„Z Tobą nie boję się niczego” pisała Tove Jansson do miłości swojego życia, z którą przeżyła blisko 50 lat
East News

„Z Tobą nie boję się niczego” pisała Tove Jansson do miłości swojego życia, z którą przeżyła blisko 50 lat

Magdalena Żakowska
19.02.2021

Nie przywykłam do bycia szczęśliwą – zanotowała Tove Jansson, kiedy poznała Tuulikki. –  Czuję się jak ogród, który wreszcie podlano, by kwiat mógł się rozwinąć”. Był 1955 rok. Pisarka, mama Muminków miała wtedy 41 lat, co w tamtych czasach oznaczało jesień życia. Od lat żyła samotnie. I właśnie zaczynała być sławna. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Tove Jansson: mama Muminków

Chociaż pierwsza książka poświęcona Muminkom, „Kometa nad Doliną Muminków”, ukazała się w 1946 roku, to prawdziwa muminkomania wybuchła dopiero osiem lat później, kiedy londyński dziennik „Evening News” zamówił u Tove Jansson codzienne krótkie komiksy z Muminkami w roli głównej. Podobno postawili jej tylko trzy warunki: zero polityki, zero śmierci, zero rodziny królewskiej. Od tego momentu przez siedem kolejnych lat Tove będzie tworzyć sześć komiksów tygodniowo. Trudno się dziwić, że po takiej serii na widok Muminków chciało się jej „już tylko rzygać”. 

Tymczasem „Evening News” sprzedał komiksy do 40 krajów – codziennie czytało je 20 milionów osób, w większości dorosłych. A potem Muminki były już wszędzie – na znaczkach pocztowych, tapetach, ubraniach, pościeli, talerzach, deskach klozetowych, w formie pluszaków i porcelanowych figurek. Tove Jansson powiedziała „stop”, kiedy miały pojawić się na chrupkim pieczywie, margarynie, mydle i podpaskach (miały nazywać się „Mała Mi”).

Tymczasem w sklepach z zabawkami otwierano już oddzielne sekcje poświęcone Muminkom, a przed Wielkanocą 1956 roku, czyli mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Tove poznała Tuulikki, trolle były dostępne w największym londyńskim domu handlowym w trzech rodzajach: z marcepanu, pluszu i porcelany. A to wszystko działo się, jeszcze zanim Muminki przebiły się do Japonii, gdzie odniosły chyba największy światowy sukces. Dziś zarządzana przez rodzinę Tove Jansson firma Moomin Characters, która zajmuje się sprzedażą i ochroną praw autorskich do Muminków, jest jednym z najbardziej dochodowych przedsiębiorstw w Finlandii. 

„– Kochasz mnie? – Jafne! – Dzięfuję, nafsajem!”

Łatwo można się zorientować, kiedy Tove była zakochana, bo na cześć swojej miłości wprowadzała do świata Muminków nową postać. Po raz pierwszy byli to Topik i Topcia, dwa tajemnicze i prawie identyczne stwory, które pojawiły się w Dolinie Muminków w 1946 roku. Rozmawiają ze sobą w języku zrozumiałym tylko dla nich dwojga, pilnie strzegą walizki z tajemniczą zawartością, którą chce im wykraść Buka.

Topik i Topcia to Tove i Vivica Bandler, córka prezydenta Helsinek i pierwsza kobieta, w której zakochała się autorka Muminków. To doświadczenie było dla niej oszałamiające i diametralnie inne niż wszystko, co wydarzyło się do tamtej pory. „Przepełnia mnie euforia. Jestem słońcem” – zanotowała. 

Topik i Topcia mówią w sobie tylko zrozumiałym języku, bo homoseksualizm był w Finlandii karany aż do 1971 roku, a później przez kilka dekad udawano, że ten temat nie istnieje. „Musimy być ostrożne” – pisze Vivica w liście do Tove. „Kochasz mnie? Jafne! Dzięfuję, nafsajem” – odpowiada Tove, parodiując język Topika i Topci. Ale ostrożność była wskazana. Tym bardziej że Vivica miała męża, a Tove od lat żyła w oficjalnym związku z pisarzem i lewicowym politykiem Atosem Wirtanenem. A co było w walizce Topika i Topci? Świecący królewski rubin, którego blask dociera aż w kosmos. Ten rubin to oczywiście nic innego, jak ich cenna miłość. Muszą ją chronić przed wrogim światem (Buką) za wszelką cenę. 

„Zobaczyłam wysoką, ciemną arystokratkę z wydatnym nosem, prostymi, gęstymi brwiami, wyzywającymi żydowskimi ustami. Jedno jej oko nie widzi, drugie jest przejrzyste, ciemne, świdrujące. Bujne, krótko ścięte włosy i najpiękniejsze dłonie, jakie kiedykolwiek widziałam. Jest zbudowana przepięknie, kobieco, kiedyś ją namaluję, głównie jako bogactwo owoców i rozwiniętych kwiatów” – pisze Tove w liście do przyjaciółki, Evy Konikoff. I chociaż w listach do przyjaciół snuje odważne plany dotyczące wspólnej przyszłości z Vivicą, a miłość nie schodzi jej z ust, po dwóch tygodniach znajomości ukochana wyjeżdża niespodziewanie z mężem do Paryża. 

Tove szybko orientuje się, że rozstanie nie jest tymczasowe, tylko ostateczne. Niedowierzanie, rozpacz, marazm. Wkrótce Topik i Topcia znikają z Doliny Muminków. Jak mawiał Włóczykij: „Życie nie jest czymś spokojnym”. 

„Trzeba od czasu do czasu przewietrzyć rodzinę”

Przez kolejne dziewięć lat Tove Jansson skupi się na pracy, która już zawsze będzie dla niej priorytetem. Zamieszka samotnie na małej wyspie Bredskär u wybrzeży Finlandii, gdzie sama zbuduje sobie niewielki, drewniany Dom Róży Wiatrów, zupełnie jak bohaterowie jej bajek. „Wznoszę dwa domy – pisze do przyjaciółki. – Ten zewnętrzny oraz wewnętrzny ze spokoju, samotności i obojętności”.

W przypływie rozgoryczenia oświadczy się jednak Atosowi Wirtanenowi. „Czemu nie” – odpisze Wirtanen, ale i z tych planów nic nie wyjdzie. Jeśli szukać u Muminków jej ówczesnego alter ego, będzie to niewątpliwie Paszczak. „Obudził się powoli, ale czuł się jeszcze bardziej zmęczony niż wtedy, kiedy kładł się spać. Schował się więc pod kołdrę. (…) Wreszcie zwinął się w kłębek i zrobił się malutki, ale i to nie pomogło. Starał się być Paszczakiem, którego wszyscy lubią i starał się być Paszczakiem, którego nikt nie lubi. Lecz co z tego, kiedy i tak ciągle był tylko Paszczakiem, który wszystko robi, jak może najlepiej, ale nic mu naprawdę dobrze nie wychodzi”. 

Kiedy w przeddzień Wigilii 1955 roku Tove z paczką płyt winylowych pod pachą weszła na świąteczne przyjęcie organizowane przez Gildię Artystów w Helsinkach, była przekonana, że resztę życia spędzi jak Paszczak: samotnie. Nie była w nastroju do zabawy, postanowiła więc skoncentrować się na ułatwianiu zabawy innym (chociaż słowo DJ nie było jeszcze wtedy tak powszechnie znane). Tyle że ktoś już zajął miejsce przy gramofonie. Była to niewysoka blondynka, graficzka i artystka Tuulikki Pietilä. Ona też przyniosła na przyjęcie swoje najlepsze płyty i nie zamierzała dzielić się z nikim gramofonem. 

Ich drogi skrzyżowały się wcześniej kilka razy. W tym samym czasie studiowały w Akademii Sztuki Ateneum w Helsinkach, chociaż w różnych rocznikach. W 1952 roku widziały się przelotnie w słynnym klubie dla lesbijek na paryskim Montparnasse. Ale dopiero teraz miały okazję naprawdę się poznać. To była miłość od pierwszego wejrzenia. „Zimę w Dolinie Muminków” Tove napisała niemal w całości w atelier Tuulikki, a w muminkowym uniwersum znowu pojawiła się nowa postać: Too-tiki. I została w nim już na zawsze. 

Tove Jansson. Mama Muminków
Forum

„Gdziekolwiek pójdę, jesteś ze mną”, pisze Tove do ukochanej. Na jej cześć wprowadza do Doliny Muminków postać Too-tiki. Pod jednym dachem zamieszkały dopiero pod koniec życia. W Finlandii homoseksualizm był karany aż do 1971 roku.

„Wszystko jest bardzo niepewne i to mnie uspokaja”

Latem 1956 roku Tove zaprosiła Tooti (tak nazywa Tuulikki) na wyspę Bredskär. „Gdy łódź z ukochaną dobiła do brzegu, czas stanął w miejscu. Od tamtego momentu miały być razem do końca życia” – pisze Boel Westin w świeżo wznowionej przez Wydawnictwo Marginesy biografii Tove Jansson „Mama Muminków”. Kiedy Tooti wyjeżdża na kilka tygodni na obóz artystyczny, Tove czeka na nią z ufnością. „Kochana, strasznie za Tobą tęsknię. Nie rozpaczliwie czy melancholijnie, bo wiem, że niebawem znów będziemy razem (…). Widzisz, kocham Cię jednocześnie w oczarowaniu i z wielkim spokojem, nie boję się niczego, co życie nam gotuje” – pisze do Tooti, a ta odpowiada: „Tove, nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”. A Tove na to: „Piękna noc, bezwietrzna i bez oddechu, wciąż nie potrafię uwierzyć, że Cię nie ma, ciągle odwracam się, żeby sprawdzić, co robisz, albo coś Ci powiedzieć”, ale już za chwilę pisze: „Gdziekolwiek pójdę, jesteś ze mną, chronisz mnie, motywujesz, Twoja radość i witalność są wszędzie”. 

Kilka miesięcy później udaje im się cudem zamieszkać pod jednym dachem w Helsinkach. Nie tyle wspólnie, bo w 1957 roku byłoby to jeszcze ze względu na homofobiczne prawo zbyt niebezpieczne, ale przynajmniej w tej samej kamienicy. Tooti szuka miejsca na pracownię i znajduje wolne mieszkanie przy ulicy Kaserngata 26C, w tym samym budynku, co atelier ukochanej. „Nareszcie jestem dogłębnie pogodzona z moim światem” – notuje Tove. Jesienią 1957 roku ukazuje się „Zima Muminków”. Tove Jansson odnosi tym tomem spektakularny sukces na całym świecie, a Too-tiki staje się centralną postacią opowiadania. 

Krępa, z krótkimi blond włosami, w marynarskiej koszulce w biało-czerwone paski, niebieskich spodniach i czapce z czerwonym pomponem na czubku. Too-tiki jest stworzonkiem zrównoważonym i rzeczowym. „Wszystko jest bardzo niepewne i to właśnie mnie uspokaja” – powtarza. W przeciwieństwie do Muminków nigdy nie zapada w sen zimowy. A co najważniejsze: jako jedna z nielicznych postaci współczuje Buce. To ona jest najbardziej urokliwą czarodziejką w „Zimie…”. Opowiada Muminkowi o zorzy polarnej, o wielkim mrozie, śmierci, jednocześnie nigdy nie tłumacząc niczego do końca. 

Łączyła je nie tylko miłość do winylowych płyt i sztuki. Obie kochały sztormy, prace budowlane, podróże i  bardzo ceniły sobie niezależność. 

„Tootie jest wspaniała, jasne, zawsze jest – ale Podróżująca Tootie to coś całkiem wyjątkowego” – pisała Tove do przyjaciółki, Mai Vanni w 1982 roku. Zbiór opowiadań „Podróż z lekkim bagażem” (którego wybrane fragmenty ukazały się w Polsce pod tytułem „Podróż z małym bagażem”) wydany w 1987 roku zadedykowała Tooti. 

Tove Jansson. Mama Muminków
East News

O wyjątkowości ich wspólnych niezliczonych podróży Tuulikki Pietilä opowiedziała w wywiadzie dopiero po śmierci Tove. Podróżowały nieskrępowanie, nigdy nie rezerwowały wcześniej hotelu i nie miały z góry ustalonej trasy, zabierały ze sobą minimum bagażu i namiot. W pierwszą wspólną podróż wybrały się w 1959 roku do Grecji i Paryża, ale wyjeżdżały też oddzielnie, a wtedy pisały do siebie listy – o wspólnym życiu na wyspie Bredskär, którą z czasem coraz częściej zajmowała rodzina Tove (mama i brat), a potem na wyspie Klovharun, która stała się tą „ich” wyspą. To tam zbudowały razem dom, a potem ramię w ramię budowały swoje życie złożone z pracy (po pierwsze) i miłości (po drugie). W Helsinkach zamieszkały razem dopiero pod koniec życia, wydaje się, że raczej ze względów praktycznych niż emocjonalnej potrzeby. 

„Szkoda mi ludzi, którzy znają Tove Jansson tylko jako autorkę Muminków. Jeśli nie czytało się jej powieści i opowiadań, to jakby się jej nie znało” – napisał fińsko-szwedzki pisarz Philip Teir w przedmowie do opowiadań „Wiadomość”. Książka, wydana w 1998 roku, była pożegnaniem Tove z twórczością pisarską i – w jakimś sensie – z życiem. Jedno z opowiadań, „List”, dotyczy związku Tove z Tooti, ich wspólnego życia w Helsinkach i na wyspie, pracy i podróży. W tym opowiadaniu dwie kobiety, artystka i pisarka, żyją ze sobą od dawna – odniesienia są jasne i wyraźne. Pisarka radzi się ukochanej, co odpisać wielbicielowi jej literatury, który domaga się informacji o prawdach wiecznych? Ta odpowiada praktycznie niczym Too-tiki: „Postaraj się raz na zawsze zapisać sobie, co stanowi sens życia, i zrób odbitki, będziesz ich mogła użyć następnym razem”.

Kiedy artystka dostaje propozycję pracy w Paryżu, pisarka daje jej wolność i akceptuje wyjazd, bo „ktoś pobłogosławiony miłością”, jak mówią ostatnie słowa opowiadania, w samotności zawsze znajdzie potencjał. Według pisarki prawo do nieskrępowanej wolności było największym dowodem miłości, na jaki można się w życiu zdobyć. 

Tove Jansson zmarła po długiej chorobie 27 czerwca 2001 roku w Helsinkach. Ukochana przeżyła ją o osiem lat. Ostatnie z nich spędziła, porządkując ich prywatne archiwum. Utrwalone przez nią na taśmie filmowej razem spędzane wakacje i życie na wyspie posłużyły później do stworzenia wielu dokumentów o ich wspólnym życiu. 

Korzystałam z książek: „Tove Jansson. Mama Muminków” Boel Westin, „Listy Tove Jansson”, „Córka rzeźbiarza” i „Wiadomość”. Wszystkie ukazały się nakładem Wydawnictwa Marginesy.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG

Najbardziej inspirujące biografie kobiet: Osiecka, Jansson, Kossak – my z nich wszystkie!

Czy można żyć ciekawiej, mocniej, pełniej, odważniej? Biografie Agnieszki Osieckiej, Tove Jansson czy Simony Kossak pokazują, jak wiele zależy od naszych własnych życiowych wyborów.
Anna Zaleska
30.10.2020

Jeśli nie teraz, to kiedy? Są takie książki, które mogą naprawdę odmienić życie. Wpłynąć na nasze nawyki, pomóc podjąć ważne decyzje, sprawić, że inaczej spojrzymy na siebie i innych. Czasem skłaniają nas do tego, by powiedzieć wielkie „nie”. Albo zdecydowane „tak”. Otworzyć się na nowe możliwości i spełnić uciszane dotąd marzenia. Biografie mają tę szczególną moc motywowowania, że opowiadają życie, które wydarzyło się naprawdę. Ze wszystkimi swoimi sukcesami i porażkami, radościami i rozczarowaniami. Dają niepowtarzalną możliwość wyciągania wniosków z cudzych doświadczeń. Dlatego warto po nie sięgać.  „Osiecka. Nikomu nie żal pięknych kobiet”, Zofia Turowska (Marginesy) Rodzinny dom, w którym nie czuła miłości. Matka zarażająca lękiem, bo dla niej wszystko, oprócz leżenia na kanapie, wiązało się z ryzykiem. Ojciec, dumny kompozytor, u którego miłość zamieniała się w tyranię, a dziecku chciał wpoić przede wszystkim dyscyplinę i pracowitość. Agnieszka Osiecka w opowieści Zofii Turowskiej to dziewczyna, potem kobieta zawsze pół na pół: pół przekorna, pół akceptująca, pół wesoła, pół smutna. Pełna życia i nie pozwalająca, by ograniczały ją normy społeczne i konwenanse. Ostatnie, czego szuka w życiu, to spokój i stabilizacja. Podczas studiów na Wydziale Dziennikarstwa UW ucieka z przesiąkniętych ideologią wykładów i włóczy się nad Wisłą. Wylatuje ze Związku Młodzieży Polskiej za sianie fermentu. W czasach STS-u wchodzi w kręgi warszawskiej bohemy. Kocha się „niemądrze w niemądrych”. Przyjaźni z niezwykłymi kobietami. Rodzi córkę Agatę i ucieka od macierzyństwa. Biografia Zofii Turowskiej pokazuje kobietę, która nigdzie i u niczyjego boku...

Czytaj dalej
15 najlepszych książek dla kobiet
Adobe Stock

15 ważnych historii napisanych przez kobiety – książki, o jakich nigdy nie zapomnimy

Od „Ani z Zielonego Wzgórza” po „Brzemię” Agaty Christie albo powieści Zadie Smith.
Marta Strzelecka
17.06.2020

Są książki, o jakich nigdy nie zapomnimy. Te, które sprawiły, że poczułyśmy się bardziej odważne, nie tak zagubione jak zwykle albo nie tak bardzo zwyczajne, przewidywalne jak na co dzień. Każda z nas wymieniłaby co najmniej kilkanaście tytułów opisujących nas, bliskie nam kobiety, wpisujących się w nasze rozmowy. I chociaż niemodnie jest być może wymieniać na takiej liście inne autorki niż Elena Ferrante czy Margaret Atwood, my to robimy, bo nie chodzi o modę. To jest zupełnie subiektywny zestaw. Poszukajcie w nim swoich historii. I stwórzcie własne listy niezapomnianych ważnych książek. 1. „Lato”, Tove Jansson Każdego lata ta niewielka książka wraca do mojej podręcznej biblioteki. Rodzaj dziennika z pobytu wnuczki z babcią na tajemniczej szwedzkiej wyspie. A życie na wyspie z kimś, kto doskonale cię rozumie, w okolicznościach jak z baśni, jest przecież spełnieniem marzenia o niekończących się wakacjach. Ta rzeczywistość wydaje się odrealniona, a jednocześnie dostępna, bo nikt nie opisuje promieni słońca czy dźwięku deszczu na tak wiele zaskakujących sposobów jak Jansson. Nikt nie odkrywa świata tak jak ona – i kiedy pisze o kobietach w różnym wieku, i kiedy pisze o Muminkach. „Lato”, Tove Jansson, tłum. Zygmunt Łanowski, Marginesy 2. „Matki”, Brit Bennett Małe miasteczko, społeczność, w której plotki rozchodzą się błyskawicznie, nadzieja na lepsze życie, licealna miłość. Każdy z tych elementów buduje początek opowieści. Ale najważniejszy okazuje się koniec niewinności. Przyjaźń dziewczyn, brak sekretów przestają być najważniejsze, kiedy okazuje się, że jedna z nich jest w ciąży – za wcześnie, zupełnie wbrew planowi, żeby zbudować swoje życie bez zdecydowanych kompromisów. To historia o pierwszych poważnych decyzjach,...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

7 książek, które czytałaś w dzieciństwie i do których powinnaś wrócić w dorosłym życiu

Nie wyobrażałyśmy sobie bez nich dzieciństwa, ale świetnie sprawdzą się także w dorosłym życiu. Odkryj na nowo książki sprzed lat i podsuń je swoim dzieciom. To prawdziwa skarbnica wiedzy.
Sylwia Arlak
29.12.2020

Ania z Zielonego Wzgórza” uczy nas, jak żyć w zgodzie ze sobą, a postaci z „Kubusia Puchatka”, jak pięknie się różnimy. „Muminki” mogą pomóc twojemu dziecku we wzmacnianiu własnego ego i pozwolą oswoić się z trudnymi tematami, a tobie przypomną, jak to jest czuć się prawdziwe wolną. Książki z dzieciństwa opisują świat w najprostszy, ale i najprawdziwszy sposób. „Muminki” Zdaniem noblistki Olgi Tokarczuk (z wykształcenia psycholożkii i psychoterapeutki) „Muminki” Tove Jansson to wspaniały materiał do pracy psychologicznej. „Książka jest zbiorem tak niezwykle jasno zarysowanych postaci, że można je traktować jako coś w rodzaju typów psychologicznych. […] W świecie Muminków, mimo jego całej różnorodności, istnieje jakiś porządek, harmonia — jakby poprzez rozmaitość postaci z Doliny Muminków wyrażała się całość, pełnia” — pisała w magazynie „Charaktery”. I tak Tokarczuk uważa, że opowiadanie „Wiosenna piosenka” z tomu „Opowiadania z Doliny Muminków” mogą pomóc w budowaniu i wzmacnianiu własnego ego, a „Opowiadanie o niewidzialnym dziecku” to z kolei lekcja o potrzebie bezpieczeństwa i miłości. Czytaj także: Jennifer Croft, tłumaczka Olgi Tokarczuk, szczerze o książkach noblistki „Kubuś Puchatek” W świecie stworzonym przez Alana Alexandra Milne'a jest miejsce dla każdego. Tytułowy „Kubuś Puchatek” to „duży niedźwiadek o bardzo małym rozumku”. Łatwo mógłby stać się obiektem drwin. Wciąż o czymś zapomina i cały czas przydarzają mu się dziwne historie. Tak bardzo lubi pałaszować miód, że przestał mieścić się w swój czerwony kubrak. Ale bliscy akceptują jego wystający brzuch,...

Czytaj dalej
Camilla Lackberg
mat. prasowe

Camilla Läckberg wraca w „Srebrnych skrzydłach” do tematu przemocy wobec kobiet 

„Dobry związek opiera się na wzajemnej miłości i szacunku. Nie można drugiego człowieka traktować jak trofeum” – mówi pisarka w swojej nowej książce „Srebrne skrzydła”.
Anna Zaleska
09.10.2020

Przez całe życie miałam szczęście do mężczyzn. I tych, z którymi się umawiałam na randki, i tych trzech, których poślubiłam”, opowiada Camilla Läckberg. Ale bohaterki jej powieści „Srebrne skrzydła” mają gorsze doświadczenia. Anna Zaleska: Twoja nowa książka „Srebrne skrzydła” mogłaby mieć podtytuł: „Kobiety, które nienawidzą mężczyzn” – parafrazując Stiega Larssona. I dodajmy od razu, że mają ku temu poważne powody.  Camilla Läckberg: Nie powiedziałabym, że to książka o kobietach, które nienawidzą mężczyzn. Osobiście kocham mężczyzn, jestem szczęśliwą żoną jednego z nich. (śmiech) Ale w serii o Faye, którą zapoczątkowała powieść „Złota klatka”, chcę zgłębiać świat, w którym kobiety naginają społeczne normy i robią rzeczy zwykle kojarzone z mężczyznami. Jeśli to jest odbierane jako agresja wobec mężczyzn, to dlatego, że społeczeństwo oczekuje innych zachowań od mężczyzn i od kobiet. Kobiety mają być grzecznymi dziewczynkami, a jeśli nie są, automatycznie przypisuje im się to, co najgorsze. Wszystkie kobiety w twojej powieści zostały skrzywdzone przez mężczyzn. Jakie są twoje osobiste doświadczenia? Przez całe życie miałam szczęście do mężczyzn. I tych, z którymi się umawiałam na randki, i tych trzech, których poślubiłam. Wszyscy byli wspaniałymi facetami, wspierali mnie, pomogli mi stać się taką osobą, jaką jestem. Ale muszę ze smutkiem przyznać, że każda z kobiet w moim otoczeniu choć raz była w związku z kimś, kto ją źle traktował. Bohaterki „Srebrnych skrzydeł” poślubiły władczych biznesmenów, którzy odnieśli wielki sukces zawodowy i finansowy… Taki związek nie może się udać?  Dobry związek opiera się na wzajemnej miłości i...

Czytaj dalej