Życie uczuciowe szpiega to skomplikowana sprawa, opowiada Vincent V. Severski. Dziś premiera jego nowej powieści „Nabór”!
Vincent V. Severski, fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Życie uczuciowe szpiega to skomplikowana sprawa, opowiada Vincent V. Severski. Dziś premiera jego nowej powieści „Nabór”!

„Nasi partnerzy są pierwszymi ofiarami zawodu szpiega. Nienawidzą naszej profesji. Nienawidzą ryzyka. Szczególnie mężowie naszych koleżanek mocno to przeżywają”, opowiada Vincent V. Severski.
Anna Zaleska
24.03.2021

W „Naborze”, najnowszej, a zarazem ostatniej już części szpiegowskiej trylogii, Vincent V. Severski pisze o tym między innymi, dlaczego tak trudno wrócić do normalności po odejściu z wywiadu. Jednym z powodów może być to, że szpieg często nie ma normalnej rodziny i domu, w którym ktoś by na niego czekał. Drugi – to uzależnienie od adrenaliny. Tak jest z Dimą i Moniką, głównymi bohaterami powieści „Zamęt”, „Odwet” i właśnie najnowszy „Nabór”.

Anna Zaleska: Życie uczuciowe szpiega skomplikowany temat. Agentka Monika z pana powieści mówi do swojego partnera w myślach: „Gdybyś wiedział, kim jestem i co robiłam, jakie mam zszargane sumienie i życiorys, tobyś się chyba rozpłakał, chłopie”.

Vincent V. Severski: Miłość to jest rzeczywiście bardzo trudny temat. Przez wiele lat sprawowałem funkcje kierownicze, miałem wgląd w życie moich podwładnych, więc wiem, jak to wygląda. Nasi partnerzy, żony czy mężowie, są pierwszymi ofiarami tego zawodu. Nienawidzą naszej profesji. Ryzyka. My nie jeździmy do pracy do Paryża, nie spacerujemy po Champs-Élysées. My jeździmy tam, gdzie dzieje się coś złego. Jest wojna, niebezpieczeństwo. Dlatego nasze żony czy mężowie, szczególnie mężowie naszych koleżanek, tak to przeżywają. Dlatego przyjmując młodych żonatych mężczyzn czy zamężne kobiety, sprawdzamy, jakie są ich relacje w związkach.

Rozwody są bardzo częste?

Jeśli pojawiały się problemy, to raczej rozpadały się małżeństwa niż koledzy czy koleżanki odchodzili ze służby. Tylko raz kolega odszedł, ale potem i tak rodzina mu się rozpadła, a on chciał wrócić do służby. Uzależnienie emocjonalne, uzależnienie od adrenaliny, ale także od silnych związków interpersonalnych, które nas łączą, jest tak silne, że nie sposób to porzucić. Jesteśmy trochę jak zakon, najlepiej czujemy się w swoim gronie.

Szpiedzy powinni się więc pobierać między sobą?

Myśmy mieli parę takich małżeństw, ale to się nigdy nie udaje. Jak wracasz do domu, to nie chcesz rozmawiać o pracy. Potrzebujesz azylu, ciszy, spokoju. Chcesz mieć swój dobry świat. Znaczki zbierać, książkę poczytać.

Pana małżeństwo przetrwało. Jak to się państwu udało?

To jest wielka tajemnica, nawet dla mnie. Nie będę się rozwodził nad swoim życiem osobistym, nie mam takiego zwyczaju, ale powiem enigmatycznie – nie było łatwo.

Zdarza się, że rodzinie szpiega grozi realne niebezpieczeństwo? Jego dziecku? Żonie?

Nie. My łamiemy wszelkie prawa, ale jest jeden kodeks święty dla wszystkich cywilizowanych wywiadów – kodeks Hammurabiego i zasada oko za oko, ząb za ząb. Czyli jeżeli jakaś służba zaatakuje naszego oficera, my odpowiadamy dokładnie tym samym. I jest święta zasada, że nie dotykamy swoich rodzin. Gdybyśmy zaczęli uderzać w naszych partnerów czy dzieci, spirala nigdy by się nie zatrzymała. Tu już by działał nie chłodny umysł, do czego jesteśmy zobligowani, tylko pragnienie zemsty. A ani my, ani nasz przeciwnik nie możemy sobie na to pozwolić. Choć oczywiście bywają sytuacje ekstremalne. Nasi koledzy zostali zabici. Wiemy o tym, ale nie mamy dowodów. Bo jeżeli kogoś na pustyni ciężarówka rozjeżdża…

Można się nauczyć panować nad strachem?

Gdy przyjmujemy młodych ludzi, musimy sprawdzić, czy oni w ogóle wiedzą, co to jest strach. Czy potrafią zdefiniować siebie w stosunku do zagrożeń, z którymi będą się stykać. Załóżmy, że przychodzi do mnie młody oficer. Daję mu niebezpieczny teren, brudną sprawę, by ją rozpracował, zastanowił się, jak do niej podejść. Po kilku dniach wraca i mówi: „Szefie, ja nie dam rady tego zrobić”. „A dlaczego?” „Boję się”. Ktoś, kto tak stawia sprawę, to dla mnie dobry oficer. Lepszy niż ten, który się boi, ale jedzie na robotę. Jeśli jedzie i się boi, on tego nie zrobi. Zginie, zginą inni ludzie z jego powodu. Dlatego umiejętne określenie swoich możliwości w stosunku do zagrożeń jest podstawą. Jeżeli się boisz, znajdźmy inną metodę. Nigdy nie mówiłem do nikogo „ty tchórzu”. U nas nie ma takiego słowa.

A jeśli ktoś nie wykonał rozkazu?

W wywiadzie nie zarządza się rozkazami. Zespołem kieruje się w oparciu o autorytet. Oficerowie to są bardzo inteligentni młodzi ludzie. Im nie można kazać zrobić głupoty. Jeśli oficer szedł na realizację zadania, ale czuł że coś jest nie tak, że coś nie gra, otoczenie się nie harmonizuje z jakimiś jego doznaniami, więc rezygnował, wracał i to opisywał, ja za to chwaliłem. Mówiłem: bardzo dobrze zrobiłeś, nagrodę dostaniesz. Bohaterów, którzy wpadli, jest pełno. Tylko co z tego?

A czego pan bał się najbardziej?

Rutyny. Bałem się, że przestanę oglądać otoczenie przez pryzmat wnikliwej, rzetelnej oceny tego, co się wokół mnie dzieje. Że zacznę ufać intuicji bardziej niż ona jest tego warta, a to mogło prowadzić do katastrofy. Ja też podejmowałem decyzje o ucieczce. Byłem już dojrzałym, otrzaskanym szpiegiem, a mówiłem sobie: nie, nie jestem w stanie. Wracałem do kraju w klapkach, spodenkach i koszulce, tylko z paszportem w kieszeni. Szpiegowi przez całe życie towarzyszy pewien nieokreślony lęk, bo zagrożenia często są nieokreślone. Najwięcej oficerów wywiadu ginie nie od trucizny, pistoletu czy bomby, ale od chorób czy w wypadkach. Dużo bardziej bałem się lecąc rozklekotanym antkiem z pijaną ukraińską załogą, kiedy podwozie nie mogło się wysunąć, niż na wojnie w Bośni i Hercegowinie.

Odejście z wywiadu było dla pana trudne? Tak jak dla bohaterów „Naboru”?

Historia, którą opisuję, jest w pewnym sensie metaforą naszych losów. Szpiegiem nigdy nie przestaje się być. W książce ująłem to w ten sposób, że moi bohaterowie znowu mają jakieś wyzwanie. Nie mogą powiedzieć: olewamy, nie robimy. To jest fundament psychiki, etosu, całego naszego życia. Po wielu latach służby my jesteśmy tak silnie uzależnieni od siebie, od naszego życia, od adrenaliny, od historii, że jak się odchodzi na emeryturę, to świat okazuje się szary, ponury, ludzie nieciekawi, w telewizji nie ma co oglądać… Człowiek nie może sobie miejsca znaleźć. Dlatego my nadal jesteśmy ze sobą blisko, choć nigdy nie rozmawiamy o pracy. Nie wspominamy: „A pamiętasz, w Iranie, w teherańskim metrze, to żeśmy takie rzeczy robili”. Nie! Rozmawiamy o dzieciach, o książkach, o pogodzie, nie wracamy do przeszłości.

Jak teraz wygląda pana codzienne życie?

Ono się już bardzo zmieniło, bo z wywiadu odszedłem w 2007 roku, już wiele lat jestem na zewnątrz. Wciąż jednak żyję w tamtym świecie. Piszę, jestem od tego uzależniony, nie potrafię inaczej. To treść mojego życia. Nadal prowadzę szpiegostwo, tyle że w głowie. Trzydzieści lat pracy w wywiadzie to nieprawdopodobny bagaż doświadczeń, historii, spostrzeżeń. Osiemdziesiąt procent postaci i miejsc, które opisuję, znam z autopsji. Szpiedzy rzadko czytają literaturę szpiegowską, bo zwykle takie książki piszą ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia. Natomiast moje powieści koledzy i koleżanki czytają. Odnajdują tam nasz świat, nasz język, wiedzą, kto jest kto, bo postaci miewają swoje archetypy. To dla mnie duża satysfakcja.

Dla pana przyjaciół pewnie też?

Tak. A wie pani dlaczego? Ja te książki zacząłem pisać z dwóch fundamentalnych powodów. Jeden był taki, że chciałem opowiedzieć o naszym życiu, o nas. Pokazać, że nie jesteśmy tacy jak na filmie Patryka Vegi „Służby specjalne”, gdzie oficerowie wywiadu mówią knajackim, bandyckim językiem i wożą piły mechaniczne w bagażniku. Szpiedzy to są inteligentni, wykształceni ludzie o dużej kulturze. Chciałem stworzyć pozytywny mit. Wiele kultur ma takie postacie – Anglicy mają Jamesa Bonda, Amerykanie Jacka Ryana, Szwedzi komandora Hamiltona. A u nas oficer polskich służb zawsze kojarzył się negatywnie. W znacznej mierze rękę przyłożyli do tego politycy, którzy wykorzystywali nasze historie do realizacji własnych planów, często nas poniżając. A drugi powód pisania jest taki, że chciałem dać kolegom i koleżankom satysfakcję. I w sumie jak mam około pięciu milionów czytelników, to znaczy, że do tylu ludzi dotarła informacja, jacy my naprawdę jesteśmy.

Powieść Vincenta V. Severskiego „Nabór” ukazała się nakładem wydawnictwa Czarna Owca.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Amaryllis Fox
Amaryllis Fox w kwietniu 2020 roku. Fot. Jesse Stone

Amaryllis Fox, była agentka CIA, przebija szklany sufit: „Kobiety są lepszymi szpiegami!”

Amaryllis Fox przez blisko 10 lat pracowała jako agentka CIA w 16 różnych krajach. Swoje przeżycia opisała w książce „Tajne życie”, a platforma Apple TV właśnie kręci serial na jej podstawie. Amaryllis zagra Brie Larson!
Magdalena Żakowska
08.06.2020

Amaryllis Fox miała w CIA status tajnej agentki bez osłony dyplomatycznej. To jeden z najbardziej niebezpiecznych zawodów na świecie. W razie wpadki nikt by się za nią nie ujął, a CIA zaprzeczyłoby wszelkim powiązaniom z nią i jej misjami. Zajmowała się terroryzmem na Bliskim Wschodzie. Śledziła czarny rynek broni, przechwytywała substancje, który mogłyby posłużyć terrorystom do budowy broni nuklearnej. Udając handlarkę dziełami sztuki, werbowała współpracowników wśród handlarzy bronią. Mimo że pracę w Agencji zaczęła świeżo po atakach z 11 września 2002 roku, w atmosferze nienawiści do terrorystów i całego świata arabskiego, za swoją prywatną misję postrzegała doprowadzenie do pokojowego zakończenia wojny z terrorystami, a w każdym wrogu starała się przede wszystkim dojrzeć człowieka. W końcu, po blisko 10 latach służby, zdecydowała się odejść z CIA. Czuła się wypalona, miała problemy z odbudowaniem swojej własnej, prawdziwej tożsamości.  Dziś Amaryllis Fox pomaga uchodźcom, resocjalizuje więźniów i prowadzi zwykłe życie rodzinne. W 2018 roku poślubiła Roberta Kennedy'ego III , potomka legendarnej rodziny prezydenckiej, z którym wychowuje dwójkę dzieci. Napisała wspomnienia, „Tajne życie”, które właśnie ukazały się w Polsce nakładem wydawnictwa Czarna Owca, a platforma Apple TV+ przygotowuje już serial na ich podstawie. W rolę Amaryllis Fox wcieli się niezwyciężona Kapitan Marvel z serii o komiksowych superbohaterach, czyli Brie Larson.   Magdalena Żakowska: Zagra cię Brie Larson. Jak oceniasz ten wybór? Amaryllis Fox: Jestem zachwycona! Poznałyśmy się, Brie jest błyskotliwa, inteligentna, ma niezwykle silną osobowość. Nie wyobrażam sobie aktorki, która pasowałaby lepiej. Serial, który Apple TV+ kręci na...

Czytaj dalej
pazura
HBO Jacek Piątek

Ja jestem Cezary Pazura...

„Moja żona Edytka spytała, czy jestem przygotowany do zdjęć. Odpowiedziałem: Nie, kochanie. Ja nie jestem przygotowany. Ja jestem przygotowany perfekcyjnie” – mówi w rozmowie z nami Cezary Pazura.
Magdalena Żakowska
18.06.2020

Można go lubić albo nie, ale każdy przyzna: Cezary Pazura to jeden z największych aktorów w historii polskiej komedii. Można narzekać, że nie zagrał wielkiej dramatycznej roli,  że za bardzo marnuje talent na estradowe występy, ale to, co zrobił w „Killerze” i tak przejdzie do historii. A Adaś Miauczyński u Koterskiego? Nowy w „Psach”, czy niedawno Mariusz w serialu „Ślepnąc od świateł”? Kilka dni temu obchodził 58 urodziny. Życzymy mu z tej okazji jeszcze wielu fantastycznych ról! I zachowania tego daru, który ma do rozbawiania ludzi. Jego przyjaciel, słynny malarz i plakacista Rafał Olbiński powiedział mu: „Ty jesteś, chłopcze, w takim wieku, że nie możesz już robić rzeczy nieistotnych. Skup się tylko na tym, co ważne”. „To była najlepsza rada, jaką w życiu dostałem” , mówi Cezary Pazura. Magdalena Żakowska: Ogląda pan programy Kuby Wojewódzkiego? Cezary Pazura: Oglądam, znam go osobiście i bardzo podziwiam jego profesjonalizm. Byłem u niego w programie już chyba ze sześć razy. A dlaczego pani pyta? Bo jest uderzające podobieństwo między Wojewódzkim a granym przez pana celebrytą Mariuszem w serialu „Ślepnąc od świateł” – w gestach, sposobie mówienia, słownictwie. Spotkałem wtedy Kubę. Rozmawialiśmy trochę. Zapytał, co robię. Mówię, że gram Mariusza w „Ślepnąc od świateł”. A on: „Ha! Taką postać, o której, jak się ukazała książka, mówili, że to ja!”. „A to ty?” – zapytałem. „Nie, no co ty?!” Także wszelkie podobieństwa są przypadkowe. Wiem, że zdobył pan tę rolę w drodze castingu. Tak, już chyba nie ma aktorów branych w ciemno ze względu na nazwisko. Teraz wszyscy muszą walczyć o rolę. Pamiętam, jak w 1994 roku zadzwoniła do...

Czytaj dalej
Szczepan Twardoch
Zuza Krajewska

Szczepan Twardoch: „Mam serce z kamienia, więc…”

Autor „Króla” i „Królestwa”, pisarz, Szczepan Twardoch o pisaniu, pasjach i Zagładzie. „Literatura jest od tego, żeby ruszać to, czego nie powinno się ruszać, dźgać tam, gdzie boli”.
Wika Kwiatkowska
18.06.2020

Dla siebie samego przyjąłem, że ważną kategorią w życiu człowieka jest przyzwoitość. Nie jestem księdzem, nikogo nie nauczam. Ale nie żyję w jakiejś nihilistycznej fantazji”, mówi Szczepan Twardoch. Jego dwie bestsellerowe książki „Król” i „Królestwo” przenoszą nas do Warszawy z czasów Zagłady – i nie pozostawiają obojętnymi. Wika Kwiatkowska: Po pracy nad książką masz potrzebę resetu, podróżujesz?  Szczepan Twardoch: Nie mam czasu na resetowanie się po książkach. (śmiech) Przechodzę prosto z jednego projektu – choć to obrzydliwe słowo – do kolejnego. Angażują mnie różne rzeczy, niekoniecznie książki. Ale nie potrzebuję odpoczywać od pracy – to jedna z głównych spraw, które nadają życiu sens. Odpocznę w grobie.  Napisałeś trzy książki o Warszawie. Jaki masz stosunek do tego miasta? Euforyczny. Uwielbiam Warszawę. Co nie znaczy, że chciałbym tu mieszkać. Chociaż nie chcę mówić: „nie będę” i „nigdy”, bo życie jest skomplikowane i Bóg jeden raczy wiedzieć, co się wydarzy. Gdybym z tajemniczego powodu musiał przestać mieszkać tam, gdzie mieszkam, to znaczy w Pilchowicach – a chcę mieszkać w  Pilchowicach – to wybrałbym Warszawę albo Berlin. Raczej Berlin. Ale to są dwa miasta, które lubię najbardziej.  Co takiego lubisz w Warszawie? To jest naprawdę miasto. Otwarte. Z energią?  Nie wiem, co ludzie mają na myśli, kiedy mówią, że miasta mają energię, atmosferę. Atmosferę, to, kurwa, mają, raczej zatrutą. (śmiech) Lubię Warszawę za to, że po prostu dobrze się w niej czuję. Mam tu bardzo wielu znajomych, co najmniej tylu, co na Śląsku, jeśli nie więcej. Mam swoje miejsca, oswojone. Najbardziej lubię południowe...

Czytaj dalej
Pexels.com

Uzależnienie: dlaczego jedni się uzależniają, a inni nie?

Popołudniowy drink z przyjaciółkami, wieczorna whisky z partnerem i wino do snu. Kiedy przyjemność staje się uzależnieniem?
Sylwia Arlak
10.11.2020

Stół zastawiony pysznymi potrawami, śmiech, gwar, a do tego nierzadko morze alkoholu. Od zawsze lubimy biesiadować. Lubimy też wyskoczyć na szybkiego drinka po pracy (oczywiście nie w czasie pandemii i lockdownu), a wieczorem zrelaksować się przy winie. Jedni z nas mogą kontrolować sytuację i żyć w ten sposób latami. Nigdy się nie uzależnią. Inni, którzy zaczynali równie niewinnie, nie wyobrażają już sobie innego życia. Piją, palą, zażywają narkotyki, objadają się (możliwości jest wiele – według Narodowej Służby Zdrowia w Wielkiej Brytanii ludzie „są w stanie uzależnić się od wszystkiego, od hazardu po czekoladę”), żeby złagodzić stres, uciec od rzeczywistości. A potem odkrywają, że aby uzyskać ten sam „haj”, muszą zwiększyć dawkę. Co więc sprawia, że jedni ludzie się uzależniają, a inni nie? Medycyna wciąż nie jest w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. To, co możemy zrobić, to wziąć pod uwagę wszystkie czynniki ryzyka. Uzależnienie. Czynniki biologiczne Jak czytamy na stronie National Institute On Drug Abuse, należą do nich genetyka (za uzależnienie odpowiada od 40 do 60 procent genetyki. To choroba zachodząca w mózgu i przekazywana z pokolenia na pokolenia), choroby psychiczne i płeć. Dzieci osób uzależnionych są ośmiokrotnie bardziej narażone na uzależnienie niż dzieci rodziców nieuzależnionych. Łatwiej też uzależnią się osoby z chorobami psychicznymi. „Badania sugerują, że ludzie podatni na uzależnienia mogą wykazywać zmiany w obrębie kory przedczołowej. Ta część mózgu odpowiada za podejmowanie decyzji, ważenie plusów i minusów konkretnej czynności” — podkreśla przewodniczący Wydziału Uzależnień na Królewskim College of Psychiatrics dr Owen Bowden-Jones. Czytaj też :  Uzależnienie od...

Czytaj dalej