Weekend przed telewizorem? Sprawdź nowości na Netfliksie i HBO 
Mat. prasowe

Weekend przed telewizorem? Sprawdź nowości na Netfliksie i HBO 

W ten weekend wśród nowości na Netfliksie i HBO każdy znajdzie coś dla siebie. Obejrzymy wielki hit „Narodziny gwiazdy” i powrócimy do popularnego serialu „Współczesna rodzina”. Czekają na nas również inne gorące nowości.
Sylwia Arlak
19.06.2020

Wśród nowości a Netfliksie pojawił się właśnie wielki hit „Narodziny gwiazdy” z Bradleyem Cooperem (który jest także reżyserem produkcji) i Lady Gagą w rolach głównych. To nie tylko opowieść o sile wielkiego uczucia, ale także o pasji, marzeniach i o walce z uzależnieniami. Film z 2018 roku to historia muzyka, Jacka, który najlepsze lata kariery ma już za sobą, i Ally, która po poznaniu Jacka przekonuje się, czym jest wielki świat show-biznesu. Produkcję nominowano do Oscara w kategorii najlepszy film, ale statuetkę otrzymała za najlepszy utwór: „Shallow”. Podobno Bradley Cooper uparł się, aby w filmie towarzyszyła mu Lady Gaga – i słusznie. Dzięki niemu odkryliśmy jej talent aktorski. 

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

Seriale Netflixa, które nigdy nie wyjdą z mody

Od tego weekendu na Netfliksie możemy obejrzeć serial „Współczesna rodzina” (9 sezonów — 210 odcinków). To idealny moment, aby przypomnieć sobie historię tej szalonej amerykańskiej rodziny albo  – jesli jakimś cudem nam to umknęło – nadrobić zaległości. Bohater, ojciec rodziny, Jay Pritchett po rozwodzie żeni się z o wiele młodszą od siebie Kolumbijką Glorią i adoptuje jej syna z pierwszego małżeństwa, dziesięcioletniego Manny’ego. Poznajemy też dzieci bohatera z pierwszego małżeństwa. Claire Dunphy , która mieszka z mężem Philem, córkami Haley i Alex oraz synem Lukiem, oraz Mitchell, który ze swoim chłopakiem Cameronem wychowuje adoptowaną w Wietnamie córkę. Dla każdego z bohaterów rodzina zawsze jest na pierwszym miejscu. 

Czarny humor, zwykłe problemy, z którymi bez trudu mogą utożsamić się rodziny pod każdą szerokością geograficzną, świetna obsada (w produkcji wziął udział m.in. Ed O'Neill, Sofia Vergara, Ty Burrell i Julie Bowen) — czegóż chcieć więcej? Serial zdobył w 2012 roku Złoty Glob dla najlepszego serialu komediowego lub musicalu.

Z kolei miłośnikom mrocznych opowieści platforma Netflix proponuje drugi sezon serialu „The Order”.  Student Jack Morton (Jake Manley), pragnie pomścić zamordowaną matkę. Dołącza do tajnego stowarzyszenia i zostaje mimowolnie wciągnięty w wojnę między wilkołakami i adeptami czarnej magii.  Na uniwersyteckim kampusie rozpoczyna się piekło.

W trzeci weekend czerwca na Netfliksie pojawi się też drugi sezon serialu „Wybory Paytona Hobarta”. Payton (Ben Platt) doskonale wie, kim chce zostać w przyszłości  — prezydentem Stanów Zjednoczonych. Najpierw będzie musiał jednak przebrnąć przez własne liceum. W tej groteskowej, a momentami absurdalnej opowieści zobaczymy też Gwyneth Paltrow oraz Lucy Boynton.

Nowości na HBO — ambitne i lekkie kino

Z kolei na HBO możemy obejrzeć film familijny „Guru miłości”. Bohaterowie obrazu rywalizują o tytuł najlepszego na świecie guru. Lekka, przyjemna i zabawna opowieść z gwiazdorską obsadą: w produkcji zobaczymy m.in. Justina Timberlake'a, Jessicę Albę i Bena Kingsleya.

Pod koniec weekendu na HBO pojawi się wielki hit z 2019 roku z Cate Blanchett w roli głównej — „Gdzie jesteś, Bernadette”. Bohaterka na początku nie wzbudza sympatii widzów. Jest zagubioną introwertyczką, ma cięty język i od lat zmaga się z uzależnieniem od narkotyków. A jednak intryguje. Kiedy pewnego deszczowego dnia znika w tajemniczych okolicznościach, wszyscy dajemy się wciągnąć w tę opowieść.  

Na HBO obejrzymy też izraelski dramat „Bóg fortepianu”. To opowieść o szaleństwie, pasji i ukrytych demonach. Anat (Naama Preis) kocha muzykę ponad wszystko. Nie była w stanie sprostać oczekiwaniom swojego ojca, teraz całą nadzieję pokłada w nienarodzonym dziecku. Nie traci nadziei nawet wówczas, gdy ono rodzi się głuche. Zrobi wszystko, aby stał się kompozytorem.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Mat. prasowe Netflix

Serial Netflixa „Trzynaście powodów” dobiegł końca. Co poszło nie tak?

W czwartym i zarazem ostatnim sezonie „Trzynastu powodów” żegnamy się z licealistami z Liberty High. Czuję pewną ulgę i wiem, że nie jestem w tym osamotniona. Po tym, co dostaliśmy w ostatnich odcinkach, nie tylko ja nie chce wiedzieć, co twórcy mogliby nam jeszcze zaserwować. A miało być tak pięknie…
Sylwia Arlak
16.06.2020

To już koniec przygód Claya Jansena i jego paczki. Finał serialu Netflixa „Trzynaście powodów” był wyjątkowo długi i przyniósł nawet pewnego rodzaju satysfakcję, jednak tego, co wydarzyło się po drodze, fani tak łatwo twórcom nie wybaczą.  „Trzynaście powodów”, serial z misją Wróćmy do czasów, kiedy „Trzynaście powodów” był jeszcze serialem z misją. Jedną z lepszych propozycji z gatunku „Young adult”. Klasycznym dramatem (sezon pierwszy) dramatem sądowym (tu mowa o sezonie drugim) nie zaś kiepskim kryminałem, albo (co gorsza) produkcją z elementami grozy. Pierwszy sezon „Trzynastu powodów” opowiada o Hannah – nastolatce, która popełnia samobójstwo, a powody swojej decyzji nagrywa na trzynastu nagraniach magnetofonowych. Taśmy trafiają do kolegi Hannah, a następnie do wielu innych znajomych dziewczyny z liceum Liberty High. W pierwszym sezonie poznajemy nie tylko dramat dziewczyny, ale też widzimy, jak szkolny dramat wpłynął na pozostałych bohaterów.  Na tym etapie przesłanie twórców było oczywiste. Oczywiście, krytycy zarzucali, że jest w tej historii odrobinę za dużo patosu, ale możemy przymknąć na to oko. Niekwestionowaną zaletą „Trzynastu powodów” były jego wartości edukacyjne – twórcy  przekonywali, że samobójstwo nie rozwiązuje problemów, a tylko je potęguje. I że warto mieć oczy szeroko otwarte, bo ktoś obok nas może potrzebować pomocy.  Wydawało się, że twórcy nie boją się trudnych tematów (w serialu mowa jest też o innych tramach nastolatków: szkolnym nękaniu, przemocy psychicznej i fizycznej, gwałcie, używkach, w późniejszych odcinkach poruszana jest kwestia dostępu do broni i aborcji) do...

Czytaj dalej
East News

Ten film będzie hitem! Disney stworzy musical z muzyką Lionela Richie

Moda na filmy muzyczne i musicale trwa. Tym razem w „All Night Long” usłyszymy utwory gwiazdy soul, Lionela Richiego.
Sylwia Arlak
16.06.2020

Dopiero co na ekranach kin gościł „Rocketman” o życiu Eltona Johna, niewiele wcześniej oglądaliśmy „Bohemian Rhapsody” o Freddiem Mercurym i grupie Queen. Teraz przyszedł czas na film, w którym usłyszymy kawałki króla soul, Lionela Richiego. Disney tworzy z Lionelem Richiem Jak informuje portal „Variety”, film zatytułowany „All Night Long” (jak jeden z przebojów gwiazdy, który znalazł się na jego drugim krążku „Can’t Slow Down”) nie będzie jednak typową biografią artysty. Wytwórnia Disney chce stworzyć coś na miarę słynnego musicalu „Mamma Mia”, w którym fabuła opierała się na piosenkach grupy ABBA. Co ciekawe, pomysł realizacji wyszedł od samego Richiego. Piosenkarz, wraz ze swoim managerem, Brucem Eskowitzem zajmie się produkcją filmu. Scenariusz ma stworzyć Pete Chiarelii, znany z hitu „Bajecznie bogaci Azjaci”. Na razie nie wiadomo, kto znajdzie się w obsadzie „All Night Long” ani na czym skupi się fabuła filmu, jednak to, że film już powstaje, potwierdził sam artysta. „Wielkie rzeczy w przygotowaniu” — napisał na Twitterze Lionel Richie. Miliony zysków, uwielbienie fanów Czy „All Night Long” powtórzy sukces filmu „Mamma Mia” z 2008 roku? Poprzeczka jest zawieszona wysoko. Musical to jeden z najbardziej kasowych filmów wszechczasów. W Wielkiej Brytanii pokonał m.in. takie hity, jak „Harry Potter”, „Władca pierścieni” i „Titanic”. Pierwsza część musicalu na całym świecie zarobiła ponad 600 milionów dolarów. Cudownie patrzy się na greckie wyspy, a piosenki ABBY, dzięki produkcji, dostały nowe życie. Ale na sukces filmu składają się też niezapomniane role Meryl Streep, Amanda Seyfriend,...

Czytaj dalej

„Netflix. To się nigdy nie uda”. Dlaczego się udało – zdradza Marc Randolph

„Co za bzdura!”, „To się nie uda”, słyszał Marc Randolph, gdy w 1997 roku wpadł na pomysł stworzenia internetowej wypożyczalni DVD. Jego autobiografia to połączenie success story, z elementami powieści przygodowej i… komedii.
Anna Zaleska
15.06.2020

Mit założycielski Netflixa, krążący po świecie jako anegdota, brzmi tak: Reed Hastings, na początku główny inwestor firmy, obecnie jej dyrektor generalny, wpadł na pomysł stworzenia pierwszej na świecie internetowej wypożyczalni filmów, gdy za przetrzymanie kasety z „Apollo 13” kazano mu zapłacić karę 40 dolarów. Marc Randolph twierdzi, że jest w tej historii trochę prawdy – była taka kaseta i była taka kara, ale nie było „pstryk”, powstaje Netflix. Założyciel firmy, jej pierwszy dyrektor generalny, opowiada to nieco inaczej. Barwniej. Będą w tej historii plażowe leżaki zamiast biurowych krzeseł, padające serwery, kacze jaja z Kambodży, ojciec zarabiający na życie chodzeniem po drabinie i żebranie o pieniądze na jedzenie. Personalizowany szampon i inne pomysły „W 1997 roku wiedziałem tylko tyle, że chcę założyć własną firmę i że chcę, by obejmowała sprzedaż w internecie. Tyle”, wyznaje Marc Randolph w wydanej właśnie autobiografii „Netflix. To się nigdy nie uda” (Wydawnictwo SQN). Zbliżający się do czterdziestki Marc wcześniej pracował w marketingu najróżniejszych firm – od dużych korporacji po start-upy – ale chciał założyć własną. Szukał pomysłów, wiedząc, że na tysiąc zwykle jeden jest dobry. Wszystko, co przyszło mu do głowy, zapisywał w małym notatniku, który zawsze nosił w kieszeni. Myślał między innymi o personalizowanych szamponach, personalizowanych deskach surfingowych, indywidualnie bilansowanej karmie dla psa. Do wszystkich tych idei próbował przekonać Reeda Hastingsa, przyjaciela i inwestora – bezskutecznie. Aż pewnego dnia… Była wiosna 1997 roku. We dwóch prowadzili może setną dyskusję, szukając pomysłu na biznes. Z grubsza ideał zdefiniowali tak: raz się coś wyprodukuje, a będzie to można sprzedawać...

Czytaj dalej