„Miłość? To tylko kilka liter”. Wielki fotograf,  Helmut Newton i jego jedyna miłość: June
PAP/DPA

„Miłość? To tylko kilka liter”. Wielki fotograf,  Helmut Newton i jego jedyna miłość: June

Mówił, że w życiu liczą się seks i dobra zabawa. Ale to nieprawda. Dla niego liczyła się fotografia, a zaraz po niej... żona. June i Helmut Newton spędzili razem 56 lat. Szczęśliwych!
Dorota Szuszkiewicz
25.10.2020

13 listopada do kin wejdzie  film „Piękno i bestia” o legendarnym fotografie mody Helmucie Newtonie. W dokumencie opowiadają o nim jego gwiazdy i modelki m.in. Catherine Deneuve, Claudia Schiffer, Grace Jones, Isabella Rossellini. Newton lubił seksualizować swoje modelki, ale nawet rozebrane czy w kajdankach nie wyglądały na ofiary. Były piękne i silne. Taka też była jego żona – June. Ale kiedy się w niej zakochał, od razu zaznaczył, że fotografia będzie jego pierwszą miłością. Ona może być drugą. I że nie znosi odpowiedzialności. I myśli tylko o sobie. Jak to możliwe, że spędzili razem szczęśliwych 56 lat?

Helmut Newton urodził się w 1920 w Berlinie, jako Helmut Neustädter, w bogatej żydowskiej rodzinie. Mieszkał w 10-pokojowym apartamencie otoczony liczną służbą i kolejnymi opiekunkami. Matka stroiła go jak lalkę – w piękne ubrania z miękkiego aksamitu – i strzygła na pazia. Kiedy poszedł do szkoły, stał się obiektem kpin kolegów. Z powodu zbyt dziewczyńskiego wyglądu, ale też dlatego, że jako jedyny przyjeżdżał do szkoły samochodem z własnym szoferem. W wieku 12 lat za trzy i pół marki kieszonkowego kupił pierwszy aparat fotograficzny. W wieku 16 lat porzucił szkołę i zaczął praktykę u znanej berlińskiej fotograficzki mody Elsy Neuländer-Simon – Yvy.

Dziewictwo stracił jako 14-latek i od tej pory seks i fotografia stały się sensem jego życia. Z Berlina, uciekając przed hitlerowcami, wyjechał w 1938 roku do Singapuru. Rodzice popłynęli kilka miesięcy później do Ameryki Południowej. Ojca już nigdy nie zobaczył, Neustädter senior zmarł wkrótce po opuszczeniu Niemiec.

Żyć jak w Hollywood

W Singapurze Helmut był, jak wspomina, żigolakiem. Miał 18 lat, wdał się w romans z 34-letnią rozwódką Josette Fabien, właścicielką agencji reklamowej. Pomogła mu założyć studio fotograficzne, ale zarabiał tam grosze. Ku zgorszeniu miejscowej elity żył na koszt Josette, i to w prawdziwym luksusie. W 1940 roku został deportowany do Australii, co przyjął z radością, bo miał już dość kochanki. Założył studio fotograficzne i zmienił nazwisko na Newton. Miał mało zleceń, był biedny jak większość fotografów w tamtych latach, ale szczęśliwy. Pewnego dnia w jego studiu pojawiła się June Browne – o trzy lata młodsza i tak samo biedna jak on.

Była początkującą aktorką, pociągało ją życie hollywoodzkich gwiazd, których zdjęcia gromadziła w albumie. Kiedy poznała Helmuta, miała na swoim koncie pierwsze sukcesy zawodowe, ale zarabiała grosze. Wieczorami grała, a w dzień pracowała jako sekretarka, ucząc się pod biurkiem roli. Za namową koleżanki, retuszerki zatrudnionej u Helmuta, pojawiła się w jego studiu, żeby dorobić pozowaniem do zdjęć. Nigdy nie widziała żadnego Europejczyka, więc bardzo ją ciekawił. Kiedy przyszła, Helmut zajęty był w ciemni, a ona, czekając, aż skończy, podziwiała jego zdjęcia wiszące w poczekalni.

Zrobiły na niej wielkie wrażenie. Nie mniejsze niż sam fotograf, który w końcu pojawił się w drzwiach. Spodobali się sobie. Jak wspomina Newton w autobiografii, zaprosił wtedy June do drogiej restauracji i modlił się, żeby starczyło mu pieniędzy. A ona na deser bezczelnie zamówiła crêpes suzette, najdroższą pozycję w menu. Na spotkania z Helmutem wkładała biały sweter, cały wyhaftowany imionami swoich narzeczonych. Helmuta to nie martwiło, nawet wydawało mu się zabawne. Nie był zazdrosny, uważał zazdrość za uczucie nieproduktywne i bezużyteczne.

newton
Fot. Helmut Newton Estate

Zakochany Helmut

Był zakochany. „Wieczorami wywoływałem zdjęcia w ciemni, a o dziewiątej szedłem prosto do teatru. Siadałem w tylnym rzędzie i patrzyłem, jak June gra – i tak w kółko. Co wieczór”. W końcu June poprosiła, żeby ją odwiedził. Jej matka zrobiła herbatę, bo June nie wiedziała nawet, jak nastawić czajnik. Pani Maudie Browne z siostrą obejrzały sobie uważnie Helmuta. „Żadna z nich nigdy nie widziała cudzoziemca, nie mówiąc już o Żydzie” – wspominał Newton. Wizyta wypadła pomyślnie. Matka June polubiła Helmuta, ale pomysł małżeństwa z Żydem, do tego ateistą, bez pieniędzy i perspektyw nie wzbudził entuzjazmu. „Będzie stał na ulicy, robił zdjęcia przechodniom i błagał, żeby kupili odbitkę. Z czego będziecie żyli?”– martwiła się. „On ma wielki talent. Będzie wybitnym fotografikiem” – uspokajała ją córka

„Ona naprawdę wierzyła w to, co robię. Jej wiara była czymś nadzwyczajnym. Miałem w banku dokładnie trzy dolary, ona nie miała nic…” Pobrali się w maju 1948 roku w katedrze św. Patryka w Melbourne, przy bocznym ołtarzu, bo ateista nie mógł stanąć przed głównym. On miał 28 lat, ona 25.

Wynajmowali skromne pokoiki. Helmut pomagał, przepytując ją z roli, a June siedziała w biurze jego studia i zajmowała się indywidualnymi klientami, sprzedawała zdjęcia ślubne młodym parom. Nienawidziła tej pracy.

Trudno być panią Newton

W 1957 roku Newton dostał zaproszenie do londyńskiej redakcji „Vogue’a”. Ruszyli pełni entuzjazmu, choć June zaczynała wtedy odnosić pierwsze duże sukcesy jako aktorka, dostała nawet prestiżową nagrodę teatralną. Jednak dla fotografa mody Australia była wówczas prowincją, nie dawała szans na rozwój zawodowy, a tym bardziej na karierę. W modzie i fotografii liczyły się Ameryka i Wielka Brytania. Ruszyli więc, a w drodze do Londynu zatrzymali się jeszcze w Stuttgarcie i kupili białe porsche. Helmut zawsze miał słabość do luksusu, zostało mu to z dzieciństwa.

Sam Londyn końca lat 50. wydał się jednak Newtonowi przygnębiający i posępny. Praca mu nie szła, zdjęcia, zbyt prowokacyjne, nie trafiały w gust redakcji. Był coraz bardziej sfrustrowany. Nie rozumiał Anglików, ich stylu życia. June, przeciwnie, pokochała Anglię. Mogła kontynuować karierę aktorską, grała w angielskich serialach i słuchowiskach radiowych. Ale Helmut miał dość, postanowił zerwać kontrakt i przenieść się do Paryża. Dla June to była bolesna decyzja. Nie znała języka i wiedziała, że we Francji nie ma szans. Na początku grała jeszcze w angielskich serialach i krążyła między Paryżem a Londynem, bo nienawidziła być tylko panią Newton.

Helmut chodził ze swoim portfolio po redakcjach i szukał pracy. W końcu dostał zlecenie od „Jardin des Modes”, a potem z kolejnych redakcji. „To były ekscytujące dni. Uczyłem się wszystkiego o fotografii mody od paryżan, którzy wiedzieli, o co naprawdę w tym chodzi”. Newton uwielbiał Paryż, jego atmosferę, obserwował codzienne życie miasta i zachwycał się nim. Jako pierwszy robił modelkom zdjęcia na ulicy, nie lubił pracy w studiu.

newton
Fot. Getty Images

 

Nosiło go jednak po świecie. Postanowił więc wrócić do Australii i zrobić żonie miłą niespodziankę – w tajemnicy kupił dla nich dom. June była zrozpaczona, wpadła w depresję. Nie chciała tego domu, nie chciała zostać w Australii. Zamknęła się na wiele tygodni w mieszkaniu, nie wpuszczała przyjaciół. Helmut przyrzekł jej, że po dwóch latach wrócą do Europy. I dotrzymał słowa. Ale gdy nadszedł czas kolejnej przeprowadzki, June znowu się zbuntowała. Grała w teatrze, odnosiła sukcesy, była w swoim żywiole. Oczywiście stało się tak, jak chciał Helmut.

Do Paryża wrócili w 1961 roku. Zostali tam kolejne 20 lat. June we Francji nie miała pracy. W Londynie nikt jej już nie chciał. Natomiast kariera Helmuta rozkwitła. Jego sposób fotografowania, ujmowania tematu zdobywał uznanie i naśladowców. W jego zdjęciach było coś z dekadenckiego Berlina. „Dobra fotografia mody powinna przypominać wszystko, tylko nie fotografię mody” – brzmiało jego credo. Zdjęcia haute couture często przypominały zdjęcia z wakacji, obrazki skradzionego, podpatrzonego życia. Mieszał gatunki, stosował ryzykowne, nieoczywiste kadry. Jego fotografie kojarzyły się z ujęciami ze starych czarno-białych filmów (sam Newton był zresztą daltonistą).

Na sesje zdjęciowe przychodził perfekcyjnie przygotowany. Doskonale wiedział, czego chce. Często z June siedzieli po nocy przy winie i papierosach, dyskutując do białego rana nad pomysłami. To ona podrzucała mu inspiracje. Artyści docenili Helmuta. Yves Saint Laurent najchętniej jemu powierzał fotografowanie swoich kolekcji.

Kobiety jak upozowane na niewolnice

Ale Helmut zajmował się nie tylko fotografią mody. Robił też akty i portrety. I to akty wywołały kontrowersje i protesty, zwłaszcza feministek. Tworzył styl zwany szykiem porno. Wybierał modelki wysokie, silne, olśniewające urodą. Robił im zdjęcia z kajdankami i łańcuchami. Kobiety tylko na pozór wyglądały na uległe. Emanowały siłą, pewnością siebie, dominowały, panowały nad sytuacją. Zdjęcia Newtona nie przekraczały granicy między erotyką a pornografią. Modelki marzyły o pracy z nim, bo wiedziały, że to trampolina do kariery. Magazyny mody zaś mogły liczyć na zwielokrotnione nakłady.

„To, co Helmie fotografuje, nie przekłada się na jego życie prywatne – powiedziała w jednym z wywiadów June. – To jego inna, ciemna strona, o której ja nic nie wiem. Wobec mnie zawsze był szczery, otwarty i czuły. Zdjęcia nagich kobiet, upozowanych na niewolnice, nigdy mi nie przeszkadzały, ale nie ukrywam, że kiedy znudziło mu się robienie aktów, nie byłam zrozpaczona. On zresztą zawsze robi, co chce. To, co ja myślę o jego pracy, wcale się nie liczy”. Robił też portrety sławnych i bogatych. Margaret Thatcher, Catherine Deneuve, Gianniego Versace, Jean-Marie Le Pena.

Alice Springs: narodziny gwiazdy

Żeby June nie była tylko panią Newton, Helmut kupił jej farby i namawiał do malowania. Szło jej całkiem nieźle. Odkąd się poznali, interesowała się fotografią i stała sie jej doskonałym znawcą. Nigdy jednak sama nie brała aparatu do ręki. Aż do dnia, kiedy złożony grypą Helmut nie mógł wywiązać się z zamówienia. Miał zrobić zdjęcia do reklamy papierosów Gitanes. Model czekał już na placu Vendôme. June zaproponowała, że pójdzie tam i zrobi kilka zdjęć. Helmut pokazał jej, jak używać światłomierza i załadować aparat. Klient bez zastrzeżeń zaakceptował zdjęcia i tak narodziła się Alice Springs – fotograficzka.

Pseudonim wzięła od australijskiego miasta, na które przypadkiem trafiła na mapie. Helmut nie chciał, by robiła zdjęcia pod jego nazwiskiem. „Mówił mi – wspominała June – że jeden Newton w rodzinie wystarczy. »A jeśli ci się nie uda?«”. Ale się udało. Helmut przyznał, że była w tym dobra, „choć nigdy nie miała do tej pracy takiej energii jak do aktorstwa”. June zaczęła odnosić w nowym zawodzie sukcesy, miała wystawy, za namową Helmuta wyspecjalizowała się w portretach. Najpierw były to zdjęcia przyjaciół, potem przyszły zamówienia z miesięczników i dzienników. Zrobiła portrety Yves Saint Laurenta, Herberta de Givenchy, Vivienne Westwood, Olgi Havel, Michelangela Antonioniego, Charlotte Rampling, Nicole Kidman. Wypracowała swój styl. Lubiła fotografować ludzi w zwyczajnym otoczeniu i naturalnym oświetleniu.

Helmut pracował jak szalony, chciał być najlepszy. Żył w zawrotnym tempie, nie oszczędzał się, palił ponad miarę, sporo pił, pracował po kilkanaście godzin na dobę. Pojechał do Nowego Jorku na kolejną sesję zdjęciową. Tam, na ulicy, dostał zawału. Kiedy June przyjechała z Paryża, lekarz wprowadził ją do pokoju szpitalnego i powiedział, wskazując Newtona: „To jest pani najcenniejszy klejnot”. Na co Newton odparował, wskazując żonę: „To jest mój najcenniejszy klejnot!”. Mówił ze szczerego serca. June nigdy tego nie zapomniała.

Miłość? To tylko kilka liter

Aparat towarzyszył im na co dzień. Fotografowali się nawzajem nieustannie: na wakacjach, przy prozaicznych czynnościach, w kuchni, w ogrodzie. Na zdjęciach widać nagą June podlewającą kwiaty, z maseczką na twarzy, pod prysznicem, June na szpitalnym łóżku, Helmuta przerażonego jej chorobą.

W 1998 roku wydali album „Us and Them”, który jest kroniką ich życia. June pewnego dnia podarowała Helmutowi kamerę, lecz filmowanie go nie interesowało. Nigdy nie chciał być reżyserem, kamerę przejęła więc June. Tak powstał dokument „Helmut by June”. To kolejna kronika ich życia. Bohaterem jest on, ją słyszymy tylko z offu. Helmut w pracy z Claudią Schiffer, z Carlą Bruni, w domu Gianniego Versace. Helmut w domu, w łóżku, z telefonem. Helmut opala się na tarasie, Helmut w szortach chwali się kaszmirowym swetrem, wykonując taneczne kroki baletnicy, żartuje, czule szepce do stojącej za kamerą żony. Na końcu to on filmuje June w basenie i szepce z offu: „Cudowna dziewczyna, cudowna”.

Kiedy June przechodziła ciężką operację, Newton napisał: „Nigdy nie myślałem o nikim, tylko o sobie. Nie myślałem o niej. Nie, oczywiście, że myślałem, martwiłem się o nią jak szalony, ale nawet wtedy martwiłem się też o siebie. Myślałem: o mój Boże, co ja bez niej pocznę, jeśli coś jej się stanie? To był najdziwniejszy okres w moim życiu. Nie radziłem sobie z tym kryzysem,a June okazała się opoką, źródłem odwagi i siły, mimo że to ona była chora, a nie ja. W końcu operowano ją w kwietniu 1982 roku, a ja oczywiście robiłem zdjęcia. Mogłem stawić czoła jej i temu, co zrobili jej ciału, o wiele lepiej przygotowany i o wiele odważniejszy, kiedy pomiędzy oczami June a moimi znajdował się aparat”.

Podczas pobytu w Kalifornii, 23 stycznia 2004 roku, Helmut wsiadł do cadillaca, ruszył, dostał ataku serca, stracił panowanie nad autem i uderzył w ścianę budynku. Umarł kilka godzin później. June zamieszkała w Australii.

W wywiadzie udzielonym w kwietniu 2017 roku dla magazynu „Dapper Dan” powiedziała: „Życie z Helmutem było wspaniałe. To prawdziwe przeżywanie życia. Mieliśmy do siebie pełne zaufanie. A miłość? Miłość to tylko kilka liter. Życie nauczyło mnie cieszyć się życiem, kiedy ono jest”. June ma 97 lat. Mieszka w Melbourne, w Australii.

***

Tekst o June i Helmucie Newtonie ukazał się „Urodzie Życia” 1/2018

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Bill Cunningham wspomnienie moda 2020 król fotografii Street style
East News

Bill Cunningham – fotograf, który odkrył street style

#streetfashion to dziś prawie 27 mln postów na Instagramie, ale długo przed erą social mediów to Bill Cunningham wiedział, że prawdziwa moda dzieje się na ulicy.
Zuzanna Szustakiewicz
25.06.2020

Pamiętam, gdy usłyszałam o nim pierwszy raz. Było to 12 lat temu. Właśnie zaczynałam pracę w dziale mody pewnego kobiecego magazynie. Moja redaktor prowadząca poprosiła, żebym napisała do New York Timesa. Bardzo chciała dostać zdjęcie, które podczas paryskiego tygodnia mody zrobił jej Bill Cunningham . Szybko sprawdziłam kto to. Napisałam do nowojorskiej gazety kilkukrotnie, niestety nikt z redakcji nie odpowiedział. Ja za to odrobiłam lekcję, kim jest Bill. Dzisiaj mijają cztery lata od śmierci tego legendarnego fotografa, który dokumentował styl ludzi na ulicach Nowego Jorku i Paryża przez prawie pół wieku i chcę Wam o nim opowiedzieć. Szalony kapelusznik William John Cunningham Jr. Urodził się w Bostonie w irlandzkiej katolickiej rodzinie jako jeden z czworga rodzeństwa. W wieku 10 lat nosił sukienki, które podkradał siostrze i projektował ekstrawaganckie nakrycia głowy, w których jego mama niestety nie chciała chodzić. Zainteresowanie Billa modą nie podobało się rodzinie, a sam fotograf śmiał się, że chyba uważali, że ma nie po kolei w głowie. To, że rzucił studia na Harvardzie  (po dwóch miesiącach), nie pomogło. Uznano, że trzeba pokierować życiem chłopaka i zdecydowano, że pojedzie do Nowego Jorku i zamieszka u wuja. Bill miał się przyuczać do pracy w agencji reklamowej, ale zamiast tego uparcie robił kapelusze. W końcu wuj postawił mu ultimatum. Bill wybrał swoje kapelusze, a mieszkanko przy Wschodniej 52 Ulicy, które wynajął, służyło mu także za pracownię. Ulica to najlepszy wybieg! Pomimo sukcesów w projektowaniu kapeluszy, na przełomie lat 50. i 60. Bill zaczął dorabiać jako dziennikarz dla Women’s Wear Daily. Rzucił pracę w redakcji, gdy pokłócił się ze swoim wydawcą Johnem Fairchildem o to, który projektant jest...

Czytaj dalej
Veclaim Jessica Mercedes Kirschner  kampania ss 2020 Palm Reading gwiazdy w domu
mat. prasowe Veclaim

Jessica Mercedes, Anja Rubik i Bella Hadid też pracują... to znaczy pozują z domu!

Tej wiosny sesje mody nie odbywają się w tradycyjny sposób. Ale to nie szkodzi, wręcz przeciwnie. Dzięki zdjęciom dla Veclaim, Zary i Jacquemusa zaglądamy do domów gwiazd!
Zuzanna Szustakiewicz
12.05.2020

Świat od dwóch miesięcy stoi na głowie, a cała branża mody zastanawia się co dalej. Życie jednak wolniej, bo wolniej, ale toczy się dalej. Nadal oglądamy piękne zdjęcia , nadal jesteśmy ciekawi co u naszych ulubionych bohaterek/ów, nadal kupujemy ubrania. I choć produkcje modowe, w dotychczasowej formule się nie odbywają to gwiazdy oraz  modelki pracują i pozują w zaciszu swoich domów . A my jesteśmy zachwyceni! W domu z Veclaim, czyli kolekcja Palm Reading  Były już szalone lata 80, inspiracja Dynastią i mini disco sukienki. Był tarot, Joshua Tree i sukienki idealne na Coachellę. Chwilowo jednak nie pójdziemy na żaden festiwal ani nie pójdziemy na żadną imprezę, a Jessica Mercedes doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że moda ma iść z duchem czasu i odpowiadać na potrzeby ludzi. Ostatnio najchętniej chodzimy w dresach, więc i u Veclaim czas na dresy. Część z nas poszukuje sensu i odpowiedzi na nurtujące nas pytania „co dalej?” w horoskopach, magii czy wróżbach i w tej kwestii Veclaim jest ekspertem od samego początku. Najnowszą, międzysezonową kolekcję Palm Reading, zainspirowało czytanie naszego przeznaczenia z dłoni.  – Na pomysł wykorzystania motywu chiromancji wpadł mój brat Justin, który podczas nowojorskiego fashion week’u odwiedził wróżkę, zajmującą się odczytywaniem przyszłości za pomocą studiowania linii dłoni. Oboje wtedy zaczęliśmy interesować się tą tematyką. Justin jest tak naprawdę dużą częścią projektu i pomaga przy jego tworzeniu – wyjaśnia Jessica Mercedes. Palm Reading to uniseksowa minilinia basiców. W jej skład wchodzi wciągana przez głowę bluza i spodnie typu joggersy. Czarny kolor jest specjalnie sprany, a krawędzie ściągaczy postrzępione, by stworzyć efekt vintage. Jest też koszulka...

Czytaj dalej
East News

Gustaw Holoubek i Magdalena Zawadzka: mistrz, uczennica i wielka miłość

Nikt nie dawał im szansy na długi związek, nawet po ich ślubie. Na przekór wszystkim przeżyli ze sobą 35 lat: bez zdrad, skandali i wielkich kłótni. Rozłączyła ich dopiero śmierć.
Sylwia Arlak
21.12.2020

Poznali się na planie filmu „Spotkanie w Bajce” w 1962 roku. Gustaw Holoubek wraz z Andrzejem Łapickim zaprosili nastoletnią Magdalenę Zawadzką do kawiarni. Uciekła. „Pełna przestróg, jak to niecnie prowadzą się filmowcy, kategorycznie odmówiłam. I robiąc nerwowe w tył zwrot, weszłam... w szklane drzwi, wybijając głową szybę. Nie widziałam wtedy powodu, aby zainteresować się nim jako mężczyzną. Między nami tak naprawdę była przepaść” — wspominała Zawadzka. Miała wówczas 17 lat i debiutowała w filmie epizodyczną rolą. Umowę podpisywała za nią mama. Ponad 20 lat starszy od niej Holoubek był już doświadczonym aktorem, reżyserem i dyrektorem teatrów, pedagogiem, prezesem SPATiF-u. Zdążył już zapracować sobie na opinię kobieciarza. Czytaj też: Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam” Długo musiał o nią zabiegać Po raz kolejny spotkali się w 1969 roku w Teatrze Dramatycznym podczas prób do spektaklu „Życie jest snem” Calderona w reżyserii Ludwika Rene. On grał królewicza Segismunda, ona piękną Rosaurę, którą następca tronu chce zdobyć za wszelką cenę. Holoubek każdego dnia posyłał aktorce świeże kwiaty. Nawet nie próbował ukrywać swojego zainteresowania. Ale Zawadzka nie ułatwiała mu zadania. „Nie było tak, że z miejsca zachwycił mnie fakt, iż mistrz Holoubek zwrócił na mnie uwagę. On musiał o mnie zabiegać. Ba! Walczyć. I tym właśnie mnie zdobył” — mówiła Zawadzka w jednym z wywiadów, a Holoubek dodał w innym: „Zaczęło się niedobrze, bo nie podobałem się jej w ogóle. Wręcz byłem przez nią ignorowany. Ale stało się ze mną coś strasznego. A mianowicie pojawił się we mnie upór trwający całymi tygodniami, miesiącami,...

Czytaj dalej
david i iman
Fot. East News

David Bowie pisał do Iman: „Przy tobie czuję się jak żyjący święty”

Rzucił dla niej narkotyki, imprezowanie, zmienił się w dżentelmena. David Bowie, legendarny muzyk o złej reputacji i Iman, słynna supermodelka lat 90. kochali się ponad życie.
Magdalena Żakowska
05.11.2020

Filmy biograficzne poświęcone ikonom muzyki budzą dziś co najmniej takie emocje, jak kolejne części „Gwiezdnych wojen”. Były filmy dokumentalne o Amy Winehouse i Whitney Houston, wysokobudżetowe produkcje fabularne o Freddiem Mercurym i Eltonie Johnie. Teraz przyszła kolej na Davida Bowie. Pierwszy zwiastun filmu „Stardust” potwierdził jednak krążące od miesięcy plotki – rodzina artysty nie zgodziła się na wykorzystanie jego utworów w filmie. Będzie więc biografia muzyka bez jego muzyki, ale akurat ten fragment życia Davida Bowie, który wybrali twórcy filmu, dotyczy także innych tematów. W 1971 roku artysta pojechał na pierwsze tournee po Ameryce, a podróż ta zainspirowała go do stworzenia legendarnego alter ego, Ziggy Stardusta – nieśmiertelny symbol androgynicznego piękna.   W kontekście muzyki życie Davida Bowie można z pewnością podzielić na to przed Ziggym i po nim, ale w jego życiu prywatnym granica leży gdzie indziej: w momencie, kiedy spotkał Iman. Przeżyli wspólnie 26 lat i stworzyli najmniej rock’n’rollową spośród rock’n’rollowych par. David Bowie: szalony, zły i zakochany O muzykach rockowych XX wieku mówi się, że byli jak lord Byron: „Mad, bad and dangerous to know”. Kokaina, tygodniowe imprezy, długonogie dziewczyny na wyciągnięcie ręki – na tym z grubsza upłynęły im lata 70. i 80. Rzeczywiście „Szaleni, źli i niebezpieczni”. Mick Jagger – trzy żony, dziesiątki kochanek i złamanych serc: od Marianne Faithfull przez księżniczkę Małgorzatę po supermodelkę Carlę Bruni. Podobnie Iggy Pop, Bono, Michael Hutchence – wszyscy kumple Bowiego. On sam nie był lepszy, a może nawet najgorszy z nich. W wydanej w 2012 roku biografii Micka Jaggera pierwsza żona Bowiego, Angie, opowiada, że spóźnili się z...

Czytaj dalej