Tak pięknie niedobrani! Marilyn Monroe i mężczyzna jej życia
26 czerwca 1959 r. Nowy Jork. Marilyn Monroe i Arthur Miller w drodze ze szpitala po poronieniu ciąży. Fot. East News

Tak pięknie niedobrani! Marilyn Monroe i mężczyzna jej życia

Marilyn Monroe całe życie próbowała pokazać, że jest kimś więcej niż tylko blondynką. Ale nawet wtedy, kiedy poślubiła nagrodzonego Pulitzerem Arthura Millera, świat nie chciał brać jej poważnie.
Magdalena Żakowska
03.06.2020

Pisali o nich: „tytan intelektu i bogini seksu”, „mistrz i afrodyta”, „moralny guru i naiwna blondynka”. Ale żadna z tych etykietek nie oddawała tego, jacy byli naprawdę. Dziś, kiedy wszystkie tajemnice Marilyn Monroe zostały już odkryte i sprzedane na aukcjach za miliony dolarów, wiemy, że jej życie niemal od początku naznaczone było traumą, że przez wiele lat odważnie z nią walczyła, a tragedia, która ją spotkała była nierozłącznie związana z jej kobiecością. 

Molestowanie, 13 aborcji i „Ulisses”

Marilyn Monroe cierpiała na endometriozę, niezwykle bolesną chorobę kobiecą, na którą do dziś nie ma skutecznego lekarstwa. To właśnie choroba była pierwszym powodem dla którego zaczęła przyjmować środki przeciwbólowe, które ostatecznie ją zabiły. Kobiecość nie kojarzyła jej się z niczym przyjemnym – ból związany z endometriozą nasila się podczas miesiączki i stosunku seksualnego. 

A jakie cechy uczyniły z niej „tę” Marilyn Monroe? Po pierwsze łatwość skracania dystansu w relacjach z mężczyznami – na zdjęciach bez żenady uwieszała się na szyjach kolejnych mężczyzn, często zupełnie przypadkowych. Po drugie karykaturalny wręcz seksapil, który wiązał się z nieustanną potrzebą podkreślania atrybutów kobiecości – jej sukienki zawsze były o numer za małe. Po trzecie dziecinny głosik, naiwność i towarzysząca jej przez całe życie potrzeba posiadania starszego mężczyzny, który się nią zaopiekuje i obroni przed światem. Takim obrońcą miał być silny i wysportowany bejsbolista Joe DiMaggio, a potem największy erudyta i moralny rugu epoki, Arthur Miller. Wszystkie te cechy Marilyn Monroe to podręcznikowe symptomy wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie. To, co stało się jej znakiem rozpoznawczym, wynikało tak naprawdę z głęboko tragicznych przeżyć. 

Marilyn Monroe nie znała swojego ojca, a jej matka całe życie spędziła w zakładzie psychiatrycznym. Mała Norma (bo tak miała naprawdę na imię) była podawana z rąk do rąk przez kolejne rodziny zastępcze. Nie wiadomo ile miała lat, kiedy po raz pierwszy stała się ofiarą molestowania seksualnego, ale leczyła się z tej traumy już całe życie. I z kolejnych traum, bo łatwo sobie wyobrazić, jak 17-letnia sierota była traktowana w Hollywood, kiedy zaczynała tam karierę pozując do rozbieranych zdjęć. W latach 40-tych minionego wieku nawet największe aktorki były niewolnicami wielkich wytwórni filmowych, które decydowały nie tylko o ich kolejnych rolach, ale także ślubach, rozwodach i romansach. 

W trakcie krótkiego, 36-letniego, życia przez łóżko Marilyn Monroe przetoczyło się pół branży filmowej. Spała niemal z każdym reżyserem, który kręcił z nią film, z każdym partnerem filmowym, własnym agentem, producentami. Miała 13 aborcji, a kiedy już zdecydowała się na dziecko z Arthurem Millerem, okazało się, że zabiegi na zawsze przekreśliły jej szanse na macierzyństwo. 

Arthur Miller Marilyn Monroe
Arthur Miller i Marilyn Monroe w ogrodzie ich wspólnej posiadłości w Roxbury w Connecticut. 1958 rok. Fot. East News

Przez całe dorosłe życie próbowała uciec od wizerunku, który jednocześnie utrwalała kolejnymi rolami. Ale nikt nie brał jej poważnie. Na zdjęciu autorstwa Eve Arnold z 1955 roku, na rok przed ślubem z Arthurem Millerem, Marilyn Monroe siedzi w kolorowym, jednoczęściowym kostiumie kąpielowym na placu zabaw na Long Island i czyta „Ulissesa” Jamesa Joyce'a. To jedno z niewielu zdjęć Marilyn Monroe, które nie ocieka seksem, na którym aktorka nie kokietuje widzów. Nie przez przypadek zrobione zostało przez drugą kobietę. Kiedy zdjęcie zostało opublikowane, media uznały, że to żart. Marilyn Monroe czyta „Ulissesa”?! Niemożliwe. Dopiero 30 lat później fotografka opowiedziała historię tego zdjęcia profesorowi Richardowi Brownowi, brytyjskiemu literaturoznawcy, a prywatnie przyjacielowi Zygmunta Baumana. Okazało się, że w trakcie sesji zdjęciowej fotografce brakowało rekwizytu, który sprawiłby, że aktorka nie będzie patrzyła w obiektyw i przestanie pozować. „Może książka?” – zaproponowała Marilyn Monroe. „Mam w samochodzie, zaraz przyniosę”. Tą książką okazał się „Ulisses”, ale na liście lektur aktorki były też inne, równie poważne pozycje. Całe życie cierpiała na bezsenność, książki pomagały jej przeżyć noc. Wśród wystawionych w 2008 roku na aukcję pamiątek po niej znalazły się m.in. rachunki z księgarni w Nowym Jorku, gdzie kupowała książki podpisując się na czekach „Mrs. Miller”. Wśród tytułów była pełna bibliografia Zygmunta Freuda i największe powieści amerykańskie XIX wieku.

Nie tak niezłomny

Arthur Miller też nie był tym, na kogo wyglądał. Uważano go za największego erudytę swoich czasów i to być może była prawda. Dzięki niezłomnej postawie podczas przesłuchań przed Komisją McCarthy'iego, która złamała przecież niejedną gwiazdę kina, zyskał pozycję nieustraszonego obrońcy lewicowych przekonań. Chociaż jego przyjaciele, jak choćby reżyser Elia Kazan, szli na współpracę z komisją wskazując na oślep potencjalnych komunistów w Hollywood, Miller się postawił, odmówił współpracy, a jedyną wiadomością, którą się podzielił się z komisją była informacja o tym, że w ciągu dwóch miesięcy zamierza poślubić Marilyn Monroe. „To wspaniale, że mogłam poznać jego plany” – skomentowała żartem aktorka po obejrzeniu transmisji z przesłuchania.

Arthur Miller opowiadał później dumny w wywiadach, że jeden z członków komisji zaproponował mu, że zrezygnuje z przesłuchania, jeśli Miller umożliwi mu zrobienie wspólnego zdjęcia z Marilyn Monroe. Taką kobietę miał zamiar poślubić. Seksbombę, na widok której nawet poważni kongresmeni tracili głowę. Marilyn miała być wisienką na torcie jego ego. A ona? Planowała poślubić mężczyznę, który będzie dla niej intelektualnym drogowskazem, który napisze dla niej scenariusze dzięki którym świat pozna jej dramatyczny talent, który wyciągnie ją z bagna Hollywood i przeniesie w świat wyższych sfer Nowego Jorku, który będzie lojalnym przyjacielem, namiastką ojca, brata. Mężem. 

Arthur Miller Marilyn Monroe ślub
3 lipca 1956 r. Nowy Jork. Sekretny ślub Marilyn Monroe i Arthura Millera. Fot. East News

Ale Arthur Miller nie był tak niezłomny i nieustraszony, jakim go wówczas widziała. W sprawach światopoglądu gotowy był na bezkompromisowość, bo wizerunek był tym, na czym zależało mu najbardziej. A jeśli coś temu wizerunkowi zagrażało, usuwał to ze swojego życia bez mrugnięcia okiem. Tak było z Marilyn Monroe, kiedy kilka lat później nie radziła już sobie z uzależnieniem i okazało się, że przynosi mu wstyd w nowojorskich kręgach. Tak było lata później z najmłodszym synem Millera, Danielem, który urodził się z Zespołem Downa. Miller mimo błagań żony odesłał chłopca do zakładu zamkniętego i nigdy go tam nie odwiedził. Udawał, że Daniel po prostu się nie urodził. 

Miller przedstawiany był jako wrażliwy intelektualista, o nienagannym trzonie moralnym, ale w rzeczywistości potrafił być bezwzględnym i okrutnym człowiekiem, który w centrum świata stawia samego siebie i swoje potrzeby. Tego Marilyn Monroe nie mogła wiedzieć, kiedy spotkali się po raz pierwszy w 1950 roku. 

Kim Kardashian i George Soros

Poznali się na przyjęciu w Los Angeles. Ona miała wtedy 25 lat i romans z najlepszym wówczas przyjacielem Millera, Elią Kazanem. On był od niej dziesięć lat starszy, miał żonę i dwójkę dzieci. Według relacji świadków usiadł koło niej na kanapie, zaczął delikatnie pocierać jej stopę o swoją, w końcu zdjął jej but i chwycił za duży palec. „Powiedziałem jej, że nigdy jeszcze nie spotkałem tak smutnej dziewczyny” – wspominał później w wywiadzie. Ona z kolei napisała w dzienniku: „Poznałam dziś mężczyznę… To było coś. Uderzenie, jak gdybym wpadła na drzewo. A jednocześnie rozkosz, jak szklanka zimnego napoju, kiedy ma się gorączkę”. Ale tamtego wieczoru Arthur Miller uznał, że romans z 25-letnią gwiazdką to szaleństwo i następnego dnia wrócił do Nowego Jorku i żony. Ponownie ich drogi zeszły się 6 lat później. Miller był już zmęczony małżeństwem i życiem rodzinnym. Romans wybuchł ze zdwojoną siłą. Spotykali się w hotelu Chateau Marmont w Los Angeles i Waldorf Astoria w Nowym Jorku. Marilyn mieszkała w obu, twierdziła, że w hotelach nie czuje się tak samotna. Kiedy rozstali się na kilka tygodni, żeby Miller miał szansę przeprowadzić cichy rozwód, pisał do niej listy: 

„Chciałbym się znów obudzić koło ciebie. Pocałuję cię i obejmę i wydarzą się spektakularne rzeczy. (…) A potem westchnę. A kiedy oprzesz głowę na moim ramieniu, znowu poczuję się GŁODNY”. 

Rozwód zdobył błyskawicznie. To zresztą jego kolejna cecha charakterystyczna – trzecią żonę poślubił zaledwie miesiąc po rozwodzie z Marilyn, a kiedy ta zmarła po 33 latach małżeństwa, w ciągu dwóch miesięcy znalazł kolejną. Na jego usprawiedliwienie trzeba powiedzieć, że nigdy nie ukrywał, że w Marilyn Monroe fascynuje go przede wszystkim cielesność. Miał obsesję na punkcie jej ciała, tego jak się porusza. Bawił go też fakt, że ich ślub stał się towarzyską sensacją. Prasa, przyjaciele, fani nie wiedzieli co myśleć. To tak, jak by dziś Kim Kardashian poślubiła George'a Sorosa. 

Śluby mieli dwa. Pierwszy cywilny, trzymany w tajemnicy. Drugi w synagodze, bo aktorka zdecydowała się dla męża przejść na judaizm. Do ołtarza prowadził ją Lee Strasberg, jej mentor i nauczyciel. Wprowadzili się do apartamentu na Manhattanie, który Marilyn osobiście urządziła. Cały na biało. Nawet kominek i fortepian były białe. Miller nie wytrzymał tam długo. Pod pretekstem pracy nad kolejnym dramatem wyprowadził się na wieś, do Amagansett na Long Island. 

Marilyn dołączyła do niego latem 1957 roku i wtedy spędzili prawdopodobnie najszczęśliwsze wspólne chwile. Aktorka radziła sobie jeszcze wtedy dobrze z uzależnieniem, na przyjęciach, które wspólnie wydawali nie przynosiła Millerowi wstydu – zaprzyjaźniła się z Trumanem Capote i Saulem Bellow. To wtedy powstało zdjęcie, na którym czyta „Ulissesa”. Potem były kolejne – Alfred Eisenstaedt sfotografował ją dla magazynu „Life”, ubraną skromnie w białe spodnie i czarny top, zwiniętą na kanapie i pogrążoną w lekturze. W tle – jej osobista biblioteka, która urosła do rozmiarów blisko 400 książek. Na innym zdjęciu leży na rozkładanej sofie i czyta poezję Heinricha Heine. Na wsi zakochała się w naturze. Własnoręcznie pielęgnowała ogród płacząc nad każdym złamanym kwiatkiem. Kiedy po raz czternasty poroniła i dowiedziała się, że nie będzie już mogła mieć dzieci, bardzo zbliżyła się z dziećmi Millera z pierwszego małżeństwa – 10-letnią Jane i jej o dwa lata młodszym bratem. Problemy zaczęły się dopiero wtedy, kiedy wyjechali wspólnie do Wielkiej Brytanii, gdzie Marilyn Monroe miała nakręcić film „Książę i aktoreczka” w reżyserii Laurence'a Oliviera. O tym, jakie piekło aktorka zgotowała sobie i całej ekipie filmowej, świetnie opowiada film „Mój tydzień z Marilyn”, gdzie zagrała ją Michelle Williams. To był początek końca – małżeństwa z Millerem i życia. Miller napisał w dzienniku, że jest nią rozczarowany, a jej histeryczne zachowanie sprawia, że wstydzi się jej przed przyjaciółmi. Marilyn przeczytała potajemnie ten wpis. Była zdruzgotana. Spełnił się jeden z jej największych życiowych lęków: rozczarowała tego, którego kochała. Wtedy po raz pierwszy próbowała od niego odejść, ale ostatecznie zeszli się i na jesieni 1957 roku kupili wspólnie dom w Roxbury w stanie Connecticut. Zimą Miller pracował nad scenariuszem filmu „Skłóceni z życiem”, czyli ostatnim rozdziałem ich wspólnego życia. Marilyn Monroe z kolei wyjechała na zdjęcia do jednego ze swoich największych filmowych przebojów, „Pół żartem, pół serio”. Poza planem kompletnie wciągnęła ją psychoterapia. Miała równocześnie dwóch psychoterapeutów i psychiatrę, każdy leczył ją inną metodą. Bardzo chciała być zdrowa, ale już nie dla Millera. Była zbyt zraniona jego słowami. W dzienniku napisała: „Gdzieś w głębi duszy wiedziałam, że miłość nie istnieje”. W 1960 roku na planie filmu „Pokochajmy się” wdała się w romans z Yvesem Montandem, o którym Millerowi natychmiast doniósł Elia Kazan. 

Ostatni rozdział

„Skłóceni z życiem” to jeden z najwspanialszych filmów w historii Hollywood. Nie tylko ze względów artystycznych, a przecież napisał go Arthur Miller, wyreżyserował John Huston, a zagrali Marilyn Monroe, Clark Gable i Montgomery Clift. To film, który zyskał z czasem znacznie więcej znaczeń, status symbolu pop kultury. Wszystko to, co działo się przed, w trakcie zdjęć i po ich zakończeniu sprawiło, że stał się legendą trudną do przebicia. 

Marilyn Monroe przeczytała scenariusz „Skłóconych z życiem”, filmu, który Miller napisał dla niej po to, żeby miała szansę pokazać pełne spektrum swojego talentu, i wpadła w rozpacz. Nie dość, że wykorzystał w scenariuszu wiele sytuacji z ich życia, odzierając ją z tej odrobiny prywatności, którą przy nim miała, to jeszcze pokazał ją jako kobietę, mówiąc delikatnie, trudną do zniesienia. „Co cię tak smuci” – pyta ją w filmie Clarke Gable. „Jesteś najsmutniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek poznałem”. „Jesteś pierwszym mężczyzną, które to powiedział” – odpowiada Marilyn, ale my wiemy, że pierwszym był Miller.

Arthur Miller Marilyn Monroe
Londyn, 1957 rok. Marilyn Monroe i Arthur Miller na planie filmu „Książę i aktoreczka”. Fot. East News

Na planie wszystko szło nie tak. Upał był nie do zniesienia. Marylin, która była już wówczas ciężko uzależniona od środków uspokajających i cierpiała na kamienicę żółciową, rzadko pojawiała się na planie na czas. Nie pamiętała swoich kwestii, odwoływała kolejne dni zdjęciowe, w końcu produkcję filmu przerwano na dwa tygodnie i wysłano ją na przymusowy odwyk. Kiedy wróciła na plan zaproponowała, żeby zmienić zakończenie filmu. Uważała, że para kochanków powinna się rozstać. W ten sposób dała Millerowi do zrozumienia, że ich małżeństwo jest już przeszłością.

Po zakończeniu zdjęć okazało się, że „Skłóceni z życiem” to film, który w jakimś sensie kończy Złotą Erę Hollywood. Marlin Monroe, Clarke Gable i Montgomery Clift zmarli w ciągu roku od jego premiery. Clift popełnił, jak później pisano, „najdłuższe samobójstwo w historii Hollywood”. Pił bez chwili wytchnienia przez kolejne miesiące aż do śmierci. Od lat nie radził sobie z podwójną tożsamością, był homoseksualistą zmuszanym przez wytwórnię filmową do wchodzenia w kolejne romantyczne relacje z kobietami. Clarke Gable zmarł na atak serca na kilka dni po zakończeniu zdjęć. Lekarze uważali, że przyczyną mogło być wyczerpanie przedłużającymi się zdjęciami do filmu. Dla Marilyn Monroe praca nad „Skłóconymi z życiem” była potrójnym dramatem. Cierpiała odgrywając sceny z własnego życia, rozpadło się jej małżeństwo, a jednocześnie ze względu na pogłębiające się uzależnienie nie była w stanie poradzić sobie z pierwszą poważną, dramatyczną rolą w życiu. Zmarła rok po premierze.

Arthur Miller nie pojawił się na pogrzebie. Tłumaczył później, że jego obecność wzbudziłaby tylko niepotrzebną sensację. Organizacją ceremonii zajął się Joe DiMaggio, jedyny mężczyzna, który kochał Marilyn Monroe nieprzerwanie, taką, jaka była naprawdę. Do śmierci wysyłał co tydzień na jej grób bukiet czerwonych róż. 

Miller pożegnał byłą żonę na swój sposób, napisał kolejną sztukę, najbardziej autobiograficzną w swoim dorobku. I chociaż w dramacie „Po upadku” jest dla siebie równie bezwzględny, jak dla byłej żony, to krytycy uznali, że tym razem posunął się za daleko w obnażaniu gwiazdy. Tym bardziej, że po śmierci Marilyn Monroe otoczona została kultem świętej. Zrażony krytyką przez kolejne dekady nie wypowiadał się na jej temat. Dopiero kilka lat przed śmiercią udzielił pierwszego wywiadu na jej temat. Był bardzo ostrożny. Długo dobierał słowa. „Była jak niedźwiedź w cyrku, któremu na zawołanie każą tańczyć, a potem zamykają w ciasnej klatce” – mówił. Winą za jej śmierć obarczał Hollywood. I było w tym wiele prawdy, ale chyba jednak nie cała.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Magdalena Biedrzycka, Pan T
fot. Maciej Zienkiewicz/Agencja Gazeta

Magdalena Biedrzycka: „Moja praca to krew, pot i łzy”

Jako kostiumografka pracowała m.in. dla Wajdy, Polańskiego i Krauzego. Sama o sobie mówi, że jest „psychiatrą, praczką, krawcową i czasami artystką”.
Magdalena Żakowska
01.06.2020

Ma na koncie ponad sto produkcji filmowych. Jej projekty znamy z takich obrazów jak „Wałęsa”, „Pianista”, czy „Katyń”, ale również np. z „Listów do M.” i „Czasu honoru”. Po odpowiednie kostiumy potrafi zarówno pojechać do Paryża lub Londynu, jak i zrobić je z wywróconego na drugą stronę obicia kanapy. Czasami to one ją znajdują – jak sztuczne futro z wilka, które kurzyło się na półce w Centrum Obsługi Przedsiębiorstw i Instytucji Artystycznych i czekało na rolę w „Panu T.”.  Czarno-biały film Marcina Krzyształowicza z Pawłem Wilczakiem w roli głównej możesz teraz obejrzeć na platformie VOD Player+. Magdalena Biedrzycka: Postanowiłam przygotować się do naszej rozmowy. Przeczytałam swoje CV, przypomniałam sobie swoje filmy i policzyłam, ile pracuję. Wie pani, co mi wyszło? Magdalena Żakowska :  Równo 40 lat na planie filmowym.  Pani też się przygotowała! Co prawda miałam dwa lata przerwy na stan wojenny, lata 90. też były dziwne, bo nagle rozpadła się filmowa struktura państwowa i zapanował chaos – każdy kręcił, co tylko mógł, w efekcie niewiele jest dobrych filmów z tego okresu. Pracowałam wtedy mało.  Poznałyśmy się na planie „Wałęsy” Wajdy. Opowiadała mi pani o swetrze, w którym Robert Więckiewicz podpisywał akurat tego dnia Porozumienia Sierpniowe...  ...że to oryginalny sweter Wałęsy z tego okresu. Gdzieś w gazecie znalazłam wzmiankę, że pani Danuta oddała ten sweter do Muzeum Solidarności. Oni mi go pożyczyli. Ktoś, kto sobie wyobraża, że moja praca polega na tym, że sobie siedzę przy biureczku i rysuję, albo idę do sklepu i kupuję, ma mylne pojęcie o tym zawodzie. To krew, pot i łzy. Czasem zdarza mi się pracować w garażu z betonową...

Czytaj dalej
Katarzyna Bonda
fot. Magdalena Łuniewska/Buku Team

Katarzyna Bonda - jak się zostaje królową kryminału?

Kryminał to ulubiony gatunek Polek, a ona jest jego mistrzynią. Podium zdobyła w ekspresowym tempie, ale historia jej zwycięstwa, jak to często bywa, jest słodko-gorzka.
Aleksandra Szajewska
29.05.2020

Wysoka, posągowa blondynka. Nie wygląda jak pisarka. Wygląda jak gwiazda. I choć jej gwiazda rozbłysła nagle, nie spadła z nieba. Katarzyna Bonda urodziła się w Białymstoku, ale wychowała w Hajnówce . Jej rodzina ma białoruskie korzenie. Skończyła Dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim i scenopisarstwo w Łódzkiej Filmówce , uczestniczyła w wielu kursach kreatywnego pisania w Polsce i za granicą. Przez kilkanaście lat była związana z prasą. Pracowała dla wielu tytułów i jak każdy początkujący dziennikarz zaczynała od pisania o wszystkim. Pewnego dnia w zastępstwie za kolegę z redakcji „Expressu Wieczornego”, trafiła do sądu na swoją pierwszą rozprawę. Jej skrupulatność, dociekliwość i pogłębione podejście psychologicznie do spraw sprawiło, że wsiąkła w tematykę kryminalną, a dziennikarstwo śledcze stało się jej domeną. Poznała prokuratorów, policjantów, sekretarki sądowe i przestępców. Jednak najważniejsze spotkanie w jej życiu zawodowy miało się dopiero odbyć.  Sprawa Niny Frank  Zawsze chciała pisać książki, ale jak sama mówi, do pisania trzeba dojrzeć, trzeba mieć coś do przekazania, przeżyć coś. Ją życie doświadczyło wyjątkowo boleśnie. Jej tata zachorował na raka i zmarł. 11 dni po jego śmierci Katarzyna Bonda potrąciła na pasach pieszego. Ze skutkiem śmiertelnym. Pisarka dostała wyrok w zawieszeniu, ale po tym wydarzeniu już nic nie było w jej życiu takie samo. Potrzebowała pomocy psychologicznej, przez rok chodziła na terapię. W tym czasie napisała „Sprawę Niny Frank”, pierwszą część serii „Hubert Meyer – psycholog śledczy”. To właśnie spotkanie z pierwowzorem Meyera, szefem sekcji psychologów z Komendy Głównej w Katowicach, Bogdanem Lachem , miało największy wpływ na jej pisarstwo. Zawód profilera –...

Czytaj dalej