Bądźmy w kontakcie. Dlaczego poczucie wspólnoty jest ważne?
Adobe Stock

Bądźmy w kontakcie. Dlaczego poczucie wspólnoty jest ważne?

Izolacja społeczna oddziela nas od siebie. Tymczasem neurobiologia udowadnia, że samotność może być takim samym zagrożeniem dla życia jak brak pożywienia.
Aleksandra Nowakowska
22.04.2020

Przez pandemię znaleźliśmy się w sytuacji traumy. Teraz jest moment, w którym większość z nas zapada się w siebie. Psycholodzy, którzy pomagają w przejściu przez doświadczenia katastrof czy wypadków, na początkowym etapie pomocy nie nakłaniają do analizy uczuć. Są po prostu obok, wspierają obecnością. Mózg w tym czasie sam radzi sobie z traumatycznymi doświadczeniami. Na psychoterapię przyjdzie czas, gdy poczujemy się bezpieczniej. Obecnie możemy oddalać się od siebie, ale właśnie teraz najbardziej potrzebny jest nam kontakt z drugim człowiekiem – zwyczajna rozmowa. To ważne, żebyśmy w niedalekiej przyszłości nie odczuli groźnych skutków samotności.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Samotność jak głód

Uznawana jest za współczesną chorobę społeczną. Amerykańskie Towarzystwo Psychologicznej ogłosiło, że samotność bardziej zwiększa prawdopodobieństwo śmierci niż otyłość. Brak powiązań społecznych działa szkodliwie na zdrowie tak jak wypalenie 15 papierosów dziennie lub picie alkoholu każdego dnia. Brak kontaktu z ludźmi – jak udowodniono naukowo – przekłada się na zaburzenia nastrojów, stany depresyjne i lękowe. Po epidemii SARS w 2003 roku od 10 do 29 proc. osób po kwarantannie cierpiało na zespół stresu pourazowego (PTSD).

Badania nad samotnością od 20 lat prowadzi neurobiolog John Cacioppo z University of Chicago, który definiuje ją jako „wrażenie izolacji społecznej”. Naukowiec sprawdził, że samotność jest takim samym zagrożeniem dla życia jak głód. Więzi z ludźmi potrzeba nam w równym stopniu co jedzenia i wody. Życie w warunkach zanieczyszczenia powietrza zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci o 5 procent, otyłość – o 20 proc., nadmierne spożywanie alkoholu – o 30 proc. A życie w samotności podnosi to ryzyko aż o 45 proc.! Ryzykujemy życiem, kiedy brakuje nam interakcji i poczucia przynależności – intymnego związku, przyjaźni, spotkań rodzinnych, relacji z członkami społeczności.

Należymy do stada

Amerykański psycholog John Grohol, który jest redaktorem naczelnym portalu Psych Central, pisze, że zachowanie dwóch metrów odległości fizycznej nie powinno oznaczać braku kontaktów. Zauważa, że dystans społeczny jest czymś dokładnie odwrotnym, niż to, czego potrzebujemy podczas klęsk żywiołowych. W czasie takich wstrząsów ważne jest, aby pozostawać w kontakcie z ludźmi, którzy mają dla nas znaczenie. Dzięki temu czujemy się, jakbyśmy należeli do tej samej grupy. Poczucie przynależności buduje poczucie bezpieczeństwa. A ono teraz jest najbardziej zagrożone. Psychologowie, badający procesy grupowe, mówią, że przynależność do wspólnoty sprawia, że nie dyskryminujemy innych. Podczas pandemii możemy czuć się częścią grupy, ponieważ wszyscy jesteśmy narażeni nie tylko na zachorowanie na COVID-19, ale także na przenoszenie go na innych.

Według Johna Cacioppo jesteśmy bardziej przystosowani do funkcjonowania w ramach wzajemnych zależności niż do niezależnego istnienia. Wynika to z naszych uwarunkowań neurologicznych, hormonalnych i genetycznych. Zdaniem naukowca dorosłość nie oznacza, żeby stać się autonomicznym i samotnym, lecz kimś, na kim można polegać. Nasze mózgi pod tym właśnie kątem zostały zaprogramowane. Źródłem siły człowieka jako przedstawiciela gatunku społecznego, wcale nie jest jego indywidualizm, lecz kolektywna zdolność wspólnego planowania, porozumiewania się i pracy.

W trybie przetrwania

Brené Brown, znana badaczka ludzkich uczuć, autorka bestsellerów i profesorka University of Houston, w książce „Z odwagą w nieznane. Jak znaleźć poczucie przynależności bez utraty siebie” pisze, że samotność to nie tylko stan smutku. To przede wszystkim stan niebezpieczny, ponieważ poza granicami społecznymi mózg aktywizuje instynkty samozachowawcze. Kiedy jesteśmy samotni, dla mózgu najważniejsze jest przetrwanie. Obniża się wówczas poziom empatii, nasilają zachowania obronne, gorzej śpimy. Wyolbrzymiamy lęki i wątpliwości, snujemy nieprawdziwe wizje lub katastroficzne interpretacje zdarzeń.

Poczucie samotności z czasem się wzmaga i powstrzymuje nas przed nawiązywaniem kontaktów z ludźmi. Brené Brown pisze, że powinniśmy nauczyć się ją rozpoznawać, dostrzec w niej sygnał ostrzegawczy i zareagować poszukiwaniem więzi. Jeszcze przed pandemią Brown napisała: „Wydaje mi się, że dzisiejszy świat skarży się na złamane serce”, „Jesteśmy samotni i oderwani od wszystkiego. Jesteśmy przerażeni. Tak bardzo przerażeni. Zamiast razem tańczyć i się modlić, uciekamy od siebie. Zamiast promować szalone innowacyjne pomysły, które mogłyby zmienić wszystko, siedzimy cicho w naszych bunkrach lub krzyczymy na siebie z odległości”. Dlaczego tak postępujemy? Ze strachu – przed odsłonięciem się, krzywdą, bólem wynikającym z utraty więzi, konfliktem, krytyką, porażką, niespełnieniem standardów.

Samotność nasila strach

Brown jako Amerykanka ma za sobą doświadczenie traumy po wydarzeniach z 11 września. Pisze, że przyglądała się, jak strach niczym walec przejeżdża po rodzinach, organizacjach, społecznościach. Jeśli lęk się w nas zakorzenia, kształtuje model życia oparty na gniewie i skłonności do oskarżeń. Jeśli przestaniemy się ze sobą kontaktować i nie będziemy pielęgnować w sobie poczucia wspólnoty, pandemia koronawirusa może spowodować, że zaczniemy zwracać się przeciwko sobie. Podziały zaczną się pogłębiać, podobnie jak poczucie izolacji. W takich warunkach społecznych ludzie zaczynają kierować się przekonaniem, że nie dla wszystkich wszystkiego wystarczy.

Trauma zachęca do jednoczenia się, ale przez krótki czas, kiedy koncentrujemy się na zadaniu. Akcje wspólnotowe z czasem zastygają. Kiedy lęk staje się globalny, określone grupy ludzi stają się ofiarami systemowych ataków, obserwuje się nasilenie mowy nienawiści w mediach społecznościowych. Przed wpadaniem w spiralę strachu i samotności uchronić nas może okazywanie wrażliwości. Brené Brown namawia do zwykłego kontaktowania się, ponieważ jest to podstawa budowania autentycznych więzi. Lepiej wspólnie przeżyć krzywdę, zamiast ją zadawać. W odnajdywaniu drogi do siebie pomogą nam życzliwe słowa, wzajemna pomoc w potrzebie i odwaga, aby być dla kogoś drugiego.

Jak sobie radzisz?

John Grohol zachęca czytelników Psych Central, żeby utrzymywali kontakty ze współpracownikami, przyjaciółmi i dalszą rodziną. Sieci społecznościowe, wideokonferencje, podcasty, transmisje na żywo, SMS-y, e-maile pozwalają nam pozostawać w kontakcie lepiej niż kiedykolwiek wcześniej w historii naszej cywilizacji  –  przekonuje. Możemy przeprowadzać czaty grupowe za pośrednictwem usług takich jak Zoom lub Google Hangouts, oglądać wspólnie programy telewizyjne, grać w gry sieciowe. A jeśli ktoś woli staromodne listy lub telefon – to też działa. 

Straszna rzecz, jaką jest pandemia, może stać się doskonałą okazją do okazywania empatii i budowania poczucia przynależności. Wszyscy przecież staramy się walczyć z niewidzialnym wrogiem, mając na uwadze najsłabszych – starszych, przewlekle chorych, przebywających w domach spokojnej starości. Na poziomie indywidualnym to ważny czas, aby dotrzeć do przyjaciół, zwłaszcza tych, z którymi nie słyszeliśmy się od jakiegoś czasu. Upewnijmy się, że wszystko u nich w porządku. Zapytajmy, jak sobie radzą: „Hej, ta pandemia budzi mój lęk, boję się o przyszłość, a ty?”

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Bańka mydlana
getty imags

Brené Brown: „Twoja wrażliwość to twoja siła – dzięki niej możesz żyć pełnią życia”

Pozwólmy sobie na smutek i wstyd
Sylwia Niemczyk
30.01.2020

Nie możemy wybierać sobie uczuć. Nie można powiedzieć: tu jest smutek i wstyd – ja tego nie chcę. Jeśli zagłuszymy bolesne emocje, to zagłuszymy też radość i szczęście”, mówi prof. Brené Brown, badaczka, której 20-minutowy wykład o tym, jak żyć, obejrzało już 45 milionów ludzi na świecie. Zagłuszanie emocji jest możliwe, a nawet można powiedzieć, że bardzo proste. Znamy sposoby: jedzenie, niejedzenie, alkohol, praca. „Rzecz w tym, dlaczego to robimy?” – pytała prof. Brené Brown podczas konferencji TEDx w Houston w 2010 roku. Kiedy przyjęła na nią zaproszenie, zaplanowała krótki wykład o tym, co zawsze: o badaniach, które od lat prowadziła nad emocjami na Uniwersytecie w Houston. Ale dzień przed występem zmieniła zdanie. Zdecydowała, że, owszem, opowie o badaniach – ale również o sobie.  Wykład trwał 20 minut. Zeszła ze sceny, dojechała do domu, a rano obudziła się z najgorszym na świecie kacem moralnym. Uświadomiła sobie, co właściwie się stało poprzedniego dnia: stanęła przed pół tysiącem obcych ludzi i opowiedziała im o swoich najsłabszych punktach, wychyliła się zza maski naukowca, przyznała do załamania nerwowego i psychoterapii. Przez kolejne trzy dni nie wyszła z domu. Pocieszała się tym, że 500 osób przed sceną to jeszcze nie cały świat, za jakiś czas nikt już nie będzie pamiętał o jej kompromitacji.  Tyle że pół roku później TEDx zamieścił jej przemówienie na swojej stronie i z tamtych 500 osób najpierw zrobił się tysiąc, potem milion, a potem kilkanaście i kilkadziesiąt milionów – jak gdyby któregoś dnia wszyscy ludzie z dostępem do internetu nagle zadali sobie to samo pytanie: kim właściwie jest Brené Brown i jak może zmienić ich życie? Prof. Brené Brown od...

Czytaj dalej
kobieta w fotelu w domu
Adobe Stock

Ekstrawertyk to urodzony przywódca, ale też łatwiej go zmanipulować niż introwertyka

Introwertyk ceni swoją samotnię, ale to wcale nie znaczy, że nie lubi ludzi. Po prostu jego życie towarzyskie polega na czymś innym niż płytkie pogawędki – woli spotkania w cztery oczy, spokojną, pogłębioną rozmowę. I ciszę.
Aleksandra Nowakowska
11.05.2020

Introwertycy są często określani jako nieśmiali, ale utożsamianie introwertyzmu z nieśmiałością może być błędem. Pierwsze oznacza, że samotność często bywa świadomym wyborem i jest komfortowa, bycie nieśmiałym natomiast oznacza skazywanie się na niechciane odosobnienie z powodu lęku przed przebywaniem z ludźmi. Wielu introwertyków na równi z samotnością lubi towarzystwo, pytanie tylko: – jakich ludzi oraz w jakim wymiarze czasowym. Chodzi tu też o jakość relacji oraz tematy rozmów. Introwertyk: czy warto wyjść z domu? Typowy introwertyk będzie ukrywał się w dziale mrożonek w supermarkecie, kiedy na horyzoncie ujrzy kolegę z klasy, z którym od lat nie miał kontaktu. Introwertycy czują lęk przed powierzchownymi pogawędkami, ponieważ w ich odczuciu nie mają one sensu i są fałszywe. Podczas small talku czują barierę między ludźmi, która dla ekstrawertyków nie istnieje. Preferują poważniejsze rozmowy, często nawet filozoficznej natury. Pomiędzy sklepowymi półkami, na ulicznym chodniku czy na imprezie nie ma do tego warunków. Tak zwane „gadanie o niczym” wyczerpuje ich, frustruje i nudzi. W przeciwieństwie do ekstrawertyków, którzy ze spontanicznych, przypadkowych spotkań i rozmów czerpią energię, introwertycy – ją tracą. Po przypadkowej pogawędce z dawno niewidzianą koleżanką z podstawówki marzą tylko o tym, żeby wrócić do domu, żeby w ciszy i samotności odzyskać chęć do życia. Kontakt z własnymi emocjami, chwila spokoju pozwala im na nowo poczuć się grunt pod nogami. W samotności odzyskują poczucie kontroli, ładują akumulatory życiowej energii. Żeby na nowo opuścić swoją ukochaną domową samotnię, potrzebują czasu do namysłu. Spontaniczne wyjścia na imprezy to dla nich zbyt duży stres. Potrzebują zastanowić się,...

Czytaj dalej
CO TO JEST PERFEKCJONIZM, I DLACZEGO GROZI WYPALENIEM ZAWODOWYM?
Adobe Stock

Perfekcjonizm – co to jest i dlaczego grozi wypaleniem zawodowym?

Czy jest coś złego w tym, że chce się zrobić coś idealnie? Nie. A czy jest coś złego w tym, że wszystko i zawsze chce się zrobić idealnie? Zdecydowanie tak! Dlaczego perfekcjonizm może doprowadzić do wypalenia zawodowego?
Karolina Morelowska-Siluk
30.10.2020

Wysoko postawiona poprzeczka sprawia, że staramy się, by jak najlepiej wykonać zadanie, doskonalimy się, rozwijamy, nie poddajemy. Rozwój daje satysfakcję, ale jeśli wspomniana poprzeczka w każdej dziedzinie zawieszona jest w chmurach, a my czujemy przymus, by osiągnąć ideał we wszystkich sferach życia – oznacza to, że mamy problem. Bo dążenie do ideału, który – jak wiadomo – nie istnieje, skazuje nas na ciągłe życie z poczuciem rozczarowania, niezadowolenia, aż w końcu na frustrację. Perfekcjonizm, bo o nim mowa, nigdy nie pozwoli zaznać spokoju, spełnienia. Bo perfekcjonista nie zna półśrodków, wyniki, efekty jego działania mogą być albo doskonałe, albo beznadzieje, białe lub czarne, nie ma mowy o tym, by robić coś wystarczająco dobrze, by być wystarczająco dobrym. Objawy perfekcjonizmu  Oto zachowania, które wskazują, że jesteśmy w pułapce perfekcjonizmu:  punktualność lub nadmierna skrupulatność (np. wielokrotne sprawdzanie smsów czy mejli przed ich wysłaniem) przygotowywanie bardzo szczegółowych list „co trzeba wykonać” eksploatowanie się w pracy bądź przeciwnie – odwlekanie wszystkiego, bo „lepiej tego to nie zrobić, niż zrobić niedoskonale”. kłopoty z podejmowaniem decyzji, dokonywaniem wyborów, bo: „przecież na pewno będą nietrafione” poprawianie, pouczanie innych, odczuwanie wściekłości, kiedy ktoś zrobi coś po swojemu, czyli niezgodnie z naszym „idealnym” planem  brak umiejętności delegowania odpowiedzialności – „sam/a zrobię to najlepiej”  kompletny brak elastyczności, obsesyjne trzymanie się sztywnych zasad  uzależnianie swojego poczucia wartości od tego, co myślą o nas inni, uzależnienie od pochwał  ekstremalnie silne, wręcz histeryczne...

Czytaj dalej
Raport o biedzie
Materiały prasowe Szlachetnej Paczki

Pani Lucyna marzyła o ogródku dla wnucząt. Musi przetrwać za 6,80 zł dziennie – Raport o biedzie

„Paweł w przyrodniej rodzinie był bity, poniżany, zastraszany. Nikt nie reagował, dopóki »bliscy« nie skatowali go tak, że trafił do pogotowia opiekuńczego” – tegoroczny „Raport o biedzie” jest pełen takich historii.
Kamila Geodecka
30.11.2020

„Raport o biedzie” co roku pokazuje nam, jak duża liczba osób w Polsce żyje w biedzie. Część nich jest skrajnie samotna, chora, bez ogrzewania w domu i ciepłej wody. Należą do nich także dzieci, które musiały dorastać w domu przemocowym, biednym czy patologicznym. U niektórych całą sytuację życiową zmienił wypadek. Oto historie tych ludzi. Dzieciństwo Gdy Paweł miał 7 lat, zmarł mu ojciec, dlatego chłopiec musiał zostać przeniesiony do rodziny zastępczej, gdzie bito go i znęcano się nad nim. Zaraz przed 18. urodzinami trafił pod opiekę swojej mamy, której zainteresowanie synem trwało tak długo, jak mogła korzystać z przydzielonej mu renty socjalnej. O tym, że matka pobiera na niego jakiekolwiek pieniądze, dowiedział się dopiero po 5 latach. „Załamany, nie miał już siły, by domagać się zadośćuczynienia. Tym bardziej że coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Epilepsja, uszkodzony wskutek pobicia błędnik, rzadka genetyczna choroba – zespół Ushera, przez którą stopniowo coraz mniej widzi i słyszy. Czasami wydaje mu się, że to nawet lepiej”. Prawie połowa rodzin z dziećmi, którym pomogła akcja Szlachetna Paczka, nie miała w domu komputera. 300 tys. dzieci w Polsce żyło w minionym roku w skrajnym ubóstwie. Dodatkowo raport wskazuje na to, że to bieda może być konsekwencją tak wielu odnotowanych prób samobójczych wśród nastolatków. W 2019 roku statystycznie trzech nastolatków dziennie próbowało odebrać sobie życie. Los Pani Aneta miała dom i rodzinę: męża, dwóch synów i córkę. Czasami zdarzało jej się narzekać na monotonię. Dziś do bezpiecznego i stabilnego życia bardzo tęskni. Mąż niespodziewanie zmarł, potem została zwolniona z pracy. Przeprowadziła się do małego mieszkania i starała się wiązać...

Czytaj dalej