brak akceptacji mniejszości religijnych, seksualnych, plemiennych czy rasowych stanowi doskonałą podstawę do globalnego szerzenia się tej nienawiści.

Rodzice mówią: „Poradziliśmy sobie bez tej wiedzy, to i nasze dzieci też sobie poradzą”. 

No cóż, ludzie, którzy nie mają wiedzy o rozwoju seksualnym człowieka, często uważają, że tej wiedzy po prostu nie ma, że ona nie istnieje. Nie dają zatem np. zgody na szkolne lekcje o fizjologii zdrowia seksualnego. Sytuacja całkiem wymknęła się spod kontroli. Nie mogę pojąć, jak to się mogło stać. 

Prawda, czyli medycyna oparta na faktach, jest taka, że rodzimy się seksualni, a ta seksualność w człowieku rozwija się i kształtuje od poczęcia. Dwie pary chromosomów płciowych – XX kobiety i XY mężczyzny – już w momencie zapłodnienia decydują, jaką płeć będzie miało ich dziecko. Czy będzie miało kariotyp żeński czy męski. W czasie ciąży kształtują się: płeć gonadalna oraz genitalna i płeć mózgowa. 

Na podstawie wyglądu zewnętrznych narządów płciowych (genitaliów) zapisuje się płeć metrykalną w chwili urodzenia. A wraz z rozpoczęciem procesu dojrzewania zaczyna się identyfikacja z płcią psychiczną.

W którym momencie człowiek staje się transseksualistą, czyli osobą, która nie może zaakceptować biologii swojego ciała? Albo kiedy zaczyna czuć, że pociągają go ludzie tej samej płci?

Za to, że człowiek czuje się transseksualny lub homoseksualny, odpowiada biologicznie ukształtowana wewnątrzłonowo płeć mózgowa. Tacy się rodzimy i nie mamy na to najmniejszego wpływu, bo procesy te zachodzą jeszcze w łonie matki. Według najnowszych badań to właśnie na bazie płci mózgowej rozwija się u człowieka płeć psychiczna. 

Każdy z nas identyfikuje się z nią od okresu dojrzewania do pierwszych kontaktów seksualnych, czyli od 12. roku życia, a może nawet ciut wcześniej, do 20. roku życia. 

Ale już dziecko w wieku trzech lat dobrze wie, kim się czuje, i mówi o sobie: „Jestem chłopcem”, „Jestem dziewczynką”.

Człowiek rodzi się heteroseksualny albo LGBT

Czy można na ten proces kształtowania się naszej seksualności wpływać? 

Jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku, kiedy pierwsi naukowcy badali funkcje seksualne człowieka, leczono homoseksualizm elektrowstrząsami, uważając, że to choroba psychiczna. Osobiście znam polskich seksuologów, którzy tak robili. W tej chwili, bazując na nauce, a także wytycznych Międzynarodowej Organizacji Zdrowia (WHO), homoseksualizmu nie uznaje się za chorobę. 

Dlatego terapię psychologiczną można zaproponować osobie homoseksualnej tylko wtedy, gdy temu człowiekowi jest źle, czyli kiedy spotyka się z brakiem akceptacji w domu rodzinnym czy w grupie rówieśniczej, żeby pomóc mu odnaleźć się w miejscu, w którym się znalazł. WHO w ostatnich miesiącach zajęła również ostateczne stanowisko w kwestii transseksualizmu – obecnie mówimy raczej: dysforia płciowa – wpisując go do rozdziału o zdrowiu seksualnym. Określa się go jako wyraźną i trwałą niezgodność pomiędzy doświadczaniem płci biologicznej i psychicznej a przypisaną do niej płcią metrykalną. Ludzie transseksualni mają kariotyp XX lub XY, czyli kobieta albo mężczyzna; fenomen tego zjawiska polega na nieakceptowaniu przez własny mózg swojej biologii – z jednoczesnym poczuciem płci przeciwnej. 

Zapewniam, że gdy ktoś jest np. heteroseksualną kobietą, to nie ma pojęcia, przez co przechodzi transseksualna nastolatka. Gdy ciało budzi w niej wstręt, brzydzi się go, woli cierpieć i bandażować piersi, niż pozwolić, by rosły. Miesiączka wzbudza w niej obrzydzenie, nienawidzi jej.

A jednak do połowy XX wieku uważano, że identyfikacja płciowa dziecka zależy jedynie od otoczenia i wychowania. Czyli jak się urodziłaś dziewczynką i tak cię wychowano, to będziesz dziewczynką.

Teorię tę rozpowszechnił psycholog i seksuolog John Money, zupełnie odrzucając w ten sposób stanowisko lekarzy i biologów, którzy już wtedy mówili o płci mózgu rozwijającej się w życiu płodowym. Zaproponował on autorską „teorię seksualnej neutralności”, która mówiła, że człowiek rodzi się neutralny, całkowicie obojętny wobec odczuwania swojej płci i „można go do niej wychować/wyuczyć/wyleczyć z niej w procesie wychowawczym”.

Wiele osób tak sądzi do dziś.

Niestety, są tacy, którzy wciąż uważają, że homoseksualizm czy transseksualizm można leczyć, i tacy, którzy twierdzą, że najlepiej, by dzieci były wychowywane na seksualnie neutralne. A ja pozwolę sobie w tym momencie powiedzieć jednym i drugim, że teoria Moneya legła w gruzach, gdy podważył ją inny psycholog i seksuolog – Milton Diamond. Co więcej, to była jedna z największych awantur w seksuologii, panowie podobno się nawet pobili. 

O co poszło konkretnie?

O przypadek Davida Reimera, który w wieku 22 miesięcy – i to jest straszny przypadek – przeszedł operację zmiany płci. Cała historia zaczęła się w 1967 roku, gdy chłopiec miał osiem miesięcy. Miał stulejkę i jego rodziców namówiono, by zgodzili się na nowatorską metodę leczenia – zamiast obrzezania zastosowano kauteryzację, czyli przypalanie. Zabieg się jednak nie udał i chłopcu zniszczono penisa. Państwo Reimerowie trafili wówczas do Moneya, który był autorytetem w rodzącej się nauce o gender. Przekonał ich, że dziecko jest seksualnie neutralne i zamiast odbudowywania penisa najlepsza będzie operacja zmiany płci. Chłopiec w wieku 22 miesięcy został wykastrowany, zaczął kurację hormonalną i dostał imię Brenda. Rodzice wychowywali go jako dziewczynkę. Money przez lata pisał artykuł za artykułem, w których chwalił się sukcesem. 

Naprawdę, udało mu się z chłopca zrobić dziewczynkę?

Nie udało się. Dziś wiemy, że rodzice chłopca przez lata kłamali, że wszystko idzie świetnie. Bo nie szło, chłopiec nigdy nie poczuł się dziewczynką, rówieśnicy się z niego naśmiewali i po latach depresji i pierwszej próbie samobójczej w wieku 13 lat rodzice w końcu powiedzieli Brendzie, że jest chłopcem. W wieku 14 lat przeszedł odwrotną operację – usunięto mu piersi, podano zastrzyki z testosteronem i zmieniono imię na David. 

Do jego historii dotarł Milton Diamond, opisały ją media, biografia 31-letniego wówczas Davida została bestsellerem. Wszyscy się dowiedzieli, że jednak rodzimy się z płcią mózgu. I nie możemy jej zmieniać bezkarnie. Zresztą David przypłacił to życiem. Wracały mu depresje, ożenił się, ale małżeństwo nie było udane i żona go zostawiła. W wieku 38 lat popełnił samobójstwo. 

Skąd więc się bierze homoseksualizm czy transseksualizm? Co nauka o tym mówi?

Pionierem badań w tej kwestii jest Holandia. W tym kraju bada się mózgi osób, które wyraziły wolę oddania ich pośmiertnie do Banku Mózgów. Wcześniej, za życia, donatorzy dokonują swojej identyfikacji płciowej, określając się jako homoseksualiści albo osoby hetero-, bi- czy transseksualne. Nazwy można mnożyć, generalnie chodzi o sposób odczuwania, o inność wobec normy, czyli tradycyjną dwupłciowość. Prowadzi się historię ich zachowań za życia, a pośmiertnie bada się ich mózgi. 

Okazało się po tych badaniach, że istotnie są takie miejsca w podwzgórzu, takie jądra podwzgórzowe, które charakteryzują określone orientacje. U homoseksualistów te miejsca są inaczej zbudowane, mają inny rodzaj receptorów, inaczej się wybarwiają, więc wiemy, że mózg homoseksualny jest inny od heteroseksualnego. Jeszcze inaczej są zbudowane mózgi transseksualne.

Trwają badania nad wpływem estrogenów wydzielanych w czasie ciąży przez łożysko na dymorfizm płciowy mózgu. 

Homoseksualizm to czysta fizjologia

Naprawdę wychowanie i środowisko, w którym dorastamy, nie ma znaczenia?

Naturalnie, że ma. Światowa medycyna, a zwłaszcza psychologia wciąż zadaje to samo pytanie, ile w naszym życiu zawdzięczamy genom, a ile wychowaniu. Ciągle nie mamy odpowiedzi. Tu właśnie tkwi źródło dyskusji i zrozumienia albo niezrozumienia tematyki gender. Ta dyskusja nie polega na tym, że można zmienić komuś mózg, bo nie można, skoro on się wewnątrzłonowo ukształtował i jest gotowy, czeka sobie jak drzewo zimą na słońce w procesie dojrzewania, żeby rozkwitnąć. Człowiek dopiero w okresie pokwitania i dorosłości, a tak naprawdę gdy wejdzie w pierwszy kontakt seksualny, dowie się, w jakiej roli wystąpił i jaką ma płeć psychiczną. Jaką rolę wyznaczył mu mózg.

A rodzice i środowisko też mogą tę rolę wyznaczyć?

Cóż, gdy rozmawiam z osobami transseksualnymi i pytam, od kiedy czuli się obco w swoim ciele, to wszyscy mówią zgodnie, że już jako trzyletnie dzieci wiedzieli, czy czują się dziewczynką albo chłopcem. Identyfikowali się ze swoją płcią mózgową. I zawsze potem słyszę od nich te same opowieści: „Rodzice ubierali mnie w chłopięce/dziewczęce ubrania, dawali chłopięce/dziewczęce zabawki i wymagali, żebym zachowywał się jak chłopiec/dziewczynka”. A dziecko nie rozumie dlaczego, bo swoją seksualność postrzega przez pryzmat tych najprostszych rzeczy, takich jak np. ubranie. Nie definiuje w wieku trzech lat naukowych pojęć, a bunt rodzi się z niezrozumienia.

Czy postrzeganie swojej płci może ulec zmianie?

Nie, nie może, mózgu nie da się wymienić. Płeć mózgu zaczyna się rozwijać pod wpływem hormonów jeszcze w ciąży – dlatego płeć genitalna może być inna niż płeć mózgu – ale taka osoba dowie się o tym później, gdy mózg już rozwinie się na tyle, że będzie w stanie to zauważyć. Ludzie muszą dojrzeć, by dowiedzieć się, kim są. Pozwólmy im spokojnie się o tym przekonać. Tu chodzi o spokój w czasie ich dojrzewania, o brak negatywnych emocji, tego wszechobecnego odrzucenia, nietolerancji wszelkiej inności. Pamiętajmy też, że dojrzewanie to skomplikowany i trudny czas dla każdego nastolatka, ale dla takiego z grupy LGBT to koszmar. 

Wiedza jest kluczem?

Wracamy do punktu wyjścia. To tak oczywiste, że w zasadzie każdą wypowiedź mogłabym od tego zaczynać. Pamiętam chłopaka, który chodzi do jednej ze szkół w Zagłębiu. Przyszedł z matką do mnie, do gabinetu seksuologa. Zorientował się, że jest homoseksualny, a w klasie silne środowisko narodowców. Był przerażony. Nie wystraszony, tylko absolutnie przerażony. Myśleli z mamą, że może TO, ten homoseksualizm, da się leczyć. Ale raz jeszcze powtarzam: tu nie ma leczenia. Taki się urodziłeś i koniec. Powiedziałam mu: „Nie masz wyjścia, nie ujawniaj się, zdaj maturę i zmień środowisko”. Jego matka się rozpłakała i obiecała synowi, że jak będzie trzeba, to nawet wyjadą z kraju.

Po nagonce na osoby LGBT w Polsce część młodych ludzi pewnie wyjedzie. Ale wielu na przekór postanowiło się ujawnić. Odważni?

Ludzie, którzy dziś w naszym kraju dokonują coming outu, są bardzo odważni, bo trzeba być bohaterem, by w takich czasach i okolicznościach mówić, że jest się innym. Tym bardziej że to nie jest ich wybór. Jako lekarz i naukowiec mówię więc głośno i dobitnie: nie ma żadnej „ideologii LGBT”, bo nikt nie wybiera sobie tego, jaki i komu się urodził. 

Była u mnie niedawno w gabinecie transseksualna studentka pielęgniarstwa jednej ze śląskich uczelni, odrzucona przez grupę rówieśników z powodu swojej inności. Ale jeśli na pielęgniarstwie, w zawodzie medycznym, gdzie wymaga się wiedzy, dziewczyna została odrzucona, to czego oczekiwać w innych środowiskach? 

Brak wiedzy o zdrowiu seksualnym i reprodukcyjnym oraz brak tolerancji to efekt wieloletnich zaniechań edukacji i utrwalania od pokoleń różnych stereotypów. A nie powinniśmy nigdy mówić o takich sprawach w kategoriach sensacji, tylko natury. Seksuologia to nauka, jest specjalizacją w ramach medycyny, tymczasem nadal brakuje dyskusji opartej na faktach. Zastępuje ją wymiana argumentów stanowiących szczególny rodzaj interpretacji stereotypów stworzonych na bazie emocji, czyli takiej moralności światopoglądowej.

Termin LGBT jest teraz na ustach wszystkich. Są przywoływane np. badania seksuologów z 1985 roku, z których wynika, że 40 proc. gejów to pedofile. 

Nauka to nie konkurs piękności, nie ma znaczenia, ilu osobom się podoba. Ważne, czy to, co mówią naukowcy, jest prawdą. A to, że pedofilia jest domeną gejów, prawdą nie jest. Wśród przestępców seksualnych skazanych za czyn pedofilii większość stanowią mężczyźni heteroseksualni. Niestety, także medycyna jest pełna Moneyów, którzy rozpowszechniają bzdurne teorie. 

Anatomia i fizjologia człowieka to naturalnie coś stałego, ale ciągle dowiadujemy się o nas więcej. Lepiej rozumiemy, jak funkcjonujemy – i każdego roku umierają kolejne teorie. W seksuologii to norma, bo o znaczeniu seksu w naszym życiu rozmawiamy dopiero od 60 lat. Dopiero od 20 lat znamy budowę łechtaczki! 20 lat! Dla nauki to tyle, co nic. 

Trudno, by każdy z nas śledził akademickie potyczki, zwłaszcza że nie ma gwarancji, że dzisiejsze teorie nie zostaną w przyszłości obalone.

Nawet do tego nie namawiam. Namawiam za to gorąco, by kochać swoje dzieci i szanować innych. To, czy ktoś kocha kobietę, czy mężczyznę, nie ma znaczenia, gdy jest to związek dwóch dorosłych osób i nikomu nie dzieje się krzywda. Gdybyśmy żyli w tolerancyjnym świecie i każdy – bez szykan i uprzedzeń – mógłby być tym, kim się czuje, to nie byłoby kłopotu. Uratowalibyśmy wiele ludzkich żyć.

Dr n. med. Beata Wróbel – ginekolog-położnik, a także seksuolog. Współpracuje z Uniwersytetem SWPS w Warszawie. Dodatkowo jest biegłym sądowym w zakresie seksuologii sądowej.

***

Rozmowa z dr n. med. Beatą Wróbel ukazała się w „Urodzie Zycia” 4/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Mat.prasowe

„13 powodów” i inne seriale o nastolatkach, dzięki którym lepiej zrozumiesz swoje dziecko

Seriale o nastolatkach na Netflix i HBO Go są skierowane nie tylko dla nastoletnich widzów, ale też dla ich rodziców. Nie tylko dlatego, że są bardzo dobre (a są!), ale też dlatego, że dzięki nim możesz więcej dowiedzieć się o własnym dziecku. Nieraz – bardzo ważnych i trudnych rzeczy.
Sylwia Arlak
04.06.2020

Dzisiejsze seriale dla nastolatków i o nastolatkach nie przypominają „Pełnej chaty” ani nawet „Przyjaciół”, w których problemy były nieduże i łatwe do rozwiązania. We współczesnych serialach dostępnych na Netfliksie i HBO nastolatki mierzą się z dramatami, których przyczyną może być np. przemoc seksualna, samobójstwo szkolnej koleżanki, przygniatająca samotność, rozwód rodziców, nękanie w szkole, narkotyki. I czy chcemy tego, czy nie, z takimi samymi problemami borykają się nasze dzieci. Zobacz, jakie seriale dla nastolatków i o nastolatkach powinni obejrzeć także rodzice – aby lepiej zrozumieć swoje dziecko i świat, w którym ono żyje.   „Trzynaście powodów”, Netflix „Trzynaście powodów” powrócił właśnie na Netflixa z czwartym sezonem. To serial, który od początku budził kontrowersje. I trudno się dziwić. W pierwszym sezonie Hannah Baker (Katherine Langford) popełnia samobójstwo, a jej znajomy dostaje trzynaście nagrań magnetofonowych, na których dziewczyna wyjaśnia powody swojej decyzji. Kiedy taśmy trafiają do kolejnych przyjaciół bohaterki, okazuje się, że wszyscy mają coś do ukrycia. Niemal każdy zranił na swój sposób dziewczynę, a po tym, jak ta odebrała sobie życie, walczył z wyrzutami sumienia. Bohaterowie już nigdy nie dowiedzą się, czy mogli ją powstrzymać. W kolejnych sezonach widzimy, jak mocno decyzja Hannah wpłynęła na życie osób, które znała. Mówiło się, że oparty na bestsellerowej powieści Jay'a Ashera serial może być niebezpieczny. Że wskazuje nastolatkom samobójstwo, jako wyjście z problemów. Twórcy stanowczo bronili się przed takimi zarzutami, podkreślając, że produkcja ma nam otworzyć oczy....

Czytaj dalej
Joanna Luberadzka-Gruca
redakcja

Joanna Luberadzka-Gruca: Najważniejsza dla dziecka jest więź z drugim człowiekiem [ŻYCIOWE ROZMOWY]

Gościem Sylwii Niemczyk-Opońskiej, redaktorki naczelnej Urody Życia, jest Joanna Luberadzka-Gruca. Szefowa Fundacji Polki Mogą Wszystko i działaczka na rzecz dzieci opowiada o rodzicielstwie zastępczym – jakie cuda może zdziałać posiadanie rodziny, nawet dla śmiertelnie chorego malucha...
Katarzyna Imiołek
16.04.2020

Sylwia Niemczyk-Opońska zaprosiła swojego gościa w malowniczą podróż barką po Wiśle. Wspomniała, że taka przygoda to marzenie jej dzieci. I na temat dzieci właśnie potoczyła się rozmowa...   Najważniejszą potrzebą każdego dziecka jest posiadanie bliskiej osoby Pierwszym, jakie redaktorka naczelna Urody Życia zadała gościowi, było pytanie o to, co jest dla każdego dziecka najważniejsze w życiu. Odpowiedź Joanny Luberadzkiej-Grucy może być dla wielu z nas zaskakująca – zdaniem szefowej Fundacji Polki Mogą Wszystko, maluchy tylko z pozoru najsilniej potrzebują ciepłego kocyka, przewijania, jedzenia... To są ważne sprawy, niezbędne, by dziecko przeżyło, ale to też potrzeby dopiero drugiego rzędu. Są też inne, znacznie od nich ważniejsze. Taką potrzebą jest potrzeba więzi, potrzeba mamy. Kogoś, dla kogo jesteśmy ważni, przez kogo jesteśmy kochani.  Niestety, wciąż mnóstwo jest dzieci, które nie mają domu i choć jednej bliskiej osoby. To dzieci w domach dziecka, domach opieki społecznej czy zakładach opiekuńczo-leczniczych. Ośrodkach, gdzie przebywają na stałe. Takie maluchy są opieki rodzicielskiej pozbawione.  Alkohol – główna przyczyna utraty domu Joanna Luberadzka-Gruca podkreśla w rozmowie z redaktorką naczelną Urody Życia, że w Polsce ciągle najczęstszym powodem przebywania dzieci poza rodziną jest alkohol. A konkretnie, nadużywanie przez rodziców jego, ale też innych używek. Zazwyczaj nie oznacza to też, niestety, „jedynie” przemocy, której dzieci stają się ofiarą, ale też duże ubytki na zdrowiu już w momencie narodzin... Syndrom FAS, bo o nim między innymi mowa, może oznaczać wiele schorzeń. Dzieci urodzone przez matki, które piją w ciąży alkohol, mają często uszkodzone organy wewnętrzne, często nie...

Czytaj dalej
André Stern
getty images

„Pozwólmy dzieciom być dziećmi!” – mówi André Stern, ekspert od wychowania

Szczęśliwe dziecko musi się pobawić, pobrudzić i ponudzić...
Aleksandra Pezda
19.02.2020

Chociaż nigdy nie chodził do szkoły, biegle zna pięć języków, jest muzykiem i lutnikiem gitar. Jego rodzice, nauczycielka Michèle Arellow i pedagog Arno Stern, uznali, że będą go uczyli w domu. André Stern jest mówcą edukacyjnym i propagatorem „ekologii dzieciństwa”. Co to właściwie oznacza? Aleksandra Pezda „Uroda Życia”: Prowadzisz wykłady i konferencje o wychowaniu dzieci i mówisz na nich zawsze to samo: „Dajcie dzieciom wolność”. André Stern:  Przemawiam w ich imieniu, bo dziś dużo się dyskutuje o dzieciach, ale rzadko kto je pyta o zdanie. A ja nadal czuję się dzieckiem przez to, jak mnie wychowano.  Przyznajesz się do niedojrzałości? Przeciwnie. Rodzice od zawsze traktowali mnie poważnie i ufali mi. I myślę, że dzisiaj jestem takim człowiekiem, jakim byłby każdy z nas, gdyby pozwolono nam wszystkim żyć w zgodzie ze sobą. Jeśli więc mówię, że czuję się ciągle dzieckiem, to dlatego, że podziwiam dzieci i dzieciństwo. To wspaniały okres w życiu: możesz wymyślać, kim chciałbyś być, kim będziesz, wszystko cię ciekawi i możesz się nieskrępowanie wszystkiego uczyć. Zwłaszcza jeśli – tak jak ja – nie musisz stawiać czoła absolutnie żadnym oczekiwaniom dorosłych. Niemożliwe, żeby rodzice niczego od ciebie nie oczekiwali. Nigdy ci nie mówili, na przykład: „Zostań muzykiem”?   Nie, nigdy. I byli pionierami na tym polu. Moi rodzice postanowili nie mieć na mnie żadnego „pomysłu”, nie uczestniczyć w żadnym „projekcie dziecko”. Po prostu pozwolili mi swobodnie żyć, podczas gdy większość rodziców widzi w nowo narodzonym dziecku niegotową jeszcze istotę ludzką. Cały czas ludzie wierzą, że dziecko to niezapisana tablica, którą oni mają obowiązek zapełnić jakimiś...

Czytaj dalej