Altruizm – co to znaczy? Jak rozpoznać altruistę we współczesnym świecie?
Pexels.com

Altruizm – co to znaczy? Jak rozpoznać altruistę we współczesnym świecie?

Altruizm to przeciwieństwo egoizmu. Bezinteresowna pomoc innym może dać nam dużo satysfakcji, ale niesie za sobą też pewne zagrożenia.
Sylwia Arlak
03.02.2021

Czy altruizm istnieje we współczesnym świecie? Choć mówi się, że żyjemy w epoce egoizmu, wystarczy spojrzeć na wolontariuszy, którzy poświęcają swój czas, by pomóc innym. Współczesnym altruistą może być np. ktoś, kto pomaga starszym sąsiadkom zrobić zakupy albo osoba, która nieodpłatnie udziela korepetycji.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Altruizm – skąd się wziął?

Słowo „altruizm” wywodzi się od łacińskiego słowa „alter” (czyli „inny”, „drugi”). Termin ten pojawił się już w czasach pozytywizmu, a za jego twórcę uważa się francuskiego filozofa Augusta Comte’a.

Co to jest altruizm?

Altruizm to rodzaj zachowania, który polega na działaniu na korzyść innych. Altruista dobrowolnie i bezinteresownie rezygnuje z jakichś dóbr (np. z własnego czasu) na rzecz drugiej osoby bądź grupy. Jego priorytetem jest dobro i troska o innych. Przeciwieństwem altruizmu jest egoizm

Czytaj też: Toksyczna pozytywność to nie to samo, co okazanie wsparcia. Tego nie powinnaś mówić innym ludziom

Cechy altruistów

Altruistów cechuje przede wszystkim bezinteresowność. Altruista nie zastanawia się, jakie korzyści przyniesie mu pomoc, ani jakie ewentualne szkody będzie zmuszony ponieść. Nie szuka poklasku, wręcz przeciwnie, często stara się pozostać anonimowym. Jeśli pojawia się jakikolwiek interes własny (nawet ten minimalny), wówczas mówimy nie o altruizmie, a o przysłudze.

Altruiści angażują się sprawy innych osób. Są niezwykle empatyczni. Przeżywają ich cierpienia, choroby, bolączki i wypadki tak, jakby spotkały ich samych. To osoby pozytywnie nastawione do życia. Potrafią cieszyć się z małych rzeczy. Traktują każdą przeszkodę jak wyzwanie, nie problem. Altruistą nie może być osoba, która boryka się z czymś trudnym i lgnie do ludzi z jeszcze większymi problemami tylko dlatego, żeby samemu poczuć się lepiej.

Altruista wierzy w tzw. karmę. Wie, że dobro wraca i że niosąc pomoc, za jakiś czas sam może jej potrzebować i również może ją otrzymać bezinteresownie. Nie jest to jednak główny motor jego działania. Altruista działa przede wszystkim dla własnej satysfakcji. Chce dobrze dla innych i sam dobrze się z tym czuje. Pomoc sprawia mu radość. Czuje się potrzebny i dowartościowany.

O tym, że działania altruistyczne podnoszą wewnętrzne poczucie wartości, mówi badanie Jane Piliavin, profesor na wydziale socjologii na Uniwersytecie w Wisconsin. Prawie wszyscy pytani krwiodawcy przyznawali, że oddanie krwi „poprawiło ich samopoczucie” i było „źródłem satysfakcji”

Altruizm – zagrożenia

Altruizm niesie za sobą też pewne zagrożenia. Altruista powinien uważać na fałszywych przyjaciół, którzy mogą wykorzystywać jego dobroć i czerpać korzyści z niesionej przez niego pomocy. Altruista nie powinien być zbyt uległy. Dobrze, by był asertywny i nauczył się odmawiać, gdy niesiona pomoc miałaby być niezgodna z wyznawanymi przez niego wartościami.

Altruiści bywają bardzo surowi wobec siebie. Często są perfekcjonistami, przez co miewają gorsze samopoczucie, czują się wypaleni, a nawet zmagają się ze stanami depresyjnymi. Skrajny altruizm może doprowadzić do zaburzeń psychicznych. Altruista powinien pamiętać, że niezależnie od tego, jak bardzo będzie się starał, nie pomoże wszystkim ludziom na świecie. Nie powinien też pomagać kosztem własnego zdrowia. To droga donikąd. Trzeba też pamiętać, że nie każdy oczekuje pomocy, więc gest altruisty może zostać odebrany negatywnie.

Czytaj też: Moje dziecko choruje na depresję. Jak mogę mu pomóc?

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mediacje rodzinne
Getty Images

Rozwód? Mediacje rodzinne to ostatnia szansa przez rozpadem związku

Mediacje rodzinne może uchronić przed rozwodem albo sprawić, że rozwód przebiegnie spokojniej. Na czym polegają? Pytamy mediatorki, Anny Cebulko.
Karolina Rogalska
21.10.2018

Z perspektywy mediatorki widzę, jak często mamy kłopot w kontaktach z bliskimi. Nie rozmawiamy z partnerami o tym, co nas niepokoi. Nie komunikujemy potrzeb. Robimy to dopiero wtedy, gdy jesteśmy już ekstremalnie wściekłe i sfrustrowane. A skrajne emocje blokują nam możliwość porozumienia” – mówi w „Urodzie Życia” Anna Cybulko, wykładowczyni i mediatorka w sprawach cywilnych i rodzinnych. Karolina Rogalska, „Uroda Życia”: Mediacje rodzinne to takie rozmowy ostatniej szansy. Skrajne emocje. Pewnie się pani nasłucha płaczu, krzyków? Anna Cybulko:  Emocji jest rzeczywiście dużo. Podczas mediacji ludzie zwykle bardzo szybko wchodzą w te same schematy reagowania, które stosują, kłócąc się w  domu. Czasem destrukcyjne: agresywne, sarkastyczne, przemocowe. Rola mediatora polega między innymi na tym, żeby pomóc im te schematy dostrzec, przewentylować emocje. Żeby ludzie mogli się wzajemnie spotkać, usłyszeć, porozumieć. I wypracować wspólnie rozwiązania, które zadowolą obie strony sporu. Część par na mediacje zgłasza się z własnej inicjatywy, czasem takie rozwiązanie proponuje sąd. Ale zawsze naczelną zasadą jest dobrowolność – ludzie muszą chcieć się dogadać. Najtrudniejsze jest pierwsze spotkanie. Potem już jest tylko lepiej. Co podsyca konflikt? Powodów może być wiele. Podzieliłabym je roboczo na trzy poziomy. Pierwszy to różnice społeczne: odmienne potrzeby, wartości, oczekiwania, style życia, konteksty rodzinne, w których się wychowywaliśmy. Drugi to poziom indywidualny. Tu przeszkody mogą być natury psychologicznej: brak poczucia bezpieczeństwa, stabilności czy własnej wartości. Ostatni, ten najbliższy mojej pracy, to poziom komunikacyjny. Z perspektywy gabinetu widzę, jak duża część z nas ma z tym kłopot. Nie rozmawiamy z partnerami...

Czytaj dalej
medytacja techniki
Getty Images

Zabiegana? Bez tchu? Weź oddech, zwolnij, zobacz, co da ci medytacja

Nie tylko uspokaja umysł, ale też dyscyplinuje nasze myśli.
Karolina Stępniewska
21.10.2018

Po co nam medytacja? Choćby po to, że pośpiech, życie pod presją czasu, zadań, zobowiązań i natłoku negatywnych uczuć sprawiają, że nie poświęcamy uwagi temu, co w danej chwili robimy. A medytacja prowadzi do spokoju i radości. Polecamy ją także dlatego, że dyscyplinuje i uspokaja umysł, a jednocześnie utrzymuje nas w stanie czujności i uwagi. W efekcie zmienia nasz sposób doświadczania i rozumienia rzeczywistości. Nawet całkiem prozaiczne czynności – mycie naczyń, sprzątanie – mogą nas udoskonalać wewnętrznie. „Zmywanie jest medytacją. Jeśli nie umiesz zmywać, utrzymując pełną świadomość, to siedząc w ciszy, też nie nauczysz się niczego” – mówi mistrz zen Thich Nhat Hanh. Co daje medytacja? Po  co nam medytacja? Medytacja to praktyka, która dyscyplinuje i uspokaja umysł, a jednocześnie utrzymuje nas w stanie czujności i  uwagi. W efekcie zmienia nasz sposób doświadczania i rozumienia rzeczywistości. Prowadzi do spokoju i radości. Pośpiech, życie pod presją czasu, zadań, zobowiązań i natłoku negatywnych uczuć sprawiają, że nie poświęcamy uwagi temu, co w danej chwili robimy. Myślami ciągle jesteśmy gdzie indziej. Niby żyjemy, ale nie doświadczamy życia. I nie cieszymy się jego urodą. Historia medytacji Medytacja, powszechnie kojarzona głównie z buddyzmem, jest obecna w wielu tradycjach religijnych i ścieżkach duchowych. W Indiach była szeroko praktykowana już ponad trzy tysiące lat temu. Wiele systemów medytacji powstało w starożytnej Europie, w średniowieczu była stosowana przez mistyków chrześcijaństwa i islamu. Z czasem przestała być jedynie praktyką religijną, obecnie medytują miliony ludzi na całym świecie, niezależnie od wyznania. „By odnieść korzyści z medytacji, można być katolikiem, protestantem, wyznawcą judaizmu lub niewierzącym....

Czytaj dalej
Fotolia

Joga - oczyszcza umysł i ciało oraz... zapewnia udany seks!

Marzysz o satysfakcjonującym seksie? Uprawiaj jogę!
Anna Feliga
03.10.2016

O prozdrowotnych właściwościach jogi wiadomo nie od dziś. Jej regularne uprawianie niesie za sobą szereg korzyści, dlatego grono zwolenników tej staroindyjskiej praktyki stale się powiększa. Okazuje się, że ma ona nie tylko pozytywny wpływ na ciało i umysł, lecz także poprawia jakość seksu. Pragniesz doświadczać chwil uniesienia w sypialni? Zamiast zażywania leków, które mogą wywołać szereg skutków ubocznych, zapisz się na zajęcia jogi! Możesz również trenować w domu! Przedstawiamy, że joga i seks mają ze sobą więcej wspólnego, niż może się wydawać! 6 korzyści płynących z jogi, które mogą polepszyć seks 1. Podniesienie poziomu libido Stres to jeden z zabójców numer jeden popędu seksualnego. W wyniku jego działania ochota na seks maleje, w wielu przypadkach drastycznie. Jednym z najskuteczniejszych pogromców stresu jest joga. Dzięki ćwiczeniom oddechowym, które odgrywają w niej kluczową rolę, dochodzi do rozładowania napięcia emocjonalnego. Za ich sprawą osiągamy spokój wewnętrzny, czujemy się szczęśliwi i zrelaksowani. Z badań wynika, że regularne uprawianie jogi obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu). W efekcie wzrasta nasz apetyt na miłosne igraszki w sypialni. 2. Zwiększenie wrażliwości na dotyk Uprawianie tej formy gimnastyki ma zbawienny wpływ na układ krążenia, co stanowi kolejny argument na to, że joga i seks idą w parze. Podczas wykonywania ćwiczeń oddechowych zwiększa się przepływ krwi do narządów płciowych , co sprawia, że stajemy się wrażliwsi na dotyk, który, jak wiadomo, jest jednym z najbardziej aktywnych zmysłów w sypialni... 3. Wzmocnienie orgazmu  Niektóre pozycje jogi działają podobnie jak ćwiczenia Kegla, mianowicie wzmacniają mięśnie dna miednicy. Im silniejsze i elastyczniejsze mięśnie, tym...

Czytaj dalej
Wieża Eiffla
getty images

Miłość po zdradzie – czy każdy związek można posklejać?

Pokonując kryzys, dajemy sobie szansę na lepsze życie
Karolina Rogalska
19.02.2020

Warto walczyć o każdy związek, nawet ten, w którym doszło do zdrady. Zanim jednak zdecydujemy się na powrót do siebie, oboje musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy moja miłość jest większa niż twoja wina?”. Od tego zacznijmy – mówi psychoterapeutka Krystyna Mierzejewska-Orzechowska. Karolina Rogalska, „Uroda Życia”: Czy można naprawić związek, w którym wydarzyło się wiele zła, krzywd i cierpienia? Czy taką relację da się w ogóle posklejać? Krystyna Mierzejewska-Orzechowska:  Nie tylko można ją posklejać, ale wprowadzić na zupełnie nowe tory, na głębsze rozumienie zawiłych ścieżek miłości. Kryzys daje szansę na rozwój dojrzałej tożsamości, ludzie odkrywają prawdę o sobie – często trudną. Trzeba dużo wysiłku, aby lepiej siebie zrozumieć. Mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że pokonując kryzys, para może doświadczyć wspólnego, innego i lepszego życia. Oczywiście pod pewnymi warunkami: oboje muszą chcieć być nadal razem, a krzywdy, które sobie nawzajem wyrządzili, muszą zostać rozliczone. A nie zamiecione pod dywan. Zazwyczaj jest to bardzo długi i bolesny proces. Dlatego zanim zdecydujemy się na powrót, warto sobie odpowiedzieć na pytanie: „Czy moja miłość jest większa niż twoja wina?”. I dopiero wtedy, gdy moja miłość jest większa niż twoja wina i ufam, że to, co mówisz, jest szczere oraz naprawdę chcesz zrobić wszystko, żeby nie powtórzyć tamtych błędów, możemy zacząć budować siebie i związek na nowo. „Do tanga trzeba dwojga” Na początku terapii par zazwyczaj pada pytanie: „Czy państwo się kochacie?”. To pytanie wydaje się banalne, ale praktyka pokazuje, że jest bardzo dobrym wskaźnikiem powodzenia bądź niepowodzenia w terapii. Ludzie mogą mieć w sobie...

Czytaj dalej