Wraca „Opowieść podręcznej”! Kiedy będziemy mogli zobaczyć nowe odcinku kultowego serialu?
Mat.prasowe

Wraca „Opowieść podręcznej”! Kiedy będziemy mogli zobaczyć nowe odcinku kultowego serialu?

Już wiemy, kiedy obejrzymy premierowe odcinki czwartego sezonu „Opowieści podręcznej”. Serial na podstawie powieści Margaret Atwood, ponownie przeniesie nas do antyutopijnej przyszłości w Gilead.
Sylwia Arlak
26.06.2020

„Opowieść podręcznej”, słynny serial na podstawie książki Margaret Atwood miał już trzy sezony. Antyutopijna opowieść przenosi nas w bliżej nieokreśloną przyszłość, do fikcyjnego miasteczka Gilead, w którym istnieje system klasowy, a należące do najniższej klasy kobiety (tzw. podręczne), są zmuszone do rodzenia dzieci uprzywilejowanym rodzinom. Za nieposłuszeństwo bohaterkom grozi śmierć. 

Serial pojawił się mniej więcej w tym samym czasie, co ruch #metoo. Również w Polsce, czerwone płaszcze i białe czapki, które noszą bohaterki serialu, zakładały uczestniczki ulicznych demonstracji (w Polsce np. podczas wizyty Donalda Trumpa). 

Produkcja zdobyła uznanie fanów i krytyków. Pierwszy sezon produkcji otrzymał aż osiem telewizyjnych nagród Emmy, w tym za najlepszy serial dramatyczny oraz najlepszą aktorkę w serialu dramatycznym dla Elizabeth Moss. 

Bermudy na 5 sposobów!

Wojna sama się nie wygra

Kolejne sezony jednak nie dorównywały znakomitej pierwszej części. Fani oglądali, ale jednocześnie narzekali na powolną akcję i brak pomysłów na rozwijanie najważniejszych wątków. Zwiastun czwartego sezonu „Opowieści podręcznej” daje jednak nadzieję, że twórcy tym razem stanęli na wysokości zadania.

„Nie mogę odpoczywać. Moja córka zasługuje na więcej, wszyscy zasługujemy na więcej. Zmiana nigdy nie przychodzi łatwo. Ta wojna sama się nie wygra” — mówi w zwiastunie June Osborne, postać grana przez Elisabeth Moss. W krótkiej zapowiedzi (która składa się z archiwalnych materiałów i nowych scen) twórcy sugerują, że nadeszła rewolucja przeciwko Gileadowi. Wiemy już też, że June przeżyła wydarzenia z finału poprzedniej części. Zapowiada się sezon pełen akcji, nadziei i zmian. To już nie tylko opowieść o koszmarze Gilead i zniewolonych bohaterkach, ale także o sile przetrwania i kobiecej solidarności.

Dzięki Moss wiemy, że czwarta część zabierze nas daleko poza Gilead. „Jeśli chodzi o produkcję, przekraczamy granice naszych możliwości. Jesteśmy w ciągłym ruchu. Nie siedzimy już w studiu pomiędzy czterema ścianami, więc skala przedsięwzięcia jest dużo większa. To właśnie dlatego praca nad serialem zajęła nam trochę więcej czasu” — mówiła aktorka w jednym z wywiadów. 

June nie jest już więc ograniczona do domu jej dowódcy. Żaden z agentów teokratycznego społeczeństwa nie wie, gdzie jest, ani co planuje. Ma też po swojej stronie silnych sojuszników. Działająca w imieniu reżimu „ciotka” Lydia Clements mówi w zwiastunie, że June nie można już ocaleć.

To nie koniec opowieści ze świata Atwood

Czwarty sezon, podobnie jak pierwszy będzie liczył 10 odcinków (drugi i trzeci miał ich 13). Zapowiedział to na początku tego roku, showrunner serialu Bruce Miller. Twórca uspokajał fanów, że nie chodzi o problemy z produkcją. Wyjaśniał, że mniejsza liczba odcinków sprawi, że unikniemy niepotrzebnych dłużyzn. 

Nieznana jest na razie dokładna data premiery, wiadomo jednak, że zobaczymy go w 2021 roku.  Amerykanie oglądają „Opowieść podręcznej” na platformie HBO GO, u nas najpierw pojawiła się na Showmaxie, a teraz na HBO GO. W obsadzie obok Moss ponownie zobaczymy m.in. Josepha Fiennesa i Yvonne Strahovski. 

W zeszłym roku, Margaret Atwood wydała powieść „Testamenty”, która rozgrywa się w tym samym świecie, co „Opowieść podręcznej”. Prawa do książki zakupiło Hulu, co oznacza, że w najbliższych latach możemy spodziewać się kolejnej adaptacji powieści kanadyjskiej autorki.  

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Wiktoria Filus
Marek Zimakiewicz

O niej jest głośno! Kim jest Wiktoria Filus, czyli Laura z serialu „W głębi lasu”?

Zachwyciła widzów, przykuwa uwagę, jest odkryciem… – pisze się o Wiktorii Filus, aktorce, która w serialu „W głębi lasu” wcieliła się w młodą Laurę.
Anna Zaleska
24.06.2020

Ma 26 lat, kończy właśnie szkołę filmową w Łodzi. Choć zagrała jedną z głównych ról w najgłośniejszym serialu sezonu – wyprodukowanej przez Netflix ekranizacji powieści Harlana Cobena „W głębi lasu” – i została uznana za odkrycie, niewiele o niej wiadomo. Gdy rozmawiamy przez telefon, w głosie słyszę, jak bardzo pogodną i pełną energii jest osobą. Ale też jak uważnie dobiera słowa, zastanawia się, co chce powiedzieć, a co woli zachować dla siebie. Opowiada o swoich doświadczeniach ze szkoły aktorskiej, kulisach pracy przy produkcji Netflixa, przyjaźniach na planie i o tym, dlaczego lata 90. zawsze ją interesowały. Recenzje po roli w serialu „W głębi lasu” ma pani fantastyczne: zachwyciła widzów, przykuwa uwagę, jest odkryciem… W dodatku serial jest na pierwszym miejscu w TOP 10 Netflixa w Polsce, za granicą też się podoba. Pierwsza duża rola i od razu taki sukces. Tak, aż mnie trochę przytłacza ilość informacji, które zaczęły pojawiać się o mnie w mediach. To dla mnie nowość i staram się nieco od tego odcinać. Nie byłam przygotowana na tak nagłe wejście do życia publicznego, zainteresowanie mediów czy gwałtowny wzrost liczby obserwujących na instagramie. Nie wiem zresztą, czy można się na to przygotować. Jak trafiła pani do „W głębi lasu”? Wszystko bardzo szybko się potoczyło. W maju zeszłego roku na festiwalu szkół teatralnych był pokazywany dyplomowy film mojego roku „Nic nie ginie” w reżyserii Kaliny Alabrudzińskiej. Zobaczyła mnie w nim Ola Cywka, właścicielka agencji aktorskiej, i zaprosiła do współpracy. To Ola wprowadziła mnie do środowiska filmowego. Casting do „W głębi lasu” był jednym z pierwszych, na który poszłam, i udało się. Na pewno pomogło mi to, jak wyglądam, bo szukano dziewczyny podobnej do...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Psychopatyczni mordercy i zbrodnie, które wstrząsnęły światem! Najlepsze seriale i dokumenty true-crime 

Seriale i dokumenty o prawdziwych zbrodniach wciągają bardziej niż niejeden kryminał.
Sylwia Arlak
24.06.2020

Czy nam się to w sobie podoba, czy nie – lubimy przyglądać się zbrodni. Może nie jest to nasza najbardziej chwalebna cecha, ale naturalna i zupełnie normalna. Z tego powodu kryminały zawsze będą sprzedawały się jak świeże bułeczki, a filmy kryminalne z genialnym przestępcą i jeszcze mądrzejszym detektywem zawsze wypełnią kinowe sale. Swój renesans przeżywają też  dokumentalne seriale true crime o przestępcach, których umysł autentycznie przeraża, o trwających latami śledztwach albo o niewyjaśnionych zagadkach, które do dziś czekają na swoje rozwiązanie. Naprawdę jest w czym wybierać. Dlatego, zanim obejrzyjcie nowy serial HBO „Obsesja zbrodni” o wyjątkowym dziennikarskim śledztwie (premiera 29 czerwca), przypomnijcie sobie najlepsze seriale z gatunku true crime.   „The Staircase”, Netflix „The Staircase” to 13-odcinkowa (świetna!) francuska propozycja Netflixa opowiadająca o procesie znanego pisarza, Michaela Petersona. Obserwujemy jego wieloletnią walkę o oczyszczenie z zarzutu morderstwa własnej żony. Nie zdradzimy czy mężczyzna jest winny. Napiszemy tylko, że dzisiaj przebywa na wolności. Według krytyków to właśnie nakręcony ponad 15 lat temu „The Staircase” zapoczątkował serię udanych true-crimów.  „Making a murder”, Netflix „Making a murder”  doczekał się dwóch sezonów. Produkcja opowiada historię niesłusznie oskarżonego o morderstwo Stevena Avery’ego i jego wieloletniej walki z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Obnaża wady systemu prawnego w USA. Nagranie produkcji zajęło twórcom aż dziesięć lat. Cztery statuetki Emmy są w tym wypadku całkowicie zasłużone.  „Cień prawdy”, Netflix Izraelski „Cień prawdy” to kolejny po „The...

Czytaj dalej
Paweł Ferdek Pollywood
Reżyser dokumentu „Pollywood” Paweł Ferdek na wzgórzach Hollywood. Fot.: mat. prasowe

Hollywood? Nasi byli tam pierwsi!

„Pollywood”, film dokumentalny Pawła Ferdka dla HBO, opowiada o ojcach założycielach przemysłu filmowego w Hollywood. Tak się składa, że wszyscy, z wyjątkiem Walta Disneya, pochodzili z okolic Warszawy.
Magdalena Żakowska
24.06.2020

Między 1880 i 1920 rokiem do Ameryki przyjechały 23 miliony ludzi. To oni, emigranci, stworzyli podwaliny późniejszego imperium. Ale przemysłu filmowego, Hollywood, nie zbudowali ani Niemcy, ani Brytyjczycy, ani Francuzi, tylko mała grupka z Europy Wschodniej. Przede wszystkim z Polski, przede wszystkim Żydzi.  Przenośny projektor wymyślił urodzony w Poznaniu Siegmund Lubin; dystrybucję filmową – bracia Warnerowie, założyciele wytwórni Warner Bros, synowie szewca pochodzący z Krasnosielca; animację – pochodzący z Krakowa Max Fleischer. Louis B. Mayer urodził się w Mińsku Mazowieckim, bracia Schubertowie, którzy stworzyli na Broadwayu centrum przemysłu teatralnego pochodzili z terenów należących dziś do Litwy. Podsumowując: wszyscy założyciele Hollywood, poza Waltem Disneyem, pochodzili z ziem w promieniu 800 km od Warszawy.  Warszawiak, który założył Hollywood Nie ma chyba osoby, która nie znałaby logo Metro-Goldwyn-Meyer z charakterystycznym ryczącym lwem. Ostatni człon nazwy to Meyer z Mińska, a środkowy pochodzi od Samuela Goldwyna, który urodził się jako Szmula Gelbfisz w Warszawie. To on jest ojcem założycielem stolicy przemysłu filmowego. A było to tak.  Szmul Gelbfisz jako kilkunastoletni chłopiec uciekł z domu i pieszo przeszedł ponad półtora tysiąca kilometrów w stronę oceanu Spokojnego. Nie było go bowiem stać na pociąg. W Liverpoolu zdobył cudem bilet na statek, dotarł do Kanady, a potem lądem do Stanów Zjednoczonych. Jego pierwszym poważnym biznesem było zamówienie we Francji 40 tysięcy par skórzanych rękawiczek, które zamierzał sprzedać z dużym przebiciem w USA. Kiedy już opłacił zamówienie i transport, okazało się, że amerykański rząd drastycznie podwyższył cło. Goldwyn zlecił wtedy podzielenie swojego transportu na dwa...

Czytaj dalej