6 toksycznych zachowań, które świadczą o biernej agresji
Adobe Stock

6 toksycznych zachowań, które świadczą o biernej agresji

Spóźnialski, królowa dramatu, usłużny, żartowniś, „charyzmatyczny” szef? Kto stosuje wobec ciebie pasywną agresję? Rozpoznaj typowe zachowania i obroń się.
Aleksandra Nowakowska
22.05.2020

Bierna agresja to absolutna królowa przemocowych zachowań. Jest często tak wysublimowana, że jej ofiary nie zdają sobie sprawy, że mają z nią do czynienia, co więcej – także ci, którzy stosują bierną agresję, nie zawsze są tego świadomi! Jednocześnie to metoda, którą stosujemy wobec osób, których się boimy.  Robert Green, światowy autorytet w dziedzinie manipulacji, uważa, że sięgamy po pasywną agresję wtedy, kiedy brak nam odwagi do jawnej konfrontacji z życiem i z ludźmi. Ludzie, którzy stosują bierną agresję, najczęściej wykorzystują sześć typowych strategii.

Bermudy na 5 sposobów!

1. Strategia subtelnej wyższości

Przykładem tego typu biernej agresji może być notoryczne spóźnianie się do pracy czy na towarzyskie spotkania. Przy czym osoba, która w ten sposób postępuje, zawsze ma logiczne wytłumaczenie, a jej przeprosiny wydają się szczere. Często zapomina o ważnych terminach czy złożonych obietnicach i skutecznie unika odpowiedzialności. Źródłem tego rodzaju biernej agresji jest potrzeba dawania do zrozumienia sobie i innym o swojej wyższości. Gdyby taki agresor powiedział o tym wprost, naraziłby się na śmieszność, więc dąży do tego subtelnie, żeby inni to odczuli, a on w razie czego będzie mógł się wszystkiego wyprzeć.

Jak się obronić: Prędzej czy później takie zachowanie budzi zrozumiałą irytację otoczenia. Ale jeśli ktoś oburzy się w odpowiedzi na stosowaną wobec niego strategię subtelnej wyższości, to on wyjdzie na spiętego i niesympatycznego. Pasywnych agresorów napędza wyprowadzanie z równowagi innych. Dlatego nie warto wpadać w gniew, spokojne argumenty też nie zadziałają. Dobrym sposobem poradzenia sobie z tym, jest równie subtelne naśladowanie ich zachowania. Tego typu agresora trzeba zostawiać na lodzie, spóźniać się jeszcze bardziej i jeszcze bardziej „szczerze” przepraszać. Jeśli to szef czy inna osoba, wobec której jesteśmy podrzędni, stosuje tę strategię, warto zachowywać maksymalny spokój, cierpliwość i chłodny umysł. Wtedy my możemy mieć poczucie wyższości.

2. Strategia troski i współczucia

To rozkoszowanie się własnymi dramatami. Bierni agresorzy tego typu sprawiają wrażenie, że nikt nie cierpi tak bardzo jak oni, bo to oni są ofiarami niesprawiedliwych okoliczności. Wzbudzają współczucie rzekomą bezradnością, a potem domagają się wyświadczenia im przysługi. Można rozpoznać ich po tym, że słuchając o problemach innych, nie wykazują zbytniego zaangażowania i nie przyjmują do wiadomości, że sami mogą sobie być winni. A winne jest coś w ich wnętrzu, co pragnie dramatu i się nim karmi. Upajają się uwagą, którą w ten sposób przyciągają. Mogą mieć w tym celu ataki lęku, napady przygnębienia, bóle głowy. Te symptomy pojawiają się, gdy pasywni agresorzy czegoś potrzebują lub zaczyna trapić ich przygniatające poczucie niepewności. Infekują negatywną energią w taki sposób, że trudno się od nich uwolnić.

Jak się obronić: Ofiarami ich biernej agresji najczęściej są osoby wrażliwe i opiekuńcze. Najlepszą strategią obrony na tego rodzaju manipulację jest zachowanie dystansu. A także wzbudzenie w sobie gniewu i urazy, ponieważ w relacji z agresorem tylko marnujemy energię, a dostajemy niewiele. A jemu o to właśnie chodzi – swoimi zabiegami ma przyciągnąć uwagę i na tym polega jego siła. Jeśli zrozumiemy te nieczyste intencje, łatwiej będzie się nam odsunąć. Możemy się zdziwić, jak szybko król bądź królowa dramatu znajdzie sobie inny cel.

3. Strategia zależności

Atak wygląda niewinnie – zaprzyjaźnia się z tobą ktoś bardzo usłużny i pełen troski. Ktoś, kto chce ci pomagać i słucha cię z uwagą. Ani się nie obejrzysz, jak się od pasywnego agresora i jego wsparcia uzależnisz. Jeśli odsuniesz się od niego choćby na moment, najprawdopodobniej zostaniesz poczęstowany oziębłością. Nie będziesz pewny, skąd ta kara i wtedy ty zaczniesz okazywać sympatię i troskę. Sytuacja się odwróci, a agresor osiągnie to, czego chciał. Częścią tej strategii mogą być obietnice bez pokrycia. Zdarza się, że w pewnym momencie to my prosimy agresora o pomoc (przecież tyle naobiecywał!) i bywa nam sugerowane, że jesteśmy interesowni. Przepraszamy też za nieuprzejmość, bo oskarża się nas o nieczułość i brak zainteresowania. Celem takiego postępowania jest zdobycie władzy i uczynienie z ofiary zachłannego i bezbronnego dziecka. To wyrachowanie, które trudno rozszyfrować u pozornie tak troskliwej osoby.

Jak się obronić: skuteczną linią obrony wobec osób, które stosują strategię zależności, jest ostrożność. Nie zawsze warto bezrefleksyjnie wchodzić w relacje z osobami, które obiecują złote góry. Kiedy jednak już to nam się zdarzy, warto uświadomić sobie własną dezorientację, w momencie kiedy zaczyna być nam okazywany chłód. Jeśli zachowamy dystans, realnie ocenimy motywy biernego agresora. Pamiętajmy, że złość lub przerażenie w odpowiedzi na próbę odsunięcia się, są jasnym sygnałem walki o władzę. W tym momencie lepiej się z tej znajomości wycofać.

4. Strategia insynuowania wątpliwości

Stosują ją mistrzowie komentarzy, po których czujemy się fatalnie, ale w pierwszym momencie nie wiemy, o co dokładnie chodzi. Przykład – „Odniosłaś oszałamiający sukces jak na kogoś z twojego środowiska”. To uznanie, czy próba upokorzenia? Trudno od razu się zorientować. Trudno też jest adekwatnie zareagować, jeśli ktoś nas w jakiś sposób uraża, a potem twierdzi z uśmiechem, że przecież tylko żartował. Tego typu bierni agresorzy rozpowiadają niestworzone rzeczy za naszymi plecami, żeby osłabić naszą pozycję. Jako pierwsi informują nas o złych wieściach czy niepochlebnych opiniach na nasz temat. I chociaż wyrażają swoje współczucie, w skrytości ducha cieszą się z naszego niepowodzenia. Celem ich działania jest to, żeby ich insynuacje zagroziły poczuciu pewności siebie ofiary. Motywacją takich ludzi jest ich głęboko  odczuwana zazdrość.

Jak się obronić: Najlepszym przeciwdziałaniem tej strategii jest demonstracja, że te insynuacje na nas nie działają. Warto zachować spokój i można rewanżować się podobnymi „pochwałami”. To będzie zawoalowana wskazówka, że ktoś ich przejrzał.

5. Strategia przenoszenia winy

Rozpoznamy ją po dąsach i fochach. Jest to odpowiedź na to, że jakieś zachowanie agresora nam się nie podoba. Jeszcze zanim to wyrazimy, zostajemy zaatakowani obrażeniem się, co ma nas wpędzić w zakłopotanie. Bo może tak naprawdę to my jesteśmy winni? Trudno jest z kimś takim rozmawiać o konkretach, bo zwykle w odpowiedzi na merytoryczne argumenty milknie, sprawia wrażenie zranionego lub rozczarowanego. I wcale nie wygląda na to, że dręczą go wyrzuty sumienia. Ktoś taki potrafi sprytnie odwrócić kota ogonem, na przykład wykorzystać przeciw nam nasze słowa, które padły kiedyś w zupełnie innym kontekście. Strategia polega na tym, że w momencie kiedy mamy do pasywnego agresora jakieś pretensje, on przebiegle sugeruje, że my też nie jesteśmy tak całkowicie niewinni. I sami już nie wiemy, czy jest to prawdą, czy też nie. Zaczynamy się zastanawiać, czy od początku nie byliśmy w błędzie i teraz niesłusznie człowieka o coś oskarżamy. A jeśli wpadniemy w gniew, możemy od niego usłyszeć, że jesteśmy agresywni i niesprawiedliwi. Ta strategia jest odrzucaniem wszelkiej krytyki i wykorzystywaniem osób, które są podatne na obwinianie.

Jak się obronić: Aby nie dać się sprowokować, trzeba szybko rozpoznać sytuacje, kiedy ktoś próbuje zwalać na nas winę i nie dać się w to wciągnąć. Podczas wymiany oskarżeń możemy przegrać, lepiej więc czasem dla spokoju przejąć część odpowiedzialności na siebie, ale w ogóle się tym nie przejmować. Zapewnienie sobie dystansu pomoże przejrzeć jego sztuczki i zapamiętać jakieś fakty, które w przyszłości pomogą nam się obronić. To może agresora zniechęcić do stosowania swojej strategii. 

6. Strategia pasywnego tyrana

Zwieść nas może jego charyzma i nieokiełznana energia. To ktoś odrobinę niezorganizowany, ale kipiący pomysłami. Ciągle zajęty, więc potrzebuje naszej pomocy. Czasem nas chwali, ale częściej daje do zrozumienia, że jednak go zawiedliśmy, w jakiś sposób rozczarowaliśmy. Przy kimś takim nigdy nie czujemy się komfortowo i nie możemy być pewni swojej pozycji. Pasywny tyran jest chimeryczny, nie mówi wprost, czego oczekuje, zmuszając, żebyśmy go zadowalali, ciężko pracując. Nie jest to jednak możliwe, bo agresor jest perfekcjonistą o takich standardach, że i tak mu nie dorównamy. Jeżeli damy mu się zmanipulować, złapiemy się na tym, że na różne sposoby zabiegamy o jego akceptację, ale to się nie udaje. Jego okazjonalne objawy sympatii mogą jeszcze pogłębiać nasze oddanie. Czasem pasywny tyran posługuje się fałszywą bezbronnością, żeby wymóc na nas zaangażowanie. Zdarza się też, że wpada we wściekłość. Tego typu agresor w ogóle się nie przejmie, jeśli od niego odejdziemy. To będzie bowiem objaw naszej niezależności, a on potrzebuje uległości.

Jak się obronić: pasywnemu tyranowi trudno się przeciwstawić, bo jego metody działania zwykle doprowadzają go do sprawowania jakiejś władzy. Często bywa szefem. Nie jest łatwo stawiać mu opór, bo otwarty bunt tylko pogarsza sprawę. Obroną może być świadomość, że jego strategia jest bardziej zaplanowana, niż się może wydawać w tym bałaganie, jaki wokół siebie tworzy. Nie mamy przed sobą słabej istoty, tylko przebiegłego tyrana, człowieka surowego. Jasność na ten temat oraz dystans pomogą ci się uwolnić od jego obsesyjnej obecności. Musisz jednak zdawać sobie sprawę, że kiedy tyran zorientuje się, że się oddaliłaś, może wpaść w szał. W trosce o swoje zdrowie psychiczne oraz poczucie własnej wartości należy od niego po prostu odejść, na przykład składając wypowiedzenie.

Warto przeczytać: Prawa ludzkiej natury, Robert Green, wydawnictwo Sensus

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
krytyka w pracy
Adobe Stock

„Jestem beznadziejna, leniwa, gruba, głupia…”.  Twój wewnętrzny krytyk to ty.

Perfekcjonista, zadaniowiec, zawstydzacz. Twój wewnętrzny krytyk może mieć różne twarze. Jak go nie słuchać i robić swoje – mówi psychoterapeutka Anna Pilecka.
Aleksandra Nowakowska
22.05.2020

Życie wymaga uważności na to, co dzieje się w naszej głowie. Może ją zamieszkiwać spora grupka wewnętrznych krytyków, którzy często bywają odpowiedzialni nie tylko za nasze odkładanie życia na później, ale także za depresję albo nerwicę. Jak z nimi postępować? Aleksandra Nowakowska: Kim jest krytyk wewnętrzny? Anna Pilecka: Można powiedzieć, że jest to pewien zbiór postaw i przekonań o zabarwieniu emocjonalnym, najczęściej negatywnym. Krytyka wewnętrznego łatwiej sobie wyobrazić, jeśli myślimy o nim jako o postaci. Jest jedną z wielu figur, które zasiedlają naszą psychikę, ale aktywnością może przewyższać inne. Sprawia nam zazwyczaj więcej kłopotów niż działa rozwojowo. Krytyk może być prawdziwym szkodnikiem. Jeśli go słuchamy, możemy na przykład sabotować swoje cele, pasje czy w ogóle wyjście ze sobą do świata. W efekcie stoimy w miejscu, a krytyk trzyma nas w cuglach. Chociaż z drugiej strony można na krytyka spojrzeć w ten sposób, że jego pierwotne intencje są dobre, ale forma w jakiej to komunikuje, sprawia, że jest to działanie przeciwskuteczne. Zawsze warto dowiedzieć się, o co mu chodzi, wchodzić z nim w dialog, pracować, żeby jego przekaz nie był dla nas destruktywny, tylko przydatny i budujący. Ale krytyk przecież może nam wyrządzić wiele szkód. Jeśli krytyka nie namierzymy, nie będziemy z nim negocjować i nie przetransformujemy go, rzeczywiście może dać nam nieźle popalić. Samokrytycyzm nie wiąże się jedynie z dyskomfortem codziennego życia, kiedy jakiś głos w głowie mówi nam, że wszystko robimy źle i torpeduje nasze działania i pomysły. Krytyk wewnętrzny może przyczynić się do pojawienia zaburzeń psychicznych, takich jak na przykład depresja. Wieloletnie badania prowadzone nad samokrytycyzmem na 107 pacjentach przez Davida M. Dunkey’a...

Czytaj dalej
kobieta odpoczywa w domu
Adobe Stock

Zamiast odwlekać i „zabierać się za…”, po prostu rób. Jak zamienić prokrastynację w akcję?

Zawalasz terminy, opóźniasz pracę, bo „nie możesz się zabrać”? Prokrastynacja, czyli odkładanie na później, jest trudne do przezwyciężenia, ale są na nią sposoby.
Aleksandra Nowakowska
19.05.2020

Julia Cameron, amerykańska nauczycielka, pisarka, dziennikarka i autorka bestsellera: „Droga artysty”, pisze: „Nauczyłam się praktycznej zasady, żeby nigdy nie pytać, czy mogę coś zrobić. Lepiej powiedzieć, że już to robię. Wtedy pozostaje zapiąć pasy, a później dzieją się najbardziej niezwykłe rzeczy”. Nie musisz wszystkiego wiedzieć, żeby ruszyć. Nie musisz być perfekcyjnie przygotowana. Nie musisz przestać się bać. Odwaga to zresztą nic innego jak wiara, że potrafisz rozwiązywać rzeczy na bieżąco. Najważniejszy jest pierwszy krok, a potem konsekwencja. Zasady są uniwersalne, bo dotyczą zabrania się zarówno za szukanie pracy czy pisanie książki, jak i za domowe porządki, zadania, które mamy w danym dniu do wykonania w pracy, czy zapisanie się na portal randkowy. Łatwo napisać, trudniej zrobić. Można się jednak zainspirować. Taką inspirację oferuje Leo Babauta w książce „Zen to done”. Autor podpowiada, jak wypracować nowe nawyki, żeby prokrastynacja, czyli odkładanie działania na później, zamieniła się w akcję, podejmowaną z przyjemnością, ale metodycznie i najważniejsze – prowadzącą do wytyczonego celu. Zaczynaj od Dużych Kamyków Leo Babauta i nie on jeden uczy, że zanim zaczniemy działać, należy mieć plan tego działania. Warto nadawać strukturę swoim dniom, bo z nich składa się życie. Autor zenhabits.net radzi co tydzień wypisywać listę Dużych Kamyków, którymi chcemy się zająć i każdego dnia od nich zaczynać. Najlepiej, żeby nasze listy składały się od jednego do trzech Najważniejszych Zadań, które musimy koniecznie wykonać (jego zasada jest zgodna z myślą Lina Yutanga, chińskiego uczonego i pisarza, który twierdził, że mądrość życia tkwi w wykluczeniu tego, co zbędne). Prosta zasada brzmi: Najważniejsze...

Czytaj dalej
wielozadaniowość
Adobe Stock

Chcesz się lepiej skupić? Nie wystarczy wyłączyć telefon, musisz schować go naprawdę głęboko

Coraz trudniej nam przyjemnie „odpłynąć”, czytając książkę i zapomnieć o całym świecie, bo ciekawsze niż fabuła jest dla nas to, co się dzieje na Messengerze czy Instagramie.
Aleksandra Nowakowska
15.05.2020

Zdarza ci się oglądać film, a jednocześnie kupować sukienkę na Zalando? Dzwonisz do przyjaciółki, gotując zupę? Prasujesz i rozwiązujesz z dzieckiem zadania z matematyki? Jesteś dumna, że masz tak podzielną uwagę? Dowiedz się, ile za to płacisz. Multitasking, czyli wykonywanie kilku rzeczy naraz, jest powszechne w naszym zabieganym świecie. Ale mylisz się, jeśli wydaje ci się, że w ten sposób oszczędzasz czas.  Dowiedziono naukowo, że multitasking zabija naszą koncentrację, a to oznacza, że zabiera nam czas, który chcieliśmy zyskać, uwijając się przy kilku rzeczach naraz.  Wielozadaniowy, ale czy efektywni? Potrafimy być wielozadaniowi, ale czy jesteśmy równie efektywni? Sprawdzili to badacze z Uniwersytetu Stanforda. Po serii testów sprawdzających koncentrację u 300 osób okazało się, że skupienie uwagi u wielozadaniowców było o wiele gorsze. Najwięcej trudności sprawiało im ignorowanie nieistotnych informacji. Sprawiali wrażenie, jakby wszystko ich rozpraszało. Niezadowalająca była również ich pamięć. Naukowcy szukali, w czym wielozadaniowcy mogą być lepsi od tych uczestników badania, którzy wykonywali jedną rzecz – ale nie znaleźli ani jednej takiej rzeczy. Nawet w dziedzinach, które im były znane, wielozadawniowcy wypadli blado. Dlaczego? Wytłumaczenie jest proste: nasz mózg wcale nie został stworzony do multitaskingu. Mózg – kiepski żongler, ale dobry oszust Andrers Hansen, szwedzki psychiatra, w książce „Wyloguj swój mózg”, wyjaśnia, dlaczego potrafimy skupić się tylko na jednej rzeczy, choć najczęściej nie mamy świadomości tego  ograniczenia. Ba, bywamy wręcz dumni ze swojej umiejętności wykonywania dwóch lub więcej zadań w jednym czasie. Ale czy naprawdę...

Czytaj dalej