Liv Ullmann i Ingmar Bergman – historia filmowej miłości wielkiego reżysera i jego aktorki
eastnews

Liv Ullmann i Ingmar Bergman – historia filmowej miłości wielkiego reżysera i jego aktorki

„On jest potworem! Zazdrośnikiem! Tyranem!”
Magdalena Żakowska
04.01.2019

Gdy tylko Ingmar Bergman ją zobaczył, z miejsca zaproponował jej rolę. Sam nie wiedział jeszcze wtedy, w jakim filmie. Chodziło tylko o to, żeby być bliżej niej. Bergman miał wówczas 46 lat, Ullman 25. To historia 50 lat wspólnego życia. Miłości, rozstania i przyjaźni. Wielki reżyser Ingmar Bergman i jego muza Liv Ullmann – złączeni na zawsze wspólną legendą.

Jacob? Tu Liv, jestem w ciąży. – W słuchawce zaległa cisza. – Nie wiem, co robić.

– Wróć do domu, będę ojcem dla tego dziecka.

Wróciła. Był luty 1966 roku. Z Jacobem byli małżeństwem od pięciu lat. Kochała go, kochała też jego matkę, ciotki, braci. To była jej prawdziwa rodzina – własnego ojca nie pamiętała, umarł, gdy była dzieckiem, z mamą układało się różnie.

Jacob czuł, że coś się święci. Liv pracowała przecież ze słynnym Ingmarem Bergmanem, każda jego kolejna aktorka stawała się jego kochanką, wszyscy o tym wiedzieli. Najbliższa przyjaciółka Liv, Bibi Andersson miała z nim romans podczas kręcenia „Siódmej pieczęci” (1957) i „Tam, gdzie rosną poziomki” (1957). Teraz obie grały w jego filmie „Persona” (1966). Na potrzeby zdjęć Bergman wynajął wyspę Farö. Jacob wiedział, jak podekscytowana była Liv, gdy pakowała walizkę. To źle wróżyło. Nie widział jej ponad pół roku, nawet przez sekundę nie pomyślał, że to może być jego dziecko.

Kiedy wróciła, pojechali razem do jego matki i Jacob powiedział: „Liv jest w ciąży”. Matka zalała się łzami. Miała czterech synów, traktowała ją jak córkę, marzyła o wnukach. Nie pytała, jak to możliwe, skoro nie widzieli się tyle miesięcy. Nie chciała nic wiedzieć. Była taka szczęśliwa. Liv odetchnęła z ulgą. I właśnie wtedy, gdy wszystko zaczęło się tak dobrze układać, pojawił się Bergman. „Nie bój się Liv. Nie zrobię ci krzywdy. Kocham cię.”

Liv, miałem sen

Poznali się w Sztokholmie, w czerwcu 1964 roku. Ona, początkująca norweska aktorka, miała 25 lat. On, wybitny szwedzki reżyser, 46. „Był zupełnie inny od tego demonicznego tyrana, o którym wszyscy mi opowiadali. Właśnie nakręcił »Milczenie«. Był sławny. Ja i inni młodzi aktorzy na stypendium wiedzieliśmy, że reżyserował w Teatrze Dramatycznym sztukę Harry’ego Martinsona. Pozwolono nam wejść do jego gabinetu, ale nikt nie śmiał się odezwać”. Zapadło krępujące milczenie. Wtedy po raz pierwszy na nią spojrzał. Dłużej, niż wypadało w takiej sytuacji. Kilka dni później wpadła na niego na ulicy. I znów ten wzrok. Powiedział: „Zagra pani w moim filmie ”, a zabrzmiało to jak: „Czy wyjdziesz za mnie ”. Nie wahała się ani przez moment. Kilka miesięcy później wylądowała na Farö.

„Pamiętam, jak podczas prób siedział z palcem wskazującym przy skroni i z tym swoim delikatnym uśmiechem na twarzy ciągle mi się przyglądał. (...) Kiedyś poszliśmy na spacer. Sven Nykvist [operator i przyjaciel Bergmana], Bibi, Ingmar i ja. Bibi szybko zrozumiała, co się święci, więc zawołała: »Kto pierwszy przy tamtym kamieniu!«. Sven pobiegł za nią, a Ingmar i ja zostaliśmy w tyle i rozmawialiśmy. Od tego się wszystko zaczęło”. Tamtego wieczoru usiedli na wzgórzu z widokiem na morze i on powiedział: „Zeszłej nocy miałem sen, że ty i ja jesteśmy jakoś boleśnie połączeni”.

Kilka miesięcy później Bergman postawi w tym miejscu dom. Ich wspólny dom. Ale na razie koleżanki ostrzegają Liv: „Oszalałaś ! On jest potworem! Zazdrośnikiem! Tyranem! Będzie się nad tobą znęcał psychicznie!”. Ona nie słucha, ale kiedy zachodzi w ciążę, dociera do niej, że stało się coś nieodwracalnego. I ogarnia ją paniczny strach.

Ingmar Bergman z żoną
eastnews

Mur i zamknięte drzwi

Kiedy uciekła do Norwegii, pisał do niej listy. „Kochana Liv, jesteś wszędzie. W świetle za oknem, w drzwiach łazienki, na łóżku, w fotelu. Boli piekielnie oglądać cię z drugiej strony szklanego ekranu. Modlę się o to, żebyś była ze mną. Moje serce tęskni za tobą. Bez ciebie cierpię. Fizycznie. Tak, jakby obdarto mnie ze skóry. Przytul mnie z czułością, którą tylko ty posiadasz”.

– Ingmar? Jestem w ciąży – dzwoni w końcu. Bergman jest szczęśliwy. „To owoc miłości” – mówi Svenowi i wsiada w samolot. „Przyleciał po mnie, ale z lotniska pojechał prosto do Gaustad, gdzie pracował Jacob. Nie wiem, o czym rozmawiali, ale kilka godzin później przyjechali obaj do mnie i oznajmili, że wracam z Bergmanem do Szwecji”.

Z początku była przestraszona, wzruszona, spięta. Codziennie, kiedy wychodził do pracy, płakała. „Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Tyle emocji naraz. O co chodzi ! A byłam po prostu szaleńczo zakochana”.

Pierwsze lato było czystym szczęściem. W błyskawicznym tempie wybudowali dom, a w nim pokój dla dziecka. „Kiedy rozmawialiśmy, patrzył mi w oczy tak intensywnie, jakby zaglądał do środka, w głąb. Czułam, że dostrzegł, kim jestem. A skoro dostrzegł, kim jestem, i się we mnie zakochał, to znaczy, że byłam warta jego miłości”.

Dał jej poczucie absolutnego bezpieczeństwa i komfortu. Latała prywatnym samolotem, miała gosposię, kiedy zamarzyła o psie, dostała psa. Spędzali ze sobą 24 godziny na dobę. Jego głód bycia we dwoje był nienasycony. Chciał mieć ją tylko dla siebie.

Jesienią wybudował kamienny mur wokół domu i zabronił jej wychodzić bez pozwolenia. „Nie wolno mi było nigdzie jeździć, nie licząc kilku wizyt w domu. Nie podobało mi się to, ale żadnej jego decyzji nie podważałam. Nie wolno mi było przyjmować gości, poza jedną wizytą mamy i jedną – mojej najlepszej norweskiej przyjaciółki. Kiedy musiałam gdzieś wyjechać na zdjęcia, Ingmar zaopatrywał mnie w przyczepę kempingową i mężczyznę, który miał nade mną czuwać”.

Koniec karmienia

Specjalnie dla niej przerobił scenariusz filmu „Godzina wilka” (1968) – Max von Sydow niespodziewanie dostał ciężarną żonę. Na planie Bergman i Liv mieszkali we dwójkę na uboczu, nie mogła opuszczać go ani na chwilę. Z wyjątkiem środy – wtedy miała prawo pójść do hotelu, w którym mieszkała ekipa filmowa, żeby umyć włosy. „To był najszczęśliwszy dzień tygodnia. Tańczyłam, śmiałam się, robiłam to wszystko, co 26-letnie dziewczyny lubią robić. Ale musiałam wrócić o wyznaczonej godzinie. Moje życie stało się więzieniem”. W zazdrości był okrutny i potrafił skutecznie zadać ból. Mówił jej rzeczy, które zostały już z nią na zawsze.

Raz spóźniła się w środę do domu, a następnego dnia kręcili scenę pożaru. Klaps. Liv podeszła do leżącej przed ogarniętym płomieniami domem postaci – dokładnie tak, jak było w scenariuszu. „Podejdź bliżej ognia” – z megafonu rozległ się głos Ingmara. Podeszła. „Jeszcze bliżej”. Bała się, że zapalą jej się włosy. „Liv, słyszysz, co do ciebie mówię ! – wrzeszczał. – Bliżej!” To była jej kara. Powtarzała sobie w myślach: „Zostawię cię, odejdę jutro”, ale chwilę potem patrzył na nią tymi swoimi oczami i mówił: „Byłaś świetna”, a wtedy cała złość znikała.

„Kochana Liv, uważam, że Ingmar Bergman jest czasami nie do wytrzymania i jestem zmuszony przeprosić cię za jego zachowanie. Rozmawiałem z nim i obiecał, że od 14.30 będzie już do rany przyłóż!” – kiedy nabierał poczucia winy i tracił pewność siebie, potrafił ją wzruszyć i rozczulić.

Po narodzinach Linn wszystkie drzwi były już jednak zamknięte – nawet dla najbliższej przyjaciółki. Trzy miesiące po porodzie oznajmił jej, że pora, aby przestała karmić piersią. Wtedy po raz pierwszy spróbowała mu się sprzeciwić. Nie wyszło. Musiała zostawić Linn na miesiąc z nianią i wyjechać z nim do Rzymu. „To bolesne wspomnienie. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam. Zostawiłam ją. Ludzie mówią czasem, że nie mają wyjścia albo nie wiedzą, że mają jakiś wybór, albo nie rozumieją, że dokonali złego wyboru. Właśnie tak się wtedy czułam. Ingmar był ojcem dziecka. Ingmar był geniuszem. Ingmar podejmował decyzje. A wtedy Ingmar powiedział po prostu: »Musisz przestać karmić«”.

 

Ingmar Bergman z żoną
eastnews

List, który trzeba było zjeść

Polecieli do Rzymu, gdzie Bergman miał się spotkać z Fellinim. Spędzili tam miesiąc, ale Liv nic nie zobaczyła. Codziennie jedli w tej samej restauracji położonej 100 metrów od hotelu i natychmiast wracali do pokoju, bo Bergman pracował. Kiedy raz zapytała, czy może po obiedzie wypić sok ze świeżych pomarańczy w pobliskiej kawiarni – w Szwecji nie było wówczas takich rzeczy – popatrzył na nią jak na śmiertelnego wroga. Wiedziała, co to znaczy. Do hotelu codziennie napływały zaproszenia na przyjęcia – od Antonioniego, Moravii, Houstona, ale nie odpowiedzieli na żadne. Bergman nie lubił towarzystwa złożonego z więcej niż trzech osób. „Pewien reżyser chciał spotkać się z Ingmarem w Rzymie, więc zaprosił nas na obiad. Ingmar zgodził się pod warunkiem, że oprócz nas będzie tam tylko producent. Zjawiamy się. Drzwi się otwierają. W środku siedzi około trzydziestu osób. Nakryty stół, srebrna zastawa, świeczniki, kelnerzy. Ingmar stał przez chwilę w drzwiach, po czym się ukłonił, obrócił na pięcie i opuścił towarzystwo”.

Po powrocie na Farö było już tylko coraz gorzej. Stworzyli sobie własne piekło. Ona była nieszczęśliwa, bo czuła się więźniem we własnym domu. On był nieszczęśliwy, bo widział, że nie wystarcza jej obecność jego i córki. Kłócili się coraz częściej. To on ganiał wtedy za nią, bo ona bała się go, kiedy był zły, i robiła wszystko, żeby się do niej nie zbliżył. Nigdy jej nie uderzył, ale kiedy kłótnia osiągała apogeum, zamykała się na wszelki wypadek w łazience. Któregoś dnia kopnął w te drzwi tak mocno, że je przebił, a jego kapeć z rozpędu wpadł do toalety. Oboje wybuchnęli śmiechem. Większość kłótni kończyła się podobnie – czułością i śmiechem. I tak jeszcze przez rok.

Jednak któregoś dnia powiedział jej w złości tyle złego, że zauroczenie zniknęło. Liv zauważyła, że Ingmar ma siwe włosy. Jak mogła tego wcześniej nie dostrzec ! Dziwnie się garbi i łysieje na czubku głowy. Dotarło do niej, że jest starszy o ponad 20 lat. Kilka dni później krzyknął jej w złości: „Wynoś się!”.

Więc się wyniosła. Spakowała trochę rzeczy swoich i Linn. Ale nie wszystkie, żeby sprawy nie wyglądały tak ostatecznie i nieodwracalnie. W samolocie z Farö do Sztokholmu płakała całą drogę. Napisała do niego długi histeryczny list o tym, jak bardzo cierpi. Nie odpisał. Dopiero kilka lat później zapytała go, co zrobił z tym listem. „Zjadłem. Był tak egzaltowany, że bałem się, żeby nie trafił w niepowołane ręce”.

Rozmowa dwóch geniuszy

Kiedy wysiadła na lotnisku w Sztokholmie, zobaczyła z daleka transparenty. „Świetnie, kolejny protest w sprawie wojny w Wietnamie – zupełnie jakbym miała za mało własnych problemów”. Ale nie chodziło o Wietnam. Czekały na nią przyjaciółki – Bibi, Harriet i Gunnel Lindblom. A na transparentach widniało: „Welcome home, Liv!”, „We love you, Liv!”, „Go, girl!”. Kolejną dobę spędziły razem w mieszkaniu Bibi, leżąc na dywanie, pijąc czerwone wino i rozmawiając o miłości.

Tak jak on zbudował wcześniej mur wokół ich domu, tak ona teraz próbowała wybudować mur między nimi. Oboje ciężko znosili rozstanie, ale oboje zdawali sobie sprawę z tego, że rozstanie jest nieuchronne. „Ingmar był świadkiem mojego cierpienia, a ja byłam świadkiem jego cierpienia. Dzwoniliśmy do siebie codziennie. Któregoś dnia strasznie się upiłam. Piłam i piłam, i myślałam o tym, jak bardzo go nienawidzę. Następnego dnia rozmawialiśmy przez telefon: »Masz szczęście, że nie zadzwoniłam do ciebie wczoraj«. »Owszem, zadzwoniłaś…«”

Kilka lat później Liv Ullmann przeniosła się do Ameryki i została wielką światową gwiazdą. Do dziś mieszka w Los Angeles i w Nowym Jorku. Ale jeśli tylko Bergman sobie tego życzył, zawsze wracała do Szwecji, aby pojawić się w jego kolejnych filmach. Główne role zagrała w 10. „Kiedyś go zapytałam: »Dlaczego tak długo razem pracowaliśmy? Chodzi mi o to, że miałeś przecież tyle innych możliwości, jesteś prawdziwym geniuszem«. Spojrzał na mnie i odpowiedział: »Ty nic nie rozumiesz, Liv. Czy nie rozumiesz, że jesteś moim stradivariusem !«”.

Mimo dzielącego ich oceanu Bergman był dobrym ojcem dla Linn – choć rzadko je odwiedzał, bo bał się latać. Raz zrobił wyjątek. Przyleciał do Nowego Jorku, kiedy Liv debiutowała na Broadwayu w roli Nory w „Domu lalki” Ibsena (1974). Po premierze Liv zaplanowała kolację z Woodym Allenem – obaj reżyserzy darzyli się wielkim szacunkiem, ale nigdy się nie poznali. „Woody czekał na mnie przed teatrem. W samochodzie nie pada ani jedno słowo. Jest tak bardzo zdenerwowany, że aż trzęsą mu się ręce. Jedziemy windą – nadal ani słowa. Pukamy. Drzwi otwierają się, staje w nich Ingmar. Ingmar patrzy na Woody’ego. Woody patrzy na Ingmara. Bez słowa. I nagle Ingmar mówi jedno jedyne zdanie tego wieczoru: »Witam«. Woody kiwa jedynie głową. Siadamy do stołu. Podają kelnerzy. Geniusze na siebie spoglądają, potem jeszcze raz i jeszcze raz, przez chwilę jedzą, lekko się do siebie uśmiechają. Tak minął obiad, potem deser i cała reszta. Ingmar spogląda na zegarek. Woody także. Wstają i podają sobie dłonie na pożegnanie. Woody odwozi mnie do domu. Bez słowa. Dopiero, gdy wysiadam, mówi: »Och, Liv, dziękuję! To było niezwykłe przeżycie!«. Wchodzę do mieszkania, gdy dzwoni telefon. To Ingmar. »Liv, muszę ci podziękować. To było naprawdę ogromne przeżycie!«”.

Ostatni film, który Liv Ullmann i Ingmar Bergman robią razem, to „Sarabanda” (2003). Opowiada o spotkaniu po latach Marianne i Johana, bohaterów wcześniejszego filmu Bergmana z Liv „Sceny z życia małżeńskiego” (1973). To także hołd dla nich samych – dla ich miłości, przyjaźni, przywiązania. Bergman umarł cztery lata później, Liv odwiedziła go kilka godzin przed śmiercią. Twierdziła później, że obudziła się rano z przeczuciem, że musi go zobaczyć i dlatego pierwszy raz w życiu sama wynajęła dla siebie samolot. Kiedy dotarła na miejsce, Bergman nie mógł już mówić. Dlatego ona mówiła. Dużo. Oboje śmiali się z tego – sytuacja dokładnie jak z „Persony”, ich pierwszego wspólnego filmu…

Kiedy w dokumencie „Liv i Ingmar” (2012), już po śmierci Bergmana, dziennikarz pyta 74-letnią Liv Ullmann, czy przez te wszystkie lata, kiedy nie byli razem, tęskniła za Bergmanem, aktorka długo milczy, a z jej oczu płyną łzy. „Czasami tęsknisz i sam nie wiesz, jak bardzo, dopóki ktoś cię o to nie zapyta”.

***
Tekst o Liv Ullmann i Ingmarze Bergmanie ukazał się w „Urodzie Życia” 5/2016

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
rozwój osobisty
Getty images

Pędzisz, gnasz i lecisz na złamanie  karku? Zwolnij! Powolność to nasz nowy trend

"Problem w tym, że większość z nas traktuje odpoczynek jako próżniactwo".
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

Ciągle pędzimy. A przecież jest coraz więcej dowodów, że wygrywają ci, którym się nie spieszy. To oni dostają lepszą pracę, są zdrowsi, bardziej twórczy i zadowoleni z życia. Dlatego nie ma dzisiaj nic pilniejszego do zrobienia niż zastanowienie się nad pytaniem: „Jak wypisać się z obsesji pośpiechu i szczęśliwie żyć w swoim rytmie?”. Przeczytaj nasz tekst i zobacz, jak wejść na drogę zadowolonej z siebie i pewnej swojej wartości kobiety.   Na jednym z facebookowych memów dwie małe dziewczynki stoją na przystanku szkolnego autobusu z nosami w kalendarzykach. Jedna mówi do drugiej: „Okay, przesunę balet godzinę wcześniej, przełożę gimnastykę i odwołam fortepian. Ty przeniesiesz skrzypce na czwartek i urwiesz się z piłki. W ten sposób w środę będziemy mieć czas od 15.15 do 15.45, żeby się pobawić”. Zabawne? Owszem. – Ale gdy przestaniemy się śmiać, zadajmy sobie pytanie: „Czy ja nie jestem taką dziewczynką?” – mówi Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka i autorka właśnie wydanej książki „Zakupoholizm. Jak samodzielnie uwolnić się od przymusu kupowania”. – Czy życie w biegu, z kalendarzem poupychanym co do godziny nie jest dla mnie normą? Czy nie mam w środku takiej małej dziewczynki, która boi się, że jak pozwoli sobie na „bawienie się”, to usłyszy od mamy, że jest leniwa, a od taty, że nic w życiu nie osiągnie? Wiele z nas, spieszących się i zapracowanych kobiet, stara się zasłużyć na aprobatę i podziw innych, myśląc, że drogą do tego jest nieustanny wysiłek, mówienie wszem wobec: „Jestem potwornie zajęta”.   Tymczasem coraz więcej badań pokazuje, że wytężona praca, brak wakacji i wolnych weekendów wcale nie łączy się z efektywnością i sukcesem.   – Według...

Czytaj dalej
Sylvia Plath i Ted Hughes (Gwyneth Paltrow i Daniel Craig)
East News

Sylvia Plath i Ted Hughes: „Płaczę. Kładę głowę na podłodze. Duszę się.”

Sylvia Plath nie widziała się w roli żony, matki i gospodyni domowej, do czasu aż nie poznała Teda Hughesa. Ale i to nie przyniosło jej szczęścia.
Sylwia Arlak
03.09.2020

Sylvia Plath pisała do Teda Hughesa w listach: „Myślę, że gdyby coś ci się stało, naprawdę bym się zabiła”. Jej miłość do niego wylewała się z każdej zapisanej przez nią strony: „Jestem cała twoja, a ty jesteś moim światłem”. Po pierwszych miłosnych uniesieniach nadeszła proza życia. Dzieci. Obiad do ugotowania, dom do wysprzątania. Rachunki do zapłacenia. Zdrada, rany na ciele, w duszy. Rozstanie i tragiczna śmierć. Poetka i poeta – Sylvia Plath i Ted Hughes spotkali się po raz pierwszy w zimie 1956 roku na przyjęciu. Każde z nich przyszło na nie z kimś innym – ale cały wieczór spędzili już ze sobą. On – wysoki, ciemnowłosy, z mocno zarysowaną, męską szczęką i głębokim głosem. Mógł się podobać. Ona – rozpieszczona jedynaczka o urodzie amerykańskiej dziewczyny z sąsiedztwa: szeroki uśmiech, piękne włosy, związane wstążką. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Na imprezie Ted zerwał jej wstążkę z włosów, na co ona ugryzła go w policzek aż do krwi. To był początek ich relacji, w której było tyle samo miłości, co bólu i cierpienia. Sylwia miała wtedy 23 lata, przyjechała z Ameryki do Anglii na stypendium, nie znała zbyt wielu osób. Niepewna i zagubiona, już po pierwszej próbie samobójczej (w 1953 r.). Starszy o dwa lata Ted był jej oparciem w obcym kraju.  Cztery miesiące po pierwszym spotkaniu byli już małżeństwem. „Znałam wiersze Teda i byłam pod ich ogromnym wrażeniem. Bardzo chciałam go poznać. (…) Oboje tak dużo pisaliśmy i świetnie się przy tym bawiliśmy, więc zdecydowaliśmy, że ta znajomość powinna się rozwijać” – mówiła Plath o ich pierwszym spotkaniu w wywiadzie dla BBC z 1961 roku. Poetka znalazła w Tedzie nie tylko męża i towarzysza. Był jej natchnieniem....

Czytaj dalej
Tom Hanks i Rita Wilson
East News

Tom Hanks i Rita Wilson są razem od 32 lat.  „To moja siódma i ostatnia kochanka: moja żona”.

Żaden inny aktor nie potrafi tak pięknie mówić o żonie, jak Tom Hanks. Jego wyznania miłości wygłaszane podczas radosnych chwil, jak ceremonia rozdania Oscarów, albo trudnych, jak choroba, wzruszają nie tylko Ritę Wilson. I tak już od 32 lat.
Magdalena Żakowska
03.09.2020

Amerykanie traktują Toma Hanksa i Ritę Wilson jak narodowe dobro. Hanksowie stanowią wzór w wielu kategoriach: szczęśliwego, kochającego się małżeństwa z 30-letnim stażem, ludzi sukcesu, którym nie przewróciło się w głowie, skromności i po prostu normalności. Kiedy dyskretnie, bez epatowania sensacją, poinformowali świat o tym, że zarazili się w Australii koronawirusem, dla Ameryki przekaz był jasny: jeśli spotkało to ich, to znaczy, że może spotkać każdego z nas. Hanksowie pokazali, jak przejść przez ten trudny czas godnie, nie popadając w histerię i zachowując pogodę ducha. W każdym wpisie na Instagramie dziękowali lekarzom za opiekę, Tom żartował z wybitnych osiągnięć Rity w prostych grach zręcznościowych, które ściągnęła na telefon w czasie kwarantanny, publikował zdjęcia kanapek z wegetariańską pastą Vegemite, regionalnym przysmakiem Australijczyków, który u większości pozostałych mieszkańców Ziemi wywołuje nudności. Tak jak do wszystkiego w życiu, podeszli do choroby z optymizmem i poczuciem humoru. Wyzdrowieli, a Ameryka odetchnęła z ulgą. To był happy end w amerykańskim stylu, który w tych trudnych czasach dawał wszystkim nadzieję.  Tom Hanks: „Znałem ją długo przed pierwszym spotkaniem” Po raz pierwszy spotkali się na planie serialu komediowego „Bosom Buddies”. Tom miał na sobie różową sukienkę i cieliste szpilki. Łatwo sobie wyobrazić, że zrobił na Ricie piorunujące wrażenie.  Oboje mieli po 24 lata i w zasadzie czyste konto zawodowe. On tkwił w nieudanym małżeństwie, z dwójką dzieci (Elizabeth i Colin) i wieczną dziurą na koncie. Ona twierdziła, że nigdy się nie zakocha, ale na wszelki wypadek się zaręczyła. „Wszyscy to robili: zaręczali się, brali śluby, mieli dzieci. Nie chciałam być gorsza” – żartowała potem. Kto...

Czytaj dalej