„Zapomnij, że istniałem” – oto książka, która was porwie w te wakacje!
mat. prasowe

„Zapomnij, że istniałem” – oto książka, która was porwie w te wakacje!

O tym, że pisarstwo jest bardziej terapią niż sposobem na życie i swojej najnowszej książce, burzliwym romansie z nutą gangsterską, opowiada Beata Majewska, autorka „Zapomnij, że istniałem”.
Materiał partnera
16.06.2020

Jeśli szukacie wciągającej lektury na urlop, do kawy czy leniwe popołudnie, mamy coś dla was! Beata Majewska właśnie wydała kolejny romans... A oto, co opowiada na temat swojej książki:  

„Zapomnij, że istniałem” to 18 książka w pani dorobku. Jest na niej nawet w niej urocza dedykacja dla wszystkich pełnoletnich czytelniczek…

Beata Majewska: Jestem stosunkowo świeżą i młodą autorką, chociaż tyle, bo wiekowo nie jest dobrze i całkiem niedawno obchodziłam równą pięćdziesiątkę życia. Pisać zaczęłam sześć lat temu, w zasadzie pisarstwo było dla mnie bardziej terapią niż sposobem na życie, ale stało się jak się stało i teraz zajmuję się tym profesjonalnie. Tematyka zdecydowanie kobieca, czyli romans, miłość, to, co jest solą naszego życia. A dedykacja to nieco przewrotne życzenia, żebyśmy jako pełnoletnie kobiety, niektóre solidnie pełnoletnie, sięgały po książki pełne miłości, bo ta jest nam potrzebna zawsze.

Która swoją książkę wspomina pani z największym sentymentem i dlaczego?

Chyba „Najlepszy powód, by żyć”. Nie dość, że to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, to jeszcze spełnienie marzeń. Kiedy zaczynałam pisać, a potem szukałam wydawnictwa, marzyłam, by kiedyś wydać książkę w wydawnictwie znak. To był mój cel, który osiągnęłam właśnie tym tytułem. Obecnie wydaję powieści w przeróżnych wydawnictwach, ale tamto było moim swoistym egzaminem dojrzałości ;)

To porozmawiajmy o najnowszej książce: za co pokochamy Rafała, głównego bohatera?

Rafał Snarski, to taki facet, który skradnie serce prawie każdej kobiecie. Jest męski, silny, inteligentny, szarmancki (bywa), seksowny, nieco mroczny. Potrafi zapewnić swojej wybrance nieograniczone pokłady poczucia bezpieczeństwa. Nie będę oceniać współczesnych mężczyzn, bo nie znam wszystkich Polaków, ale wiem, że część moich Czytelniczek marzyłaby o kimś podobnym na swojej życiowej ścieżce. Jeśli nie miały tego szczęścia, zawsze mogą go sobie wyobrazić ;)

Ale też wiem, że to pierwsza część większej całości… Proszę zdradzić, co będzie dalej i kiedy…:)

Ojej. Będzie pięć razy bardziej gorąco i dziesięć razy bardziej mroczno. Zanurzymy się jeszcze solidniej w świat męskich facetów, którzy są twardzi, szorstcy i bezkompromisowi. Poznamy Nikitę, ten dopiero pokaże, co to znaczy być niegrzecznym chłopcem, i jestem prawie pewna, że zrobi Snarskiemu srogą konkurencję. A to nie koniec niespodzianek ;)

Romans z „nutą gangsterską” jest teraz bardzo popularnym gatunkiem…

Owszem, ale proszę nie myśleć, że napisałam „Zapomnij, że istniałem” na zamówienie czy pod publikę. Bynajmniej. Zwykły przypadek, że ta powieść wstrzeliła się w obecne trendy, ponieważ napisałam ją dobre trzy lata temu. Tak się fajnie złożyło, że od ponad roku panuje u nas (w Polsce) moda na książki z mafią, gangsterami i klimatem rodem z Ojca Chrzestnego – nie, żebym aspirowała do stworzenia dzieła równie imponującego. Znam swoje możliwości i miejsce w szeregu, chociaż bywa, że miewam dziwne pomysły, czasami sama się ich boję. Ale z reguły jestem grzeczną autorką książek, które dedykuję kobietom, moje historie są lekkie, przyjemne, emocjonalne, idealne do kawy i leniwego niedzielnego popołudnia i na tym poprzestańmy.

Czy planując kolejną powieść, podpytuje pani czytelniczki, o czym lub o kim chciałyby poczytać?

Och, nie. Akurat o to nie muszę pytać, same mówią! Uwielbiam moje czytelniczki i gdybym mogła codziennie się z nimi widywać, nie miałabym nic przeciwko. Właściwie taki sposób na życie, czyli codzienne długie spotkania, byłby idealny, a ktoś w tym czasie pisałby moje powieści. Obecnie – w dobie pandemii – wszelkie spotkania face to face były wstrzymane, nad czym ubolewam, bo wizyty w bibliotekach czy na targach potrafią zmotywować każdą pisarkę do pracy.

Chciałabym zapytać o małe społeczności, które poznajemy w pani książkach i ich sprawy. Szczególnie ujął mnie temat ochrony pszczół… Czy to sprawy, które na co dzień angażują panią do działania, czy tylko wątek do powieści?

Takie tematy jak ekologia, przyroda, ochrona dóbr naturalnych, filozofia #zerowaste i podobne, to mój konik. Mogę śmiało rzec, że jestem domową eko-terrorystką i moi domownicy uważają, żeby się nie narazić (i nie wrócić ze sklepu z napojem w plastikowej butelce). Kocham przyrodę, mam wielki ogród, obecnie stanowi konkurencję dla pisarstwa, czyli spędzam w nim zdecydowanie za dużo czasu, a piszę wyłącznie wtedy, gdy z nieba lecą strugi wody. Co do pszczół, nie posiadam pasieki, nie czuję się na siłach, by ją prowadzić, a w mojej rodzinie nikt nie hodował tych pożytecznych istot, ale… Mam mnóstwo kwiatów, chociaż tyle mogę im dać, czyli jestem kierowniczką małej stołówki dla pszczół.

Proszę powiedzieć, jak w 3 zdaniach zaprosiłaby pani czytelników do świata Rafała i Luizy…

Kochani, nieskromnie powiem, że ta książka Was porwie, bo taki był mój niecny plan. Przeczytacie ją w jeden długi wieczór, zawalicie noc, ale będziecie chcieli poznać ją do końca. I wszystko pięknie ładnie, dotrzecie do Epilogu, zaliczycie lekki opad szczęki i pytanie: „ale o co chodzi?!”, a potem zapytacie: „kiedy druga część?!” i „czemu jeszcze nie ma kontynuacji?!”

Beata Majewska, Zapomnij...”
mat. prasowe

Na koniec chciałam Was wszystkich serdecznie pozdrowić, mocno uściskać i życzyć wspaniałych przygód z moimi książkami!

 

Materiał powstał przy udziale Wydawnictwa Jaguar

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Patryk Vega
fot. Andrzej Świetlik

Patryk Vega o pieniądzach, używkach, rodzinie i religii

„Rodzina daje niesamowitego kopa. Nie czekasz na wenę, nie wymyślasz wymówek, tylko ostro zasuwasz”. Patryk Vega w bardzo osobistym wydaniu mówi, jakim był synem i jakim jest ojcem.
Magdalena Felis
16.06.2020

Filmy Patryka Vegi cieszą się w Polsce niesłabnącą popularnością. Chociaż krytycy zwracają uwagę na coraz niższy poziom produkcji, widzowie wciąż chodzą do kina na „nowego Vegę”.  A on postanowił ich nie zwieść i w rozmowie z nami mówi: „do 2025 roku mam zamiar zrobić 16 filmów”. Od maja na platformie Netflix możemy oglądać jego film „Bad Boy” o środowisku fanatycznych kibiców piłkarskich. W roli charyzmatycznego przywódcy jednej z takich organizacji wystąpił Antoni Królikowski. Niedawno Patryk Vega pokazał zwiastun swojej najnowszej produkcji „Pętla” o kulisach tzw. afery podkarpackiej, również z Antonim Królikowskim w roli głównej. Film ma trafić do kin we wrześniu. Sam pełen przemocy, przekleństw i odważnych scen erotycznych trailer wzbudził kontrowersję, ale o produkcji było głośno już w kwietniu za sprawą informacji, o tym, że Vega nie przerwał prac na planie filmowym, mimo trwającej pandemii. Niedawno Patryk Vega wrzucił nową wersję zwiastuna filmu „Pętla” przygotowaną z myślą o damskiej części widowni. Poświęcony jest on żonie głównego bohatera uwikłanej w romans przypominający słynną aferę z agentem Tomkiem.  Magdalena Felis: Wciąż jesteś najmłodszym twórcą profesjonalnych czołówek komputerowych w Księdze rekordów Guinnessa? Patryk Vega: Podejrzewam, że już mnie ktoś wyprzedził. Do Księgi Guinnessa trafiłem, kiedy zrobiłem animowaną czołówkę do programu „5-10-15”, a o tym wyróżnieniu poinformowała mnie Telewizja Polska. To był 1992 rok, inne czasy – byłem jedynym dzieckiem w klasie, które miało komputer. Moja mama musiała pojechać na parę miesięcy do pracy do Szwecji i w zasadzie za wszystkie zarobione pieniądze kupiła mi pierwszego...

Czytaj dalej
pisanie terapeutyczne
Getty Images

Pisz, będziesz szczęśliwsza. Pisanie terapeutyczne ma więcej zalet niż myślisz!

Pisanie wraca do łask. A nawet więcej, dziś traktowane jest jako terapia. Kartka papieru przyjmie wszystko, nie zdradzi naszych myśli, nie oceni nas, nie skrytykuje.
Justyna Kokoszenko
15.06.2020

Journaling, pisanie porannych stron, tworzenie psychobiografii lub pisanie ekspresywne. Bez względu na to, jak nazwiemy nasze pisanie, zawsze przyniesie wymierne korzyści. Psycholodzy przekonują, że pomaga oczyścić głowę z nadmiaru myśli, porządkuje wnętrze, poprawia pamięć i wycisza. Podobno warto zapisać choćby jedno zdanie dziennie. Powrót do pisania pamiętnika po latach? To lepszy pomysł, niż może się na początku wydawać. Kiedy przelewamy myśli i uczucia na papier, nie tylko uświadamiamy je sobie, ale też organizujemy je i dajemy sygnał mózgowi, że już nie musi ich w kółko przetwarzać. Tę sztuczkę zna chyba każdy, kto kiedykolwiek, zamiast próbować zapamiętać rzeczy, po prostu spisał je sobie jako listę zadań do wykonania. Autorka książki „Siła stresu” i psycholożka z Uniwersytetu Stanforda, Kelly McGonigal, uważa wręcz, że prowadzenie pamiętnika zwiększa naszą tolerancję na ból, poprawia samokontrolę, a na dłuższą metę sprawia, że mniej chorujemy. Ekspertka idzie nawet dalej! Według niej pisanie pomaga schudnąć, rzucić palenie lub przestać nadużywać alkoholu. Julia Cameron „Droga artysty”: poranne strony to tortura? Kiedy mowa o zaletach pisania, to wiadomo, że wcześniej czy później musi pojawić się nazwisko Julii Cameron, kobiety wielu talentów i zawodów, byłej żony Martina Scorsese i przede wszystkim autorki kultowego, przetłumaczonego na ponad 30 języków poradnika kreatywności „Droga artysty”. To o tej książce mówi się, że z jednej strony pomogła milionom ludzi odblokować wenę twórczą, a z drugiej – że dla podobnej liczby czytelników stała się narzędziem tortur. Konkretnie jednej tortury – rytuału pisania „porannych stron”. Zasady są jasne: poranne strony – powinno być ich przynajmniej...

Czytaj dalej
Nasza Planeta
Mat.prasowe

Najpiękniejsze filmy i seriale przyrodnicze, które zmienią wasz sposób patrzenia na świat

„Nasza planeta”, „Kraina miodu”, „Planeta Ziemia” – filmy i seriale przyrodnicze cieszą się wielką popularnością. I słusznie, bo są nie tylko piękne, ale dodatkowo zmieniają nasze myślenie na lepsze.
Sylwia Arlak
15.06.2020

Jeśli uważacie, że filmy czy seriale przyrodnicze nie są dla was, to znaczy, że nie poznałyście jeszcze tego gatunku. Koniecznie nadróbcie zaległości. Będziecie zachwycać się niesamowitymi zdjęciami i przekonacie się, że w filmie przyrodniczym może być więcej akcji niż w niejednej hollywoodzkiej produkcji. To też najlepsza lekcja o otaczającym nas świecie. Oto siedem filmów przyrodniczych, które warto poznać. 1. „Nasza planeta”, Netflix Gdybyście miały obejrzeć tylko jedną produkcję przyrodniczą, włączcie  „Naszą planetę”. Ośmioodcinkowy dokument, którego narratorem jest najbardziej znany popularyzator wiedzy przyrodniczej na świecie — brytyjski biolog, sir David Attenborough (w polskiej wersji głosu użyczyła Krystyna Czubówna), to jeden z najlepszych seriali ostatnich lat. Realizatorzy zabierają nas w podróż po wszystkich kontynentach świata. Zdjęcia kręcono przez cztery lata w 50 krajach. Dzięki najnowszej technice możemy podglądać z naprawdę bliskiej odległości życie najbardziej egzotycznych zwierząt i roślin. Niektóre z nich zobaczycie po raz pierwszy. „Nasza Planeta” to zachwycające zdjęcia, ale też ogrom refleksji. Niejeden raz – gorzkiej, bo oglądając piękne zdjęcia, jednocześnie przekonujemy się, jaką krzywdę wyrządzamy naturze. Tylu wzruszeń nie da wam żadna fabuła.   2. „Ziemia nocą”, Netflix Miłośników Krystyny Czubówny i udanych dokumentów, odsyłamy też do serialu „Ziemia nocą”. Tym razem oglądamy cuda natury po zmierzchu. Jak zachowują się słonie, kiedy nikt na nie nie patrzy? Co robią foki, kiedy wiedzą, że są same? Jak wyglądają egzotyczne rośliny na dnie oceanów? Piękne zdjęcia (wiele z nich jest robionych w podczerwieni oraz za pomocą kamery...

Czytaj dalej