Andrzej Zaucha zginął z ręki zazdrosnego męża kochanki. Padło dziewięć strzałów
East News

Andrzej Zaucha zginął z ręki zazdrosnego męża kochanki. Padło dziewięć strzałów

Andrzej Zaucha po śmierci żony ukojenie znalazł w ramionach Zuzanny Leśniak. Ta miłosna historia zakończyła się tragedią.
Kamila Geodecka
12.01.2021

Andrzej Zaucha chciał żyć pełnią życia – pokazywał to na scenie i poza nią. Jego przeboje znała, uwielbiała i śpiewała cała Polska. Artysta występował w Opolu, grał z największymi gwiazdami estrady. Utwory takie jak „Byłaś serca biciem” czy „C’est la vie –  Paryż z pocztówki” znają wszyscy – młodsi i starsi.

Jego kariera zakończyła się jednak zdecydowanie zbyt wcześnie. 10 października 1991 roku artysta został zastrzelony. W jego stronę oddano aż 9 strzałów. Za spust pociągał zazdrosny mąż kochanki artysty.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Andrzej Zaucha i Elżbieta

Andrzej Zaucha poznał swoją żonę Elżbietę na jednej z krakowskich dyskotek. Miał wtedy zaledwie 17 lat, ona była o rok młodsza. Byli młodzi, ale już wtedy zadecydowali, że będą ze sobą, dopóki śmierć ich nie rozłączy. I dotrzymali złożonej przysięgi.

Współpracownicy Zauchy mówili, że kobieta była zaborcza, zawsze stała za kulisami i wiernie czekała na swojego męża, aż ten zejdzie ze sceny. Podobno uczestniczyła też w próbach, ingerowała w muzyczne i sceniczne aranżacje, chciała decydować o repertuarze, pozwalała sobie na komentarze. To, co denerwowało innych muzyków, zupełnie nie przeszkadzało zakochanemu artyście. Tłumaczył, że zdanie żony  jest dla niego ważne – w końcu ukochana Elżbieta była jego najbliższą przyjaciółką, której radził się we wszystkich sprawach.

Wkrótce Elżbieta urodziła córkę – Agnieszkę. Nikt nie przypuszczał, że cokolwiek jest w stanie zniszczyć rodzinę związaną taką więzią. Do czasu, gdy u żony artysty zdiagnozowano guza pnia mózgu. Możliwa była operacja. Szanse na przeżycie: 50 procent. Loteria. Elżbieta nie zdecydowała się na interwencję chirurga. Zmarła z powodu udaru mózgu w 1989 roku.

Agnieszka miała wtedy 15 lat. Andrzej Zaucha w jednej chwili musiał stać się obojgiem rodziców. Jednocześnie starał się pożegnać żonę, przejść żałobę, zapomnieć. 

Czytaj także: Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski: „Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był moim piorunochronem”

Związek z Zuzanną Leśniak i śmierć Zauchy

Gdy nic nie wskazywało na to, że Andrzej Zaucha kiedykolwiek będzie mógł normalnie funkcjonować i ponownie kogokolwiek pokochać, pojawiła się ona – Zuzanna Leśniak. Była aktorką krakowskich teatrów. Jej mężem był francuski reżyser Yves Goulais. Wzięli ślub w klasztorze Sióstr Klarysek w Starym Sączu. Podobno to miejsce było przeklęte, inni mówili, że pechowe.

Między Zuzanną Leśniak i Andrzejem Zauchą wybuchł romans, który wkrótce miał zakończyć się tragedią. Yves Goulais był zazdrosny o swoją żonę, a gdy dowiedział się, że kobieta go zdradza, poczuł żądzę zemsty.

10 października 1991 roku mężczyzna zaparkował na ulicy Włóczków w  Krakowie. Nieopodal – w Teatrze STU – Andrzej Zaucha i Zuzanna Leśniak wspólnie grali w spektaklu „Pan Twardowski”. Po 22 widzowie zaczęli powoli się rozchodzić, a aktorzy wychodzili z teatru. Na parkingu przy Włóczków pojawił się m.in. Andrzej Zaucha, a zaraz za nim biegła Zuzanna z kwiatami w dłoni. Zauważyła swojego męża wychodzącego z samochodu. Wiedziała, że pragnie zemsty, ale nie zdążyła zareagować. Mężczyzna odepchnął ją i zaczął strzelać w stronę Andrzeja Zauchy. Padło dziewięć strzałów. Przypadkowo jedna z kul trafiła także w Zuzannę.

Czytaj także: Ostatnie słowa wielkich ludzi. Co mówili na łożu śmierci m.in. Steve Jobs, Beethoven i Jan Paweł II?

Ucieczka

Po zabójstwie Zauchy Yves Goulais wsiadł do auta i odjechał. Zatrzymał go jednak radiowóz. Mężczyzna powiedział, że zastrzelił człowieka, przyznał także, że w samochodzie ma broń. Wtedy jeszcze nie wiedział, że na stole operacyjnym umrze także jego ukochana, Zuzanna Leśniak. O tym dowiedział się dopiero w czasie przesłuchania.

Yves Goulais spędził w więzieniu prawie 15 lat. Wyszedł na wolność w 2005 roku i pod zmienionym nazwiskiem wciąż tworzy scenariusze.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Yves Montand i Simone Signoret na planie filmu „Wielki bękitny szlak
Fot. East News

Był zakochany w Marilyn Monroe, ale nigdy nie zostawił dla niej żony. O miłości Yvesa Montanda i Simone Signoret

„Któż oparłby się takiej pokusie”, miała powiedzieć Simone Signoret na wieść o romansie męża, francuskiego aktora Yves’a Montanda z Marilyn Monroe.
Dorota Szuszkiewicz
17.10.2020

Nigdy głośno nie przyznała, jak bardzo zranił ją romans męża. Była gotowa wiele wybaczyć i wiele poświęcić, żeby tylko z nim być. „Zdrada to nie wszystko” – tłumaczyła Simone Signoret znajomym. Ale ten romans nigdy nie dał jej spokoju. Yves Montand i Simone Signoret byli przez lata jedną z najbardziej uznawanych i lubianych par aktorskich Francji. Spotkali się pod koniec lat 40. w Prowansji, w La Colombe d’Or – ulubionej knajpce bohemy. Simone spędzała na Południu wakacje, Yves był w trasie koncertowej na Lazurowym Wybrzeżu. Nie miał zarezerwowanego hotelu, więc zaproponowała mu nocleg w swoim domu w Saint-Paul-de-Vence. Nawet gdyby miał rezerwację, to i tak zapewne tę noc spędziliby razem. Dla obojga to była miłość od pierwszego spojrzenia. I nieważne, że Simone miała już wtedy męża i małe dziecko. Simone wkrótce po ich spotkaniu w Prowansji zjawiła się w jego paryskim mieszkaniu z małą walizką. Montand postawił bowiem sprawę jasno: nie zamierza się dzielić z kimkolwiek. A i Simone nie chciała prowadzić podwójnego życia. Kilka miesięcy później dołączyła do nich jej córka, mała Catherine. Tuż przed Bożym Narodzeniem 1951 roku wzięli ślub – tam, gdzie ich miłość się zaczęła, w Saint-Paul-de-Vence – i stali się rodziną. Mieli po 30 lat. Kochanek Edith Piaf Pochodzili z różnych światów i wydawało się, że ten związek nie może się udać. Ona dorastała w burżuazyjnej rodzinie, on był Włochem wychowanym w Marsylii i dobrze wiedział, co to bieda. Wcześnie porzucił szkołę, by zarabiać na życie. Pracował jako robotnik portowy, kelner, pomocnik fryzjera, a wieczorami w tanich kawiarniach i barach próbował sił jako piosenkarz. Ona w tym czasie chodziła do renomowanego liceum, w którym filozofii uczył Jean-Paul Sartre, jeździła do Wielkiej Brytanii uczyć się...

Czytaj dalej
Modne swetry z Benettona i street art z Nowego Jorku
mat. prasowe

Kultowy sweter z kultowym graffiti, czyli kolekcja Benetton x Keith Haring

W nowej kolekcji dla marki Benetton Jean-Charles de Castelbajac wykorzystał rysunki Keitha Haringa, kultowego artysty z Nowego Jorku z lat 80.
Zuzanna Szustakiewicz
07.09.2020

Pamiętam, że gdy w 1991 roku pierwszy raz odwiedziłam Nowy Jork, wszędzie widziałam kolorowe ludziki, pieski i serca malowane charakterystyczną czarną, kanciastą, a jednocześnie obłą kreską. Teraz te same obrazki znajdziecie na swetrach, T-shirtach i bluzach w sklepach Benetton. Kto za nimi stoi? Pierwsza lekcja sztuki W 1991 roku miałam 9 lat i niewiele widziałam o sztuce, zwłaszcza tej ulicznej. Zapytałam więc przyjaciółkę mojej mamy, u której byłyśmy wtedy w odwiedzinach, o co chodzi z tymi kolorowymi rysunkami. Anka opowiedziała mi wtedy o autorze tych charakterystycznych murali i obrazków — młodym nowojorskim artyście, który zmarł rok wcześniej na AIDS. Zabrała nas też do Tony Shafrazi Gallery na wystawę prac Jean-Michel Basquiata i autora tych kolorowych ludzików Keitha Haringa. To była moja pierwsza lekcja o street arcie i graffiti. Był to też świetny wstęp do pop-artu, a prace Keitha Haringa do dziś są jednymi z moich ulubionych dzieł sztuki współczesnej. Skoro więc Jean-Charles de Castelbajac właśnie wykorzystał prace Keitha Haringa w swoich projektach dla marki Benetton na nadchodzący sezon, to nie mogłam o tym nie napisać. Kim był Keith Haring? Urodzony w 1958 roku Haring stał się popularny na początku lat 80, kiedy jego prace malowane białą kredą na pustych, czarnych billboardach w miejskim metrze zostały dostrzeżone i docenione. Młody chłopak szybko stał się częścią nowojorskiego, artystycznego środowiska lat 80., pracował po kilkanaście godzin dziennie, a jego styl stał się rozpoznawalny na całym świecie. Niby nic takiego: jasne, podstawowe kolory i odważna kreska. Do tego prosta tematyka — narodziny, śmierć, miłość czy wojna i znane symbole: serce, fala czy promienie. Mimo tej prostoty, a może właśnie...

Czytaj dalej
Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz
AFPEAST NEWS

Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz. Poznali się, gdy „wszystkie błędy mieli już za sobą”

On był po trzech rozwodach, ona – po dwóch. A jednak połączyła ich miłość, która przetrwała ponad 40 lat.
Kamila Geodecka
23.12.2020

W 1975 roku w Warszawie Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz wzięli ślub, którego właściwie nie potrzebowali. Towarzyszyło im dwóch świadków –  Basia Ślesicka i Piotr Skrzynecki, który specjalnie przyjechał z Krakowa. Młodzi powiedzieli sobie „tak”, ale nie było wesela. „Moglibyśmy żyć bez tego ślubu też” – mówiła aktorka. Już wtedy mieszkali razem. Oboje mieli za sobą doświadczenia z innych małżeństw, a przed sobą ponad 40 lat wspólnej miłości, przyjaźni, wsparcia i zrozumienia. Mogli spotkać się wcześniej, właściwie bez przerwy się mijali, przeprowadzając się do kolejnych miast, pracując w kolejnych teatrach, zmieniając kierunki studiów. Ona mówiła czasem, że mogli poznać się wcześniej. On uważał, że to dobrze, bo wszystkie błędy mieli już za sobą. Spotkania robocze W 1971 roku Andrzej Wajda pracował w krakowskim Starym Teatrze nad spektaklem „Biesy” Dostojewskiego na podstawie adaptacji Camusa. Reżyser chciał zająć się wszystkim – pracą z aktorami, opracowywaniem tekstu oraz scenografią i dekoracją. Okazało się, że nad tym ostatnim zapanować już nie mógł.  Wtedy Piotr Skrzynecki zapowiedział, że pozna go z Krystyną Zachwatowicz – scenografką i artystką kabaretową Piwnicy pod Baranami. Para poznała się w kawiarni Kolorowa w Krakowie. W końcu Zachwatowicz odwiedziła Wajdę w jego mieszkaniu. Długo dyskutowali o tym, w jaki sposób ma wyglądać przygotowywana sztuka. Od początku dobrze się dogadywali. Z czasem spotkania stały się coraz częstsze, a Andrzej Wajda zaczął przychodzić na występy kabaretowe swojej przyszłej żony. Podobno wchodził  potem do garderoby artystów i żartował. „Mam śmieszną anegdotę. Graliśmy program, w którym miałam blond perukę, usta na zielono. Ale na...

Czytaj dalej
Fot. materiały prasowe Netflix

„The Crown” sezon 4. Co jest prawdą, a co zostało wymyślone na potrzeby serialu

Co jest prawdą, co fikcją, gdzie fakty zostały przedstawione wiernie, gdzie podkoloryzowane, przeinaczone czy złagodzone. „The Crown” pod lupą, odcinek po odcinku.
Anna Zaleska
24.11.2020

Czwarty sezon „The Crown” – uznawany za najlepszy, choć i poprzednie były doskonałe – jest aż gęsty od rywalizacji, intryg i dramatów. Już w pierwszym odcinku pojawia się Diana Spencer (Emma Corin) jako przebrana za drzewo nastolatka. Kolejne odcinki to historia jej nieszczęśliwego małżeństwa z księciem Karolem. Ale choć to główny wątek tego sezonu, elektryzuje też postać premier Margaret Thatcher, którą Gillian Anderson portretuje po mistrzowsku. W samym centrum pozostaje zaś Elżbieta II, o której książę Filip mówi: „Ona jest powietrzem, którym wszyscy oddychamy”. Większość dialogów, które oglądamy w serialu, to oczywiście fikcja. Ale mnóstwo wydarzeń czy nawet scen rzeczywiście miało miejsce. Światowe media, a brytyjskie przede wszystkim, biorą pod lupę czwarty sezon „The Crown”, analizując, co jest prawdą, co fikcją, gdzie fakty zostały przedstawione wiernie, gdzie podkoloryzowane, przeinaczone czy złagodzone. Odcinek 1. „Adiutant królowej” „To ostatnie, czego potrzebuje kraj. Dwie kobiety za sterami!”, mruczy książę Filip, gdy oglądają z żoną w telewizji moment ogłoszenia, że Margaret Thatcher wygrała wybory w 1979 roku. „Może właśnie tego potrzebuje kraj. Na razie bardzo mi się podoba”, odpowiada królowa. „Córka sklepikarza?” – szydzi książę. Pierwszą w Europie kobietę na stanowisku premiera serial przedstawia jako osobę upartą, zawziętą, niezwykle pracowitą, twardą i mającą poczucie, że zawsze ma rację, co czyni ją osobą niezdolną do kompromisu. Tak też widziały ją wtedy media. Londyński „The Times” tuż przed wyborami pisał o niej, że jest zdecydowana, ma cechy kaznodziei, wierzy w mieszczańską odpowiedzialność i jest głęboko przekonana o wielkiej...

Czytaj dalej