Wisława Szymborska, Ichna, Wisełka: „Czasami jestem podobna do siebie, a czasami nie”
mat. prasowe

Wisława Szymborska, Ichna, Wisełka: „Czasami jestem podobna do siebie, a czasami nie”

Wisława Szymborska, pierwsza dama polskiej poezji, nie chciała opowiadać o swoim życiu i nie lubiła, gdy się o niej rozpisywano. Wolała, żeby mówiły za nią jej wiersze.
Sylwia Arlak
24.11.2020

O tym, że otrzymała nominację do literackiej Nagrody Nobla, dowiedziała się od dziennikarzy (była wówczas jedyną noblistką w historii, która poznała werdykt jeszcze przed oficjalnym komunikatem). Wypoczywała w pensjonacie Astoria w Zakopanem, gdy odwiedzili ją znajomi reporterzy. „Fotograf Adam Golec — już po ogłoszeniu wiadomości — uwiecznił na wspaniałych zdjęciach nieoficjalny wizerunek świeżo upieczonej noblistki: naprawdę zaskoczonej, roześmianej, z papierosem w ręce i z włosami w nieładzie. (…) Wisława Szymborska wyszła do dziennikarzy w rozciągniętym białym swetrze i w malinowej spódniczce wątpliwej urody. Była na wakacjach i stroje miała wakacyjne” — czytamy w książce Joanny Gromek-Illg „Szymborska. Znaki szczególne. Biografia wewnętrzna”.

East News

W 1996 roku wraz z upragnionym Noblem przyszła sława, która dla Szymborskiej była utrapieniem. „Dla niechętnie udzielającej się publicznie poetki szczególnie męcząca była rosnąca z dnia na dzień popularność. Stała się znana i rozpoznawalna, jej zdjęcia publikowały gazety, w telewizji co rusz pojawiały się poświęcone jej materiały, radio nadawało jej wiersze czytane przez popularnych aktorów. Jednym słowem — była sławna, jak gwiazdy filmowe w latach jej młodości, dla niektórych była »celebrytką«, ale też wiele osób nieczytających na co dzień poezji zachwyciło się jej wierszami” — pisze w swojej książce Gromek-Illg. Ludzi jednak interesowało też życie prywatne poetki. Chcieli wiedzieć, czy ma męża i dzieci. A jeśli nie, dlaczego? Jak mieszka i co robi w czasie wolnym? W miesiąc musiała udzielić więcej wywiadów, niż przez całe dotychczasowe życie. Jej przyjaciele z uśmiechem mówili o „tragedii sztokholmskiej”. Szymborska odetchnęła z ulgą, gdy po kilku miesiącach mogła wyjść samodzielnie na zakupy i pojechać tramwajem do centrum.

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Dzieciństwo z prozą Dostojewskiego

Wisława Szymborska pochodziła z inteligenckiej rodziny. Urodziła się 2 lipca 1923 roku w Kórniku. Jej ojcem był Wincenty Szymborski, były wiceprezydent Rzeczypospolitej Zakopiańskiej oraz zarządca dóbr hrabiego Władysława Zamoyskiego, matką — Anna Maria Rottermund. W 1924 roku rodzina Szymborskich przeprowadziła się do Torunia, a pięć lat później zamieszkała w Krakowie. Wisława od małego lubiła czytać. „Wisława to drugie imię Szymborskiej. Na pierwsze miała Maria, w zdrobnieniu (od Marychna) Ichna. Talent poetycki Ichny ujawnił się w latach dziecięcych, kiedy to za wierszyk, koniecznie zabawny, ojciec obdarowywał ją drobną monetą” — pisze Gromek-Illg.

„Byłam bardzo oczytana, choć tylko w prozie. Uważałam, że każdy pisarz, którego czytam, jest nieboszczykiem, i to takim, który nie żyje od dawna. W wieku czternastu lat miałam przeczytanego całego Dostojewskiego, co prawda później trzeba było go przeczytać jeszcze raz” — mówiła Szymborska Annie Bikont i Joannie Szczęsnej w książce „Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej”. Jako nastolatka pisała listy miłosne w imieniu służącej zakochanej w maszyniście. „Rodzice przechowywali utwory pisane przez Ichnę — i chwała im za to – nie spodziewając się, że kiedyś staną się juwenaliami noblistki. Złożony z nich, ilustrowany fotografiami i rysunkami małoletniej twórczyni tom »Błysk rewolweru« został wydany po jej śmierci” — czytamy w książce „Szymborska. Znaki szczególne. Biografia wewnętrzna”.

Wspomnienia z czasów okupacji

Po wybuchu II wojny światowej przyszła poetka uczyła się na tajnych kompletach. Niechętnie wspominała lata okupacji. „Wśród nielicznych wojennych wspomnień, którymi Wisława Szymborska podzieliła się przy okazji Nagrody Nobla, znalazł się obraz jak z Grottgera. „(...) szesnastoletnia Wisława zobaczyła, jak ulicami ciągną chłopskie wozy, a na nich leżą ranni żołnierze w pokrwawionych bandażach. Wspominając ten obrazek, opowiadała, że miała wtedy dziwne wrażenie, jakby ktoś obcy w niej już wielokrotnie oglądał takie sceny”. Być może dostrzegała w tej sytuacji częsty motyw obecny w polskiej kulturze, uświęcającej przelewanie krwi za ojczyznę, przegraną walkę, poświęcenie i cierpienie. „Coś we mnie powiedziało: »Aha, znowu« — mówiła do kamery Larsowi Helanderowi”.

Autorkom „Pamiątkowych rupieci” powiedziała: „Trudno w poezji o sprawiedliwe proporcje, (…) większość moich wierszy z czasu wojny wylądowała w koszu. (…) Nigdy nie dorównałabym tu Różewiczowi czy Herbertowi, w ich poezji myśl o poległych jest stale obecna. Czytając ich, zrozumiałam, że wyrazili swoje doświadczenia w sposób niezrównany i ja nie potrafiłabym nic do tego dodać”. Kontynuowała naukę aż do matury. W wieku 20 lat podjęła swoją pierwszą pracę, jako urzędniczka na kolei. Dzięki temu uniknęła wywiezienia na roboty do Rzeszy.

Ślub bez białej sukni

Jeszcze w czasie okupacji, mając zaledwie 24 lata, poślubiła poetę Adama Włodka. Miała dość mieszkania w ciasnym lokum z dalszą i bliższą rodziną. Z mężem zamieszkała w Domu Literatów przy ul. Krupniczej 22. „Ślub odbył się bez białej sukni, można się domyślać, że w ogóle ceremonia była bardzo skromna” — pisze Gromek-Illg.

Tuż po wojnie Szymborska zaczęła odnosić pierwsze sukcesy literackie. Zadebiutowała w krakowskim „Dzienniku Polskim” wierszem „Szukam słowa”. „Na pewno mnie to ucieszyło, nie mogę być tutaj fałszywa i mówić, że nie. Tylko od razu byłam taka zafrasowana, ojej, takie zakłopotanie było we mnie. Poza tym miałam (...) bardzo szyderczą siostrę i kuzyna, (...) i gdzie się ruszyłam, to oni czytali kawałki [tego] wiersza, no i trochę szydzili z tego, co ja tam napisałam. Więc te skrzydła, które mogły mi wyrosnąć, od razu mi opadły. Rzeczywiście to był niedobry wiersz” — mówiła wiele lat później Teresie Walas.

W 1946 roku Szymborska podjęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale szybko przeniosła się na socjologię. Trudna sytuacja finansowa zmusiła ją do przerwania nauki. Publikowała kolejne wiersze i zacieśniała literackie znajomości. Ale jej małżeństwo — pomimo uczucia — nie należało do udanych.

„W korespondencji małżonków widać wyraźnie, jak z upływem czasu ich upodobania i zainteresowania zaczęły się nieco rozchodzić. To Wisława lubiła zabawę, żarty literackie. (…) Dbała o to, by mieć czas wolny — na lekturę, na spacery, na nicnierobienie i na zabawy towarzyskie. Włodek wolał nienormowany czas pracy: spotykał się z niezliczoną liczbą literatów, doradzał młodym poetom i poetkom, dyskutował przy wódce z kolegami (i narzekał potem na nich w listach do żony)” — pisze w swojej książce Gromek-Illg i dodaje:

„Nie bez powodu wakacje spędzali osobno. On zresztą wyjeżdżał niechętnie, mobilizowany przez otoczenie do zadbania o swoje zdrowie. Nudził się, nie odpowiadało mu towarzystwo, brakowało lampy do czytania, maszyny do pisania... A tak naprawdę pewnie aktywności, pracy, spotkań”. Szymborska wyjeżdżała sama. W Astorii w Zakopanem spędzała zazwyczaj dwa miesiące w roku: jeden zimą lub w czerwcu, a drugi na przełomie września i października. „Dom Pracy Twórczej zapewniał niedrogie, bo dotowane przez państwo, noclegi i posiłki. Dla ledwo wiążących koniec z końcem Włodków były to więc miesiące życia prawie za darmo” — dodaje autorka biografii.

Romans z komunizmem

W 1954 roku ukazał się zbiór „Pytania zadawane sobie”. Do dzisiaj jest szeroko komentowany ze względu na obecność socrealizmu. Rok wcześniej, wraz z 52 innymi intelektualistami, poetka podpisała tzw. Rezolucję Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego. Manifest miał zachęcić władze komunistyczne do przyspieszenia wyroku na polskich księżach oskarżonych o proamerykańską działalność. Kontrowersje wywołał też jej wiersz napisany po śmierci Stalina, w którym wyraziła żal z powodu śmierci dyktatora. „No cóż, miałam nieszczęście być kiedyś istotą młodą, łatwowierną, słabo zorientowaną w sprawach, które powinnam była od razu należycie oceniać. Niektórzy mają jednak prawo sądzić mnie za to surowo — jeżeli są naprawdę przekonani, że kilka wierszy wtedy napisanych więcej waży na szali niż wszystkie, które napisałam potem” — słowa Szymborskiej cytuje Jerzy Illg w książce „O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach”. Poetka tłumaczyła, że gdyby nie (entuzjastycznie nastawiony do nowego ustroju) mąż, sama prawdopodobnie nie zostałaby wierzącą komunistką.

Rozstała się z mężem po sześciu latach małżeństwa, jednak do końca życia pozostali wiernymi przyjaciółmi. „W tej relacji było miejsce na wspólnotę zainteresowań, a z czasem i poglądów, przynależność do poetyckiego klanu i przede wszystkim — na przyjaźń” — czytamy w biografii. Kolejni mężczyźni w życiu poetki musieli pogodzić się z ich zażyłą relacją. „Wisełko Doskonała! Popatrz: już dwa dni nie widzieliśmy się. Długo, prawda? Ty sobie dzięki temu pewno odpoczywasz, ale mnie się bardzo przykrzy. Wiesz przecież” — pisał Włodek do Szymborskiej w jednym z listów.

East News

Miłość życia

O romansach Szymborskiej wiemy niewiele. Bardzo ceniła prywatność. Uważała, że dość mówi o sobie w swoich utworach. „Na podstawie listów można naszkicować portret młodej kobiety, która z jednej strony pragnie kontaktu, poddaje się namiętności, z drugiej jednak – obawia się deklaracji i unika bliskości. (…) Ichna, »opuszczona« przez ukochanego tatę w wieku trzynastu lat, idealnie pasuje do tego schematu” — pisze Gromek-Illg.

Miłością jej życia był Kornel Filipowicz, dwukrotny rozwodnik. Wcześniej związany był z malarką Marią Jaremą (która zmarła w 1958 roku) i historyczką sztuki Marią Próchnicką. Owocami tych małżeństw byli dwaj synowie, kolejno Aleksander i Marcin.

Szymborska spędziła u boku Filipowicza 23 lata, aż do jego śmierci. Nie wzięli ślubu, nawet nigdy ze sobą nie zamieszkali. „Oboje cenili swoją niezależność, prowadzili różny tryb życia” — pisze Gromek-Illg. Cenili i wspierali swoją twórczość, choć ona uwielbiała zabawę słowem, a on pisał zwięźle. Mieli też zupełnie inne zainteresowania. Ona ceniła miejskie życie, on najlepiej czuł się na łonie natury, biwakując i łowiąc ryby.

Filipowicz zmarł 28 lutego 1990 roku w Krakowie. „Na pogrzebie było mnóstwo ludzi, bo był bardzo kochany, szanowany, podziwiany. Ktoś pięknie powiedział, że w tym błocie, które zalało naszą ziemię od 50 lat, każdy się trochę zanurzył, jeden po kostki, drugi po pas, trzeci po uszy — tylko Kornel przeszedł suchą nogą (...). Chyba do końca miał odrobinę nadziei, że to nie to. Ja oczywiście żyłam z jego wyrokiem śmierci przez 4 tygodnie i przez ten cały czas byłam wesolutka i pełna (wobec niego) dobrej myśli. Teraz dopiero płaczę. Straciłam największą miłość mojego życia” — pisała Szymborska w liście do znajomych.

Czytaj też: Wyjątkowa miłość: Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”

Długopisy, zapiski, książki i papierosy na nagrobku

Po stracie ukochanego Szymborska napisała słynny wiersz o żałobie i miłości „Kot w pustym mieszkaniu”. Nie była jednak sentymentalna. Nie chciała przygarnąć kota Filipowicza. Zajmowała się zwierzęciem, gdy ukochany leżał w szpitalu, ale nigdy go nie polubiła. Kizia powędrowała w inne ręce. Kiedy sześć lat później Szymborska odbierała Nobla, mówiła krytykowi i dziennikarzowi Janowi Pieszczachowiczowi: „Szkoda, że Kornel nie może tego zobaczyć. Dla mnie byłoby to coś więcej niż oficjalne splendory. To on powinien dostać jako prozaik wielką nagrodę”.

Wisława Szymborska opublikowała 350 wierszy, a jej utwory przetłumaczono na 42 języki. Niemal każde z jej dzieł, od trzeciego tomu „Wołania do Yeti” do pośmiertnie wydanego „Wystarczy”, zdobyło uznanie zarówno czytelników, jak i krytyków. Poetka zmarła 1 lutego 2012 roku w Krakowie w wieku 89 lat. Odeszła we własnym domu, po kilkumiesięcznej chorobie. Pochowano ją na Cmentarzu Rakowickim, w grobie rodzinnym.

„Patrząc na to, co tu się dzieje, i słuchając tego, co tu się mówi, zastanawiam się, co by pani powiedziała na to wszystko. Pewnie podejrzewałaby pani, że ci wszyscy ludzie są tu przypadkowo, że tylko coś ich zatrzymało w drodze na przykład na jakiś ważny mecz” — mówił podczas pogrzebu wieloletni sekretarz noblistki Michał Rusinek. Odwiedzający do dzisiaj zostawiają na nagrobku Szymborskiej długopisy, zapiski, książki, a nawet papierosy.

Tekst powstał na podstawie książki Joanny Gromek-Illg „Szymborska. Znaki szczególne. Biografia wewnętrzna”, który ma premierę 25 listopada nakładem Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak.

Mat.prasowe

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
East News

Wisława Szymborska o miłości, książkach i życiu – najpiękniejsze cytaty poetki-Noblistki

Wisława Szymborska opublikowała około 350 wierszy. Dlaczego tylko tyle? Jak mówiła sama Noblistka: „Mam w domu kosz”. Była skromna i prawdziwa tak, jak jej twórczość.
Sylwia Arlak
30.06.2020

Kiedy Wisława Szymborska dostała Nagrodę Nobla, najbardziej przestraszyła się tego, że… zacznie być rozpoznawana. A tym, co ceniła sobie w życiu najbardziej, była prywatność i spokój. Nie lubiła mówić o sobie. Za to pięknie mówiła o nas: o życiu, świecie, o miłości albo o miłości do książek. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że „mówimy Szymborską”, tak bardzo jej słowa weszły już do naszego codziennego słownika.  Wisława Szymborska – najpiękniejsze cytaty: 1.  „Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny. (…) Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy”. 2.  „Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”. 3.  „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. 4.  „Jestem, jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek” 5.  „Wiem jak ułożyć rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył”. 6.  „Czemu ty się, zła godzino, z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś – a więc musisz minąć. Miniesz – a więc to jest piękne”. 7.  „Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma...” 8.  „Albo go kocha, albo się uparła. Na dobre, na niedobre i na litość boską”. 9.  „Człowiek, który nie poczuł smaku swoich łez – nie jest prawdziwym człowiekiem”. 10. „Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie”. 11. „Po każdej...

Czytaj dalej
Olga Majrowska

Paulina Młynarska: „Nieważna, jaka jesteś. Jesteś wystarczająca”

„Twoje seksualne wybory i preferencje nie są niczyją sprawą” – pisze znana ze swoich szczerych wypowiedzi Paulina Młynarska.
Sylwia Arlak
18.11.2020

Pisarka i aktywistka Paulina Młynarska staje murem za kobietami, co pokazuje m.in. przy pomocy mediów społecznościowych. I choć sama dostaje wiele wsparcia, każdego dnia mierzy się z krytyką. „Jedna Pani Trollinda z mojego Facebooka mnie dziś zainspirowała. Wrzuciłam zdjęcie moich kotów o poranku i przeczytałam pod nim: »Stara panna z kotami«” — pisze Młynarska na swoim profilu i dodaje: „Jako czterokrotnie rozwiedziona matka dorosłej córki nie potraktowałam tego osobiście i mam serdecznie gdzieś uwagi tej Trollindy. Numer jednak polega na tym, że nawet bardzo fajne i wspierające osoby, feministki, mocne baby, od czasu do czasu odruchowo wartościują i rozliczają inne kobiety. Robią to według obrzydliwego patriarchalnego klucza, zgodnie z którym to stan cywilny »zamężna« i bycie w seksualnym użyciu, a także posiadanie dzieci mają świadczyć o ich wartości. Słyszę to wszędzie, czasem nie wierzę, że od takich osób”. Każda z nas ma prawo do własnego wyboru  Młynarska ma dla wszystkich kobiet jedną radę: „W tym pięknym, jesiennym dniu chcę Ci powiedzieć moja siostro: jesteś zamężna, solo czy masz tabun kochanków, hetero, homo, trans, bi, niebinarna, aseksualna, matka czy nie, rozwiedziona raz czy pięć razy, poliamoryczna, oddająca się ascezie, przed okresem, po, w trakcie, w ciąży, po menopauzie lub w trakcie klimy (jak ja), marząca, by mieć więcej seksu, chcąca go mniej lub wcale, pracująca seksualnie, pruderyjna, rozwiązła, każda! Pier*l to! Jesteś wystarczająca i świetna, a Twoje seksualne wybory i preferencje nie są niczyją sprawą”. Czytaj więcej:   Bywała „frajerką”, ale nigdy ofiarą. Paulina Młynarska: „Mam taki pewien defekt, życiową dysfunkcję…” Obserwatorki aktywistki w odpowiedzi na wpis podzieliły się...

Czytaj dalej
Alina Margolis-Edelman
FOT. SERGIUSZ PECZEK / AGENCJA GAZETA

Alina Margolis-Edelman, czyli Ala z kultowego elementarza

Ala ma kota, a kot ma Alę. Bawią się razem na podwórku w Łodzi, jest przełom lat 20. i 30., jeszcze jest sielankowo. Niestety zaraz rozpocznie się wojna, a dziewczynka jest Żydówką. Oto losy prawdziwej Ali, czyli Aliny Margolis-Edelman.
Kamila Geodecka
16.11.2020

Każdy zna Alę, która miała kota. Nie każdy jednak wie, że Ala tak naprawdę nazywała się Alina Margolis i oprócz tego, że była pierwowzorem dziewczynki z „Elementarza” Mariana Falskiego, przeżyła także w warszawskim getcie wojnę, pomagała w Powstaniu Warszawskim, a następnie została znaną i cenioną lekarką. Swój zawód traktowała jako misję, pomagała w czasie wojen, była członkinią „Lekarzy bez Granic”. Wyszła za mąż za Marka Edelmana, przywódcę powstania w getcie warszawskim. Oto mała Ala, która bawiła się z kotem. Ala ma kota i sielankowe dzieciństwo Ala miała dzieciństwo wolne od obaw i trosk. Mieszkała w dużej secesyjnej kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Jej rodzice byli zamożnymi lekarzami oraz działaczami społecznymi, którzy obracali się w inteligenckim gronie. Mieszkanie przy Piotrkowskiej często odwiedzał Marian Falski, przyjaciel mamy małej Ali. Dziewczynka zapamięta go jako przystojnego mężczyznę o siwiejących i falowanych włosach. Pewnego dnia Ala dostanie od niego prezent. Otworzy pakunek i zobaczy książkę, a w książce dedykację „Ali z Elementarza – Autor”. Niestety kolorowe dzieciństwo jak z obrazka elementarza szybko się skończy, a Ala razem z mamą wojnę będą miały spędzić w getcie warszawskim. Wojna, getto i pomoc W getcie mama Aliny była lekarką, a sama Alina uczęszczała do szkoły dla pielęgniarek. Matka wiedziała jednak, że jedyną szansą na przeżycie wojny jest wydostanie się z getta na stronę aryjską. Tak też się stało. Dzięki kontaktom z lekarzami Alina razem z mamą mogły zostać przemycone poza teren getta. Nie siedziały jednak bezczynnie. To właśnie pomagając chorym, Alina poznała swojego przyszłego męża – Marka Edelmana. „Tam, pod murem, po raz pierwszy w życiu poczułam się naprawdę...

Czytaj dalej