Znakomita Jane Fonda daje lekcję empatii: „Jesteśmy różni, ale wszyscy jesteśmy ludźmi”
USA TODAY Network/Sipa USA/East News

Znakomita Jane Fonda daje lekcję empatii: „Jesteśmy różni, ale wszyscy jesteśmy ludźmi”

Gdy Jane Fonda przemawiała podczas tegorocznej gali rozdania Złotych Globów, na twarzach słuchaczy widać było wzruszenie, przejęcie, aprobatę. Nikt inny po swoim wystąpieniu nie otrzymał tak gromkich braw.
Hanna Szczesiak
01.03.2021

Tegoroczna gala rozdania Złotych Globów przypominała raczej konferencję na Zoomie niż pełną blichtru fetę – większość nominowanych nie pojawiła się na czerwonym dywanie, a nagrody przyjmowali za pośrednictwem wideoczatu. Mimo tej wyjątkowej – dla wielu pewnie przygnębiającej – oprawy, kilka momentów z pewnością przejdzie do historii. Jak ten, gdy Chloé Zhao została pierwszą pochodzącą z Azji kobietą (i drugą w ogóle!), która otrzymała nagrodę w kategorii Reżyseria. Innym momentem wartym zapamiętania jest przemówienie Jane Fondy.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Lekcja różnorodności Jane Fondy

Jane Fonda odebrała honorową nagrodę im. Cecila B. DeMille’a za zasługi dla rozrywki. Jej przemowa była jednym z jaśniejszych punktów gali, choć słodko-gorzkim. „Jesteśmy społecznością gawędziarzy, prawda? A w burzliwych, rozdartych kryzysem czasach – takich jak te – opowiadanie historii zawsze było niezbędne. Opowieści mogą na swój sposób zmieniać nasze serca i nasze umysły. Mogą nam pomóc zobaczyć siebie nawzajem w innym świetle. Uczą empatii. Pomimo naszej ogromnej różnorodności, przede wszystkim jesteśmy ludźmi, prawda?” – mówiła artystka.

W dalszej części przemówienia odwołała się do własnych doświadczeń. Przyznała, że wielokrotnie miała do czynienia z różnorodnością. Zdarzało się, że zrozumienie ludzi, których spotykała na swojej drodze, było dla niej wyzwaniem. Za każdym razem przypominała sobie o jednej zasadzie: podchodzeniu do innych, szczególnie różnych od nas, z życzliwością i „otwartym sercem”. „Jeśli mam otwarte serce i patrzę pod powierzchnię, czuję pokrewieństwo” – mówiła Jane Fonda.

By zrozumieć znaczenie opowieści w życiu każdego z nas, odwołała się do filmów i seriali, również tych, które były nominowane w tym roku do Złotych Globów. I tak „Nomadland” pozwolił jej poczuć miłość do tych z nas, którzy nie mają swojego miejsca i stale wędrują. Dzięki filmowi „Minari” mogła zobaczyć, czego doświadczają imigranci, którzy muszą mierzyć się z nową rzeczywistością. Aktorka wymieniła jeszcze kilka innych produkcji – tych, które pokazały jej, co oznacza w dzisiejszym świecie bycie muzułmaninem czy czarnoskórym, czy tych, które jeszcze bardziej uwrażliwiły ją na problem przemocy seksualnej czy uświadomiły, jak krucha jest nasza planeta i jak niewiele brakuje, by wkrótce przestała istnieć.

Czytaj też: Jane Fonda o Rogerze Vadimie: „Jadłam tylko skórki z jego chleba i okrawki z jego camemberta”

Jane Fonda sprzeciwia się nierównościom branży filmowej

Pod koniec przemówienia Jane Fonda odniosła się do kontrowersji związanych z tegoroczną galą. Kilkadziesiąt godzin przed rozpoczęciem transmisji w mediach pojawiła się informacja, że Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej (HFPA), które przyznaje nagrody, od 1987 roku nie przyjęło ani jednego nowego członka lub nowej członkini o kolorze skóry innym niż biały.

„Jest jednak opowieść, której nie chcemy oglądać i której nie chcemy słuchać – o nas żyjących w tej branży. Opowieść o tym, które głosy szanujemy i które wzmacniamy, a które całkowicie wyciszamy. Opowieść o tym, komu oferuje się miejsce przy stole, a kogo nie dopuszcza się do pomieszczeń, w których zapadają decyzje” – mówiła artystka, nawiązując nie tylko do kontrowersji związanych ze Złotymi Globami, ale do przemysłu filmowego w ogóle.

Aktorka ma nadzieję, że historia każdego zostanie zobaczona i usłyszana. W końcu wszyscy, nieważne jak różni, jesteśmy częścią większej historii.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Mat.prasowe

Gwiazda Hollywood i dziewczyna z sąsiedztwa. Shailene Woodley jest nową ulubienicą Ameryki

Do niedawna ulubienicą Ameryki była Jennifer Lawrence. Dzisiaj jest nią Shailene Woodley, która od ścianek, czerwonego dywanu i szpilek, woli naturę, bose stopy i towarzystwo wiernych przyjaciół.
Sylwia Arlak
26.06.2020

Policja zatrzymała ją na placu budowy, skąd transmitowała na Facebooku protest przeciwko budowie gigantycznego rurociągu. Skarżyła się, że szła do swojego samochodu, gdy funkcjonariusze złapali ją za kurtkę. „Mają wielkie spluwy i pałki, nie chcą mnie puścić” — relacjonowała w 2016 roku.  Shailene Woodley we wszystko, co robi, angażuje się na sto procent. Choć nie ma aktorskich korzeni (rodzice są psychologami), to po raz pierwszy stanęła na scenie w wieku czterech lat. „Trafiłam do tego biznesu przez przypadek. Nigdy nie planowałam, że zostanę aktorką. To się po prostu stało” — przyznała lata później w jednym z wywiadów. Zaczęła od występów w reklamach telewizyjnych. Jej debiutem na małym ekranie był występ w filmie telewizyjnym „W poszukiwaniu ojca” w 1993 roku. Później mogliśmy zobaczyć ją w serialach „Bez pardonu”, „Bez śladu” i „Jordan”. Zagrała też m.in. w kultowym serialu dla młodzieży „Życie na fali”, gdzie wcieliła się w siostrę jednej z głównych bohaterek. Szybko zaczęła więc grywać w filmach fabularnych. Szerszej publiczności zaprezentowała się w znakomitej, nagrodzonej Oscarem za scenariusz produkcji „Spadkobiercy” Alexandra Payne’a, w której wystąpiła u boku George’a Clooneya. Przekonała publikę i krytyków. Za rolę w tym filmie Woodley otrzymała nominację do Złotego Globu i wygrała nagrodę Film Independent. Po „Spadkobiercach” jej kariera nabrała tempa. W 2013 roku zagrała główną rolę w filmie „Cudowne tu i teraz”, a już rok później w kinowym dramacie „Gwiazd naszych wina” na podstawie bestsellerowej powieści Johna Greena. To był prawdziwy przełom w jej karierze. „Gwiazd naszych wina” i...

Czytaj dalej
Scarlett Johansson
East News

Jest ikoną na miarę Marilyn Monroe – tylko wybiera lepsze filmy. Sezon na Scarlett trwa

Najlepiej zarabiająca aktorka wszech czasów. W 2020 była nominowana do Oscarów za „Historię małżeńską” i „Jojo Rabbit”. Właśnie mieliśmy ją oglądać w „Czarnej Wdowie”, ale premierę przełożono na listopad.
Magdalena Żakowska
22.05.2020

Lubię brutalne kino. Takie smakuje mi najbardziej”, mówi Scarlett i bynajmniej nie ma na myśli serii „Avengers”. „Wiecie, o co mi chodzi? O prawdziwą brutalność w pokazywaniu emocji, uczuć, tego, co skrywamy i czego się wstydzimy. Takie scenariusze to dla aktora prawdziwe bogactwo. I właśnie takie kino chcę robić. Brzydkie, krępujące, fascynujące. Reszta to puch marny”. Mowa oczywiście o „Historii małżeńskiej”, ale równie bezkompromisowym kinem jest film „Jojo Rabbit”, w którym wciela się w matkę chłopca należącego do Hitlerjugend, która ukrywa w domu żydowską dziewczynkę. „Matka hitlerowca? Musiałam to zagrać”, żartowała, nawiązując do swoich żydowskich korzeni.  Pierwszy z tych filmów przyniósł jej zachwyt krytyków i przypomniał nam, że jest genialną aktorką dramatyczną. Drugi pokazał, że fantastycznie sprawdza się także w rolach komediowych i nie boi się kontrowersyjnych projektów.  Sofia Coppola, Spike Jonze i nowa Marilyn Monroe Każda z nas ma zapewne swój najważniejszy film ze Scarlett Johansson w roli głównej. Dla większości będzie to „Między słowami” w reżyserii Sofii Coppoli, gdzie stworzyła wzruszający duet z Billem Murrayem i udowodniła, że jest wielką aktorką młodego pokolenia. W pierwszej scenie tego filmu widzimy zbliżenie na pupę Scarlett. Na tak przewrotny pomysł mogła wpaść tylko kobieta – chociaż 18-letnia wówczas aktorka gra tu młodą, piękną, seksowną i znudzoną podróżowaniem żonę zdolnego reżysera, to ani przez sekundę nie traktujemy jej jak „fajnej pupy”. Chociaż jej problemy mogą wydawać się nam banalne i głupie – kto nie chciałby spędzić kilku tygodni w Japonii?! – to od początku widzimy w niej samotnego człowieka. I właśnie to...

Czytaj dalej
COS jesienią lansuje minimalizm
mat. prasowe

Modny minimalizm i artyści, czyli kampania „New Perspectives” marki COS na sezon jesień-zima 2020

COS – siostra marki H&M, w nowym sezonie stawia na proste, ponadczasowe ubrania, artystyczne zdjęcia i niezwykłych bohaterów – tancerzy, poetów, muzyków i zaangażowane modelki
Zuzanna Szustakiewicz
31.08.2020

W dzisiejszych czasach, by skutecznie sprzedawać ubrania, bez względu na to, czy są to sukienki, marynarki, T-shirty czy dżinsy trzeba opowiedzieć klientowi pewną historię. Gdyby nie stojące za marką wartości ciuchy byłyby tylko kawałkami materiału. Świetnym tego przykładem jest najnowsza kampania marki COS. Filozofia siostry H&M  Należąca do giganta fast fashion H&M, marka COS od początku, czyli od 2007 roku stawia na nowoczesną klasykę, świetną jakość i ponadczasowy design . Budując konsekwentnie swoje DNA, ten brand współpracuje z artystami na całym świecie, wspiera młodych designerów i angażuje się w przeróżne kreatywne inicjatywy. Inspirowane sztuką i kulturą projekty COS owszem prezentowane są co sezon, ale założenie jest takie, że zgodnie z etycznym podejściem marki mają wytrwać wiele sezonów.  Niezwykła jesień-zima 2020 u COS Tej jesieni, znana z minimalizmu, marka stawia na różnorodność . W najnowszej kampanii na jesień-zimę 2020 COS przedstawia serię portretów „New Perspectives” autorstwa Jacka Davidsona. Do sesji zaproszone piętnastu przedstawicieli i przedstawicielek kreatywnej społeczności (głównie z Londynu, w którym pochodząca ze Szwecji marka ma swoją siedzibę). W stylizacjach Clare Richardson wystąpili m.in. stylista Ibrahim Kamara, modelka Lara Stone, poetka Greta Bellamacina i artystka Rhea Dillon. Ubrania z najnowszej kolekcji na jesień-zimę 20-20/21, w których wystąpili bohaterowie kampanii, łączą tradycyjne krawiectwo i innowacyjne pomysły . W kolekcji znajdziemy znane u COS  oversizowe kroje, asymetrie, cięcia i przeszycia w nieoczywistych miejscach. Gama kolorystyczna to złamana biel, beże, szarości przełamane mocnym błękitem, oranżem i zielenią. Na...

Czytaj dalej
George Clooney i Amal Clooney
East News

Amal i George Clooney: Gdyby Hollywood było królestwem, oni siedzieliby na tronie

Amal i George Clooney są spełnieniem wszystkich marzeń: piękni, mądrzy, dobrzy i szczęśliwie zakochani.
Magdalena Żakowska
12.06.2020

Prawniczka o międzynarodowej sławie poślubiła aktora – tak wyglądałyby nagłówki gazet 28 września 2014 roku, gdyby świat nie stał na głowie. Ale stoi, więc o wybitnych osiągnięciach Amal dowiedzieliśmy się dzięki temu, że zaczęła spotykać się z celebrytą, a wówczas jeszcze także niereformowalnym playboyem, George'em Clooneyem.  Rok po ślubie nikt nie miał wątpliwości, że Clooneyowie to małżeństwo dwojga równie wpływowych ludzi, a Amal stała się co najmniej tak sławna, jak jej mąż. Wystarczy wrzucić do Google jej nazwisko, żeby przekonać ile stron i blogów poświęcono jej stylowi, urodzie, ale przede wszystkim dokonaniom w dziedzinie praw człowieka. „Amal jest prawnikiem, pracowała nad sprawą korporacji energetycznej Enron, czyli jedną z największych afer korupcyjnych w Ameryce, była doradcą Kofi Annana w kwestii wojny domowej w Syrii i została wybrana do trzyosobowej komisji ONZ” – mówiła ze sceny aktorka Tina Fey podczas gali Złotych Globów w 2015 roku. „No więc dzisiaj jej mąż otrzymuje nagrodę za całokształt twórczości”. Nikt nie śmiał się na widowni głośniej, niż George Clooney.  George Clooney, czyli Dr Jekyll, Mr Hyde „Ona jest profesjonalistką, ja amatorem” – tak George Clooney określa relacje w swoim związku z Amal. „Przerasta mnie o głowę we wszystkim co robi”. Piękne słowa, choć George jest tu dla siebie zbyt surowy.  O takich, jak on w Stanach mówi się „silver fox”, czyli bardzo atrakcyjny, przystojny i siwy mężczyzna po 50-tce. Przeważnie samotny, bo nie lubi się wiązać, albo po prostu często zmieniający partnerki. Clooney był silver foksem do potęgi. Nie tylko jednym z najprzystojniejszych aktorów w Hollywood, z majątkiem wartym blisko 500 mln dolarów, ale też długą listą...

Czytaj dalej