Afirmacja może wzmacniać twoje poczucie własnej wartości. Jak to działa?
Adobe Stock

Afirmacja może wzmacniać twoje poczucie własnej wartości. Jak to działa?

Afirmacja, czyli pozytywne myślenie o sobie i świecie, nie tylko wzmacnia poczucie własnej wartości, lecz także pomaga osiągać cele i znosić trudy codzienności. Czy afirmacja może być aż tak prosta? Ci, którzy ją praktykują, twierdzą, że tak. Wystarczy wybrać myśl, regularnie ją powtarzać. I uwierzyć...
Karolina Morelowska-Siluk
01.09.2020

Słowo afirmacja pochodzi od łacińskiego „affirmare”, co znaczy „potwierdzić”. Afirmacja to pozytywne, twierdzące myśli na swój temat, na temat świata. Mają na celu nie tylko przyciągać do nas to, czego pragniemy, ale też wzmocnić nasze poczucia własnej wartości. Afirmacja to przeciwieństwo ograniczających nas przekonań, które mogą przyczyniać się także do tego, że w naszym życiu pojawia się to, czego tak naprawdę nie chcemy, co nam nie służy.

Regularna praca z afirmacjami pozwala nam „wdrukować” je w podświadomość właśnie w miejsce ograniczających nas przekonań. A przekonania to coś, czego jesteśmy pewni, po prostu wiemy, że „tak jest i koniec”. Powstają w naszym umyśle od wczesnych lat dzieciństwa i bywa, że nosimy je ze sobą przez całe życie. Przekonanie może być albo pozytywne, czyli takie, które nas wspiera albo ograniczające, które nam szkodzi, np. „wszyscy mężczyźni to dranie”. Działamy, decydujemy automatycznie, na podstawie silnego przekonania. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Afirmacja – od czego zacząć?

Dlatego pozytywne, wspierające przekonania są w naszym życiu na wagę złota. Dobra wiadomość jest taka, że można je wypracować! Właśnie za pomocą afirmacji, czyli systematycznego powtarzania. Bo jeśli nie afirmujemy, jeśli nie pracujemy świadomie z naszym umysłem, to nasza podświadomość realizować będzie tylko to, co zna, będzie nas wciąż ograniczać. Umysł potrzebuje nowych wzorców, nowych schematów działania. Jeśli podamy mu „instrukcję”, będzie ją systematycznie powtarzać, w końcu wdroży ją w życie. Afirmowanie to po prostu nawyk pozytywnego myślenia. A za pozytywnym myśleniem pójdą „zdrowe”, służące nam działania, zachowania. 

Niektórzy twierdzą, że afirmację wystarczy powtarzać przez 21 dni, by stała się prawdą, by „weszła nam w krew”. Inni twierdzą, że to 30 dni, jeszcze inni, że 60. A tak naprawdę to po prostu bardzo indywidualna sprawa. Jedno osoba jest na nią bardziej podatna, inna potrzebuje pracować dłużej. Nie ma tu ścisłych reguł. Można też pracować w tym samym czasie z kilkoma afirmacjami. 

Co musisz wiedzieć o skutecznej afirmacji:

1. Afirmacja będzie najbardziej skuteczna wtedy, kiedy stworzymy ją na bazie jednego z naszych ograniczających przekonań. W związku z tym, warunkiem koniecznym jest, by zacząć od ustalenia, co nas najsilniej ogranicza. 

2. Nasza podświadomość nie zna przeszłości ani przyszłości, tylko teraźniejszość się dla niej liczy. Dlatego w tej formie trzeba konstruować afirmację. Jeżeli chcemy schudnąć, nie należy mówić: „będę szczupła”, ale „jestem szczupła”.

3. Podświadomość jest jak małe dziecko. Nie „czyta” niuansów, przenośni czy aluzji. Trzeba mówić do niej prostym językiem.

4. Afirmować należy to, czego się chce, a nie to, czego nie chcemy. A jeśli sprawa dotyczy tego, czego nie chcemy, afirmujemy to, co chcielibyśmy w zamian. 

Zdaniem niektórych afirmacje nie mają żadnego sensu i są jedynie bezwartościowym, bezsensownym powtarzaniem rozmaitych zdań. Ale jest też wielu takich, którzy afirmację praktykują i polecają ją z pełnym przekonaniem. Twierdzą bowiem, że afirmacja nie tylko przyspiesza realizację pragnień, ale także pomaga znosić trudy codzienności.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
brak pewności siebie
pexels.com

Skończ wreszcie z pastwieniem się nad sobą! Nie jesteś brzydsza ani gorsza: jesteś wystarczająca – jak każda z nas

Poczucie niskiej wartości to otwarta rana, która pozostaje nam po urazach z dzieciństwa. Można ją jednak uleczyć – mówi słynna psychoterapeutka Stefanie Stahl.
Karolina Rogalska
16.12.2020

Wiele spektakularnych kobiecych karier opiera się na wewnętrznym dramacie: „Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie dostrzega, ale ja wam pokażę!”. Stajemy przed lustrem i pastwimy się nad sobą. „Brzydsza. Gorsza. Niekochana” – myślimy. Niska samoocena utrudnia nam relacje, najczęściej blokuje i rozwój i sukces. Borykamy się z otwartą raną z dzieciństwa, kiedy słyszeliśmy od rodziców, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, nie spełniamy oczekiwań, nie zasługujemy na ich miłość. Nie warto dać się uwięzić w takim myśleniu o sobie. Już jako dorośli możemy zbudować nową wizję siebie i poczucie własnej wartości – tłumaczy słynna psychoterapeutka Stefanie Stahl, autorka książki „Jak myśleć o sobie dobrze? O sztuce akceptacji i życiu bez lęku”. Karolina Rogalska: Czym jest samoocena? Termin pozornie oczywisty, dla każdego znaczy pewnie coś innego. Stefanie Stahl: Jest zbiorem przekonań nabytych podczas wychowania. Jeśli ta samoocena jest stabilna, bo na płaszczyźnie emocjonalnej dostałaś w dzieciństwie wszystko, czego potrzebowałaś, aby dobrze się rozwijać – to wspaniale. Gorzej, jeżeli tak nie było. Samoocena jest czymś, co przyszło z zewnątrz. Odciskiem, który nie mówi wiele o tobie, ale o tym, w jaki sposób byłaś traktowana przez najbliższych w okresie, gdy kształtował się twój mózg. Te przekonania latami nosimy w sobie. To, że żyjemy z jakimś przekonaniami przez 30, 40, 50 lat, nie oznacza, że są prawdziwe. Jeśli wychowalibyśmy się w innej rodzinie albo przyszli na świat w innym momencie życia naszych rodziców, te schematy byłyby zupełnie różne. Badania neuropsychologiczne pokazują, że mózg działa na zasadzie systemów kary i nagrody. W mózgu dziecka, które jest wychowywane pod presją, często strofowane,...

Czytaj dalej
Rozwój osobisty: samoakceptacja
Rodney Smith

Psycholożka radzi każdej z nas: „Nie zmieniaj się na siłę”

Rozwój osobisty wcale nie na tym polega, mówi dr Heidtman
Aleksandra Więcka
04.01.2019

Wystarczy otworzyć dowolną gazetę, żeby zrozumieć, że żyjemy w kulturze zmiany. Mamy się zmienić na Nowy Rok, na wiosnę, schudnąć, zwolnić i zostać boginiami seksu. Dlaczego zmiana stała się naszym fetyszem? Czemu nasz rozwój osobisty zrównujemy z ciągłymi zmianami? I w końcu najważniejsze pytanie: jak zatrzymać się w pędzie i docenić to, co już mamy? Przeczytaj wywiad z psycholożką i coachem, Joanną Heidtman.   Dlaczego stale mamy coś zmieniać? Bo żyjemy w kulturze, w której zmiana stała się fetyszem. Medialne zachęty do „ulepszenia” swojego życia pojawiają się cyklicznie i sezonowo. Na Nowy Rok obiecujemy sobie, że zerwiemy ze złymi nawykami. Na wiosnę mamy obowiązkowo schudnąć, przed świętami znaleźć czas dla rodziny, w lecie wyglądać seksownie, a jesienią awansować. I to wszyscy razem, jak na komendę. Czy rzeczywiście zachęca się nas do istotnych zmian wewnętrznych, czy tylko do bardzo powierzchownych korekt zachowania, które służą właśnie temu, żeby od głębokiej zmiany uciec? Kiedyś pracowałam w Stanach Zjednoczonych i ludzie zajmujący się marketingiem wytłumaczyli mi, co kryje się pod hasłem „new and improved”, które co jakiś czas pojawiało się w reklamach kolejnych produktów.   No i co się pod nim kryje? Właśnie nic. Chrupki, które w zeszłym sezonie były okrągłe, teraz są kwadratowe. Nie zmienia się ich smak, skład, nic istotnego. Chodzi wyłącznie o wywołanie wrażenia, że coś się zmieniło, bo to zwiększa szanse na to, że klient kupi produkt. Czy nie taką samą pozorną zmianę oferują nam różnego rodzaju poradniki, warsztaty samorozwoju czy kursy internetowe?   Po których mamy wyjść „nowe, lepsze, inne”? Oceniamy jakąkolwiek zmianę jako coś lepszego niż utrzymywanie status quo. Ta fascynacja...

Czytaj dalej
do stahk
fot. iStock

Psycholożka Stefanie Stahl: „Jesteśmy wobec siebie bezlitosne, gnębimy same siebie”

Boimy się odrzucenia, wyszydzenia, braku akceptacji. W różnych sytuacjach życiowych cierpimy z powodu niskiej samooceny. Skąd ona się w nas bierze, jak poczuć się pewniej?
redakcja „Uroda Życia”
21.08.2020

Stefanie Stahl jest jedną z najbardziej znanych niemieckich psycholożek i psychoterapeutek, wydała wiele książek, które stały się głośne m.in. o wewnętrznym dziecku. W nowej książce „ Jak myśleć o sobie dobrze. O sztuce akceptacji i życiu bez lęków” (wyd. Otwarte, 2020) pisze o tym, jak bardzo nasze przeżycia z dzieciństwa – często głębokiego, nieświadomego wpływają na naszą samoocenę. Poczucie, że jestem „nic niewarta” albo że „na wszystko muszę zasłużyć” ukształtowały się w nas pod wpływem tamtych doznań i dlatego są tak silnie zakorzenione. Można jednak nad nimi pracować. „Bardzo trudno nam zmienić poczucie własnej wartości na najgłębszym poziomie, ponieważ obraz samego siebie, czyli przekonanie, kim jestem i jaki jestem, jest zakorzeniony w naszej podświadomości” –  tłumaczy Stefanie Stahl. Jeśli człowiek w głębi siebie nosi fundamentalne przekonanie: „Jestem zły”, to przenika ono całą jego istotę. Wszystkie jego doświadczenia są niejako zafarbowane tym przeświadczeniem, działającym tak jak czarna koszula, która wymieszana w pralce z białą bielizną barwi ją na szaro. „Z mojego doświadczenia wynika, że wewnętrzne schematy myślowe, nabyte w dzieciństwie, zostają przez naszą nieświadomość skondensowane do postaci zdania, które staje się główną zasadą naszego funkcjonowania” – precyzuje Stefanie Stahl. Nieświadomość używa prostych haseł i prostych obrazów. Dlatego ma tak ogromny wpływ na nasze zachowanie i nim steruje. Działa szybciej niż świadomość,  często niepostrzeżenie wpycha się przed rozum. *** Czytaj fragment książki Stephanie Stahl „Jak myśleć o sobie dobrze. O sztuce akceptacji i życiu bez lęków”: Akceptuj siebie: odrzuć zakorzenione schematy myślenia...

Czytaj dalej
Jak ćwiczyć asertywność
Unsplash

Asertywność to nie agresja! Zobacz, jak ćwiczyć mówienie „nie”

„Musisz być bardziej asertywna” – to zdanie, które prawdopodobnie chociaż raz usłyszała większość z nas. Zwykle zgadzamy się z tą radą, bo czujemy, że rzeczywiście jesteśmy zbyt uległe, dajemy się wykorzystywać, nie potrafimy stawiać granic. Jest jednak pewne niebezpieczeństwo – kiedy żyjemy w taki sposób dłuższy czas, narasta w nas frustracja, a wtedy już tylko krok, aby asertywność zrozumieć w niewłaściwy sposób.
Karolina Morelowska-Siluk
12.11.2020

Po latach niedbania o swoje granice mówimy sobie „dość” i z uległych, stajemy się agresywne. Bo tak rozumiemy asertywność, że być asertywnym oznacza stanowczo wykrzyczeć „nie”. Tymczasem właściwie rozumiana asertywność nie jest ani uległością, ani agresją, to ta przestrzeń „pomiędzy” jedną a drugą postawą. Co to jest asertywność? Asertywność to zdolność do otwartego wyrażania własnego zdania i swoich uczuć w granicach nienaruszających ani praw, ani psychicznego terytorium innych osób oraz swoich własnych. To umiejętność zachowania szacunku jednocześnie wobec innych ludzi i wobec samego siebie. Na agresję absolutnie nie ma tu więc miejsca. Kiedy wiemy już, czym tak naprawdę jest asertywność, warto nauczyć się jak jej używać, a raczej jak stać się osobą asertywną, tu także – jak w każdym innym przypadku – trening czyni mistrza. Jak ćwiczyć asertywność? Asertywność wymaga pewności, że to, co myślimy i czujemy, jest ważne. To umiejętność odrzucenia nieprawdziwych przekonań na własny temat i uwierzenia w swoje możliwości. To również zdolność stanowczego, lecz łagodnego wyznaczania własnego terytorium z poszanowaniem terytorium innych. Zachowanie się w sposób asertywny daje poczucie siły i wiary w siebie, dlatego nad asertywnością warto pracować. Oto kilka przydatnych wskazówek: 1. Często zdarza się, że odmawiamy komuś, a on ponownie o to samo nas prosi. Mamy wtedy skłonność do szukania kolejnych, nowych argumentów, coraz bardziej się tłumaczymy. Nie należy tego robić. Powtórzmy po prostu kolejny raz, grzecznie, ale stanowczo, treść pierwszej odmowy. 2. W ćwiczeniu asertywności bardzo przydatna jest technika nazywana „jujitsu”. Polega na nieprzeciwstawianiu się argumentom osoby, która nas o coś prosi. Nie dyskutujmy,...

Czytaj dalej