„Miłość? To tylko kilka liter”. Wielki fotograf,  Helmut Newton i jego jedyna miłość: June
PAP/DPA

„Miłość? To tylko kilka liter”. Wielki fotograf,  Helmut Newton i jego jedyna miłość: June

Mówił, że w życiu liczą się seks i dobra zabawa. Ale to nieprawda. Dla niego liczyła się fotografia, a zaraz po niej... żona. June i Helmut Newton spędzili razem 56 lat. Szczęśliwych!
Dorota Szuszkiewicz
25.10.2020

13 listopada do kin wejdzie  film „Piękno i bestia” o legendarnym fotografie mody Helmucie Newtonie. W dokumencie opowiadają o nim jego gwiazdy i modelki m.in. Catherine Deneuve, Claudia Schiffer, Grace Jones, Isabella Rossellini. Newton lubił seksualizować swoje modelki, ale nawet rozebrane czy w kajdankach nie wyglądały na ofiary. Były piękne i silne. Taka też była jego żona – June. Ale kiedy się w niej zakochał, od razu zaznaczył, że fotografia będzie jego pierwszą miłością. Ona może być drugą. I że nie znosi odpowiedzialności. I myśli tylko o sobie. Jak to możliwe, że spędzili razem szczęśliwych 56 lat?

Helmut Newton urodził się w 1920 w Berlinie, jako Helmut Neustädter, w bogatej żydowskiej rodzinie. Mieszkał w 10-pokojowym apartamencie otoczony liczną służbą i kolejnymi opiekunkami. Matka stroiła go jak lalkę – w piękne ubrania z miękkiego aksamitu – i strzygła na pazia. Kiedy poszedł do szkoły, stał się obiektem kpin kolegów. Z powodu zbyt dziewczyńskiego wyglądu, ale też dlatego, że jako jedyny przyjeżdżał do szkoły samochodem z własnym szoferem. W wieku 12 lat za trzy i pół marki kieszonkowego kupił pierwszy aparat fotograficzny. W wieku 16 lat porzucił szkołę i zaczął praktykę u znanej berlińskiej fotograficzki mody Elsy Neuländer-Simon – Yvy.

Dziewictwo stracił jako 14-latek i od tej pory seks i fotografia stały się sensem jego życia. Z Berlina, uciekając przed hitlerowcami, wyjechał w 1938 roku do Singapuru. Rodzice popłynęli kilka miesięcy później do Ameryki Południowej. Ojca już nigdy nie zobaczył, Neustädter senior zmarł wkrótce po opuszczeniu Niemiec.

Żyć jak w Hollywood

W Singapurze Helmut był, jak wspomina, żigolakiem. Miał 18 lat, wdał się w romans z 34-letnią rozwódką Josette Fabien, właścicielką agencji reklamowej. Pomogła mu założyć studio fotograficzne, ale zarabiał tam grosze. Ku zgorszeniu miejscowej elity żył na koszt Josette, i to w prawdziwym luksusie. W 1940 roku został deportowany do Australii, co przyjął z radością, bo miał już dość kochanki. Założył studio fotograficzne i zmienił nazwisko na Newton. Miał mało zleceń, był biedny jak większość fotografów w tamtych latach, ale szczęśliwy. Pewnego dnia w jego studiu pojawiła się June Browne – o trzy lata młodsza i tak samo biedna jak on.

Była początkującą aktorką, pociągało ją życie hollywoodzkich gwiazd, których zdjęcia gromadziła w albumie. Kiedy poznała Helmuta, miała na swoim koncie pierwsze sukcesy zawodowe, ale zarabiała grosze. Wieczorami grała, a w dzień pracowała jako sekretarka, ucząc się pod biurkiem roli. Za namową koleżanki, retuszerki zatrudnionej u Helmuta, pojawiła się w jego studiu, żeby dorobić pozowaniem do zdjęć. Nigdy nie widziała żadnego Europejczyka, więc bardzo ją ciekawił. Kiedy przyszła, Helmut zajęty był w ciemni, a ona, czekając, aż skończy, podziwiała jego zdjęcia wiszące w poczekalni.

Zrobiły na niej wielkie wrażenie. Nie mniejsze niż sam fotograf, który w końcu pojawił się w drzwiach. Spodobali się sobie. Jak wspomina Newton w autobiografii, zaprosił wtedy June do drogiej restauracji i modlił się, żeby starczyło mu pieniędzy. A ona na deser bezczelnie zamówiła crêpes suzette, najdroższą pozycję w menu. Na spotkania z Helmutem wkładała biały sweter, cały wyhaftowany imionami swoich narzeczonych. Helmuta to nie martwiło, nawet wydawało mu się zabawne. Nie był zazdrosny, uważał zazdrość za uczucie nieproduktywne i bezużyteczne.

newton
Fot. Helmut Newton Estate

Zakochany Helmut

Był zakochany. „Wieczorami wywoływałem zdjęcia w ciemni, a o dziewiątej szedłem prosto do teatru. Siadałem w tylnym rzędzie i patrzyłem, jak June gra – i tak w kółko. Co wieczór”. W końcu June poprosiła, żeby ją odwiedził. Jej matka zrobiła herbatę, bo June nie wiedziała nawet, jak nastawić czajnik. Pani Maudie Browne z siostrą obejrzały sobie uważnie Helmuta. „Żadna z nich nigdy nie widziała cudzoziemca, nie mówiąc już o Żydzie” – wspominał Newton. Wizyta wypadła pomyślnie. Matka June polubiła Helmuta, ale pomysł małżeństwa z Żydem, do tego ateistą, bez pieniędzy i perspektyw nie wzbudził entuzjazmu. „Będzie stał na ulicy, robił zdjęcia przechodniom i błagał, żeby kupili odbitkę. Z czego będziecie żyli?”– martwiła się. „On ma wielki talent. Będzie wybitnym fotografikiem” – uspokajała ją córka

„Ona naprawdę wierzyła w to, co robię. Jej wiara była czymś nadzwyczajnym. Miałem w banku dokładnie trzy dolary, ona nie miała nic…” Pobrali się w maju 1948 roku w katedrze św. Patryka w Melbourne, przy bocznym ołtarzu, bo ateista nie mógł stanąć przed głównym. On miał 28 lat, ona 25.

Wynajmowali skromne pokoiki. Helmut pomagał, przepytując ją z roli, a June siedziała w biurze jego studia i zajmowała się indywidualnymi klientami, sprzedawała zdjęcia ślubne młodym parom. Nienawidziła tej pracy.

Trudno być panią Newton

W 1957 roku Newton dostał zaproszenie do londyńskiej redakcji „Vogue’a”. Ruszyli pełni entuzjazmu, choć June zaczynała wtedy odnosić pierwsze duże sukcesy jako aktorka, dostała nawet prestiżową nagrodę teatralną. Jednak dla fotografa mody Australia była wówczas prowincją, nie dawała szans na rozwój zawodowy, a tym bardziej na karierę. W modzie i fotografii liczyły się Ameryka i Wielka Brytania. Ruszyli więc, a w drodze do Londynu zatrzymali się jeszcze w Stuttgarcie i kupili białe porsche. Helmut zawsze miał słabość do luksusu, zostało mu to z dzieciństwa.

Sam Londyn końca lat 50. wydał się jednak Newtonowi przygnębiający i posępny. Praca mu nie szła, zdjęcia, zbyt prowokacyjne, nie trafiały w gust redakcji. Był coraz bardziej sfrustrowany. Nie rozumiał Anglików, ich stylu życia. June, przeciwnie, pokochała Anglię. Mogła kontynuować karierę aktorską, grała w angielskich serialach i słuchowiskach radiowych. Ale Helmut miał dość, postanowił zerwać kontrakt i przenieść się do Paryża. Dla June to była bolesna decyzja. Nie znała języka i wiedziała, że we Francji nie ma szans. Na początku grała jeszcze w angielskich serialach i krążyła między Paryżem a Londynem, bo nienawidziła być tylko panią Newton.

Helmut chodził ze swoim portfolio po redakcjach i szukał pracy. W końcu dostał zlecenie od „Jardin des Modes”, a potem z kolejnych redakcji. „To były ekscytujące dni. Uczyłem się wszystkiego o fotografii mody od paryżan, którzy wiedzieli, o co naprawdę w tym chodzi”. Newton uwielbiał Paryż, jego atmosferę, obserwował codzienne życie miasta i zachwycał się nim. Jako pierwszy robił modelkom zdjęcia na ulicy, nie lubił pracy w studiu.

newton
Fot. Getty Images

 

Nosiło go jednak po świecie. Postanowił więc wrócić do Australii i zrobić żonie miłą niespodziankę – w tajemnicy kupił dla nich dom. June była zrozpaczona, wpadła w depresję. Nie chciała tego domu, nie chciała zostać w Australii. Zamknęła się na wiele tygodni w mieszkaniu, nie wpuszczała przyjaciół. Helmut przyrzekł jej, że po dwóch latach wrócą do Europy. I dotrzymał słowa. Ale gdy nadszedł czas kolejnej przeprowadzki, June znowu się zbuntowała. Grała w teatrze, odnosiła sukcesy, była w swoim żywiole. Oczywiście stało się tak, jak chciał Helmut.

Do Paryża wrócili w 1961 roku. Zostali tam kolejne 20 lat. June we Francji nie miała pracy. W Londynie nikt jej już nie chciał. Natomiast kariera Helmuta rozkwitła. Jego sposób fotografowania, ujmowania tematu zdobywał uznanie i naśladowców. W jego zdjęciach było coś z dekadenckiego Berlina. „Dobra fotografia mody powinna przypominać wszystko, tylko nie fotografię mody” – brzmiało jego credo. Zdjęcia haute couture często przypominały zdjęcia z wakacji, obrazki skradzionego, podpatrzonego życia. Mieszał gatunki, stosował ryzykowne, nieoczywiste kadry. Jego fotografie kojarzyły się z ujęciami ze starych czarno-białych filmów (sam Newton był zresztą daltonistą).

Na sesje zdjęciowe przychodził perfekcyjnie przygotowany. Doskonale wiedział, czego chce. Często z June siedzieli po nocy przy winie i papierosach, dyskutując do białego rana nad pomysłami. To ona podrzucała mu inspiracje. Artyści docenili Helmuta. Yves Saint Laurent najchętniej jemu powierzał fotografowanie swoich kolekcji.

Kobiety jak upozowane na niewolnice

Ale Helmut zajmował się nie tylko fotografią mody. Robił też akty i portrety. I to akty wywołały kontrowersje i protesty, zwłaszcza feministek. Tworzył styl zwany szykiem porno. Wybierał modelki wysokie, silne, olśniewające urodą. Robił im zdjęcia z kajdankami i łańcuchami. Kobiety tylko na pozór wyglądały na uległe. Emanowały siłą, pewnością siebie, dominowały, panowały nad sytuacją. Zdjęcia Newtona nie przekraczały granicy między erotyką a pornografią. Modelki marzyły o pracy z nim, bo wiedziały, że to trampolina do kariery. Magazyny mody zaś mogły liczyć na zwielokrotnione nakłady.

„To, co Helmie fotografuje, nie przekłada się na jego życie prywatne – powiedziała w jednym z wywiadów June. – To jego inna, ciemna strona, o której ja nic nie wiem. Wobec mnie zawsze był szczery, otwarty i czuły. Zdjęcia nagich kobiet, upozowanych na niewolnice, nigdy mi nie przeszkadzały, ale nie ukrywam, że kiedy znudziło mu się robienie aktów, nie byłam zrozpaczona. On zresztą zawsze robi, co chce. To, co ja myślę o jego pracy, wcale się nie liczy”. Robił też portrety sławnych i bogatych. Margaret Thatcher, Catherine Deneuve, Gianniego Versace, Jean-Marie Le Pena.

Alice Springs: narodziny gwiazdy

Żeby June nie była tylko panią Newton, Helmut kupił jej farby i namawiał do malowania. Szło jej całkiem nieźle. Odkąd się poznali, interesowała się fotografią i stała sie jej doskonałym znawcą. Nigdy jednak sama nie brała aparatu do ręki. Aż do dnia, kiedy złożony grypą Helmut nie mógł wywiązać się z zamówienia. Miał zrobić zdjęcia do reklamy papierosów Gitanes. Model czekał już na placu Vendôme. June zaproponowała, że pójdzie tam i zrobi kilka zdjęć. Helmut pokazał jej, jak używać światłomierza i załadować aparat. Klient bez zastrzeżeń zaakceptował zdjęcia i tak narodziła się Alice Springs – fotograficzka.

Pseudonim wzięła od australijskiego miasta, na które przypadkiem trafiła na mapie. Helmut nie chciał, by robiła zdjęcia pod jego nazwiskiem. „Mówił mi – wspominała June – że jeden Newton w rodzinie wystarczy. »A jeśli ci się nie uda?«”. Ale się udało. Helmut przyznał, że była w tym dobra, „choć nigdy nie miała do tej pracy takiej energii jak do aktorstwa”. June zaczęła odnosić w nowym zawodzie sukcesy, miała wystawy, za namową Helmuta wyspecjalizowała się w portretach. Najpierw były to zdjęcia przyjaciół, potem przyszły zamówienia z miesięczników i dzienników. Zrobiła portrety Yves Saint Laurenta, Herberta de Givenchy, Vivienne Westwood, Olgi Havel, Michelangela Antonioniego, Charlotte Rampling, Nicole Kidman. Wypracowała swój styl. Lubiła fotografować ludzi w zwyczajnym otoczeniu i naturalnym oświetleniu.

Helmut pracował jak szalony, chciał być najlepszy. Żył w zawrotnym tempie, nie oszczędzał się, palił ponad miarę, sporo pił, pracował po kilkanaście godzin na dobę. Pojechał do Nowego Jorku na kolejną sesję zdjęciową. Tam, na ulicy, dostał zawału. Kiedy June przyjechała z Paryża, lekarz wprowadził ją do pokoju szpitalnego i powiedział, wskazując Newtona: „To jest pani najcenniejszy klejnot”. Na co Newton odparował, wskazując żonę: „To jest mój najcenniejszy klejnot!”. Mówił ze szczerego serca. June nigdy tego nie zapomniała.

Miłość? To tylko kilka liter

Aparat towarzyszył im na co dzień. Fotografowali się nawzajem nieustannie: na wakacjach, przy prozaicznych czynnościach, w kuchni, w ogrodzie. Na zdjęciach widać nagą June podlewającą kwiaty, z maseczką na twarzy, pod prysznicem, June na szpitalnym łóżku, Helmuta przerażonego jej chorobą.

W 1998 roku wydali album „Us and Them”, który jest kroniką ich życia. June pewnego dnia podarowała Helmutowi kamerę, lecz filmowanie go nie interesowało. Nigdy nie chciał być reżyserem, kamerę przejęła więc June. Tak powstał dokument „Helmut by June”. To kolejna kronika ich życia. Bohaterem jest on, ją słyszymy tylko z offu. Helmut w pracy z Claudią Schiffer, z Carlą Bruni, w domu Gianniego Versace. Helmut w domu, w łóżku, z telefonem. Helmut opala się na tarasie, Helmut w szortach chwali się kaszmirowym swetrem, wykonując taneczne kroki baletnicy, żartuje, czule szepce do stojącej za kamerą żony. Na końcu to on filmuje June w basenie i szepce z offu: „Cudowna dziewczyna, cudowna”.

Kiedy June przechodziła ciężką operację, Newton napisał: „Nigdy nie myślałem o nikim, tylko o sobie. Nie myślałem o niej. Nie, oczywiście, że myślałem, martwiłem się o nią jak szalony, ale nawet wtedy martwiłem się też o siebie. Myślałem: o mój Boże, co ja bez niej pocznę, jeśli coś jej się stanie? To był najdziwniejszy okres w moim życiu. Nie radziłem sobie z tym kryzysem,a June okazała się opoką, źródłem odwagi i siły, mimo że to ona była chora, a nie ja. W końcu operowano ją w kwietniu 1982 roku, a ja oczywiście robiłem zdjęcia. Mogłem stawić czoła jej i temu, co zrobili jej ciału, o wiele lepiej przygotowany i o wiele odważniejszy, kiedy pomiędzy oczami June a moimi znajdował się aparat”.

Podczas pobytu w Kalifornii, 23 stycznia 2004 roku, Helmut wsiadł do cadillaca, ruszył, dostał ataku serca, stracił panowanie nad autem i uderzył w ścianę budynku. Umarł kilka godzin później. June zamieszkała w Australii.

W wywiadzie udzielonym w kwietniu 2017 roku dla magazynu „Dapper Dan” powiedziała: „Życie z Helmutem było wspaniałe. To prawdziwe przeżywanie życia. Mieliśmy do siebie pełne zaufanie. A miłość? Miłość to tylko kilka liter. Życie nauczyło mnie cieszyć się życiem, kiedy ono jest”. June ma 97 lat. Mieszka w Melbourne, w Australii.

***

Tekst o June i Helmucie Newtonie ukazał się „Urodzie Życia” 1/2018

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Jude Law
East News

Jude Law: „Żyjemy w epoce krótkich emocji. Cieszymy się przez chwilę, smucimy niewiele dłużej”

O współczesności, zadaniach aktora i skrajnych emocjach mówi Jude Law, którego teraz możemy oglądać – w rewelacyjnych rolach! – w filmie „Gniazdo” i serialu „Dzień trzeci”. Rozmawia Artur Zaborski.
Artur Zaborski
19.10.2020

Dokładnie 20 lat temu dostał pierwszą nominację do Oscara za rewelacyjną rolę w filmie „Utalentowany pan Ripley”. Od tamtej pory nieprzerwanie nas zachwyca. Wcielał się w przeciwnika króla Artura – Vortigerna, doktora Watsona, rosyjskiego snajpera, a nawet papieża. Teraz Jude’a Law możemy podziwiać w dwóch przejmujących kreacjach. W serialu HBO „Dzień trzeci” jest zrozpaczonym ojcem, który stracił dziecko. W dramacie „Gniazdo” (w kinach od 9 października) gra zaś biznesmena, który konfrontuje się z małżeńskim kryzysem. Teoretycznie te postaci wszystko dzieli. Ale mają punkt wspólny: Jude’a Law, który w obu produkcjach daje prawdziwy popis! Artur Zaborski: W „Dniu trzecim” twój bohater trafia na wyspę u wybrzeży Wielkiej Brytanii, gdzie żyje odizolowana od świata społeczność. Serial dostarcza wielu ciekawych tropów interpretacyjnych – można pomyśleć, że mieszkańcy to banici albo naród wybrany. Jak ty na nich patrzysz? Jude Law: Niejednoznaczność tego wątku wydała mi się w scenariuszu najciekawsza. Jeszcze w latach 60. popularne komuny przyciągały ludzi hasłami wolności, niezależności, propozycją życia na własnych warunkach. W Stanach Zjednoczonych furorę robiły farmy, na których ludzie uprawiali ziemię i hodowali zwierzęta, by żyć z dala od kapitalistycznego społeczeństwa. Zaledwie pół wieku później jesteśmy już w zupełnie innym miejscu jako cywilizacja. Dzisiaj termin „życie w izolacji” wydaje się oksymoronem. Z jednej strony coraz częściej chcemy uciec w głuszę przed przebodźcowaniem – wybieramy więc te miejsca, gdzie otacza nas natura, a na horyzoncie nie maluje się nawet pojedyncza chałupa. Z drugiej strony – nawet w takich miejscach trudno poczuć, że jest się odciętym od...

Czytaj dalej
East News

Andrea Bocelli i Veronica Berti: wielka miłość i życie jak z bajki

Zamieszkali razem tego samego dnia, gdy się poznali. Dwanaście lat później, we włoskim Livorno złożyli przysięgę przed rodziną i przyjaciółmi.
Sylwia Arlak
18.10.2020

Nasze małżeństwo zaczęło się właściwie w dniu, w którym się poznaliśmy” — wspominał  Andrea Bocelli w wywiadzie dla „Guardiana”. O wszystkim zadecydował przypadek. Słynny tenor i aktorka Veronica Berti znaleźli się na tej samym przyjęciu w 2002 roku. On miał 44 lata, ona 18. Bocelii zaśpiewał dla niej arię, utwór zatytułowany „Occhi Di Fata”. Sam wtedy znajdował się na rozdrożu. Właśnie, po 10 latach małżeństwa, rozstał się ze swoją pierwszą żoną, Enricą Cenzatii, z którą ma dwóch synów: Amosa i Matteo. Wielka miłość i bajkowy ślub „Zawsze miałem w życiu szczęście i pokochałem Veronicę od pierwszej chwili. Zauroczył mnie jej głos i jej skóra. Wszyscy tam byli. To był naprawdę wspaniały moment. To było szalone, ponieważ zamieszkaliśmy ze sobą tej samej nocy” — mówił w wywiadzie. „Powiedział mi: »Zostań. Nie trać energii. Nie trać ani chwili. Miłość to coś, o czym się nie myśli«, więc zostałam. Jest inteligentnym człowiekiem i tak wiele mnie uczy. Lubi wyzwania. Gdy tylko powiesz mu: „nie zrobisz tego”, on tego dokona” — wspominała Veronica. Zostali parą. Początkowo Włosi nie byli z tego zadowoleni. Uważali, że Bocelli powinien jeszcze poczekać, zanim zacznie obnosić się ze swoją miłością. Ale oni nie chcieli tracić czasu. Kolejne kontrowersje wywoływała różnica wieku pomiędzy kochankami. Ludzie zastanawiali się, jak to możliwe, że się dogadują, a sam Bocelli podkreślał, że dzięki tej ponad dwudziestoletniej różnicy „było im łatwiej, a nie trudniej”: „To tradycja w mojej rodzinie. Moich rodziców też dzieliła spora różnica wieku. Poza tym jestem bardzo religijny, a takie małżeństwa często opisywane są w Biblii” –...

Czytaj dalej
East News

Kate Winslet: „Nie mam kucharza, kierowcy, pani do sprzątania. To nie byłoby dobre dla mojej rodziny”

Sława nigdy jej nie interesowała, co innego wymagające role. Ale jak przyznaje sama KateWinslet, najważniejsza jest rodzina.
Sylwia Arlak
18.10.2020

Schodzi z planu i rusza prosto do swojej XVII-wiecznej angielskiej posiadłości. Mówi, że stara się spędzać możliwie, jak najwięcej czasu ze swoimi dziećmi: 20-letnią Mią, 17-letnim Joe i 7-letnim Bearem. I zapewnić im możliwie najlepszą opiekę. „Nie mam szefa kuchni, kierowcy ani innych pomocników. Byłabym nieszczęśliwa, gdybym nie była samodzielna, nie czułabym się prawdziwą osobą. Tylko dlatego, że jestem w takiej sytuacji, w której mogę mieć te wszystkie rzeczy, nie oznacza, że muszę. To nie byłoby dobre dla mojej rodziny. Wiem, że moje dzieci by tego nienawidziły. Chcę, aby kiedyś, gdy spojrzą wstecz, pamiętały mój rosół, suchy prowiant na lunch i wspólnie spędzony czas” — podkreślała Kate Winslet w jednym z wywiadów. Kate Winslet — matka, żona, gwiazda filmowa Mówi o sobie, że „jest szczęściarą”. Razem z mężem tworzą dom, do którego chce jej się wracać. Pomimo mono wyśrubowanych standardów Hollywood lubi siebie taką, jaka jest (Kate od zawsze znana była ze swoich pełnych, kobiecych kształtów), a na jej biurko wciąż trafiają ciekawe scenariusze filmowe. Jest rozpoznawalna na całym świecie, a jednak na co dzień prowadzi zupełnie normalne życie. Z dala od fleszy i czerwonych dywanów. I to jej odpowiada. „Nie tylko nie czuję się jak gwiazda filmowa, nie sądzę, żebym zachowywała się jak jedna z nich. Moim zdaniem gwiazdą jest się tak długo, jak trwa ceremonia wręczenia Oskarów. Tylko wtedy ważne są pozory, opakowanie, od którym przemycasz na widownię całkiem zwyczajnego człowieka. Po zakończeniu imprezy natychmiast wyskakuję z efektownego pudełka i znowu jestem kobietą, matką” — mówiła aktorka. Przyznaje, że nigdy nie marzyła o sławie, a sukces „Titanica”, filmu Jamesa Camerona, w...

Czytaj dalej