Wisława Szymborska, Ichna, Wisełka: „Czasami jestem podobna do siebie, a czasami nie”
mat. prasowe

Wisława Szymborska, Ichna, Wisełka: „Czasami jestem podobna do siebie, a czasami nie”

Wisława Szymborska, pierwsza dama polskiej poezji, nie chciała opowiadać o swoim życiu i nie lubiła, gdy się o niej rozpisywano. Wolała, żeby mówiły za nią jej wiersze.
Sylwia Arlak
24.11.2020

O tym, że otrzymała nominację do literackiej Nagrody Nobla, dowiedziała się od dziennikarzy (była wówczas jedyną noblistką w historii, która poznała werdykt jeszcze przed oficjalnym komunikatem). Wypoczywała w pensjonacie Astoria w Zakopanem, gdy odwiedzili ją znajomi reporterzy. „Fotograf Adam Golec — już po ogłoszeniu wiadomości — uwiecznił na wspaniałych zdjęciach nieoficjalny wizerunek świeżo upieczonej noblistki: naprawdę zaskoczonej, roześmianej, z papierosem w ręce i z włosami w nieładzie. (…) Wisława Szymborska wyszła do dziennikarzy w rozciągniętym białym swetrze i w malinowej spódniczce wątpliwej urody. Była na wakacjach i stroje miała wakacyjne” — czytamy w książce Joanny Gromek-Illg „Szymborska. Znaki szczególne. Biografia wewnętrzna”.

East News

W 1996 roku wraz z upragnionym Noblem przyszła sława, która dla Szymborskiej była utrapieniem. „Dla niechętnie udzielającej się publicznie poetki szczególnie męcząca była rosnąca z dnia na dzień popularność. Stała się znana i rozpoznawalna, jej zdjęcia publikowały gazety, w telewizji co rusz pojawiały się poświęcone jej materiały, radio nadawało jej wiersze czytane przez popularnych aktorów. Jednym słowem — była sławna, jak gwiazdy filmowe w latach jej młodości, dla niektórych była »celebrytką«, ale też wiele osób nieczytających na co dzień poezji zachwyciło się jej wierszami” — pisze w swojej książce Gromek-Illg. Ludzi jednak interesowało też życie prywatne poetki. Chcieli wiedzieć, czy ma męża i dzieci. A jeśli nie, dlaczego? Jak mieszka i co robi w czasie wolnym? W miesiąc musiała udzielić więcej wywiadów, niż przez całe dotychczasowe życie. Jej przyjaciele z uśmiechem mówili o „tragedii sztokholmskiej”. Szymborska odetchnęła z ulgą, gdy po kilku miesiącach mogła wyjść samodzielnie na zakupy i pojechać tramwajem do centrum.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Dzieciństwo z prozą Dostojewskiego

Wisława Szymborska pochodziła z inteligenckiej rodziny. Urodziła się 2 lipca 1923 roku w Kórniku. Jej ojcem był Wincenty Szymborski, były wiceprezydent Rzeczypospolitej Zakopiańskiej oraz zarządca dóbr hrabiego Władysława Zamoyskiego, matką — Anna Maria Rottermund. W 1924 roku rodzina Szymborskich przeprowadziła się do Torunia, a pięć lat później zamieszkała w Krakowie. Wisława od małego lubiła czytać. „Wisława to drugie imię Szymborskiej. Na pierwsze miała Maria, w zdrobnieniu (od Marychna) Ichna. Talent poetycki Ichny ujawnił się w latach dziecięcych, kiedy to za wierszyk, koniecznie zabawny, ojciec obdarowywał ją drobną monetą” — pisze Gromek-Illg.

„Byłam bardzo oczytana, choć tylko w prozie. Uważałam, że każdy pisarz, którego czytam, jest nieboszczykiem, i to takim, który nie żyje od dawna. W wieku czternastu lat miałam przeczytanego całego Dostojewskiego, co prawda później trzeba było go przeczytać jeszcze raz” — mówiła Szymborska Annie Bikont i Joannie Szczęsnej w książce „Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej”. Jako nastolatka pisała listy miłosne w imieniu służącej zakochanej w maszyniście. „Rodzice przechowywali utwory pisane przez Ichnę — i chwała im za to – nie spodziewając się, że kiedyś staną się juwenaliami noblistki. Złożony z nich, ilustrowany fotografiami i rysunkami małoletniej twórczyni tom »Błysk rewolweru« został wydany po jej śmierci” — czytamy w książce „Szymborska. Znaki szczególne. Biografia wewnętrzna”.

Wspomnienia z czasów okupacji

Po wybuchu II wojny światowej przyszła poetka uczyła się na tajnych kompletach. Niechętnie wspominała lata okupacji. „Wśród nielicznych wojennych wspomnień, którymi Wisława Szymborska podzieliła się przy okazji Nagrody Nobla, znalazł się obraz jak z Grottgera. „(...) szesnastoletnia Wisława zobaczyła, jak ulicami ciągną chłopskie wozy, a na nich leżą ranni żołnierze w pokrwawionych bandażach. Wspominając ten obrazek, opowiadała, że miała wtedy dziwne wrażenie, jakby ktoś obcy w niej już wielokrotnie oglądał takie sceny”. Być może dostrzegała w tej sytuacji częsty motyw obecny w polskiej kulturze, uświęcającej przelewanie krwi za ojczyznę, przegraną walkę, poświęcenie i cierpienie. „Coś we mnie powiedziało: »Aha, znowu« — mówiła do kamery Larsowi Helanderowi”.

Autorkom „Pamiątkowych rupieci” powiedziała: „Trudno w poezji o sprawiedliwe proporcje, (…) większość moich wierszy z czasu wojny wylądowała w koszu. (…) Nigdy nie dorównałabym tu Różewiczowi czy Herbertowi, w ich poezji myśl o poległych jest stale obecna. Czytając ich, zrozumiałam, że wyrazili swoje doświadczenia w sposób niezrównany i ja nie potrafiłabym nic do tego dodać”. Kontynuowała naukę aż do matury. W wieku 20 lat podjęła swoją pierwszą pracę, jako urzędniczka na kolei. Dzięki temu uniknęła wywiezienia na roboty do Rzeszy.

Ślub bez białej sukni

Jeszcze w czasie okupacji, mając zaledwie 24 lata, poślubiła poetę Adama Włodka. Miała dość mieszkania w ciasnym lokum z dalszą i bliższą rodziną. Z mężem zamieszkała w Domu Literatów przy ul. Krupniczej 22. „Ślub odbył się bez białej sukni, można się domyślać, że w ogóle ceremonia była bardzo skromna” — pisze Gromek-Illg.

Tuż po wojnie Szymborska zaczęła odnosić pierwsze sukcesy literackie. Zadebiutowała w krakowskim „Dzienniku Polskim” wierszem „Szukam słowa”. „Na pewno mnie to ucieszyło, nie mogę być tutaj fałszywa i mówić, że nie. Tylko od razu byłam taka zafrasowana, ojej, takie zakłopotanie było we mnie. Poza tym miałam (...) bardzo szyderczą siostrę i kuzyna, (...) i gdzie się ruszyłam, to oni czytali kawałki [tego] wiersza, no i trochę szydzili z tego, co ja tam napisałam. Więc te skrzydła, które mogły mi wyrosnąć, od razu mi opadły. Rzeczywiście to był niedobry wiersz” — mówiła wiele lat później Teresie Walas.

W 1946 roku Szymborska podjęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale szybko przeniosła się na socjologię. Trudna sytuacja finansowa zmusiła ją do przerwania nauki. Publikowała kolejne wiersze i zacieśniała literackie znajomości. Ale jej małżeństwo — pomimo uczucia — nie należało do udanych.

„W korespondencji małżonków widać wyraźnie, jak z upływem czasu ich upodobania i zainteresowania zaczęły się nieco rozchodzić. To Wisława lubiła zabawę, żarty literackie. (…) Dbała o to, by mieć czas wolny — na lekturę, na spacery, na nicnierobienie i na zabawy towarzyskie. Włodek wolał nienormowany czas pracy: spotykał się z niezliczoną liczbą literatów, doradzał młodym poetom i poetkom, dyskutował przy wódce z kolegami (i narzekał potem na nich w listach do żony)” — pisze w swojej książce Gromek-Illg i dodaje:

„Nie bez powodu wakacje spędzali osobno. On zresztą wyjeżdżał niechętnie, mobilizowany przez otoczenie do zadbania o swoje zdrowie. Nudził się, nie odpowiadało mu towarzystwo, brakowało lampy do czytania, maszyny do pisania... A tak naprawdę pewnie aktywności, pracy, spotkań”. Szymborska wyjeżdżała sama. W Astorii w Zakopanem spędzała zazwyczaj dwa miesiące w roku: jeden zimą lub w czerwcu, a drugi na przełomie września i października. „Dom Pracy Twórczej zapewniał niedrogie, bo dotowane przez państwo, noclegi i posiłki. Dla ledwo wiążących koniec z końcem Włodków były to więc miesiące życia prawie za darmo” — dodaje autorka biografii.

Romans z komunizmem

W 1954 roku ukazał się zbiór „Pytania zadawane sobie”. Do dzisiaj jest szeroko komentowany ze względu na obecność socrealizmu. Rok wcześniej, wraz z 52 innymi intelektualistami, poetka podpisała tzw. Rezolucję Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego. Manifest miał zachęcić władze komunistyczne do przyspieszenia wyroku na polskich księżach oskarżonych o proamerykańską działalność. Kontrowersje wywołał też jej wiersz napisany po śmierci Stalina, w którym wyraziła żal z powodu śmierci dyktatora. „No cóż, miałam nieszczęście być kiedyś istotą młodą, łatwowierną, słabo zorientowaną w sprawach, które powinnam była od razu należycie oceniać. Niektórzy mają jednak prawo sądzić mnie za to surowo — jeżeli są naprawdę przekonani, że kilka wierszy wtedy napisanych więcej waży na szali niż wszystkie, które napisałam potem” — słowa Szymborskiej cytuje Jerzy Illg w książce „O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach”. Poetka tłumaczyła, że gdyby nie (entuzjastycznie nastawiony do nowego ustroju) mąż, sama prawdopodobnie nie zostałaby wierzącą komunistką.

Rozstała się z mężem po sześciu latach małżeństwa, jednak do końca życia pozostali wiernymi przyjaciółmi. „W tej relacji było miejsce na wspólnotę zainteresowań, a z czasem i poglądów, przynależność do poetyckiego klanu i przede wszystkim — na przyjaźń” — czytamy w biografii. Kolejni mężczyźni w życiu poetki musieli pogodzić się z ich zażyłą relacją. „Wisełko Doskonała! Popatrz: już dwa dni nie widzieliśmy się. Długo, prawda? Ty sobie dzięki temu pewno odpoczywasz, ale mnie się bardzo przykrzy. Wiesz przecież” — pisał Włodek do Szymborskiej w jednym z listów.

East News

Miłość życia

O romansach Szymborskiej wiemy niewiele. Bardzo ceniła prywatność. Uważała, że dość mówi o sobie w swoich utworach. „Na podstawie listów można naszkicować portret młodej kobiety, która z jednej strony pragnie kontaktu, poddaje się namiętności, z drugiej jednak – obawia się deklaracji i unika bliskości. (…) Ichna, »opuszczona« przez ukochanego tatę w wieku trzynastu lat, idealnie pasuje do tego schematu” — pisze Gromek-Illg.

Miłością jej życia był Kornel Filipowicz, dwukrotny rozwodnik. Wcześniej związany był z malarką Marią Jaremą (która zmarła w 1958 roku) i historyczką sztuki Marią Próchnicką. Owocami tych małżeństw byli dwaj synowie, kolejno Aleksander i Marcin.

Szymborska spędziła u boku Filipowicza 23 lata, aż do jego śmierci. Nie wzięli ślubu, nawet nigdy ze sobą nie zamieszkali. „Oboje cenili swoją niezależność, prowadzili różny tryb życia” — pisze Gromek-Illg. Cenili i wspierali swoją twórczość, choć ona uwielbiała zabawę słowem, a on pisał zwięźle. Mieli też zupełnie inne zainteresowania. Ona ceniła miejskie życie, on najlepiej czuł się na łonie natury, biwakując i łowiąc ryby.

Filipowicz zmarł 28 lutego 1990 roku w Krakowie. „Na pogrzebie było mnóstwo ludzi, bo był bardzo kochany, szanowany, podziwiany. Ktoś pięknie powiedział, że w tym błocie, które zalało naszą ziemię od 50 lat, każdy się trochę zanurzył, jeden po kostki, drugi po pas, trzeci po uszy — tylko Kornel przeszedł suchą nogą (...). Chyba do końca miał odrobinę nadziei, że to nie to. Ja oczywiście żyłam z jego wyrokiem śmierci przez 4 tygodnie i przez ten cały czas byłam wesolutka i pełna (wobec niego) dobrej myśli. Teraz dopiero płaczę. Straciłam największą miłość mojego życia” — pisała Szymborska w liście do znajomych.

Czytaj też: Wyjątkowa miłość: Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”

Długopisy, zapiski, książki i papierosy na nagrobku

Po stracie ukochanego Szymborska napisała słynny wiersz o żałobie i miłości „Kot w pustym mieszkaniu”. Nie była jednak sentymentalna. Nie chciała przygarnąć kota Filipowicza. Zajmowała się zwierzęciem, gdy ukochany leżał w szpitalu, ale nigdy go nie polubiła. Kizia powędrowała w inne ręce. Kiedy sześć lat później Szymborska odbierała Nobla, mówiła krytykowi i dziennikarzowi Janowi Pieszczachowiczowi: „Szkoda, że Kornel nie może tego zobaczyć. Dla mnie byłoby to coś więcej niż oficjalne splendory. To on powinien dostać jako prozaik wielką nagrodę”.

Wisława Szymborska opublikowała 350 wierszy, a jej utwory przetłumaczono na 42 języki. Niemal każde z jej dzieł, od trzeciego tomu „Wołania do Yeti” do pośmiertnie wydanego „Wystarczy”, zdobyło uznanie zarówno czytelników, jak i krytyków. Poetka zmarła 1 lutego 2012 roku w Krakowie w wieku 89 lat. Odeszła we własnym domu, po kilkumiesięcznej chorobie. Pochowano ją na Cmentarzu Rakowickim, w grobie rodzinnym.

„Patrząc na to, co tu się dzieje, i słuchając tego, co tu się mówi, zastanawiam się, co by pani powiedziała na to wszystko. Pewnie podejrzewałaby pani, że ci wszyscy ludzie są tu przypadkowo, że tylko coś ich zatrzymało w drodze na przykład na jakiś ważny mecz” — mówił podczas pogrzebu wieloletni sekretarz noblistki Michał Rusinek. Odwiedzający do dzisiaj zostawiają na nagrobku Szymborskiej długopisy, zapiski, książki, a nawet papierosy.

Tekst powstał na podstawie książki Joanny Gromek-Illg „Szymborska. Znaki szczególne. Biografia wewnętrzna”, który ma premierę 25 listopada nakładem Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak.

Mat.prasowe

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz
Ewa Lipska/Fotonova

Wyjątkowa miłość: Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”

„Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie” – pisała Wisława Szymborska do Kornela Filipowicza. Byli ze sobą 23 lata. I była to wyjątkowa miłość, choć nie mieli ślubu i nie mieszkali ze sobą.
Magdalena Żakowska
01.07.2020

Ich znajomi mówili, że związek poetki Wisławy Szymborskiej i pisarza Kornela Filipowicza był „organiczny”, że tworzyli jedność. A przecież nie byli typową parą, nawet ze sobą nie mieszkali. Za to codziennie pisali do siebie listy. Czułe, intymne, zabawne. „Kocham Cię bezustannie, tylko z przerwą obiadową” –pisze Szymborska, choć wszyscy wiedzą, że kocha go nieustająco. W innym wyznaje: „Najlepiej w życiu ma Twój kot, bo jest przy Tobie”. Kiedy w połowie lat 60. zbliżyli się do siebie oboje mieli już za sobą inne małżeństwa, nie byli też młodzi. Wisława Szymborska była po 40, Filipowicz starszy od niej o dziesięć lat po 50. Na czym polegał fenomen tej miłości? Kilka spraw ustalili od razu: będą mieszkać oddzielnie, telefon co najmniej dwa razy dziennie (rano na dzień dobry, wieczorem na dobranoc), spotkania częste. Wszyscy, którzy ich znali i mieli okazję obserwować narodziny tego uczucia, podkreślają, że bardzo do siebie pasowali. Oboje dość staroświeccy, powściągliwi i niezwykle życzliwi. Sprawiali wrażenie melancholijnych samotników. Niełatwo było poznać, że są razem. „Nie manifestowali publicznie swoich uczuć. Wisława nie poprawiała Kornelowi krawata, on nie otulał jej czule płaszczem. Byli niezwykle powściągliwi – wspomina przyjaciółka Szymborskiej, Teresa Walas. – To było obce ich naturze. Nie mieszkali ze sobą, bo nie czuli potrzeby chodzenia w jednym zaprzęgu. Poza tym, jak mówiła sama Wisława, nie wyobrażali sobie pracy w jednym domu. Dwie stukające maszyny do pisania? To by było dla nich nie do zniesienia”. Wisława Szymborska: „Boże, jaki piękny mężczyzna” Na „ty” przeszli gdzieś między grudniem 1966 roku a kwietniem 1967, chociaż poznali się 20 lat wcześniej. Ale wtedy oboje byli jeszcze w innych związkach....

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka
East News

Agnieszka Osiecka – najpiękniejsze cytaty o życiu, miłości i przemijaniu

Agnieszka Osiecka potrafiła z niesamowitą lekkością opisać każdą sytuację. Jej teksty są przewrotne, a dzięki temu łatwo zapadają w pamięć.
Kamila Geodecka
21.12.2020

Chociaż życie Agnieszki Osieckiej nie było zawsze łatwe, poetka pozostawiła po sobie wiele wierszy, notatek, listów i tekstów piosenek, które poruszają do dziś – nie tylko miłośników poezji. Czytaj także: Wisława Szymborska o miłości, książkach i życiu – najpiękniejsze cytaty poetki-Noblistki Agnieszka Osiecka – najpiękniejsze cytaty 1. „Nie wierzę w brak czasu. Zawsze jest czas na ten krótki błysk, na ten znak: jesteś dla mnie ważna”. 2. „Młodość jest potwornie ciężkim przypadkiem i chyba nie ma nikogo, kto by z tego wyszedł bez powikłań”. 3. „Błagam cię, obudź Mnie rano. Zrobimy sobie na śniadanie jakieś małe Boże Narodzenie”. 4. „Chociaż raz warto umrzeć z miłości. Chociaż raz. A to choćby po to, żeby się później chwalić znajomym, że to bywa. Że to jest”. 5. „Przyjaciele moi i przyjaciółki! Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. Nie mówcie jej »przyjdź jutro, przyjdź pojutrze, dziś nie mam dla ciebie czasu«.Bo może się zdarzyć, że otworzysz drzwi, a tam stoi zziębnięta staruszka i mówi »Przepraszam, musiałam pomylić adres… «. I pstryk, iskierka gaśnie”. 6. „Jesienny deszcz kończy miłość i zaczyna jesień, a jesień kończy życie i zaczyna zimową śmierć”. 7. „Tęsknię do Ciebie przez stół, przy którym siedzimy, tęsknię z fotela na fotel obok, w teatrze czy w kinie, tęsknię z Pragi na Kępę, z łóżka, w którym leżę – do Spatifu, w którym popijasz z Miniem, na szerokość kołdry, która okrywa nas oboje, tez potrafię tęsknić do Ciebie...

Czytaj dalej
czytam, więc jestem
getty images

Poeta Jarosław Mikołajewski nie wyobraża sobie świata bez książek i rozmowy

„Tajemnica wchodzenia w lekturę całym sobą często polega właśnie na tym: mamy wrażenie, że czytając, dowiadujemy się po raz pierwszy o czymś, co już w nas jest, tylko nienazwane”.
Marta Strzelecka
29.12.2020

Przetłumaczył na polski Dantego, Petrarkę, Pasoliniego. Nasze dzieci czytają „Pinokia” w jego przekładzie. Wybitny poeta i tłumacz, Jarosław Mikołajewski opowiada o swoich książkowych odkryciach i literackich przygodach, zdradza, co mu daje czytanie i dlaczego książka pomaga nam rozumieć siebie. Marta Strzelecka: Czy warto dziś zajmować się zawodowo literaturą? Jarosław Mikołajewski: Trudno mi sobie wyobrazić życie pozbawione pisania. Ale o tym, że moja przyszłość związana będzie z literaturą, coś zadecydowało bardzo wcześnie. Zawdzięczam to jednej książce, tak myślę. Jej autorem jest Cesare Pavese, włoski poeta i prozaik, książka nosi tytuł „Rzemiosło życia” i jest dziennikiem. Po raz pierwszy przeczytałem ją, mając 14 lat, w 1974 roku. Dzięki temu doświadczeniu poszedłem do nowo utworzonej klasy z językiem włoskim w warszawskim liceum Batorego. I w ten sposób moje życie zostało określone, bo potem poszedłem na italianistykę, zostałem italianistą. I tak już całe życie spędzam między poezją własną, moim pisaniem a tłumaczeniami, nauczaniem włoskiego. Zaglądam do książki Pavesego co jakiś czas, kilka lat temu przetłumaczyłem jego wiersze. Czytaj także: Agnieszka Osiecka – najpiękniejsze cytaty o życiu, miłości i przemijaniu Co pan odnalazł w „Rzemiośle życia”? To jest dzieło, które mówi o życiu człowieka już dorosłego, dojrzałego, lecz jakoś zaskoczonego, że nie jest już dzieckiem. Pavese miał 42 lata, kiedy w  1952 roku popełnił samobójstwo. W swoim dzienniku porusza tematy ważne dla kogoś, kto wchodzi w dorosłość: samotność, miłość, rozpacz, mierzenie się z nieuchronnością śmierci. I mówiąc o tym, poprowadził mnie, czytelnika, za  rękę, choć nie od razu wszystko zrozumiałem. Zresztą zawsze byłem...

Czytaj dalej
INPLUS/East News

Barbara Krafftówna: pochowała dwóch mężów i jedynego syna, ale nie dała się złamać

Kiedy zmarł jej drugi mąż, Barbara Krafftówna obiecała sobie, że już nigdy nie zwiąże się z innym mężczyzną. Za wszelką cenę próbowała się chronić. Ale los miał dla niej inną tragiczną niespodziankę.
Sylwia Arlak
30.12.2020

Po zakończeniu II wojny światowej zamieszkała w Gdyni, gdzie Iwo Gall zakładał teatr. Wokół energicznej i wiecznie uśmiechniętej Krafftówny kręciło się wielu mężczyzn. Starał się o nią utalentowany pianista, lekarz, działacz kulturalny i zdolny muzyk. Z jednym umawiała się na domowe schadzki, z drugim chodziła na spotkania do cukierni, trzeci był jej oficjalnym adoratorem, a czwarty towarzyszył jej podczas wczasów w sanatorium. Gdy podczas wizyty we Wrocławiu poznała dyrygenta z tamtejszego teatru, rzuciła wszystkich adoratorów. Myślała, że to ten jedyny. „Ale nagle jakbym dostała obuchem w łeb. Powiedział coś, co było ciężkim chamstwem. Od tej pory przestał dla mnie istnieć” — wspominała Barbara Krafftówna w wywiadach. Przez długi czas była na środkach uspokajających Aktora Michała Gazdę poznała w teatrze, w którym razem pracowali. W 1953 roku na marszu z okazji 1 maja w Warszawie już wiedziała, że jest zakochana. Tak naprawdę, po raz pierwszy w życiu. „1 maja nieśliśmy razem szturmówkę z napisem »Niech żyje 1 maja«, 17 maja Michał oświadczył mi się, a już 1 czerwca odbył się ślub” — opowiadała. „Czy ja byłam kochliwa? Na pewno nie byłam obojętna. Moje niektóre koleżanki nagle znajdowały się w amoku miłości, choć na co dzień były szalenie racjonalne. Ale i ja bywałam w amoku zakochania, bez niego nie byłoby decyzji o małżeństwie. Potem amok przechodził, było spokojniej. Można było się cieszyć, planować. I marzyć. W ogóle u mnie wciąż jest gęsto od marzeń, stare zamieniają się w nowe, zmienia się ich kolejność. Cały czas” — opowiadała w wywiadzie dla weekend.gazeta.pl. Czytaj też:  Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat – miłość, która się w głowie nie mieści Dwa lata później doczekali...

Czytaj dalej