3 rodzaje wypalenia zawodowego
Adobe Stock

3 rodzaje wypalenia zawodowego

Przepracowanie, znudzenie albo bezradność. Oto najczęstsze przyczyny wypalenia zawodowego, które wg WHO jest jedną z najnowszych dolegliwości, jakie zagrażają naszemu zdrowiu.
Aleksandra Nowakowska
14.05.2020

Wypalenie zawodowe to stan, kiedy praca nas nie tylko męczy, ale też wywołuje uczucie zniechęcenia, objawy depresji, apatii, często fizyczne dolegliwości, np. bóle brzucha. Skąd ono się bierze. Wbrew pozorom, to nie tylko ciężka praca jest jego źródłem. Na Uniwersytecie w Saragossie przebadano prawie pół tysiąca pracowników. Okazało się, że możemy wyróżnić trzy odmiany tego syndromu, a u źródeł każdego z nich leży inna przyczyna.

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

1. Wypalenie zawodowe z powodu przeciążenia pracą.

To najczęstszy typ wypalenia zawodowego. Przyczyną jest nadmiar obowiązków zawodowych. Jeśli pracownik nie umie postawić granic, pracuje coraz więcej i ciężej, i coraz bardziej gorączkowo, i coraz dotkliwiej opada z sił. Motywuje go albo ambicja, żeby za wszelką cenę osiągnąć sukces, albo lęk przed utratą pracy – często bywa, że jedno i drugie.

Osoby, które podczas hiszpańskiego eksperymentu badawczego znalazły się w tej kategorii wypalenia, deklarowały gotowość do zaryzykowania swoim zdrowiem i jakością życia osobistego, żeby mieć pracę. Ich sposobem na stres było rozładowywanie trudnych emocji w kontaktach z innymi. Mieli najwyższy poziom gniewu, a także byli najbardziej konfliktowi i najgorzej radzili sobie z komunikacją. W większości przyznali się, że są pracoholikami. 

2. Wypalenie zawodowe wynikające z braku wyzwań.

Objawia się przede wszystkim znudzeniem oraz sfrustrowaniem, a także gotowością do buntu. Osoby w tej grupie deklarowały, że czują się niedoceniane i skarżyły się na brak możliwości nauki i rozwoju w miejscu pracy. U nich poziom satysfakcji z pracy był najniższy i byli najbardziej zniecierpliwieni. Wykazały się też dużym brakiem zaangażowania w pracę, a także obojętnością, która przeradzała się z cynizm.

Ci pracownicy jak ognia unikali odpowiedzialności i byli bardzo krytyczni wobec kompetencji przełożonych i współpracowników. Mieli wysokie wymagania wobec pracodawcy, wobec siebie i w ogóle wobec życia. Byli najbardziej pewni siebie spośród badanych, jak również najbardziej skłonni do podjęcia ryzyka odejścia z pracy bez zapewnienia sobie następnej posady. Jednocześnie charakteryzowali się wysoką emocjonalnością i kreatywnością. Okazało się, że w przeszłości najczęściej zmieniali pracę i deklarowali niechęć do struktur.

3. Wypalenie zawodowe, u którego źródła leży poczucie bezradności.

W tej grupie znaleźli się najbardziej zniechęceni oraz zrezygnowani, a jednocześnie bierni pracownicy. Mieli najniższą samoocenę, określali się jako niekompetentni i niespełniający wymagań pracodawcy. Byli również najbardziej zdemotywowani, najmniej asertywni i odznaczali się najwyższym poziomem lęku. Deklarowali, że kiedy napotkali przeszkody w pracy, poddali się i teraz tkwią w miejscu, w którym nie chcą być, ale nie mają dość sił, żeby szukać innego zatrudnienia.

Nowa praca kojarzyła im się z ogromnym stresem. Byli najmniej świadomi swoich potrzeb i przyznawali się, że nie potrafią obronić swojego punktu widzenia ani powiedzieć „nie”. Ich odpowiedzi na pytanie, jak widzą swój rozwój kariery, były najmniej konkretne, a swoje życie osobiste określali jako najmniej udane.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
spotkanie biznesowe w kawiarni
Adobe Stock

Wypalenie zawodowe to nowa epidemia! Najszybciej wypalają się perfekcjoniści

Co czwarty Polak ma ten syndrom. Aż 70 proc. firm zmaga się z wypaleniem zawodowym wśród pracowników.
Aleksandra Nowakowska
14.05.2020

Dlaczego jesteśmy wypaleni zawodowo? Najbardziej oczywisty powód? Za dużo pracujemy. Według raportu Hays Poland „Nadgodziny” aż 75 proc. z nas pracuje więcej niż 40 godzin tygodniowo. Jednocześnie pracujemy w dużym stresie. Z raportu ADP „The Workforce View in Europe 2017” wynika, że spośród przebadanych pracowników z ośmiu różnych państw w Europie, Polacy są najbardziej zestresowani. Aż 22 proc. każdego dnia doświadcza stresu w pracy, a połowa czuje go często lub bardzo często. Można przyjąć, że wypalenie zawodowe ( ang. professional burnout ) to odpowiedź organizmu na stres, którego źródłem jest sytuacja w pracy. Najczęściej to reakcja na długotrwały nadmiar obowiązków, zbyt odpowiedzialne oraz trudne zadania, a także wyczerpującą i monotonną pracę. O wypaleniu zawodowym możemy mówić, gdy praca, która kiedyś sprawiała przyjemność, przestaje dawać satysfakcję i zauważamy, że przestaliśmy się rozwijać zawodowo. Możemy czuć się bardzo przepracowani albo śmiertelnie znudzeni. Świadczy o nim także poczucie bezradności wobec narastającej frustracji, a także niemożność pełnego zaangażowania się w zawodowe aktywności.   Objawy wypalenia zawodowego mają wpływ nie tylko na naszą karierę oraz codzienność w pracy, ale również na życie prywatne: relacje ze znajomymi, związki partnerskie i rodzinę. Bezpośrednio oddziałują też na naszą psychikę oraz zdrowie. Patrycja Załuska, konsultant kariery oraz właścicielka serwisu polkaprzedsiebiorcza.pl, w swojej najnowszej książce „reStart kariery” wyróżnia dwa rodzaje wypalenia zawodowego. Aktywne wywołane jest przez niekorzystne warunki pracy, takie jak na przykład nadmierne wymagania, niekorzystną organizację czasu pracy czy toksyczne relacje ze współpracownikami lub szefem. Natomiast...

Czytaj dalej
depresja u psychologa
Adobe Stock

Jak się leczy depresję? Kiedy psychoterapia, a kiedy psychiatra?

Prawie 4 miliony Polaków kupiło w 2019 roku leki przeciwdepresyjne. Kiedy i komu są tak naprawdę potrzebne?
Aleksandra Nowakowska
05.05.2020

Według National Institute of Mental Health i wyników wielu badań, które przeprowadzono w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat, depresję kliniczną najskuteczniej leczy się krótkoterminową, ukierunkowaną na cel psychoterapią w połączeniu z nowoczesnymi lekami przeciwdepresyjnymi. Dla większości ludzi połączenie psychoterapii i farmakologii działa najlepiej. Nie zawsze i nie na każdym etapie choroby jest to jednak konieczne. W przypadku początku stanów depresyjnych albo łagodnej depresji pomaga sięgnięcie po wsparcie emocjonalne, które możemy otrzymać od psychologa albo psychoterapeuty. Obniżony nastrój bywa często naturalną konsekwencją problemów życiowych, z którymi się mierzymy, i z którymi mamy trudności. Jeśli ten stan nie przeszkadza nam funkcjonować w codziennym życiu, nie mamy jednoczesnych problemów ze snem, apetytem czy napadami paniki albo z poczuciem totalnej beznadziejności, wystarczy pomoc specjalisty od zdrowia psychicznego. Podczas konsultacji może okazać się, że potrzebna jest nam bardziej długoterminowa psychoterapia, bo objawy depresyjne kryją głębszą przyczynę naszych kłopotów i w jej toku należałoby ją odkryć, żeby poprawić jakość życia. Zmiana negatywnego myślenia W pracy z depresją, według metaanalizy badań podanej przez amerykański portal Psycho Central, sprawdzają się następujące terapie: poznawczo-behawioralną (CBT), interpersonalna i psychodynamiczna. Ale każda inna dostosowana do naszych indywidualnych potrzeb może zakończyć się sukcesem. Terapia poznawczo-behawioralna (CBT) jest najpopularniejszą i najczęściej na świecie stosowaną terapią przy depresji. Koncentruje się na zmianie negatywnych myśli i zachowań, które utrwalają stan depresyjny. Podczas sesji terapeuta pomaga zidentyfikować przekonania typu: „Jestem...

Czytaj dalej
choroby psychosomatyczne
Adobe Stock

Praca ponad siły, stres, pośpiech. Nasz styl życia funduje nam choroby psychosomatyczne

Nawet dziesięć na sto dolegliwości, z którymi zgłaszamy się do lekarzy, ma podłoże psychosomatyczne. Nie łagodzą ich farmaceutyki, ale otwarta rozmowa z lekarzem i umiejętne radzenie sobie ze stresem.
Katarzyna Podhorecka
12.06.2020

Lekarze zazwyczaj bardzo nie lubią pacjentów z objawami psychosomatycznymi. Z prostej przyczyny – że zwykle nie wiedzą, jak im pomóc. Dlatego bywa, że chorzy z dolegliwościami psychosomatycznymi są traktowani w gabinetach lekarskich jak hipochondrycy, którzy próbują skupić na sobie uwagę, opowiadając o swoich wyimaginowanych dolegliwościach. Albo jeszcze gorzej: jak zwykli naciągacze, którzy próbują wyłudzić zwolnienia lekarskie. Lekarze w takiej sytuacji na odczepnego przepisują suplementy diety w nadziei, że pacjentowi „przejdzie samo”, albo że zmienią lekarza – problem w tym, że ludzie, którzy zmagają się z objawami psychosomatycznymi, nie symulują! Oni naprawdę odczuwają fizyczny ból i potrzebują pomocy.  – Najczęściej to ból głowy, brzucha, stawów, częste są także bóle w klatce piersiowej, duszności albo uporczywy kaszel, omdlenia, uczucie kołatania serca, zawroty głowy – wymienia dr Anna Plucik-Mrożek, specjalistka chorób wewnętrznych z Centrum Medycznego Medicover w Warszawie i dyrektor Fundacji Exercise is Medicine Polska. Rzadziej, ale zdarzają się też szumy uszne czy pogorszenie widzenia. Osobom, które pracują głosem, z powodu nadmiernego napięcia zdarza się go stracić. Muzykom z niewyjaśnionych przyczyn sztywnieją nadgarstki.  Jeszcze inni pacjenci nie mają konkretnych dolegliwości, ale tracą apetyt, od rana czują się wyczerpani, a wieczorem nie mogą zasnąć. Tym, co łączy ich wszystkich, jest źródło dolegliwości – czyli emocje, najczęściej przewlekły stres, którego doświadczają w związku z pracą czy sytuacją rodzinną.  – To wcale nie musi być traumatyczne przeżycie, np. nieuleczalna choroba kogoś bliskiego czy utrata pracy – mówi dr Izabela Pawłowska, psycholog zdrowia,...

Czytaj dalej
Ucieczka z miasta
Getty Images

Chcesz być szczęśliwsza? Spokojniejsza? Wprowadź do swojego życia więcej zieleni

Nasz związek z przyrodą jest czymś podstawowym. Jasne, dziś w większości mieszkamy w miastach, ale to stosunkowo nowa sytuacja. Jest wiele badań, które pokazują, że o wiele lepiej żyje nam się gdy mamy choć namiastkę kontaktu z naturą, zielenią.
Paulina Nowosielska
12.06.2020

Wysyp książek o sekretnym życiu drzew, tajnikach duszy zwierząt. W kinach – filmy pokazujące nasz świat z perspektywy psów czy kotów. Natura w wersji dzikiej i oswojonej staje się bohaterką masowej wyobraźni. Nauczyliśmy się na nowo dostrzegać jej bogactwo, niezwykłą obecność wokół nas. To wewnętrzna potrzeba, konieczność czy moda? Rozmowa z psychologiem, doktorem Adrianem Wójcikiem. Paulina Nowosielska: Coraz wyraźniej czujemy, że czegoś nam brakuje. Oddechu, zieleni, słońca. Betonowy świat nie jest naszym naturalnym środowiskiem Adrian Wójcik: Usiłując wytłumaczyć przyrodę, zyskujemy najpewniejsze poznanie samych siebie, nawet wtedy, kiedy błądzimy w poznawaniu przyrody”, mówił pisarz i pedagog Adolf Dygasiński. Tylko czy naprawdę chcemy zrozumieć naturę? I co z tą wiedzą dalej zrobimy? Nasz związek z przyrodą jest czymś podstawowym. Jasne, dziś w większości mieszkamy w miastach, ale to stosunkowo nowa sytuacja. Gwałtowny rozwój metropolii zaczął się raptem 300, 400 lat temu, a dopiero w 2007 roku odsetek osób żyjących w miastach przekroczył 50 procent...  Jedynie kilka wieków, cóż to jest!  Niewiele, biorąc pod uwagę rozwój naszego gatunku. W środowisku miejskim, jakkolwiek byśmy się starali, nadal jesteśmy nieosadzeni. Uczymy się go.  Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Są ludzie, którzy znają tylko realia domów z betonu.  I coraz wyraźniej czują, że czegoś im brakuje. Jest wiele badań, które pokazują, że o wiele lepiej żyje nam się w miastach, które dają, choć namiastkę kontaktu z naturą, zielenią. Bo to pozytywnie wpływa na nasze procesy uwagowe, pamięciowe.  W jaki sposób?  Weźmy mój gabinet, w którym rozmawiamy. Ma fantastyczny widok z okna. ...

Czytaj dalej