Wojciech Malajkat: „Wzmożona nienawiść wywołuje wojny” – ważne słowa aktora dla studentów
East News

Wojciech Malajkat: „Wzmożona nienawiść wywołuje wojny” – ważne słowa aktora dla studentów

„Miłość czy nienawiść” — zastanawia się znany aktor, a także prof. dr hab. Wojciech Malajkat. Wydaje się, że wybór jest oczywisty.
Sylwia Arlak
09.10.2020

„Opowiem państwu bajkę…” — tymi słowami prof. dr hab. Wojciech Malajkat, JM Rektor Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, reżyser, aktor teatralny i filmowy,  zaczął wykład inauguracyjny nowy rok akademicki.  

„Dawno, dawno temu, w czasach, kiedy jeszcze na Białorusi nie odbyły się wybory, kiedy w Rosji nie zaczęto jeszcze na dobre truć przeciwników politycznych. Kiedy w Polsce nie wybuchła jeszcze epidemia, kiedy jeszcze nie odbyły się u nas wybory, które się nie odbyły, kiedy nie odbyły się wybory, które w końcu się odbyły. Kiedy nie doszło jeszcze do kolejnej awarii Czajki, rurociągu w Warszawie. Kiedy jeszcze nie byliśmy tak podzieleni, jak jesteśmy teraz, a wydawało się, że bardziej podzielić nas nie można na zwolenników i przeciwników ideologii gender, na zwolenników i przeciwników przemocy domowej i pedofilii w kościele, na kochających i kochających inaczej ludzi kochających inaczej. Kiedy można było jeszcze bez przeszkód polecieć na drugą stronę globu. Jednym słowem bardzo, bardzo dawno temu, czyli gdzieś w styczniu tego roku, zostałem poproszony o wygłoszenie wykładu w Wyższej Szkole Humanitas w Sosnowcu. Poczułem się zaszczycony, przyjąłem zaproszenie i gorączko zacząłem poszukiwać tematu do wykładu. I wtedy niestety wydarzyło się to wszystko, o czym mówiłem” — mówił Wojciech Malajkat podczas tegorocznej Inauguracji Roku Akademickiego w WSH.

Czytaj też: Maria Sadowska śpiewa o miłości i kręci film o kobietach, które miłość sprzedają

„Świat szalał i szaleje i coraz bardziej popada w spiralę obłędu (…) ludzie biją innych ludzi za kolor skóry i włosów, za to, że mówią w obcym języku albo, że patrzą nie tak w ich stronę. O jeździe po pijanemu i zabijaniu w ten sposób ludzi czy porzucaniu zwierząt i śmieci w lesie, nie wspomnę. Wtedy nagle dotarło do mnie, że bez zadania sobie pewnego pytania, mogę nie znaleźć żadnego sensownego wątku do wykładu. Brzmiało ono „Miłość czy nienawiść?” — dodał wybitny aktor.

Jesienny wieczór z książką? Oto pozycje na każdy nastrój. Jedną z nich szczególnie polecamy!

Kochamy i nienawidzimy z całego serca

Oczywiście, jak podkreślił Wojciech Malajkat, nie zatrzymamy szaleństwa, tylko dlatego, że zapytamy, co wybrać. To byłoby za proste. Każdy zresztą odpowiedziałby, że wybór jest oczywisty, wszyscy chcemy miłości. „Dochodzimy do wniosku, że owszem, jesteśmy bardzo związani z ludźmi, z którymi wiążą nas te same wartości i zainteresowania, dzielimy z nimi przyjemności, jesteśmy im oddani” — mówił Malajkat, dodając:

„Okazuje się jednak, że nie wszystkim miłujemy jednakowo. Niektórych nienawidzimy i to z całego serca, które przed chwilą tak mocno kochało. W sposób wulgarny obrażamy mniejszości seksualne, rozpowszechniamy, podżegamy, wspieramy lub usprawiedliwiamy nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści wynikające z nietolerancji dla światopoglądów religijnych, łącznie z nietolerancją wyrażoną za pomocą agresywnego nacjonalizmu i etnocentryzmu. Dyskryminacją i wrogością wobec przedstawicieli mniejszości i imigrantów obcego pochodzenia”.

Jego zdaniem nienawiść przybiera dzisiaj postać wręcz obsesyjną. Przesłania ludziom rzeczywistość, staje się głównym motywem ich działań, zaślepia.

„Wiem, że i miłość i nienawiść są z nami od zarania. Wiem także, na szczęście tylko z książek, ze wzmożenie nienawiści zazwyczaj wywołuje wojnę. Nie przeżyłem wojny, państwo nie mają prawa pamiętać, do jakiego wzmożenia nienawiści doszło np. przed II wojną światową. Ale muszą państwo to wiedzieć, w przeciwnym razie będziecie następnym pokoleniem, które będzie to pamiętało” — ostrzegł studentów Wojciech Malajkat.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Camilla Lackberg
mat. prasowe

Camilla Läckberg wraca w „Srebrnych skrzydłach” do tematu przemocy wobec kobiet 

„Dobry związek opiera się na wzajemnej miłości i szacunku. Nie można drugiego człowieka traktować jak trofeum” – mówi pisarka w swojej nowej książce „Srebrne skrzydła”.
Anna Zaleska
09.10.2020

Przez całe życie miałam szczęście do mężczyzn. I tych, z którymi się umawiałam na randki, i tych trzech, których poślubiłam”, opowiada Camilla Läckberg. Ale bohaterki jej powieści „Srebrne skrzydła” mają gorsze doświadczenia. Anna Zaleska: Twoja nowa książka „Srebrne skrzydła” mogłaby mieć podtytuł: „Kobiety, które nienawidzą mężczyzn” – parafrazując Stiega Larssona. I dodajmy od razu, że mają ku temu poważne powody.  Camilla Läckberg: Nie powiedziałabym, że to książka o kobietach, które nienawidzą mężczyzn. Osobiście kocham mężczyzn, jestem szczęśliwą żoną jednego z nich. (śmiech) Ale w serii o Faye, którą zapoczątkowała powieść „Złota klatka”, chcę zgłębiać świat, w którym kobiety naginają społeczne normy i robią rzeczy zwykle kojarzone z mężczyznami. Jeśli to jest odbierane jako agresja wobec mężczyzn, to dlatego, że społeczeństwo oczekuje innych zachowań od mężczyzn i od kobiet. Kobiety mają być grzecznymi dziewczynkami, a jeśli nie są, automatycznie przypisuje im się to, co najgorsze. Wszystkie kobiety w twojej powieści zostały skrzywdzone przez mężczyzn. Jakie są twoje osobiste doświadczenia? Przez całe życie miałam szczęście do mężczyzn. I tych, z którymi się umawiałam na randki, i tych trzech, których poślubiłam. Wszyscy byli wspaniałymi facetami, wspierali mnie, pomogli mi stać się taką osobą, jaką jestem. Ale muszę ze smutkiem przyznać, że każda z kobiet w moim otoczeniu choć raz była w związku z kimś, kto ją źle traktował. Bohaterki „Srebrnych skrzydeł” poślubiły władczych biznesmenów, którzy odnieśli wielki sukces zawodowy i finansowy… Taki związek nie może się udać?  Dobry związek opiera się na wzajemnej miłości i...

Czytaj dalej
benigni
Fot. east news

Roberto Benigni: Życie naprawdę jest piękne – wywiad 

Słynny aktor Roberto Benigni opowiada nam o swojej włoskiej rodzinie, zachwycie nad życiem i o tym dlaczego jest przekonany, że pieniądze szczęścia nie dają.
Artur Zaborski
08.10.2020

Najsłynniejszy Włoch w Hollywood, z którym pracować chcieli Francis Ford Coppola i Elizabeth Taylor. Ale laureat Oscara Roberto Benigni zamiast biegać za rolami, wybrał karierę na własnych warunkach. Pracuje wtedy, gdy scenariusz ma do zaoferowania przejmującą historię albo wartościowy przekaz. Uznał, że nowa ekranizacja słynnej baśni „Pinokio” ma jedno i drugie. Benigni zagrał w nim Geppetta, ojca, dla którego syn jest sensem życia. Jak się okazuje, ma z tą postacią znacznie więcej wspólnego! Artur Zaborski: Czy człowiek tak ekspresyjny jak pan potrafi chociaż przez 10 minut się nie ruszać? Roberto Benigni: Żaden Włoch by tyle nie wytrzymał! (śmiech) Wiele osób uważa, że jestem wręcz szalony, bo cały czas wymachuję rękami, przestępuję z nogi na nogę, drapię się, zakasuję rękawy albo podskakuję. Mam problem, żeby ustać w miejscu, bo roznosi mnie energia. Ale spokojnie, to nie jest oznaka szaleństwa, tylko żywiołowości. A jak powiedział kiedyś poeta, żywiołowość jest pięknem. Inny poeta twierdził, że piękno to jednak święty spokój. U mnie ruch, dynamika biorą się z entuzjazmu wobec życia. Kocham swoje życie i chcę z niego czerpać jak najwięcej. Stąd moja potrzeba nieustannego przemieszczania się, pośpiechu, reakcji. Nie potrafię biernie stać i patrzeć na to, co dookoła mnie. Jak opanować taki żywioł jak pan? Matteo Garrone, reżyser „Pinokia”, nie miał z tym najmniejszego problemu. Kiedy zaproponował mi rolę Geppetta, wyobraziłem sobie bohatera jako osobę żartobliwą, która reaguje uśmiechem, czasami nawet ironią na to, co ją spotyka. Matteo nie chciał iść w tę stronę. Zależało mu na odmalowaniu bohatera jako ojca, który jest przepełniony miłością do dziecka wyrzeźbionego z kłody drewna. W jego wyobraźni tragizm Geppetta zawierał się w bezbrzeżnej...

Czytaj dalej
Lekcja miłości
Jola, główna bohaterka filmu dokumentalnego „Lekcja miłości”. Fot. materiały prasowe

„Jak wpadał w szał, to bił gdzie i kogo popadnie”. Jola odeszła od męża, gdy miała 69 lat i zaczęła nowe życie 

W wieku 69 lat porzuciła męża alkoholika, który latami się nad nią znęcał, i zaczęła nowe życie. Poznajcie Jolę, główną bohaterkę filmu dokumentalnego „Lekcja miłości”. Już na HBO i HBO GO!
Magdalena Żakowska
07.10.2020

Ta cząstka życia należy do mnie!” – mówi Jola, ekscentryczna, kolorowa kobieta tuż przed siedemdziesiątką. Po blisko pięćdziesięciu latach życia z mężem alkoholikiem, który bił, poniżał i prześladował ją i dzieci, zdobywa się na odwagę i zaczyna wszystko od nowa. Wreszcie żyje tak, jak zawsze marzyła: wróciła do przyjaźni z dzieciństwa, tańczy, śpiewa, pisze wiersze i piosenki. Jej teksty opowiadają o miłości, której sama nigdy nie doświadczyła. I pewnego dnia poznaje bratnią duszę. Wszystkie przyjaciółki Joli, a także szóstka jej dzieci, namawiają ją do rozwodu z mężem. Tylko ksiądz stara się ją od tego odwieść. Jola się waha. Zmierzyć się z trudnym rozwodem i wyjść znowu za mąż? A może po prostu żyć chwilą i nie wracać do przeszłości? Czy odważy się żyć swoim życiem? I czy wreszcie zrobi to, czego sama pragnie, a nie, czego oczekują od niej inni? O tym opowiada piękny, inspirujący film dokumentalny „Lekcja miłości” Kasi Matei i Małgorzaty Goliszewskiej.  Magdalena Żakowska: Jak to się stało, że zostałaś bohaterką dokumentu „Lekcja miłości”? Jola: To był przypadek. Reżyserkę Gosię Goliszewską spotkałam w kawiarni. Szukała akurat bohaterki do filmu. Zgodziłam się. Ale powinnam może zacząć wcześniej – bardzo ciężko zachorowałam, przyjechałam na operację do Polski [Jola mieszkała do niedawna we Włoszech] i czułam się tu strasznie samotna. Mąż nie interesował się moim zdrowiem, dzieci były daleko. Przyjechała do mnie koleżanka z Holandii i kiedy wyszłam ze szpitala zabrała mnie do kawiarni Uśmiech, gdzie odbywają się prywatki z tańcami. Pierwszy raz byłam w tego typu kawiarni, bo bardzo wcześnie wyszłam za mąż. Na początku nie wiedziałam, jak się zachować. Każdy, kto mnie poprosił do tańca, od razu wyznawał mi miłość,...

Czytaj dalej