Wszystkie twarze Fridy Kahlo
East News

Wszystkie twarze Fridy Kahlo

„W swoim życiu przeżyłam dwa wypadki. Jeden to autobus, który mnie połamał, drugi to Diego. Diego był, jak dotąd, tym najgorszym” – mówiła Frida Kahlo.
Sylwia Arlak
29.12.2020

On malował całymi dniami. Tworzył wielkie murale, tak samo obsesyjnie, jak kochała go Frida. Ona leżała w łóżku z nogą w gipsie albo zamknięta w sali szpitalnej, oczekując kolejnej operacji. On wychodził z domu do swoich kochanek, ona mu gotowała i sprzątała. W końcu powiedziała: dość.

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Niedoszła lekarka

Frida Kahlo zwodziła wszystkich, mówiąc, że urodziła się 7 lipca 1910 roku (choć w akcie urodzenia widnieje data 6 lipca 1907 roku). Podobno chciała, aby jej życie było utożsamiane z narodzinami nowego Meksyku: w 1910 roku doszło do meksykańskiej rewolucji i obalenia prezydenta Porfirio Diaza.

Była chorowitym dzieckiem. W wieku sześciu lat zachorowała na polio, co spowodowało, że jej prawa noga była krótsza niż lewa. Jako dorosła osoba „chowała się” za długimi, kolorowymi spódnicami. Od dziecka odstawała od swoich rówieśników. Śmiała, pyskata, bezkompromisowa, nie miała wielu koleżanek. Ale szybko zyskała sobie sympatię kolegów. W szkole, do której chodziła, jako nastolatka związała się z najpopularniejszym chłopcem.

To z ojcem stworzyła bliższą więź niż z matką. Jako zawodowy fotograf często pozwalał jej asystować w swojej pracowni. A ona chętnie mu pozowała.

Choć brała lekcje rysunku, bardziej interesowały ją nauki ścisłe. W 1922 roku wstąpiła do National Preparatory School w Mexico City, gdzie rozpoczęła studia medyczne. Tam poznała malarza (i przyszłego męża) Diego Riverę, który pracował nad muralem do szkolnego audytorium. Wówczas nie mogła wiedzieć, że trzy lata później zawali jej się całe życie.

Czytaj także: Tamara Łempicka była królową art déco. „Robię, co chcę i nienawidzę robić tego, co muszę”, mówiła

Wypadek, który zmienił wszystko

17 września 1925 roku autobus, którym jechała, zderzył się z tramwajem. Konsekwencje były tragiczne — złamany kręgosłup, złamany obojczyk, połamane żebra, złamana miednica, 11 złamań prawej nogi, złamania i zwichnięcia prawej stopy, zwichnięcia ramienia. Stalowy uchwyt poręczy pojazdu przebił jej podbrzusze i macicę, co przekreśliło jej szansę na bycie matką.

Spędziła trzy miesiące w odlewie gipsowym, którym unieruchomiono jej ciało. Dzięki wrodzonemu uporowi udało jej się stanąć na własnych nogach. Skutki wypadku odczuwała jednak do końca życia. Miała nawroty bólu, przez co uzależniła się od leków i alkoholu, i dolegliwości pourazowych, wiele dni spędziła w szpitalach. Przeszła w sumie 35 operacji. Trzykrotnie zachodziła w ciążę i trzykrotnie poroniła.

Po wypadku, w czasie przymusowego unieruchomienia, zainteresowała się malarstwem. To wtedy powstały jej pierwsze autoportrety (do końca życia około jednej trzeciej jej wszystkich prac, czyli około 55 obrazów, będą stanowiły autoportrety). Matka zorganizowała córce sztalugi, które umożliwiały jej malowanie podczas leżenia w łóżku, ojciec pożyczył swoje farby olejne i pędzle. Kiedy doszła do siebie, postanowiła pokazać niektóre prace komuś, kogo od dawna podziwiała. Diego Rivera był zachwycony. Z miejsca okrzyknął Fridę objawieniem. Od tej pory był częstym gościem w domu rodziny Kahlo. Dawał wskazówki i zachęcał do dalszego tworzenia. Młoda artystka nabierała przy nim pewności siebie.

Głodna życia artystka

Potem był wielki romans, a jeszcze później huczny ślub i wesele. Bliscy Meksykanki nie pochwalali jej wyboru, o 20 lat starszy Rivera (Kahlo w dniu ślubu miała zaledwie 22 lata) cieszył się sławą seryjnego kobieciarza. Mówili, że żadnej nie odpuści, że nie nadaje się do monogamii (o czym mogłyby zaświadczyć jego dwie poprzednie żony). Nie był atrakcyjny fizycznie, ale inteligentny i charyzmatyczny. Jako uznany malarz i sekretarz generalny Komunistycznej Partii Meksyku był na ustach wszystkich.

O ich wspólnym życiu dużo mówi obraz Kahlo z 1931 roku. Przedstawia wysokiego mężczyznę, ważnego artystę trzymającego w ręku paletę i pędzle oraz jego kobietę. Drobną, skromną, stojącą obok. Frida uważała, że Diego potrzebuje tradycyjnej meksykańskiej żony. I chciała mu to dać, za wszelką cenę. Nie mieli dzieci, więc był dla niej wszystkim: „Moim dzieckiem, moim kochankiem, moim wszechświatem” — pisała. Uwielbiała mu gotować, kąpać go i dla niego sprzątać.

Czytaj też: Sylvia Plath i Ted Hughes: „Płaczę. Kładę głowę na podłodze. Duszę się”

Była wiecznie głodna życia. I pełna sprzeczności. Tańczyła i flirtowała. Plotkowała i opowiadała sprośne dowcipy. A potem wpadała w rozpacz i najchętniej nie wychodziłaby z łóżka. Często czuła się samotna. Prosiła swoich przyjaciół: „Nie opuszczajcie mnie”. Sztuka była jej terapią. Jej najbardziej wstrząsające prace powstały podczas podróży po Stanach Zjednoczonych. W tym czasie trzykrotnie poroniła i zmagała się ze śmiercią matki. Na obrazie „Henry Ford Hospital” widzimy ją, jak krwawi na szpitalnym łóżku, a na „My Birth” przedstawiła rodzącą kobietę w całunie.

W 1933 roku Frida i Rivera wrócili do Meksyku, gdzie zamieszkali w nowo wybudowanym domu składającym się z oddzielnych, pojedynczych pomieszczeń połączonych mostem. Rezydencja stała się miejscem spotkań artystów i działaczy politycznych. Gościli m.in. Leona Trockiego i czołowego surrealistę André Bretona. Kahlo napisała kiedyś, że nie wiedziała, że jest surrealistką, „dopóki André Breton nie przyjechał do Meksyku i nie powiedział mi o tym”.

„Naprawdę nie wiem, czy moje obrazy są surrealistyczne, czy nie, ale wiem, że są one najszczerszym wyrazem mojej osoby. Ponieważ moimi tematami zawsze były moje odczucia, moje stany umysłu i głębokie reakcje” — dodała. W 1939 roku — dzięki pomocy Bretona — pokazała swoje prace na wystawie w Paryżu. Jedną z nich zakupiło muzeum sztuki Luwr. Kahlo została pierwszą meksykańską artystką XX wieku, która znalazła się w kolekcji muzeum. Sama dziwiła się, gdy ktoś kupił jej prace. Mówiła, że za te pieniądze mógł mieć coś lepszego.

Do dwóch razy sztuka

Jej życie zawodowe kwitło, prywatnie przechodziła załamanie. Rivera nie stronił od kochanek, sypiał nawet z młodszą siostrą Kahlo. W końcu i ona nie pozostała mu dłużna. Zdradzała go z mężczyznami, przez co bardzo cierpiała jego męska duma, i z kobietami (ale o to nie miał do niej pretensji). Rozwiedli się w 1939 roku. Ukojenie, jak zwykle, przyniosło jej malarstwo. W tym samym roku Kahlo namalowała niektóre ze swoich najsłynniejszych dzieł, w tym „The Two Fridas”. Obraz przedstawia dwie bliźniacze postaci trzymające się za ręce, z których każda przedstawia przeciwną stronę artystki. Postać po lewej stronie, ubrana w suknię ślubną w europejskim stylu, to strona, którą jej mąż rzekomo odrzucił, a postać po prawej, ubrana w tradycyjny strój meksykański, to ta, którą kochał najbardziej.

„W swoim życiu przeżyłam dwa wypadki. Jeden to autobus, który mnie połamał, drugi to Diego. Diego był, jak dotąd, tym najgorszym” — powiedziała kiedyś Kahlo. Zamknęła się przed światem. Kobiece stroje zamieniła na męskie, luźne ubrania. Obiecała sobie, że już nigdy więcej się nie zakocha. W 1940 para pogodziła się i ponownie wzięła ślub. Ale przeszłość nie dała o sobie zapomnieć. Z każdym dniem pogarszał się stan zdrowia Fridy, coraz częściej sięgała po alkohol i narkotyki. Mimo to wciąż pracowała. Podczas swojej wystawy w Meksyku w 1953 roku leżała na łóżku. Zmarła rok później, w wieku 47 lat, w swoim domu. Jej mąż nie ukrywał rozpaczy, ale rok później miał już inną kobietę przy boku.

Film „Frida” z Salmą Hayek z 2002 roku w reżyserii Julie Taymor obejrzyjcie na HBO GO.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Katarzyna Miller o miłości
Błażej Heldwein

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

– Im dłużej pracuję z kobietami, tym wyraźniej zauważam, że istnieje taka reguła: najpierw bardzo chcemy mieć faceta, a potem, jak już go mamy, to mamy z nimi same problemy – mówi psychoterapeutka, Katarzyna Miller. 
Sylwia Niemczyk
03.09.2020

Jest w Polsce dużo typów domów, z których dziewczyna wychodzi stęskniona bliskości i miłości – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka, prowadząca grupy terapeutyczne dla kobiet. – I co ona robi? Marzy. Wymyśla, że gdy już założy rodzinę, to jej dom będzie zupełnie inny. Że ona będzie inna niż mama, a jej partner będzie inny niż jej ojciec: będzie mnie rozumiał, kochał, wiedział, co mi jest potrzebne.  Takie marzenia, zdaniem Katarzyny Miller, mogą być bardzo niebezpieczne, bo prowadzą do idealizacji zarówno partnera, jak i samej wizji związku. I nawet jeśli sam początek relacji jest taki, jak w marzeniach, to jednak kolejne lata przynoszą rozczarowanie. – Zawsze powtarzam: dziewczyny, romantyczna miłość jest na troszkę, na krótko. A wy marzycie o niej na całe życie. Jeśli wyobrażacie sobie, że tak będzie wyglądało całe życie, to zawsze przegracie – podkreśla Katarzyna Miller.  Katarzyna Miller: „Niedokochane kobiety są ofiarami psychopatów” – Najgorsze jest to, kiedy dziewczyna miała tatusia tyrana, agresywnego alkoholika i matkę-ofiarę, bo takie kobiety są często w dorosłym życiu wybierane przez facetów, którzy świetnie czują, jaka ona jest, czyli przez licznych psychopatów lub przez wygodnych panów, którzy dopiero w takim związku stają się psychopatyczni, bo mogą. To jest strasznie nieszczęśliwy temat – mówi Katarzyna Miller.  Psychoterapeutka zwraca też uwagę na to, że niedokochane w dzieciństwie kobiety są pozbawione wewnętrznego poczucia własnej wartości:  – Ona by chciała, aby jej ból, jej tęsknota, jej niepewność siebie, brak wiary w samą siebie były wyrównywane przez partnera. Żeby on jej cały czas dawał zachwyt, żeby był tatusiem, mamusią, księdzem,...

Czytaj dalej
Kalina Jędrusik
East News

Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat – miłość, która się w głowie nie mieści 

Ona była jego Marilyn Monroe, on jej Federico Fellinim. Kochali się na śmierć i życie. Dawali sobie wszystko – wsparcie, przyjaźń i wolność.
Magdalena Żakowska
03.09.2020

To nie było tak, że starszy pan wziął sobie za żonę młodą seksowną laskę, która potem „urwała mu się ze smyczy”. Ani tak, że on intelektualista, a ona głupia aktoreczka. Mimo szesnastoletniej różnicy wieku Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat tworzyli partnerski związek, a Kalina dorównywała mężowi nie tylko inteligencją, ale i poczuciem humoru. Oboje mieli silne charaktery i dość egoistyczne podejście do życia. Ale w tamtych czasach niewiele było małżeństw tak zgodnych, tak uczciwych wobec siebie i oddanych sobie do końca. Nie pasowali do ciasnych ram PRL-owskiej rzeczywistości, więc stworzyli sobie własny świat, oparty na własnych, wspólnie wypracowanych zasadach. Nikt tu nie był stratny.  Leżeli, leżeli, gadali, gadali O Stanisławie Dygacie mówiło się „dżentelmen w angielskim stylu”. Był wysoki, zawsze dobrze ubrany, palił luksusowe papierosy ze złotymi ustnikami. W 1957 roku wystąpił z partii w proteście przeciwko zamknięciu miesięcznika „Europa”. Kalinę poznał dwa lata wcześniej w Gdańsku, gdzie grała na scenie Teatru Wybrzeże.  „Poznali się w moim pokoju w Domu Aktora” – opowiadał później Jerzy Ernz. „Dygat mieszkał wtedy z żoną, też aktorką. Tego dnia, pamiętam, organizowałem akurat bibkę. Dygat usłyszał muzykę i przyszedł. Po chwili już widziałem ich razem, jak leżeli na tapczanie w poprzek. Leżeli, leżeli, gadali, gadali. I tak już zostali”. On miał 41 lat, żonę, córkę i wysoką pozycję w środowisku kulturalnym, ona 25 lat i wszystko przed sobą. Była świeżą absolwentką krakowskiej szkoły teatralnej, była zdolna, piękna i bardzo sexy.  „Dygat mieszkał z Kaliną niedaleko nas, najpierw na Dąbrowskiego, w dwupokojowym mieszkanku, wspólnie z byłą żoną Dygata, Dziunią Nawrocką, i ich...

Czytaj dalej
Coco Chanel / East News

Coco Chanel. Miłość, rozpacz i straszna samotność

Kochała w życiu jednego mężczyznę, zginął w wypadku samochodowym. Legendarna projektantka Coco Chanel była u szczytu sławy, gdy wyznała: „Żyję w totalnej samotności. Zapłaciłabym, żeby nie być sama. Ściągnęłabym z warty żandarma miejskiego, żeby nie jeść kolacji samotnie”.
Anna Zaleska
04.08.2020

Miała teorię, że szczęście upośledza ludzi. Mówiła: nie żałuję, że najpierw przez wiele lat byłam głęboko nieszczęśliwa. Ale i potem okresy szczęścia trwały krótko. Urodzona w 1883 roku Gabrielle Chanel – Coco będzie jej pseudonimem – sześć lat spędziła w sierocińcu w Aubazine, prowadzonym przez siostry Najświętszego Serca Marii. Po śmierci matki, porzucona przez ojca wraz z piątką rodzeństwa, została przygarnięta przez ciotki z Owernii. Była krnąbrna i zbuntowana, a chłosta pokrzywami jeszcze to w niej podsycała. Uciekła. Jako młoda dziewczyna Gabrielle występowała w kawiarniach, brak głosu nadrabiając temperamentem i charyzmą. To wtedy „zaopiekował się” nią młody mężczyzna Etienne Balsan, właściciel stajni wyścigowej. To on wprowadził ją w świat luksusu. Spędzili razem kilka lat. Miała do dyspozycji służbę, polubiła jazdę konną. W 1908 roku przedstawił ją swojemu angielskiemu przyjacielowi Arthurowi Capelowi. I to był błąd. Capel był pięknym brunetem o zielonych oczach. Uwodzicielskim i szarmanckim. Gabrielle była nim oczarowana. Gdy pewnego dnia usłyszała, że nazajutrz wyjeżdża, rano zjawiła się na peronie i wsiadła do jego pociągu. Coco Chanel i Boy Capel. Bon vivant i prowincjuszka Do Arthura Capela już w młodym wieku przylgnął przydomek Boy, wydawało się bowiem, że wiecznie pozostanie chłopcem. Miał 28 lat, był inteligentny, oczytany, szarmancki i wesoły. Znakomicie grał w polo. Dorobił się sporego majątku na transporcie węgla. Miał maniery prawdziwego brytyjskiego dżentelmena, należał do londyńskich lwów salonowych. A przy tym był bohaterem wojennym awansowanym za zasługi podczas wojny do stopnia kapitana. Kobiety go uwielbiały, a on chętnie z tego korzystał. Coco Chanel w swoich wspomnieniach opowiadała, że początkowo nie wiedział, co z nią zrobić. „Pan B i Capel...

Czytaj dalej