Witold i Rita Gombrowicz: „Sędziwy polski hrabia wziął ślub z sekretarką!” – pisały gazety na całym świecie
Rita i Witold Gombrowicz z Psiną, fot. Bohdan Paczowski / FOTONOVA

Witold i Rita Gombrowicz: „Sędziwy polski hrabia wziął ślub z sekretarką!” – pisały gazety na całym świecie

Gombrowicz długo bronił się przed tym uczuciem. „Każdy jest samotny. Wszystkie zwierzęta są samotne. Widziałaś kiedy, żeby psy spacerowały pod rękę?”, pytał zakochaną w nim Ritę.
Anna Zaleska
13.01.2021

Gdy po raz pierwszy się spotykają, Gombrowicz uchodzi za gwiazdę literackiej awangardy. Mimo to jest w fatalnej formie fizycznej i psychicznej. Po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu z powodu męczącej go od dzieciństwa astmy nie wie, co ze sobą zrobić. Tuła się po Francji, chory, słaby i osamotniony. Nie chce wracać do Argentyny, skąd przyjechał. W maju 1964 roku trafia do opactwa Royaumont pod Paryżem, w którym pomieszkują artyści w trudnej sytuacji finansowej. Rita Labrosse, 29-letnia doktorantka z Kanady pod studiach na Sorbonie, dorabia tu jako telefonistka i pisze doktorat o Collette. Na przystojnego, opalonego obcokrajowca w jasnym eleganckim ubraniu zwraca uwagę już wtedy, gdy po raz pierwszy zostaje przedstawiony towarzystwu.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

W towarzystwie Gombrowicza

Gombrowicz liczył na to, że w opactwie ukoi rozstrojone nerwy, ale czuje się wiecznie rozdrażniony. Męczy współbiesiadników absurdalnymi pytaniami, prowokuje i atakuje. Goście opactwa zaczynają go uważać za okropnego osobnika, tymczasem Ricie podoba się coraz bardziej. Ona też nie lubi Francuzów. Drażnią ją swoim nadęciem i pretensjonalnością. Rozprawianiem o ideałach marksizmu, podczas gdy sami mieszkają w zamkach, noszą drogie garnitury i jeżdżą porsche. Ma z nimi na pieńku – na nią jako na przybysza z Kanady patrzą z góry, pokpiwają z jej akcentu.

Zaczyna szukać towarzystwa Gombrowicza. Przysiada się do niego na ławce. Wypatruje w parku. Po opactwie zaczynają krążyć plotki, że to karierowiczka, która zarzuca sidła na sławnego pisarza, starszego od niej o trzydzieści lat. W końcu kiedyś przy stole, w obecności innych ludzi, Gombrowicz pyta ją głośno, czy nie dotrzymałaby mu towarzystwa podczas pobytu na południu Francji, gdzie ze względu na stan zdrowia zamierza spędzić trochę czasu. Wcześniej proponował to kilku kobietom, ale odmówiły. Ona się zgadza.

Pozornie nie ma w tym nic z romantycznego wypadu ludzi, między którymi rodzi się uczucie. Gombrowicz potrzebuje asystentki. Pyta, czy jest punktualna, porządna i zorganizowana. Ona odpowiada – zgodnie z prawdą – że tak. Ale też liczy, że przeżyje coś niezwykłego. Po latach przyzna: „Zgodziłam się (…) Miałam ogromną ochotę rzucić się z nim w przygodę”. Jeszcze zanim dotrą na miejsce, wyzna mu, że go kocha.

Vence to miasteczko położone malowniczo między morzem a górami, nieopodal Nicei. Rita przyjeżdża tam pierwsza w październiku 1964 roku, by z dużą energią i zmysłem praktycznym zabrać się do zorganizowania im życia. Znajduje czteropokojowe mieszkanie z pięknym widokiem na cztery strony świata. Na powitanie Gombrowicza dekoruje wnętrza bukietami jesiennych liści zebranych podczas spacerów. Zaczynają wspólne życie pod jednym dachem.

Mieszkańcom miasteczka – by uniknąć skandalu – przedstawiają się jako pisarz i sekretarka. Ale w listach do przyjaciół nie kryją, że łączy ich coraz bliższa relacja. Gombrowicz chwali Ritę, że „znakomicie się sprawia, jest zabawna, sprawna, zaradna, uczciwa, itd. (…) Kocha mnie czule (odkąd zdziadziałem, mam wściekłe powodzenie u kobiet). To był zdaje się dobry pomysł, gdyż jej obecność zmienia mi samopoczucie”. Ona zwierza się z kolei: „Chciałam, żeby coś pasjonującego, wielkiego wydarzyło się w moim życiu. Przy nim moje przeznaczenie się wypełniło.”

„Robię to raz rano, raz po południu i w nocy”

Łóżka mają osobne, ale relacja między nimi szybko staje się również erotyczna. On ją „podszczypuje”. Ona już drugiej nocy puka do jego pokoju. W prywatnym dzienniku pisarz będzie skrupulatnie notował: „Odkąd z Ritą jestem, więcej niż 14 razy, 4-y orgazmy”. A w liście do przyjaciela przyzna: „robię to raz rano, raz po południu i w nocy”.

Jego towarzyszka bardzo mu się podoba. Jest przystojna, wysportowana, trochę w typie indiańskim. Dobrze mu się z nią rozmawia. Dużo podróżowała, przyjaźni się z Salvadorem Dali i świetnie się ubiera. Ale pisząc o jej uczuciach do siebie, słowa „kocha” bierze w cudzysłów, zaznaczając, że nie wie, jak długo to potrwa. Zarazem – po raz pierwszy w życiu – zaczyna pozytywnie wyrażać się o małżeństwie: „Teraz ze śródziemnomorską jasnością widzę, że życie małżeńskie pomaga osobom mającym problemy z nerwami (…) W każdym razie trzeba żyć z kobietami. Po to są.” Stwierdza to człowiek, który zanim spotkał Ritę, przez ponad dwadzieścia lat wiązał się wyłącznie z mężczyznami.   

Wiodą życie raczej klasztorne, bez atrakcji, a pieniądze pozwalają im tylko na podstawowe wydatki. Próby Rity, by celebrować święta czy jej trzydzieste urodziny, Gombrowicz bezwzględnie tępi. O świętach mówi: „Szalenie mnie to nudzi, rok w rok to samo”. O składaniu życzeń: „Cóż to za idiotyczna mania, co komu z tego?”. Gdy z okazji swoich 30. urodzin Rita organizuje romantyczną kolację przy świecach, świece każe zgasić i daje jej wykład o szczęściu. Mówi, że „szukanie szczęścia i duchowego komfortu to życiowa tandeta”. Tłumaczy: „Każdy jest samotny. Wszystkie zwierzęta są samotne. Widziałaś kiedy, żeby psy spacerowały pod rękę?”.

Często zachowuje się tak, jakby nie chciał, by czuła się szczęśliwa. „Gdy tylko zaczynałam mruczeć z zadowolenia, burzył harmonię. Gdy szczęście rozpierało i unosiło niczym balon, wyjmował scyzoryk i przekuwał go”. Lubi wciągać ją w rozmowy o samobójstwie. W rozważania, która metoda odebrania sobie życia jest najlepsza. Tabletki? Można wziąć zbyt mało. Rzucenie się pod pociąg? Zbyt drastyczne. Kiedyś każe jej iść na policję i zapytać o pozwolenie na broń.

Konwencjonalne życie pogromcy konwenansów

A jednak z czasem zaczyna się bać, że odejdzie. Że on, który tylko „kwęka i stęka”, nie będzie w stanie zatrzymać przy sobie tej nowoczesnej, atrakcyjnej kobiety, która „przyzwyczajona jest do wyrzucania pieniędzy, gra w tenis, jeździ konno, na motocyklu”. Ale Rita Labrosse nigdzie się nie wybiera. Odpowiada jej to ich niemal klasztorne, ascetyczne życie. Kiedyś Gombrowicz każe jej przeczytać swoje wszystkie powieści. Zaczyna od „Ferdydurke” i podoba jej się tak bardzo, że nie może uwierzyć, że żyje z autorem tak genialnego dzieła.

Ich życie staje się coraz bardziej konwencjonalne i mieszczańskie. Pojawia się telewizor, samochód, pies i znaleziony na drodze kot. O psa – wabiącego się Psina – Rita czasem bywa zazdrosna. Gombrowicz do nikogo nie mówi z taką czułością. Ona nigdy nie usłyszała „kocham cię” czy choćby „mon amour”. Żartuje: „Witold, wszystko, co mówisz do psa, biorę do siebie”.

Żyją według stałego rytmu. O dziewiątej śniadanie, przez nią przygotowane, do którego on zawsze zasiada w marynarce, bo nigdy nie chodzi po domu w szlafroku i w kapciach. Potem on pisze do południa, ona sprząta i idzie do miasteczka na targ. Kupuje ryby, owoce morza, świeże mięso z polowań w okolicznych górach, jego ulubione figi i miód lawendowy. Gotuje obiad. Punktualnie o dwunastej wychodzą na spacer. Czasem jadą samochodem na wycieczkę, zwiedzają Lazurowe Wybrzeże. Po obiedzie Gombrowicz udaje się na sjestę, przeglądając kupione przez Ritę gazety. O siedemnastej obowiązkowo musi być podana herbata i ciastko. Potem czas na muzykę. Słucha sam. Rita czasem widzi go, jak płacze przy Beethovenie. Dużo czytają, on podsuwa jej książki, o których potem godzinami dyskutują. Wieczorami, z Psiną przy nogach, oglądają telewizję. Ulubionym serialem pisarza jest amerykański przebój tamtych lat „Nietykalni” – o policjantach, którzy walczą z mafią i Alem Capone w czasach prohibicji.

Sędziwy hrabia wziął ślub ze swoją sekretarką!

Gombrowicz miewa ataki złego humoru, ale na co dzień zwykle jest wesoły, zgodny i zrównoważony. Po jednym z nieporozumień Rita znajduje pod drzwiami kartkę: „Moja droga, przepraszam, powiedziałem rzeczy trochę ostre, nie wierz w ani jedno słowo, to nerwy mnie tak niosą. Wiesz dobrze, że zajmujesz bardzo ważne miejsce w moim życiu. Dlatego nie można pozwolić, by błahe sprawy wzięły nad tym górę (…) Jeśli się zgadzasz, przyjdź do mnie, by zawrzeć pokój”.

O ślubie zaczynają rozmawiać, gdy stan zdrowia pisarza coraz bardziej się pogarsza, przechodzi zawał, nie może już chodzić. Małżeństwo to ma być sposób na zabezpieczenie praw do jego dzieł na wypadek śmierci. Z powodu choroby Gombrowicza para otrzymuje specjalną zgodę od prezydenta Francji na to, by ceremonia odbyła się w domu. 28 grudnia 1968 roku o godzinie jedenastej do ich drzwi puka przedstawiciel mera miasta Vence. Pisarz siedzi na wózku, z kocem na kolanach, ubrany w tweedową marynarkę. Rita ma na sobie turkusowy żakiet, białą koszulę i spódnicę. Gdy padają słowa o tym, że żona powinna być mężowi posłuszna, pisarz odwraca się do niej: „Od tej chwili ja będę miał zawsze rację”. Przyjęcia nie przewidziano, jest tylko toast winem z nielicznymi gośćmi. Wszystko przebiega w wesołej atmosferze.

Wieść o tym, że wielki pisarz, sędziwy polski hrabia wziął ślub ze swoją młodą sekretarką, roznosi się po całym świecie. Gombrowiczowie śmieją się z tych nagłówków i z tego, że trafili na czołówki gazet. Mieszkańcy miasteczka zaczynają zwracać się do Rity „madame la contesse”. Ale po ślubie nie jest już tak wesoło. Postępująca choroba, powtarzające się ataki astmy i ból trudny do zniesienia sprawiają, że miesiąc miodowy upływa im głównie na rozmowach o samobójstwie i śmierci. W marcu przeprowadzają się do innego mieszkania, gdzie można wjeżdżać wózkiem inwalidzkim.

Kiedyś podczas przejażdżki samochodem prosi żonę, by się zatrzymała. Mówi: „Niedługo umrę. Wiem, że umrę”. Oboje płaczą. Ona szepcze: „Nie chcę, żebyś umierał. To niemożliwe!”. On mówi jeszcze, że dziękuje jej za wszystko, co dla niego zrobiła. Te słowa brzmią jak pożegnanie.

Przeżyją razem już tylko kilka tygodni. W lipcu, gdy upały bardzo dają się we znaki, Gombrowicz ma wyjątkowo poważny atak, który nie mija. Lekarze są bezradni. Ból staje się nie do zniesienia. Chory jest tak słaby, że nie jest w stanie zapalić papierosa. Próbuje coś mówić, nie może. 24 lipca tuż przed północą przestaje oddychać. Rita przybiega zaalarmowana przez służącą. Patrzy na męża z miłością. Potem napisze, że wyglądał pięknie. „Tak jakby – nie wiem, jak to wytłumaczyć – ujawniła się jego dusza”.

Gdy Witold Gombrowicz umarł, Rita miała 34 lata. Pytano ją, co będzie teraz robić. Dla niej było oczywiste, że zajmie się spuścizną po mężu. Poświęciła życie, by popularyzować dzieło Gombrowicza i administrować jego twórczością. Dzięki niej książki autora „Ferdydurke” zostały przetłumaczone na czterdzieści języków, a jego sztuki grane są po dziś dzień na całym świecie. Ona doprowadziła do tego, że po roku 1989 ukazały się w Polsce nieocenzurowane „Dzienniki” pisarza. W 2013 roku wydała zaś „Kronosa" – przez kilkadziesiąt lat trzymany w tajemnicy intymny dziennik, dzięki któremu czytelnicy poznali go na nowo. W Vence, w willi Alexandrine, w której mieszkali, otworzyła w 2017 roku muzeum poświęcone Witoldowi Gombrowiczowi – Espace Gombrowicz. Nigdy nie wyszła powtórnie za mąż.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Tom Hanks i Rita Wilson
East News

Tom Hanks i Rita Wilson są razem od ponad 30 lat. „To moja siódma i ostatnia kochanka: moja żona”

Żaden inny aktor nie potrafi tak pięknie mówić o żonie, jak Tom Hanks. Jego wyznania miłości wygłaszane podczas radosnych chwil, jak ceremonia rozdania Oscarów, albo trudnych, jak choroba, wzruszają nie tylko Ritę Wilson. I tak już od 32 lat.
Magdalena Żakowska
03.09.2020

Amerykanie traktują Toma Hanksa i Ritę Wilson jak narodowe dobro. Hanksowie stanowią wzór w wielu kategoriach: szczęśliwego, kochającego się małżeństwa z 30-letnim stażem, ludzi sukcesu, którym nie przewróciło się w głowie, skromności i po prostu normalności. Kiedy dyskretnie, bez epatowania sensacją, poinformowali świat o tym, że zarazili się w Australii koronawirusem, dla Ameryki przekaz był jasny: jeśli spotkało to ich, to znaczy, że może spotkać każdego z nas. Hanksowie pokazali, jak przejść przez ten trudny czas godnie, nie popadając w histerię i zachowując pogodę ducha. W każdym wpisie na Instagramie dziękowali lekarzom za opiekę, Tom żartował z wybitnych osiągnięć Rity w prostych grach zręcznościowych, które ściągnęła na telefon w czasie kwarantanny, publikował zdjęcia kanapek z wegetariańską pastą Vegemite, regionalnym przysmakiem Australijczyków, który u większości pozostałych mieszkańców Ziemi wywołuje nudności. Tak jak do wszystkiego w życiu, podeszli do choroby z optymizmem i poczuciem humoru. Wyzdrowieli, a Ameryka odetchnęła z ulgą. To był happy end w amerykańskim stylu, który w tych trudnych czasach dawał wszystkim nadzieję.  Tom Hanks: „Znałem ją długo przed pierwszym spotkaniem” Po raz pierwszy spotkali się na planie serialu komediowego „Bosom Buddies”. Tom miał na sobie różową sukienkę i cieliste szpilki. Łatwo sobie wyobrazić, że zrobił na Ricie piorunujące wrażenie.  Oboje mieli po 24 lata i w zasadzie czyste konto zawodowe. On tkwił w nieudanym małżeństwie, z dwójką dzieci (Elizabeth i Colin) i wieczną dziurą na koncie. Ona twierdziła, że nigdy się nie zakocha, ale na wszelki wypadek się zaręczyła. „Wszyscy to robili: zaręczali się, brali śluby, mieli dzieci. Nie chciałam być gorsza” – żartowała potem. Kto...

Czytaj dalej
bliskość nowe
Fot. iStock

Myśliwy, księżniczka, murarz - czy jesteś jedną z tych postaci w związku

Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że nasze złe relacje w związku wynikają z lęku przed bliskością. Taki lęk jest głęboko ukryty, lubi się kamuflować i przywdziewa różne maski. Jak go rozpoznać?
redakcja „Uroda Życia”
26.11.2020

Lęk przed związkiem (inaczej przed bliskością) bierze się zazwyczaj z naszego dzieciństwa i relacji z matką. Długo może pozostać w ukryciu i daje o sobie znać dopiero wtedy, gdy wchodzimy w relacje oparte na miłości, przyjaźni. Utrudnia je, a czasem prowadzi do ich rozpadu. Znana psycholożka i terapeutka Stephanie Stahl w swojej nowej książce „Jak nie bać się bliskości” (wyd. „Otwarte”, Kraków, 2021) nazywa ów lęk demonem, który tkwi w naszej psychice i sprawia, że nie może powstać prawdziwa bliskość. Opisuje też 3 rodzaje relacji, które mają taki lęk u podstaw i nadaje im etykiety myśliwego, księżniczki i murarza (oczywiście odnoszą się do obu płci).   Myśliwy: muszę cię mieć, dopóki jeszcze cię nie mam! Peter właściwie nie był w typie Sonji. Poznali się na przyjęciu. Dobrze im się rozmawiało.Dwa dni później zadzwonił i zapytał, czy nie miałaby ochoty pójść z nim na otwarcie pubu. Sonja uznała, że zaproszenie brzmi zachęcająco. Peter znów z nią flirtował, ona natomiast delikatnie dawała mu do zrozumienia, że na jego zainteresowanie może odpowiedzieć tylko znajomością na stopie przyjacielskiej. Peter wcale nie wydawał się tym zirytowany, był niezmiennie w świetnym humorze i nadal ją podrywał. W kolejnych dniach kontaktował się z Sonją częściej, by się z nią umawiać, proponując przy tym zawsze ciekawe aktywności. Koniec końców pewnego wieczora Sonja przestała się opierać. W jej mieszkaniu Sonja i Peter wypili po kieliszku wina i spędzili razem noc. Po jakimś czasie spędzili wspólnie weekend, to był cudowny wyjazd, po którym Sonja pozbyła się reszty wątpliwości. Stało się dla niej jasne, że naprawdę zakochała się w Peterze i potrafi wyobrazić sobie dłuższy związek z nim. Teraz również Sonja zaczęła inicjować...

Czytaj dalej
East News

Margaret Atwood: czarownica na miarę XXI wieku

Margaret Atwood to dzisiaj jedna z najpoczytniejszych pisarek na świecie. Jej najsłynniejsza powieść „Opowieść podręcznej” znana jest milionom czytelników, a serial zrealizowany na jej podstawie to współczesny antyrządkowy manifest, pod którym podpisują się tysiące kobiet.
Sylwia Arlak
04.06.2020

Kiedy Margaret Atwood miała sześć lat, w drodze ze szkoły do domu ułożyła w myślach swój pierwszy wiersz. Gdy tylko znalazła się w swoim pokoju, zapisała go – i jak sama opowiadała w wielu wywiadach, to właśnie ten moment stał się początkiem długiej i pięknej przygody z literaturą. Mówią o niej, że jest feministką, ale ona sama podkreśla, że współcześnie źle interpretujemy to pojęcie. Podziwiają, że przewiduje przyszłość, ale ona tłumaczy, że jedynie uczy się na błędach przeszłości. Jedno jest pewne — warto słuchać Margaret Atwood, bo możemy się od niej wiele nauczyć o świecie i o sobie samych. Margaret Atwood: wnuczka czarownicy Po koniec XVII wieku niejaka Mary Webster z miasteczka Hadley w okolicy Salem, została przez sąsiadów posądzana o czary. Rozpoczął się proces, ale sąd nie znalazł żadnych dowodów na „winę” kobiety, więc ją uniewinnił. Sąsiedzi jedna nie pogodzili się z wyrokiem i sami próbowali powiesić kobietę. Cudem ocalała: wisiała całą noc, a kiedy sąsiedzy rano przyszli odciąć ją ze sznura, okazało się, że ciągle oddycha. Cieszyła się jeszcze dobrym zdrowiem przez kilkanaście lat, do końca życia nazywano ją Wpół-Powieszoną Mary.  Kiedy Margaret Atwood miała ponad 20 lat, dowiedziała się, że Wpół-Powieszona Mary była jej przodkinią. Przez kolejne lata niosła to dziedzictwo z dumą. To właśnie Mary kanadyjska pisarka zadedykowała „Opowieść podręcznej”. Sama Margaret Atwood może przypominać swoją pra, pra, prababkę. Burza siwych loków, ironiczny uśmiech – i takież riposty, przenikliwość obserwacji, wreszcie – książki, o których czytelnicy mówią: prorocze – to wszystko pozwala ujrzeć w autorce „Opowieści podręcznej”  współczesną czarownicę...

Czytaj dalej
Natalie Wood i Robert Wagner z córkami Natashą i Courtney/ HBO

Tajemnica śmierci Natalie Wood – w końcu wyjaśniona?

W filmie HBO mąż legendarnej aktorki Natalie Wood, Robert Wagner, podejrzewany o jej zamordowanie, po raz pierwszy opowiada o wydarzeniach tamtej tragicznej nocy.
Anna Zaleska
08.05.2020

Był niedzielny poranek po Święcie Dziękczynienia. Natasha Gregson Wagner miała jedenaście lat, nocowała u przyjaciółki. Gdy rano się obudziła, usłyszała włączone radio. W wiadomościach podawano informację, że niedaleko wybrzeża Cataliny znaleziono ciało jej mamy, Natalie Wood. Po powrocie do domu położyła się w jej łóżku. Wciąż wierzyła, że nic poważnego się nie stało. Może mama jest tylko ranna? Złamała nogę? Ale gdy wrócił jej ojczym Robert Wagner, kiedy zobaczyła jego wyraz twarzy, wszystko stało się jasne. Od takiej poruszającej opowieści 49-letniej dziś Natashy Gregson Wagner zaczyna się film dokumentalny „Historia Natalie Wood. Pociecha w tym, co było”, który właśnie miał premierę na HBO. Blisko czterdzieści lat po tamtych wydarzeniach córka legendarnej aktorki jeszcze raz do nich wraca. Przede wszystkim po to, by na zawsze zakończyć spekulacje na temat tragicznej śmierci jej matki. Pierwsze dochodzenie wykazało, że na Catalinie doszło do tragicznego wypadku. Sprawę zamknięto. Ale gdy w 2011 roku kapitan jachtu Dennis Davern wydał książkę, w której o śmierć Natalie Wood obwinił jej męża, Roberta Wagnera, temat powrócił. W filmie dziewięćdziesięcioletni dziś Wagner po raz pierwszy publicznie opowiada o wydarzeniach tamtej nocy. „Cieszę się, że mogę z tobą porozmawiać o mojej mamie, o wszystkich dobrych i złych chwilach”, zaczyna rozmowę Natasha. Czytaj też: Rita Hayworth: piękna, utalentowana, nieszczęśliwa. Wychodziła za mąż pięć razy, zmarła w samotności Natalie Wood i Robert Wagner: złota para Hollywood Uchodzili za jedną z „królewskich par” Hollywood. Oboje grali w filmach od najmłodszych lat. Natalie Wood zadebiutowała jako pięciolatka. Na oczach milionów dorastała, z grzecznej dziewczynki z warkoczami zmieniając się w...

Czytaj dalej