Najmłodsza osoba, która popełniła samobójstwo w Polsce, miała sześć lat. A psychiatria dziecięca upada
Pexels.com

Najmłodsza osoba, która popełniła samobójstwo w Polsce, miała sześć lat. A psychiatria dziecięca upada

„Nie winię lekarzy, a źle funkcjonujący system. To on tworzy bezdusznych pracowników”, mówi nam Janusz Schwertner, autor książki „Szramy. Jak psychosystem niszczy nasze dzieci”.
Sylwia Arlak
30.11.2020

Jak wynika z raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, Polska jest na drugim miejscu w Europie pod względem samobójstw nieletnich. W latach 2014-2016 dzieciom w naszym kraju „nie zapewniono wystarczającej opieki psychologiczno-pedagogicznej”. Problem dotyczy szczególnie mniejszych miejscowości, gdzie dostęp do psychologów i psychiatrów jest utrudniony. Dodatkowo wciąż bardzo często postrzega się korzystanie z ich pomocy jako objaw słabości lub porażki.

Kto jest za to odpowiedzialny? O tym, jak wygląda psychiatria dziecięca w Polsce, rozmawiamy z Januszem Schwertnerem, dziennikarzem, autorem książki „Szramy. Jak psychosystem niszczy nasze dzieci”.

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

Psychiatria dziecięca w Polsce

Sylwia Arlak: Stare budynki z odrapaną farbą na ścianach, jedzenie gorsze niż w więzieniach, dzieci, które śpią na materacach na korytarzu, bo nie ma łóżek opisy polskich szpitali i oddziałów psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży są przerażające. To naprawdę Polska rzeczywistość?

Janusz Schwertner: Trzeba podkreślać, że takie ośrodki są potrzebne. Że uzyskuje się tam pomoc i że są lekarze, którzy pracują, jak należy. Ale jednocześnie wiele z nich jest przeludnionych. Raport NIK-u, który ukazał się tuż przed moją książką, pokazuje wstrząsający obraz psychiatrii dziecięcej w Polsce. Jest źle, a może być jeszcze gorzej. Brakuje kadry lekarskiej. Lekarzy nie będzie przybywać, a raczej będzie ich ubywać. Co trzeci lekarz skończył 55 lat. Nie ustawiają się kolejki do pracy, a nikt ich do niej nie zachęca.

Mogę przytoczyć przykład z Gdańska opisany w mojej książce. Nie ma miejsca na oddziale młodzieżowym, więc dziewczyna trafia na oddział do dorosłych. To była ich praktyka od lat. Kiedy doszło do gwałtu na tej dziewczynie, wszyscy lekarze złożyli wymówienia. I dopiero wówczas szpital ogłosił, że nie będzie więcej przyjmował dzieci na oddział dla dorosłych. To dobra wiadomość i zła. Dobra, bo może już nie dojdzie do podobnej sytuacji. Zła, bo co stanie się z tymi dziećmi, jeśli nigdzie nie będzie dla nich miejsca? Na Podlasiu nie ma ani jednego szpitala całodobowego, więc dzieci po próbie samobójczej wsiadają do karetki i jadą 200 kilometrów do Warszawy, gdzie też czasami brakuje miejsca.

Wizyta u psychiatry to luksus?

Na pewno jest tak, że problem dostępu do psychiatrii dziecięcej jest w Polsce problemem bardzo demokratycznym. Niezależnie od tego, czy ma się dużo pieniędzy, czy nie, i tak jest trudno. Rozmawiałem ostatnio z warszawską psychiatrą z prywatnego ośrodka. Zapisy do niej to dwa miesiące. W sytuacji, w której dziecko jest po próbie samobójczej, dwa miesiące to wieczność. Równocześnie mamy w głowie kraje zachodnie, gdzie są oddziały na dużo wyższym poziomie. Ale przecież nie przeprowadzimy terapii dla 12-letniego dziecka po niemiecku czy angielsku.

Pieniądze też są problemem...

Znam wiele osób, które nie korzystają z terapii, choć powinny. Około 75 proc. rodziców, których dzieci borykają się z problemami psychicznymi, sami później ich doświadczają. Ale nie stać ich już na własną terapię.

Czytaj też: Raport o biedzie. Pani Lucyna marzyła o własnym ogródku, dla wnucząt. Dziś musi przetrwać za 6,80 zł dziennie

O jakich problemach mówimy jeszcze w kontekście psychiatrii dziecięcej w Polsce?

Jak mówię o psychiatrii dziecięcej, nie myślę tylko o samych lekarzach. Myślę o tym, co dzieje się sekundę po tym, gdy jakieś dziecko uświadamia sobie, że ma problem. Co dzieje się dalej? Jak działa społeczeństwo, rodzina, szkoła i system pomocy? Czy jest oparty nie tylko na psychiatrach, ale także na łatwo dostępnej terapii, pomocy psychologa i pedagogów szkolnych? To jest olbrzymi kryzys. Dzieci nie zwracają się ze swoimi problemami do pedagoga szkolnego. Nie czują, że znajdą u niego zrozumienie. A raport NIK mówi o tym, że w połowie szkół w Polsce w ogóle nie ma takiej osoby na etacie.

Do tego dochodzi jeszcze poczucie wstydu.

Nie jest łatwo przyznać publicznie, że mój syn czy córka próbowała się zabić. Albo, że moje dziecko jest chore na depresję. Taki rodzic często jest napiętnowany. Ludzie myślą: „Co z niego za ojciec, matka, skoro jego dziecko jest nieszczęśliwe”. Albo mówią: „Jakie dziecko może mieć w tym wieku problemy?”. Uważają, że ich jedynym problemem może być to, czy dostały czwórkę, czy piątkę ze sprawdzianu. Tymczasem, według dostępnych danych, najmłodsza osoba, która popełniła samobójstwo w Polsce, miała sześć lat. Jak podaje NIK, w latach 2017-2019 prawie 2 tys. polskich dzieci chciało się zabić. A to i tak zaniżone statystki.

Pokazuje to m.in. przypadek bohatera mojego tekstu „Miłość w czasach zarazy” Wiktora. Chłopiec rzucił się pod metro, a jego śmierć opisano jako wypadek komunikacyjny. Problem jest zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie wszyscy się znają. Często sami rodzice proszą, aby w akcie zgonu napisać, że był to wypadek albo zatrucie. Tylko po to, żeby nie wstydzić się sąsiadów albo nie usłyszeć na pogrzebie od księdza o grzeszniku, którego Pan Bóg może nie wpuścić do nieba. Pamiętajmy, że problemy młodych ludzi nie ważą mniej niż problemy dorosłych.

Moja książka pozostawia szramę w sercu, ale taką, którą warto mieć. Świadomość tego, że dzieją się takie rzeczy i przysłuchiwanie się temu, co mówią ci dzielni bohaterowie i ich rodzice, uwrażliwia. Oni uczą nas, żeby nie wstydzić się mówić o rzeczach trudnych. Uczą odpowiedzialności.

Jak w takim razie powinni zachować się rodzice, gdy zauważą, że coś niedobrego dzieje się z ich dzieckiem?

Rafał Szymański, jeden z bohaterów „Szram”, który przez lata pracował na wysokich stanowiskach dyrektorskich w różnych warszawskich korporacjach, nigdy nie myślał, że zetknie się z problemem psychiatrii dziecięcej. Do momentu aż jego nastoletnia córka nie zachorowała na depresję. Na blogu „Porcelowane aniołki”, który kiedyś współprowadził, zrobił ankietę. Zapytał rodziców o podobnych przejściach, jaki był najtrudniejszy moment w całej tej historii. Najczęściej odpowiadali, że moment diagnozy. Ten, gdy już wiadomo, co dzieje się z dzieckiem.

Mnie się wydawało, że to najlepszy moment. Przynajmniej wiadomo, z jakim problemem mają do czynienia. Ale kiedy już się wie, trzeba jakoś zareagować. Już nie ma wymówek. A oni nie mieli pojęcia, co powinni zrobić. Kiedy nasze dziecko ma katar, idziemy z nim do lekarza. Ale kiedy ma problemy psychiczne, czujemy bezradność. Nie przymykajmy oczu na pewne sygnał świadczące o tym, że z dzieckiem dzieje się coś niedobrego. I szukajmy pomocy.

Czytaj też: Jego córka próbowała popełnić samobójstwo. „Żeby walczyć z chorobą, musimy o niej mówić głośno i odważnie”

Mamy XXI wiek, a niektórzy ludzie, w tym lekarze, mają homoseksualizm za chorobę zakaźną równą ospie, a depresję za wymysł spowodowany nudą. Kiedy to się zmieni?

Mam nadzieję, że lekarzy, którzy tak myślą, jest już niewielu. Ale nie można udawać, że ich nie ma. Ten, którego opisałem w tekście „Miłość w czasach zarazy”, w ostatnich miesiącach życia 14-letniego transpłciowego Wiktora, wyśmiał go w tracie wizyty. Polecił mu spróbowanie pieszczot z chłopcami. Zeznał w prokuraturze, że jego śmierć była wynikiem ideologii gender. Nie uznawał transpłciowości, A mówimy tu o lekarzu, który pracuje w największym mieście w Polsce, w Warszawie. Nie było żadnej reakcji. Ten lekarz wciąż jest zatrudniony na swoim stanowisku.

Na szczęście większość lekarzy jest oddana swojej pracy, za co należy im się szacunek. Ja winiłbym nie lekarzy, a źle funkcjonujący system. To on tworzy bezdusznych pracowników. Mam czasem takie poczucie, że nawet gdybyśmy my, ludzie, którzy krytykują ten system, mieli popracować tak kilka lat, będąc przytłoczeni pracą, zachowywalibyśmy się podobnie.

Nie mogę o to nie zapytać. Czy pandemia coś zmieniła? Mam wrażenie, że jeszcze bardziej przenieśliśmy się do wirtualnej rzeczywistości.

Nie demonizowałabym np. social mediów. One odegrały w tym roku bardzo pozytywną rolę. W czasie gdy był zakaz wychodzenia z domu, gdy zerwały się relacje rówieśnicze, social media były jedyną szansą na kontakt. Natomiast specjaliści ostrzegają, że niepewność jutra, chaos i zamykanie ludzi w domach, przyniesie złe owoce. Jeden z lekarzy, z którym ostatnio rozmawiałem, powiedział wprost, że jeśli pandemia potrwa dłużej, będziemy mówić o największym kryzysie, z jakim współcześnie mieliśmy do czynienia. 

Czytaj też: Psycholożka Katarzyna Kucewicz: „Lockdown to sytuacja kryzysowa. Więc my też zachowujmy się kryzysowo”

Książka „Szramy. Jak psychosystem niszczy nasze dzieci” autorstwa Witolda Beresia i Janusz Schwertnera ukazała się nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

Mat.prasowe

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Depresja dzieci

„Nie popisuj się, nie wychylaj się, już nie bądź taki mądry” – mówimy do dzieci. A one to biorą do siebie

Pouczamy dzieci, uciszamy, oceniamy. Raport o dołowaniu pokazuje, jak każdego dnia, niewinnymi słowami, czasem dobrymi zamiarami, zmniejszamy w dzieciach ich wiarę w siebie.
Kamila Geodecka
06.11.2020

Akademia Przyszłości na co dzień zajmuje się pomaganiem dzieciom, które mają problemy z samoakceptacją, są zagubione, nie potrafią się odnaleźć w świecie rówieśników. To pozytywna przestrzeń, to pozytywne miejsce. Ostatnio jednak na ich stronie opublikowano „Raport o dołowaniu”. Czyta się go trudno, mimo że strona jest przejrzysta. Czyta się go trudno, bo pokazuje historie dzieci, które zostały zdołowane przez nas, dorosłych. Czasem nieświadomie, czasem nieumyślnie, czasem z dobrą intencją. Żadne usprawiedliwienie nie odda  im jednak  utraconej wiary w siebie. Zdołowane dzieci „Nie popisuj się”, „nie wychylaj się”, „już nie bądź taki mądry”. Większość z nas w dzieciństwie słyszała te słowa wielokrotnie. Skoro my nie mogliśmy próbować nowych rzeczy, nie mogliśmy podważać autorytetu  „mądrzejszych”, nasze dzieci też tego nie mogą robić. A przez to czują się nieważne. „Ja tak wcale do dzieci nie mówię” – pomyślała pewnie część z nas. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Żeby zdołować dziecko, wystarczy, że ciągle będziemy wytykać mu błędy. „Igor ma 10 lat i jest leniem. Tak o sobie mówi i tak o sobie myśli. Jego mama i tata też tak mówią. Igor uważa, że » życie jest straszne i zawsze może być gorzej « . Koledzy rzadko go odwiedzają, bo » nic ciekawego nie ma « . Każde zdanie zaczyna od » nie wiem « . Nawet jeśli wie” – czytamy w raporcie. Zagłaskane dzieci Dzieciom potrzebna jest przestrzeń do rozwoju. Dając im ciągłe zakazy, nakazy i wyręczając je w wielu sytuacjach, wcale nie ułatwimy dzieciom życia. I nie chodzi tu jedynie o nadopiekuńczych rodziców czy dziadków, którzy chcą wykonywać...

Czytaj dalej
Aleksandra Pezda
Piotr Porebsky

Rodzice przemycają medyczną marihuanę dla swoich dzieci, bo w Polsce nie mogą jej kupić

Medyczna marihuana pomaga chorym z lekooporną padaczką, glejakiem, stwardnieniem rozsianym. Nie można jednak jej dostać w aptekach, a lekarze boją się ją przepisywać swoim pacjentom.
Bartosz Janiszewski
02.10.2020

Jeśli jest coś, co pomaga chorym, to nie powinniśmy się wahać ani sekundy. Nieważne są wtedy nasze uprzedzenia, polityka, kultura ani religia. Chory powinien dostać to, co go leczy. Natychmiast”. Z Aleksandrą Pezdą, autorką książki „Zdrowaś Mario. Reportaże o medycznej marihuanie”, rozmawia Bartosz Janiszewski. Bartosz Janiszewski: Publicznie przyznam ci się do przestępstwa. Załatwiałem olej z konopi bliskiej osobie chorej na glejaka. Aleksandra Pezda: Wcale mnie to nie dziwi. Odkąd zaczęłam pracę nad książką o medycznej marihuanie, nie było dnia, żebym nie usłyszała historii o kimś, kto łamie prawo, żeby zdobyć ten lek. Ponad milion osób w Polsce choruje na raka i gwarantuję ci, że większość z nich słyszała, że marihuana pomaga w walce z nowotworem oraz niweluje skutki uboczne chemioterapii. Padaczka lekooporna u dzieci – to samo: każdy rodzic wie o marihuanie. Chorzy na stwardnienie rozsiane albo już się leczą marihuaną, albo szukają sposobu, żeby to zrobić. I nikt o tym głośno nie mówi? Tabu? Strach? Chorzy wiedzą, że to jest coś, co może im pomóc, mimo że to nielegalne. Wiedzą też lekarze, ale większość udaje, że to nieprawda. Pacjenci boją się więc ryzykować. Poznałam wiele historii, które udowadniają, że strach jest uzasadniony. Jeden z moich bohaterów, Karol, spróbował marihuany, kiedy miał 30 lat, a od 10 cierpiał na chorobę Leśniowskiego-Crohna. To całkowicie upośledza pracę jelit. Przez lata przyjmował tonę leków, bez rezultatów. Lekarze wycięli mu część jelita, założyli stomię, żywił się kleikiem, tracił siły. Wreszcie kupił trawkę od dilera, zapalił i brzuch przestał go boleć, a trawienie wróciło do normy. Ale marihuana od dilera z ulicy jest droga, a jej jakość niepewna – nie wiesz, czy dla zarobku diler czegoś do niej nie dodał....

Czytaj dalej
Pexels.com

Rodzice patrzą na dziecko i myślą: „Buntuje się, to normalne”. A ono ma depresję i cierpi

„Ból przechodzenia z dzieciństwa w dorosłość jest tak trudny, że nie każde dziecko sobie z tym radzi” – mówi w rozmowie z nami Dorota Minta, psycholog.
Sylwia Arlak
27.10.2020

Jak nie pomylić depresji z nastoletnim buntem? Jak wspierać swoje dziecko  kryzysie, a nie dodatkowo je obarczać? Czy dzieciom jest dzisiaj trudniej, czy łatwiej niż ich rodzicom w tym samym wieku? Rozmawiamy z psycholożką kliniczną Dorotą Mintą. Depresja u nastolatków Sylwia Arlak: Nastolatek zamyka się w pokoju, wybucha złością, zamiast rozmawiać w domu, cały czas wisi na telefonie. Czy już powinnam być zaniepokojona? Dorota Minta: To normalne, że nastolatek przestaje być tak blisko rodziców i zaczyna spędzać więcej czasu z rówieśnikami. To oni stają się dla niego ważniejsi niż to, co myślą i mówią do niego rodzice. Musimy się z tym pogodzić, że trochę schodzimy na drugi plan. Niepokojące może być to, że nagle zaczyna inaczej się zachowywać, np. staje się agresywne albo wycofane. Jakie największe błędy popełniamy, jako rodzice? Najważniejsza jest więź między nami, a na nią pracuje się latami. Często zapominamy, że dzieci są niezależnymi  osobami. Że mają prawo do bycia innymi niż my, dorośli. Że mogą mieć inne pomysły na życie, inne poglądy, lubić inne rzeczy. Chcemy za nie decydować, mówimy im, co mają robić, jak mają się zachowywać, jak mają się ubierać. Dzieci przestają być niezależne, więc w pewnych momencie zaczynają się buntować.  Poza tym trochę nie umiemy rozmawiać ze sobą. Wszyscy. Wracając do domu, opowiedzmy, co nam się wydarzyło, kogo spotkaliśmy. Co nas zdenerwowało albo rozśmieszyło. W ten sposób prowokujemy dziecko do opowiadania o tym, co jest  dla niego ważne. Wprowadzajmy dzieci w świat rozmowy, ale nie zmuszajmy ich do niej. Jakie są zatem największe zagrożenia dla współczesnych nastolatków? Na pewno substancje psychoaktywne – od alkoholu i papierosów zaczynając, kończąc na uzależnieniu...

Czytaj dalej
Pexels.com

Depresja u nastolatka. Jak poznać, że dziecko cierpi?

Kiedy dziecko zaczyna dojrzewać, zmienia się. To naturalny proces. Ale nagłe zmiany zachowania zawsze powinny zwrócić uwagę rodzica.
Sylwia Arlak
09.10.2020

Etap dojrzewania jest trudny zarówno dla dziecka, jak i rodzica, który często nie wie, jak reagować na zmiany w jego zachowaniu. Zastanawia się, czy to „bunt nastolatka”, a może jednak „złe towarzystwo” albo „zgubny wpływ internetu”? Czy powinien odpuścić, przeczekać trudny moment czy może zaostrzyć dyscyplinę? Jak czytamy na stronie forumprzeciwkodepresji.pl, nie ma na to uniwersalnej odpowiedzi. Czasem jednak mogą to być symptomy poważnej choroby — depresji. Szacuje się, że od 10 proc. do 15 proc. młodzieży cierpi z powodu zaburzeń depresyjnych, a niektóre dane wskazują, że objawy depresyjne można stwierdzić nawet u co trzeciego nastolatka. Jedno jest pewne — nagłe zmiany zachowania zawsze powinny zwrócić uwagę rodzica. Depresja u nastolatka. Co powinno zwrócić szczególną uwagę? Jeśli u twojego dziecka występuje większość z poniższych objawów przez co najmniej dwa tygodnie: Drażliwość, chwiejność nastroju, impulsywność, pobudzenie psychoruchowe, Obniżony nastrój, apatia, niechęć do aktywności, które wcześniej sprawiały radość, Wycofanie z relacji z rówieśnikami i rodziną, brak energii, bezczynność, Pogorszenie zdolności intelektualnych: problemy z koncentracją, pamięcią, gorsze stopnie w szkole Zmiana apetytu — jego brak, chudnięcie lub przeciwnie — objadanie się Zbyt mało lub zbyt dużo snu. Nocna aktywność, niechęć do wstawania rano Skargi na nudę, poczucie beznadziei Zaniechanie dbałości o wygląd Krytycyzm wobec siebie, nadwrażliwość z powodu odrzucenia, poczucie winy Nasilone skargi na dolegliwości fizyczne — bóle brzucha, głowy Autoagresja, samookaleczanie się Odurzanie się (alkohol, leki, narkotyki) Zainteresowanie tematyką śmierci i samobójstw. Czytaj...

Czytaj dalej